Obecny książę koronny Wielkiego Cesarstwa Yu, będący jednocześnie najstarszym synem cesarza, trzy lata wcześniej objął władzę we Wschodnim Pałacu. Jego biologiczna matka, szlachetna małżonka Chen, od dawna cieszyła się największą sympatią cesarza spośród wszystkich konkubin sześciu pałaców, zajmując wyższą pozycję niż sama cesarzowa. W czterdzieste urodziny szlachetnej małżonki Chen wszystkie tytularne szlachcianki przychodziły do pałacu, aby ją powitać i wręczyć jej swoje dary.
Zarządca magazynów rezydencji przyszedł z listą do Lin Qingyu.
– Wszystko, co mamy w rezydencji, jest tu zapisane. Lady Liang poprosiła, abyś wybrał odpowiedni prezent z tej listy, paniczu.
Lin Qingyu pobieżnie zerknął na wszystkie wymienione przedmioty.
– Według zapisów, które dała mi Lady Liang, Pałac Wschodni podarował markizowi w zeszłym roku parę jadeitowych bereł z baraniego tłuszczu1. Dlaczego nie ma ich w magazynach?
– Lady Liang wręczyła je ministrowi obrony narodowej, aby pogratulować mu ślubu syna – odpowiedział steward.
– A gdzie jest tysiącletni żeń-szeń otrzymany od szlachetnej małżonki Chen?
– Oczywiście, służył do karmienia młodego markiza – odpowiedział zarządca z uśmiechem.
Lin Qingyu skinął głową.
– Rozumiem. Możesz już iść. Przygotuję dar zgodnie z życzeniem Pani Liang jutro, zanim wyruszy do pałacu.
Lady Liang zastrzegła jedynie, żeby miał taką samą wartość, jak dary, które wcześniej im ofiarowano. Miał również wyrażać szacunek rezydencji dla szlachetnej małżonki Chen, ale jednocześnie nie powinien sugerować zamiaru przekroczenia granic ani zyskania czyjejś przychylności. Dwór markiza był spokrewniony z cesarzową przez małżeństwo, co tylko komplikowało sprawę.
Sama cesarzowa urodziła syna, ale nie mógł on odziedziczyć smoczego tronu, ponieważ urodził się z upośledzeniem umysłowym. Nie cieszył się też łaską cesarza, więc zamieszkał w tymczasowej rezydencji na wsi niedaleko stolicy. Cesarzowa bardzo tęskniła za synem, co doprowadziło do tego, że żywiła urazę do szlachetnej małżonki Chen i jej syna, następcy tronu.
Cesarzowa była mniej rozpieszczana niż małżonka, ale nadal była matriarchą kraju. Wręczając dar szlachetnej małżonce Chen, rezydencja markiza również musiała uważać, by nie urazić Pałacu Centralnego. Czynników, które miały wpływ na tę decyzję, nie dało się w pełni ująć w krótkim zdaniu.
***
Lin Qingyu wybrał kilka przedmiotów z listy, które chciał przenieść do Pawilonu Lanfeng, aby móc je po kolei obejrzeć.
Zauważywszy w pokoju pudełka z prezentami o różnych rozmiarach, Lu Wancheng zapytał:
– Co to jest?
– Potencjalne prezenty urodzinowe dla szlachetnej małżonki Chen – powiedział Lin Qingyu.
– Szlachetna małżonka Chen? – Lu Wancheng zmarszczył brwi, co było rzadkim widokiem. – Matka następcy tronu?
– Tak.
Wyraz twarzy Lu Wanchenga lekko się zmienił.
– Kiedy nawiązałeś kontakty z Pałacem Wschodnim?
Lin Qingyu wyjaśnił, że Lady Liang poprosiła go o przygotowanie tego prezentu.
Lu Wancheng wciąż wydawał się zmartwiony.
– Nie wejdziesz do pałacu ani nie spotkasz się z następcą tronu, prawda? – zapytał.
Ta odpowiedź wzbudziła podejrzenia Lin Qingyu.
– Nie – powiedział. – Ale nigdy wcześniej nie widziałem, żebyś zwracał na cokolwiek tak wielką uwagę. Dlaczego wzmianka o Pałacu Wschodnim wywołała u ciebie taką reakcję?
Lu Wancheng zawahał się przez chwilę, po czym powiedział z uśmiechem:
– To następca tronu. Przyszły cesarz. Czy to nie wystarczający powód, żebym się tym przejmował?
– Cesarzowa jest twoją ciotką z krwi i nominalną matką następcy tronu – odpowiedział Lin Qingyu. – To w zasadzie czyni następcę tronu twoim kuzynem.
Lu Wancheng cmoknął.
– Jakbym chciał takiego oślizgłego kuzyna.
Na tym ich rozmowa o Pałacu Wschodnim się zakończyła.
Lu Wancheng wydawał się rozkojarzony, ale mimo to przypomniał Lin Qingyu:
– Jeśli Lady Liang jest na tyle odważna, by siać zamęt za pośrednictwem szlachetnej małżonki Chen, to prawdopodobnie uważa, że nadszedł już czas.
Lin Qingyu skinął głową.
– Nie martw się, młody markizie. Wiem, co powinienem zrobić.
Następnego dnia Lady Liang obudziła się godzinę wcześniej niż zwykle. Kiedy ciocia Liu obsługiwała ją i pomagała jej włożyć formalne szaty, Lady Liang zapytała:
– Na którym dziedzińcu markiz spędził noc?
– Konkubiny Pan – odpowiedziała ciocia Liu.
Twarz Lady Liang pociemniała.
– Znowu ona.
– Ona jest niskiego pochodzenia i nie mogła urodzić dzieci, więc nie musisz się na nią gniewać, pani, nie zasługuje na twój gniew.
– Masz rację. – Lady Liang przyjrzała się kobiecie w lustrze. Była piękna, nawet teraz, w podeszłym wieku. – Markiz powinien wkrótce przyjść na śniadanie. Udaj się do pawilonu Lanfeng i wezwij go.
Niezależnie od tego, u której konkubiny markiz zatrzymał się poprzedniej nocy, następnego dnia zawsze jadł śniadanie z żoną i słuchał jej relacji z różnych spraw w majątku. W końcu, choć nie miał nic przeciwko, jeśli nie chciał zajmować się sprawami domowymi, powinien przynajmniej mieć pojęcie o tym, co się dzieje w dworze.
Podczas śniadania Lady Liang poruszyła temat urodzin szlachetnej małżonki Chen.
– Ta sprawa może wydawać się nieistotna, ale tak naprawdę jest kluczowa – oświadczył markiz. – Gdzie jest prezent, który przygotowałaś? Pokaż mi go.
Właśnie wtedy podszedł służący z wiadomością:
– Panie, Pani, panicz jest tutaj.
– Och, co za zbieg okoliczności – powiedziała Lady Liang z uśmiechem. – Z wiekiem czuję, że brakuje mi sił, by zajmować się wszystkimi licznymi sprawami rezydencji. Myślałam o delegowaniu niektórych obowiązków Qingyu, więc jakiś czas temu zleciłam mu zarządzanie księgowością. Kazałam mu też przygotować prezent urodzinowy dla szlachetnej małżonki Chen. Pewnie dziś tu jest, żeby o tym porozmawiać. Mamy jeszcze trochę czasu przed twoją poranną audiencją u cesarza, więc może zostaniesz i przyjrzysz się jego przygotowaniom.
Markiz skinął głową.
– W takim razie niech wejdzie.
Lin Qingyu wszedł do pokoju. Za nim podążali Fengqin i Huantong, którzy nieśli odpowiednio książki i eleganckie pudełko z prezentem. Powitał markiza i jego żonę, zgodnie z nakazem.
Markiz spojrzał na pudełko.
– Czy to prezent, który przygotowałeś dla szlachetnej małżonki Chen?
– Tak. Proszę spojrzeć. – Lin Qingyu spojrzał na Fengqin, która podała mu pudełko z prezentem, a jej dłonie lekko drżały.
Kształt pudełka sugerował, że zawiera coś długiego. Rzeczywiście, po otwarciu ukazał się zwinięty obraz.
Markiz kazał go rozwinąć. Kiedy zobaczył obraz, jego twarz pociemniała i gwałtownie wstał z krzesła.
– Jak śmiesz?!
Lady Liang zmusiła się do opadnięcia uniesionych kącików ust, po czym również wstała, mówiąc z niedowierzaniem:
– Ten obraz pochodzi sprzed pięciu wieków. Namalował go słynny artysta z królestwa Shu. To rodzinna pamiątka! Jak śmiesz go oddawać?
– Wielu chciałoby kupić ten obraz, ale jego wartości nie da się zmierzyć – kontynuował markiz. – Jego Wysokość, który ma słabość do sztuki, wielokrotnie nakazywał mi zabrać ten obraz ze sobą do pałacu, abym mógł go podziwiać razem z nim. Z własnej inicjatywy podarowałem mu go jako hołd, ale ponieważ szanuje swoich urzędników, zawsze odmawiał jego przyjęcia. A teraz planujesz podarować go szlachetnej małżonce Chen, matce następcy tronu?! – Markiz uderzył pięścią w stół, wściekły. – Jego Wysokość jest bardzo ostrożny w bliskich powiązaniach między wpływowymi urzędnikami a następcą tronu. Czy wiesz, jak strasznej katastrofy omal nie spowodowałeś?
Lin Qingyu spuścił wzrok.
– Nie śmiem sprawiać kłopotów.
– Nie śmiesz? – ryknął wściekle markiz. – Bystry umysł syna naczelnego lekarza cesarskiego Lina jest powszechnie znany. Mam powody, by sądzić, że celowo próbowałeś tego dokonać, aby narazić moją rodzinę na niebezpieczeństwo!
– Mamy szczęście, że markiz przyjrzał się zawartości pudełka – powiedziała Lady Liang, wciąż przestraszona. – Gdyby Jego Wysokość kiedykolwiek zobaczył ten obraz w pałacu szlachetnej małżonki Chen, kto wie, jakie wątpliwości miałby co do relacji między markizem a następcą tronu?
Pani Liang spojrzała na ciocię Liu wzrokiem, który oznaczał, że nadszedł czas, by jak zwykle dolała oliwy do ognia. Twarz cioci Liu była jednak dziwnie wykrzywiona, a jej postawa wyjątkowo nieelegancka. Pani Liang zniżyła głos i zapytała:
– Co się z tobą dzieje?
– Prawdopodobnie ugryzł mnie jakiś owad – szepnęła ciocia Liu. – Straszny świąd rozchodzi się po całym ciele.
Jakże niestosowne było to posunięcie, zwłaszcza w tak ważnym momencie. Niezadowolona Lady Liang warknęła:
– Markiz wciąż tu jest. Proszę bardziej uważać na maniery.
Ciocia Liu zmusiła się, żeby znieść swędzenie.
– Tak, proszę pani.
– Teraz, kiedy wżeniłem się w dom, nie mam już sposobu, by z niego uciec – powiedział spokojnie Lin Qingyu. – Gdybym naraził dom na niebezpieczeństwo, bez wątpienia również bym w to wplątał. Wybrałem ten obraz, bo poprosiła mnie o to Lady Liang.
Oczy Lady Liang rozszerzyły się ze zdumienia.
– Co za bzdura! – wykrzyknęła.
– To ty powiedziałaś, pani, że prezent urodzinowy dla szlachetnej małżonki Chen musi być równie cenny, jak dary, które otrzymaliśmy.
Markiz i markiza nie byli swoimi pierwszymi małżonkami. Mimo to spędzili lata w związku małżeńskim, podczas gdy Lin Qingyu był jedynie synową, którą markiz rzadko widywał – więc oczywiście markiz uwierzył Lady Liang, a nie Lin Qingyu.
– Miała rację – powiedział markiz. – Po prostu trzeba było przygotować prezent o równej wartości. Ale czy to zrobiłeś?!
– Następca tronu podarował kiedyś markizowi parę jadeitowych bereł z baraniego tłuszczu z poprzedniej dynastii – odpowiedział Lin Qingyu. – Były równie bezcenne, porównywalne z obrazem.
– Jakie jadeitowe berła z baraniego tłuszczu? – zapytał ostro markiz. – Następca tronu nigdy mi ich nie podarował.
Lady Liang zdawała się łamać sobie głowę.
– Ja też nie pamiętam, żeby to się wydarzyło.
Lin Qingyu zmarszczył brwi.
– Nie? Ale zostały zapisane w księdze, którą dała mi Lady Liang – powiedział. – Huantong?
Huantong podał księgę markizowi, który szybko ją przeczytał. Kiedy skończył, jego wzrok stwardniał i gniewnie rzucił przedmiot w Lin Qingyu.
– Sam ją przejrzyj. Gdzie są te jadeitowe berła z baraniego tłuszczu, o których mówiłeś?
Lin Qingyu przechylił głowę, unikając lecącej księgi, po czym podniósł ją i zaczął czytać.
– Jak powiedziałeś… nie ma o tym żadnych wzmianek.
Markiz wskazał na Lin Qingyu.
– Co jeszcze możesz na swoją obronę powiedzieć?!
Ciocia Liu wciąż walczyła z dziwnymi rzeczami dziejącymi się z jej ciałem, zbyt niedysponowana, by wydusić z siebie choć jedno słowo. Pani Liang mogła tylko wymamrotać:
– Qingyu, co cię trapi? Księgom dwa razy zabrakło stron, a dzisiaj… Ach. – Zakończyła westchnieniem.
– Księgi? Jakie księgi? – zapytał markiz.
– To nie jest ważna sprawa, markizie – powiedziała niepewnie Lady Liang. – Nie musimy o tym rozmawiać.
– Powiedz mi!
Nie mając wyboru, Lady Liang mogła jedynie wyjaśnić wszystko na temat ksiąg rachunkowych.
To doszczętnie rozwścieczyło markiza. Był pewien, że Lin Qingyu popełnił ten błąd celowo.
– Straż! Ukarajcie go zgodnie z zasadami panującymi w domu!
Lin Qingyu omiótł wzrokiem twarze wszystkich, mówiąc powoli:
– W księgach nie ma już wzmianki o jadeitowych berłach z baraniego tłuszczu, ale wyraźnie pamiętam, że je widziałem. Dlaczego? I pamiętam, że były kompletne, ale w obu przypadkach brakowało jednej strony, kiedy dotarły do ciebie, pani. Znowu się to powtarza. Dlaczego tak jest?
– Bo oczywiście nie zabezpieczyłeś żadnej z ksiąg – wyrzuciła z siebie Lady Liang.
– Mówisz, że ich nie zabezpieczyłem? – Lin Qingyu zaśmiał się cicho. – Czy ktoś nie mógł celowo zabrać tych stron?
– Qingyu, czy ty w tym momencie próbujesz wrobić w to kogoś innego? – Lady Liang pokręciła głową. – Tak haniebne zachowanie oznacza, że nie jesteś godny Wanchenga ani bycia żoną młodego markiza tej posiadłości!
Gdy tylko Lady Liang skończyła zdanie, ciocia Liu nagle z hukiem osunęła się na podłogę obok niej. Wiła się i wykręcała jak szalona, zrywając z siebie ubranie i mamrocząc jakieś bzdury.
Zanim ktokolwiek zdążył zrozumieć ten przerażający widok, Fengqin – stojąca za Lin Qingyu – osunęła się i również zaczęła wić na podłodze. Mocno przygryzła wargę, by powstrzymać chęć zerwania z siebie ubrania, próbując zachować godność młodej kobiety. Nie mogła jednak powstrzymać się od uderzenia głową o podłogę. Łup, łup, łup. To było jak dźwięk dzwonu pogrzebowego.
Wszyscy obecni patrzyli z lękiem. Kilku służących krzyknęło ze zgrozy. Pani Liang, stojąca najbliżej cioci Liu, zamarła w miejscu, niezdolna zrobić ani kroku. Wyciągnęła rękę, wołając z przerażeniem:
– M-markizie…
Lin Qingyu kontynuował:
– Strony z ksiąg rachunkowych zaginęły w pawilonie Lanfeng. To oczywiście oznacza, że ktoś tam przy nich majstrował. Aby złapać ich na gorącym uczynku, młody markiz kazał mi nasączyć stronę, na której wspomniano o jadeitowych berłach z baraniego tłuszczu, specjalnie przygotowaną trucizną. Gdy ktoś dotknie tej substancji, odczuwa swędzenie całego ciała, a na skórze pojawiają się krosty. Nie jest to śmiertelne, ale odczuwa ból gorszy niż śmierć. Zanim zatrułem strony, wielokrotnie powtarzałem służbie, żeby nigdy nie dotykała dokumentów dostarczonych przez Lady Liang. Oczekiwałem, że trucizna dotknie kogoś z pawilonu Lanfeng… – Lin Qingyu przerwał i spojrzał na Lady Liang beznamiętnie. – Ale nie spodziewałem się, że ciocia Liu, twoja najwierniejsza służąca, również padnie jej ofiarą.
Ponieważ markiz był bystry, zrozumiał, co się dzieje, łącząc te tak zwane zbiegi okoliczności. Odwrócił się, by spojrzeć na Lady Liang, która wyglądała na zdezorientowaną.
– Nie wiedziałam, markizie… nie wiedziałam, że tak jest… – Nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł i zrzuciła winę na Lin Qingyu. – Może Lin Qingyu celowo je otruł, żeby mnie wrobić! Co ja ci zrobiłam, paniczu Lin, że postąpiłeś tak okrutnie?
Lin Qingyu prychnął. Podszedł i stanął przed Fengqin, patrząc na nią z góry.
– Boli, prawda? – zapytał.
Przygryzając wargę do krwi, Fengqin z trudem przemówiła.
– Paniczu, proszę…
– Mogę podać wam obu antidotum, ale chcę wiedzieć, gdzie schowałyście brakujące strony. Zrozumiano?
Ciocia Liu szarpnęła rękawy, aż materiał się rozerwał, odsłaniając spory fragment ramienia, całkowicie pokryty krostami. Przerażający widok sprawił, że młoda służąca się zakrztusiła. Słysząc słowo „antidotum”, ciotka Liu przestała się przejmować czymkolwiek innym.
– Pa-pani Liang kazała mi je spalić…
Lady Liang pokręciła głową.
– Nie, markizie! – zaprotestowała. – Nie… Lin Qingyu zmusza ich do zeznań pod przymusem! Nie możesz uwierzyć w to, co mówią, markizie!
– Jeśli mi nie wierzysz, markizie, możesz zapytać zarządcę Wanga z księgowości – wtrącił Lin Qingyu. – Nie został otruty, więc jest w pełni przytomny. Jestem pewien, że twoje uczciwe i sprawiedliwe metody pozwolą odkryć prawdę.
Markiz zamknął oczy.
– Słudzy, zabierzcie te dwie wariatki.
Po tym, jak Fengqin i ciocia Liu zostały wyprowadzone, w pomieszczeniu zapadła cisza. Służba nie śmiała nawet odetchnąć, dopóki główny steward nie przypomniał markizowi:
– Czas na wizytę na dworze, markizie. Pani… również powinnaś udać się do pałacu.
Po takiej katastrofie kok Lady Liang był w nieładzie, a jej makijaż w opłakanym stanie. Matriarcha rodziny była w całkowitej rozsypce, jej godność została zniweczona.
– Idź się umyć i wybierz inny prezent dla szlachetnej małżonki Chen – powiedział jej surowo markiz. – Resztą zajmę się po powrocie z dworu.
Następnie odwrócił się i odszedł.
Po powrocie z pałacu markiz osobiście przesłuchał Wanga z księgowości. Nikt nie znał dokładnej prawdy, wiedzieli jedynie, że Lady Liang klęczała w sali przodków przez całą noc, co doprowadziło do jej choroby następnego dnia. Aby zapewnić jej beztroski powrót do zdrowia, markiz powierzył sprawy gospodarstwa domowego żonie młodego markiza i konkubinie Pan.
Dokładnie tego Lin Qingyu się spodziewał. Markiz poważnie traktował swój wizerunek. Nie ukarałby Lady Liang, ponieważ była jego żoną, ale wszyscy wiedzieli, że w posiadłości już nie będzie tak jak dawniej.
***
Po tym wydarzeniu stan zdrowia Lu Wanchenga poprawił się i mógł wstać z łóżka. Zmienił się lek, który codziennie musiał pić. Kiedy Hualu przyniosła mu miseczkę z nowym lekarstwem, wystarczyło, że powąchał, by wiedzieć, że to nie było to samo, co zwykle.
– Czy lekarz Zhang zmienił receptę?
– Nie – odpowiedział Hualu. – Panicz to przygotował.
Lu Wancheng gwałtownie wypluł ciecz.
Lin Qingyu był tego świadkiem, wchodząc do pokoju.
– Czy straciłeś też zdolność przyjmowania leków? – zapytał szyderczo.
Hualu szybko uporała się z bałaganem, gdy Lu Wancheng rozsadzał sobie płuca kaszlem. Pomimo jego ostrego pytania, Lin Qingyu podszedł i usiadł na brzegu łóżka, po czym delikatnie pogłaskał mężczyznę po plecach, pomagając mu złapać oddech.
Lu Wancheng ponownie wyczuł na towarzyszu niezwykle nikły zapach papieru i atramentu, zmieszany z aromatem ziół. Pachniał jak nieśmiertelna istota, która zbierała zioła w głębi gór lub jakby właśnie wyszła z książki.
Ilekroć Lu Wancheng był zbyt leniwy, by cokolwiek zrobić, stawał się nieobecny, obserwując ludzi wokół siebie. Dzięki temu nawykowi rozwinął umiejętność czytania z twarzy. Teraz, na przykład, potrafił stwierdzić, że Lin Qingyu nie jest w dobrym humorze, biorąc pod uwagę jego odpychająco lodowatą postawę.
Lu Wancheng nie odważył się go urazić, więc zapytał nieśmiałym tonem:
– Dlaczego zmieniłeś lekarstwo, Qingyu?
– A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem Lin Qingyu bez wyrazu.
Lu Wancheng pomachał Hualu, każąc jej odejść, po czym cicho się zaśmiał:
– Czy umieram za długo?
– Tak – zadrwił Lin Qingyu. – Więc cię truję.
– Och. – Młody markiz wziął stojącą obok niego miskę z lekarstwem i je wypił.
Lin Qingyu lekko zmarszczył brwi.
– Co teraz robisz?
Lu Wancheng oblizał wargi.
– Cóż, gdybyś naprawdę chciał mnie otruć, nie czekałbyś tak długo i nie powiedziałbyś Hualu, że zmieniłeś receptę. Uznałeś, że recepta doktora Zhanga jest niewystarczająca, więc zmieniłeś ją na coś lepszego.
Lin Qingyu gwałtownie wstał z miejsca, jakby trafnie odgadł jego motywy.
– Myślisz, że jesteś taki mądry? Po prostu wypij, jeśli chcesz. Jakby mnie to obchodziło.
Lu Wancheng szarpnął za rąbek szaty Lin Qingyu, żeby powstrzymać go przed wyjściem.
– Znowu się złościsz, doktorze Lin?
– Nie. Twój widok mnie drażni, to wszystko.
Lu Wancheng rozmyślał o wszystkim, co ostatnio zrobił.
– Co zrobiłem źle? – zapytał niewinnie, czując się zagubiony.
Lin Qingyu nie odpowiedział.
Młody markiz nie zrobił nic złego. I nigdy nie powiedział, że chce żyć dłużej. Stracił szansę na przystąpienie do egzaminu wstępnego do Cesarskiej Akademii Medycznej tylko dlatego, że na chwilę zmiękł i w rezultacie popełnił błąd.
Mimo że nie zdał tego egzaminu, miał jeszcze szansę przystąpić do niego za trzy lata. Lu Wanchengowi natomiast pozostało niewiele czasu i po śmierci straci wszystko.
Lin Qingyu nieco złagodniał.
– Mój ojciec dał mi tę receptę, a ja ją dla ciebie dopracowałem. Może wydłużyć twoje życie o sześć miesięcy, choć go nie uratuje, a ty będziesz mniej cierpiał w ostatnich dniach. Kiedy nadejdzie czas… przynajmniej zachowasz odrobinę godności.
Lin Qingyu spotkał wielu ludzi na skraju śmierci z powodu poważnej choroby. Choć prezentowali się dobrze wcześniej, nigdy nie wyglądali dobrze, gdy nadeszła śmierć. Niezdolni do zadbania o siebie, byli we wszystkim zależni od innych, wychudzeni jak szkielet i poszarzali na twarzy. Lu Wancheng, który promieniował, nie powinien umierać w agonii.
Sam Lu Wancheng nie przejmował się tym zbytnio.
– Mówisz, że mogę przeżyć jeszcze sześć miesięcy, jeśli wezmę to lekarstwo?
Lin Qingyu spuścił wzrok, nie patrząc na niego.
– Tak.
Coś błysnęło w oczach Lu Wanchenga i przełknął ślinę.
– Qingyu.
– Co?
Po wypowiedzeniu imienia Lin Qingyu Lu Wancheng zamilkł, co niespodziewanie sprawiło, że jego towarzysz poczuł się odrobinę niezręcznie.
– Nie zrozum źle moich intencji – powiedział Lin Qingyu. – Życie człowieka jest niezwykle cenne, warte tysiąca taeli złota. Ratowanie życia to cnotliwy czyn, cenniejszy od tego. Jako lekarz nie mogę po prostu patrzeć, jak niewinni umierają, nie robiąc nic, by ich uratować.
Kiedy Lu Wancheng odezwał się ponownie, jego głos był ochrypły.
– Ale nie uratujesz mi życia.
– Wiem, ale jeżeli zrobię wszystko, co w mojej mocy, będę mógł o tym myśleć w przyszłości bez wstydu i poczucia winy.
Kąciki ust Lu Wanchenga lekko uniosły się w górę, gdy się roześmiał, a jego oczy błyszczały pięknie, ale to, co powiedział, było równie irytujące jak zawsze:
– Aj! Czy ta okrutna, bezlitosna piękność zaliczyła nowy rozdział w życiu tylko dla mnie?
Z trudem skrywając pogardę, Lin Qingyu odmówił bezpośredniej odpowiedzi.
– Masz o sobie zbyt wysokie mniemanie, młody markizie.
Lu Wancheng wyprostował się, żeby móc szepnąć mu do ucha:
– Dziękuję, Qingyu.
Jego nagła bliskość zaskoczyła Lin Qingyu. Jego wyraz twarzy, lodowaty jak sople zwisające z dachu, zaczął się zmieniać.
– Więc będziesz brać to lekarstwo, czy nie?
– Jeśli tego nie wezmę, twoje wysiłki pójdą na marne, prawda? Och, racja… – Mężczyzna przypomniał sobie coś ważnego. – Czy wzięcie tego oznacza, że jestem wystarczająco silny, by cię unieść?
Lin Qingyu nie miał pojęcia, dlaczego tak bardzo chciał go podnieść. Lekko uniósł brwi.
– Tak bardzo chcesz to zrobić?
Lu Wancheng skinął głową.
– Naprawdę chcę.
Lin Qingyu uśmiechnął się chłodno.
– Cóż, nawet o tym nie myśl. To się nigdy nie zdarzy w tym życiu.
1. Termin określający najwyższej jakości odmianę białego jadeitu nefrytowego, cenioną w kulturze chińskiej za konsystencję przypominającą ciepły, gładki tłuszcz barani.
Tłumaczenie: Ashi
Glosariusz
Postacie i instytucje
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38