Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 413 min. lektury

Tego dnia wydarzyło się zbyt wiele rzeczy i Lin Qingyu, tuż przed pójściem spać, zdał sobie sprawę, że o czymś zapomniał – żeby poprosić kogoś o przygotowanie mu łóżka w gabinecie. Planował przespać się przy biurku, ale niespodziewanie Lu Wancheng wysłał Hualu z prośbą, żeby wrócił i spędził noc w ich pokoju.

Lin Qingyu wszedł do sypialni z niezadowolonym wyrazem twarzy. Lu Wancheng wziął lekarstwo i miał zamiar położyć się spać. Na jego widok się uśmiechnął.

Jesteś.

Lin Qingyu przeszedł do sedna.

Co to ma znaczyć?

Lu Wancheng nie zrozumiał.

Co ma co znaczyć?

Czy nie mówiłeś, że nie musimy traktować tego małżeństwa poważnie?

Tak.

To po co każesz mi tu wracać i spać?

Źle mnie zrozumiałeś. Nie prosiłem cię, żebyś wrócił do łóżka – powiedział mężczyzna, uśmiechając się.

Jego bezpośrednie słowa sprawiły, że Lin Qingyu się zatrzymał.

Jesteś młodym paniczem ze szlacheckiej rodziny – zwrócił się do Lu Wanchenga sztywnym tonem. – Czy mógłbyś mówić bardziej przyzwoicie?

Nie prosiłem cię, żebyś wrócił do łóżka – odparł grzecznym tonem Lu Wancheng. – Przecież, nieważne, jak piękny jesteś, nie jestem obcinaczem rękawów.

Lin Qingyu wziął głęboki oddech, postanawiając nie przedłużać tematu.

Przejdź do sedna.

Chcę, żeby twoje szczęście spłynęło na mnie – powiedział Lu Wancheng zamyślony. – Kiedy tu jesteś, moje ciało czuje się mniej obciążone.

Lin Qingyu się zatrzymał.

Mówisz poważnie?

Całkowicie poważnie. – Skinął głową.

Kącik ust Lin Qingyu drgnął.

Głupcze – powiedział kpiąco. – Nie sądziłem, że ty też w takie rzeczy uwierzysz.

Myślał, że jego mąż różni się od pozostałych w posiadłości markiza Nan’ana, ale się mylił.

W przeszłości byłem jeszcze bardziej sceptyczny niż ty, ale teraz trochę w nie wierzę – powiedział powoli Lu Wancheng. – Doktorze Lin, czy wierzy pan w trzy dusze i siedem duchów? I w reinkarnację?

Nie – powiedziała bez ogródek Lin Qingyu.

Dlaczego nie?

Bo nigdy czegoś takiego nie widziałem.

A ja tak.

Chyba się pomyliłeś.

Ach – mruknął Lu Wancheng. – Wiedziałem, że nikt mi nie uwierzy.

Lin Qingyu zmarszczył brwi.

Więc akceptujesz bzdury cesarskiego nauczyciela?

Gdyby nie bazi, które przysłał cesarski preceptor, nie doszłoby do tego małżeństwa. Najwyraźniej mężczyzna znajdował się wśród tych, do których żywił urazę.

Cesarski nauczyciel… – powtórzył Lu Wancheng, pogrążony w myślach. – To mi coś przypomniało. Muszę odwiedzić cesarskiego nauczyciela, wielkiego Yu, który wie wszystko o niebie, ziemi i bogach.

Najpierw musisz nauczyć się wstawać z łóżka – powiedział szorstko Lin Qingyu.

Cesarski preceptor nigdy nie angażował się w politykę, ale cieszył się szacunkiem, bo był spokrewniony z rodziną cesarską. Cesarz często wzywał go do pałacu. Jeśli Lu Wancheng chciał się z nim spotkać, musiał poprosić o audiencję.

Lu Wancheng oprzytomniał.

Nie mówmy o tym teraz – powiedział. – Doktorze Lin, proszę spojrzeć na miękką otomanę, który przygotowała dla pana Hualu.

Jaką otomanę?

Dopiero wtedy Lin Qingyu zauważył, że otomana, na której spał poprzedniej nocy, była teraz przykryta grubą pościelą i kołdrami – a nawet miękką poduszką – przez co wyglądała jak małe łóżko. Wyraz gniewu zniknął z jego twarzy. Nie wiedział, czy powinien pochwalić Lu Wanchenga, czy go zganić.

Nie mam nic przeciwko spaniu w jednym łóżku z mężczyzną, ale obawiałem się, że tobie będzie to przeszkadzać. Możemy korzystać z otomany na zmianę – powiedział mu uprzejmie mężczyzna.

Kiedy Lin Qingyu wyjechał z domu do szkoły, podróżował po świecie ze swoim nauczycielem i czasami spał w jednym łóżku z kolegami z klasy. Dla dwóch heteroseksualnych mężczyzn spanie w jednym łóżku to nic, ale Lu Wancheng… Cóż, był jego mężem, więc nie mógł traktować go jak normalnego człowieka.

Spanie na otomanie było wygodniejsze niż na biurku, dzięki czemu Lin Qingyu mógł uniknąć problemów z Lady Liang, gdyby dowiedziała się, że śpią w oddzielnych pokojach.

Podjął decyzję.

Nie musimy się zmieniać. Będę spał tutaj.

W miarę jak noc zapadała, światła w dworku powoli gasły. Nowożeńcy – jeden na łóżku, a drugi na kanapie – byli oddzieleni parawanem z haftowanymi kaczkami mandarynkowymi bawiącymi się w wodzie.

Lu Wancheng spał za dużo w ciągu dnia, więc nie był jeszcze całkiem senny. Założył ręce za głowę i zaczął rozmawiać z Lin Qingyu.

Doktorze Lin, ile masz lat?

Osiemnaście – rzekł Lin Qingyu ospale, zamykając oczy.

Więc według normalnych standardów jesteś pewnie o parę miesięcy starszy ode mnie. Może będę do ciebie mówił „Yu-ge”?

Boli cię głowa…?

Nie?

Założyłem, że czujesz się tak źle, że zapomniałeś, ile masz lat.

Och. Ile mam lat?

Czy on naprawdę jest taki głupi, czy tylko udawał? Pobudzenie przed snem nie było dla niego dobre, więc Lin Qingyu starał się zachować spokój, mówiąc:

Dziewiętnaście.

Naprawdę? Co za wspaniała wiadomość – zaśmiał się Lu Wancheng. – W takim razie powinieneś nazywać mnie Wancheng-gege.

Lin Qingyu odwrócił się, pokazując mu tylko tył głowy.

Idź spać, młody markizie. W twoich snach może się zdarzyć wszystko.

Lu Wancheng zaśmiał się pod nosem i powiedział:

Piękność z okropnym charakterem, ale jakoś tak ciekawa postać nie jest protagonistą…

Noc robiła się coraz ciemniejsza. Wyczerpany fizycznie i psychicznie Lin Qingyu pogrążył się we własnych snach.

Wielkie Cesarstwo Yu przywiązywało ogromną wagę do wiedzy medycznej. Oprócz Urzędu Lekarzy Cesarskich i Apteki Cesarskiej, poza pałacem utworzono Cesarską Akademię Medyczną, której zadaniem było wybieranie i kształcenie utalentowanych studentów medycyny. Cesarska Akademia Medyczna przeprowadzała egzamin wstępny co trzy lata, zgodnie z harmonogramem podobnym do cesarskich egzaminów cywilnych. Jeśli potencjalny student zdał egzamin wstępny, mógł wstąpić do Cesarskiej Akademii Medycznej, niezależnie od chęci nauczycieli czy pochodzenia. Po ukończeniu studiów mógł czytać wszystkie rzadkie i cenne książki świata, wykorzystywać najszlachetniejsze materiały i składniki oraz pracować ze słynnymi lekarzami na dworze i poza nim – a nawet zostać mianowanym urzędnikiem pałacowym, autorem książek lub podróżować do innych krajów w celu nauki.

Cesarska Akademia Medyczna była sanktuarium dla lekarzy i wielu z nich wyciskało z mózgów ostatnią kroplę wiedzy, aby się tam dostać. Jednak proces selekcji i egzamin były niezwykle wymagające. Nie byłoby przesadą stwierdzenie, że przyjmowano tylko jednego na dziesięć tysięcy kandydatów. Lin Qingyu, utalentowany i kompetentny, usłyszał od swojego mentora, że zda egzamin. Mimo to nie odważył się odpuścić i studiował pilnie przez trzy lata.

Kiedy w końcu nadszedł ten dzień, on i kilku kolegów z klasy czekali przed salą egzaminacyjną. Podczas rozmowy emanował energią i pewnością siebie. Nie było w nim śladu nerwowości i niepokoju pozostałych studentów.

Gdy szkarłatne drzwi gabinetu egzaminacyjnego powoli się otworzyły, oczy Lin Qingyu rozbłysły. Powoli wszedł po schodach do swojego sanktuarium. Właśnie gdy miał dotknąć promienia światła padającego z drzwi, zatrzymał go nieznany głos.

Przemawiający był mężczyzną ubranym w strój eunucha. Lin Qingyu nie widział jego twarzy, ale zauważył żółty edykt cesarski w jego dłoni.

Przybył edykt cesarski zaadresowany do Lin Qingyu…

Lin Qingyu uklęknął, by wysłuchać edyktu. Pozostali studenci zdawali się nie zauważać nagłego rozwoju sytuacji i jeden po drugim wchodzili do sali egzaminacyjnej, znikając za nim.

Zgodnie z wolą wszechświata, cesarz ogłasza, że Lu Wancheng, syn markiza Nan’an, człowiek o szlachetnym charakterze i niezwykłej powierzchowności, wkrótce skończy dwadzieścia lat. Zwracam się teraz do syna Lin Rushana, naczelnego lekarza cesarskiego w Urzędzie Lekarzy Cesarskich, człowieka o synowskim usposobieniu i dostojnej aparycji. Cesarz udzielił dwóm młodzieńcom zgody na ślub, który ma się odbyć w pomyślny dzień.

Lin Qingyu spojrzał w górę zszokowany, a jaskrawożółte światło niemal go oślepiło. Wtedy drzwi Cesarskiej Akademii Medycznej zatrzasnęły się z hukiem.

Gwałtownie się ocknął ze snu. W ciszy słychać było tylko jego dyszenie. Jego serce stopniowo zwalniało, ale depresja i niechęć były gęste jak atrament, wręcz nie do wymazania.

Jego marzenie senne różniło się od rzeczywistości. Tak naprawdę eunuch, który doręczył edykt cesarski, udał się prosto do rezydencji Lin, po czym Lin Qingyu został zdyskwalifikowany z egzaminu. Został żoną syna markiza Nan’an, zanim jeszcze egzamin się odbył.

Do świtu pozostały dwie godziny, ale nie czuł już senności. Wstając z tapczanu, zamierzając nalać sobie herbaty, usłyszał stłumiony jęk – to był Lu Wancheng.

Lin Qingyu zapalił lampę i energicznie podszedł do łóżka.

Markizie?

Lu Wancheng leżał zwinięty w kłębek z zamkniętymi oczami. Jego wyraz twarzy był lekko wykrzywiony, a długie włosy lepiły się do spoconej twarzy.

Lu Wancheng? – zawołał ponownie.

Mężczyzna otworzył oczy, jego wzrok był niewyraźny.

Doktor Lin?

Tak.

Doktorze Lin… nie czuję się najlepiej.

Lin Qingyu zbadał jego puls, co potwierdziło, że ma kołatanie serca. Kiedy opiekował się pacjentem, jego ton nieco się ocieplił.

Wiem. Czujesz dyskomfort w klatce piersiowej, prawda?

Lu Wancheng skinął głową.

Proszę o chwilę cierpliwości. Zaraz wrócę.

Idziesz po nóż? – zapytał słabo Lu Wancheng.

Lin Qingyu był zdezorientowany.

Po co miałbym iść po nóż?

Żeby mnie wykończyć?

– …W tej chwili nie mam zamiaru cię zabijać. – Myślał jednak o otruciu go przed ślubem, żeby uniknąć współżycia. Gdyby Lu Wancheng nie zachowywał się tak dobrze w noc poślubną i nie zasugerował, żeby potraktowali to małżeństwo z przymrużeniem oka, byłby już eunuchem.

Lin Qingyu wyjął drewnianą skrzyneczkę z kufra, w którym trzymał ubrania. W pudełku znajdowało się wiele jego arcydzieł. Większość z nich to trucizny, ale oczywiście były tam również lekarstwa, które mogły leczyć choroby i ratować życie.

Lin Qingyu wrócił do łóżka z porcelanową buteleczką pełną tabletek i torbą na akupunkturę.

To tabletka uspokajająca, która złagodzi kołatanie serca. Chcesz?

Spróbuję.

Lin Qingyu pomógł Lu Wanchengowi usiąść, a następnie podał mu tabletkę.

Na wszelki wypadek wbiję ci też igły.

Lu Wancheng, najwyraźniej przypominając sobie jakąś traumę z młodości, próbował podnieść się na rękach.

Igły?!

Akupunktura!

Och – powiedział Lu Wancheng, kładąc się z powrotem. – Bądź więc delikatny.

Nie, zamierzam użyć dużo siły – odparł niecierpliwie Lin Qingyu.

Lu Wancheng nie miał na to nic do powiedzenia.

Lin Qingyu wziął głęboki oddech. Akupunktura była delikatna i potrzebował skupienia.

Czy znowu umrę, doktorze Lin? Jeśli możesz mnie uratować, to mnie uratuj, ale jeśli nie możesz, nie zmuszaj się. – Lu Wancheng westchnął. – Przespałem tylko kilka dni…

Zamknij się. – Czoło Lin Qingyu pokryła cienka warstwa potu. Jego oczy błyszczały, gdy skupiał się na wbiciu pierwszej igły. – Nie pozwolę ci umrzeć. Nie dziś w nocy.

Leki i akupunktura złagodziły objawy Lu Wanchenga i szybko zasnął. Lin Qingyu odetchnął z ulgą i wyjrzał przez okno – niebo się rozjaśniało.

 

***

Lu Wancheng wciąż się nie obudził. Hualu była tak zmartwiona, że co chwila sprawdzała jego oddech.

Jeśli nie masz nic do roboty, idź pozamiatać podwórze – powiedział jej Lin Qingyu.

Paniczu, markiz spał przez dwanaście godzin – odpowiedziała Hualu. – Czy to normalne?

Pacjenci rzeczywiście śpią więcej. – odparł zrelaksowany Qingyu. Zanim jednak Hualu odetchnęła z ulgą, dodał: – Naprawdę dużo śpi. Czy w przeszłości się nie wysypiał?

Hualu pokręciła głową.

Słabe ciało panicza przykuło go do łóżka na lata. Śpi, kiedy jest zmęczony.

Lin Qingyu się zamyślił.

Lu Wancheng obudził się dopiero po południu. Zawołał go, żeby mu podziękować.

Dzięki Bogu, że byłeś tu zeszłej nocy, doktorze Lin. W przeciwnym razie nawet nie wiedziałbym, jak umarłem.

Widząc pozornie zdrową cerę Lu Wanchenga, Lin Qingyu nie przejmował się manierami przy łóżku pacjenta.

To oczywiście z powodu choroby.

Nie mam jak odwdzięczyć się za twoją wielką dobroć, ale postanowiłem zrobić dla ciebie coś kłopotliwego.

Po prostu przestań gadać przed snem i daj mi trochę spokoju – powiedział obojętnie Lin Qingyu.

Ach. – Lu Wancheng westchnął i się uśmiechnął. – Besztasz mnie za gadatliwość?

W trakcie tej rozmowy weszła Fengqin i zameldowała:

Paniczu, druga panienka tu jest.

Druga panienka była siostrą Lu Wanchenga. Lin Qingyu jeszcze jej nie poznał.

Druga panienka… Dlaczego tu jest? – zapytał powoli starszy mężczyzna.

Oczywiście, żeby odwiedzić chorego brata – wtrącił Lin Qingyu. – Nie będę wam przeszkadzać.

Lu Wancheng złapał go za rękaw.

Spójrz, w jakim jesteś pośpiechu. Nie powiedziałem, że się z nią spotkam.

Nie spotkasz się z nią? – zapytała zaskoczona Fengqin. – Ale zawsze mieliście bliskie relacje. Zauważyłam, że przyniosła ci nakolanniki – na pewno sama je zrobiła. Odwiedziła cię wczoraj, ale wyszła, kiedy dowiedziała się, że śpisz.

Lin Qingyu nie lubił mieszkańców rezydencji markiza Nan’ana, ale Lu Wancheng nie był nim. Jak mógł ignorować młodszą siostrę, która regularnie go odwiedzała?

Jeśli jej teraz nie spotkasz, wróci – zauważył Lin Qingyu. – Czemu ukrywasz się przed własną siostrą?

Nie ukrywam się, ale wolałbym nie udawać – odparł Lu Wancheng, pogrążony w myślach. – A co powiesz na to? Fengqin, powiedz jej, żeby traktowała mnie jak martwego.

Odwrócił się, pokazując im swoje samotne, uparte plecy.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: