Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 1113 min. lektury

Kiedy usłyszał kaszel Lu Wanchenga, Lin Qingyu wiedział, że coś jest nie tak. Jak można było się spodziewać, tej nocy mężczyzna dostał wysokiej gorączki.

Służący w pawilonie Lanfeng byli już do tego przyzwyczajeni – choroba Lu Wanchenga przechodziła wzloty i upadki. Kiedy czuł się lepiej, mógł wstać z łóżka i chodzić. Z drugiej strony, gdy był chory, potrafił zapaść w głęboki sen na ponad pół miesiąca, a jego zmysły były otępiałe nawet po przebudzeniu, zupełnie jak w miesiącu ich ślubu.

Zdrowie Lu Wanchenga poprawiło się podczas małżeństwa, które odpędziło chorobę, ale ona wciąż trwała, a jej skutki mogły spaść na niego niczym lawina. Następnego ranka zapadł w sen, z którego nie dało się go obudzić, a jego przystojna twarz była nienaturalnie czerwona od gorączki.

Hualu położyła zimny ręcznik na czole Lu Wanchenga.

Paniczu, czy z młodym markizem wszystko w porządku? – zapytała z niepokojem.

Lin Qingyu zbadał puls Lu Wanchenga, a następnie włożył dłoń pacjenta pod kołdrę.

To tylko przeziębienie.

Hualu westchnęła z ulgą.

Więc młody markiz poczuje się lepiej, gdy minie gorączka?

Lin Qingyu milczał. Zdrowa, normalna osoba nie potrzebowała nawet lekarstwa na przeziębienie, bo wracała do zdrowia w ciągu kilku dni. Jednak lata choroby praktycznie wyniszczyły ciało Lu Wanchenga. Nawet lekkie przeziębienie mogło go zabić, jeśli nie był ostrożny.

***

Fengqin wkrótce przyprowadziła lekarza Zhanga do pawilonu Lanfeng. Tym razem miał ze sobą ucznia – był nim Tan Qizhi, którego Lin Qingyu widział już wcześniej w rezydencji Lin.

Tan Qizhi skłonił się Lin Qingyu i się uśmiechnął.

Minęło sporo czasu, Qingyu-xiong. Dobrze się czujesz?

Lin Qingyu spojrzał na lekarza Zhanga.

Qizhi właśnie został moim uczniem – wyjaśnił lekarz Zhang. – Kiedy usłyszał o chorobie młodego markiza, zmartwił się i nalegał, żeby przyjechać do dworu i go odwiedzić.

Martwisz się? – Lin Qingyu się uśmiechnął. – Tan-xiong, czy ty i młody markiz znacie się dobrze?

Tan Qizhi bez skrępowania odpowiedział:

W dniu, w którym spotkaliśmy się w rezydencji Lin, młody markiz i ja naprawdę przypadliśmy sobie do gustu…

Lin Qingyu przerwał mu.

Młody markiz jest słaby i chory, więc lepiej, żeby obcy nie robili zamieszania. Hualu, zaprowadź lekarza Zhanga do środka. Tan-xiong, po prostu stój tu i czekaj.

Fengqin się zawahała.

Paniczu, mówisz, że gość powinien… stać?

Jaki gość? – odparł Lin Qingyu.

Dla Tan Qizhiego stanie w południe przy drzwiach, gdy słońce świeciło mu w twarz, a przechodzący służący gapili się na niego, było po prostu upokarzające. Lekarz Zhang spojrzał bezradnie na ucznia, po czym poszedł za Hualu do pokoju Lu Wanchenga.

Tan Qizhi zacisnął zęby.

Lin Qingyu, przekraczasz granicę! – powiedział cicho.

Lin Qingyu uznał to za zabawne.

Czy mógłbym cię zastraszyć, gdybyś nie podał się na tacy?

Tan Qizhi spojrzał na niego gniewnym wzrokiem. W jego oczach było pełno jadu.

Lin Qingyu nie wierzył, że kiedykolwiek sprowokował Tan Qizhiego, więc nie rozumiał, skąd wzięła się jego nienawiść. Być może po prostu taki był świat – istniały niewyjaśnione radości, więc istniało też niewyjaśnione zło. Jak powiedział Lu Wancheng, traktowanie Tan Qizhiego poważnie byłoby dla niego poniżające.

Tan Qizhi podszedł bliżej.

Zostało tylko sto dni do egzaminu wstępnego do Cesarskiej Akademii Medycznej. Jeśli Lu Wancheng nie umrze, możesz jedynie zostać w rezydencji, by się nim opiekować, służyć mu, podawać mu lekarstwa i wycierać jego ciało jak dobra żona. – Zauważywszy lekko napiętą minę Lin Qingyu, Tan Qizhi się uśmiechnął. – No i co z tego, że jesteś geniuszem i zawsze górujesz nade mną? W końcu jesteś tylko…

Rozumiem – powiedział Lin Qingyu, nagle zdając sobie z czegoś sprawę. Wrogość Tan Qizhiego wobec niego wynikała po prostu z zazdrości.

Spojrzenie Tan Qizhiego pociemniało.

Czemu się uśmiechasz?!

Usta Lin Qingyu lekko drgnęły.

Jesteś taki żałosny – powiedział niemal ze współczuciem. Potem nie zadał sobie trudu, żeby spojrzeć na Tan Qizhiego.

Lekarz Zhang opiekował się Lu Wanchengiem od lat i znał go na wylot. Lin Qingyu obserwował, jak sprawdza puls pacjenta i dochodzi do tego samego wniosku – że ma przeziębienie.

Lekarz Zhang przepisał lekarstwo, zostawił instrukcje i pospiesznie odszedł.

Jego recepta nie była niczym więcej niż zwykłym, nieistotnym zaleceniem lekarstwa na przeziębienie. Jednak ciało Lu Wanchenga różniło się od ciała zdrowej osoby i gdyby typowa recepta została nieznacznie zmodyfikowana, mogłaby być dwa razy skuteczniejsza.

Hualu czekała, aż Lin Qingyu da jej receptę, którą trzymał, aby mogła zebrać potrzebne zioła i przygotować lekarstwo, o którym mowa.

Paniczu, czy coś jest nie tak z receptą? – zapytała.

Zawahał się przez chwilę, po czym ją przekazał.

Nie. Proszę bardzo.

Z powodu choroby Lu Wanchenga, w pawilonie Lanfeng panował ruch. Służący byli odpowiedzialni za przygotowywanie i podawanie mu lekarstw, więc Lin Qingyu nie musiał wiele robić. Jak zwykle czytał książki i przygotowywał lekarstwa w gabinecie, ale na dziedzińcu panowała tak cisza, że czuł się nieswojo. Drozd i majna zamilkły. Czy one też martwiły się o swojego pana?

Jednak po co się martwić? Nawet jeśli Lu Wancheng tym razem przeżył, z pewnością nadejdzie czas, kiedy nie przeżyje. Tylko ci, którzy nie przygotowali się odpowiednio psychicznie, uznaliby za dziwne, gdy ktoś bliski śmierci umierał.

Specjalne lekarstwo, które przygotowywał Lin Qingyu, było prawie gotowe. Ostatnim krokiem było zagotowanie mikstury i jej podgrzanie, a następnie przygotowanie z niej tabletek, które można było łatwo przenosić i przechowywać. Po raz pierwszy stworzył tak skomplikowaną w przygotowaniu tabletkę, więc chciał zrobić wszystko sam.

Lin Qingyu udał się do apteki, w której przygotowywano leki dla Lu Wanchenga. W środku pracowało kilka służących. Choć zajęte, nie zapomniały o plotkach krążących po dworku.

Pani była pierwszą osobą, która przychodziła, gdy młody markiz zachorował. Osobiście nawet przygotowywała mu lekarstwo. Co się stało tym razem? Nadal go nie odwiedziła.

Słyszałem od służącej na jej dziedzińcu, że pokłóciła się z młodym markizem. Po jego zruganiu nie mogła nawet ustać na nogach.

Może źle coś usłyszałaś? Czy to nie młody markiz nie mógł ustać na nogach? Poza tym są kochającymi się matką i synem, więc dlaczego mieliby się kłócić?

O panicza oczywiście. Relacja teściowej z synową to niekończący się problem. Moja bratowa i matka kłócą się co kilka dni, co niezmiernie martwi mojego brata…

Lin Qingyu pchnął drzwi apteki i plotki w środku nagle ucichły. Słychać było jedynie bulgotanie gotującego się lekarstwa. Zignorował przestraszone miny pokojówek i podszedł prosto do pieca, udając, że nic nie słyszał.

Kiedy wrócił, zawołał Huantonga.

Idź na dziedziniec Lady Liang i przynieś księgę rachunkową z tego miesiąca – rozkazał.

Huantong nie zrozumiał.

Młody Mistrzu, po co ci księga rachunkowa?

Żeby jej pomóc.

Gdy wieści o chorobie Lu Wanchenga dotarły do Lady Liang, jej serce, które od kilku dni było ciężkie, w końcu się rozluźniło.

To jest karma, pani – triumfowała ciocia Liu. – Nawet niebiosa nie zniosłyby widoku młodego markiza, który cię tak traktuje, więc musiały ukarać tego niewiernego syna!

Jednak kiedy Lady Liang wspominała wydarzenia tamtego dnia, strach wciąż w niej tkwił.

Zapomnij o tym. Lin Qingyu nie może go uratować, więc zostaw go w spokoju.

Właśnie wtedy służąca oznajmiła, że Huantong przybył z pawilonu Lanfeng.

Osobisty sługa Qingyu? – skrzywiła się Lady Liang. – Dlaczego tu jest?

Aby odebrać księgę rachunkową za ten miesiąc. Panicz powiedział, że chce ci pomóc.

Kiedy Lady Liang to usłyszała, jej pierś uniosła się gwałtownie.

Naprawdę to powiedział?

Słyszałaś to, pani? – Ciocia Liu zazgrzytała zębami ze złości. – Nie możesz teraz tego tak po prostu zignorować. On ewidentnie próbuje odebrać ci władzę, nie możesz siedzieć i czekać na śmierć!

Zirytowana Lady Liang odparła:

Co ja mogę zrobić?! Przecież powiedziałam, że chcę, żeby przejął obowiązki domowe. Skąd miałam wiedzieć, że będzie do tego zdolny?!

Ciocia Liu spojrzała na nią przelotnie. Machnęła ręką na służbę, po czym szepnęła do ucha Lady Liang:

Zróbmy to…

Nie – odpowiedziała Lady Liang. – Lu Wancheng już mnie ostrzegł. Jeśli się dowie, obawiam się, że…

Młody markiz jest teraz chory i trudno powiedzieć, czy przeżyje. Zapomniałaś, co powiedziała druga panienka? Dopóki masz po swojej stronie rozsądek, markiz ci uwierzy. Nie ma się czego bać.

Widząc, że Lady Liang wciąż jest niepewna, Ciotka Liu kontynuowała:

Pomyśl o drugiej panience i trzecim paniczu. Naprawdę chcesz, żeby wdowa prowadziła dom markiza?

Niantao… Qiaosong… – Pani Liang niewyraźnie wyrecytowała ich imiona, po czym się uspokoiła. – Zanieś księgę rachunkową do pawilonu Lanfeng, ciociu Liu.

Uśmiech rozświetlił twarz ciotki Liu.

Natychmiast, pani.

Po otrzymaniu księgi Lin Qingyu wezwał Zhang Shiquana, prosząc go o dokładniejsze przyjrzenie się jej i sprawdzenie, czy coś jest nie tak. Kiedy Zhang Shiquan skończył ją przeglądać, zauważył:

Waham się wyciągać wnioski na podstawie zaledwie dwóch miesięcy zapisów. Powinienem być w stanie dowiedzieć się więcej, mając trzy lub cztery miesiące.

Lin Qingyu poprosił Huantonga o odesłanie księgi rachunkowej z tego miesiąca i dostarczenie ksiąg z poprzednich miesięcy.

***

Trzeciego dnia śpiączki Lu Wanchenga gorączka w końcu ustąpiła. Nadal się jednak nie obudził. Odzyskane zdrowie było teraz całkowicie wyczerpane. Leżał spokojnie na łóżku z zamkniętymi oczami i słabym ciałem niczym płomień gasnący na wietrze. To wszystkich – a właściwie Hualu i resztę – martwiło.

Hualu próbowała nakłonić go do wypicia lekarstwa. Lu Wancheng zmarszczył brwi. Zdawał się nienawidzić goryczy leku nawet we śnie, a nawet wypluł trochę. Hualu pospiesznie chwyciła chusteczkę, żeby wytrzeć jego usta, ale Lin Qingyu odebrał jej miseczkę z lekarstwem.

Zrobię to – powiedział.

Napełnił łyżkę i chuchnął na nią. Zanim jednak zbliżyła się do ust Lu Wanchenga, usłyszał Fengqin z zewnątrz:

Paniczu, Lady Liang cię wzywa.

Lin Qingyu zatrzymał się, po czym oddał miskę Hualu.

Karm go nią dalej.

Kiedy dotarł do holu, Lady Liang zajęła honorowe miejsce, a ciocia Liu usiadła u jej boku. W holu stał również nieznany mężczyzna w średnim wieku, wyglądający na zaniepokojonego.

Czy stan zdrowia Wanchenga się poprawił? – zapytała Lady Liang, udając troskę.

Pani, jeśli ma pani coś do powiedzenia, proszę przejść do rzeczy.

To trochę zirytowało Lady Liang.

To jest nasz księgowy, steward Wang.

Steward Wang się skłonił.

Witaj, paniczu.

Steward Wang stwierdził, że w księdze rachunkowej przyniesionej z pawilonu Lanfeng brakuje jednej strony. – Lady Liang zrobiła pauzę, po czym kontynuowała: – Ta strona była najważniejsza. Rejestrowała przychody i wydatki naszych restauracji w stolicy.

Steward Wang zdawał się dusić.

Jak to możliwe, że tak ważna strona zniknęła z książki?! – krzyknął. – Nawet śmierć nie jest dla mnie wystarczającą karą!

Ale się drze, pomyślał Lin Qingyu. Ci ludzie po prostu nie odpuszczają. Zamiast się nimi zajmować, zastanawiał się Lin Qingyu, dlaczego po prostu nie podać im czegoś, co sprawi, że będą grzeczni?

Nalegam, żebyś to przemyślał – powiedział stewardowi.

Przemyśleć co? – zapytał zdezorientowany steward Wang.

Śmierć za karę – prychnął Lin Qingyu. – Ale oczywiście, jeśli chcesz umrzeć, nie będę cię powstrzymywać.

Steward Wang oniemiał. To była tylko figura retoryczna – jak mógł umrzeć z powodu jednej strony w księdze rachunkowej? Spojrzał na panią Liang i ciocię Liu, szukając pomocy.

Stewardzie Wang, nie mów tak – uspokoiła go ciocia Liu. – To nie ma z tobą nic wspólnego. Księga była kompletna, kiedy ją do nas przyniosłeś i pani może to potwierdzić, ale kiedy Huantong ją odesłał, brakowało jednej strony.

Lin Qingyu w milczeniu obserwował ich działania.

Pod jego spojrzeniem Lady Liang poczuła się nieswojo, ale uśmiechnęła się i powiedziała:

Qingyu, popełnianie błędów jest normalne, dopiero zaczynasz zarządzać domem. Tylko następnym razem uważaj. A tak przy okazji, brakująca strona musi zostać znaleziona, inaczej rachunki będą w nieładzie. Może wrócisz do pawilonu Lanfeng i jej poszukasz?

Lin Qingyu skinął głową.

W porządku.

Wracając do pawilonu Lanfeng, Lin Qingyu usłyszał radosny śmiech dochodzący z pokoju Lu Wanchenga. Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się lodowato. Gdy tylko się obudził, zaczął żartować ze służącymi. Pod pewnymi względami był dość odporny.

Gdy Lin Qingyu wszedł do pokoju, jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Lu Wanchenga. Wyglądało to tak, jakby jego mąż obserwował drzwi.

Lu Wancheng kaszlnął, jego głos był ochrypły.

Wróciłeś?

Mhm. Jak się czujesz?

Poczułem, że zachorowałem, a potem znów ożyłem. Potem znowu zachorowałem, a potem znów ożyłem…

Twarz Lin Qingyu stała się bez wyrazu.

Skoro masz teraz tyle energii, to sam zażyj jakieś lekarstwo. Nie zmuszaj innych, żeby cię ciągle karmili.

Nie prosiłem cię, żebyś mnie karmił – zadrwił Lu Wancheng. – Więc dlaczego jesteś zły?

Ja… – Lin Qingyu zmrużył oczy i spróbował się uspokoić. Ostatnio spotkał zbyt wielu głupich ludzi i trudno było mu panować nad swoim temperamentem. – Nie chciałem się złościć. Zareagowałem z przyzwyczajenia. Przepraszam.

Lu Wancheng nie miał nic przeciwko łajaniu przez zrzędliwą piękność. Uśmiechnął się żartobliwie.

Czy był pan zawiedziony, że nie umarłem, doktorze Lin?

Trochę – odparł żartobliwie Lin Qingyu.

Lu Wancheng się roześmiał. W chorobie jego twarz rozjaśniały jedynie oczy.

Przepraszam. To był wypadek.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: