Living to Suffer

Rozdział 614 min. lektury

Przybyli do sekty wcześnie, a zioło pojawiało się dopiero w godzinie szczura1, więc musieli czekać jeszcze około dwunastu godzin.

Naturalnie, Shen Liangsheng nie pozwolił Qin Jingowi swobodnie kręcić się po okolicy, więc zaprowadził go prosto do swojej kwatery. Dał znak ręką.

– Usiądź.

Więc Qin Jing usiadł.

– Napij się herbaty.

Więc Qin Jing pił herbatę.

Służący przyniósł posiłek, a Shen Liangsheng zaprosił go ponownie:

– Jeśli tolerujesz mdły posiłki…

Więc Qin Jing jadł.

Te trzy wypowiedzi stanowiły ich całą komunikację do momentu, aż nadszedł czas zbioru rośliny.

Nie chodzi o to, że Shen-hufa był złym gospodarzem – mimo że był w drodze od kilku dni, nie odpoczywał, lecz siedział i towarzyszył Qin Jingowi.

Ten głównie wpatrywał się w filiżankę, ale czasami w drugiego mężczyznę. Kiedy Shen Liangsheng zauważył spojrzenie, natychmiast je odwzajemniał. Jednak po cichym kontakcie wzrokowym tym, który pierwszy odwracał wzrok, zawsze był Qin Jing.

Zgodnie z oczekiwaniami, noc na górze Futu była szczególnie niesamowita. Smutne pohukiwania sów rozbrzmiewały blisko i daleko, brzmiąc jak jęki złych duchów. Ubrany na biało Shen Liangsheng prowadził do roślin, a Qin Jing podążał za nim, obserwując, jak kroczy naprzód i nie wydając najmniejszego dźwięku.

Shen Liangsheng wyczuł, że mężczyzna za nim nagl rzucił się do przodu i wkrótce poczuł dłoń na swojej. Zatrzymał się na ułamek sekundy i spojrzał na niego.

– Tak?

– Nic. Chciałem tylko sprawdzić, czy jesteś człowiekiem, czy duchem.

– Więc boisz się duchów, Qin-taifu?

– Nie, dlaczego miałbym się bać? Wszystkie duchy były kiedyś ludźmi.

– Naprawdę? – Shen Liangsheng nie okazywał ani śladu kpiny na twarzy, lecz mówiąc to, uniósł lewą rękę, do której dłoń lekarza wciąż była mocno uczepiona.

– Cóż, wędrówki nocą mogą być trochę niebezpieczne, prawda? – Qin Jing zaśmiał się nerwowo.

Górska ścieżka była rzeczywiście stroma i nierówna, ale nie była szczególnie niebezpieczna do przejścia. Z pochodnią w jednej dłoni i ręką mężczyzny w drugiej, Qin Jing mógł pozwolić myślom błądzić, obserwując kamienne stopnie poniżej.

Shen Liangsheng nie odwzajemnił uścisku i się nie odsunął, po prostu pozwalając doktorowi robić, co mu się podobało.

Po chwili Qin Jing niespodziewanie zawołał jego imię.

– Co?

– Wydaje mi się, że jestem taki, odkąd cię poznałem.

– Jaki?

– Trzymam pochodnię pod wiatr.

– Jak to?

– Płomień parzy moją rękę, lecz nie mogę jej puścić.

– Porzucenie wszystkich śmiertelnych pragnień okazuje się trudnym zadaniem2.

– To ironia słyszeć cię, hufę sekty Xing, przywołującego słowa Buddy.

– Prawda nie potrzebuje żadnego uzasadnienia.

– To jest rozsądne, rzeczywiście. Ale co jeśli…

Qin Jing nagle zamilkł i nie kontynuował. Shen Liangsheng również nie domagał się zakończenia, ale po kilku krokach poczuł, że mężczyzna puszcza jego rękę. W ciemności pozostał tylko migoczący płomień, który oświetlał niewielką przestrzeń przed nim.

Zbliżała się Godzina Szczura, gdy dotarli na szczyt. Nie wahając się dłużej, Qin Jing skupił się na wypatrywaniu jakichkolwiek oznak obecności rzadkiego zioła.

Jednak gdy nadeszła pora, czarne zbocze góry natychmiast rozbłysło tysiącami ognistoczerwonych roślin, niemal odtwarzając brzegi Huangquan3, nad którymi wznosił się most Naihe4.

– Pfft. – Qin Jing natychmiast zabrał się do pracy, wkładając łodygi do pudełka pokrytego jakimś ziołowym proszkiem. W międzyczasie wciąż żartował. – Nic dziwnego, że tak chętnie się zgodziłeś. Myślałem, że będzie ich tylko garstka, ale z tego, co widzę, cała twoja sekta mogłaby przetrwać na smażonym huai meng cao przez przynajmniej trzy dni.

Nic dziwnego, że Shen Liangsheng zignorował jego żarty i powiedział tylko, że skoro załatwił już tę sprawę, to odprowadzi go na dół.

– Czy znasz historię huai meng cao? – zaczął swobodnie Qin Jing, zarzucając worek na ramię. – Legenda głosi, że trzymanie jego liścia pozwala sprawdzić pomyślność snów. To po pierwsze. Inne źródło mówi, że trzymanie go pozwala śnić o tym, co się ma w głowie. Może powinieneś jeden zerwać i sam spróbować, Shen-hufa.

Nie chcąc tracić czasu na pogawędkę, Shen Liangsheng odwrócił się i zaczął schodzić, pozostawiając po sobie jedynie krótką odpowiedź.

– Nie mam nic w głowie.

Qin Jing wracał do swojej chaty spokojnym krokiem, choć zaczęło się już robić chłodno. Zanim jednak mógł nacieszyć się spokojem i ciszą, kłopoty same zaczęły go szukać.

Należy zauważyć, że nawet ściany mają uszy. Qin Jing był pierwszym człowiekiem w ostatnich dekadach, który zszedł z góry Futu cały i zdrowy. Chociaż nie było to ważne wydarzenie, niektórzy ludzie jianghu dowiedzieli się o tym i byli ciekawi, kim jest ten sławny nieznajomy.

Ważne wydarzenie zaś miało miejsce pierwszego dnia dziewiątego miesiąca, przypadkowo wypadając w dniu shuangjiang5. Cała sekta Yichian została zabita w ciągu jednej nocy, a przywódca sekty wydawał się być poddany ciężkim torturom i przesłuchaniom przed śmiercią. Jego niezwykle oszpecone ciało było widokiem, który niewielu mogło znieść. Nikt poza sektą Xing nie był zdolny do tak okrutnych czynów.

Dziwne było to, że chociaż Yichian było powszechnie uznawane za dużą sektę, trudno było je porównać z naprawdę potężnymi sektami, takimi jak Shaolin i Wutang. Nikt też nigdy nie słyszał o żadnych spięciach między Yichian a Xing. Wytępienie ich wydawało się po prostu bez sensu.

Qin Jing usłyszał o tej historii w drodze powrotnej do domu i był w pełni świadomy przyczyny. Mógł jedynie cicho przekląć. Napisał do swojego shifu, ale odpowiedź, którą otrzymał, składała się tylko z kilku słów: „Nie martw się. Poczekaj”.

Jednak po tym całym oczekiwaniu, to nie kto inny, tylko ofiara stanęła na progu domu Qin Jinga.

Tego dnia ćwiczył kaligrafię przy oknie, gdy poczuł, że jego kręgi ochronne zostały naruszone, więc odłożył pędzel i wyszedł z doliny, aby się temu przyjrzeć. To, co zobaczył w zaczarowanym labiryncie, to młody szermierz, który rzucał się jak ślepy nietoperz. Był ubrany w białe żałobne szaty, a jego oczy były zaczerwienione.

Cicho wzdychając, Qin Jing unieruchomił krąg, ponieważ miał dość dobre przypuszczenie co do tożsamości intruza. W całym jianghu krążyły pogłoski, że w dniu masakry najmłodszy syn przywódcy sekty Yichian przebywał jako gość na górze Kongtong6 i przypadkowo uniknął nieszczęścia. To zapewne był on.

Młody żałobnik padł na kolana, gdy tylko dostrzegł Qin Jinga.

– Nie jestem godzien7! – Qin Jing szybko podniósł mężczyznę na nogi. Po krótkiej rozmowie jego przypuszczenie okazało się prawdziwe. Ten mężczyzna był rzeczywiście jedynym ocalałym z sekty Yichian.

Gość nie marnował wysiłku na grzeczność i szczerze wyraził swoje intencje. On również słyszał o pewnej osobie wspinającej się na górę Futu. Po rozpytaniu się znalazł lokalizację Qin Jinga i przyszedł zapytać o drogę na górę.

Qin Jing również był szczery i wyjaśnił swój związek z tym miejscem.

– Młody mistrzu, skoro wiesz, że uratowałem hufę demonicznej sekty, czy uważasz, że jestem dobrym człowiekiem? – zapytał łagodnie.

Młodzieniec spojrzał na lekarza przekrwionymi oczami, po czym cofnął się o krok i ponownie uklęknął.

– Gdybym ci powiedział, jak dostać się na górę, sekta Xing by mi tego nie darowała. – Qin Jing próbował pomóc mężczyźnie wstać, ale ten był zdecydowany pozostać na kolanach. – A skoro nie jestem dobrym człowiekiem, dlaczego miałbym ryzykować własne życie, żeby ci pomóc?

– …

– Nawet jeśli zdecyduję się pomóc, musisz zdać sobie sprawę z sytuacji. Po prostu tam idziesz…na śmierć.

– Muszę walczyć, by pomścić ten dług krwi! – Młodzieniec w końcu przemówił. W jego oczach nie było śladu łez, ale jego słowa były wstrząsające jak miecz pękający na pół czy kukułka8 śpiewająca z krwią w dziobie. – Chętnie oddałbym swoje życie!

Poruszony, Qin Jing podszedł do mężczyzny i uklęknął na jedno kolano, by spojrzeć mu w oczy.

– Jeśli mogę prosić o twoje zaufanie… – Ucichł na chwilę, ponieważ wiedział, że absolutnie nie powinien, pod żadnym pozorem, wypowiadać słów, które wypowiedział później. – Czy mógłbyś… czy mógłbyś poczekać jeszcze chwilę… Jeśli możesz mi zaufać, obiecuję, że dam ci sprawiedliwość za trzy miesiące.

– Nie żebym ci nie ufał… – wykrztusił młodzieniec, utrzymując kontakt wzrokowy w milczeniu przez jakiś czas. – Ale nie mogę czekać. Ani dnia dłużej.

Po spojrzeniu w martwe oczy mężczyzny Qin Jing wstał i przemówił półgłosem:

– Zaczekaj cierpliwie. Zapiszę trasę do góry i klucz do kręgów ochronnych, ale te formacje były podczas mojej wizyty. Tylko niebiosa wiedzą, czy nie zostały zmienione od tamtego czasu.

Qin Jing odwrócił się w stronę doliny i nie zobaczył, jak żałobnik kłania się, by wyrazić wdzięczność. Rozważał rzeczywistość, w której niektórzy szukali życia, gdy nie mogli żyć, podczas gdy inni szukali śmierci, gdy żyć mogli. Być może szybka śmierć była naprawdę lepsza niż życie w bólu i cierpieniu.

Qin Jing nie kłamał, gdy mówił, że sekta Xing nie odpuści mu tak łatwo, a osobą, która się zjawiła, był nie kto inny, jak Shen Liangsheng.

W przeciwieństwie do młodzieńca Shen Liangsheng nie był w najmniejszym stopniu powstrzymany przez kręgi obronne. Qin Jing ledwo wyczuł wtargnięcie, gdy potworny, morderczy wybuch energii przedarł się przez jego zaklęcia, jakby były jedynie pajęczyną. Następną rzeczą, jaką zobaczył, był cień przypominający białego ducha wuchang9, który zmaterializował się przed nim.

– Minęło sporo czasu, Qin-taifu.

– Cóż… tak naprawdę nie minęło aż tyle czasu.

– Nie wiedziałem, że masz doskonałą pamięć.

– Niestety, mam niewiele talentów, ale za to mam mózg.

– Naprawdę? – Shen Liangsheng zrobił krok naprzód, trzymając miecz w dłoni. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale powietrze wokół niego wyraźnie ujawniało jego zimnokrwiste, dzikie zamiary. Temperatura w chacie wydawała się niższa niż w środku zimy. – Myślę, że jednak nie.

– Jak uważasz. – Qin Jing wiedział, że nie zdoła pokonać mężczyzny, więc po prostu czekał na śmierć. Gdyby umarł, Shen-hufa spędziłby resztę swoich dni pogrążony w żalu. Oczywiście zakładając, że w końcu znaleźliby zaginione strony i odkryli, że doktor był tym katalizatorem, którego szukali przez ten cały czas. Następne zdatne do użycia naczynie nie pojawiłoby się przez co najmniej kolejne pięćdziesiąt lat, więc jeśli cokolwiek widać z zaświatów, mógłby się z tego śmiać przez kilka dekad. Oznaczałoby to jednak, że wysiłki jego shifu przez wszystkie te lata poszłyby na marne.

Odrobina niecierpliwości może zepsuć cały wielki plan – gdyby jego shifu wiedział, że jego jeden głupi ruch zrujnował starannie zaplanowaną grę, prawdopodobnie byłby na tyle wściekły, żeby ziać ogniem.

– Jesteś raczej opanowany, Qin-taifu.

– Pozwolę się nie zgodzić. – Qin Jing zrozumiał szyderstwo w głosie Shen Liangshenga. Mężczyzna kpił z jego głupoty, że nie uciekł, tylko został w chacie, czekając na ponurego żniwiarza. – Ale gdzie w tym wielkim, szerokim świecie mógłbym znaleźć schronienie?

– A może obstawiałeś, że cię nie zabiję? – Ton Shen Liangshenga był płaski, ale czyny były nieprzejednane. Jego miecz wystrzelił, przebijając prawą łopatkę Qin Jinga, przebijając się na wylot i przygważdżając go do ściany.

– Ja… – Wzrok Qin Jinga na moment pociemniał z bólu i gwałtownie wciągnął powietrze, by dokończyć zdanie. – Nie jestem wróżbitą. Wszystko jest możliwe. Miałem tylko nadzieję, że zapewnisz mi szybką, bezbolesną śmierć ze względu na stare, dobre czasy.

– Och? Ale masz swoje huai meng cao. Rachunki zostały uregulowane. O jakich starych, dobrych czasach można tu mówić? – odparł chłodno Shen Liangsheng. Nachylił się, tak blisko jak tamtego dnia w jaskini, a ich usta oddzielone były o włos. – Nie bądź tak arogancki, Qin Jing.

– Jak uważasz – powtórzył Qin Jing. Zrobił ruch, jakby chciał uniknąć Shen Liangshenga, ale niestety miecz trzymał go mocno w miejscu, nie dając mu żadnego pola manewru. Wszystko, co osiągnął, to dalsze rozdarcie rany. Ostrze prawdopodobnie przecięło jakąś ważną żyłę. Krew trysnęła jak fontanna, nie ustając.

Gdy zapadła cisza, Qin Jing opuścił wzrok. Jego oddech był płytki, a twarz chorobliwie żółta. Nie był na skraju śmierci, ale czuł potworny ból.

– To ma cię czegoś nauczyć. Nie wtykaj nosa tam, gdzie nie powinieneś wtykać, i zachowuj się odpowiednio.

Po tym, jak Shen Liangsheng przemówił, cofnął się i wyciągnął miecz, wkładając w ten ruch znaczną ilość siły. Krew chlusnęła na wszystkie strony.

Widziana przez lekki, szkarłatny deszcz twarz Qin Jinga zdawała się nie wyrażać żadnej ulgi ani radości. Pozostał na nogach, opierając się o ścianę, i ze spuszczonym na podłogę wzrokiem powiedział:

– Nauka przyjęta.


1. Godzina Szczura – w chińskim kalendarzu to przedział czasowy od 23:00 do 1:00. W tym systemie każda godzina jest związana z innym zwierzęciem zodiaku, a godzina Szczura jest pierwszą w cyklu. Tradycyjnie każda z nich trwa 2 godziny zegarowe.

2. Cytat z Sutry Szóstego Patriarchy Huinenga.

3. Huangquan – dosł. żółte źródło. Świat umarłych w chińskiej mitologii.

4. Most Naihe – dosł. most bezradności. W mitologii chińskiej jest to kluczowy element podróży dusz do podziemi. Każda dusza musi przejść przez ten most przed reinkarnacją, a na moście piją zupę Mengpo, która sprawia, że zapominają o swoich poprzednich życiach.

5. Shuangjiang – osiemnasty okres słoneczny, który zwiastuje nadejście pierwszych przymrozków. Przypada pod koniec października.

6. Kongtong – święta góra w taoizmie położona w prowincji Gansu. Jest to mityczne miejsce spotkania Żółtego Cesarza (znanego również jako Huangdi) i Guang Chengziego.

7. Mówi się, że człowiek ma złoto pod kolanami, więc klęka tylko przed niebem, ziemią oraz przed swoimi rodzicami. To powiedzenie ilustruje, jak ważne jest klęczenie w chińskiej kulturze.

8. Kukułka mała (Cuculus poliocephalus) jest znana w Azji Wschodniej ze swojego smutnego śpiewu, a także jaskrawoczerwonego wnętrza dzioba i języka. W Chinach ptak ten symbolizuje Wang Di, który, w zależności od wersji historii, zostawił swój kraj w złych rękach, umarł i stał się ptakiem, który każdej wiosny przypomina ludziom o jego smutku.

9. Heibei wuchang – para duchów, które eskortują dusze do podziemi i ustalają długość życia. Jeden ubiera się na biało (Toa Ah Pek), a drugi na czarno (Ji Ah Pek).

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: