Living to Suffer

Rozdział 111 min. lektury

Na przemian tracąc i odzyskując przytomność, Shen Liangsheng usłyszał dźwięk deszczu uderzającego o parasol. Opady latem były nagłe i mocne, a gdy krople uderzały w baldachim, przypominały dudnienie bębnów wojennych, wyrywając go z półsnu.

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył po otwarciu oczu, był spód parasola z papieru olejowego z namalowanymi żółtymi trzcinami. Wzór był bardzo realistyczny i ukazywał uległość rośliny wobec żywiołów.

Ten deszcz nie potrwa długo. Powinien wkrótce ustać. – Usłyszał nagle i natychmiast spróbował sięgnąć po miecz.

Qin Jing, który trzymał parasol i go obserwował, zauważył drgające palce mężczyzny. Pochylił się bliżej.

Poza nimi na tych opuszczonych wzgórzach nie było żadnych śladów ludzkiej aktywności. Ciężko ranny Shen Liangsheng natknął się na tę opuszczoną świątynię i próbował wejść do środka, aby uciec przed deszczem i opatrzyć rany. Niestety, jego ciało odmówiło posłuszeństwa i upadł tuż przy wejściu.

Świątynia t’uti1 została dawno temu opuszczona i była tak zniszczona, że drzwi się zapadły i leżały krzywo w błocie. Shen Liangsheng potknął się o nie, upadł na drewniane deski i stracił przytomność na mniej więcej połowę czasu, jaki zajmuje spalenie kadzidła.

Krew płynęła zbyt obficie, by deszcz mógł ją zmyć. Szkarłat wsiąkał w deski i wypływał wraz z wodą deszczową z pęknięć w drewnie. Ten głęboki i świeży kolor, przypominał nową warstwę cynobru na dnie trumny.

Widząc tego żałosnego człowieka na granicy życia i śmierci, Qin Jing zawahał się, ale mimo to zapytał szczerze:

Jak się nazywasz? Jak się dowiem, to łatwiej będzie postawić ci nagrobek, jeśli umrzesz.

Podczas gdy Qin Jing mówił te słowa, Shen Liangsheng przywoływał swoje wewnętrzne qi2. Każdy meridian w jego ciele wypełniał ból, jakby tysiąc ostrzy tarło o jego wnętrze, ale nie był w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku.

Nie otrzymawszy odpowiedzi, Qin Jing założył, że mężczyzna nie chciał odebrać sobie życia, więc skinął głową i zauważył:

Rzeczywiście, lepiej pozostać przy życiu niż być martwym.

Mimo że odczuwał potworny ból, Shen Liangsheng nie chciał ponownie zemdleć, więc zmusił się do zachowania przytomności i nawiązał kontakt wzrokowy z Qin Jingiem.

Ten spojrzał na niego i nie zobaczył w jego oczach ani prośby o pomoc, ani dumy czy uporu. Oczy mężczyzny były zimne i nieruchome jak dwa lodowate stawy, które odbijały w swojej tafli jego sylwetkę – zgiętą w pół, trzymającą parasol jedną ręką, a drugą drapiącą się po głowie i cały czas wpatrującą się w niego intensywnie, niemal bezmyślnie.

Qin Jing kaszlnął i wyprostował plecy, chcąc odzyskać swój wizerunek godnej i nieziemskiej postaci, ale nawet on sam miał ochotę zaśmiać się z tej próby. Z tego powodu znowu zakaszlał, nim przemówił poważnym tonem:

Wcześniej sprawdziłem twój puls. Jesteś ciężko ranny i każdy twój oddech może być ostatnim, ale nie martw się, nie zostawię pacjenta w potrzebie. Tylko gdybym miał cię przenieść… Obawiam się, że możesz tego nie przeżyć. Co ty na to?

Jako hufa3 ezoterycznej sekty, Shen Liangsheng miał nadzwyczajne tętno i qi. Wiedział, że jego obrażenia nie są tak poważne, jak myślał nowo napotkany mężczyzna i że w rzeczywistości trudno byłoby mu umrzeć, nawet gdyby miał tu leżeć wystawiony na żywioły cały dzień i całą noc, nie mówiąc już o czymś tak prozaicznym jak przeniesienie go.

Shen Liangsheng poważnie zaczął rozważać dostępne możliwości. Gdyby odpalił racę swojej sekty, nie było wiadomo, czy przyciągnie tym przyjaciół, czy wrogów, więc najlepiej byłoby zachować ją na czarną godzinę. W tej chwili był z nim ktoś, kto chciał go uratować, więc zamierzał mu po prostu na to pozwolić. Jeśli zaś chodzi o przeszłość tego człowieka i szczerość jego działań, musiał poczekać cierpliwie, aż wszystko stanie się jasne.

Qin Jing obserwował, jak mężczyzna lekko skinął głową po chwili ciszy i uznał to za zgodę. Zamknął parasol i wsunął go pod pachę, zanim pochylił się, próbując podnieść nieznajomego. Niestety, Qin Jing nie był szczególnie biegły w sztukach walki, a te, które znał, wykorzystywały techniki, które były w dużym stopniu zależne od zwinności i czerpały z siły przeciwnika przeciwko niemu. Jeśli chodzi o surową siłę, nie różnił się wiele od kogoś, kto w ogóle nie miał pojęcia o sztukach walki. Naprawdę nie był w stanie nieść mężczyzny swojego wzrostu, trzymając jednocześnie parasol pod pachą, więc westchnął i porzucił gadżet. Używając pełnej siły obu rąk, w końcu udało mu się go podnieść.

Uch, ale jesteś ciężki.

Z zamkniętymi oczami Shen Liangsheng poczuł, jak mężczyzna aktywuje swój qinggong4 na nadchodzącą podróż i ogarnęła go pogarda. Jeśli to był obraz umiejętności tego lekarza, to prawdopodobnie będzie musiał sam się wyleczyć. Po tym przestał zwracać uwagę na nieznajomego i zaczął recytować swoją własną sekretną mantrę, aby uleczyć zranione meridiany.

Nazwa tej mantry brzmiała Pustka pięciu skandh. Chociaż pochodziła z buddyjskiego tekstu, z Sutry serca5, została jedynie zapożyczona, a jej treść nie miała nic wspólnego z neigong6 buddyjskich sekt. Istotą mantry była rzeczywiście pustka. Podczas aktywacji zdolność ta spowalniała puls praktykującego niemal do zera. W pismach sekty napisano, że na najwyższym poziomie można było utrzymać stan udawanej śmierci przez sto lat, wykorzystując jedynie drobny skrawek qi do nieustannego krążenia po całym ciele, a po przywróceniu wszystkich funkcji życiowych jego moc zostałaby stukrotnie zwielokrotniona, dzięki czemu stałby się niezwyciężony.

Imię „Shen Liangsheng” może i brzmiało zniewieściale, ale tak naprawdę był chłodny i zatwardziały, dokładnie tak, jak sugerowało dosłowne znaczenie. Miał niezwykłą wewnętrzną siłę, która czyniła go wyjątkowo odpowiednim do praktykowania tej mantry. Chociaż nie zrobił postępów od osiągnięcia siódmego etapu, gdy aktywował tę umiejętność, jego puls i tak stawał się powolny i słaby, jak u osoby, która jest o kilka sekund od śmierci.

Nie wiedząc o tym, Qin Jing zauważył jedynie, że mężczyzna oddychał coraz słabiej. Przyspieszył już i tak szybkie tempo, odczuwając lekkie przygnębienie. Chociaż byli zupełnie obcymi ludźmi, dał słowo, że go uratuje, i z tego powodu nie mógł po prostu patrzeć, jak umiera w jego ramionach.

Letnia ulewa nie trwała długo, co było typowe dla tej pory roku. Deszcz stopniowo słabł, a na horyzoncie pojawiło się słońce. Las, nakrapiany złotem, rozbrzmiewający ćwierkaniem ptaków i rechotaniem żab, kontrastował ostro z brakiem życia w ramionach Qin Jinga. Spojrzał na mężczyznę i zobaczył, że jego twarz jest blada jak papier, a usta pozbawione koloru. Mimo to jego mina był spokojna, nie kryjąc w sobie żadnego bólu.

Lepsze to niż bolesne odejście, pomyślał Qin Jing. Człowiek musiał przejść przez życie, cierpiąc mniej lub bardziej. To, że mógł umrzeć nieświadomie i uwolnić się od cierpienia, było jego szczęściem.

Qin Jing spojrzał w górę. Jego chata znajdowała się za kolejnym wzgórzem i wątpił, czy mężczyzna wytrzyma do tego czasu. Jego ramiona były obolałe i miał problemy z dźwiganiem ciężaru. Gdyby obudził nieznajomego, ten tylko by cierpiał, więc Qin Jing szybko się zatrzymał i przesunął go trochę w swoich ramionach, aby pewniej go chwycić.

Shen Liangsheng medytował, ale nadal zachowywał pewną świadomość otoczenia. Czując, że Qin Jing się zatrzymuje, otworzył oczy, myśląc, że dotarli na miejsce, ale zobaczył tylko, że lekarz marszczy brwi. W następnej chwili uśmiechnął się krzywo, widząc spojrzenie Shen Liangshenga.

Już jesteśmy niedaleko – uspokajał. – Jesteś śpiący? Możesz jeszcze chwilę odpocząć.

Przez dwadzieścia sześć lat życia hufa nigdy nie miał nikogo, kto mówiłby do niego jak do dziecka. Po chwili zauważył ponurą minę mężczyzny i zdał sobie sprawę, że nieznajomy najprawdopodobniej myślał, że jest to jego ostatni przypływ energii przed śmiercią. W cieniu słońca dostrzegł nawet coś, co wyglądało jak smuga łez ciągnąca się od kącika oka w dół policzka.

Dziękuję – odpowiedział.

Shen-hufa nie był dobrym człowiekiem, ale wśród niegodziwych był prawdziwym dżentelmenem. Nawet gdy odbierał komuś życie, nie zaniedbywał odpowiedniej etykiety – zawsze mówił uprzejmie „przepraszam” po przeszyciu kogoś na wylot – co sprawiało, że jego współtowarzysze z sekty zgrzytali zębami z frustracji.

Słysząc wdzięczność mężczyzny, Qin Jing uśmiechnął się krzywo, mając nadzieję, że nie dziękował mu nieświadomie za przygotowanie pogrzebu. Czuł się zniechęcony, ale jedynie szeroko się uśmiechnął.

Shen Liangsheng przerwał proces uzdrawiania mantrą, ponieważ ból ustąpił, a pośpiech czynił stratę. Jako że się nie spieszył, spokojnie zaczął obserwować mężczyznę pędzącego z nim w ramionach. Nie czuł absolutnie żadnej wdzięczności. Świat był pełen różnych rodzajów dobra i piękna, a także wielu rodzajów zła i bólu – to naturalna droga. Nie miało dla niego znaczenia, czy coś było dobre, czy złe, ponieważ patrzył na to wszystko tak, jak na słońce i księżyc, trawę i drzewa. Nie wiedział, co to znaczy być wzruszonym.

Hmm? – W ciągu chwili potrzebnej na wypicie dzbanka herbaty7 Qin Jing zauważył, że oddech mężczyzny stał się bardziej równomierny i głębszy, co nie było typowe dla kogoś, kto wydawał ostatnie tchnienie. Uznał to za coś niezwykłego i spojrzał w dół z uśmiechem.

Wygląda na to, że twój czas jeszcze nie nadszedł.

Po dokładnej obserwacji jedyną rzeczą, o której pomyślał Shen Liangsheng, było to, że lekarz jednak nie płakał. Była to tylko długa blizna, cienka jak niteczka i płytka, opadająca z kącika jednego oka jak smuga łez. Zrozumiał to dopiero po uważnych oględzinach.

Taka blizna nie szpeciła twarzy, ale wręcz dodawała wyjątkowego charakteru temu niepozornie wyglądającemu człowiekowi. Było to szczególnie widoczne, gdy kąciki jego ust wyginały się w górę – wtedy wyglądał, jakby uśmiechał się przez łzy. A może płakał przez uśmiech?


1. T’uti dosłownie oznacza „gleba i ląd” i odnosi się do bóstw zamieszkujących dany obszar. Czyli to taka świątynia bardzo lokalna.

2. Qi – energia życiowa, której manifestacją miałyby być zjawiska i procesy natury. Według tradycyjnej chińskiej medycyny ciało ludzkie posiada wyznaczone meridiany, którymi krąży w nim qi. Harmonijny, stały i łagodny przepływ qi przez meridiany oznacza zdrowie. Natomiast symptomy choroby pojawiają się wtedy, gdy przepływ energii ustaje (co nie znaczy, że ubywa qi, a jedynie, że nie uczestniczy ono w obiegu) lub jest zaburzony.

3. Hufa – zwykle jeden z czterech strażników sekty i druga najwyższa pozycja w organizacji. Termin ten pochodzi od czterech świętych chroniących dharmę (護法四聖) z chińskiego buddyzmu.

4. Qinggong – technika mająca na celu umożliwienie praktykującemu wspinania się po ścianach lub pionowych strukturach, nieco podobna do parkouru. Została wyolbrzymiona w gatunku wuxia, w których jej użytkownicy potrafią nawet latać.

5. Sutra Serca – jeden z najbardziej znanych na świecie tekstów buddyjskich, który w krajach buddyzmu mahajany cieszy się popularnością od ponad półtora tysiąca lat. Pojawia się w nim słynne sformułowanie „Pustka jest formą, forma jest pustką”. Jest medytacją nad pustką i nietrwałością świata.

6. Neigong – głównie fikcyjna idea unikalna dla gatunku wuxia i oparta na chińskiej koncepcji qi. To zdolność skupiania qi w celu zwiększenia szybkości, siły i wytrzymałości, a nawet uzyskania mocy uzdrawiającej.

7. Jedna z chińskich jednostek czasu.

 

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: