Fallen Hero

Rozdział 1618 min. lektury

Był środek nocy. Wysokie mury Zakazanego Miasta odgradzały Pałac od miasta Tongan. W jego wnętrzu świat jaśniał blaskiem złota i przepychu, po drugiej stronie murów panowała zimna i ponura ciemność zwykłej niedoli ludzkiej.

Późna wiosna zaczęła ustępować miejsca latu, lecz pomimo tego noc była zimna.

Pod wysokimi murami Pałacu w ciemności pojawił się nagle samotny cień. Nieustannie przemieszczał się w górę i w dół niczym podmuch wiatru.

Widzieć, ale nie być zauważonym… – Niski niczym szept głos mężczyzny, rozbrzmiał nagle w panującej dookoła ciszy. Lekki, czarny cień zeskoczył nagle z wysokiego muru i wylądował po stronie Pałacowego dziedzińca.

Tym cieniem był nikt inny jak osoba, która nie tak dawno temu uciekła z domowego aresztu, w którym była przetrzymywana – Duan Shun Jie. Osamotniony i bezdomny, przez wiele miesięcy błąkał się po kraju, szukając dla siebie miejsca, gdzie mógłby się osiedlić, jednak ostatecznie nie potrafił przezwyciężyć tęsknoty swego serca, aby choć jeden, ostatni raz zobaczyć twarz mężczyzny, przez którego tak wiele wycierpiał.

Doskonale wiedział, że to, co robi, jest skrajnie niewłaściwe. Jednak dla człowieka, który nie ma własnego miejsca na ziemi, dbanie o siebie samego i to, jak postrzegają go inni, nie miało już znaczenia. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że powinien nienawidzić tego mężczyznę całym sobą, jednak zagłuszał uczucia, które wewnątrz niego krzyczały, że to Xi Cheng jest odpowiedzialny za śmierć jego ojca i siostry. Wciąż nie potrafił zignorować swej miłości, choć sam się za to potępiał. Chciał po raz ostatni zobaczyć go bez konieczności wyciągania miecza i walki, a później odejść i już nigdy nie wracać …

W tej chwili nie myślał o niczym innym, jakby w jego umyśle zapanowała kompletna pustka, a świat był tylko tym, co jest tu i teraz.

Cicho niczym duch poszedł na tyły Pałacu, śledząc kuchennych służących odpowiedzialnych za serwowanie wieczornych przekąsek. Nie musiał nawet wysilać się, aby odnaleźć miejsce, gdzie znajdują się komnaty mieszkalne Koronowanego Księcia Xuan Yuan Xi Chenga.

Z największą ostrożnością ukrył się na dachu nad gabinetem, po czym biorąc głęboki wdech, odkrył delikatnie jedną z dachówek. Przez wąską szczelinę spojrzał w dół do wnętrza komnaty. Upominał się niezliczoną ilość razy, aby być spokojnym, jednak w chwili, gdy zobaczył tę szlachetnie urodzoną i pełną wdzięku postać, to zrozumiał, że to niewykonalne.

Po policzkach Shun Jie zaczęły niepohamowanie spływać gorące łzy. W tym momencie, w porównaniu do wszystkich poprzednich chwil naprawdę poczuł, jak wielka przepaść ich dzieli, przepaść, której nigdy nie będzie mógł pokonać. Status Xi Chenga, wrogość między nimi… Jednak największą przeszkodą był fakt, że ten mężczyzna nigdy go nie kochał.

Nagle z pamięci przywołał tamten dzień sprzed roku, gdy namawiany przez swego Mistrza i Braci również wślizgnął się potajemnie do Pałacu z zamiarem zabicia Xi Chenga. Ostatecznie jednak poddał się mężczyźnie i ślubował mu wierność, w zamian otrzymując kilka krótkich miesięcy, w których czasie mógł przebywać przy boku ukochanego. Zapamiętał te chwile jako jedne z najpiękniejszych momentów swego życia, których nigdy nie będzie żałował.

Teraz wszystko się zmieniło. Teraz nie miał nic, co mógłby dać Xi Chengowi na wymianę. Nie miał pochodzenia, opuścił swą rodzinę, okrył się niesławą i wstydem, rujnując całe swoje życie, a po tym, jak jego prawe ramię utraciło sprawność, jego jedyna umiejętność i użyteczna dla Koronowanego Księcia wartość również przepadła.

Zimny wiatr powoli osuszył łzy Shun Jie, jednak jego serce ranione teraz przez cięcia tysięcy ostrzy nadal krwawiło. Co chwila powtarzał sobie, że po tym, jak zobaczył Xi Chenga, powinien odejść i zostawić przeszłość daleko za sobą, jednak jego ciało nie chciało słuchać rozkazów zdrowego rozsądku.

Sam nie wiedział, ile czasu upłynęło, kiedy Xuan Yuan zamknął w końcu ostatnią petycję i rozkazał służącemu, aby przyszykował dla niego łóżko. Młodzieniec pośpiesznie wykonał polecenie, pogasił większość świec, po czym kłaniając się nisko, wyszedł z komnaty. Xi Cheng wstał z krzesła, prostując się i rozciągając lekko zdrętwiałą talię, po czym niespodziewanie powiedział cichym głosem:

Jak długo jeszcze masz zamiar siedzieć i marzyć na dachu? Zejdź szybko.

Shun Jie wzdrygnął się na te słowa. Chociaż gdzieś w głębi serca miał nadzieję, że Xuan Yuan będzie świadomy jego obecności, to i tak poczuł strach.

Odkąd całkowicie zrezygnował ze swych nadziei i oczekiwań, jego nastawienie do życia stało się bardziej optymistyczne. Opanował emocje, które odczuwał jeszcze chwilę temu i bez wahania, poszerzył wąską szczelinę w dachu, po czym wskoczył do komnaty.

Wiedziałem, że to ty! – Ton głosu Xi Chenga był niewymownie sarkastyczny. – Duan Shun Jie, ty po prostu nie potrafisz się zmienić, prawda? Zawsze pojawiasz się cicho i w sekrecie… Zanudzisz mnie tym na śmierć!

Będąc raniony wcześniej tak wiele razy, Shun Jie nagle uświadomił sobie, że jest w stanie patrzeć na Xi Chenga bez obawy i strachu.

Duan Shun Jie, naprawdę cię podziwiam! Jestem twym największym pod słońcem wrogiem, a ty wciąż potrafisz tak spokojnie stanąć przede mną, jakby nic się nie stało i patrzeć w ten obojętny sposób. Niebiosa, Duan Shun Jie, jak nisko musisz upaść, zanim będziesz zadowolony?

W tonie głosu mężczyzny wyczuć było można gniew. Był wyraźnie niezadowolony, widząc, jaki spokój otaczał chłopaka. Jego słowa wypełniła kpina i sarkazm.

Shun Jie zmarszczył brwi, uświadamiając sobie nagle, jak bardzo chce mu się śmiać. Gdyby kiedyś ktokolwiek opowiedział światu historię jego i Xi Chenga, to z pewnością jej niedorzeczność spowodowałaby, że ludzie śmialiby się aż do rozpuku. Jeszcze kilka lat temu sam nie uwierzyłby w to, że na tym świecie może istnieć ktoś, kto jest w stanie upaść tak nisko, jak upadł on. Właściwie sam nie wiedział, gdzie znajduje się kres…

Wiele razy zadawał sobie to pytanie, lecz nie potrafił znaleźć odpowiedzi, jak do tego doszło, że stał się taki, jakim jest teraz.

Ostre słowa Xi Chenga ciągle go atakowały, jednak pomimo tego nie potrafił przestać go kochać. Czuł całym sobą, że nie ma dla niego lekarstwa. Śmierć i życie nie miały już dla niego znaczenia. Stracił rodzinę, karierę i nadzieję, był jak ciało bez duszy, jak łódź bez żagli i steru. Uporczywie trzymał się tego jedynego uczucia, które dla niego było najszczersze i najprawdziwsze, lecz i to pomału traciło znaczenie. Nie miał już siły dryfować po oceanie śmiertelnego świata.

W swoim życiu odrzucił już wszystko, oprócz potrzeby ponownego zobaczenia Xi Chenga. Teraz polegał jedynie na swym instynkcie, to on poruszał jego ciałem i umysłem. Nawet jeśli instynkt zaprowadziłby go prostą drogą do śmierci, to nie miał już sił, aby zawrócić.

Wielki ciężar, który dźwigał w sercu, sprawił, że ta odrobiną krzywdzących słów kochanka nie potrafiła skrzywdzić go już bardziej. Nie chciał niczego tłumaczyć Xi Chengowi, nie wiedział nawet jak. Milczał, stojąc bez ruchu kilka kroków od mężczyzny, wpatrzony spokojnie w jego twarz, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół jego wyglądu.

Brak reakcji ze strony Shun Jie zaczął pomału nudzić Xi Chenga. Skrzywił nieznacznie brwi, po czym odwrócił się i leniwie podszedł do stolika, nalewając sobie wino do kubka.

Dobrze, więc masz do mnie jakąś sprawę, Wielki Generale Duan?

– …Czy pozwolisz mi potrzymać twą dłoń? – Nagle słowa wypłynęły z ust Shun Jie, sprawiając, że sam poczuł się zaskoczony.

Xuan Yuan spojrzał na niego z niepewnym wyrazem twarzy. Powietrze w komnacie zastygło na chwilę.

Shun Jie stał oniemiały, sam nie wierząc w to, co powiedział. Cała jego twarz oblała się rumieńcem. Widząc, jak kąciki ust Xi Chenga nieznacznie unoszą się ku górze w zimnym uśmiechu, chłopak zadrżał i nagle zapragnął jak najszybciej uciec z tego miejsca, aby nie musieć stawić czoła okrutnym słowom, które za chwilę mogły paść z ust mężczyzny.

Dobrze. – Shun Jie nigdy by się nie spodziewał, że Xi Cheng zgodzi się na tę nagłą prośbę. – Ale mam jeden warunek…

Xuan Yuan podszedł do niewielkiej, bogato zdobionej szafki i wyciągnął stamtąd porcelanową butelkę. Otworzył zatyczkę i wsypał małą ilość znajdującego się wewnątrz proszku do kubka wina stojącego na stole. Biorąc naczynie w dłoń, podszedł do Shun Jie i powoli powiedział:

To tak zwany Proszek Czystości. To sekretna mieszanka stworzona dla członków Rodziny Imperialnej. Często stosowana jest przez Cesarza. Gdy ten opuszcza Pałac na dłuższy czas, podaje go do wypicia swym Imperialnym Konkubinom. W przeciągu pół miesiąca od zażycia tego leku każdy stosunek seksualny zakończy się śmiercią kobiety. Dzięki temu Cesarz ma gwarancję, że jego Cesarskie Konkubiny zachowają czystość aż do jego powrotu. Jeśli wypijesz to wino… – Xuan Yuan Xi Cheng podniósł kubek i przystawił go wymownie do ust chłopaka.

Patrząc głęboko w zimne i piękne oczy mężczyzny, myśli Shun Jie stały się nagle przejrzyste jak woda. Jego serce było w tej chwili wyjątkowo spokojne, bez wahania wziął kubek i wypił całą jego zawartość.

Oczy Księcia przybrały nagle dziwnego wyrazu, kiedy patrzył, jak chłopak opróżnia kubek i odstawia go spokojnie na stolik. Powoli wyciągnął rękę i chwycił za dłoń Shun Jie.

Chodźmy do łóżka.

Ciepło nadchodzące z dłoni Xi Chenga powoli ogrzało serce chłopaka, dając nieznaczne ukojenie panującej w nim agonii. Shun Jie wyjątkowo potulnie przeszedł za mężczyzną do komnaty sypialnej znajdującej się zaraz za gabinetem.

Gdzieś w jego głowie pojawiła się myśl, że właśnie przed chwilą wypił zatrute wino, ale niezależnie od wszystkiego nie miał nic przeciwko temu, żeby opuścić ten świat w tak dziwny sposób. Nigdy by nie pomyślał, że w tym życiu będzie miał jeszcze okazję kochać się z Xi Chengiem. Naprawdę nie wiedział, jak powinien zareagować, czy powinien śmiać się, czy płakać.

Gdy weszli do sypialni Xuan Yuan natychmiast popchnął go na przestronne łoże, a jego niecierpliwe ręce zaczęły ściągać szatę chłopaka. Nagle Shun Jie jakby o czymś sobie przypomniał, odepchnął dłoń Xi Chenga i złapał za materiał przesłaniający jego pierś.

Moja koszula… czy mógłbyś nie ściągać mojej koszuli? – Pomimo tego, że tak bardzo starał się zachować spokój, jego oczy wypełniły się smutkiem. Widać było, że ta sprawa jest dla niego bardzo ważna.

Xuan Yuan Xi Cheng uśmiechnął się delikatnie, jego palce powędrowały w kierunku talii chłopaka, do węzła przy jego spodniach. Zdjął je szybko z Shun Jie wraz z bielizną, odsłaniając dolną połowę ciała.

Shun Jie wyjątkowo potulnie i bez oporu pozwolił mężczyźnie rozchylić swoje uda i w milczeniu przyglądał się, jak zręczne palce Xi Chenga zaczynają powoli wchodzić między jego pośladki.

Ze wszystkich sił starał się, aby powstrzymać rosnące w nim podniecenie, jednak nagle uświadomił sobie, że przyjemność, jaką teraz odczuwał, jest bardziej żarliwa, niż zwykle, gdy się kochali. W końcu nie mogąc dłużej pohamować pragnienia, niekontrolowanie zaczął jęczeć i wić się na łóżku.

Xi Cheng patrzył na niego w tajemniczy sposób i nieprzerwanie poruszał palcami w przód i w tył rozluźniając delikatnie intymne wejście. Nagle nachylił się do ucha chłopaka i szeptem zapytał:

Shun Jie, jeśli chciałbym, abyś zapomniał o wszystkim, co stało się w przeszłości i tak jak teraz został przy mnie już na zawsze, czy zgodziłbyś się to zrobić?

Ciało chłopaka nieznacznie zadrżało. W jego oczach pojawiła się odrobina cierpienia. Pozostanie przy boku Xi Chenga było jego największym marzeniem, jednakże to marzenie nie mogło się już ziścić. Shun Jie powoli pokręcił głową, a jego głos, kontrolowany przez przyjemność, jaką w tej chwili odczuwał, stał się ochrypły i niewyraźny:

Nie… Nie mogę… Zabiłeś mojego ojca… i Si Qi… Nie potrafię cię nienawidzić, ale… nie ma już dla nas… nie ma szans, abyśmy byli razem…

Rzeczywistość nie dawała żadnych nadziei. Shun Jie nie potrafiłby zapomnieć o wszystkim i żyć szczęśliwie ze swym największym wrogiem, mężczyzną, który zabił jego ojca i siostrę. Nie potrafiłby udawać, że nic się nie stało…

Nagle nabrzmiały do granic i twardy członek Xi Chenga wszedł w jego ciało, przerywając gwałtownie myśli Shun Jie.

Ból był wszechogarniający, lecz mieszał się z niezaznaną wcześniej ogromną przyjemnością. Świadomość chłopaka coraz mocniej zmieniała się w kompletny chaos. Xi Cheng również zachowywał się, jakby tracił nad sobą kontrolę. W porównaniu do jego normalnego zachowania był bardziej podniecony i rozpalony, niemal histerycznie plądrował ciało leżące pod nim.

Wolniej… Proszę, zwolnij… – Shun Jie niezdolny do zniesienia więcej intensywnej przyjemności, zaczął błagać, używając płaczliwego głosu.

Xi Cheng jakby nie słyszał próśb kochanka i wciąż nieprzerwanie zanurzał się w jego ciele. W chwili, kiedy chłopak był już bliski szczytowania, mężczyzna niespodziewanie wyciągnął rękę i rozerwał koszulę na piersi kochanka.

Nie! – Krzyknął Shun Jie. Próbował użyć zdrowej ręki, aby zasłonić klatkę piersiową, jednak z rozpaczą odkrył, że oczy Xi Chenga zwęziły się na chwilę. – Nie! Nie patrz! Błagam cię, nie patrz!

Łzy niekontrolowanie zaczęły spływać po policzkach chłopaka. Nagle poczuł rozchodzące się wewnątrz niego ciepło, kiedy mężczyzna doszedł w jego wnętrzu. Jednak Xi Cheng nie miał najmniejszego zamiaru poprzestać na tym. Wciąż nie wychodził z ciała Shun Jie, co więcej zmienił się na twarzy, przybierając trudny do opisania wyraz. Nagle złapał ręce chłopaka i rozłożył je na boki, pozwalając czerwonej bliźnie na piersi kochanka kompletnie się odsłonić.

To była blizna wycięta ostrzem noża. Głębokie cięcia przebijały skórę, sięgając ciała pod nią. Kolor blizny i jej struktura były bardzo wymowne. Stare cięcia, które zdążyły się już zabliźnić, przeplatały się z nowymi, wciąż krwiście czerwonymi, które wyraźnie zostały stworzone niedawno. Widok był ekstremalnie odrażający, jednak słowo, które tworzyły, było dobrze widoczne i czytelne: 熙誠1.

Głupcze… Jesteś głupcem… dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego musisz być tak głupi? – Twarz Xi Chenga przybrała wyraz, jakiego Shun Jie nigdy wcześniej nie widział; zdumiony i zakłopotany. Szeptał sam do siebie przez jakiś czas, po czym złapał za twarz chłopaka i zmusił, aby dokładnie na niego spojrzał.

Duan Shun Jie. Dobrze się przypatrz! Jestem mężczyzną, co więcej mężczyzną, który cię nie kocha! Oszukiwałem cię, zwodziłem twe uczucia i raniłem ciało, zabiłem twego ojca i siostrę. Dlaczego mimo tego wyciąłeś sobie moje imię na piersi? Zwariowałeś?!

Shun Jie poruszył się gwałtownie, próbując uwolnić ręce. Odwrócił wzrok, niezdolny do parzenia na mężczyznę i słuchania jego karcących słów. Po tak długim czasie sam to dobrze rozumiał. Jednak te wszystkie dni i noce zaraz po ucieczce były nie do zniesienia. Tego rodzaju ból duszy mógł być zagłuszony tylko przez inny rodzaj bólu. Któregoś razu po prostu chwycił za sztylet i zaczął nacinać ciało… Sam nie wiedział, dlaczego wyciął na piersi imię Xi Chenga. Wiele razy podejrzewał, że zwariował, jednak sztylet w jego ręku i kolejne bolesne cięcia na jego piersi dawały mu namiastkę rzeczywistości.

Te blizny, które już nigdy się nie zagoją, zostały odsłonięte tuż przed oczami Księcia. Krwawe i brzydkie linie wyglądały, jakby obnażały Shun Jie i pozbawiały go ostatniego kawałka poczucia własnej godności.

Twarz chłopaka stała się koszmarnie blada, a jego ciało zesztywniało w oczekiwaniu na kolejne okrutne i szydercze słowa Xi Chenga.

Głupcze… Jesteś takim głupcem… – Jednak mężczyzna mówił cicho, jakby szeptał do siebie, zaraz potem pochylił się nad ciałem chłopak, aby złożyć pocałunek na jego lewym sutku.

Mokry i gorący język zaczął umyślnie go kusić i powoli kierował się w stronę wyciętej na piersi blizny. Shun Jie poczuł, jak rośnie w nim dziwne pożądanie, a jego członek zaczyna na nie reagować. W tym samym czasie penis Xi Chenga, który wciąż znajdował się głęboko we wnętrzu kochanka, nagle stał się twardy i pełen wigoru.

Achhh… ach… – Shun Jie jęknął nagle, czując jak Xi Cheng zaczyna pieścić jego nabrzmiały członek, sprawiając, że omal nie doszedł od samego dotyku mężczyzny. Został jednak zablokowany i powstrzymany przez zwinne palce Księcia.

Miękkie i delikatne ścianki wnętrza jego ciała mogły dokładnie poczuć, jak Xi Cheng zaczyna poruszać się łagodnie w przód i w tył. Odpowiednio rozciągnięte wejście nie było już odrętwiałe i suche. Teraz zamiast bólu chłopak mógł poczuć prawdziwą przyjemność. Jego głębokie wdechy zamieniały się w jęki rozkoszy…

Mów do mnie! Powiedz moje imię, szybko! – Xi Cheng również był dziś bardziej podniecony niż zwykle. Uwolnił w końcu z ust ciągle kąsany sutek i użył całej siły, aby całować usta Shun Jie, sprawiając, że chłopak omal się nie udusił. Jego język był nieprzerwanie ssany i pieszczony przez mężczyznę. Czuł, jak nieprzełknięta ślina zaczyna spływać po jego szyi. Jego ręce wciąż były mocno trzymane, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.

– …Xi Cheng, kocham cię! – Kiedy w końcu mężczyzna oderwał swoje wargi od ust kochanka, Shun Jie nabrał powietrza i z wysiłkiem wypowiedział na głos słowa miłości. Niemal natychmiast z jego oczu popłynęły łzy, spływając po policzkach ciepłym strumieniem. To był pierwszy raz, kiedy płakał przy Xi Chengu, ale nie dbał już o nic. Niedługo miał nadejść jego koniec, ale Shun Jie czuł się szczęśliwy, mogąc rozstać się ze światem w taki sposób.

Wiem… – Xuan Yuan odpowiedział głębokim i ochrypłym z pożądania głosem. Zwiększył siłę ruchów swej talii, aby jeszcze mocniej i głębiej wejść w kochanka. Przyjemność, jaką odczuwał teraz Shun Jie, spowodowała, iż cały drżał z rozkoszy, jęczał i płakał jednocześnie…

Pochłonięci sobą nawzajem nie zauważyli, że nagle ktoś wszedł do sypialni.

Mój mężu, jest już późna noc, dlaczego jeszcze nie śpisz… Niebiosa… – Piękna kobieta z uśmiechem na twarzy, odziana w Pałacowe wytworne szaty, otworzyła nagle drzwi do komnaty sypialnej. Widząc jednak gorącą i wypełnioną prawdziwą ekstazą scenę, krzyknęła z całą mocą nabranego do płuc powietrza.

Obaj mężczyźni, wpatrzeni tylko w swoje mięśnie i skórę, zostali nagle zaskoczeni przez ten głośny krzyk. Xuan Yuan podniósł głowę, by w ostatniej chwili zobaczyć postać wybiegającej z sypialni kobiety, jego żony Wang Shi. Chciał wyskoczyć z łóżka i dogonić ją, jednak jego zmysły wciąż były przytępione, a ciało nagie…


1. Xi Cheng.

Tłumaczenie: Polandread

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: