W następnym tygodniu Shen Liangsheng ponownie zaprosił Qin Jinga na kolację. Podczas posiłku dyskretnie wspomniał, że okulary są gotowe i poprosił go, aby przyszedł w niedzielę, aby je odebrać.
Shen Liangsheng starał się, żeby to brzmiało swobodnie, ale nauczyciel czytał między wierszami – okulary były gotowe, ale ich nie przyniósł. Zamiast tego chciał, żeby przyszedł do jego domu. Nawet Qin Jing nie mógł udawać, że nic nie rozumie.
– Mhm – odpowiedział Qin Jing, gryząc bao, jakby nic go to nie obchodziło. Shen Liangsheng natomiast spojrzał na niego, gdy usłyszał jego zgodę, po czym wrócił do jedzenia owsianki i przeszedł do następnego tematu.
Zgodnie z umową, Qin Jing udał się w niedzielę do dworu Shen Liangshenga. Służący poinformował go, że pan ma nieplanowanego gościa i uprzejmie poprosił, aby zaczekał.
Siedział więc w głównym salonie, popijając herbatę od niespełna pół godziny, gdy usłyszał zbliżające się głosy. Shen Liangsheng wszedł do pokoju z mężczyzną w średnim wieku, wymieniając przez całą drogę uprzejmości. Widząc Qin Jinga, pierwszy skinął mu krótko głową, a drugi przyjrzał się nieznajomemu. Nie znał takiego biznesmena, ale nie prosił o przedstawienie.
Shen Liangsheng wrócił dopiero po odprowadzeniu gościa do samochodu. Poklepał Qin Jinga po plecach i zabrał go na górę, do drugiego salonu. Zamknął za sobą drzwi i kazał mu usiąść, podczas gdy sam przyniósł skrzynkę z półki kominka.
Zamiast zrobić to, co mu kazano, Qin Jing poszedł za mężczyzną i obserwował, jak ten otwiera gablotę i wyjmuje okulary w srebrnych oprawkach.
– Sam je wybrałeś?
– Tak. Przymierzysz? – Shen Liangsheng podał mu je i zdjął parę, którą Qin Jing miał na sobie. – A te sobie zatrzymam.
– Po co ci one? – Qin Jing założył nowe okulary i zaczął mrugać z powodu początkowego dyskomfortu.
– Będę się do nich modlił każdego dnia. Podziękuję im za to, że cię do mnie przyprowadziły.
Qin Jingowi zabrakło słów. Pokręcił głową i zaśmiał się słabo, ale ucichł na widok wpatrującego się w niego Shen Liangshenga.
– O co chodzi? Nie pasują mi? – zapytał niespokojnie.
Mężczyzna odmówił odpowiedzi i wpatrywał się w jego oczy. Ich spojrzenia pozostały złączone w milczeniu.
Shen Liangsheng wrócił dziś do swojego zwykłego stroju, prawdopodobnie z powodu wcześniejszej wizyty. Nawet w domu miał na sobie starannie wyprasowany garnitur, a włosy utrwalone pomadą. Widując go wcześniej w bardziej swobodnych strojach, Qin Jing z trudem przywykł do tej sztywnej, arystokratycznej stylizacji.
Był ostatni dzień października i powoli zbliżała się zima. W kominku w rozpalono ogień, a przed nim rozłożono białą tygrysią skórę. Już po samym kolorze i fakturze widać było, że ten dywan był wart swojej wagi w złocie. Piękno miało swoją cenę – i to zabójczą.
Shen Liangsheng sięgnął w górę i przesunął palcem wzdłuż oprawki, aż w końcu dotarł do twarzy Qin Jinga. Zatrzymał się przy czerwonym pieprzyku, delikatnie go głaszcząc.
– Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, pomyślałem sobie: jaki piękny pieprzyk – wyszeptał.
– Dlatego dałeś mi te okulary? – Oczy Qin Jing zamknęły się pod wpływem jego dotyku. Zanim się zorientował, zrobił krok w stronę mężczyzny.
– A jak myślisz? – Shen Liangsheng również podszedł bliżej. Początkowo nie stali daleko od siebie, a teraz byli tak blisko, że oddychali jednym oddechem.
– Co chcesz, żebym powiedział? – Pytanie Qin Jing zabrzmiało w uszach Shen Liangshenga niczym słodkie, błogie słówka.
– Powiedz, że tego chcesz.
Napięcie sięgnęło zenitu, ale żaden nie wykonał ruchu. Shen Liangsheng spojrzał mu w oczy z bliska, wciąż muskając pieprzyk palcami. Postanowił nie działać, tylko poczekać, aż drugi mężczyzna zainicjuje pocałunek.
Qin Jing w milczeniu patrzył mu w oczy. Co ciekawe, pomimo pożądliwych i czułych spojrzeń, na ułamek sekundy wyczuł u mężczyzny nutę dystansu. Wiedział, na co czekał. Nie na nic innego jak na jego pocałunek, na jego dobrowolne wpadnięcie w sieć – sieć utkaną nić po nici z dwóch słów.
Nie słów „chcę tego”.
Ale „Shen Liangsheng”.
Po długim oczekiwaniu Qin Jing w końcu pochylił się, przechylił głowę i pocałował usta Shen Liangshenga. Polizał miejsce między wargami, a kiedy się rozsunęły, wsunął do środka język i drażnił go.
Zamiast pogłębić pocałunek, Shen Liangsheng przesunął dłoń z twarzy Qin Jinga na jego klatkę piersiową i gwałtownie go popchnął.
Qin Jing nie wiedział, dlaczego go odpychano, ale zanim zdążył się nad tym zastanowić, stracił równowagę i upadł twarzą na tygrysią skórę.
– Shen Liangsheng… – Szybko zrozumiał powód, ale nie był zły. Spojrzał tylko na mężczyznę i zachichotał: – Naprawdę lubisz ostro, co?
– A co? Nie chcesz tego? – Shen Liangsheng nie zrozumiał i pomyślał, że w ostatniej chwili zaczął żałować. Szybko dodał: – Tym razem to ty zacząłeś. Nie uważasz, że to trochę samolubne, nie dokończyć tego, co zacząłeś, Qin Jing?
– Miałem na myśli, panie Shen, że nie miałbym nic przeciwko temu, żeby stawić ci opór, jeśli to zaspokoi twoje potrzeby – wyjaśnił z figlarnym błyskiem w oku. – Po prostu nie mogę sobie pozwolić na odrzucenie tak oszałamiającego widoku. Naprawdę nie chcę walczyć. Cóż mogę powiedzieć?
Pytanie zostało powiedziane szyderczym tonem, ale radosny błysk w jego oczach sprawił, że zabrzmiało łagodnie i jednocześnie żartobliwie zachęcająco.
– Chcesz powiedzieć, że jestem atrakcyjny, panie Qin? – Jego słowa podnieciły Shen Liangshenga. Zmrużył oczy i powiedział: – Więc przyjrzyj się uważnie.
Shen Liangsheng cofnął się o krok i zaczął rozpinać marynarkę, nie spuszczając z niego wzroku. Odrzucił ubranie na bok.
Unosząc tułów, Qin Jing obserwował, jak mężczyzna luzuje krawat. Nie zdjął go jednak, odsłaniając jedynie górny guzik koszuli. Rozpiął go, ale nie kontynuował z resztą.
Shen Liangsheng na przyjście gościa ubrał się dość odświętnie. Miał na sobie dopasowaną francuską koszulę, która podkreślała jego wysoką, szczupłą sylwetkę.
Qin Jing obserwował, jak zdejmuje spinki do mankietów i zegarek, rzucając je na pobliski fotel. Następnie skierował dłonie do paska, odpiął go i powoli wyciągnął, po czym rzucił tam, gdzie teraz leżała marynarka.
Qin Jing myślał, że następna będzie koszula, ale mężczyzna najpierw rozpiął spodnie. Dopiero wtedy wyciągnął końce koszuli i zaczął rozpinać guziki od dołu do góry.
Spodnie zsunęły się, aż zahaczyły o kości biodrowe, odsłaniając centymetr białej bielizny i napięty, wyrzeźbiony brzuch. Spod zwisającego popielatoszarego krawata i rozpiętej koszuli można było dostrzec sutek.
Shen Liangsheng gwałtownie uniósł głowę i kontynuowali kontakt wzrokowy. W końcu jednym płynnym ruchem zdjął koszulę i krawat, odsłaniając elegancką szyję, która rozciągała się od szczęki do obojczyka. Jeszcze piękniejsza była bruzda biodrowa, wyściełana idealnie ułożonymi mięśniami, zachęcająca do eksploracji – nie wzrokiem, a palcami.
– Pomożesz, Qin Jing? – zapytał Shen Liangsheng, podchodząc bliżej i nie zwracając uwagi na wysokiej jakości futro pod swoimi skórzanymi butami.
Qin Jing początkowo nie wiedział, z czym potrzebuje pomocy, ale w następnej chwili zdał sobie z tego sprawę. Shen Liangsheng postawił stopę na jego udzie, dając mu znak, by rozwiązał sznurowadła. Jednak nie cofnął stopy, nawet po ich rozwiązaniu. Zamiast tego zaczął czubkiem buta smagać pewne miejsce między jego udami.
– Już ci tak ciężko?
Rzeczywiście, Qin Jing był już podniecony. Miał na sobie zachodnie spodnie, które niewiele ukrywały, ale wcale się nie krępował. Spojrzał jedynie na Shen Liangshenga, którego skóra była o odcień jaśniejsza niż u większości ludzi.
– Byłbym zaniepokojony, gdybym nie zobaczył tego pięknego dzieła sztuki na własne oczy.
– Rozłóż nogi. – Shen Liangsheng go szturchnął, po czym zmienił nogę. Tym razem stanął prosto na twardniejącej erekcji, ugniatając ją w przód i w tył podeszwą buta.
Qin Jing pomógł mu rozwiązać sznurówki i poklepał go po kostce.
– Niegrzeczny chłopiec.
Słowa te były przeznaczone dla psów lub kotów, ale jego głos był lekko ochrypły z pożądania. Shen Liangsheng nie odpowiedział, a jedynie cofnął stopę. Zdjął spodnie, buty i skarpetki. Na jego ciele pozostały jedynie slipy, typowe dla ludzi zachodu. Stanął dumnie przed nauczycielem, pytając:
– Podoba ci się to, co widzisz?
Qin Jing nie odpowiedział, ale nie mógł powstrzymać się od gapienia. Po mężczyźnie nie było widać kaukaskich korzeni, ale odzwierciedlały się w rozmiarze jego członka. Białe majtki ciasno otulały jego niewyraźny kształt, to ogromne, pełne wybrzuszenie. Cienki materiał nie wystarczał, by ukryć gęste włosy pod spodem. Słabe cienie w jakiś sposób przypominały Qin Jingowi wiersz.
Cienkie jak skrzydła cykady kotary górowały nad łóżkiem, na którym rozkwitały złote kwiaty i niepozorne wzory1.
Twarz mu poczerwieniała, a usta miał lekko wysuszone. Winę za to ponosił kominek, który palił się zbyt mocno i podnosił temperaturę w pokoju.
– Qin Jing, zamierzasz się rozebrać, czy chcesz, żebym to ja zrobił? – zapytał cicho Shen Liangsheng.
Qin Jing był wciąż nieco rozkojarzony, więc wyrzucił z siebie: „Ja to zrobię”. Szybko zdał sobie sprawę, co właśnie powiedział i odchrząknął, próbując to ukryć. Zaczął jednak rozpinać kołnierzyk koszuli.
Pogoda była chłodniejsza, a Qin Jing miał na sobie wełniany sweter na koszuli. Rozpiął dwa górne guziki, po czym ściągnął grubsze ubranie przez głowę. Jego włosy sterczały od elektryczności, dodając mu nieco absurdalnego wyglądu.
Qin Jing nie dbał o swoje włosy, ale nie był tak otwarty jak Shen Liangsheng. Nie zdjął od razu koszuli, lecz zajął się skarpetkami i butami, a następnie paskiem. Jego ręka zatrzymała się na sprzączce, a potem na guzikach koszuli, zastanawiając się, co zdjąć najpierw.
Shen Liangsheng cierpliwie przygładził niesforne, rozwiane włosy i zrobił kolejny krok bliżej, przyciskając głowę mężczyzny do swojego krocza i pocierając je o jego twarz.
Dłonie Qin Jinga zamarły w trackie odpinania guzika, nie mogąc dokończyć czynności. Poczuł, jak krew napływa mu do twarzy. Nie potrafił stwierdzić, co jest bardziej gorące – jego własna twarz czy członek, który o nią ociera. Zamknął oczy i usłyszał stłumiony jęk Shen Liangshenga. Wkrótce ukrywający się pod cienką tkaniną narząd stwardniał, ocierając się o jego rzęsy, nos i usta.
Zanim się zorientował, przechylił głowę i pocałował go przez bieliznę. Składał delikatne jak piórko pocałunki, zaczynając od podstawy i przesuwając się w górę.
Nie przyniosło to zbyt wielu bodźców, ale widząc niemalże pijaną minę mężczyzny i czerwony pieprzyk za okularami w srebrnych oprawkach, które wybrał dla niego, Shen Liangsheng poczuł, że coś w nim pęka. Złapał mężczyznę za ramiona i powalił na podłogę. Szybko do niego dołączył, szarpnął za koszulę mężczyzny i rozłożył dłoń na brzuchu, a potem na klatce piersiowej. Zaczął szorstko bawić się prawym sutkiem, myśląc, że ta maleńka rzecz bardziej pobudza jego pragnienie, by zbadać ją ustami, językiem i zębami niż para zmysłowych piersi.
Qin Jing nie mógł być mniej przejęty tym, że jego koszula nagle się rozerwała, a guziki porozrzucane były wszędzie. Shen Liangsheng ssał sutek, aż zrobił się wilgotny, a następnie ugryzł otoczkę.
– Czy to przyjemne? – mruknął, liżąc ślady, które zostawił.
Qin Jing poczuł ból, ale tylko zmarszczył brwi.
Nie otrzymując żadnej odpowiedzi, Shen Liangsheng podniósł wzrok i przyjrzał się jego twarzy, jednocześnie eksperymentując z obydwoma sutkami.
Węgiel w kominku płonął jasno, a fale gorąca uderzały go w twarz. Z zamkniętymi oczami Qin Jing przypomniał sobie pijacką noc przy stole do bilarda, kiedy to pochwalił mężczyznę za ładne palce, na co on odpowiedział, że są bardzo utalentowane.
Teraz mógł tego doświadczyć na własnej skórze.
W końcu położył się tu dość chętnie, gdy para utalentowanych rąk robiła z nim, co im się podobało, rozbudzając pożądanie, którego nie powinien odczuwać. Traktowały go jak kobietę, pocierając lub ściskając sutki, czasem drapiąc i muskając, innym razem naciskając i ugniatając. Wywołały u niego nienormalne poczucie przyjemności.
– Podoba ci się?
Qin Jing milczał.
Rzeczywiście Shen Liangsheng nie miał wcześniej doświadczenia z mężczyznami, ale jego działania nie wynikały z jego braku. Raczej celowo, ze złymi intencjami, traktował Qin Jinga jak kobietę. Widok, jak mężczyzna ściąga brwi, jego kark wygina się do tyłu, a jabłko Adama unosi się i opada, dawał mu dziwną satysfakcję.
Pochylił się, uszczypnął go w sutki i rozkazał:
– Powiedz, Qin Jing, że chcesz, żebym cię przeleciał.
Kiedy Qin Jing to usłyszał, ogarnęło go dziwne uczucie – jakby Shen Liangsheng nie żywił do niego sympatii, lecz raczej odrazę. Otworzył oczy, lekko dysząc, jakby obudził się z koszmaru, i poszukał wzrokiem oczu drugiego mężczyzny.
– Shen Liangsheng… – zawołał cicho. Nie wiedział, jak kontynuować.
Shen Liangsheng zawahał się, widząc w jego oczach zmieszanie i coś, co mogło być wyrazem żalu. Poluzował uścisk i poklepał go po policzku.
– Nie patrz tak na mnie. Będę dla ciebie łagodny, dobrze?
Qin Jing nie wiedział, jak na niego patrzy, ale kiedy Shen Liangsheng zwrócił na niego uwagę, poczuł się niezręcznie i próbował załagodzić sytuację żartem.
– Ty zarozumiały, mały… – powiedział, również klepiąc partnera po twarzy. – Myślisz, że wszystko ci ujdzie na sucho…? – Przesunął palcami po krzywiźnie twarzy i uniósł brodę. – To tylko dlatego, że masz taką ładną buzię.
– Na pewno tylko przez moją twarz? – Shen Liangsheng chwycił psotną dłoń nauczyciela i przycisnął go do ziemi, szturchając go niezbyt subtelnie erekcją. Ich usta otarły się o siebie, gdy rzucił: – Pozwolę ci samemu odkryć, co jeszcze jest we mnie dobrego.
Qin Jing postanowił odpowiedzieć nie słowami, lecz ustami, pozwalając drugiemu mężczyźnie wejść do środka. Dwa giętkie mięśnie splotły się w zmysłowym tańcu – był to ich pierwszy głęboki pocałunek.
Pocałunek, który zaczął się jako słodka złośliwość, po kilku minutach przerodził się w pożądanie. Qin Jing rozchylił nogi, pozwalając im zbliżyć się do siebie i zaczął ocierać się o krocze mężczyzny. Ich języki również ostro się zderzyły, walcząc o przewagę.
– Rozsuń nogi – rozkazał ochryple Shen Liangsheng, kończąc pocałunek. Zsunął dolną część garderoby Qin Jinga za kolana, po czym przewrócił go twarzą do dywanu i ponownie przycisnął do podłoża.
Dopiero gdy ich ciała się zetknęły, Qin Jing odkrył, że mężczyzna pozbył się ostatniego kawałka ubrania. Rozżarzony pręt wbijał mu się teraz w pośladek. Myślał, że wtargnie ot tak do środka, i zaprotestował zaniepokojony:
– Nie…
– Nie ruszaj się – przerwał Shen Liangsheng. Jego słowa były bliskie temu, co Qin Jing zamierzał powiedzieć. Dodał ciszej: – Jestem tak twardy, że aż boli. Pozwól mi najpierw dojść jeden raz na tobie.
Shen Liangsheng był tak bezpośredni, że Qin Jing się zawstydził i przestał stawiać opór. Pozwolił mężczyźnie rozchylić swoje pośladki, zanurzyć między nimi nabrzmiałe prącie i pchać w przód i w tył.
Po prawie pięciu minutach Shen Liangsheng wciąż był twardy i nie wykazywał oznak rozluźnienia. Tymczasem po stronie Qin Jinga sytuacja nie wyglądała już tak dobrze.
Leżał na skórze martwego zwierzęcia… Shen Liangsheng poruszał się nad nim mocno, przez co Qin Jing ocierał się o dywan swoim ciałem, a pożądanie w nim było żywsze i silniejsze niż kiedykolwiek. Jego pierś mrowiła od stymulacji miękkim futrem, a sutki, które już nauczyły się rozkoszy i zapomniały o wstydzie, swędziały i błagały o brutalne traktowanie ze strony właściciela lub drugiego mężczyzny.
Jego kumpel na dole był w jeszcze gorszym stanie. W pełni wyprostowany członek ocierał się o futro tygrysa. Odczuwał drętwienie i swędzenie, które spłynęło wzdłuż całej jego długości aż do moszny. Nie było to zwykłe swędzenie, ale takie charakterystyczne dla seksu, które budzi pożądanie, takie pod skórą, przed którym nie było ucieczki. Płyn sączył się z niego, a futro od czasu do czasu ocierało się o otwór, wywołując dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
– Shen…przestań… – Nie mógł już tego znieść.
– Jesteś pewien? – Shen Liangsheng doskonale wiedział, co dzieje się z mężczyzną na dole, ale nadal go dręczył. – Nie czujesz się dobrze?
– …mmm.
– Potwierdzasz czy zaprzeczasz?
– Naprawdę… przestań. Nie mogę tego znieść.
– Chcesz dojść?
– …Tak.
Qin Jing jeszcze nie zdjął koszuli. Chciał własnoręcznie złagodzić irytujące pieczenie między nogami, ale nagle został szarpnięty za ubranie. W następnej chwili koszula opadła mu do nadgarstków i została zawiązana w supeł. Jego dłonie były skrzyżowane i nie mógł się ruszyć.
– Zobaczmy.
Qin Jing coś usłyszał, ale zanim zdążył cokolwiek zrozumieć, został przewrócony na plecy, ujawniając swój obecny stan. Był w rozsypce. Spodnie miał zsunięte do kolan, a ręce związane z tyłu koszulą. Jego penis sterczał wyprostowany i czujny, nabrzmiały i cieknący.
Shen Liangsheng był całkowicie nagi, ale wydawał się w o wiele lepszym stanie niż Qin Jing. Przesunął palcem po erekcji, która wyginała się w kierunku brzucha i zapytał celowo:
– Chcesz, żebym ci z tym pomógł? – Nie otrzymał odpowiedzi, więc zapytał ponownie: – To jak?
Odmówił kontynuacji bez zgody Qin Jinga. Po prostu patrzył bezczynnie, jak samotny penis żałośnie kiwa się pod jego spojrzeniem, pomimo braku fizycznej stymulacji. Z czubka sączyła się lepka ciecz, która kapała mu na brzuch, łącząc je wilgotną nicią.
– A może sam to zrobisz? – zasugerował spokojnie Shen Liangsheng. Ponownie obrócił Qin Jinga jedną ręką i klepnął go w pośladek. Opuszki palców zsunęły się w dół szpary i nacisnęły na otwór, tylko na chwilę, nie wsuwając się, po czym dotarły do moszny. Zaczął masować worek okrężnymi ruchami.
Qin Jing próbował się powstrzymać, ale nie dał rady. Pchnął krocze w dywan i, zgodnie z sugestią, zaczął się o niego ocierać. Ukrył w nim również twarz, żeby nie widzieć reakcji partnera.
Shen Liangsheng obserwował, jak Qin Jing, z przymkniętymi powiekami, wykręcał się i wił, by zaspokoić swoją potrzebę, a jego nagie pośladki napinały się i rozluźniały. Delikatnie objął ją jedną ręką, a drugą sięgnął do wejścia. Bez żadnego lubrykantu wsunął tam środkowy palec.
Podniecony rozkoszą Qin Jing nie poczuł bólu. Było tylko suche tarcie, które nie mogło być uznane za satysfakcję, a raczej za dodatkowy bodziec. Nie mógł stłumić jęku, gdy gęsta sperma wytrysnęła na dywan.
Shen Liangsheng wiedział, że Qin Jing zaraz dojdzie – było to oczywiste po spazmach, które przebiegły przez jego mosznę. Poczekał, aż mężczyzna otrząśnie się z orgazmu, zanim zadrwił z niego ciepłym tonem:
– Lubisz w dupę, prawda?
Qin Jing nie mógł zaprotestować, nawet gdyby próbował. Z twarzą wciąż wtuloną w dywan, poczuł, jak palec się wysuwa. Kilka sekund później, w ciszy, został szarpnięty za włosy i zmuszony do spojrzenia w górę. Na ustach poczuł rozżarzony pręt. Usłyszał, jak mężczyzna mówi:
– Liż go.
Zamknął oczy. Poczuł specyficzny zapach męskiego podniecenia. Po chwili wahania otworzył szeroko oczy i objął wargami główkę. Była już mokra i śliska, a zarazem nie tak odpychająca, jak mu się wydawało. Jego język mimowolnie musnął wrażliwy otwór i zaczął go lizać, wywołując ciche westchnienie mężczyzny.
– Wsuń więcej i użyj trochę języka.
Shen Liangsheng uczył partnera, jak go zadowolić. Qin Jing uważnie słuchał, wciągając go głębiej i oplatając językiem jego penisa. Poczuł satysfakcję, że w końcu dostał to, czego chciał.
W poprzednich związkach miał wiele partnerek, które były bardziej doświadczone od tego człowieka. Nie potrafił dokładnie powiedzieć dlaczego i doszedł do wniosku, że to jego płeć wyzwalała w nim takie emocje. Być może satysfakcja wynikała po prostu z faktu, że poddał mu się mężczyzna.
– Świetnie.
Po prawie dziesięciu minutach Shen Liangsheng odsunął go, czując, jak ogarnia go orgazm. Wspiął się na niego, by ponownie wsunąć penisa między pośladki, pocierając aż do orgazmu i tryskając spermą na odbyt.
Qin Jing poczuł wilgotne ciepło i pomyślał, że to już koniec, ale Shen Liangsheng wdarł się do środka, zanim jego członek oklapł, a jedyną substancją nawilżającą była sperma. Qin Jing krzyknął z bólu i przygryzł wargę.
Nie tylko on cierpiał. Shen Liangsheng również nie czerpał przyjemności z faktu, że miał w środku tylko jedną trzecią członka. Był on niewygodnie ściśnięty przez wąski otwór.
Jednak nie potrzebował żadnego nawilżenia. To ból sprawiał, że to było realne, to on naprawdę czynił tego mężczyznę jego. Sam ból był satysfakcjonujący.
Obiecał, że będzie dla niego łagodny, ale teraz był głuchy na własne słowa. Wysunął biodra do przodu i wbił się w niższego mężczyznę. Potem wycofał się, niemal całkowicie, po czym wbił się z powrotem. Brutalnie i bezlitośnie, kontynuował znęcanie się nad ciasnym otworem.
Jego penis był teraz niczym śmiercionośna broń. Shen Liangsheng miał dziwne pragnienie krwi tego mężczyzny, by uczynić jego karmazyn swoją własnością i połączyć go ze swoją własną – by mogli być jednością nawet po śmierci.
Ta myśl przeraziła Shen Liangshenga, przywracając mu nieco rozsądku. Wyglądało na to, że opętało go coś, co sprawiało, że podczas seksu myślał o śmierci.
Było popołudnie, kiedy Qin Jing przyszedł do jego domu. Po całej grze wstępnej niebo było prawie ciemne. Jedynym światłem w pomieszczeniu były rozżarzone węgle w kominku, oświetlające niewielki fragment, w którym dwa ciała uprawiały gwałtowny seks.
Cierpiał zbyt mocno, by myśleć. Wpatrywał się tępo w ciemność, która uciekała przed żarem. Wkrótce pojawił się miraż. Pnącza zdawały się wyrywać z cieni, z pędami i liśćmi, rosnąc z zastraszającą prędkością i pędząc ku niemu, jakby chciały go pożreć. Kiedy jednak się zbliżyły, rozpostarły się w ogromną sieć – sieć utkaną, nić po nici, z dwóch słów.
Nie słów „chcę tego”.
Ale „Shen Liangsheng”.
1. Wiersz Li He, 石城曉, czyli Świt w kamiennym mieście. Kamienne Miasto odnosi się do ówczesnej stolicy. Wiersz ten został napisany z perspektywy kurtyzany, dla której świt oznaczał samotność. Ten konkretny wers opisuje widzenie jaśniejszych i słabszych wzorów na łóżku, prześwitujących przez cienkie zasłony, i pojawia się w umyśle Qin Jinga, gdy po raz pierwszy dostrzega penisa i włosy łonowe Shen Liangshenga przez cienką tkaninę jego bielizny.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27