– Nadal żadnego ruchu?
Duan Shun Jie spojrzał na coraz bardziej ciemniejące niebo, a potem jeszcze raz na wartownika stojącego na zewnątrz obok osłoniętych namiotów.
– Nic. Armia Datong nie wykonuje żadnych ruchów.
Odpowiedź od strażnika była wciąż taka sama jak wcześniej.
Bez zmian.
Pomimo iż nie było to zaskoczeniem, Duan Shun Jie nie mógł się powstrzymać od pokazania rozczarowania na swej twarzy.
Pen Jin Tian, powstrzymujesz swych żołnierzy od ruchu, czy może przygotowujesz się do rozpoczęcia ataku w inny sposób? W jego głowie kłębiły się myśli.
Wojska Pingnan zorganizowały się i zakończyły wszystkie przygotowania do spotkania z wrogiem. Niezależnie od rodzaju ataku, czy byłby on otwarty i bezpośredni, czy też nagły z zaskoczenia, Duan Shun Jie miał już wcześniej ustalony plan walki.
Wysłany wczoraj do dowódcy wojsk Cesarskich odmowny list o poddaniu się pozostał bez odpowiedzi, przepadając niczym kamień, który wpadł do wielkiego oceanu. To również nie zachęcało do żadnej reakcji i działań.
Patrząc na powoli ciemniejące niebo, Duan Shun Jie miał poczucie, że dzisiejszy dzień również można zaliczyć do zmarnowanych.
To nie tak, że był głupcem do tego stopnia, aby się niczego nie bać, a tym bardziej, aby nie być przygotowanym do niespodziewanego nocnego ataku. Obóz wojsk Pingnan był położony w znakomitym miejscu. Trzy jego boki chroniły góry, a dodatkowo z każdej strony otaczały go również niezliczone strumienie i niebezpieczne zbocza. Gdyby jednak armia Datong zdecydowała się w taką bezksiężycową noc dokonać swego nocnego najazdu, to tak jakby podążała ścieżką do własnej zguby.
Ale dziś…
Duan Shun Jie jeszcze raz podniósł głowę, aby spojrzeć na pokryte warstwą ciemności niebo. Dzisiejsza letnia noc była bezwietrzna i niemiłosiernie duszna.
– Niech ludzie, którzy czekają w zasadzce, wycofają się i wrócą do obozu. – Głębokim i pewnym głosem wydał rozkaz.
– Generale…
Drugi Dowódca wojsk Pingnan stojący przy jego boku skrzywił twarz, ujawniając swój niepokój. Jednakże Duan Shun Jie stanowczo nalegał, kiwając głową i wprost zapewnił go, że dzisiejszej nocy Armia Datong również nie wykona żadnych ruchów.
– Chang Er, powiedz ludziom w kuchni, aby przysłali posiłek do mojej kwatery. – Poinstruował służącego mu chłopca, którego traktował jak osobistego asystenta.
Ignorując to, że Drugi Dowódca wciąż ma jeszcze coś do powiedzenia, Duan Shun Jie odwrócił się i wyszedł z namiotu.
Gdy tylko wrócił do swego lokum, pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było usunięcie wszystkich szczelnych owinięć zbroi na jego ciele i odłożenie ich.
Nawet jeśli pancerz używany był tylko w określonym czasie, w tym ekstremalnie gorącym i duszącym sezonie noszenie go mogło spowodować śmierć od samego smrodu spoconego pod nim ciała.
Duan Shun Jie zmarszczył brwi i starannie wstrzymał swój oddech tak, aby nie czuć własnego zapachu.
Po tym, jak usunął z ciała ostatnią warstwę odzieży, zawinął ją natychmiast w mały pakunek, aby zabrać ze sobą do wyprania, podczas gdy on sam będzie brał relaksującą kąpiel.
Zazwyczaj tego rodzaju trywialne codzienne obowiązki powinny być wykonywane przez jego służącego. Jednak na swoje nieszczęście Duan Shun Jie miał najgorszego w świecie niewykwalifikowanego w praniu pomocnika.
Kiedy był w górach Zhongnan, zaraz na początku wstąpienia do armii Pingnan, dawał sobie radę sam ze wszystkimi dziennymi obowiązkami.
Cang Er był służącym, którego Ouyang Fa De sam wyznaczył na stanowisko asystenta kilka miesięcy po tym, jak Duan Shun Jie został promowany na Głównego Dowódcę.
Powinien w tamtym czasie stanowczo odrzucić tę ofertę!
Kiedy Duan Shun Jie zobaczył, jak chłopak podczas prania niszczy trzecią parę przepasek biodrowych, doznał prawdziwego wstrząsu. Zaczął niemalże błagać chłopaka i obiecał, że nikomu o tym nie powie. Dopiero wówczas bezpiecznie odzyskał z powrotem prawo do prania swych ubrań.
Co więcej, kiedy Duan Shun Jie szedł na wyprawę lub na bitwę, chłopak miał całkowity zakaz dotykania i reperowania odzieży swego pana, co sprawiało, że praktycznie wszystkie ubrania były niemalże na wagę złota!
Dziś niezwykle się śpieszył. Szybko zjadł posiłek postawiony na stole przez Cang Er, po czym wyszedł na zewnątrz namiotu i natychmiast dosiadł Cong Yuna, który stał przywiązany do pala tuż przy jego kwaterze.
Nie oglądając się nawet za siebie, ruszył galopem w stronę ciepłego stawu, który był ulokowany u podnóża góry.
Gwałtowny bieg konia wzbijał w górę zaklęte podmuchy wiatru i osuszył pot na jego ciele spowodowany przez upał. Rozwiał również i pozostawiał gdzieś daleko w tyle całodzienne nerwy i napięcie, które zadomowiły się w jego głowie i rządziły ciałem.
Myśl, że już niedługo może zobaczyć Yan Xi Chenga, powodowała, że jego serce cieszyło się i radowało niczym dziecko.
Choć jego nowy przyjaciel dawał ludziom poczucie pewnego rodzaju dystansu i wrażenie nieosiągalności, to jego piękno, sposób mówienia i tajemnicza szlachecka dostojność powodowały, że serce Duan Shun Jie tęskniło za nim i wyczekiwało spotkania. Ten wspaniały mężczyzna był jak magnes, który zdecydowanie go przyciągał…
Gnał szybko przed siebie i po około półgodzinnej jeździe na grzbiecie Cong Yuna ciepły staw ukazał się w polu jego widzenia.
Bez poświaty księżyca wyglądał na ciemny i głęboki. Jawił się niczym magiczne lustro dające ciężkie i nie do opisania oczarowujące uczucie. Bezwietrzna i spokojna noc sprawiła, że na jego powierzchni nie było widać żadnego ruchu.
Mężczyzna zsiadł z konia i przywiązał go do suchych gałęzi niedaleko brzegu. Rozejrzał się dookoła. Wszędzie było bardzo ciemno. Szybko sięgnął do torby przymocowanej przy siodle i wyjął stamtąd niewielką pochodnię, którą ze sobą zabrał, wyjeżdżając z obozowiska. Chciał wykorzystać jej słabe światło, aby móc wyprać swe ubrania.
Choć noc była tak gorąca i duszna, to widok spokojnej wody i rozlegające się dookoła cykanie owadów, które wychwytywały jego uszy, stopniowo uspokajało mężczyznę. Było tak jakby całe gorąco i suchy ‘nastrój’ tego letniego dnia roztopił się w tym chłodnym, niezmąconym stawie na środku gór.
– Noc jest czysta jak woda…
Nie mógł się powstrzymać przed wypowiedzeniem swych myśli. Wyszeptał to prawie nieświadomie.
– Shun Jie, nigdy bym nie odgadł, że jesteś uczony w literaturze. To jest naprawdę zaskakujące!
Nieoczekiwanie z miejsca nieopodal odpowiedział mu znajomy spokojny głos.
– Xi Cheng!
Duan Shun Jie radośnie podniósł głowę. Jego wzrok dostrzegł nagle wychodzącego spośród gęstych traw i niosącego w ręku latarnię Yan Xi Chenga. Mężczyzna jak wczoraj ubrany był w białą, zwiewną szatę i powolnym krokiem zbliżał się w jego kierunku.
Wyglądał jak fascynująca zjawa. Jego elegancka figura spowita światłem lampy poruszała się delikatnie w gęstej ciemności.
– Xi Cheng! – Duan Shun Jie sam nie był w stanie wyjaśnić tego rodzaju czułości, który nagle zaczął krzyczeć w głębi jego serca.
Odłożył na bok prane ubrania i szybko przywitał przyjaciela, przejmując latarnię z jego rąk.
– Shun Jie, chociaż mam ten wątły wygląd, nie znaczy to wcale, że nawet latarni nie jestem w stanie utrzymać.
Pomimo że Yan Xi Cheng w oczywisty sposób zadrwił ze wścibstwa mężczyzny, wciąż potulnie poszedł za nim aż na brzeg stawu.
– Pierzesz swoją odzież sam? – Yan Xi Cheng swobodnie o to zapytał, zerkając na rozłożone na skałach proste i zwyczajnie wyglądające ubrania.
Dorosły mężczyzna sam piorący swą odzież nie jest czymś, z czego mógłby być dumny. Jednakże Duan Shun Jie nie chciał opowiadać żadnych kłamstw swemu nowemu przyjacielowi. Niezgrabnie skinął głową, czując się niezręcznie i zaśmiał się przy tym głupkowato.
Yan Xi Cheng spojrzał na niego, lecz nie powiedział już nic więcej o tej sprawie. Zamiast tego powoli opuścił głowę, aby rozwiązać swój pas, po czym powoli i z rozmysłem zdjął swoje ubranie.
– Ahem… ahem… Xi Cheng, czy twój dom jest w pobliżu? Widzę, że przyszedłeś sam tak późną nocą, musisz chyba być zaznajomiony z tymi górskimi przełęczami.
Pomimo tego, że Duan Shun Jie był tak odważnym i walecznym człowiekiem, poczuł się dziwnie zawstydzony widokiem rozbierającego się mężczyzny. Udał, że na nowo zabiera się za pranie i odwrócił twarz w inną stronę. Chciał jak najszybciej ukryć swe zażenowanie i uspokoić emocje.
Yan Xi Cheng udał, że niczego nie zauważył. Skupił swój wzrok na plecach mężczyzny i swobodnie mu odpowiedział.
– Mój dom znajduje się u podnóża gór. Teraz gdy ta góra wykorzystywana jest jako pole bitwy, to ludzie, którzy niegdyś tu mieszkali, opuścili to miejsce dawno temu.
Po zdjęciu wszystkich swych ubrań nagi Yan Xi Cheng nie wszedł od razu do wody. Zamiast tego usiadł na kawałku wielkiego głazu przy brzegu stawu. Nieskrępowanie rozplatał zawiązane w kok czarne włosy, aby je umyć.
Duan Shun Jie podniósł wzrok, by spojrzeć na niego, a przed jego oczami ukazał się fascynujący widok. Rozpuszczone piękne i długie włosy spływały kaskadami po gładkim białym ciele i wpadały wprost do wody. Mężczyzna był oczarowany do tego stopnia, że nie potrafił już skupić się na niczym innym, a zwłaszcza na czymś tak banalnym, jak pranie swej odzieży.
Odetchnął głęboko, nabierając w płuca powietrze, a wraz z tym oddechem nabrał odwagi. Szybko zdjął górną część ubioru i wskoczył do stawu. Bez chwili wahania podpłynął do niewielkiego kamienia pod stopami Yan Xi Chenga i pochylając się do przodu, niemalże zauroczony patrzył, jak mężczyzna myje swe włosy.
– Xi Chang, ponieważ twój dom jest blisko, czy mogę cię odwiedzić?
Po dłuższej chwili milczenia Duan Shun Jie wypalił nagle bez zastanowienia. Dopiero kiedy te słowa opuściły jego usta, zdał sobie sprawę, że był dość nietaktowny.
– Dobrze. – Wydawało się, że tak bezpośrednie i niestosowne zachowanie chłopaka wcale nie przeszkadzało Yan Xie. Uśmiechnął się tylko tajemniczo i dalej mówił, zachowując obojętny ton głosu. – Od kilku miesięcy mieszkam sam w moim domu. Co powiesz na to, aby przyjść i mi potowarzyszyć?
Duan Shun Jie pośpiesznie skinął głową. Jego dotychczasowa niepewność w jednej chwili ustąpiła miejsca ekscytacji. Zażenowany tym, że na swej twarzy pokazał zbyt duże podniecenie, wskoczył znów do wody, udając, że wznawia kąpiel. W rzeczywistości odwrócił się od mężczyzny, by sekretnie się uśmiechać.
– Więc jutro przyjdź tutaj i poczekaj na mnie, a zabiorę cię do mojego domu.
Yan Xi Cheng udał, że wcale nie widzi twarzy Duan Shun Jie, która teraz wyglądała dość zabawnie – prawie jak mysz ciesząca się do sera. Wciąż był opanowany i mówił w zwyczajny sposób.
– Xi Chang, jesteś taką miłą osobą!
Duan Shun Jie płynął na plecach do tyłu ze szczęśliwym wyrazem twarzy i patrzył na swego przyjaciela, ciągle się do niego uśmiechając.
Oczy Yan Xi Changa pozostały obojętne, kiedy spojrzał na chłopaka. Omiótł szerokim wzrokiem jego zdrowe, silne plecy i lekko skierował wzrok na jego prawe ramię.
Wszyscy generałowie i dowódcy Ouyang Fa De w Armii Pingnan nosili znak rodziny Ouyang Fa De na swym prawym ramieniu. Ciało na wprost jego oczu było jasne i czyste, kompletnie bez jakichkolwiek śladów tatuażu lub innego znaku.
Xi Cheng, tak naprawdę Xuan Yuan Xi Cheng, Okrutny Książę, chociaż z natury był ostry i bezwzględny, z jakiegoś powodu nie był w stanie nienawidzić osoby, która tak jak Shun Jin lubiła samą siebie. Chłopak swym zachowaniem dawał prawdziwe życzliwe wrażenie, które wywoływało u Księcia uśmiech i w jakiś sposób przyczyniło się do stworzenia pewnego rodzaju uczucia serdeczności w stosunku do tego naiwnego człowieka.
Jako Honorowy Siódmy Książę nie raz cierpiał otoczony przez nienawistne lub nieszczere spojrzenia swych poddanych. Nigdy nie było nikogo, kto nawiązałby z nim relacje tak bliskie i intymnie jak Duan Shun Jie. W tak czysty, nienawistny i przepełniony szczerą radością emocjonalny sposób.
Po upewnieniu się, że mężczyzna pływający w stawie nie był wrogiem, Yan Xi Cheng postanowił traktować go jako uroczą i nieszkodliwą zabawkę. Nie powinno stać się nic złego, gdy uczyni z niego sposób na nudę.
Książę z zaangażowaniem i ostrożnością rzucił łagodne spojrzenie na Duan Shun Jie, delikatnie rozciągając usta w uśmiechu. Widząc tę subtelną zmianę na twarzy przyjaciela, chłopak pomyślał, że jest to oznaka życzliwości. Sprawiło to, że z jeszcze większą ochotą chciał się przypodobać temu pięknemu mężczyźnie.
– Xi Chang, twoje włosy wydają się trudne do umycia, czy chcesz, żebym ci pomógł?
– Tak, będę ci wdzięczny.
Mówiąc prawdę, Yan Xi Chang nigdy nie mył swoich włosów samodzielnie. Nawet gdyby głaskał je przez pół dnia, wciąż nie byłby w stanie umyć ich prawidłowo. Teraz kiedy Duan Shun Jie z własnej woli zaproponował pomoc, było to dokładnie tym, czego sobie życzył.
Otrzymanie zgody sprawiło, że Duan Shun Jie stał się jeszcze bardziej podekscytowany. Raptownie wspiął się na brzeg, szybko podszedł w stronę Yan Xi Chang i ukląkł przy nim, delikatnie łapiąc za włosy.
Czarne i długie pukle, które trzymał w dłoniach, były piękne i jedwabiście gładkie. Choć na całej długości zostały zwilżone, wciąż czuł lekkość i powabną miękkość dotykanych kosmyków.
Widać było, jak Duan Shun Jie był szczerze oddany i całym swym sercem chciał pomóc w umyciu włosów mężczyzny.
– Ta pozycja nie jest zbyt wygodna…
Yan Xi Cheng nagle zaczął się skarżyć i wyglądał jakby był trochę niezadowolony.
Siedział na skale przy brzegu, więc Duan Shun Jie mógł tylko polewać jego głowę wodą nabieraną w swe dłonie. Kapała ona strumieniami po twarzy i ciele, dając uczucie nieprzyjemnego chłodu.
– Więc co mam zrobić…?
Duan Shun Jie zatrzymał ruch dłoni i spojrzał na niego oszołomiony.
Yan Xi Cheng wstał bez czekania na odpowiedź mężczyzny i wygodnie położył się na jego udach, pozwalając swym długim włosom opaść do wody.
Siódmy Książę wygodnie wyciągnął swe nogi i wsadził biały ręcznik w rękę Duan Shun Jie, dając znak, że może on już zacząć pielęgnujące czynności.
Chłopak nieświadomie ścisnął ręcznik, opuścił głowę i oniemiały patrzył na Yan Xi. Widział jak ten zamyka powieki, a jego oblicze staje się zrelaksowane. Każdy zarys tej wspaniałej i miękkiej twarzy był teraz wyraźnie widoczny przed jego oczami.
Mężczyzna był bardzo piękny. Posiadał rzadko spotykane grube rzęsy, które wyglądały jak skrzydła motyli, tworząc łuki i cienie na mieniącej się i prześwitującej skórze. Miał mały szpiczasty nos na zaokrąglonej i gładkiej twarzy oraz pełne czerwone wargi…
Duan Shun Jie nie śmiał dłużej zatrzymać swego spojrzenia na tych ustach, powoli przesunął wzrok, aby napotkać widok białej i miękkiej szyi…
Wielkie mięśnie jego ud, które zostały wykorzystane przez Yan Xi Changa jako poduszka, nagle niekontrolowanie zaczęły wydzielać dziwne intymne ciepło. Chłopak rozpaczliwie starał się uspokoić swe serce, bijące teraz w szaleńczym rytmie, jednakże to ciepło bezustannie rosło jeszcze bardziej do punktu, w którym nawet jego czoło pokryło cię dużymi paciorkami potu…
– O co chodzi? Szybko, myj je!
Yan Xi Cheng stawał się coraz bardziej niecierpliwy. Kiedy w końcu otworzył swe oczy, napotkał widok żałośnie poczerwieniałej całej twarzy Duan Shun Jie. Natychmiast w kącikach jego ust pojawił się drobny, trudny do zauważenia, nitkowaty uśmiech.
Udając nieświadomego, niby w roztargnieniu odwrócił swe ciało na udach Shun Jie, zmieniając pozycję z leżącej na plecach do leżącej na boku. W trakcie tego wyciągnął swą rękę w kierunku talii mężczyzny, delikatnie się o nią opierając…
Pozornie nieświadome ruchy wykonane przez Yan Xi Chenga sprawiły, że chłopak poczuł, jak jego ciało płonie i omal nie eksploduje.
Wszystkie jego zmysły zostały wypełnione lekkim i delikatnie słodkim zapachem unoszącym się z ciała Xi Chenga.
Poczuł, jak mimowolnie rozkwita w nim pewnego rodzaju impuls i tęsknota, aby objąć to ciało spoczywające na jego łonie, jednak w tym samym czasie jego rozsądek bezzwłocznie powstrzymał go przed tym. Korzystając z tej chwili opamiętania, Duan Shun Jie oderwał się od ręki Yan Xi Chenga, która otaczała jego talię, odsunął głowę mężczyzny i natychmiast wstał, mówiąc do siebie w myślach sam się umyj!
Nagle odwrócił się i wskoczył do stawu, robiąc wszystko, co w jego mocy, aby zdystansować się i popłynąć w innym kierunku.
Temperatura wody nie była w stanie ochłodzić płonącego z pożądania ciała, wciąż całkowicie czuł to zmysłowe pragnienie. Przez moment sam nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Uczucie smutku i szczęścia jednocześnie napływało i wylewało się z jego serca. Czuł się całkowicie zagubiony i niezdolny do myślenia o tym problemie, a tym bardziej do znalezienia wyjścia z sytuacji.
Potrafił tylko desperacko nakazywać swym ramionom, by ruszały się szybciej i jeszcze szybciej. Chciał tylko oddalić się od tego człowieka, który posiadł zdolność odebrania mu całej jego siły i rozsądku…
Yan Xi Cheng trzymał biały ręcznik, który Duan Shun Jie rzucił na niego. W kąciki jego ust pozostawał ten sam delikatny uśmiech. Zachowywał się, jakby nic się nie stało i usiadł na brzegu.
Co za interesujący osobnik!! Książę zaczął czuć, że tym razem jego starania, aby wyciągnąć oręż i udać się na bitwę nie były całkowicie bezsensowne.
Duan Shun Jie pływał w wodzie, nie szczędząc sił już od jakiegoś czasu, zanim poczuł, że jego emocje nieco się uspokoiły.
Zatrzymał się nagle i rozejrzał dookoła, szybko orientując się, że przepłynął aż na drugą stronę stawu. Temperatura wody otaczającej zewsząd jego ciało również stała się chłodniejsza.
Odwrócił głowę, aby spojrzeć na Yan Xi Chenga. Z daleka jego twarz rozmywała się i nie miała żadnego konkretnego wyrazu. Chyba rzeczywiście wcale nie zauważył uczuć, jakie wzbudził w chłopaku?
Był taki piękny, dostojny… Duan Shun Jie zaczął gorzko nienawidzić samego siebie. Posiadanie tych brudnych i lubieżnych uczuć w stosunku do mężczyzny, którego widział zaledwie drugi raz…
Czy mogło się tak stać, że ta nagła zmiana w jego zachowaniu mogła urazić Yan Xi Chenga…?
Shun Jie zdecydował się wrócić do miejsca, w którym zostawił nowego przyjaciela i natychmiast go przeprosić.
Obrócił swe ciało, gotowy do powrotu, lecz poczuł, jak jego prawa noga nagle zaczyna wysyłać ekstremalny ból, a chwilę potem konwulsyjne skurcze.
Wielkie nieba! Bezwładnie skarżył się w duchu. Dlaczego miałby naciągnąć mięsień waśnie teraz!
Co stało się z tym człowiekiem? – Yan Xi Cheng zmrużył oczy. Nagle dostrzegł mężczyznę na środku stawu desperacko machającego swymi rękami w niekontrolowanych i przypadkowych ruchach. Poczuł się skonsternowany.
W końcu zdał sobie sprawę, że coś było nie w porządku. Ruchy Duan Shun Jie wyglądały, jakby toczył on swoją ostatnią walkę. Stopniowo schodził pod wodę coraz głębiej i głębiej…
Rozbawiony uśmiech na twarzy Yan Xi Chenga zmienił się nagle w gorzki śmiech.
– Co za kłopotliwy człowiek!
Bez chwili wahania wskoczył do stawu i zaczął płynąć w kierunku Duan Shun Jie, po którym nie było widać już nawet czubka głowy. Zanurkował i wyciągnął go, po czym zaczął płynąć w kierunku brzegu.
– Eche, eche, eche… eche, eche, eche…
Shun Jie żałośnie kaszlał, wciąż krztusząc się nabraną w płuca dużą ilością wody. Yan Xi Cheng stał tylko przy nim z dziwnym wyrazem twarzy, jakby się uśmiechał, ale jednocześnie nie… Patrzył na mężczyznę i raz po raz lekko poklepywał go po plecach.
– Cholera! Jestem naprawdę zawstydzony!
Duan Shun Jie nie był w stanie powstrzymać się od przeklinania swojego pecha, gdy z wielkim trudem łapał kolejny oddech. Jak mógł dopuścić do sytuacji, w której Xi Cheng musiał go uratować? Posiadać dług zamiast przysługi?!
– Shun Jie, to nie jest coś, czego należy się wstydzić, nie bierz tego do serca. Co więcej, przecież nikomu o tym nie powiem!
Yan Xi Cheng śmiał się w duchu, ale na jego twarzy wciąż widniał ten sam kulturalny i subtelny wyraz.
– Xi Cheng, nie winisz mnie za to?
Duan Shun Jie podniósł swą głowę, patrząc na mężczyznę z żałosnym wyrazem twarzy.
– Dlaczego miałbym cię winić?
Patrząc na obojętną minę przyjaciela, Shun Jie mógł nareszcie uspokoić swoje serce. Wyglądało na to, że Yan Xi Cheng nie był świadomy jego uczuć.
– Możesz być na mnie zły za to, co stało się wcześniej, potraktowałem cię strasznie…
– Tak to prawda! Nagle zrobiłeś się zły, naprawdę sprawiłeś mi problem! Ponadto nie wiem, która część mnie tak cię uraziła.
Gdy żyjesz w zdradzieckim Pałacu Cesarskim, mówienie kłamstw i bycie pretensjonalnym jest czymś normalnym. Yan Xi Cheng był w tym szczególnie utalentowany.
– Wybacz mi! Wybacz! Xi Cheng, możesz mnie ukarać, z pewnością posłusznie to zaakceptuję.
Duan Shun Jie przeprosił pośpiesznie, kłaniając się przed mężczyzną. Całym swym sercem pragnął tylko przebaczenia.
– Masz, daję ci to.
Gdy usłyszał te słowa, podniósł głowę i ujrzał wyciągnięty tuż przed swą twarzą biały ręcznik. Wpatrywał się Yan Xi Chenga przez chwilę, próbując zrozumieć, co mężczyzna ma na myśli. Nagle pojął intencję, a cała jego twarz rozpromieniła się w uśmiechu.
– Ukarzę cię odpowiednio. Z całym swym oddaniem masz pomóc mi umyć włosy!
Mówiąc to głośno, Książę jeszcze raz wyciągnął się wygodnie na udach siedzącego na brzegu stawu chłopaka i spokojnie zamknął swe oczy.
Trudne do wytłumaczenia uczucie nieopisanego szczęścia wlało się w serce Shun Jie.
Wyciągnął swe ręce, aby złapać w dłonie szyję mężczyzny i w sposób niezwykle delikatny, niemal bliski czci, przesunął nimi do nasady włosów na karku i powoli zaczął je myć…
Ciemne długie pukle spływały niczym wodospad do czystej i przejrzystej wody stawu. W słabym świetle lampy jasne i gładkie rysy twarzy Yan Xi Chenga nabierały pewnego rodzaj nieziemskiego piękna.
Duan Shun Jie delikatnie mu asystował i stopniowo zaczął rozumieć to słodkie uczucie szczęścia, którego doświadczył pierwszy raz w swym życiu…
Radość posiadania tej jedynej osoby przy swym boku, satysfakcja z robienia dla niej jakichkolwiek, nawet najprostszych rzeczy, wypełniła i zajęła każdy skrawek jego serca… Było to jak zapowiedź ich przyszłości, ich nie tak odległego przeznaczenia…
Dziś, zaraz po pożegnaniu z Xi Chengiem, Duan Shun Jie pojechał na swym koniu w ciemny górski las i spacerował po nim przez dłuższą chwilę, myśląc intensywnie o minionych chwilach. Dopiero po jakimś czasie wrócił do swego obozu.
Wchodząc do namiotu, zobaczył śpiącego na stole Chang Er. Chłopak otworzył powoli zaspane oczy, spojrzał na niego wciąż nieruchomym i mglistym wzrokiem, po czym pochylił się, aby kontynuować sen.
Gdyby był to ten zwyczajny Duan Shun Jie, już dawno skarciłby go w żartach i kazał mu się obudzić.
Jednakże dzisiejszy Shun Jie nie zwrócił na to uwagi i był pełen wyrozumiałości. Wziął chłopca na ręce i przeniósł go do jego łóżka, nie zapominając okryć go kocem. Dopiero wtedy wyszedł do własnej kwatery.
Dziś wszystko było inne. Kiedy zazwyczaj kładł się do łóżka, czuł się śpiący w momencie, kiedy tylko wyciągnął na nim swe ciało. Lecz dziś na wprost jego oczu ciągle jawiła się uśmiechnięta twarz Yan Xi Chenga.
To piękno, które przekraczało granice płci, pozwoliło mu niemal zapomnieć, o tym, że jego uczucia, jakie żywił do tego mężczyzny, były w oczach zwykłych ludzi uważane za grzeszne.
Nawet jeśli serce Duan Shun Jie jeszcze chwilę temu bało się zakochania, to jego naturalnie optymistyczne i otwarte usposobienie pozwoliło mu szybko zwalczyć ten strach. W swej niewinności pomyślał, że jeśli mocno zakopie to uczucie miłości w najgłębszej części swego serca i nie pozwoli nikomu o tym wiedzieć, to tak jakby problem przestał istnieć.
Jeśli nigdy nie wypowie tego głośno, wtedy nigdy nie będzie zraniony. Jeśli nigdy w przyszłości nie będzie miał żadnych roszczeń, to już na zawsze jego serce będzie mogło kochać tego pięknego mężczyznę i zachować niezatarte wspomnienie… Tylko być przy nim wystarczyłoby do szczęścia. Wciąż mógłby robić dla niego te najmniejsze rzeczy, a one byłyby jego prawdziwą radością…
Duan Shun Jie z całych sił starał się ignorować pragnienia i tęsknoty w swym sercu, aby móc dotknąć i posiąść tego wspaniałego mężczyznę. Był bardzo zdeterminowany.
Tak zwana namiętna miłość wcale nie musi być uzasadniona. Każda miłość jest inna i nie zawsze jest jak ta, do której się dąży i której się pragnie… Kiełkujące ziarno pierwszej romantycznej miłości w życiu Duan Shun Jie mimo wszystko miało smak gorzkiej agonii. Walcząc między słodyczą i udręką nastrojów, spędził tak całą bezsenną noc.
Iskrzy coraz bardziej…niestety tylko z jednej strony…zauroczenie serdecznego i naiwnego młodzieńca nie spotka się z naturalną odpowiedzią Księcia…może być zabawką…do czasu gdy wyjdzie na jaw jego tożsamość…OMG! będzie się działo…