Gdyby poproszono zmarłą panią Qin o wypowiedzenie opinii na temat syna, powiedziałaby, że jest prostoduszny i uparty jak osioł.
Po tym, jak ich kotka uciekła za jakimś bezdomnym kocurem w okresie godowym, pierwszą rzeczą, jaką Qin Jing robił po powrocie ze szkoły, było pytanie mamy: „Czy A-Mao już wróciła?”. Po usłyszeniu rozczarowujących wieści, rzucał plecak i szedł szukać zwierzaka, aż robiło się zbyt ciemno, by cokolwiek dostrzec. Dopiero wtedy wracał do domu na kolację. Trwało to dwa tygodnie. Qin Jing przeszukiwał ulice i zaułki Nanshih, ale nie znalazł kota. W końcu usłyszał jedynie reprymendę od matki.
– Masz już piętnaście lat, więc powinieneś wiedzieć lepiej i nie być naiwnym frajerem – powiedziała, pukając go w czoło.
Papa Qin był ciekawą postacią. Stanął w obronie syna, gdy zobaczył, że jego czoło robi się czerwone.
– Świetnie radzi sobie w szkole, więc jakiś tam rozum ma, ale tym stukaniem wybijesz mu resztkę inteligencji z głowy!
Potem odwrócił się i napisał historię o wyprawie syna w poszukiwaniu kota, którą planował opowiedzieć w herbaciarni. Ponieważ kot miał na imię A-Mao, tekst zaczynał się tak:
– Kiedy mówię „Chiny”, myślisz o miejscu pełnym talentów. Nie wybiegajmy w przyszłość i nie zaczynajmy od czegoś bliższego. Mamy tu znanego autora1…
Qin Jing siedział na składanym stołku, który przyniósł z domu, i słuchał. Słysząc to wprowadzenie, przewrócił oczami. Jak się spodziewał, ojciec przytoczył historię z opowiadania „Ofiara noworoczona” – była to historia wdowy, która szukała A-Mao. Wkrótce cała uwaga skupiła się na nim.
– Tego A-Mao przynajmniej porwały wilki. Mój synek może i urósł i stał się silny, ale śmiało można powiedzieć, że więcej poszło w odwagę niż w rozum…
Choć zawstydził go na scenie, to jednak był to jego ojciec i niewiele mógł na to poradzić. Nawet on nie mógł powstrzymać się od śmiechu razem z tłumem, gdy jego tata naśladował głos młodego chłopca.
– Gdzie jesteś? Gdzie jesteś, A-Mao?
– Bzdura, nigdy tego nie powiedziałem – mruknął pod nosem.
Dlatego przez pewien czas, gdy Qin Jing był nastolatkiem, sąsiedzi naśmiewali się z niego za każdym razem, gdy go widzieli.
– Wciąż szukasz swojego A-Mao, Qin-xiao?
Drugi syn Liu posunął się o krok dalej, chwytając Qin Jinga za rękę, żeby zwrócić na siebie uwagę, i drażniąc go za każdym razem, gdy natykali się na kota na ulicy.
– Patrz! A-Mao byłaby mniej więcej taka duża, gdyby wciąż tu była!
Jego ojciec zmarł kilka lat później na ostrą chorobę. Qin Jing studiował wówczas w Pekinie. Po stypie i pogrzebie postanowił rzucić szkołę i wrócić do Tiencinu z troski o matkę. To spotkało się z kolejną reprymendą.
– Nie jesteśmy spłukani, synu. Myślisz, że nie stać nas na twoją szkołę? A może twoja mama naprawdę jest w twoich oczach taka beznadziejna?
Potem westchnęła i potarła czerwone ślady, które zostawiła na jego czole.
– Twój tata zawsze mówił, że masz rozum. Wróć do szkoły. Twój tata, niech spoczywa w pokoju, byłby szczęśliwy z tego powodu. Posłuchaj mnie, synu. Przestań być taki naiwny. Czy mógłbyś to dla mnie zrobić?
Pani Qin walczyła jeszcze przez dwa lata, zanim poszła w ślady ukochanego. Qin Jing przeczuwał, że tak się stanie. Jego rodzice byli zakochani od początku do końca. Ponieważ była dość wątła, musiała walczyć o możliwość zajścia w ciążę, bo gdyby to zależało od jego ojca, nie pozwoliłby jej cierpieć, nawet gdyby oznaczało to koniec jego własnej linii.
Qin Jing nie wiedział o innych rodzinach, ale jego rodzice nigdy się nie kłócili ani nie sprzeczali. Byli zakochani, szczerze i po prostu, do samego końca.
Wracając do teraźniejszości, nie było już nikogo, kto by go trącił w czoło, mówiąc, że jest prostoduszny i uparty, ale to nie zmieniło jego natury. Po prostu nie widział w Shen Liangshengu żadnej wady, mimo że mężczyzna traktował go tak brutalnie.
Po pierwsze, Qin Jing uważał, że między dwoma mężczyznami ten „na dole” będzie skazany na cierpienie – włożenie czegoś o trzy rozmiary za dużego w maleńki otwór będzie bolało bez względu na wszystko.
Po drugie, wcale nie był prostakiem. Choć nie wiedział, co Shen Liangsheng w nim widział, rozumiał, że mężczyzna tak naprawdę nie lubił go tak bardzo, jak udawał w poprzednich tygodniach. Jednak świadomość tego niewiele pomogła mu w uniknięciu tej sytuacji.
Więc po prostu znieś to cierpienie, powiedział sobie. Przecież sam tego chciałeś – to ty się w nim zakochałeś.
Dostał to, na co zasłużył, ale nadal był zdenerwowany. Nie było w tym nic śmiesznego. To było nudne uczucie, podobne do tego, które towarzyszyło ucieczce kota, którego własnoręcznie wychował. „Qin-xiao” ponuro zastanawiał się, dlaczego kotka uciekła, skoro był dla niej taki dobry.
Było więc oczywiste, że Qin Jing nie zmienił się przez prawie dziesięć lat.
Jak zwykle naiwny, spodziewał się, że jego uczucia zostaną docenione przez drugą osobę.
Qin Jing stracił poczucie czasu, gdy ruch w jego wnętrzu ustał, a intruz odszedł. Poczuł, jak ciężar znika z niego niemal natychmiast.
Gabinet przylegał do głównej sypialni. Shen Liangsheng przeszedł przez drzwi obok i wszedł do łazienki. Zapalił światło i odkręcił ciepłą wodę.
Kiedy woda płynęła, stanął przy zlewie i wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze. Po chwili chwycił ręcznik i wsunął go pod kran. Gęsta woda przesiąkła przez ściereczkę i po jego dłoni spływała do odpływu.
Qin Jing leżał w ciemności, wciąż w tej samej pozycji twarzą w dół. Poruszył dłonią, ale stwierdził, że wciąż jest skrępowany. Szarpnięcie wywołało ostry ból w pośladku, jakby przyłożono mu do niego mały nóż. Każdy ruch sprawiał, że ostrze wbijało się głębiej.
Dlatego się poddał. Leżał tam, bezgłośnie, niczym element wystroju pokoju. Nie oddychał. Nie mówił.
Shen Liangsheng wrócił z ręcznikiem i uklęknął na dywanie. Zaczął wycierać brudne plamy w blasku kominka. Tym razem zrobił to zupełnie inaczej. Ostrożnie i delikatnie, jakby czyścił bezcenny, delikatny antyk, którego dotknięcie byłoby grzechem.
– Shen Liangsheng, czy mógłbyś najpierw rozwiązać koszulę? Bolą mnie ramiona.
Choć w głębi duszy był nieco zdenerwowany, wcale tak nie brzmiał. Słysząc jego dobroduszne negocjacje, Shen Liangsheng zawahał się, zanim odrzucił ręcznik. Bez słowa rozwiązał węzeł, a następnie zdjął mu spodnie, które zagięły się wokół kostek.
– Wytrzymaj chwilę.
Shen Liangsheng opuścił pokój w szlafroku, który wcześniej nałożył, i rozkazał służącej kupić maść w aptece.
Wybrał osobę, która była małomówna. Była Rosjanką, która po rewolucji bolszewickiej podążyła za swoim panem do Chin. Mimo że mieszkała tam ponad dziesięć lat, jej znajomość języka była wciąż dość ograniczona i zazwyczaj rozmawiała z Shen Liangshengiem tylko po angielsku. Usłyszawszy, dlaczego maść jest potrzebna, zdołała jednak zachować powagę i niezręcznie odpowiedzieć:
– Tak, proszę pana.
– Poczekaj – zawołał za nią Shen Liangsheng. – Najpierw przynieś mi kaszmirowy koc.
Qin Jingowi nie było zimno, a koc, którym Shen Liangsheng starannie go owinął, jedynie sprawił, że zrobiło mu się za ciepło. Poruszył się przez chwilę i udało mu się go nieco rozluźnić.
Shen Liangsheng jednak błędnie zinterpretował jego gest jako niezadowolenie z poprzednich działań, zakładając, że po popełnieniu czynu zaczął się źle zachowywać. Zawahał się przez chwilę, po czym wstał i podszedł do stolika kawowego, żeby zapalić papierosa. Kiedy wrócił, usiadł obok Qin Jinga i w milczeniu zaciągnął się dymem. Żar powoli ogarniał koniec papierosa, aż popiół opadł na jego szlafrok.
Qin Jing odwrócił głowę w stronę partnera. Widząc, że jego brwi zmarszczyły się w geście niezadowolenia, zawahał się, ale mimo to zapytał:
– Co się stało?
Shen Liangsheng nie spodziewał się, że Qin Jing odezwie się pierwszy i odwrócił się, by na niego spojrzeć. Zdziwił się, że na twarzy nauczyciela nie było śladu irytacji, choć jego oczy były lekko zaczerwienione. Nie był pewien, czy Qin Jing właśnie płakał, czy też delikatne płomienie z kominka odbijały się w jego oczach.
– Nic. Aż tak bolało?
– Nie. – Qin Jing zamrugał kilka razy z konsternacją, a następną rzeczą, jaką zobaczył, był Shen Liangsheng zbliżający się, by go pocałować.
Jego okulary dawno już zostały zdjęte i zapomniane, gdy baraszkowali, więc mężczyzna bez przeszkód mógł pocałować go delikatnie prosto w powieki.
– Nie płacz. Następnym razem tak nie będzie – obiecał cicho.
– Nie płaczę. – Qin Jing niemal odruchowo zamknął oczy, rozluźnił się i pozwolił Shen Liangshengowi całować się do woli. Melancholia, którą odczuwał, ulotniła się, gdy rozpłynął się w pocałunku, a on nie mógł powstrzymać się od wyszeptania swoich myśli. – Po prostu tęsknię za mamą.
W chwili, gdy te słowa wyszły z jego ust, obaj zamarli. Qin Jing był zbyt zawstydzony tym, jak niestosowne było myślenie o matce w tej sytuacji. Shen Liangsheng natomiast był zbyt świadomy ludzkich mechanizmów i w przeciwieństwie do Qin Jinga, który nie potrafił pojąć logiki własnego umysłu, z łatwością rozumiał tok myślenia nauczyciela. Był jak dziecko, które pomyślało o matce, gdy tylko sytuacja zaczęła się komplikować.
I co z tego, że tak było? Shen Liangsheng przypomniał sobie wtedy, że ten człowiek nie miał rodziców ani rodzeństwa i żył w samotności.
Papieros wypalił się do końca, parząc go w dłoń. Odwrócił się, by wrzucić niedopałek do kominka. Milczał przez kilka sekund, zanim objął mężczyznę ramionami.
– Moja mama też odeszła dawno temu – powiedział cicho.
– Och. – Qin Jing zmusił się, by odwrócić się na bok i wyciągnął rękę, by go do siebie przyciągnąć. Nagle pojawiło się między nimi niejasne poczucie współzależności i ból szybko zniknął.
– Shen Liangsheng. – Po chwili Qin Jing otrząsnął się i dostrzegł drobny problem. Zwrócił się do niego cichym głosem: – Jesteś…
– Jestem…?
– Jesteś tam na dole całkiem żwawy.
Shen Liangsheng potrzebował chwili, by zrozumieć, że Qin Jing miał na myśli to, że wciąż ma erekcję. Przerwał przed osiągnięciem orgazmu i teraz siedział w rozpiętym szlafroku, a jego członek spoczywał na miękkim kaszmirze. Żar z kominka również zapewniał mu przyjemne ciepło. Nic z tego nie pomagało mu powstrzymać podniecenia, ale nie miał zamiaru nic z tym zrobić.
Shen Liangsheng postanowił nie odpowiadać i milczał, ale Qin Jing zrozumiał. Choć jego otwór piekł z bólu, nie czuł w nim żadnej lepkości, co musiało oznaczać, że mężczyzna nie doszedł. Zawahał się przez chwilę, zanim zapytał niepewnie:
– Nie zrobiłeś tego, wiesz, przed chwilą?
– Czego nie zrobiłem? – Widząc jego zawstydzenie, Shen Liangsheng postanowił się z nim podrażnić.
– Nieważne. Zapomnij, że cokolwiek powiedziałem.
– Nie zrobiłem tego, bo bałem się, że twoje ciało tego nie wytrzyma. – Shen Liangsheng podążył za głosem serca i kontynuował: – Nie żebym się o ciebie martwił, czy coś w tym stylu.
– Naprawdę nie zauważyłem.
– Poczekaj tylko do następnego razu. Sprawię, że poczujesz się tak dobrze… – Shen Liangsheng skrócił dystans między nimi i zakrył usta Qin Jinga. Między pocałunkami wyszeptał: – Żebyś poczuł to zarówno z przodu, jak i z tyłu.
– Jasne, jasne. – Słowa Shen Liangshenga stały się bardziej bezpośrednie, a nawet wsunął rękę pod koc, delikatnie głaszcząc biodro partnera. Qin Jing szybko mu przerwał i wyciągnął jego rękę spod przykrycia.
– Nie waż się.
– Zostań na noc. I tak nie będziesz mógł chodzić. – Shen Liangsheng nagle spoważniał i ścisnął jego dłoń. – Później pomogę ci nałożyć maść. Zadzwoń do szkoły jutro rano i weź kilka dni wolnego. W międzyczasie możesz tu odpocząć.
– Kilka dni? Nie sądzę.
– Więc myślisz, że dasz radę stać przez całe zajęcia?
Qin Jing w końcu zrozumiał powagę konsekwencji swoich działań. Biorąc to pod uwagę, zdenerwował się i odepchnął Shen Liangshenga, mówiąc surowo:
– Lekcji uczniów nie można odkładać, a przecież nie mogę ciągle prosić innych o zastępstwa. Przyjdę pojutrze. Następnym razem… – Zatrzymał się na chwilę i dodał: – Następnym razem, kiedy będziesz chciał to zrobić, wybierz sobotę. W ten sposób nie będzie żadnych problemów.
Chociaż Qin Jing wyglądał na niezadowolonego, Shen Liangsheng wywnioskował z tego, co powiedział na koniec, że ten mężczyzna naprawdę go polubił. Gdyby tak nie było, z pewnością nie zawracałby sobie głowy wspominaniem tej ostatniej części. Nie mógł powstrzymać się od poczucia zadowolenia.
– Następnym razem tak nie będzie. Obiecuję.
Shen Liangsheng powtórzył swoje słowa, a sprawa została szybko załatwiona i zapomniana. Pomógł Qin Jingowi nałożyć maść i czekał, aż zaśnie twarzą w dół na łóżku. Dopiero wtedy poszedł do łazienki, żeby się umyć. Na jego członku wciąż były ślady zaschniętej krwi, a szkarłat barwił ciepłą wodę, wyraźnie odcinając się od białej porcelany. Krew cicho zniknęła w odpływie.
Shen Liangsheng wyszedł z wanny nago i tak jak poprzednio stanął przed zlewem, wpatrując się w swoją twarz w lustrze.
Zadał sobie to samo pytanie po raz kolejny: „Czego chcesz od tego człowieka?”.
Wyglądało na to, że Qin Jing przespał następny dzień. Shen Liangsheng zadzwonił już do szkoły i poprosił o dwa dni urlopu.
Maść okazała się całkiem skuteczna, a ból w pośladkach zmniejszył się po dobrym odpoczynku. Qin Jing poszedł do łazienki i umył się, podczas gdy Shen Liangsheng stał przed szafą, aby wybrać zestaw ubrań dla gościa. Zdecydował się na jasnoniebieską koszulę i szare spodnie, a do tego kremowy kardigan – dość odświeżające połączenie.
– Shen Liangsheng, widziałeś moje okulary? – zapytał Qin Jing, mrużąc oczy. Szukał wszędzie swoich okularów, ale nigdzie ich nie było.
– Zostań tam. Zaraz ci je przyniosę.
Shen Liangsheng poszedł do pokoju i podniósł z dywanu parę okularów w srebrnych oprawkach. Spojrzał na dywan, na którym wciąż znajdowały się ślady ich nocnych zabaw. Zawahawszy się przez chwilę, pochylił się, zwinął go i rzucił w kąt pokoju. Nie miał zamiaru oddawać go do czyszczenia i później poprosił służącego, żeby przechował go w schowku.
Qin Jing pozostał w rezydencji przez kolejne dwa dni, a dzięki ciągłemu stosowaniu maści ból w pośladkach szybko ustąpił. Wyglądał na zdrowego, mimo że nie mógł przyjmować pokarmów stałych. Duże ilości kleiku ryżowego, który trafiał do jego żołądka, musiały być niezwykle pożywne. Trzeciego dnia poczuł się na tyle dobrze, że mógł wrócić do szkoły, gdzie jego kolega bezlitośnie się z nim droczył:
– Wyglądasz dobrze. Wygląda na to, że ta choroba dobrze ci zrobiła, a może coś ci się stało, kiedy byłeś chory?
– Co się mogło stać? Może sam spróbujesz zachorować? – Qin Jing próbował ukryć zażenowanie, żartując razem z nim.
– Nie wiem. Może napatoczyła się jakaś urocza dama, która służyła ci dniem i nocą, spełniając każdą twoją potrzebę…
– Sekundkę, proszę pana! Jesteś tylko bachorem uczącym matematyki i próbujesz mnie pokonać w mojej własnej grze? – Qin Jing domyślił się, co sugeruje, i natychmiast mu przerwał. Nie dlatego, że czuł się winny z jakiegokolwiek powodu. Chodziło mu o to, żeby pomóc kolegom zachować twarz.
Była pora lekcji i tylko garstka nauczycieli miała przerwę. Wśród nich była kobieta o imieniu Fang Hua, która zdawała się żywić do niego uczucia, choć jeszcze nie wykonała żadnego ruchu.
Co więcej, nauczyciel, który się z nim drażnił, był zakochany w pani Fang. Krótko mówiąc, była to dość niezręczna relacja. Choć na pierwszy rzut oka kumpel zdawał się żartować, tak naprawdę próbował wykorzystać tę okazję, by pokazać kobiecie, że nie ma szans u Qin Jinga. Było oczywiste, że był nietaktowny i nic dziwnego, że nie udało mu się zdobyć jej względów.
Pani Fang siedziała przy swoim biurku, sprawdzając prace domowe czerwonym długopisem, nie podnosząc wzroku, mimo że słyszała ich rozmowę. Kiedy usłyszała, że Qin Jing zabiera głos w jej imieniu, zawahała się na ułamek sekundy, zanim przeszła do kolejnego pytania.
Fang Hua uczyła matematyki, a jej następne zajęcia odbywały się obok Qin Jinga. Gdy zbliżała się pora, wyszła z sali ze stosem zeszytów ćwiczeń w rękach i ekierką. Qin Jing szedł kawałek za nią i już prawie był przy swojej klasie, gdy osoba przed nim nagle się zatrzymała i odwróciła, wyglądając, jakby miała coś do powiedzenia.
Stała tam bez słowa, więc to Qin Jing rozpoczął rozmowę.
– Panno Fang, pani książka zaraz spadnie. – Wskazał na najwyższą książkę na stosie i uśmiechnął się, ostrzegając.
Fang Hua opuściła głowę i poprawiła książkę, ale zamiast tego ekierka wyślizgnęła się spod jej ramienia i upadła z brzękiem. Qin Jing podszedł, podniósł go i położył płasko na wierzchu stosu.
Fang Hua przez chwilę milczała, a kiedy w końcu się odezwała, była to jedynie pogawędka.
– Ma pan nowe okulary, panie Qin?
– Tak. Prezent od przyjaciela.
– Pasują panu.
Po złożeniu komplementu, nieśmiało odwróciła się i poszła dalej korytarzem. Jednak nie uszła daleko, zatrzymując się w miejscu. Spojrzała przez ramię i podziękowała mu.
Qin Jing wiedział, że nie dziękuje mu za podniesienie ekierki, jednak nie planował tego przyznawać.
Na boisku panował gwar, bo dziewczyny próbowały jak najlepiej wykorzystać ostatnie minuty przerwy. Qin Jing zatrzymał się na chwilę, żeby im się przyjrzeć. Westchnął, pokręcił głową z uśmiechem i powlókł się do swojej klasy.
1. Chodzi o Lu Xuna – jednego z najwybitniejszych i najsłynniejszych autorów literatury nowożytnej.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27