Hua Hua You Long

Rozdział 629 min. lektury

Małe okno i ciepły pokój

Po kilku kolejnych, zachmurzonych dniach, mieszkańcy Tong’an wreszcie ujrzeli czyste niebo. Jasne promienie słoneczne oświetlały każdy zakątek tego starożytnego miasta, wypełnionego wspaniałymi budowlami i jeszcze bardziej podkreślało majestat stolicy. Również mały dom w pobliżu mostu Yue Long, w którym czasowo przebywał Lu Cang, nabrał większej elegancji i wyrafinowania.

Wielki Bracie Lu, czy jesteś już gotowy? – spytał Xi Zhen, siedząc wyprostowany w salonie i uśmiechając się do Lu Canga, który właśnie przebierał się za parawanem w sypialni.

Tak, możemy już iść.

Nadszedł w końcu dzień, w którym miała odbyć się szósta runda Zgromadzenia Herosów. Gdyby tylko Lu Cangowi udało się pokonać dzisiejszych przeciwników, będzie w stanie na zawsze uciec z rąk tego szaleńca Jinga i powrócić do swojego swobodnego życia, jako Król górskich bandytów w Hangzhou.

Niespodziewanie, ten ładny młodzieniec Xi Zhen, którego poznał nie dalej niż wczoraj, przyszedł dziś rano i powiedział, że chciałby iść na Zgromadzenie razem z nim. Ta wizyta o dziwo sprawiła Lu Cangowi dużą przyjemność. Już od wczoraj strasznie się denerwował. Dzisiejszy dzień bowiem był decydujący, a obecność Xi Zhena uspokoiło go nieco.

Wielki Bracie Lu… – Chłopak posłał Lu Cangowi niewinny i słodki uśmiech, który wyglądał jeszcze piękniej, niż ten, należący do pewnego szaleńca.

Lu Cang nie odpowiedział, tylko skinął głową i poprowadził chłopaka do wyjścia, a potem szybkim krokiem udali się w kierunku areny we wschodniej dzielnicy Tong’an.

Stojąc w przy wrotach prowadzących do areny, Xi Zhen uśmiechnął się promiennie do swego kompana i szybko pomachał mu, mówiąc:

Wielki Bracie Lu, pójdę pierwszy! Życzę Ci dziś powodzenia!

Następnie oddalił się i poszedł do platformy wcześniej mu przydzielonej, gdzie kłębiła się już masa zawodników.

Lu Cang ruszył w przeciwnym kierunku, idąc zamaszystym krokiem do platformy swego własnego przydziału, znajdującej się na drugim końcu sali. Zanim jednak zdążył się do niej zbliżyć, usłyszał ogłuszające gongi, bębny, oklaski i wiwaty rozchodzące się kolejno falami.

Przecisnął się do przodu przez tłum i spojrzał w dół na scenę. Zauważył na niej człowieka w średnim wieku, stojącego dumnie i imponująco w samym centrum areny, pod jego stopą była głowa młodzieńca, z którego ust skapywała na ziemię krew.

Zwycięzcą tej rundy jest Luo Dong Xia z sekty Tian Nan! – Głos Marszałka ogłaszającego werdykt był monotonny i pozbawiony emocji.

W kącikach ust Luo Dong Xia pojawił się pompatyczny uśmieszek. Widać było, że był ogromnie uradowany ze swojego zwycięstwa. Jego oczy przeszukiwały otaczającą go poniżej publiczność i niespodziewanie zatrzymały się, na twarz Lu Canga. Zanim jednak Lu Cang zareagował, mężczyzna odwrócił wzrok i zeskoczył ze sceny, jakby nic się nie stało, a potem ruszył w kierunku miejsca wyznaczonego na odpoczynek.

Zawody trwały nadal. Wkrótce nadeszła kolej Lu Canga.

Jego pierwszy przeciwnik sprawił mu trochę trudności, ale było ewidentnie widać, iż poziom walki konkurenta, jest dużo niższy niż jego własne umiejętności.

Po zdobyciu oczekiwanego zwycięstwa zszedł ze sceny,
otarł pot z czoła i pomyślał:
Jeśli wygram jeszcze jedną runę, to będę w stanie zmieścić się w pierwszej setce w rankingu i w końcu ucieknę od tego szalonego związku…

Jego męczone przez ostatnie miesiące ciało, zdawało się odzyskiwać ducha walki na samą myśl o tym. Zacisnął pięści, mówiąc sobie, że bez względu na wszystko, musi wygrać tę walkę…

– …Następna runda: Luo Dong Xia z Sekty Tian Nan, Lu Cang z Sekty Cang Ying…

Słysząc swoje imię, Lu Cang natychmiast wstał, ale nagle zobaczył mężczyznę w średnim wieku, który wskoczył na scenę na krok przed nim. Człowiek ten, stojąc teraz zwrócony ku niemu, dokładnie mierzył go wzrokiem, potem nagle odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem.

Sekta Cang Ying? Więc zmierzmy się bohaterze Lu z Sekty Cang Ying… hahahaha…

Ludzie poniżej również wybuchli jednolitym śmiechem. Sekta Cang Ying była aktualnie wymyślona przez Lu Canga na potrzeby turnieju, ale nie spodziewał się, że stanie się obiektem kpin ze strony swego oponenta. Był naturalnie odrobinę zakłopotany. Zmusił się do stłumienia buzującego w nim gniewu i podniósł złożone pięści w geście rytualnego ukłonu.

Nazywam się Lu Cang, proszę, walczmy uczciwie Wielki Bohaterze.

Nie tracąc więcej czasu, wyciągnął miecz i stanął w pozycji wyjściowej, a potem gwałtownie zaatakował. Mężczyzna w średnim wieku zaśmiał się i błyskawicznie zrobił unik od ataku Lu Canga, nie zadając sobie przy tym zbyt wielkiego trudu.

Jego długi miecz wycelował w twarz chłopaka, skupiając się na jego czole. Lu Cang ściągnął brwi. Umiejętności tego człowieka były lepsze niż jego własne, ale tylko nieznacznie.

Zdecydowanie, będzie to najbardziej intensywna i zacięta walka dzisiejszego dnia, ale bez względu na wszystko, musi pokonać tego człowieka i zakwalifikować się do pierwszej setki. Z tą myślą, skupił całą swą energię kung-fu i ruszył do walki.

***

Kogo zaaranżowałeś? – Jing zmarszczył brwi, kiedy pytał o to Generała Mu Yue, stojącego obok niego.

Tak, jak Wasza Wysokość rozkazał, zaangażowałem człowieka, którego kung-fu jest w nieznacznym stopniu lepsze niż Lu Canga. Zwą go Luo Dong Xia i jest z południowych terenów, ale nikt z Jinghu go nie zna – odpowiedział Mu Yue z szacunkiem.

Choć nie do końca rozumiał, dlaczego Jing poświęca tyle uwagi tej małej potyczce, nie miał na tyle odwagi, aby przeciwstawić się dyktaturze cesarza. Jing skinął głową z zadowoleniem.

Na jego oczach Lu Cang powoli stawał się coraz słabszy i niezdolny do opierania się szybkim ruchom i umiejętnościom Luo Dong Xia.

Cień uśmiechu pojawił się w kącikach ust cesarza, gdy obserwował, jak jego kochanek zmaga się na arenie ze swym przeciwnikiem.

Lu Cang zacisnął zęby zdeterminowany, aby nadrobić swe kłopotliwe braki, a mimo wszystko jego przeciwnik kontrolował sytuację i bawił się z nim jak kotek z myszką.

Chłopak użalał się w myślach nad swoim losem. Jak to się mogło stać, że w najbardziej istotnej chwili, spotkał tak silnego przeciwnika!? Jego nadzieja ulatywała stopniowo. Nie miał już nawet siły płakać.

Jeśli nie wygram… Jeśli nie wygram… Czy nie będzie to oznaczało, że zostanę uwięziony w tym małym domku na resztę swojego życia, czekając na tego drania, aby mógł znów poeksperymentować z moim ciałem?!…

Lu Cang zaciskał szczękę, aż do bólu. Pot okrył całe ciało, a z czoła lał się niczym deszcz. Nie chciał i nie mógł jednak ustąpić, broniąc się przed konkurentem całym swym istnieniem.

Cień nienawiści szybko pojawił się w oczach mężczyzny w średnim wieku. Jego postać nagle zmieniła pozycję i wystrzeliła ku niebu. Miecz w jego ręku poruszał się szybko. Stał się niczym sieć srebrnych nici, która natychmiast usidliła Lu Canga wewnątrz.

W głowie chłopaka zabrzmiał mentalny alarm. To był zdecydowanie popisowy ‘atak uśmiercający’ w wykonaniu tego mężczyzny. Wydawało się, że w tym człowieku narosło zniecierpliwienie i chciał jak najszybciej go wykończyć.

Serce chłopaka ścisnęło się od niepokoju. Nagłym strumieniem mocy, którą zaczerpnął nie wiadomo skąd, podniósł swój miecz i zerwał się z ziemi, tak jakby jego ciało odzyskało siły. Poruszany energią Qi, latał i robił obroty, wyznaczając kolejne ataki i cięcia.

Tamto popołudnie w ogrodzie, para rąk, które chwytał jego własne, a potem kierowały nimi

Zatarte obrazy przeleciały przez jego umysł niczym błyskawica. Bez najmniejszego zastanowienia, wykonał ruch, którego nauczył go Jing. Jego miecz, jakby niezwyciężona siła, przełamał sieć uderzeń broni przeciwnika, w momencie, w którym Lu Cang tracił już ostrość zmysłów. Zwycięstwo zostało przesądzone.

Luo Dong Xia wydał z siebie bolesny okrzyk. Jego prawe ramię było zranione na wskroś przez Qi miecza Lu Canga. Jego własna broń upadła na ziemię z łoskotem. Arena nagle zamarła.

Nikt nie mógł dokładnie zrozumieć, w jaki sposób Lu Cang odwrócił porażkę w zwycięstwo, kiedy wszystko wydawało się już stracone.

Twarze Marszałka i Luo Dong Xia były białe jak papier.

– …Tę rundę… Wygrał… Wygrał Lu Cang…

Głos Marszałka drżał niekontrolowanie, nie mogąc pojąć takiego obrotu sprawy.

Starcie tych dwojga zawodników było ściśle zaplanowane. Tego rodzaju rozstrzygnięcie, było naprawdę nieoczekiwane.

Za kulisami natomiast…

Chłód przemknął przez ciemne i przenikliwe oczy Jinga, jednak nagle zaczął się śmiać, a ten śmiech był zupełnie pozbawiony jakiejkolwiek złości lub rozczarowania.

Wasza Wysokość… Twój uniżony sługa błędnie obliczył i źle dobrał zawodnika do tej walki. Proszę, ukaż mnie Wasza Wysokość…

Mu Yue czuł, jak jego serce zamarło na dźwięk śmiechu cesarza i szybko ukląkł, błagając o karę. Jing pokręcił głową.

W takim razie… jak powinienem ukarać Luo Dong Xia?

Znając osobowość Jinga, Luo Dong Xia prawdopodobnie nie ujdzie z tego z życiem.

Zapomnij o tym – dodał Jing.

Kolejna szokująca decyzja. Generał Mu Yue podniósł głowę zaskoczony, ale okazało się, że cesarz był uśmiechnięty i rozpromieniony.

Przegrał, ponieważ Lu Cang zastosował technikę, której sam go nauczyłem… Powiedzmy, że to go usprawiedliwia.

Ach… – Mu Yue nadal stał oszołomiony, podczas gdy Jing wstał i ruszył korytarzem. Pozostawiając generałowi tylko elegancki zarys swych pleców, natychmiast skierował się do wyjścia, po czym opuścił ściśle strzeżoną bramę wieży i sam zaczął przeciskać się przez tłum w stronę areny.

Mimo odległego dystansu, jaki dzielił dwoje mężczyzn, czuli ze sobą prawie telepatyczną więź. Ich oczy, wypełnione złożonymi emocjami, odnalazły się i starły ze sobą w przestrzeni.

Kiedy Lu Cang skoncentrował się na tej parze źrenic, tak pięknych, że żadne słowa nie są w stanie tego opisać, duma przemknęła przez jego własne oczy.

Od dziś nie będę już od ciebie zależny…

Widząc wyraz twarzy Lu Canga przepełniony samozadowoleniem i ulgą, w kącikach ust Jinga pojawił się niepokojący uśmiech. Jego postać nagle rozmyła się w tłumie, by w kolejnej sekundzie ominąć morze ludzi zebranych przy arenie i stanąć naprzeciw zwycięzcy.

Gratulacje! Jing uśmiechnął się szczerze, sprawiając, że Lu Canga zaczął wątpić w fałszywość jego intencji. – Poczekaj na mnie w domu… – dodał ściszonym głosem, nie czekając na reakcję chłopaka.

Lu Cang miał już właśnie coś powiedzieć, ale w tym momencie usłyszał jak gdzieś z oddali, ktoś woła jego imię. Odwrócił głowę i zobaczył, jak Xi Zhen biegnie ku niemu i radośnie macha ręką.

Wielki Bracie Lu, wygrałeś? Gratulacje!!

Xi Zhen był wciąż uroczy, ale Lu Cang nie poświęcał mu teraz swej uwagi. W chwili, gdy się znowu odwrócił, szczupła i zgrabna postać, gdzieś zniknęła i pozostała tylko ta nieskończenie mieszająca się ze sobą fala ludzi…

Wielki Bracie, na co patrzysz? – Xi Zhen zapytał nieco zmieszany.

Nie… na nic…

Lu Cang pokręcił głową, starając się ukryć swój niepokój, jednak był niezdolny do pozbycia się dziwnych myśli, kłębiących się gdzieś w zakamarkach jego głowy…

***

Naprawdę myślisz, że mógłbyś tak łatwo ode mnie uciec?… Na ustach Jinga pojawił się demoniczny uśmiech, gdy przedzierał się przez ocean ludzi idących ulicą.

W pośpiechu przeszedł przez most Yue Long, idąc w stronę małego domu i ogrodu, który na każdym rogu był skażony przez jego lubieżne czyny.

***

W końcu zaraz po obiedzie, uciekając od entuzjastycznie przyklejonego do niego Xi Zhena, Lu Cang przywlókł swoje zmęczone ciało z powrotem do tymczasowego lokum. W tej samej sekundzie, w której przekroczył próg sypialni, zobaczył Jinga siedzącego z głową podpartą na łokciu i opierającego się o krawędź łóżka.

Wytworne hafty kwiatów śliwy na zasłonach baldachimu, spadających kaskadami w dół, dodawały jego postaci niezwykłego uroku. Był to tak piękny widok, że aż zapierał dech w piersiach.

Wróciłeś? – Słysząc kroki za sobą, Jing odwrócił się, wstał i ruszył w kierunku Lu Canga. – Wygrałeś… Jesteś prawie wolny…

Ubrany w lekką, zieloną szatę, wyglądał niezwykle elegancko. Intrygujący uśmiech pojawił się na jego ustach, kiedy powoli zbliżał się do Lu Canga. Chłopak odwrócił się i podszedł do stolika przy oknie, a potem opadł mimowolnie na jedno z krzeseł.

Był przekonany, że Jing na pewno wymyśli jakiś podstęp, aby go przy sobie zatrzymać.

Nie dowierzał i nie oczekiwał, że mężczyzna dotrzyma słowa. W tym momencie nie był nawet pewny, jak powinien zareagować.

To jest antidotum do ażurowej nocy. – Jing sięgnął do kieszeni w swej szacie i wyciągnął szkarłatną pigułkę.

Lu Cang mógł tylko siedzieć i gapić się tępo, zaskoczony i wciąż niezdolny do wykrzesania stosownej odpowiedzi.

Jing zatrzymał się tuż przed nim z uśmiechem na twarzy. Ten uśmiech, jak niepamięć rozbił się na piersi Lu Canga, niczym ciężki młot. Czy mogę naprawdę stąd wyjść? Czy naprawdę mogę przestać być seks-niewolnikiem tego mężczyzny i realizować swoje własne pragnienia?

Lu Cang już dawno przestał wierzyć w przychylność losu. Czuł, jak narasta w nim niepewność i zakłopotanie.

Co? Jesteś tak szczęśliwy, że aż oniemiałeś? Jing był jak zwykle złośliwy i znów zaczął dokuczać Lu Cangowi.

O czym ty mówisz? Szybko daj mi antidotum.

Lu Cang w jednej chwili odsunął od siebie wszelkie wątpliwości, przybrał poważną minę i wyciągnął dłoń po pigułkę.

Jing nagle cofnął dłoń poza zasięg ręki chłopaka.

Co robisz?… – Lu Cang mruknął z niezadowoleniem, patrząc z podejrzeniem na mężczyznę.

Nagle zobaczył, jak Jing otworzył swoje usta i umieścił wewnątrz nich antidotum.

Ty… – Lu Cang wiedział, że ten człowiek nie mógł tak po prostu dać mu antidotum, jednak tego rodzaju chytrość nadal bardzo go oburzała.

Jeśli ją chcesz, podejdź i weź ją sam!

Z pigułką w ustach, Jing mówił dość niewyraźnie, ale Lu Cangowi udało się zrozumieć znaczenie słów.

Bezczelny – wyszeptał chłopak.

Pomimo iż zrobił z tym mężczyzną tak wiele upokarzających i lubieżnych rzeczy, wciąż nie potrafił walczyć z uczuciem zażenowania, czerwieniąc się na sam dźwięk dwuznacznych słów.

Więc naprawdę nie chcesz antidotum?

Jing udał, że odwraca się i wychodzi. Lu Cang natychmiast chwycił go za rękaw szaty. Uspokajając swe nerwy, pomyślał: Już tyle razy byłem przez ciebie upokorzony, jakie znaczenia ma jeden pocałunek…?

Kładąc dłonie na ramionach Jinga, chłopak zbliżył swe usta do zamkniętych ust mężczyzny. Ich wargi dotknęły się. Poczuł miękkość i subtelność, towarzyszące nagłemu przypływowi ciepła. Delikatny zapach zaczął przechodzić z Jinga w kierunku Lu Canga. Świadomość chłopaka powoli tonęła w przyjemności. Wstrzymał oddech, starając się kontrolować ciało i umysł przed roztkliwieniem…

Jing wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, tak podobnymi do klejnotów. Uśmiechał się lekko, widząc sprzeczność uczuć na twarzy kochanka, jednak wciąż uparcie odmawiał otworzenia ust.

Lu Cang wyciągnął swój język, próbując podważyć i otworzyć usta tego przeklętego człowieka, jednak Jing nadal na to nie pozwalał. Sfrustrowany Lu Cang lizał jego wargi, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

Nie bawię się już więcej… – Powiedział nagle rozdrażniony chłopak, przerywając ten długi, żenujący i nieodwzajemniony pocałunek, jednak nie zdążył dokończyć zdania, bo cesarz niespodziewanie otworzył swoje usta i splótł język chłopaka z własnym. Jego ruchy były niegrzeczne, bawił się językiem kochanka, wprowadzając go jeszcze dalej w głąb swoich ust…

Ty… – Nie mogąc bronić się przed kokieteryjnymi, wspaniałymi umiejętnościami Jinga, Lu Cang poczuł, jak jego kolana zaczynają się trząść, aż w końcu się pod nim uginają. Niezdolny do obrony przed namiętnym pocałunkiem, czuł, jak słabnie i poddaje się sile i wigorowi partnera. Jing delikatnie popchnął go na krzesło. Przycisnął go swoim ciałem, wślizgując się pomiędzy nogi Lu Canga i zaciekle całował, jakby chciał go osuszyć ze wszystkich płynów w jamie ustnej.

Chłopak trzymał wargi szeroko otwarte, jego twarz stopniowo stawała się czerwona z powodu braku tlenu. Nie bronił się, tylko siedział nieruchomo, pozwalając Jingowi na robienie tego, czego chce.

Nagle poczuł, jak gorzka ciecz zaczyna przepływać pomiędzy dwoma połączonymi językami. To natychmiast otrzeźwiło Lu Canga, przypominając mu o pierwotnym zamiarze tego pocałunku. Chciał po prostu dostać swe antidotum, a jak zawsze zakończyło się to seksualnie naładowaną i przedłużającą się pieszczotą.

Wtulone w niego ciało Jinga stopniowo zaczynało wydzielać większe ciepło i drżenie wraz z pogłębiającym się pocałunkiem. W Lu Cangu wzrósł niepokój.

Próbował wykręcić się od uścisku kochanka, ale ten oplótł go stanowczo ramionami, nie pozwalając na najmniejszy ruch.

To ostatni raz… Nie możesz ulec mi tylko ten jeden raz? – Jing rozluźnił nieznacznie uchwyt i spojrzał głęboko w oczy chłopaka, a jego głos był tak cichy, że aż ledwo słyszalny.

Prawdopodobnie było to tylko złudzenie, ale Lu Cang zauważył błysk bólu w oczach tego człowieka. Mimo wszystko był to intymny związek trwający przez kilka miesięcy. Lu Cang zmiękł i choć nic nie odpowiedział, to przestał się opierać.

Jak ktoś tak sprytny, jak Jing, mógł nie zauważyć tej subtelnej zmiany? Jeszcze raz przycisnął usta do warg Lu Canga, a jedną z rąk włożył pod jego ubranie…

Hng… – Lu Cang jęknął niekontrolowanie.

Jego ciało, wrażliwe na dotyk Jinga zaczęło drżeć. Szczupła klatka piersiowa chłopaka raz za razem była pieszczona przez zwinne palce. Przyjemne ciepło rozlało się po jego brzuchu, a przypadkowy dreszcz wstrząsną jego ciałem. 

Widząc reakcje Lu Canga, Jing pracował jeszcze bardziej, aby pobudzić każdy nerw swojego kochanka. Jego język zwijał się i prostował, dotykając podniebienia w ustach chłopaka, przemieszczając się szybko pomiędzy cienkimi ściankami.

W tym samym czasie jego ręka zaczęła poluzowywać i ściągać szaty, które w końcu spadły z ramion Lu Canga, odsłaniając miodową skórę.

Chłopak był całowany i pieszczony, aż do momentu, w którym zaczął tracić zmysły.

Jego ciało zostało wysysane z energii, gdy tak wtulał się w znajome ramiona. Nie protestował. Już dawno stracił wolę, by się przed tym bronić.

Ostre paznokcie Jinga wbiły się nagle w smukłe plecy kochanka.

Ach… – Odurzony seksualnym podnieceniem Lu Cang, gwałtownie poczuł ból i wydobył z siebie zaskoczony krzyk.

Oszalałeś?!

Spojrzał wściekle na uśmiechniętą twarz Jinga. Pasja, którą odczuwał jeszcze chwilę temu, spowodowała, że do oczu napłynęły mu łzy, które teraz spływały po policzkach. Jednak te mokre od łez i zagniewane źrenice, w oczach Jinga czyniły Lu Canga jeszcze bardziej, nieodparcie uroczym …

Ktoś, kto tak reaguje na moje pocałunki, wciąż śmie udawać, że z całego serca chce mnie opuścić? – Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo.

Wyciągnął rękę i dotknął członek Lu Canga, który pod dotykiem naprężył się, a chwilę później mocno ścisnął go w swej dłoni. Zgodnie z oczekiwaniem chłopak wydał z siebie przenikliwy krzyk.

Król Górskich Bandytów… Lu Cang mógł tylko zgadywać, jak teraz wygląda…

Jego włosy zostały rozpuszczone przez Jinga, podczas gry wstępnej i długimi pasmami spadały chaotycznie na plecy. Górna część ciała była pozbawiona ubrań, a szaty wisiały luźno wokół pasa. Jego naga pierś nakrapiana była znakami pocałunków i ugryzień oraz śladami po palcach kochanka.

Jednak najgorsze było to, że cienkie spodnie, nie były w stanie ukryć dowodu oczywistego pożądania…

Lu Cang był kompletnie niezdolny do ukrycia tego, jak bardzo pragnie Jinga.

Zwiesił bezradnie głowę. To była prawda. Nie mógł oprzeć się temu mężczyźnie, kiedy dochodziło do seksualnych igraszek, mimo iż jego serce uparcie odmawiało, aby pozostać przy Jingu, ofiarującym mu to niebezpieczne życie.

Determinacja, jak smuga światła, przemknęła przez parę załzawionych oczu.

To ostatni raz… Nie walcz. Bądź dziś uległy, dobrze? – Jing pochylił się i szepnął mu do ucha, jakby widział na wskroś jego myśli. 

Lu Cang również posiadał cechy, wspólne dla wszystkich ludzi, którymi były podatność na łagodne słowa i delikatną perswazję. Uspokoił się i jeszcze raz poddał pieszczotom kochanka.

To nie tak, że nie interesował się Jingiem. Wraz ze zbliżającym się rozstaniem, coraz mniej wzbraniał się przed wspólnymi czułościami.

Jing wykorzystał sytuację. Jednym gestem podniósł Lu Canga z krzesła niczym pannę młodą i robiąc duże kroki, przeniósł go na łóżko.

Leżąc w ramionach kochanka, Lu Cang czuł szalone bicie swego serca. W głowie wciąż zadawał sobie pytanie, czy powinien brnąć w to dalej. Nie zauważył nawet, jak słodka intymność powoli zaczęła wkradać się pomiędzy nimi.

Ostrożnie kładąc Lu Canga na miękkim łóżku, Jing nie rzucił się natychmiast na niego, jak to miał w zwyczaju, ale zamiast tego usiadł obok i w milczeniu obserwował go przez kilka chwil. 

Chłopak leżał cicho, odwzajemniając to spojrzenie. Przy migotliwym świetle świec, włosy Jinga były jak z jedwabiu, a jego błyszczące jak klejnoty oczy, stały się tak urzekające, że Lu Cang nie mógł odwrócić od nich wzroku.

Jing westchnął bezgłośnie, po czym spontanicznie się pochylił. Lu Cang pomyślał, że mężczyzna zamierza go pocałować i pośpiesznie odwrócił głowę, lecz nagle poczuł parę miękkich warg na swej szyi…

Wilgotne usta zaczęły schodzić w dół jego klatki piersiowej, drogą pocałunków i ani na moment nie oderwały się od ciała, jakby nie chciały żegnać się z ciepłem miodowej skóry.

Ach… – Język Jinga zwinnie zakręcił się wokoło sutka Lu Canga, całując go i gryząc.

Lu Canga płoną od środka. Żar, jaki go spalał, sprawiał, że chłopak poruszał się niecierpliwie, wydając z siebie niekontrolowane jęki.

Wydawało się, że Jing umyślnie pogłębia tortury. Nie chciał dotykać miejsca, gdzie Lu Cang najbardziej pragnął tego dotyku. Zamiast tego ręka mężczyzny krążyła między ramionami, brzuchem i wewnętrzną częścią ud chłopaka.

W ułamku sekundy zdjął swe szaty i nagi położył się na Lu Cangu. Poruszał się lekko, ocierając o nabrzmiały członek kochanka.

Pieszczoty i pocałunki Jinga, wydawał się trwać w nieskończoność. Całował każdy centymetr skóry Lu Canga i wciąż udawał, że nie widzi erekcji partnera, kontynuując tę bolesną grę wstępną…

Jak długo zamierzasz jeszcze to przeciągać?

Lu Cang czuł, jak jego ciało płonie. Cała krew napłynęła mu do głowy. Nie potrafił już myśleć. Wiedział tylko, że jego pragnienie osiągnęło ostateczny poziom.

Nie możesz już dłużej wytrzymać? – Jing uśmiechnął się, ale w dalszym ciągu ignorował pragnienie kochanka, nawet wówczas, gdy jego własny członek również wyprostował się boleśnie między jego nogami.

Jesteś naprawdę podły…

Przygnieciony twardym ciałem mężczyzny, Lu Cang czuł, jak cały okrywa się potem, który spływa w dół, wsiąkając w jedwabne prześcieradło.

Jing również był mokry od potu. Włożył wiele wysiłku, by kontrolować swój oddech, próbując przedłużyć grę wstępną do granic możliwości.

W końcu nadszedł moment, w którym nie mógł już dłużej wytrzymać i nagle mocno ugryzł Lu Canga w ramię. Chłopak poczuł intensywny ból, ale nie miał nawet siły, aby krzyknąć. Z jego gardła wydobyło się tylko głuche ‘hngh’…

Unieś nogi. – Głos Jinga brzmiał łagodnie, ale jednocześnie był pełen erotyzmu. Ciało Lu Canga zadrżało lekko, gdy posłusznie rozchylił uda.

Owiń je wokół mojej talii… – Zażądał zachłannie Jing, obserwując, jak twarz chłopaka pokrywa się purpurą. – To ostatni…

Przeczuwając, co Jing chce powiedzieć, Lu Cang upomniał go spojrzeniem, aby nie nadużywał tej wymówki, a jednocześnie, pomimo zażenowania jakie odczuwał, podniósł swoje nogi i owinął je wokół talii kochanka.

To ostatni raz. Te bezwstydne działania, wydawały się usprawiedliwione pod osłoną tego zdania…

Hngh… Lu Cang zadrżał z bólu, gdy tylko Jing zaczął w niego powoli wchodzić.

Członek mężczyzna był twardy i nabrzmiały do granic. Przedłużał tę chwilę i smakował w niej w nieskończoność. Nie poddawał się pragnieniu, mimo iż był nawet bardziej rozpalony i podniecony niż zwykle.

Dla Lu Canga działania kochanka były trudne do zniesienia. Wbił swoje paznokcie głęboko w plecy Jinga, starając się walczyć z bólem i spalającym go od środka żarem.

Nogi owinięte wokół talii kochanka trzęsły się niekontrolowanie. Ta agonia była naprawdę skrajna, ale był zbyt przerażony, aby wziąć głęboki oddech, gdy czuł, jak gorący członek przemieszcza się w najgłębsze części jego ciała.

Jesteś taki gorący w środku… taki ciasny… wyszeptał nagle Jing, wpasowując się powoli w delikatne i miękkie wnętrze.

On również przybrał wyraz twarzy przepełniony bólem. Czuł, jak wnętrze Lu Canga pulsuje i nawet kiedy się w nim nie poruszał, był wciąż stale stymulowany przez wewnętrzne drgania.

Ty… zasługujesz na śmierć… – Lu Cang, przecisnął słowa przez swe gardło, nie zwracając nawet uwagi na ich znaczenie . – Szybko… skończ to…

Po raz kolejny zamknął swoje oczy, będąc na skraju łez, jego twarz skrzywiła się, walcząc z agonią.

Jing poczuł nieznaczne ukłucie w sercu na widok Lu Canga pocącego się z bólu, ale oczywiście, nie chciał zrezygnować z tej rzadkiej okazji, kiedy jego kochanek jest tak potulny.

Po chwilowym namyśle zaczął z większą intensywnością poruszać biodrami.

Ach… ach…

Lu Cang stał się jeszcze bardziej oszalały z bólu i pragnienia. Nie ukrywał już swych pragnień i podążał za każdym pchnięciem Jinga, przyjmując go coraz głębiej wewnątrz siebie. Nie był w stanie już kontrolować głośnego dyszenia, raz za razem wypuszczał z siebie kolejne jęki.

Jego spocone ciało unosiło się i opadało jak na grzbiecie fali. Intensywność pchnięć Jinga stała się przerażająca. Intymne wejście Lu Canga skurczyło się, nie mogąc już dłużej znieść ataków twardego i gorącego członka mężczyzny. Nie zdolne jednak do wypchnięcia z siebie tak dużego, obcego obiektu przyjmowało kolejne palące i bolesne ataki.

Ach… ach… ty… ty… – Lu Cang nie mógł znieść przedłużających się tortur i zaczął płakać jak obłąkany.

Jednak Jing trzymał go w śmiertelnym uścisku, pozwalając chłopakowi wycierać łzy w swoją klatkę piersiową, kiedy sam kontynuował, rytmiczne pchnięcia w górę i w dół.

Oboje ściśle przywarli do siebie od stóp do głów. Szczególnie mocno złączyły się ich niższe partie ciała, które były lepkie i posklejane od potu i płynów ustrojowych Lu Canga.

Nie opuszczaj nóg… – Jing ostrzegł go niskim głosem, czując, że kochanek poluzował uda i pozwolił im opaść na boki. Jednocześnie przepychał się jeszcze głębiej w to zniewalające i gorące ciało.

Na zewnątrz księżyc już górował nad ziemią. Zimnym blaskiem świecił zza okna na kochanków, splecionych ze sobą namiętnie. Mogło się nawet wydawać, że to lodowate światło księżyca, rozjarzyło się nagle jak ogień, obserwując scenę żarliwej miłości.

Cały pokój przesycony był intymnym zapachem. Nawet kwiat lotosu wyhaftowany na różowym parawanie w pokoju, ukrył swoją twarz w zakłopotaniu.

Ach… – Jing wydał z siebie nagle niski okrzyk, a następnie przeklął siarczyście.

Lu Cang zastygł w jednej chwili. Gorący płyn wybuchł wprost z członka Jinga, wypełniając całe jego wnętrze.

Ty…! – Chłopak z wielkim trudem, odzyskiwał swe zmysły, lecz kiedy zamierzał już uwolnić swój gniew, Jing zakrył jego usta pocałunkiem.

Już dobrze Lu Cang… To ostatni raz. Nie mógłbyś być posłuszny tylko ten jeden raz?

To wciąż te same trzy słowa, ale po raz kolejny odniosły skutek.

To prawda, że to ostatni raz. To ostatni raz, kiedy oddaje ci moje ciało, ty psie

Lu Cang pocieszał sam siebie.

Szczytowanie, którego przed chwilą doświadczył, uczyniło go przez chwilę niezdolnym do mówienia, ale już sekundę później pożałował tego, że był tak uległy.

Czy ty, do diabła, nie znasz granic?

Lu Cang krzyknął zirytowany, kiedy Jing nie zważając na protesty, po raz kolejny w niego wszedł. Bawił się ciałem Lu Canga, tak jak chciał.

Tym razem użył pozycji od tyłu, co w oczach chłopaka było jeszcze bardziej upokarzające.

Lu Cang był wściekły, ale utknął pod ciałem tego szaleńca, nie będąc w stanie nawet się poruszyć.

Jego ramiona podtrzymujące własne ciało, trzęsły się osłabione, więc położył głowę na łóżku. Zakrył uszy, chcąc stłumić dźwięki podbrzusza Jinga uderzającego o jego własne pośladki. Czuł, jak jego tylne wejście zaczyna drętwieć z bólu, a mięśnie wewnątrz dawno już otworzyły się na tyle, aby przyjmować w sobie twardość kochanka.

Stracił rachubę, ile razy już szczytował, wiedział tylko, że jest na granicy szaleństwa.

Będziesz za mną tęsknił w przyszłości, prawda??

Lu Cang był w tym momencie pieprzony tak mocno, że nie miał siły, aby mówić, jednak Jing nie miał dla niego litości, zadając to bardzo prowokacyjne pytanie.

Będę tęsknił… Tęsknił za tobą jak diabli! – Lu Cang zebrał w sobie wszystkie siły, aby wykrzesać odpowiedź. Cierpiał tak mocno, że ledwo mógł wytrzymać.

Jesteś już zmęczony? – Jing nadal drwił z niego.

Z jakiegoś powodu, zdenerwowało to Lu Canga.

Mam już dość…

Chłopak próbował się odwrócić, ale przez to, że Jing na nim leżał, tylko nieznacznie udało mu się przekręcić w bok. Podparł się na swych ramionach i czołgając, próbował wydostać się spod mężczyzny.

Jednak Jing nie zamierzał pozwolić mu uciec. Silne ręce chwyciły chłopaka w pasie. Jedna z dłoni owinęła się wokół członka Lu Cang, sprawiając, że chłopak po raz kolejny stał się słaby i bezsilny. Jing natychmiast wykorzystał sytuację i wsunął się znowu agresywnie do wnętrza kochanka.

Pozycja boczna przyniosła Lu Cangowi tak wielki ból, że czuł, jak spada w otchłań. Jing w dalszym ciągu kontynuował swoje ruchy, bez jakiegokolwiek współczucia lub miłosierdzia.

Nieustanne podniecenie towarzyszyło jego agresywnym pchnięciom, czyniąc z niego oszalałe z pożądania zwierzę.

Oczy Lu Canga wywróciły się do tyłu. Pozbawiony całej fizycznej energii, nagle zemdlał …

***

Nie wiadomo, ile czasu upłynęło, zanim Lu Cang nareszcie odzyskał przytomność. Pojedyncze, zapalone światło świecy, było wielkości fasoli. Jedyne co w tym pokoju pozostało, to wymęczone ciało, pokryte przerażającymi dla oka śladami ugryzień i siniakami.

Prześcieradła były brudne i pogniecione, leżały porozrzucane na łóżku i podłodze. Cały pokój wypełniony był zapachem intensywnej miłości.

Jing już dawno poszedł w sobie tylko znane miejsce…

Zawsze przychodził i wychodził bez jakichkolwiek wyjaśnień. Dla Lu Canga jego nieobecność była błogosławieństwem, ale dziś… Jego serce wypełniła pustka, jakby coś zostało mu odebrane. Melancholia zalała jego serce i duszę…

Tłumaczenie: Polandread

One Comment

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: