Hua Hua You Long

Rozdział 233 min. lektury

Księżycowa noc w wielkiej stolicy

Hangzhou zawsze było uważane za miasto uczonych i wyróżniających się na tle innych ludzi. Nie miało znaczenia, czy byli bardzo uzdolnieni, czy przeciętne inteligentni, starzy czy młodzi, bogaci czy biedni, wszyscy poszukiwali miejsca nad Wschodnim Jeziorem, by się tu osiedlić. Ci zamożni budowali domki wakacyjne, a biedni małe chaty. Jednakże jakaś nadprzyrodzona atmosfera tego miejsca, pomagała niemal każdemu, aby zrealizować tu swoje marzenia o sławie i fortunie.

Wśród małych i dużych rezydencji, należących do oczytanych, choć skromnych uczonych konfucjańskich, naprzeciw rozpadającego się mostu, położona była szkoła Baiwen, jej mistrz Bai Xu był człowiekiem o dość dużej sławie, należącym do najwspanialszej socjety literackiej w całym Jiangnan. Oprócz tego, Bai Xu był gruntownie wykształcony muzycznie, biegły w grze w szachy, kaligrafii i malarstwie, a jego nieprzeciętna wiedza dotycząca sztuki grawerowania, była równa jego znajomości poezji i literatury.

Tego dnia, mistrz jak zwykle po zakończeniu swych popołudniowych zajęć, wrócił do swego domu przy Wschodnim Jeziorze zwanego Domem Bai.

W momencie, gdy tylko przekroczył próg, jego uczeń Bai Yuan podbiegł szybko, meldując:

Nauczycielu, masz gości. Czekają na ciebie w sali okolicznościowej.

Bai Xu z góry założył, że jego goście przybyli tutaj, aby poprosić o nauki z zakresu literatury, więc odparł obojętnie, nawet na chwilę nie wstrzymując kroku:

Powiedz im, aby poczekali. Przyjdę na dół, jak tylko się przebiorę.

Ale Bai Yuan nie skinął posłusznie głową i nie wyszedł, tylko spojrzał na swojego mistrza z przerażeniem w oczach.

O co chodzi? Dlaczego nie idziesz przekazać moich słów? – Bai Xu spytał lekko zdziwiony.

Bai Yuan spokojnie nachylił się i szepnął do ucha swojego mistrza:

Nauczycielu, proszę się pospieszyć, by powitać gości. Czekali na ciebie cały poranek, a ich temperament jest dość burzliwy…

Widząc, że Bai Xu wciąż nosi wyraz niechęci na twarzy, Bai Yuan dodał cicho:

Goście posiadają broń.

Z twarzy Bai Xu odpłynął cały kolor. Pomimo swej sławy uczonego, jego pozycja społeczna wciąż była daleko za bogatą elitą Hangzhou, nie przysparzając mu zbyt wielu wrogów. W tej chwil nie potrafił nawet sobie wyobrazić, czego ci uzbrojeni mężczyźni mogliby tutaj szukać?!

Skrywając szok za maską obojętności, szybko powiedział do Bai Yuana:

Dobrze. Choć ze mną do sali okolicznościowej.

Tuż po wejściu do niewielkiej komnaty Bai Xu zastał tam trzech wysokich i dobrze zbudowanych mężczyzn o nieprzyjemnych wyrazach twarzy. Młody człowiek odziany w szaty z drogiego, szarego jedwabiu, z długim mieczem przypiętym do pasa, siedział wyprostowany w fotelu dla gości. Po jego lewej stronie znajdował się mężczyzna w średnim wieku, ubrany jak doradca strategiczny. Był tam również około dziewiętnastoletni służący, stojący dumnie z boku

Bai Xu ruszył w ich stronę. Młody człowiek wstał i zrobił krok do przodu, a mężczyzna ubrany jak doradca strategiczny podążył jego śladem. Bai Xu potwierdził swoje przypuszczenia, że to ten młody, ubrany na szaro człowiek miał być dziś jego głównym gościem.

Nauczycielu Bai, proszę, nie musisz się niepokoić naszym przyjściem. Po prostu pozwoliliśmy sobie na odwiedziny…

Dopiero przy bliższym przyjrzeniu się, Bai Xu mógł dostrzec, że ten młody mężczyzna, był wyjątkowo przystojny. Owalna twarz, gładkie czoło a pod nimi dwie długie brwi i para pełnych życia, dużych, brązowych oczu, które zdawały się tańczyć w jaskrawym świetle dnia. Miecz przywiązany w pasie do jego silnej, smukłej sylwetki, był jedynym z najlepszych broni, jakie Bai Xu widział. Ach, więc to musi być jeden z tych, których nazywa się „bohaterami Wulin”, pomyślał uczony.

Odpowiadając skinieniem głowy na powitanie, Bai Xu usiadł w fotelu gospodarza i zwrócił się do Bai Yuana.

Dlaczego nie zaparzysz nam herbaty…

Ale zanim zdążył dokończyć zdanie, młody gość wszedł mu w słowo:

Nauczycielu Bai, nie ma takiej potrzeby. Jestem tu dziś, ponieważ jest coś, o co chciałbym cię zapytać.

Bai Xu zmarszczył brwi. Ta pozbawiona manier osoba chce mnie o coś zapytać?

Młody człowiek natychmiast wychwycił wahanie w twarzy Bai Xu. Duma zagościła w jego ładnych oczach, objawiając się niczym błysk pioruna, a z jego ust popłynęły chłodne słowa:

Nie będę próbował tego ukryć przed Nauczycielem. My trzej przybywamy z Góry Lu Cang, więc, prawdę mówiąc, nie jest dogodne dla nas, aby długo pozostawać w mieście. Proszę być rozważnym, Nauczycielu!

Choć użył ładnych słów, jego twarz stała się zimna jak z kamienia. Stojący za nim mężczyźni szybko umieścili swe dłonie na rękojeściach mieczy, gotowi w każdej chwili ich użyć.

W momencie, kiedy Bai Xu usłyszał Góra Lu Cang, poczuł mimowolne, jak ciarki przechodzą mu po plecach. Wszystkim było wiadomo, że ta góra była zamieszkana przez bandytów i położona poza miastem Hangzhou.

Ci bandyci często bezkarnie okradali zamożnych ludzi i nigdy nie udało się ich schwytać. Byli dość znani w regionie Jiangnan, ale Bai Xu nigdy nie przypuszczał, że kiedyś odwiedzą go w jego własnym domu!

Wcześniejsze wzburzenie przemieniło się w panikę, która powoli rosła w jego sercu.

Przepraszam, przepraszam, ja naprawdę nie wiem… Nie wiem … – Gubił się w słowach.

Pomimo jąkania starca, młody człowiek, jakby zrozumiał, co ten chce powiedzieć, dodał więc po chwili beztrosko:

Nie przejmuj się, Nauczycielu. Nie jesteśmy tu dziś po twoje pieniądze. Jesteśmy tutaj, aby uzyskać pomoc. Naprawdę.

Bai Xu uspokoił się nieznacznie po usłyszeniu tych słów, ale wciąż nie mógł odgadnąć powodu, dla którego bandyci odwiedzili jego rezydencję. Zaczął mówić, nieco zmartwiony:

Nie jestem pewien, co mogę zrobić, aby pomóc…

Nagle, młody mężczyzna, najwyraźniej zniecierpliwiony już kwiecistym i wyrafinowanym sposobem mówienia Bai Xu, przerwał mu machnięciem dłoni:

Nie bądź zbyt zmartwiony, Nauczycielu… Zastanawiam się, czy nie masz tutaj jakiejś sekretnej komnaty?

Sekretnej komnaty? – Bai Xu lekko zmarszczył brwi. Był jedynie nauczycielem w białych szatach. Jak mógłby posiadać sekretne pomieszczenie w tym skromnym domu?

Młody człowiek zobaczył jego wahanie i zasugerował:

W porządku, jeśli nie ma tu żadnego tajemnego pokoju… Proszę, zaprowadź mnie do swej sypialni.

Bai Xu oniemiał, gdy usłyszał to żądanie. Dlaczego ten górski bandyta chce wejść do mej sypialni? Nie mówcie mi, że są tam jakieś skarby, o których istnieniu nie wiem!– pomyślał.

Bai Xu zaskoczony przyglądał się młodzieńcowi, nie będąc pewny, co powinien teraz zrobić. Jednak w młodym bandycie szybko zaczęła narastać irytacja.

Nauczycielu, czy jest coś, co przeszkadza nam w udaniu się tam?

Ach… Ach, ach… – wyjąkał Bai Xu, jakby nagle został wyrwany z zadumy. Przybrawszy ponury wyraz twarzy, szybko powiedział: – Już dobrze… Dobrze… Tam będzie wygodnie… Tak, tak…

Brwi młodego człowieka rozluźniły się nieco, gdy usłyszał odpowiedź. Podniósł dłoń i machnął nią do dwóch stojących za nim kompanów, mówiąc:

Poczekajcie tutaj. Jeśli nie wrócę za dwie godziny… – posłał Bai Xu groźne spojrzenie. Strach, który zagościł na twarzy starego mężczyzny, był idealnie tym, czego oczekiwał.

Tędy proszę, mój szanowny gościu.

Wiedząc, że nie może sobie pozwolić, na obrażenie przywódcy bandytów, postawa Bai Xu szybko przerodziła się w uprzejmą i grzeczną.

Podążyli korytarzem w kierunku podwórza. Bai Xu szedł jako pierwszy. Kątem oka dostrzegł powagę na twarzy młodego człowieka, ale też ekstremalne niezadowolenie.

W kilka chwil dotarli do sypialni Bai Xu, skrytej wśród małego, zielonego bambusowego gaju.

Wprowadzając bandytę do wewnątrz, starzec patrzył, jak ten zamyka i rygluje za sobą drzwi. Nagle poczuł się jeszcze bardziej nerwowy, nie dopatrując w tym najmniejszego sensu.

W czym dokładnie miałbym ci pomóc…?

Bai Xu zapytał od niechcenia, bezmyślnie zdejmując swą zewnętrzną szatę i rzucając ją na łóżko.

Ale gdy tylko się odwrócił, scena, która ukazała się jego oczom, wprawiła go w przerażenie.

Młody człowiek zdążył już odpiąć pas ze swym mieczem i zrzucić swą zewnętrzną szatę na stojące z boku krzesło, a teraz skoncentrowany był na pasie, który podtrzymywał jego spodnie.

Ach! Mój Gościu, ty… Co robisz? – Zszokowany Bai Xu krzyknął nagle mimowolnie.

Ale młody człowiek nie odpowiedział. Zamiast tego zdjął spodnie, po czym rozwiązał troki wewnętrznej szaty. Subtelnym gestem wskazał na szczyt swego uda i powiedział:

Nauczycielu, spójrz na to dokładnie, proszę.

Bai Xu, drżąc z przerażenia, podążył wzrokiem w kierunku, w którym wskazywał palec młodego mężczyzny. I od razu poczuł się tak, jakby miał zemdleć.

Był człowiekiem, który gruntownie studiował wszelkiego rodzaju poezją i literaturą, i rzeczywiście czytał o pewnych, nienormalnych osobnikach, którzy czerpią przyjemność z pokazywania swej nagości innym ludziom. Ale nigdy nie spodziewałby się, że ktoś taki, wybierze sobie JEGO na swą ofiarę.

Bai Xu natychmiast odwrócił wzrok, a jego głos zaczął drżeć.

Drogi Gościu, ty… Ty żartujesz sobie ze mnie, prawda? Ja, ja nie jestem młodą kobietą…

Jaka młoda kobieta? O czym ty mówisz? Dlaczego miałbym chcieć, aby widziała mnie młoda kobieta? Jestem tu po to, abyś to ty na to spojrzał. – Mówiąc te słowa, ruszył w kierunku Bai Xu.

Ogarnięty paniką Bai Xu zaczął rozpaczliwie wykrzykiwać:

Gościu… Gościu… Trafiłeś na niewłaściwą osobę. Nie mam w zwyczaju zbaczać na tę ścieżkę… Nie lubię takich praktyk.

Bai Xu wzdrygnął się z trwogą i opadł bezradnie na brzeg łóżka. Zwinął się w kłębek, przerażony myślą, jak wielkie nieszczęście przyjdzie mu znieść.

Co za zbaczanie ze ścieżki… O czym ty mówisz?

Młody mężczyzna zatrzymał się przed nim z zakłopotaną miną.

Ja tylko chcę, abyś pomógł mi zidentyfikować znaki na tej piętnującej mnie pieczęci.

Ach?

Bai Xu powoli opuścił ręce osłaniające do tej pory jego głowę. Następnie, nie do końca przekonany, spojrzał na szczelinę u podstawy uda młodego człowieka, która została dla niego lekko uchylona. Rzeczywiście, przy słabym świetle świec, dostrzegł tam maleńki znak, wypalony na skórze o kolorze miodu.

Ty… Pytasz mnie, czy mogę odczytać te znaki?

Bai Xu westchnął z ulgą, ale nadal był trochę niespokojny.

A myślałeś, że o co chciałem cię prosić?

Młody człowiek zmarszczył brwi zirytowany. Wyraz twarzy, jaki przybrał, był naprawdę trochę przerażający.

Och… – Obawy Bai Xu nareszcie zostały rozwiane. – Więc to jest… To jest…

Jąkając się, nieznacznie wyciągnął rękę, aby dotknąć maleńkiego, wypalonego znaku i odczytać wygrawerowane słowa.

Co robisz?!

Pod jego dotykiem, młody mężczyzna natychmiast odskoczył do tyłu.

Nagle zorientował się, że zdradził swoje emocje i pośpiesznie dodał:

Zrobię to sam.

Krew napłynęła do jego policzków, delikatnie rozciągnął swą skórę wokół małego oznaczenia i przysunął się troszkę bliżej.

Odczytaj to szybko, bo inaczej przysporzę ci zmartwień.

Obserwowanie u innego mężczyzny tego miejsca z tak bliskiej odległości, było dla Bai Xu dość dziwne. Niezwykłym było również to, że tę część ciała, która nigdy nie widziała słońca, pokrywały rozproszone tu i tam, okrągłe siniaki, jeden obok drugiego, jakby coś okrutnie go pokąsało. Bai Xu rzucił okiem na twarz młodzieńca, i dostrzegł jak groźne obrzydzenie, maluje się w kącikach jego oczu. Postanowił więc udawać i działać tak, jakby niczego nie zauważył, tłumiąc to dziwne, nienazwane uczucie, które pojawiło się nagle w jego sercu.

Po dokładnym przeanalizowaniu tego maleńkiego znaku okazało się, że słowa zostały napisane pismem Xiaozhuan i były trudne do odczytania. Byłoby to prawdziwym wyzwaniem dla tych, którzy nie byli uczeni w sztuce grawerowania i rozróżniania słów.

W końcu zaczął rozumieć, dlaczego ten górski bandyta przyszedł do niego, eksperta w dziedzinie kamiennego grawerunku, aby zdobyć informacje o tej pieczęci.

Kiedy w końcu podniósł głowę, młody człowiek szybko zapytał:

Nauczycielu, czy widzisz dokładnie, jakie są to słowa?

Wyraz twarzy Bai Xu był nieco niepewny, powoli jednak odpowiedział:

Z tego, co wiem, te oznaczenia tworzą dwa słowa, Jing Xi.

Zanim zdążył dokończyć, wygląd młodego mężczyzny zmienił się, jakby doznał oświecenia. Nagle dziwny, okrutny grymas pojawił się między jego brwiami.

Więc ten drań nazywa się Jing Xi – mruknął złośliwie.

Spoglądając w kierunku Bai Xu, młody człowiek spostrzegł, że jest coś jeszcze, co uczony chciał powiedzieć. Natychmiast przybrał groźną minę i nie dając starcowi dojść do słowa, dodał:

Jeśli komukolwiek szepniesz o tym, co się dziś tu wydarzyło, bądź pewny, że nikt w tym domu nie pozostanie żywy!

Po wypowiedzeniu gróźb pod adresem Bai Xu odwrócił się, podszedł do krzesła i ubrał się, a potem wyszedł z wielką gracją z sypialni, nie zaszczycając uczonego ani jednym spojrzeniem.

Obserwując odchodzącą postać, Bai Xu potrząsnął tylko głową. Miał mu właśnie powiedzieć, że Xi jest słowem, które było zarezerwowane wyłącznie dla członków Rodziny Cesarskiej. A co więcej, czy obecny Cesarz… Czy jego zakazane imię nie brzmiało Jing?

Jednak… To nie tak, że miał moralny obowiązek powiedzieć o tym młodemu bandycie.

Czując się nieco zadowolony, że za pomocą drobnej sztuczki odpłacił się za niegrzeczne zachowanie młodego człowieka, Bai Xu uśmiechnął się tajemniczo sam do siebie.

Oczywiście młody mężczyzna nic nie wiedział o potajemnych rozmyślaniach mistrza. Ciesząc się, że posiada rozwiązanie wielkiej tajemnicy trapiącej jego serce, wrócił do sali okolicznościowej i dał znać swoim kompanom, aby razem opuścili dom uczonego.

W drodze powrotnej przysiągł sobie: Och, Jing Xi, Jing Xi, ty okropny gwałcicielu, jeśli osobiście nie skończę z twoim życiem za pomocą mego miecza, ja, Lu Cang, obiecuję, że nigdy więcej nie postawię nogi w Jinghu do końca mego życia!

Nie trzeba chyba dodawać, że tym młodym mężczyzną był król górskich bandytów, Lu Cang, który został przymuszony do lubieżnych czynów przez przebranego za kobietę Cesarza Jinga. Odkąd został upokorzony przez imperatora, nie było ani jednej chwili, której nie spędziłby na obmyślaniu zemsty.

Chciał za wszelką cenę poznać imię wroga, które było wypalone na jego skórze i ukryte między jego udami. Spędził wiele dni na próbach odszyfrowania nazwy za pomocą lustra, ale odczytanie tak wyszukanej kaligrafii, było zasadniczo niemożliwe, dla mistrza sztuk walki, takiego jak on, którego wiedza kończyła się tylko na umiejętnym czytaniu i pisaniu.

Będąc na krawędzi rozpaczy, mógł tylko przełamać swój wstyd i poprosić o pomoc słynnego mistrza grawerunku, Bai Xu z Hangzhou. Ostatecznie wybrał właśnie tę drogę.

Ale dlaczego? Dlaczego muszę robić coś tak upokarzającego i pozwolić obcemu człowiekowi, aby spojrzał na najbardziej skryte części mojego ciała?! Och, cholera!

Im dłużej Lu Cang o tym myślał, tym wścieklejszy się stawał. Czuł, jak do jego oczu same cisną się łzy.

W ciągu ostatnich dziesięciu dni, które minęły od tego raniącego duszę zajścia, w jego sercu narastała płonąca nienawiść. Każdy dzień był piekłem. Miejsce, które zostało siłą spenetrowane, było poważnie poszarpane i obficie krwawiło.

W środku nocy wymykał się nad górskie jezioro, aby się wykąpać. Tylko w ten sposób mógł ukryć ugryzienia i siniaki, które były rozrzucone po całym jego ciele. Miejsce, które zostało naznaczone pieczęcią, wciąż paliło, zadając nieznośny ból. Napędzany złością i chęcią zemsty, wciąż nieustannie wpatrywał się jak szalony w wypalony na skórze znak, aby w odbiciu lustra, spróbować rozpoznać słowa z pieczęci.

Nie to jednak było najgorsze. Było coś jeszcze bardziej tragicznego.

Po tym, jak jego męskość została naruszona przez tego pięknego szaleńca, teraz, nie wiedząc czemu, stała się wiotka i bezsilna, nie reagując na żadne podniety.

Chcąc udowodnić sobie, że jest zupełnie normalny, pewnego dnia udał się do Jiangnan i odszukał słynną prostytutkę, jednak nawet jej wdzięki w niczym nie pomogły. Przypomniawszy sobie okropności z tamtego dnia, nie mógł zrobić tego, co zaplanował i zaczął się tylko dziko i gorzko śmiać, trwożąc w ten sposób dziewczynę. Na myśl o tym, prawie zaczynał szaleńczo płakać.

To wszystko było winą tego zmutowanego i zwariowanego drania!! Lu Cang przygryzł język z miną pełną odrazy, a jego serce wypełniło się dreszczem emocji, kiedy wyobraził sobie zemstę.

Teraz muszę czekać do piętnastego dnia miesiąca, aby pomścić siebie i pozbyć się z mej duszy tej nienawiści, przekraczającej ludzkie pojęcie!

***

15 czerwca, noc pełni księżyca

Jak każda cesarska dynastia stojąca na straży dobrobytu złotego wieku, Datong również ulokowała swoją stolicę w Chang’an, ale zmieniła nazwę miasta na Tong’an. Most You Long łączył leżące na południu tereny miasta z centrum imperialnej stolicy.

Była już prawie północ. Ulice były puste i ciche. Czysty blask księżyca oświetlał zimnym światłem most Yue Long. Jednak bystry obserwator, mógł zauważyć długi cień, niewyraźną postać, siedzącą nieruchomo po jego środku.

Trzeba tu dodać, że tym człowiekiem, który przeszedł tysiąc mil z Hangzhou do Tong’an, aby otrzymać swoje antidotum, był niefortunny bandyta z Góry Lu Cang. Och nie, nie… On był wspaniałym górskim królem, tym, którego wszyscy w Jianghu nazywali „Orłem”.

Ale dziś Lu Cang nie przybył tu tylko po lekarstwo. Potajemnie wyciągnął sztylet o ostrych krawędziach ze swojego rękawa. Przez moment wyobrażał sobie, jak wbija ten sztylet w piękną linię szyi Jinga. Na samą tę myśl z jego piersi wydobył się cichy śmiech.

Ta noc była zimna jak woda w górskim stawie.

Duszne i gorące powietrze za dnia, ustąpiło miejsca chłodnej nocy. W jego rześkości czuć było subtelny zapach, unoszący się i płynący z lekkością, ledwo wykrywalny…

Zaraz… subtelny zapach?

Lu Cang ocknął się z zadumy i gwałtownie odwrócił. Na końcu mostu zauważył postać w bieli – mężczyznę, na którego czekał.

Białe konfucjańskie szaty dodały aury jego wspaniałej urodzie, jakby jego piękno nie należało do świata doczesnego.

Dlaczego ideał ukochanej osoby z moich marzeń ma twarz tego niegodziwego człowieka, który w nikczemny sposób popełnił tę niewyobrażalną zbrodnię?! Myśli kłębiły się w głowie Lu Canga. Nie potrafił jednak patrzeć z obrzydzeniem na tę twarz, więc tylko odwrócił wzrok, czując, jak jego serce przeszywa dziwny ból.

Co, czy nie jesteś szczęśliwy, że mnie widzisz?

Jing uśmiechnął się delikatnie. Jego głos brzmiał czysto, niczym niezagłuszany w cichości nocy.

Lu Cang wciąż miał odwróconą w bok głowę, za bardzo bał się spojrzeć przed siebie w to oblicze, które bez wątpienia mogło uwieść go ponownie. Po chwili jednak nabrał odwagi i zapytał:

Gdzie jest antidotum? Daj mi je szybko. –Niski i dźwięczny głos, miał w sobie nutę przygnębienia.

Jing uśmiechnął się i podszedł, by stanąć naprzeciw Lu Canga. Oboje byli prawie tego samego wzrostu, ich oczy szybko się spotkały. Spoglądając w te najpiękniejsze w całym wszechświecie źrenice, serce Lu Canga zaczęło galopować jak szalone. Niemal zmusił się, by uspokoić emocje.

Chcesz, abym dał ci je tutaj? – W głosie Jinga wyczuwalna była odrobina kokieterii.

Przysuwając się jeszcze bliżej, tak, że ich klatki piersiowe niemal napierały na siebie, Jing owinął jedno ramię wokół tali Lu Canga, a drugą ręką sięgnął w dół, aby mocno chwycić za jego pośladek.

Twarz Lu Cang przybrała nagle purpurowy kolor, gdy przypomniał sobie, w jaki sposób tajemnicza pigułka trafiła do jego ciała. Zawsze był dumnym człowiekiem i nade wszystko dbał o swą reputację, jednak teraz został przymuszony do działania wbrew sobie. Nie widząc innego wyjścia, zapytał:

Więc, więc… Masz jakieś miejsce?

Panika, która pojawiła się w oczach Lu Canga, sprawiła, że Jing, ku przerażeniu bandyty, roześmiał się nagle. Widząc jednak wściekłość i obrzydzenie, które odmalowały się na przystojnej twarzy chłopaka, Jing szybko spoważniał.

Choć ze mną. – powiedział.

Nie czekając na odpowiedź Lu Canga, odwrócił się i pokazując kunszt swego powietrznego kung-fu, pofrunął w stronę północnej części miasta.

Lu Cang pośpiesznie podążył jego śladem, jednak, aby nadrobić zaległości w dzielącym ich dystansie, wykorzystał niemal całą drzemiąca w nim siłę i pracę nóg. Nazywano go „Orłem” dlatego, że jego powietrzne kung-fu było wybitne. Teraz nadarzyła się świetna okazja, aby udowodnić te umiejętności. Nie było tu miejsca na to, aby pokazać jakiekolwiek słabości. Jednak prawda ogromnie go rozczarowała. Lu Cang użył właśnie całej swojej siły, jakby zależało od tego jego życie, aby nadążyć za mężczyzną w bieli, ale Jing nadal był jeden krok przed nim, ciągle prowadząc i nie dając kompletnie żadnych nadziei na to, że mógłby zostać wyprzedzony.

Czy on naprawdę jest lepszy ode mnie we wszystkim? Fala tragicznej rozpaczy zaczęła zalewać serce Lu Canga. Instynktownie chwycił za sztylet ukryty w jego rękawie, tak, jakby chciał zaczerpnąć z niego dodatkowe siły.

Jing nareszcie zwolnił i zatrzymał się naprzeciw małej rezydencji. To był zwyczajny czteroboczny wiejski dom, ale ogród został urządzony z nadzwyczajną elegancją. Jasne światło przenikało przez luksusowe papierowe okna, co czyniło dom bardziej widocznym w ciemności nocy.

Lu Cang podążył za Jingiem w głąb pokoju. Dreszcz niepokoju przeszedł przez ciało bandyty, gdy pierwszą rzeczą, którą ujrzały jego oczy, było łóżko. Widać było, że jest znacznie szersze niż przeciętne. Materac był z czerwonego jedwabiu, a na nim leżała pościel, wykonana z rzadkiego białego satynowego materiału, wyhaftowanego w ekstrawaganckie kwiaty. Biel i czerwień uzupełniały się, wyglądając niesamowicie w blasku księżyca, przebijającego się przez duże okna.

Wbrew sobie, Lu Cang cofnął się o krok do tyłu. Czuł się trochę nieswojo, widząc łóżko naprzeciw siebie, a jednocześnie dzieląc te samą przestrzeń z tym człowiekiem.

Czy możesz dać mi teraz antidotum? – Lu Cang nie zauważył tego, ale jego ton stał się mimowolnie miękki i pozbawiony siły.

Jeszcze raz Jing pokazał ten uśmiech, który pojawił się na jego twarzy w dniu, w którym piętnował Lu Canga.

Zdejmij swoje ubranie i chodź do łóżka. Dam ci antidotum.

Co? – Lu Cang odskoczył w szoku. – Ty, ty, ty… To zaszło zbyt daleko… ja…

Pod wpływem paniki i gniewu nie był w stanie wykrzesać z siebie pełnych i zrozumiałych słów.

Jeśli nie zdejmiesz swoich szat, jak mam ci podać antidotum? Tylko poczekaj, aż twoje wnętrze ogarnie swędzenie, tak mocne, że oszalejesz i zaczniesz biegać wokoło, błagając mężczyzn, by penetrowali twoją dupę, aż przyniesie ci to ulgę!

Chodź wulgarne słowa, które wypowiedział, nie pasowały wcale do jego czystego piękna, na twarzy Jina wciąż malował się spokój i pełen relaks.

Lu Cang stał oniemiały, nie wiedząc, czy powinien odejść, czy znosić bohatersko upokorzenia, by uzyskać antidotum.

Wyczuwając jego wahanie, Jing wstał i podszedł, nagle wyciągnął rękę i przyciągnął Lu Canga w swe ramiona.

Prawdziwy człowiek nie cierpi z powodu oczywistej straty. Musisz po prostu to znieść. Po otrzymaniu antidotum możesz zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie stało, albo zabić mnie w swej zemście. Decyzję pozostawiam tobie.

Gdy jego usta mówiły, jego ręce również nie pozostały bezczynne. Wszędzie tam, gdzie znajdowały się jego dłonie, ubrania Lu Canga spadały na ziemię, jedno po drugim. Niedługo potem, pozostała tylko lekka szata zewnętrzna. Więcej niż połowa gładkiej, miodowej skóry wystawiona została na chłodne powietrze nocy.

W objęciach Jinga Lu Cang poczuł, że stał się znów całkowicie bezbronny, onieśmielony przez piękno tego szalonego mężczyzny. Nie znał też zapachu kadzidła, który unosił się w powietrzu, ale czuł, że ta woń, lekko go odurza. Wystawiony na działanie tego narkotyku Lu Cang okazał się całkowicie bezradny. Ostatni kawałek ubrania upadł na ziemię, a on został popchnięty w dół, na miękkie i duże łoże.

Gdy tylko gorące usta Jinga zaczęły ssać jego pierś, cały opór Lu Cang stopił się w kontakcie z ciepłem i miękkością ciała drugiego mężczyzny, a potem uleciał i wypełnił nasączone zapachem kadzidła powietrze.

To miejsce, które było wcześniej „nieużyteczne” przy kobiecie, zareagowało i uniosło się, jak zaczarowane, pobudzone dotykiem ręki Jinga.

Rozbawiony sprzecznością w słowach i reakcjach Lu Canga, Jing okrutnie wzmocnił swój uchwyt, pocierał i ugniatał jeszcze silniej niż przedtem. Lu Cang poczuł, jak krew uderza mu do głowy, a ciało przeszywa dreszcz. Pośpiesznie zakrył dłonią usta, w obawie, że mógłby wydostać się z nich haniebny okrzyk.

Nie zakrywaj swych ust.

Jing rozkazał stanowczo, szybko chwycił rękę Lu Canga i gwałtownie przyciągnął ją do siebie. Wtedy zwolnił swój uścisk na pobudzonym członku chłopaka i użył własnego penisa, by dalej stymulować męskość Lu Canga, poruszając się na nim lubieżnie. Jego wolna ręka wśliznęła się nikczemnie we wnętrze chłopaka, energicznie poruszając się w przód i w tył w ciasnym otworze.

Pod wpływem tak bezwzględnej stymulacji, Lu Cang stracił całe poczucie wstydu, krzycząc i jęcząc bezradnie:

Ach, ach, nie, nie! Nie tam, przestań, przestań! Oszczędź mnie! Błagam cię, oszczędź mnie… Nie, więcej nie, więcej nie chcę… – Lu Cang osiągnął punkt, w którym nie był już w stanie mówić, podniecony do granic. Mógł tylko prosić o litość.

Wychowanemu w pałacu cesarskim Jingowi, sypialnia taka jak ta, jawiła się tylko, jako zwykły pokój zabaw. Oczywiście, wiedział doskonale, że dla Lu Canga, tak zwane „nie”, było w rzeczywistości reakcją na ogarniające go seksualne podniecenie.

Słuchanie jak Lu Cang woła tak żałośnie, tylko wzmogło w nim chęć do dalszych działań. Zaczął uciskać miękkie ścianki wewnętrzne i poruszać palcami penetrując otwór jeszcze głębiej. Lu Cang wypuścił z siebie niepohamowany krzyk, dając upust pełnemu bólu drżeniu. Jego ciało uniosło się lekko przeszyte spazmem rozkoszy, dając natychmiastowe uwolnienie.

Tak szybko?

Diabelski i szyderczy uśmiech pojawił się na twarzy Jinga. Nie spojrzał nawet na twarz Lu Canga, pełnej agonii, wstydu i ekstazy. Zamiast tego, wyciągnął rękę i wsadził ją pod pośladki chłopaka, podnosząc go do góry, a potem szybkim ruchem przerzucił go na brzuch.

Co, co ty robisz? – Całkowicie pozbawiony sił i wrażliwy po osiągnięciu orgazmu Lu Cang, mógł tylko pozwolić Jingowi na dalsze zabawy, zmuszony do leżenia w tej żałosnej i upokarzającej pozycji w pokrytym satyną łożu.

Co robisz?

Jing chwycił jego talię, unosząc dolną część tułowia ku górze. Lu Cang zamknął oczy w bezsilnym strachu po ostatnim razie już wiedział, że pomimo tego, iż obaj są mężczyznami, istniało wiele sposobów, aby zostać „poniżonym”.

Ale to, co nagle nastąpiło, nie było straszną agonią, jakiej się spodziewał, ale nagłym przypływem komfortu i świeżości, jakie odczuł w tylnej części swego ciała. Ku niedowierzaniu Lu Canga ciepłe palce Jinga zaczęły rozprowadzać po jego ściankach wewnętrznych, lepki środek nawilżający i delikatnie obracały się w ciele.

Ciii, nic nie mów.

Jing skupił się na łagodnym poruszaniu dłonią, jakby decydował w swojej głowie, czy maść pokryła już każdy zakamarek wnętrza Lu Canga.

Czując, że mięśnie pod jego palcami rozluźniają się i w pełni otwierają, wyciągnął szybko palce i wszedł w niego bez ostrzeżenia. Dzięki wilgotności i gładkości maści, wsunął się w ciągu następnej sekundy aż po jelita, które nadal były lekko opuchnięte po ostatniej brutalnej penetracji.

Ach. – Mimo iż było to znacznie lepsze w porównaniu z ostatnim razem, z gardła Lu Canga wydobył się krzyk bólu, jakby nabrzmiały i długi członek zatapiającego się w jego wnętrzu mężczyzny, zadawał mu tortury nie do zniesienia.

Co robisz? Przestań tak ściskać! – Jing kilkakrotnie klepnął w pośladki Lu Canga, nie będącego w stanie opanować skurczów w swym ciele. Jego złość zmusiła Lu Canga do rozluźnienia mięśni wewnętrznych.

Boli – Głęboki, nienaturalny jęk wydobyło się z gardła Lu Canga. Czuł, jak Jing zaczyna poruszać się w nim w tę i z powrotem. Koniec jego jelita, nie mogąc wytrzymać ciągłego naporu tej twardej długości, również zaczął okropnie boleć.

Jing zatracił się w gwałtownych pchnięciach, jeszcze mocniej przywierając do leżącego pod nim ciała.

Jako cesarz i władca, miał niezliczone rzesze ludzi, z którymi sypiał. Nawet najwspanialsi, najbardziej kuszący mężczyźni słynni z ich doświadczenia i umiejętności w uprawianiu miłości, kończyli jako jedni z wielu w jego cesarskim łożu. Ale Lu Cang był inny, był mistrzem w sztukach walki, a jego znakomita muskulatura i nietknięte wnętrze, było czymś, z czym tamci mężczyźni nie mogli się nawet równać.

Z fascynacją obserwował silne i pięknie ukształtowane mięśnie pleców Lu Canga. Za każdym razem, gdy dziko zanurzał się w jego wnętrzu, widział, jak duże krople potu sączą się po miodowej skórze. Czyste, gładkie i muskularne ciało, wydzielało zmysłowy zapach „uprawianej miłości”. Jing nie był w stanie się kontrolować, a w głębi jego serca rosła jeszcze większa ekscytacja.

Ty… ty jesteś naprawdę straszny. – Wysyczał nagle Lu Cang.

Niesamowita siła i wytrzymałość Jinga były powalające wzbudziłyby podziw i zazdrość u niejednego mężczyzny. On sam nie był w stanie wytrwać nawet połowy tego czasu, który Jing poświęcał na uprawianie miłości.

Naprawdę? – Jing, który dyszał ogarnięty euforią, nagle przyspieszył rytm swych pchnięć. – Wygląda na to, że nadal pozostało w tobie wystarczająco dużo siły, aby mówić, prawda?

Ach, Ach. – Lu Cang był bezradny wobec intensywności i gwałtowności tych ruchów. Ramię, na którym wspierał całe ciało, drżało niebezpiecznie.

Ogromna siła napierała na jego wnętrzności, które przemieszczały się do tego stopnia, że bolały go serce i płuca. Ale Jing trzymał go w śmiertelnie i mocnym uścisku, jedną ręką przytrzymując jego talię, a drugą bezlitośnie prowokował i szczypał nabrzmiały sutek Lu Canga. Okrzyki, które wydobyły się z gardła chłopaka, były niczym płaczliwy wrzask.

Puść mnie, puść! Nie mogę już więcej!

Ramię Lu Canga, na którym się podpierał, nie było już w stanie wytrzymać wzmożonego ataku Jinga. Upadł bezwładnie na łóżko. Łzy płynące niekontrolowanie spadały i wsiąkały w satynową pościel. Ale Jing wciąż odmawiał wypuszczenia go. Brutalnie kontynuował pchnięcia tam i z powrotem w miękkie i delikatne wnętrze, przygniatając chłopaka do łóżka ciężarem swego ciała. Tortury wydawały się trwać wiecznie.

Po nie wiadomo jak długim czasie, w momencie, w którym Lu Cang myślał już, że umiera, Jing raptownie wypuścił z siebie niski okrzyk. Potężny strumień gorącej cieczy zalał natychmiast penetrowane wnętrze.

Lu Cang nie miał już siły, by krzyczeć. Mógł tylko pozwolić, aby haniebne ciepło rozlało się swobodnie, zalewając zakamarki jego ciała.

Hnngh. – Jing nareszcie poczuł się wyczerpany.

Leżeli na łożu osłabieni i wycieńczeni. Śnieżnobiałe ciało Jinga kontrastowało z miodową skórą Lu Canga. Ich kończyny były splątane, a satynowe prześcieradła pokrywające materac skotłowane i poskręcane. Cały pokój wypełniał ostry i lubieżny zapach dzikiego seksu, który wciąż nie wywietrzał.

Nie spytałem cię jeszcze o twoje imię.

To Jing doszedł do siebie jako pierwszy. Usiadł, opierając się na ręce i spojrzał w dół na Lu Canga, który pozbawiony siły i sponiewierany leżał na łóżku.

Lu Cang. – Dźwięk jego głosu był delikatny jak westchnienie.

Ale w momencie, gdy tylko Lu Cang otworzył swe usta, Jing przycisnął do nich swe wargi i wsunął do środka język.

Po długim i namiętnym pocałunku Jing skoncentrował swe spojrzenie na parze zamglonych oczu chłopaka.

Mów mi Jing.

Jing. – wyszeptał Lu Cang i z wysiłkiem otworzył oczy, ale Jing opuścił już łóżko i szybko zaczął się ubierać.

Chłopak ocknął się nagle z transu i rzucił pośpiesznie:

Ach, antidotum… Nie dałeś mi jeszcze antidotum.

Strach sprawił, że wyskoczył z łóżka, rzucając gniewne spojrzenie w kierunku pięknego mężczyzny, który po raz kolejny osiągnął swój cel i znów go upokorzył.

Antidotum? Czy nie dałem ci go przed chwilą? – Jing skupił się na włożeniu swojej szaty, wyszywanej w drobne kwieciste motywy.

Lu Cang nie był w nastroju, aby podziwiać kunszt pięknych haftów. Zmusił się do wstania z łóżka, nie dbając nawet o to, że białe satynowe prześcieradła ześliznęły się z jego nagiego ciała.

Ty, ty! Nie żartuj sobie! Kiedy mi je dałeś? – Chciał podejść do Jinga, ale jego nogi były jak z waty. Nie mogąc dłużej udźwignąć ciężaru ciała, nagle ugięły się pod nim w brew jego woli. Upadł na podłogę.

Jing uśmiechnął się lekko, zrobił kilka kroków i nachylił się nad Lu Cangiem. Leniwie wyciągnął rękę i bezwstydnie dotknął miejsca, które penetrował przez pół nocy, po czym gwałtownie wsadził w nie swój palec. Gdy go wyciągnął, pomachał nim przed twarzą Lu Canga, aby ten zobaczył, iż był on oblepiony lepkim płynem ustrojowym…

Czy to nie jest antidotum? Co? Nadal uważasz, że to nie wystarczy? Dałem ci go już tak dużo…

Co… Co to za rodzaj antidotum? – Lu Cang wytrzeszczył oczy, gapiąc się z niedowierzaniem na pokryty wydzieliną palec Jinga.

Ty… Ty… – ze wściekłości nie był już w stanie mówić. Podpierał się rękami, chcąc zmusić się do wstania, pomimo sprzeciwów swego ciała.

Nie wierzysz mi? Więc dobrze.

Jing sięgnął do wnętrza swojej szaty i odnalazł kolejną małą pigułkę, taką samą, jakiej użył ostatnim razem i rzucił ją przed Lu Cangiem.

To naprawdę cenna rzecz. Została zrobiona potajemnie w pałacu cesarskim, ale to nieważne. Dam ci jedną. Idź, wypróbuj ją na psie albo czymś innym, aż sam poznasz jej efekty.

Pamiętaj, w piętnastym dniu następnego miesiąca, znowu tu przyjdź i na mnie czekaj – powiedział chłodno, zawiązując pas zewnętrznej szaty.

Lu Cang nie mógł uwierzyć własnym uszom.

Co powiedziałeś? To… ty mnie jeszcze nie uleczyłeś?

Jing popatrzył na Lu Canga, jak na głupca i powiedział:

Jak mogłoby to być możliwe? Czyż nie mówiłem ci, że ten narkotyk jest bardzo cenny?

Ale, ale… – Lu Cang był tak spanikowany, że nie mógł wyraźnie mówić. – Ja mieszkam w Hangzhou! Oczekujesz ode mnie, że spędzę dziesięć dni każdego miesiąca na podróżowaniu do Tong’an i kolejne dziesięć w drodze powrotnej? Tylko po to… Tylko po to, by przybyć do stolicy dla ciebie, abyś… abyś…

Abym cię zerżnął. – Jing uśmiechnął się lodowato, wypowiadając te wulgarne słowa, a na jego twarzy odmalował się okrutny wyraz. – Ale to twój problem. Zrobisz, co zechcesz. – Wytarł swój zabrudzony palec o twarz Lu Canga, po czym dał wielkiego susa i zniknął za oknem.

Lu Cang pozostał w sypialni sam osłabiony i na granicy płaczu, ściskając bezradnie pigułkę. Żałośnie upadł na podłogę przy łóżku. Wszystko, co pozostało po tym spotkaniu, to te upokarzające słowa, kłębiące się wewnątrz jego głowy.

Idź i wypróbuj ją na jakimś psie…

Przyjdź do mnie piętnastego dnia następnego miesiąca…

Dobry Boże!!

Tłumaczenie: Polandread

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: