Till Death do Us Part

Rozdział 2216 min. lektury

W tym roku Shen Liangsheng spędził dobrą połowę wiosny i lata na południu. Skoro zdecydował się opuścić kraj, musiał zrobić to, co trzeba, i to szybko. Chciał sprzedać fabrykę, a poza Japończykami nie było innego nabywcy. Nie mógł sprzeciwić się niskiej cenie, ponieważ sektor przemysłowy na północy został zmonopolizowany przez Japończyków, nie pozostawiając miejsca dla angielskich ani amerykańskich inwestorów. Nie było jednak powodu, aby likwidować pozostałe papiery wartościowe i nieruchomości po obniżonych cenach, więc Shen Liangsheng odwiedził Peiping w kwietniu, a Szanghaj w maju. Po załatwieniu spraw biznesowych nie spieszył się z powrotem do Tiencinu i zamiast tego został w Szanghaju na około miesiąc. Myślał o tym jako o długiej przerwie dla siebie i wydawało mu się, że im dalej będzie od domu, tym szybciej zapomni o tym człowieku.

W lipcu północ nawiedziło kilka burz, które w alarmującym tempie podniosły poziom wody we wszystkich rzekach i strumieniach w regionie. Pod koniec miesiąca doszło do powodzi, a najbardziej ucierpiały gospodarstwa rolne na północ i południe od Tiencinu. Fabryka Shen leżała na obrzeżach miasta, ale nie była zagrożona, ponieważ znajdowała się po zachodniej stronie. Zachowując ostrożność, Chou zadzwonił do hotelu, w którym zatrzymał się Shen Liangsheng. Opowiedział mu o zalanych gospodarstwach i poprosił szefa o powrót i osobiste zajęcie się sprawą.

Słysząc to, Shen Liangsheng bez wahania zamówił bilet powrotny, ale nie potraktował tej wiadomości zbyt poważnie. W istocie Tiencin był jednym z najważniejszych punktów strategicznych dla Japończyków w północnych Chinach, dlatego też rząd-matka nie pozwoliłby powodzi dotrzeć do miasta, niezależnie od tego, jak bardzo byłby bezużyteczny. W najgorszym razie zniszczyliby tamy i zmieniliby kierunek biegu wody, zabezpieczając miasto, nawet jeśli oznaczałoby to zalanie całego terenu wokół niego.

Nie tylko Shen Liangsheng, który przebywał poza miastem, nie martwił się, ale sami mieszkańcy nie byli szczególnie zaniepokojeni zbliżającą się katastrofą. Tiencin początkowo leżał nisko nad poziomem morza i od czasu do czasu borykał się z problemami powodziowymi. Gdy jednak powódź stała się częstym zjawiskiem, mieszkańcy stracili czujność. W najgorszym przypadku przez kilka dni występowały utrudnienia spowodowane korkami na ulicach.

Podobnie jak cywile nie odczuwali presji, tak i rząd nie podjął żadnych działań poza wydaniem nakazu, aby gospodarstwa domowe budowały małe tamy przed swoimi drzwiami lub przy wejściach do hutongów, tak aby ich domy nie zostały zalane.

Był początek sierpnia, kiedy Shen Liangsheng wyruszył w podróż powrotną. W połowie drogi nadeszła wiadomość o poważnych powodziach. Nieco dalej nadeszła wiadomość, że tory wjazdowe do Tiencinu zostały zalane, uniemożliwiając wjazd do miasta, więc pociąg musiał ominąć Peiping.

System transportowy pogrążył się w chaosie, a pociąg co chwila się zatrzymywał. Pasażerom nie pozostało nic innego, jak modlić się, żeby rząd w Tiencinie wysadził tamy, żeby woda nie przedostała się do miasta.

Tym razem Japończycy nie siedzieli bezczynnie i ostatecznie wysłali armię, aby wysadzić tamę na rzece Yungting. Jednak nie tylko lokalizacja była błędna, ale również moment wybuchu – wybrali dzień największego przypływu według kalendarza księżycowego. Hai Ho nie mógł skierować wody do morza, więc gdy fale nadciągnęły z góry rzeki, uderzyły w miasto, zalewając je w mgnieniu oka.

To była katastrofa, jakiej nikt nigdy nie widział. Scena, gdy uderzyły monstrualne fale, była surrealistyczna – piesi wciąż spacerowali po ulicach, gdy z oddali dobiegł ogłuszający ryk, przeplatający się z krzykami:

– Woda! Uciekajcie, ratujcie życie!

Jednak nogi nie były w stanie uciec przed wodą. Ludzie mogli tylko patrzeć, jak powódź wzburzyła fale wyższe niż dorosły mężczyzna, skręcając w pogoń za rogami ulic. Nie mając dokąd uciec, gdy woda deptała im po piętach, niektórzy wdrapywali się na dachy pobliskich samochodów, a inni na drzewa. W końcu nawet słupy elektryczne były pełne ludzi, którzy się do nich przylepili.

Qin Jing spędzał wakacje w domu, czytając książkę na łóżku, gdy usłyszał hałas, jakiego nigdy w życiu nie słyszał. Zanim zdążył zareagować, woda wdarła się do budynku i natychmiast sięgnęła szczytu łóżka. Wynajmowany przez niego dom znajdował się w zagłębieniu terenu nad rzeką Hai Ho, jednym z obszarów najbardziej dotkniętych powodzią. Na szczęście był dzień i mężczyzna nie spał. Gdyby to było w nocy, prawdopodobnie zostałby porwany przez wodę we śnie.

Na szczęście dom był murowany, w przeciwieństwie do glinianych domów w wioskach rolniczych, więc nie zawalił się nawet po uderzeniu tak silnej fali. Qin Jing nie umiał pływać i zdołał się utrzymać jedynie trzymając się stołu. W trakcie walki, z wodą w nosie i uszach, jakimś cudem złapał się framugi drzwi i wciągnął na dach. Nie był pewien, jak w ogóle tam dotarł. Chociaż nic nie miał przy sobie, cieszył się, że nie porwała go woda.

Shen Liangsheng przybył do Peiping wieczorem, gdzie dowiedział się, że cały Tiencin został zalany wcześniej po południu. Telefony do biura nie docierały, więc nie miał pojęcia, co się tam dzieje. Wiedział jedynie, że transport lądowy został całkowicie odcięty, a jedynym sposobem, aby dostać się do Tiencinu, była teraz łódź lub przeprawa wpław.

Shen Liangsheng skontaktował się ze swoim przyjacielem w nocy w sprawie łodzi. Przyjaciel myślał, że martwi się o nieruchomości i fabrykę, więc szukając dostępnych środków transportu, upomniał go:

– Po co teraz wracać? Wszystko leży pod wodą i nic nie da się z tym zrobić. Wiesz, słyszałem, że w Tiencinie panuje teraz straszny bałagan, mnóstwo ludzi utonęło lub zostało przygniecionych. Życie jest warte więcej niż pieniądze. Czemu nie zaczekasz tutaj, bezpieczny i suchy?

Shen Liangsheng pokręcił głową, nie odpowiadając. Palił jednego papierosa za drugim, z bladą twarzą i lodowatymi palcami, pomimo letniej temperatury.

Tiencin nie był prawdziwym miastem portowym, więc liczba łodzi była bardziej ograniczona, niż można by się spodziewać. Peiping nie chciał i nie mógł biernie przyglądać się cierpieniom mieszkańców i wysyłał do służby wszystkie jednostki pływające, jakie udało mu się zdobyć, nawet statki wycieczkowe.

Następnego dnia Shen Liangsheng wpłynął do Tiencinu około południa z pierwszą ekipą ratunkową i zastał sytuację gorszą, niż się spodziewał. Woda w najniższym punkcie sięgała ponad pas, a w najwyższym zakrywała mu głowę.

Ze względu na swoje koneksje, Shen Liangsheng został eskortowany aż do Cambridge Road. Prawdopodobnie z obawy przed grabieżą zadanie to powierzono dwóm mężczyznom, którzy nawet zostawili Shen Liangshengowi łódź i serdeczne przypomnienie.

– Proszę na siebie uważać, panie Shen.

Cambridge Road zmieniła się już w Cambridge River, ale ponieważ dom stał daleko od źródła wody, a jego fundamenty były dość wysokie, ucierpiała tylko piwnic. Parter został zalany wodą, ale służba zablokowała drzwi i wytarła wodę, pozostawiając go w dobrym stanie. Shen Liangsheng nie powiedział ani słowa po powrocie. Poszedł prosto na piętro i wyjął z szuflady w sypialni pistolet, który trzymał tam dla bezpieczeństwa. Schował go za pas i pospiesznie zszedł po schodach, wychodząc równie szybko, jak przyszedł, nie zdradzając służbie celu.

Rzeczywiście, chciał szukać Qin Jinga, ale nie wiedząc, od czego zacząć, nie mógł poprosić ekipy ratunkowej, aby poszli z nim. Teraz jednak miał jasny plan – najpierw dom mężczyzny, potem szkoła, potem wzniesienia i miejsca, gdzie gromadzili się ludzie. Zamierzał przeszukać każde z nich, aż go znajdzie.

Łódź, w której teraz wiosłował, była łodzią rekreacyjną z parku. Na dziobie widniał numer pomalowany czerwoną farbą. Prawdopodobnie niedawno ją odnowiono, bo kolor był czysty jak krew.

Czuł, że jest spokojny i że jego ramiona w ogóle nie drżą. Przypomniał sobie nawet, że dawno temu, kiedy pływał łódką z Qin Jingiem – mężczyzna skłamał, że w wodzie są ryby, ale przestał, gdy Shen Liangsheng chwycił go za rękę.

Było południe. Padało nieprzerwanie przez ostatnie tygodnie, ale teraz wyszło słońce. Ostre promienie oświetlały wszystko wokół. Spokojną wodę zaśmiecały wszelkiego rodzaju pływające śmieci, w tym ciała kurczaków i kotów.

I jedno ludzkie, ale Shen Liangsheng spokojnie doszedł do wniosku, że nie było świeże. Najprawdopodobniej to ktoś, kto utonął w górze rzeki i został zniesiony przez powódź, wypłynął na powierzchnię dopiero po kilku dniach moczenia. Był spuchnięty i nie dało się określić jego płci. Dryfował, aż natknął się na wypiętrzone drzewo przewrócone na bok. Woda próbowała go porwać dalej, lecz bezskutecznie, rzucając nim rozpaczliwie, jakby duch wciąż opętany przez ciało próbował znaleźć zastępstwo dla swojej przeklętej egzystencji, aby móc kontynuować cykl reinkarnacji1.

Naturalnie Shen Liangsheng nie chciał się zastanawiać, czy Qin Jing również został porwany przez powódź.

Ktoś, kto nie umiał pływać, z pewnością straciłby równowagę po uderzeniu fali. Gdyby woda dostała mu się do nosa lub doznał urazu głowy, najprawdopodobniej nigdy nie odzyskałby równowagi. Potem stałby się trupem i spokojnie dryfowałby nie wiadomo dokąd, by zgnić w słońcu…

Shen Liangsheng nie śmiał nawet tak pomyśleć.

Mimo to jego umysł zdawał się rozdzielać na dwie części. Jedna strona mówiła mu: „Nie myśl o tym. Nie myśl o tym”.

Podczas gdy druga wciąż mu przypominała: „Ale musisz pomyśleć. Co jeśli on nie żyje? Co jeśli on… A co jeśli on nie żyje?”.

Shen Liangsheng czuł się, jakby jego mózg był pieczony przez słońce. Jego świadomość stopniowo zanikała. Za nic w świecie nie mógł wykrztusić odpowiedzi.

Jego plecy były mokre od potu z gorąca, a może to był zimny pot. Dłonie na wiosłach były wciąż lodowate, gdy wykonywał mechaniczne czynności.

Woda zalała miasto poprzedniego popołudnia, ale fałszywy rząd nie był w stanie zorganizować odpowiednich akcji ratunkowych. Nie mając innego wyjścia, niektórzy odważniejsi cywile wskoczyli do wody i popłynęli. Bardziej tchórzliwi pozostali na miejscu, nawet jeśli potrafili pływać, z obawy przed wciągnięciem do jakiegoś kanału ściekowego bez pokrywy.

Ktoś taki jak Qin Jing, który nie umiał pływać, mógł jedynie przebywać na dachu. Siedział tam w kucki od nocy do dnia i leżał na słońcu bez jedzenia i wody przez cały ranek. Jego wargi łuszczyły się, a w głowie mu się kręciło.

Jego otoczenie stało się morzem. Na dachach byli prawie wszyscy mieszkańcy. Dziecko z pobliskiej rodziny najprawdopodobniej bawiło się na dworze, gdy woda uderzyła i zniknęło w mgnieniu oka. Ojciec wypłynął na poszukiwania, podczas gdy matka została na dachu i płakała. Qin Jing spędził poprzednią noc, słuchając jej szlochów, aż w końcu zabrakło jej sił do płaczu.

Spojrzał na mętną wodę wokół siebie, nie wiedząc, co zrobić. Następną rzeczą, jaką poczuł, był rytmiczny, dudniący dźwięk, taki jak wtedy, gdy ktoś uderza głową w ścianę.

Po nocy pełnej niepokoju i strachu nie mógł już spać. Myślał, że ktoś próbuje odebrać sobie życie, więc uklęknął i spojrzał w dół. Zobaczył nie człowieka, ale trumnę, która przypłynęła skądś – może z cmentarza gdzieś w górze rzeki. Niczym łódź niosąca śmierć, dryfowała, aż zatrzymała się przy murze, a potem zaczęła o niego stukać. Bęc, bęc, bęc – zabrzmiało to jak dzwon pogrzebowy.

Kiedy Qin Jing ponownie spojrzał w górę, zobaczył Shen Liangshenga. Cóż, okulary dawno temu wpadły mu do wody i jego wzrok był rozmazany. Jednak kiedy zobaczył małą łódkę zbliżającą się do niego, jakimś sposobem wiedział, że to Shen Liangsheng.

Zerwał się na równe nogi, ale upadł, zanim stanął pewnie, bo cały był odrętwiały. Instynktownie chwycił się pobliskich płytek, ale zrobił to zbyt mocno. Płytka rozcięła mu dłoń. Trysnęła krew, ale nie poczuł bólu.

Shen Liangsheng miał dobry wzrok i dostrzegł Qin Jinga z daleka. Ledwo odetchnął z ulgą, gdy zdał sobie sprawę, że mężczyzna chwieje się na dachu. Ponownie zaniepokojony, mimo że go znalazł, przyspieszył wiosłowanie. Gdy dotarł do domu, wyciągnął rękę i ochryple zawołał:

– Chodź, złapię cię.

Poziom wody był tu znacznie wyższy niż wzrost dorosłego mężczyzny, a łódź znajdowała się niedaleko dachu. Bez konieczności skakania, Qin Jing niemal został wciągnięty w ramiona Shen Liangshenga. Ledwo złapał równowagę, gdy drugi mężczyzna zatoczył się i obaj upadli na kolana.

– Shen… – Klęcząc twarzą w twarz, Qin Jing znalazł się w ciasnym uścisku Shen Liangshenga. Ledwie wypowiedział imię mężczyzny, poczuł ciepłą wilgoć na karku, która uniemożliwiła mu wypowiedzenie jakichkolwiek słów.

Shen Liangsheng płakał w milczeniu. Mocno trzymał drugiego mężczyznę, być może zbyt mocno, bo ten drżał. Qin Jing odwzajemnił uścisk, patrząc, jak jego własna krew brudzi jego ubranie. Dopiero gdy jego dłoń dotknęła mokrej koszuli na plecach mężczyzny, poczuł ból. Ból ten dotarł do jego serca i sprawił, że również miał ochotę płakać.

Z twarzą schowaną w szyi Qin Jinga, Shen Liangsheng szybko odzyskał panowanie nad sobą, ale przez chwilę trzymał go w objęciach, zanim go puścił. Złapał mężczyznę za nadgarstek i zauważył ranę na dłoni. Chciał jej dotknąć, ale nie odważył się.

– To tylko małe skaleczenie. Nic mi nie jest – zapewnił go szybko Qin Jing, a jego głos był równie ochrypły.

– Czy jesteś ranny gdzieś indziej?

– Nie. Nic mi nie jest. Ty natomiast…

– Qin Jing… – Na twarzy Shen Liangshenga nie było śladu łez, ale jego oczy wciąż były lekko zaczerwienione. Był to wyraz wrażliwości graniczącej z bezradnością, jakiego Qin Jing nigdy wcześniej u niego nie widział. Usłyszał, jak mężczyzna kontynuował: – Chodź ze mną, błagam cię, do Anglii, do Ameryki. Pojedziemy, dokądkolwiek zechcesz. Proszę?

Ta wypowiedź całkowicie zdumiała Qin Jinga. Shen Liangsheng nigdy nie wspominał mu o swoich planach opuszczenia kraju, ale nie to go zaskoczyło, a słowo „błagam”.

Nawet po tylu latach spędzonych z tym mężczyzną, nigdy nie widział, żeby o cokolwiek błagał. Usłyszenie słowa „błagam” było niczym nóż wbijający się w jego serce. Rękojeść wystawała, zatrzymując krew, ból, a także odpowiedź „tak”, która niemal wymknęła mu się z ust.

– Shen Liangsheng…

Qin Jing bezradnie wpatrywał się w klęczącego przed nim mężczyznę, a potem w wodę wokół nich, która zdawała się nie mieć końca.

Wojna, katastrofy, jedna tragedia za drugą – wyglądało to tak, jakby świat rzeczywiście zapadał się pod ziemię, a ląd tonął w morzu.

Mówili, że myśliciele są najbardziej bezużyteczni, i rzeczywiście, jako nauczyciel, miał ograniczone możliwości. Jednak kiedy stanął przed taką prośbą, wiedział, że nie może znieść myśli o opuszczeniu tego miejsca.

– Shen Liangsheng… nie mogę tego zrobić.

Może mógłby, gdyby panował pokój, ale niestety go nie było. Nie mógł odejść właśnie dlatego, że go nie było. Nawet jeśli był bezużyteczny i nic nie mógł zrobić, była jeszcze jedna rzecz, którą chciał uczynić.

Wszystko sprowadzało się do powiedzenia: „Moja ojczyzna dała mi życie i utrzymanie, a ja z kolei będę żył i umierał razem z nią”.

– Ale powinieneś… po prostu wyjechać… Ja…

Przez chwilę Qin Jing chciał powiedzieć temu mężczyźnie: „Kocham cię. Nie mogę odejść, ale będę kochać ciebie i tylko ciebie do końca życia. Nieważne, gdzie jesteś, nieważne, gdzie ja jestem, będę o tobie pamiętać każdego dnia, kiedy żyję, i będę za tobą tęsknić na zawsze”.

Jednak nie mógł tego powiedzieć. Nie mógł odejść z tym mężczyzną, więc wypowiedzenie tych słów byłoby tylko posypaniem solą jego ran.

Nie odezwał się, ale nóż zaczął się poruszać. Od stóp do głów, rozcinał go centymetr po centymetrze, aż stał się dwiema krwawymi połówkami. Nigdy wcześniej tak naprawdę nie pragnął zostać przecięty na pół, tak by jedna połówka mogła zostać, a druga odejść z mężczyzną.

– Mówisz, że powinienem wyjechać…

Shen Liangsheng klęczał jak Qin Jing i był zdezorientowany. Po chwili, która wydawała się minutami, zapytał zmieszanym tonem, jakby naprawdę nie znał odpowiedzi:

– Ale skoro ty jesteś tutaj… gdzie indziej miałbym być?


 

1. Uważa się, że duch topielca, zamienia się w demona wodnego i nie może uczestniczyć w cyklu reinkarnacji, jeśli nie utopi innej osoby i nie znajdzie swojego zastępstwa.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: