Hua Hua You Long

Rozdział 443 min. lektury

Barwne kwiaty przyciągają wzrok

Pomimo tego, iż Tong’an leżało na północy, latem zaskakująco często stolicę zalewały deszcze.

Lu Cang siedział przed biurkiem, patrząc przez okno na skapujące z dachu tarasu krople.

Jego nastój sięgał dna. Był w Tong’an już od dwóch miesięcy. Kiedy przyjechał do stolicy po raz pierwszy, nawet nie przypuszczał, że mógłby tu pozostać tak długo, dlatego nie brał ze sobą zbyt dużo pieniędzy.

Niedawno napisał list do Hangzhou, aby przysłali mu trochę. Zdawał sobie sprawę z tego, że minie sporo czasu, zanim pieniądze do niego dotrą, więc musiał być ostrożny w wydawaniu tych, które mu zostały. Nie było go stać na opłacanie pokoju w gospodzie, dlatego Lu Cang przeniósł się do małego domu niedaleko mostu Yue Long.

Życie tutaj nie należało jednak do łatwych. Okropne wspomnienia były wszędzie. Skupiały się głównie wokół łóżka w sypialni, ale nawet gdy spacerował po pokojach, patrzył na kwiaty, drzewa i trawy w ogrodzie, albo siedział w zachodniej sali bocznej, używanej jako jadalnia, w jego głowie pojawiały się ordynarne, zdeprawowane obrazy.

To wina tego skrajnie szalonego człowieka!

Nawet niedawno, gdy jedli wspólny posiłek, Jing nagle kierowany brutalnym instynktem przycisnął go do stołu i…

Twarz Lu Canga szybko zarumieniła się na samo wspomnienie tego, co wydarzyło się potem.

Jedynym miejscem, które pozostało w miarę nietknięte złymi wspomnieniami, był ten mały gabinet, w którym właśnie siedział.

Uśmiechnął się gorzko na samą myśl, że wolał już spać na podłodze, niż na samym łóżku, bo to powodowało u niego bezsenność i pomimo tego, iż miał mało pieniędzy, wolał jeść na mieście, niż korzystać z kuchni, bo na samo wspomnienie rzeczy, które się w niej wydarzyły, tracił apetyt.

To wszystko sprawiało, że jego nastrój stawał się coraz bardziej ponury.

Jaka nuda…

Nagle jakby niebo odpowiedziało na ciche żale Lu Canga. Dźwięk pukania niespodziewanie przełamał ciszę panującą wokół. Chłopak zerwał się na równe nogi zaskoczony. Jing nigdy nie pukał, kiedy przychodził…

Kto to mógł być…?

Lu Cang ostrożnie otworzył drzwi. Na widok człowieka stojącego na zewnątrz cały jego pochmurny nastrój nagle gdzieś wyparował, a na twarzy zagościł promienny uśmiech.

Trzeci Brat!

Szybko uścisnął swojego gościa. Emocje wywołane zobaczeniem jednego ze swoich górskich przyjaciół sprawiły, że Lu Cang nie zwrócił nawet uwagi, iż mężczyzna odziany w słomianą pelerynę przeciwdeszczową, cały ocieka wodą.

Kiedy to zrozumiał, jego własna szata była już przemoczona.

Jednak szczęśliwy Lu Cang nawet się tym nie przejął. Wpuścił do środka swego zmęczonego podróżą zaprzysiężonego brata, a sam wybiegł na zewnątrz, aby przywiązać jego konia w ogrodzie.

Trzeci Bracie, jak to się stało, że przybyłeś osobiście? Wystarczyło przysłać Xiao Sanga.

Xiao Sang był sługą Lu Canga, jednak Lu Cang zdecydował się nie brać chłopaka ze sobą do Tong’an, bojąc się, że służący może odkryć, co naprawdę łączy go z Jingiem. Za wszelką cenę chciał ochronić swą reputację.

Trzeci Brat nazywał się Cao Xin i choć był o dwa lata starszy od swojego Wielkiego Brata, to był dopiero trzeci pod względem dowodzenia.

Ten postawny mężczyzna uchodził za skromnego człowieka, cenił sobie lojalność i był w dobrych stosunkach z Lu Cangiem, a nawet lepszych niż z pozostałymi braćmi.

Widząc, jakie emocje budzi w Lu Cangu jego widok, Cao Xing błysnął szczerym uśmiechem.

Wielki Brat nie wracał do domu przez te kilka ostatnich miesięcy. Sprawiłeś, że się strasznie martwiliśmy, więc Drugi Brat powiedział mi, żebym osobiście odwiedził cię w stolicy i pomógł, jeśli mogę… – Cao Xin zdjął płaszcz przeciwdeszczowy, usiadł i zaczął się głupkowato śmiać, zanim dokończył: − Właściwie to jestem tu także dlatego, że już dawno słyszałem o świetności tego miasta i chciałem się trochę zabawić.

Hehehe… hehehe…

Cao Xin zaśmiał się jeszcze kilka razy, ale szybko odkrył, że po początkowej ekscytacji Lu Canga nie pozostał już nawet ślad. Zamiast tego na twarzy Wielkiego Brata widać było lekki dystans. Cao Xin natychmiast spoważniał i zapytał:

Czy Wielki Brat, jest niezadowolony, że chcę trochę przedłużyć swą wizytę w stolicy?

Nie, nie… O czym ty mówisz? − Lu Cang szybko wykrzesał blady uśmiech i kontynuował: − Po prostu zatraciłem się w tęsknocie za domem i popadłem trochę w melancholię… To wszystko…

Spojrzał smutno na przyjaciela, a przez jego myśli przeleciały obrazy chwalebnych dni, kiedy był Królem Góry Lu Cang. Potem pomyślał o tych wszystkich nieszczęściach, które spotkały go w Tong’an. To sprawiło, że dziwny sentyment ścisnął go w żołądku.

Słysząc ujmujące słowa Lu Canga, Cao Xin poczuł, jak wielki kamień spada z jego serca. Na początku myślał, że jego Wielkiego Brata cieszy przebywanie w stolicy tak bardzo, że wcale nie tęskni za domem. Jednakże teraz zrozumiał, że to tylko interesy trzymały go tutaj i że tak naprawdę chce wrócić do Hangzhou.

Nie jadłeś jeszcze, prawda Trzeci Bracie? − Lu Cang zapytał nagle, czując, że atmosfera stawała się coraz bardziej emocjonalna.

Ach… Nie ma potrzeby, Wielki Bracie. Przywiozłem zapasy…

Cao Xin wstał pospiesznie w obawie, że niepokoi swojego Wielkiego Brata.

Jak mógłbym pozwolić ci jeść te rzeczy? Chodź, chodź, chodź… Ja stawiam. Pójdziemy do najlepszej w mieście gospody i napijemy się dobrego wina.

Kiedy Lu Cang uświadomił sobie, że przebywał w stolicy już od ponad dwóch miesięcy i do tej pory ani razu nie zwiedził porządnie miasta, od razu zrozumiał, że była to idealna okazja, aby wyjść z domu i uciec od tych ponurych myśli. Poczuł, jak od dawna uśpiony w nim duch nagle się obudził.

Widząc to, Cao Xin zaczął się uśmiechać, jednak nagle ten uśmiech przerodził się w rumieniec, który wyglądał nadzwyczaj podejrzanie na tej dużej, ogorzałej twarzy.

Lu Cang od razu to zauważył i natychmiast zapytał:

O co chodzi, Trzeci Bracie? Czy jest jakieś specjalne miejsce, gdzie chciałbyś pójść?

Hehe… hehe… − Kolejny atak charakterystycznego śmiechu wydobył się z gardła Cao Xinga. − Już dawno słyszałem o zdumiewającej urodzie dziewczyn z domu Tonghua. Tym razem przybywając do stolicy… Hehehehe… Tak jakby chciałem w pewnym sensie… Na własne oczy…

Ach, więc chciał odwiedzić prostytutki ze stolicy.

Lu Cang zmarszczył brwi. Jego brat z Góry Lu Cang był zawsze nieokrzesany, gdy chodziło o kobiety. Nawet posunął się do notorycznego porywania niewiast podróżujących po górach i dawania ich swemu Wielkiemu Bratu, bo martwił się, że ten nie lubi kobiet.

A w rezultacie… Pomógł mu schwytać samego szalonego boga nieszczęścia.

Nie chodziło wcale o to, że Lu Cang nie lubił kobiet, po prostu miał w wobec nich trochę większe niż przeciętne oczekiwania.

Wiedząc, jak długą i ciężką drogę przebył Cao Xin, aby dotrzeć do stolicy, Lu Cangowi było naprawdę trudno odmówić mu tej jednej przysługi. Westchnął głęboko i powiedział:

Więc dobrze. Zjemy w wieży Tonghua, następnie pójdziemy do domu Tonghua!

Tak! Wielki Brat jest wspaniały!

Cao Xin cieszył się jak dziecko, a nawet przyciągnął Lu Canga od siebie i zamknął w niedźwiedzim uścisku. Lu Cang tylko uśmiechał się bezradnie. W rzeczywistości był trochę zmęczony.

Pewnego razu po ich kolejnym intensywnym zbliżeniu Jing zmusił go do przyjęcia tak zwanych „trzech zasad”, a jedną z nich był kategoryczny zakaz kontaktów cielesnych z kobietami.

Buntownicza natura Lu Canga jeszcze raz w nim odżyła, a ciekawość popchnęła go do działania.

Pieprzyć go! Za kogo ta świnia w ogóle się uważa?! Dlaczego miałbym go słuchać?! Raczej wykorzystam tę szansę! Nawet jeśli moje szczęście jest naprawdę przeklęte, to nie wierzę, że spotkam tego wszechobecnego szaleńca akurat w burdelu!

Niepodważalny autorytet Jinga, przed którym Lu Cang drżał przez ostatnie dwa miesiące, nagle stał się nic nieznaczący. W przypływie odwagi Lu Cang poprowadził Cao Xina w kierunku wieży Tonghua.

Wieża Tonghua była znana w stolicy jako centrum rozrywki dla wysokich urzędników państwowych i szlachty. W bogactwie swej oferty to miejsce mogło poszczycić się nie tylko szeroką gamą usług restauracyjnych, ale również operą, cyrkiem, łaźniami i innymi rozrywkami. Był tu nawet stadion, na którym regularnie odbywały się konkursy tworzenia poematów albo pokazy sztuk walki. Jednak największą popularnością cieszył się słynny w całym kraju dom publiczny Tonghua. Chodziły słuchy, że posiada on trzy tysiące pięknych prostytutek. Mówiono, że nie tylko „honorowe” prostytutki, czyli dwanaście Niebiańskich Kwiatów, były niezwykle piękne, ale nawet każda z najmniej popularnych i niższych pozycją dziewcząt była warta uwagi.

Lu Cang, w którym na nowo odżyła odwaga, zjadł szybko syty obiad z Cao Xinem, po czym obaj ruszyli na podbój niewieścich serc. Gdy w końcu stanęli naprzeciw domu Tonghua, przeżyli prawdziwe zaskoczenie – wyglądał on bowiem jak przestronny i luksusowy pałac.

Wydawało się, że pogłoski o tym miejscu były prawdziwe. Mówiono, że za kulisami, z dala od wiedzy publicznej, właścicielem wieży Tonghua był sam Książę Tongxin, człowiek wystarczająco potężny, aby kontrolować całe państwo.

Witam Panów, na którym piętrze wybieracie pokój? − Stręczycielka siedząca niedaleko drzwi przywitała ich energicznie, widząc dwóch w miarę dobrze ubranych mężczyzn.

Lu Cang spojrzał na kobietę pewnym siebie wzrokiem. Kiedy kilka chwil temu, jedli wspólnie z Cao Xingiem, przyjaciel powiedział mu, że przywiózł ze sobą dziesięć tysięcy srebrnych lingów. Wraz z pozostałymi braćmi myśleli, że Lu Cang pilnie potrzebuje pieniędzy na coś bardzo ważnego i nie przypuszczali, że chodzi tylko o codzienne wydatki.

Czy któraś z Niebiańskich Kwiatów jest teraz dostępna?

Na twarzy stręczycielki odmalowało się niedowierzanie.

Szanowny Gościu, jeśli chcesz jedną z Niebiańskich Kwiatów, to będzie cię to kosztowało sto liangów za godzinę.

Lu Cang zrobił szybki rachunek w głowie. Biorąc dwie dziewczyny na całą noc wyjdzie około dwudziestu godzin. No trudno, przyszliśmy tu ten jeden raz, dwa tysiące to mała cena za zapomnienie o szaleństwie tych ostatnich dwóch miesięcy.

Wybierz dwie najpiękniejsze z nich. Zamierzamy się świetnie bawić dziś wieczorem!

Lu Cang natychmiast przybrał wygląd szczególnie zamożnego klienta, patrząc, jak twarz pośredniczki nagle się rozpromienia.

Ach, Xiao Lan, Xiao Ju! Chodźcie szybko i zaprowadźcie tych dwóch możnych panów do pokoju Niebiańskich Kwiatów! − Stręczycielka wykrzyczała na całe gardło.

Wszyscy wokół rzucali mu zazdrosne spojrzenia. Nareszcie po raz pierwszy od dwóch miesięcy Lu Cang poczuł, że cały jego pech i nieszczęście zniknęły.

Cao Xin, radośnie podążając za swym Wielkim Bratem na dziedziniec udekorowany tak ekstrawagancko, że aż budził grozę, stawał się tak podniecony, że ledwo mógł mówić.

Wielki… Wielki… Wielki Bracie, wydając tak dużo pieniędzy… Dużo pieniędzy…! Czy to w porządku? Naprawdę w porządku…?

Lu Cang obrócił się zirytowany i odpowiedział:

Bądź cicho! Taka kwota pieniędzy? Jakie to ma znaczenie? Tylko poczekaj, aż wrócę do Hangzhou… Hehe… Odzyskamy je wszystkie za jednym razem!

Jego źrenice jarzyły się imponująco złotym blaskiem, jakby mógł oczami wyobraźni nareszcie zobaczyć kilku magnatów z Jiangnan, płaczących i czołgających się w agonii, miażdżonych jego kunsztem walki i dumą zdobywcy.

Jednak Cao Xin stał tylko, patrząc oniemiały przez chwilę, zanim powiedział wprost:

Wielki, Wielki… Wielki Bracie, dlaczego w tym czasie, kiedy się nie widzieliśmy… Wydaje mi się, że jesteś bardziej… Bardziej… Stałeś się… piękniejszy niż wcześniej…?

Lu Cang gwałtownie napiął mięśnie i zacisnął pięści, słysząc te słowa. Cao Xin natychmiast to zauważył i zamilkł przerażony, opuszczając głowę, a jego szyja skurczyła się ze strachu.

Lu Cang nie powiedział ani słowa, ale w środku czuł, jak gniew zbliżony do huraganu pustoszy jego wnętrze. Piękny? Piękny? Ja? Lider bandytów nieposiadających moralności?

Lu Cang poczuł, że jest na skraju łez, słysząc z ust swojego podwładnego taki opis samego siebie.

Przystojny” i „kompetentny”, to były słowa, które jako mężczyzna mógł zaakceptować, ale piękny?

Piękne” to słowo używane do opisania wdzięków u kobiety…

Ach! To wszystko wina tego szaleńca, który wykorzystywał go przez te ostatnie miesiące!

Podążając za dwiema młodymi służącymi, już po chwili zatrzymali się przed zdobionymi bogato drzwiami.

Proszę, niech szanowni goście wejdą do środka. Czekają już na was nasze dwie Starsze Siostry, które zaprowadzą was do Niebiańskich Kwiatów.

Dziewczyny uprzejmie ukłoniły się, po czym odwróciły i spokojnie odeszły.

Niebiańskie Kwiaty Yue Wei i Yu Rong czekają na wasze honorowe przybycie.

Dwie przypominające wróżki piękności, wypłynęły dumnie zza drzwi i przybrały pełną szacunku postawę. Najwidoczniej już jakiś czas temu ktoś poinformował je o nadchodzących gościach.

Przytrzymując delikatnie w rękach swe szaty, starając się wyglądać dostojnie, prowadziły mężczyzn do sali głównej.

Łał! Służące Kwiatów były wspaniałe, jak więc piękne mogły być same Niebiańskie Kwiaty?

Z sercami wypełnionymi dreszczykiem i ciekawością, Lu Cang i Cao Xin weszli do przestronnej komnaty dla gości przyozdobionej jak pałac cesarski. Zajęli miejsca na wygodnej kanapie i z głowami zwróconymi w stronę schodów czekali na przybycie pięknych kurtyzan. Na stoliku czekała na nich świeżo zaparzona herbata. Obydwaj wypili już po kilka łyków, zanim usłyszeli odgłosy kroków.

Dwie niebiańskie piękności zstępowały po schodach jak boginie. Wyglądały tajemniczo i zwiewnie niczym płatki kwiatów unoszące się na wietrze. Ich nefrytowe wisiorki dzwoniły delikatnie, obijając się o siebie, a wstążki sukienek unosiły się lekko. Dwóch obserwatorów wstrzymało oddech i otworzyło szeroko usta ze zdziwienia…

Pokorna Yue Wei…

Pokorna Yu Rong…

Składają hołd dwóm młodym mistrzom! – Dokończyły w tym samym czasie.

Nawet głosy tych piękności były jak trele wilg wyłaniających się z górskiej doliny. Miały na pewno siłę, by stopić duszę.

Szybko wstańmy! Szybko!

Cao Xin był tak zachwycony, że zapomniał zachować pozory dostojności i mógł tylko głupkowato się uśmiechać.

Dwie małe siostry, szybko usiądźcie, tutaj, usiądźcie tutaj… Jestem Cao Xin. To mój Starszy Brat Lu Cang…

Trzeci Bracie… Brwi Lu Canga zmarszczyły się nieznacznie, gdy upomniał przyjaciela, aby bardziej panował nad sobą, a potem wyciągnął rękę w stronę dziewczyny noszącej fioletową szatę i powiedział:

Yue Wei, usiądź tutaj.

Yue Wei była osobą godną swego imienia. Skóra biała jak śnieg, oczy miękkie jak piórko na wodzie, z miną czystej czułości. Wyglądała jak kwitnąca róża w świetle księżyca. Była właśnie w typie, jaki Lu Cang lubił najbardziej.

Yue Wei uśmiechnęła się delikatnie i nieśmiało podeszła, by zająć miejsce koło niego.

Yu Rong… − Zanim Cao Xin dokończył, Yu Rong już przylgnęła do jego ramienia.

Ajajaj, gościmy dziś dwóch młodych panów, którzy wyglądają naprawdę nieznajomo. Czy to wasz pierwszy raz tutaj?

W porównaniu do powściągliwej Yue Wei, Yu Rong była nieco bardziej energiczna.

Cao Xin, oszołomiony jej służalczymi i serdecznymi słowami, zaczął mówić trzęsącym się głosem.

Mój Wielki Brat i ja jesteśmy… Jesteśmy z Hangzhou. To mój pierwszy raz w stolicy…

Aj, to zaskakujące! − Yu Rong przysunęła się bliżej niego i posłała Cao Xinowi figlarne spojrzenie. − Jesteś z pewnością starszy niż on, więc dlaczego nazywasz go Wielkim Bratem?

Ponieważ… Ponieważ Wielki Brat… Wielki Brat jest Wielkim Bratem. − Cao Xin nie mógł wymyślić lepszej odpowiedzi w tak krótkim czasie, więc tylko się uśmiechnął.

Lu Cang ponownie zmarszczył brwi. Zawsze lubił ciche, delikatne kobiety. Dziewczyny zadziorne jak Yu Rong były dla niego trochę zbyt kłopotliwe. Obawiając się, że jeśli tak dalej pójdzie, Cao Xin zdradzi wszystkie ich sekrety, Lu Cang przyciągnął słodko uśmiechającą się Yue Wei bliżej siebie i zmienił temat rozmowy.

Yue Wei, Yu Rong, zamiast zadawać nam ciągle pytania, może opowiedzcie nam trochę o sobie… Yue Wei, ile masz lat?

Yue Wei zarumieniła się i położyła głowę na ramieniu Lu Canga.

Mam osiemnaście lat. Moja starsza siostra Yu Rong ma dziewiętnaście.

Lu Cang poczuł, jak miękkie ciało dziewczyny opiera się o jego własne, a słodki zapach perfum napływa delikatnie do jego nosa.

Wspomnienia i doświadczenia łóżkowe z ostatnich kilku miesięcy były czymś, co mógł uznać za najgorsze z najgorszych. Wydawało się, że dziś nareszcie ma szansę zmyć z siebie cały ten wstyd.

Nieśmiało wyciągnął rękę w stronę delikatnie podwyższonego biustu Yue Wei. Dziewczyna wzdrygnęła się nieznacznie pod jego dotykiem, ale zaraz posłusznie poddała się działaniom mężczyzny.

Yu Rong, która widziała, co się przed chwilą wydarzyło, zaczęła głośno go upominać:

Aj… Młody paniczu Lu! Wyglądasz na dobrego i zdolnego. Dlaczego jesteś taki zuchwały?

Cao Xin parsknął pod nosem i szybko odpowiedział za Lu Canga:

Wielki Brat od przeszło dwóch miesięcy przebywa w stolicy w interesach. Przez ten cały czas nie obcował z kobietami, prawda?

Posłał Lu Cangowi pytające spojrzenie i czekał, aż Wielki Brat potwierdzi jego słowa.

Ta-tak… Nie byłem w pobliżu kobiety przez jakiś czas…

Cholera! – Lu Cang zaklął w sobie, kiedy odpowiadał. – Ten idiota! On po prostu musi wspominać o tym, o czym wspominać nie należy! To, że w ciągu tych ostatnich dwóch miesięcy byłem tylko w pobliżu mężczyzny, to nie mój wybór a zwykły przymus!

Poczuł nagłe ukłucie w piersi, a potem powoli zaczął odsuwać rękę od biustu dziewczyny.

Więc uczynimy wszystko, aby mała siostra Yue Wei cię zadowoliła!

Yu Rong uśmiechnęła się delikatnie, jednocześnie wymieniając z przyjaciółką spojrzenie mówiące „już po nim”, a następnie z gracją wstała.

Młodzi Panowie przyszli tutaj ten jeden raz, nie marnujmy więc pięknego wiosennego wieczoru. Myślę, że jest już trochę późno…

Uśmieszek zakwitł na twarzy Cao Xina. Miał właśnie spędzić cudowną noc razem z pięknością wprost ze swych snów. Jak mógł nie być podekscytowany?

Lu Cang był również niezwykle chętny. Wstał, kładąc delikatnie dłoń na ramieniu Yue Wei i uśmiechnął się do Yu Rong.

Dziękuję za pomoc.

W momencie, kiedy miał już zapytać dziewczynę, który pokój należy do niej, drzwi nagle otworzyły się z ogromnym hukiem, przerywając ich konwersację.
Stręczycielka stała w nich, patrząc spanikowana, jakby nie wiedziała, co robić. Przemówiła w szaleństwie:

Yue Wei, Yu Rong, idźcie i powiedzcie reszcie waszych sióstr, aby zeszły na dół i przywitały naszych honorowych gości!

Yue Wei i Yu Rong popatrzyły na nią zdumione, a kiedy już miały wychodzić, Lu Cang złapał za ich ramiona i zapytał ostrym głosem:

O co chodzi? My już wykupiliśmy dwie dziewczyny na dzisiaj. Jacy honorowi goście?

Ach… Ach… Naprawdę mi przykro, drodzy goście. Niebiańskie Kwiaty nie mogą przyjmować dziś już żadnych klientów. Musimy was poprosić o przyjście innym razem. Udzielimy wtedy usług za darmo.

Pośredniczka uśmiechnęła się przepraszająco do mężczyzn. Brwi Lu Canga jak dwa ostre miecze zwęziły się niebezpiecznie.

Udzielicie bezpłatnego serwisu?! Wasi klienci są tutaj właśnie teraz, a wy wykopujecie ich bezprawnie na ulicę?! Jesteśmy dla was nikim i patrzycie na nas z góry?

Wyciągnął rękę w stronę miecza uwiązanego przy jego tali, gestem pokazując swe zamiary użycia siły, jeśli spotka się choćby z jednym słowem sprzeciwu.

Pośredniczka skrzywiła się i machnęła na służące Kwiatów, aby poszły na górę po resztę dziewcząt, kiedy ona tłumaczyła Lu Cangowi:

Jesteś prawdopodobnie spoza miasta, prawda, panie? Nasz dom Tonghua jest finansowany przez rząd. Kiedy przybywają do nas goście z dworu książęcego, zawsze musimy wyczyścić dom z pozostałych klientów… To nasza najważniejsza zasada!

Jaka znów zasada? Chciałbym zobaczyć, jaki wielki człowiek ośmiela się zabierać mi, Lu Cangowi, kobietę.

Wezbrana w Lu Cangu wściekłość wylała się z wnętrza jego serca. Jak miał pozwolić, aby jego towarzysz, Trzeci Brat, był świadkiem tego, jak upokarzają go i to w zwykłym burdelu?

Wyjął miecz i cisnął nim o stół, przybierając minę mówiącą: „Nie wyjdę! Zobaczymy czy uda Wam się cokolwiek z tym zrobić”!

W tym momencie służące zaczęły sprowadzać wszystkie Niebiańskie Kwiaty z górnych pięter. Goście z ich pokoi także bezradnie podążali za nimi na dół i byli odsyłani wraz z przeprosinami pośredniczki.

Jednak nie znalazł się ani jeden klient, po którym byłoby widać niezadowolenie.

Lu Cangowi również wydało się to dziwne – czy ci mężczyźni byli tak tchórzliwi, czy po prostu przywykli do tego rodzaju sytuacji?

Stręczycielka machnęła ręką na strażników znajdujących się za nią, dając rozkaz wyrzucenia Lu Canga na zewnątrz. Jednak jak dwóch lub trzech strażników mogło pokonać króla bandytów? Lu Cang zdołał ich obezwładnić po krótkiej walce, a potem usiadł z jedną nogą założoną na drugą.

Uśpione przez długi czas poczucie heroizmu zakwitło w głębi jego serca na widok wpatrzonych w niego szeroko otwartymi oczami, niebiańskich piękności.

Mocno przyciągnął do siebie Yue Wei i posadził na swoim kolanie, czując się dziś dość zadowolonym człowiekiem.

Gościu, naprawdę nie możesz sobie pozwolić na obrażenie tego szlachetnego pana. Proszę, wyjdź szybko. Tak będzie lepiej również dla nas.

Widząc, że Lu Cang ma duże umiejętności w walce, pośredniczka nie miała wyboru, jak tylko uciec się do błagania. Lu Cang potrząsnął przecząco głową.

Heh… Ja po prostu się nie zgadzam. Co w nim jest takiego wyjątkowego, ma trzy głowy i sześć par rąk?

Gościu… – Pośredniczka chciała już mówić dalej, ale krzyk zza jej pleców przerwał wypowiedź.

Matko Liu, czy z dziewczynami wszystko w porządku?

Tym, który mówił, był mężczyzna w średnim wieku, ubrany w długą, czerwoną, jedwabną pelerynę. Za nim znajdowała się grupa podobnie ubranych żołnierzy. Jego oczy przeczesywały uważnie salę, aż spostrzegły Lu Canga i Cao Xina, siedzących wyniośle na zdobionych w złote kwiaty kanapach. Na ich widok skrzywił się nieznacznie i powiedział do pośredniczki:

O co chodzi z tymi dwoma tutaj?

Ach, Bracie Wu, ten gość to łajdak. Nie chce wyjść, choćby nie wiem co…

Mężczyzna, którego nazwano Bratem Wu, zmarszczył brwi i skinieniem ręki nakazał mężczyznom stojącym za nim:

Wyrzucić ich natychmiast!

Lu Cang nie miał zamiaru się poddać, chwycił za miecz i natychmiast skrzyżował go w walce. Trudno było stwierdzić, kto miał przewagę.

Nagle ich zmagania przerwała głośna komenda, która huknęła z kierunku, gdzie znajdowały się drzwi.

Stać!

Do ogromnej sali wszedł mężczyzna w bieli, otoczony z obu stron rzędami postawnych, młodych mężczyzn. Gwardzista, który ich prowadził i wykrzyknął komendę, pospiesznie ruszył za ubranym w białą szatę człowiekiem.

Kapitan Wu i cały oddział jego ludzi natychmiast schowali broń i wycofali się na bok.

Pełne szacunku powitanie dla młodego pana Jinga.

Każdy, kto przebywał w sali, padł na kolana. Lu Cang podskoczył ze strachu na te słowa i od razu rzucił wzrokiem w kierunku przybyłego gościa.

Nie, wielkie nieba…

W momencie, kiedy jego spojrzenie spotkało parę znajomych, pięknych oczu, Lu Cang usłyszał nagle dźwięk pękania w swojej głowie. Miecz w jego ręce upadł na podłogę z głośnym hukiem.

Ten młody człowiek z aurą szlachetności, źródło wszelkich jego nieszczęść w ciągu ostatnich dwóch miesięcy… Jing!

Jing również zauważył Lu Canga. Przebiegły uśmiech pojawił się w kącikach jego ust.

Czy to naprawdę ty, bracie Cang?

Lu Cang poczuł, jak przez jego ciało przechodzi lodowaty dreszcz. Nie mógł wypowiedzieć ani słowa.

Cao Xin przysunął się bliżej niego.

Wielki Bracie, znasz go?

Ach… Ach… Można tak powiedzieć…

Widząc, że Jing ruszył w jego kierunku, Lu Cang mimowolnie się cofnął, ale został zablokowany przez krzesło stojące za nim. Jing niedbale popchnął go, zmuszając, aby na nie usiadł.

Ach, więc ten gość jest przyjacielem panicza Jinga? Ajaj, dlaczego nie powiedzieliście wcześniej… – Stręczycielka przybrała swój profesjonalny, czarujący uśmiech i podeszła bliżej. – Właściwie, to już w chwili, gdy cię zobaczyłam, byłam pewna, że nie jesteś zwykłym obywatelem, dlatego zawołałam naszą najlepszą Yue Wei, by cię przyjęła…

Lu Cang nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać w tych dramatycznych okolicznościach, ale pod kontrolą przenikliwego, zimnego wzroku Jinga, nie był zdolny do wypowiedzenia choćby jednego słowa.

Cao Xin był prawdziwie urodzonym idiotą, niezdolnym do odczytania atmosfery, niczego nieświadomy zaczął więc dolewać oliwy do ognia.

Kiedy poznałeś tak ekscytującą osobę Wielki Bracie?! Szybko, przedstaw mi go…

Cicho przeklinając głupotę przyjaciela, Lu Cang wyjąkał:

To… To jest człowiek, którego spotkałem w stolicy…

Nagle przypomniał sobie, że nawet nie zna nazwiska Jinga, rzucił mu szybko spojrzenie mówiące „ratuj mnie”.

Moje skromne nazwisko to Yuan… – odpowiedział Jing, a jego uśmiech był olśniewający jak zawsze.

Młody paniczu Yuan, co za przyjemność móc cię poznać!

Cao Xin pospiesznie złożył pięści w formalnym powitaniu. Jing skinął głową, po czym zwrócił się do pośredniczki:

Co się tutaj wydarzyło? W jaki sposób mój przyjaciel wdał się w walkę z kapitanem Wu i żołnierzami?

Stręczycielkę oblał zimny pot. Naprawdę nie chciała obrazić żadnego z przyjaciół panicza Jinga. Jej głos drżał z nerwów, kiedy odpowiedziała:

To było nieporozumienie, zwykłe nieporozumienie… Otrzymaliśmy wieści, że młody panicz Jing miał przyjść, więc jak zawsze czyściliśmy dom. Ten młody pan kategorycznie odmówił wyjścia i wdał się w pojedynek z Kapitanem Wu… Naprawdę nie wiedziałam, że jest on przyjacielem młodego panicza Jinga.

Och? Więc brat Cang jest tutaj dla prostytutek?

Jing nie złościł się, tylko pięknie się uśmiechał. W oczach Lu Canga ten uśmiech był jednak straszniejszy niż ostrze noża przystawione do gardła.

Ach… Ach… – Lu Cang nie wiedział co odpowiedzieć, jedyne co mógł zrobić, to kupić trochę cennego czasu.

Wielki Bracie, dlaczego się tak pocisz, przecież tu wcale nie jest gorąco.

Cao Xin zadał kolejne, nierozsądne pytanie. Lu Cang nie miał już nawet siły, by go przeklinać.

W swej głowie widział obrazy tortur, okrutnej kary jaką z pewnością otrzyma od Jinga, za ten akt zdrady. W tej chwili było mu żal samego siebie. Wcześniej był człowiekiem nieustraszonym, nie obawiał się ani piekła, ani nieba. Po raz pierwszy w życiu poczuł strach dopiero wtedy, kiedy Jing zmusił go do stosunku oralnego tej pamiętnej nocy…

Jing zaśmiał się, słysząc słowa Cao Xina i odwrócił głowę w kierunku rzędu stojących za nim ludzi.

Młody pan Cang jest moim przyjacielem. Wszyscy wyjdźcie i czekajcie na zewnątrz!

Gdy tylko Kapitan Wu i reszta opuścili pomieszczenie, zwrócił się do pośredniczki:

Zostaw nam Dwanaście Niebiańskich Kwiatów, dotrzymają nam towarzystwa. Możesz wyjść i również odpocząć.

Pośredniczka ukłoniła się, szybko znikając za drzwiami, a Dwanaście Kwiatów ustawionych w rzędzie, uklękło i nagle zawołało donośnie:

Tysiące błogosławieństw dla młodego panicza Jinga!

Powstańcie. – Jing szczerze skinął ręką i przyciągnął zaskoczoną Yue Wei w ramiona.

Xiao Wei, czy nie zrobiłaś się nieco ładniejsza?

Młody panicz Jing przesadza… – Yue Wei była delikatna jak wiosenny wiatr, kiedy pochyliła się ku Jingowi.

Usiądźcie piękności! – powiedział łagodnie do reszty Kwiatów, po czym sam usiadł na kanapie i delikatnym pociągnięciem za szatę zmusił Lu Canga, by zajął miejsce tuż przy nim. – Dotrzymajcie towarzystwa przyjacielowi młodego pana Lu. – dodał po chwili, wskazując beztrosko dłonią na dwie dziewczyny.

Przyklejony do urodziwych kobiet i zabawiany rozmową, Cao Xin poczuł się jak w raju. Nie zauważył nawet, że jego Wielki Brat był przytrzymywany mocno jedną dłonią przez Jinga i miał dziwną minę.

Lu Cang opuścił głowę i z ukosa przyglądał się Yue Wei, która czule przytulała się do ramienia mężczyzny. Nieznane uczucie wypełniło jego serce.

Tak jak myślałem, wygląd tego drania sprawia, że jest również popularny wśród kobiet… Więc dlaczego zawsze przychodzi i dręczy akurat mnie?!

Pochłonięty przez tysiąc nurtujących go myśli, nagle poczuł rękę, która ukradkiem wśliznęła się pod spód jego szaty i niespiesznie wspinała w górę po jego udzie.

Spojrzał ze wściekłością na Jinga, ale ten jakby nigdy nic się nie stało nadal trzymał Yue Wei i rozmawiał z nią swobodnie, śmiejąc się przy tym.

Nikt nie widział, jak jego prawa ręka delikatnie przemieszcza się pod stołem. Ta zwinna dłoń przeskoczyła dalej, wślizgując się za pas spodni, a potem delikatnie chwyciła za wrażliwe miejsce Lu Canga.

Chłopak natychmiast się zarumienił, ukradkiem próbując złapać za dziko poruszającą się dłoń mężczyzny.

Jednak Jing nie był chętny, by się poddać. Odwrócił się z gracją i ze spokojnym wyrazem twarzy zapytał:

Bracie Cang, co wywołało u ciebie tak dobry nastrój, że aż zdecydowałeś się przyjść do domu Tonghua?

Skoncentrowany na powstrzymywaniu nieprzyzwoitej i silnej dłoni Jinga, Lu Cang zawahał się na chwilę i kiedy miał już coś powiedzieć, Cao Xin wszedł mu w słowo.

To dlatego, że dziś przyjechałem w odwiedziny do Wielkiego Brata. Zabrał mnie tu, bo koniecznie chciałem zobaczyć to miejsce.

Lu Cang wpadł w panikę, słysząc słowa przyjaciela. Jeśli Jing skieruje cały swój gniew na Cao Xina, wtedy on, Lu Cang nigdy sobie tego nie wybaczy.

Nie, nie, to ja chciałem tu przyjść. To nie ma nic wspólnego z Trzecim Bratem…

Nieśmiało popatrzył w kierunku mężczyzny i jego serce nagle zamarło. Oczy Jinga były jak jezioro spokoju, pozbawione emocji. Właśnie tego wyrazu twarzy Lu Cang obawiał się najbardziej.

Ty i Twój Trzeci Brat jesteście sobie bardzo bliscy, prawda? Odwiedzacie razem nawet burdele. Widzę, że wiecie, jak cieszyć się życiem.

Ton głosu Jinga był delikatny. Lu Cang czuł jak włosy wzdłuż kręgosłupa stają mu dęba. Jednak zupełnie niczego nieświadomy Cao Xin beztrosko odpowiedział:

To prawda, to prawda. Mój Wielki Brat i ja jesteśmy sobie bliscy. Wcześniej w górach… Ach, w Hangzhou zawsze razem chodziliśmy odwiedzać burdele w mieście.

Lu Cang przeklął w myślach Cao Xina i jego nieumiejętność czytania atmosfery. Czuł, jak ogarnia go trwoga, gdy patrzył, jak twarz Jinga ciemnieje niczym burzowa chmura.

Nagle ręka trzymana do tej pory w spodniach Lu Canga została gwałtownie wyciągnięta, a Jing wstał, mówiąc spokojnie:

Jest już bardzo późno. Nie powinniśmy marnować takiego cudownego wieczoru. Yu Rong, Yue Lan i ty, i ty… – Losowo wybrał cztery Niebiańskie Kwiaty. –Zaopiekujcie się najlepiej jak możecie młodym panem Cao…

Lu Cang dobrze widział, jak Jing rzuca Yu Rong znaczące spojrzenie, a Yu Rong uśmiecha się i kiwa głową w odpowiedzi. Instynktownie zrozumiał, że Jing zamierza ukarać Cao Xina. Jednak kiedy otworzył swe usta, by przemówić, ten idiota Cao Xin już trząsł się z podniecenia i stojąc między kobietami, zaczął wypowiadać słowa podziękowania.

Ach… Ach… Jestem skromnym, zwyczajnym człowiekiem. Nie mogę pozwolić sobie na tak wiele piękności… Młody panicz Jing jest zbyt uprzejmy…

Jing zaczął zdradzać nagle lekkie zniecierpliwienie, ale wciąż udawał miłego.

Jak mógłbym nie potraktować dobrze przyjaciela mojego brata Lu Canga? Yu Rong, szybko zabierzcie młodego panicza Cao do najlepszego z pokoi gościnnych na tyłach domu.

Tak jest. – Yu Rong skłoniła się z szacunkiem, po czym podeszła do Cao Xina z delikatnym i uroczym uśmiechem, mówiąc: – Młody paniczu Cao, młody panicz Jing chce dla pana jak najlepiej. Jak mogłybyśmy mu odmówić? Chodźmy szybko, a odnajdzie pan prawdziwą przyjemność. Nie przeszkadzajmy młodemu paniczowi Jingowi i młodemu paniczowi Lu w ich wspólnej zabawie…

Co… – policzki Lu Canga nagle oblał rumieniec. W momencie, kiedy miał już wstać, Jing powstrzymał go i pociągnął z powrotem w dół.

Ach, przepraszam, przepraszam, zapędziłam się. Miałam na myśli, że życzę młodemu paniczowi Jingowi, młodemu paniczowi Lu i moim siostrom dobrej zabawy.

Yu Rong szybko się poprawiła, choć zaskoczyła ją silna reakcja Lu Canga.

Cao Xin nareszcie został wyprowadzony, a w wielkiej sali pozostali tylko Jing, Lu Cang i reszta Niebiańskich Kwiatów ubranych jak boginie.

Lu Cang nie był w stanie znieść tej napiętej atmosfery. Po odczekaniu dłuższej chwili, w której Jing nie wypowiedział ani słowa, ostrożnie i niepewnie wstał.

Ja… Ja wyjdę pierwszy…

Siadaj! – Jing wybuchnął, groźnie popychając go z powrotem na krzesło.

Cui Juan, idź przygotować komnatę księżycową. Będę tu dziś spał. Reszta z was, idźcie z nią.

Jing obserwował, jak dziewczyny posłusznie wykonują rozkaz i wchodzą po schodach na wyższe piętro, po czym raptownie, używając ogromnej siły, podniósł do góry Lu Canga, który siedział zdumiony z twarzą pozbawioną wszystkich kolorów.

Co ty robisz… Nie! Nie…! – krzyczał Lu Cang.

Jego nogi były trzymane w ciasnym uścisku. Jedynym co mu pozostało, to uderzać w plecy mężczyzny swoimi pięściami.

Nie wiedziałam, że młody panicz Jing ma tego rodzaju fetysz. – Yue Wei zakryła dłonią swoje uroczo uśmiechające się usta i z zaciekawieniem przyglądała się Lu Cangowi.

Będąc w ten sposób traktowany i to w dodatku przed dziewczyną, która mu się podobała, Lu Cang poczuł, jak narasta w nim irytacja i wzburzenie.

W tym momencie jego oczy spostrzegły sztylet włożonym za pas Jinga.

Przytrzymywane w płucach powietrze zaczęło rozpierać go w środku i uderzać do głowy. Wyciągnął rękę i chwycił za sztylet.

Młody paniczu Jing, uważaj! – wykrzyknęła Yue Wei.

Słysząc jej krzyk, Jing natychmiast chwycił za rękę Lu Canga, jednak atak był błyskawicznie szybki. Pomimo tego, iż mężczyzna zdążył osłonić przed ciosem swe życiowe organy, sztylet prześliznął się przez jego ramię, a świeża krew natychmiast trysnęła na zewnątrz, plamiąc rękaw białej jak śnieg szaty.

Nie podchodź! – Lu Cang odskoczył do tyłu.

Rozzłoszczony do granic Jing zbliżał się niebezpiecznie, sprawiając, że chłopaka ogarnął paraliżujący strach.

Pod wpływem chwili odwrócił sztylet i przyłożył go sobie do szyi. W jego głosie słychać było desperację, gdy ostrzegał:

Nie podchodź. Jeśli podejdziesz, poderżnę sobie gardło!

Oboje spoglądali na siebie gniewnie, mierzyli się wzrokiem, jakby była to walka na śmierć i życie.

Lu Cang potykając się, ruszył do tyłu w kierunku okna, następnie wykonał salto i wskoczył na dach pobliskiego budynku.

Nawet nie próbuj uciekać.

Jing z ręką pokrytą krwią z lewego ramienia, chwycił za długi miecz leżący na stole i pofrunął na zewnątrz w gwałtownym pościgu.

W głowie Lu Canga była tylko pustka. Działając instynktownie, frunął i przeskakiwał z całą siłą qi, jaką mógł w sobie zebrać. Jego ucho wyraźnie wychwycił dźwięk łopoczącej na wietrze i przecinającej powietrze szaty ścigającego go Jinga. Nie miał innego wyjścia, by ratować swoje życie, musiał uciekać jak najdalej. Co mógł poradzić na to, że jego zdolności w sztuce latania, były znacznie słabsze?

Po prawie dwóch kilometrach pogoni Lu Cang został w końcu złapany przez Jinga.

Za pomocą kilku ruchów mężczyzna pozbawił go sztyletu, przycisnął do ziemi i unieruchomił.

Odkąd byłem dzieckiem, nie było nikogo, kto miałby na tyle odwagi, by mnie zranić, a ty się ośmieliłeś!

Jing warknął groźnie, zgrzytając zębami, kiedy zgniatał policzki Lu Canga pomiędzy swoimi palcami.

Zabij mnie, po prostu mnie zabij! Nie męcz mnie już więcej…! – Lu Cang wykrzyczał, nie mogąc już dłużej znieść psychicznego i fizycznego upokorzenia.

Jing zignorował go.

Zapomnij o tym!! Zraniłeś mnie i teraz chcesz szybkiej śmierci? Coś tak prostego nie istnieje w tym świecie!

Czując, jak Jing rozdziera ubrania na jego ciele, Lu Cang zaczął niekontrolowanie krzyczeć.

Przestań! Przestań! Ty psycholu! Dziwaku! Idź i zdechnij! Odpieprz się! Puść mnie, a potem zdechnij!

Użył właśnie wszystkich przekleństw, jakie znał, ale nie mógł powstrzymać szaleństwa Jinga. Już po chwili leżał nagi na brudnej ziemi, patrząc na jasny księżyc i wspaniały bezmiar nieba nad sobą.

Jing uwięził go pod swym ciałem. Słysząc, jak chłopak nadal wykrzykuje przekleństwa, złapał jego nadgarstki w śmiertelnym uścisku i bez przygotowania z wielką siłą wpychał się cal po calu w ciasny otwór.

Ogromny ból rozszarpywanych mięśni pozbawiał Lu Canga tchu. Jing kontynuował penetrację, sprawiając, że rzucane pod jego adresem gniewne wyzwiska z czasem osłabły, aż w końcu chłopak nie był już w stanie wydobyć z siebie pojedynczego dźwięku.

Powietrze wypełniło tylko ochrypłe, prymitywne dyszenie, a pot kapał w dół z jego czoła jak strumień deszczu.

Jing, kontrolowany przez furię, całkowicie nie dostrzegał malującej się na twarzy Lu Canga agonii.

Kontynuował swoje gwałtowne pchnięcia, dążąc do szczytowania i stając się jeszcze bardziej podniecony. Nieznane, intensywne emocje kontrolowały jego czyny.

Tylne wejście Lu Canga zostało całkowicie rozerwane, a strumienie krwi spływały po jego udzie, wsiąkając w ziemię. Jednak Jing był nadal niechętny, aby go puścić. Raz za razem wpychał się, usiłując przebić do najgłębszych części ciała chłopaka, których jeszcze nikt nigdy wcześniej nie dotykał.

Podczas tego przerażającego procesu uprawiania miłości, Lu Cang, wielokrotnie mdlał z bólu, by ponownie być cuconym przez czystą męczarnię. Kiedy Jing nareszcie zaczął szczytować i uwolnił się wewnątrz ciała Lu Canga, ten był w kompletnie nieświadomym stanie umysłu.

Pamiętaj, jeśli odważysz się ponownie za moimi plecami zabawiać z kobietami…

Jing wyrzucił z siebie okrutne słowa, a potem gwałtownie wyciągnął członek z ciała Lu Canga, sprawiając, że szkarłatna krew natychmiast wypłynęła na zewnątrz małym strumieniem.

Bez wahania zdjął swą zewnętrzną szatę. Ostrożnie owinął nią Lu Canga, który leżał bezwładnie na ziemi jak połamana lalka i podniósł go jak pannę młodą.

Widząc, jak Jing wraca z Lu Cangiem, którego twarz była bledsza niż u trupa, mała grupa prostytutek roztropnie zeszła mu z drogi.

Chodźcie ze mną do komnaty księżycowej – rozkazał.

Wokół mężczyzny unosiła się mordercza aura, jakiej te młode kobiety nigdy przedtem nie widziały. Wszystkie dziewczyny miały przerażone oblicza i mogły tylko ostrożnie za nim podążać.

Komnata księżycowa była najwspanialszym i najbardziej luksusowym z pokoi w domu Tonghua, otwieranym tylko w czasie wizyty Jinga lub Księcia Tongxin. Ten luksusowy pokój, bogato zdobiony brokatową satyną i meblami wykonanymi z tysiącletniego agaru hodowanego na wyspach morza wschodniochińskiego, w chwili wejścia Jinga i ośmiu piękności stał się naprawdę zatłoczony.

Stańcie z boku i obserwujcie. – Jing wskazał dywan przy łożu.

Widząc jego okrutny wyraz twarzy, dziewczyny nieśmiało uklękły w półkolu we wskazanym miejscu.

Jing nie zwracał uwagi na ich przerażone miny. Troszczył się tylko o to, aby rzucić trzymanego w ramionach Lu Canga na środek wielkiego łóżka.

Szata zewnętrzna okrywająca ciało chłopaka zsunęła się, ujawniając zadrapania, ślady ugryzień, pocałunków i siniaki szpecące miodową skórę. Choć klatka piersiowa i brzuch Lu Canga, były osłonięte delikatnym, przezroczystym welonem, nie zdołał on ukryć śladów po niedawnym stosunku płciowym. Pomimo tego, że te dziewczyny nie były niewinnymi nowicjuszkami i spędziły długie lata zajmując się prostytucją, wszystkie wzięły głęboki oddech na ten widok.

Podaj mi swój pas. – Jing wyciągnął rękę w stronę dziewczyny w różowej sukni.

Ta szybko go ściągnęła i podała mu go drżącą dłonią. Jing zwinnie związał ręce Lu Canga z tyłu na plecach, kończąc starannym węzłem

Sporo czasu upłynęło, zanim chłopak wreszcie odzyskał przytomność. Jego mętny wzrok napotkał zarumienione i zakłopotane twarze dziewcząt klęczących przy łóżku.

Choć już wiedział, że Jing jest zdolny do popełnienia każdej potwornej rzeczy, scena jawiąca się przed jego oczami naprawdę go przeraziła.

Ty… Ty zamierzasz… Przed nimi… – Lu Cang ledwie miał siłę, aby mówić. Po prostu przeciskał swój głos przez gardło. Jego rozpuszczone włosy były jak bezwładny, czarny wodospad rozłożony na różowej, satynowej pościeli, dzięki czemu jego blada twarz wyglądała bardzo erotycznie.

To prawda. Mam zamiar pozwolić im zobaczyć, jakim rodzajem nędznika jesteś. Chcę sprawić, żebyś był zbyt przerażony, aby korzystać z usług prostytutek przez resztę swojego życia. – Jing uśmiechnął się chłodno. – Może zawołam też twojego brata, żeby razem z nimi zobaczył, jak ci dobrze w moim łóżku?

Ty… Nie odważysz się… Jeśli to zrobisz, ja na pewno… Odgryzę sobie język i umrę.

Trzęsący się głos Lu Canga i łzy, które niekontrolowanie napływały mu do oczu, wszystko to było dowodem szczerości wypowiadanych słów.

Jing wydął wargi w lekkim uśmiechu. Nie był jeszcze zmęczony tą zabawą, więc nie planował jej zakończyć tak jak teraz. Chciał tylko trochę przestraszyć Lu Canga. Tak naprawdę wcale nie miał zamiaru pokazywać Cao Xingowi nagiego ciała swego kochanka. Ciała, które postrzegał, jako swoją własność.

Nie zważając na protesty chłopaka, siłą rozłożył nogi Lu Canga, wystawiając na widok jego najbardziej intymny obszar. Klęczące wokół dziewczyny były tak zszokowane, że wstrzymały oddech. Nigdy wcześniej nie widziały tak przerażającego Jinga. W jego każdym słowie i geście widać było okrucieństwo. Były tak wystraszone, że nawet nie podnosiły swych głów.

Jing chwycił za wiotki członek Lu Canga i ścisnął go bez ostrzeżenia. Chłopak natychmiast wydał z siebie mrożący krew w żyłach krzyk, czując, jak ostre paznokcie wbijają się głęboko w miękkie partie jego ciała. Będąc na granicy przytomności, zdążył jeszcze usłyszeć zimny i apodyktyczny głos mężczyzny, wymawiający wyraźnie słowa:

NALEŻYSZ DO MNIE!

Nie zwracając uwagi na agonię Lu Canga, sięgnął nagle po pudełko leżące na stoliku obok łóżka. Otworzył je i wyciągnął dwie długie szpile, po czym z okrutnym błyskiem w oku wbił jedną z nich w wąski otwór w członku chłopaka.

Lu Cang natychmiast zawył z bólu, a jego mrożący krew w żyłach głos spowodował, że ci, którzy go słyszeli, zakrywali strwożeni swoje uszy. Jednak Jing, który miał serce z kamienia, nadal wpychał szpikulec dalej we wnętrze mężczyzny. Ciało Lu Canga zwijało się i szarpało bezbronnie na łóżku, jakby każda komórka z osobna umierała trawiona przez piekielny ogień.

Nie będziemy się spieszyć. Pozwolę ci zobaczyć, co się dzieje, jeśli ktoś mnie rozgniewa.

Jing przesunął dłoń w kierunku klatki piersiowej Lu Canga, szczypiąc jego sutki, a potem wszedł w niego z ogromną siłą, zatracając się w nowym doznaniu.

Tylne wejście, wystarczająco mocno już poranione, osiągnęło punkt odrętwienia i w połączeniu z bólem w członku, rozdzierało na kawałki całą świadomość chłopaka.

Lu Canga drżał z każdym dzikim pchnięciem Jinga, a pot zrosił całe jego ciało. Nigdy w życiu nie tęsknił tak bardzo za śmiercią, jak w tym momencie. Upokorzenie, jakiego doświadczał, miało swoich światków – dwanaście pięknych dziewcząt obserwowało, jak Jing pastwi się nad nim i to w najgorszy sposób.

Dla Niebiańskich Kwiatów, które były doświadczone w dziedzinie fizycznej miłości, ten widok był przerażający. Stały tam oszołomione i skamieniałe, aż do punktu omdlenia. Ani jedna nie miała odwagi, aby podnieść głowę i spojrzeć na twarz Lu Canga, która w tym momencie była tak wykrzywiona bólem, że mroziła krew w żyłach.

Kolejne cztery godziny były piekłem, z którego bezsilny Lu Cang nigdy nie uwolni wspomnień i zapamięta do końca swego życia.

Jing użył na nim prawie wszystkich seks-zabawek dostępnych w domu Tonghua, torturując go nieustannie. W czasie całego, niekończącego się procesu, chłopak stracił przytomność niezliczoną ilość razy. Łóżko i całe ciało Lu Canga było poplamione jego krwią i płynami ustrojowymi należącymi do ich obojga.

Jednak nawet najczarniejsza noc ma swój koniec…

Kiedy Lu Cang odzyskał w końcu przytomność, noc tuliła już świat w swych ramionach. Niebiańskich Kwiatów nie było w pobliżu. Jing siedział tuż przy nim i w milczeniu się w niego wpatrywał. Chłopak nie był w stanie poruszyć ciałem, ale wyraźnie usłyszał przerażające słowa – słowa, które rzucały ponury cień na jego przyszłość.

Pragnę cię. Masz pozostać w stolicy przy moim boku do czasu, aż się tobą znudzę! W przeciwnym razie zrównam z ziemią całą górę Lu Cang, nie zostawiając ani jednego źdźbła trawy!

Łzy bezsilności spłynęły po policzku chłopaka. Ten okrutny człowiek trzymał w swej dłoni jego los.

Tłumaczenie: Polandread

Tom I
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
-dalsze rozdziały są
w trakcie korekty-

One Comment

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: