Girou no Koimizu

Rozdział 145 min. lektury

Wieczorne kwiaty wiśni były zabarwione światłem papierowych latarni.

Noce w dzielnicy przyjemności zawsze wydawały się czerwone. Dlaczego tak było?

To chyba kolor szaleństwa, pomyślał Misao, opierając dłonie na cynobrowej poręczy. Uniósł odrobinę głowę i zmrużył swoje rozmarzone oczy jak kot.

Ciepły wiosenny wiatr sprawiał, że jego włosy tańczyły swobodnie wokół jego ramion pomimo tego, że był mężczyzną. Ich ruch odkrył delikatną skórę jego szyi, która kryła się pod jego wysokim kołnierzem.

Wesoły śpiew rozbrzmiał zza drzwi, stłumiony przez odległość dzielącą go od bawiącej się grupy.

Z jego ust uciekło ciche westchnienie.

Chciał tańczyć, pozwolić swojemu umysłowi odlecieć i bawić się bez zahamowań, daleko od tych kajdan, które więziły jego ciało.

W takich chwilach nie chciał o niczym myśleć i czuć.

Witaj, Misao.

Jego uwagę przywołał głos dobiegający z zachodniego korytarza, sprowadzając jego myśli na ziemię.

Ukrywając rozczarowanie, Misao leniwie obrócił głowę w kierunku mówcy. To była jego jedyna rzeczywistość.

Jeden z gości wracał z łazienki, a jego twarz była zarumieniona od alkoholu. Zadowolony podszedł do Misao. Był właścicielem dużego i dobrze prosperującego sklepu z kimonami.

To rzadki widok. Nie masz nic do roboty?

Kupiec przemówił radośnie, więc Misao uśmiechnął się skromnie i delikatnie zaprzeczył ruchem głowy.

Pomagam w pokoju Seno’o. Było zbyt dużo sake, więc powiedziałem im, że pójdę przynieść grzaniec. Ale…

Misao odwrócił się leniwie i skierował swoje puste spojrzenie za balustradę.

Kwiaty wiśni były tak czerwone, że mnie oczarowały.

Udawał, że nie widzi twarzy mężczyzny, kiedy ta pojawiła się na skraju jego wizji.

Już od dziecka bez większego wysiłku umiał wywołać czyjeś zainteresowanie albo dostać to, co chciał.

Słowa bywały tak mało eleganckie.

Przekrzywił głowę, udając, że podąża wzrokiem za jednym ze spadających z drzewa płatków. W końcu jego wzrok spoczął na stopach gościa i Misao uniósł rzęsy. Mężczyzna zauważył jego spojrzenie, a jego twarz wypełniła się czułością. Wyraźnie przełknął.

Czy… skończyłeś już osiemnaście lat? – zapytał sprzedawca kimon, ostrożnie przysuwając się do Misao i zmniejszając dystans między nimi, tak jakby podchodził do płochliwego kota.

Tak, w zeszłym miesiącu. – Misao przytaknął z gracją.

Znam cię już od tak dawna, Misao, ale z roku na rok robisz się coraz piękniejszy.

Jego mięsiste ręce, ogrzane ciepłem jego ciała, pochwyciły prawą dłoń Misao.

Och!

Misao wydał z siebie wyćwiczony i zabarwiony naiwnością dźwięk zaskoczenia, na co twarz mężczyzny się rozluźniła.

Prawie w ogóle nie wyglądasz jak mężczyzna.

Nawet nie próbował powstrzymać nieprzyjemnego uczucia, jakie wywołał w nim kupiec, gdy pieścił jego dłoń. Przymknął delikatnie oczy, mając zamiar zadrwić ze swojego zalotnika tym wyrafinowanym aktem.

Misao po raz pierwszy został odwiedzony przez tego mężczyznę wiele lat temu, kiedy służył jednej z młodszych kurtyzan. W okolicznym slangu nazywano ich pokojówkami. Zawsze chodzili za przydzieloną im osobą, wykonując za nich wszystkie czynności. Dziewczyna, której wtedy służył Misao, była szalenie popularna i miała wiele wdzięków. Jednak jej atrakcyjność kończyła się na wyglądzie zewnętrznym, bo tak naprawdę była zwykłą wymagającą i pełną dumy żmiją. Wybuchała przy nawet najmniejszej prowokacji i miała w zwyczaju bić Misao, by poczuć się lepiej. Jej stali klienci znali ten aspekt jej osobowości, ale płacili za piękną kobietę, więc spoglądali w drugą stronę, kiedy znęcała się nad swoją pokojówką w sali herbacianej.

Ale to nie ma żadnego znaczenia, bo jakoś to zniósł. Miał dwanaście lat, kiedy straciła zainteresowanie opieką nad nim i właśnie wtedy mężczyźni zaczęli czulej się do niego odnosić. Powód był jasny – jak Misao zaczął dorastać, to ujawniło się jego uniwersalne piękno, któremu żadna z dziewczyn nie była nawet równa.

W końcu wszyscy, którzy przychodzili do burdelu, by płacić za noc przyjemności, oceniali ludzi wyłącznie po ich wyglądzie.

Stawali się lubieżni.

Skoro robisz sobie przerwę, to może wpadniesz do mojego domu? Chciałbym podziwiać twój wspaniały taniec o wiele dłużej, niż mogę to zrobić tutaj.

Misao odpowiedział na sugestię sprzedawcy kimon poprzez nieśmiałe skinięcie głową.

Dziękuję, tak zrobię.

Zadowolony kupiec przytaknął trzykrotnie, zabrał dłoń, która pieściła palce Misao i sięgnął do rękawa. Natychmiast wyciągnął ją z powrotem i ponownie oparł o rękę młodszego mężczyzny.

Misao poczuł, że coś szorstkiego dotyka jego skórę.

To obietnica.

Mężczyzna ścisnął mocno dłoń Misao, pieczętując ich obietnicę i szybko zniknął w głębi korytarza. Jak tylko Misao stracił go z oczu, to fałszywe zainteresowanie natychmiast zniknęło z jego twarzy.

Dmuchnął na swoją dłoń, tak jakby próbował zetrzeć z niej niewidzialny brud, po czym zerknął, co otrzymał od kupca. Pięć jenów.

Dzięki – wymamrotał nieszczerze do banknotu.

Misao pracował przez cały miesiąc bez dnia wolnego i równie dobrze mógłby zarobić tyle samo za swoje występy. Zacisnął dłoń i zdecydował, że jeśli to jest jego cena, to nie było tak źle. Nie tak źle, ale nadal czekała go daleka droga, zanim uzbiera kwotę, której potrzebował.

Jeśli to się utrzyma, to pewnego dnia nadejdzie dzień, kiedy to się skończy.

Jego myśli powędrowały, wyobrażając sobie przyszłość.

Wsunął zarobione pieniądze do kieszeni i oparł biodro o poręcz, spoglądając na dzielnicę czerwonych latarni.

To właśnie o tej porze świat za bramą się ożywiał. Wśród idących tłumów ludzi zauważył młodego czeladnika, który niósł shamisen swojej siostry, gejszy, i był porządnie opieprzany. Z drugiej strony nadjechała mała riksza i zatrzymała się tuż przy wejściu do Herbaciarni Oumi, w której pracował Misao.

Pojazd miał postawiony daszek, więc z góry nie można było zobaczyć pasażerów. Możliwe, że jest to jeden z częstych gości lub gejsza, która wystąpi w jednej z salek.

Pod wpływem wiatru grzywka wpadła mu w oczy, więc zirytowany z powrotem wsunął ją za ucho. Zerknął ponownie na rikszę i zauważył, że pierwszy pasażer już z niej wysiadł. Był to właściciel domu instruktażowego, który wprowadzał klientów w świat herbaciarni. Obie dłonie opierał nabiodrach. Odszedł kawałek od pojazdu i ukłonił się z gracją, gdy drugi pasażer także opuścił pojazd. To na pewno był jakiś nowy klient. A skoro właściciel nie pozostawił go na pastwę jednego z młodszych pracowników, ale sam oprowadzał go po dzielnicy, to był to ktoś bardzo ważny.

Misao zauważył głowę pełną jasnych i miękkich włosów wyłaniającą się spod dachu rikszy. Potem w oczy rzuciło mu się ramię pokryte flokowanym płaszczem w kolorze suchych liści. Nagle poczuł ciepły oddech na karku i wykrzyknął w zaskoczeniu. To był zwykły kawał. Jednak głos Misao musiał dosięgnąć uszu obcego mężczyzny, ponieważ spojrzał w górę, kiedy wysiadał z rikszy.

Misao szybko przyjrzał się jego twarzy.

Nawet z daleka było widać, że jest bardzo przystojny.

Utrzymując na twarzy tę samą, bezceremonialną minę, mężczyzna długo spoglądał na Misao, po czym uśmiechnął się nieśmiało i skierował wzrok w dół. Całość została wykonana z wyćwiczoną elegancją. Było to wyraźnym przeciwieństwem zachowania Misao, który został zaskoczony i tylko gapił się szeroko otwartymi oczami na obcokrajowca.

Pochodzimy z różnych środowisk, pomyślał gorzko Misao.

Nic nie pokazywało prawdziwego wychowania osoby bardziej niż to, jak reagowali w niespodziewanych sytuacjach.

Oho.

Rozbawiony głos, w którym dało się wyczuć delikatny zapach alkoholu, wpadł do ucha Misao.

Niezły przystojniak wjechał dzisiaj do miasta. Dziewczyny będą zadowolone.

Mężczyzna się zaśmiał i oparł łokcie o balustradę, by spojrzeć na ulicę. Misao rzucił dyletantowi mordercze spojrzenie z boku. Jego kimono było rozwichrzone, a jego ciało otaczał atrakcyjny zapach męskości. Kurtyzana, która była tak dobra w pochlebianiu swoim klientom, została przechytrzona przez atrakcyjnego mężczyznę.

W kwaterze rozkoszy było pewne powiedzenie: przystojny mężczyzna nie ma ani pieniędzy, ani wpływów. Ten mężczyzna, Yoji Katsuragi, był pięknym młodzieńcem po dwudziestce. A do tego miał szczęście urodzić się jako dziedzic bardzo starej rodziny posiadającej własną ziemię.

Klienci tacy jak on, którym niczego w życiu nie brakowało, byli naprawdę rzadcy. Urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą.

Ile lat miał Misao, kiedy się zorientował, że zazdroszczenie innym za to, że mają coś, czego on nie posiada, jest bez sensu?

Jeszcze raz rzucił wzrokiem w dół, ale jasnowłosego mężczyzny już nie było. Nawet riksza została już odciągnięta.

Dlaczego to zrobiłeś, panie Katsuragi? Narobiłeś mi tylko wstydu!

Misao sapnął, próbując się odsunąć, kiedy dosadnie zwalał winę na Katsuragiego. Mężczyzna zablokował mu drogę ucieczki i żartobliwie oplótł jego talię ramieniem.

Po czym zachichotał mu do ucha.

Może i ubierasz się jak kobieta, ale twoje ciało na pewno należy do mężczyzny.

Misao stał cicho, uwięziony przez ramię Katsuragiego. Patrzył się pustym wzrokiem w przestrzeń. Wiedział, że opór tylko bardziej zachęci drugiego mężczyznę.

Katsuragi uwielbiał robić i mówić rzeczy, które sprawiają Misao dyskomfort. To nie tak, że go nie lubił, ale kiedy pojawiał się w burdelu, to zawsze go przyzywał do swojego pokoju i frywolnie z nim flirtował, tak jakby nie potrafił sobie wyobrazić, że Misao może mieć depresję. Jednak jeśli robił to, nie mając żadnych nieczystych myśli, to Misao także go wykorzystywał. Katsuragi nie był tak łatwy do zmanipulowania.

Miał nadnaturalnie perwersyjną osobowość.

Puść mnie. Skurcz mnie złapał – zaprotestował bezbarwnym tonem.

Jak dla mnie, to nie wyglądasz jak dziewczyna.

Gardło Katsuragiego zadrżało od śmiechu. Zaczął udawać, że dotyka biodra Misao dłońmi.

Ale jeśli jakiś facet miałby się zamienić w kobietę, to stawiałbym na ciebie. – Ciepły oddech wdarł się do ucha mniejszego mężczyzny. – Chcesz sprawdzić, żeby mieć pewność?

Prawdziwy chłód skrywał się pod lubieżną pasją.

W ogóle tego nie czuł, ale lubił bawić się kosztem Misao. Dla Katsuragiego burdel był tylko miejscem do zabijania czasu. To właśnie on nauczył Misao, że nawet jeśli jakiś mężczyzna coś takiego powiedział, to nigdy nie powinien wierzyć przystojnym bogaczom.

Więc Misao przestał obdarzać Katsuragiego niepotrzebnym ciepłem i zaczął traktować go obojętnie.

Bo w tym miejscu albo ty kogoś wrobiłeś, albo ktoś wrobił ciebie.

Uciekająca razem para kochanków w tej bajce się nie zdarzała. Misao wygiął szyję, by spojrzeć na Katsuragiego.

A chcesz? – zapytał z chłodnym, zwycięskim uśmiechem.

Katsuragi od razu stracił zainteresowanie i go puścił.

Jesteś prawdziwym profesjonalistą. Dlaczego nie możesz się zachowywać bardziej jak tamta słodka dziewuszka, którą udawałeś dla Kato?

To wstrętne! Podglądałeś nas? – zaszydził Misao, a jego spojrzenie ześliznęło się z twarzy Katsuragiego i skierowało w głąb korytarza.

Myślałem o tym.

Misao zobaczył spoglądającą na nich z góry kobietę w bogato wyszywanym kimono, która szła w ich kierunku z nosem wzniesionym ku górze. Miała cienkie, zaokrąglone oczy, które pasowały do jej wysoko upiętych włosów i sprawiały, że wyglądała jak lis. To właśnie ją preferował Katsuragi. Druga w rankingu kurtyzana Herbaciarni Oumi, Sen’o.

Katsuragi potarł swój kark i spojrzał na nią zirytowany.

Ludzie, których najmniej chciałeś zobaczyć, zawsze pojawiali się w najgorszych momentach.

Myślałam, że poszedłeś przynieść nam grzaniec. Co robiłeś przez ten cały czas?

Seno’o spojrzała na Misao ozięble, a jej ton głosu prawie sugerował, że przyłapała go na spotkaniu z nielegalnym kochankiem. To było absurdalne oskarżenie, ale prawdą było, że się guzdrał, więc postanowił zachować ciszę.

Nie bądź zazdrosna o pomoc.

Nie było jasne, czy Katsuragi próbował ją uspokoić, czy raczej podjudzić, kiedy się wciął w ich spór.

Zmęczyło mnie słuchanie twoich narzekań na pomocników.

Seno’o odwróciła się do Katsuragiego z zirytowanym wyrazem twarzy.

Jedynymi pomocnikami w tym domu są mężczyźni, którzy ciężko pracują nad domem na drugim piętrze. Jeśli chodzi ci o rodzaj pracy, jaką może wykonać ta osoba, to ogranicza się ona jedynie do wylegiwania się w blasku zachwyconych spojrzeń klientów i zanudzania swoimi niekończącymi się tańcami. To tak, jakby myślał, że jest gejszą.

Seno’o obrzuciła Misao ubliżającym spojrzeniem.

Nie wiem co myśli o tym właściciel, ale to na pewno nie wygląda dobrze.

Deklaracja Seno’o zdenerwowała Misao, ale Katsuragi wciął się apatycznie, zanim miał okazję jej odwarknąć.

Czy moglibyście unikać rozmowy o waszej płytkiej polityce wewnętrznej przy klientach? Nie obchodzą mnie wasze kocie bójki – wymamrotał i samotnie wrócił do sali herbacianej. Seno’o nie była w stanie się powstrzymać i kontynuowała.

Chciałbym się dowiedzieć, jak udało ci się tak łatwo wkupić w jego łaski. – Spojrzała na niego z nienawiścią, a jej wargi wygięły się w okrutny łuk. – Może bardzo hojnie rozporządzasz swoimi fizycznymi atrybutami.

Co powiedziałaś? – Misao uśmiechnął się lubieżnie, słysząc tę wulgarną zniewagę. – Zaklepałem rynek w tej kategorii. Ale widzę, że i tak sama nie wybrałaś żadnego atrybutu.

Najwyraźniej jego riposta była bardzo trafna, bo z głębi korytarza dało się słyszeć rubaszny śmiech Katsuragiego.

Seno’o była taka wściekła, że wrzasnęła imię Misao.

Ten nie zwracał na nią żadnej uwagi i odszedł, nie słysząc skrzeków skierowanych w jego stronę.

Szedł korytarzem prowadzącym do pokoi, zachowując stały i powolny krok.

Herbaciarnia Oumi została wybudowana wokół ogrodu i dało się wyczuć dumę w tej prostocie nawet w Otobe, którego ulice wypełnione były małymi i dużymi burdelami. W budynku znajdowały się liczne sale herbaciane dla gości, ale jeśli odczepi się ich papierowe drzwi, to całość przemieniała się w sporą salę bankietową. A nawet kiedy wszystkie drzwi były zamknięte, to cienie gejsz grających na shamisenach i tancerzy podskakujących w rytm małych bębnów tworzyły ruchliwą atmosferę. Misao skręcił w korytarz wiodący do wewnętrznego ogrodu i wspiął się po schodach, ignorując wszystkie wesołe gody.

Nowe i namiętnie ze wszystkimi flirtujące dziewczyny szły z drugiego końca korytarza. Były na przysłowiowym ostatnim szczeblu drabiny. Nadal trenowały, by zostać towarzyszkami i jeszcze nie mogły przyjmować klientów. Kiedy kurtyzana, która robiła za ich starszą siostrę i nauczycielkę, przyjmowała klientów, to razem z nią szły do sal herbacianych. To był najłatwiejszy okres ich żyć w tym miejscu. Miały dużo wolnego czasu i często można było je spotkać, gdy wędrowały bez celu po domu. To było właśnie jedno z takich spotkań.

Zerknęły do sali przyjęć, w której zatrzymywano nowych klientów.

Cześć, przystojniaki – wyszczebiotały i cała sala natychmiast wypełniła się gwarem. Zachichotały uroczo w rękawy kimona i szybko uciekły z pomieszczenia.

Były takie niewinne… Jak długo takie zostaną? Misao zastanawiał się nad tym, kiedy zerknął na salę przyjęć. Od razu zauważył, dlaczego uciekły.

Wszystkie papierowe drzwi zostały pozdejmowane, co stworzyło wystarczająco duży pokój, by mógł pomieścić dwadzieścia łóżek. W środku siedziało czterech nowych klientów, trzech z nich miało skrzyżowane nogi. Przydzielone im dziewczyny siedziały kawałek przed nimi, wyglądając niezwykle profesjonalnie w swoich wyszywanych kimonach.

Tylko jeden z klientów siedział w pozycji formalnej.

Był taki sztywny, że wyglądał, jakby czekał na rozpoczęcie ceremonii parzenia herbaty. Obserwował siedzące naprzeciw nich dziewczyny ze spokojnym wyrazem twarzy.

Wyglądał, jakby miał tyle samo lat co Katsuragi. To był mężczyzna, który został kilka minut temu przyprowadzony przez właściciela.

Obok niego klęknęła młoda dziewczyna w zalotnym kimonie i z włosami fantazyjnie ułożonymi na czubku głowy, by zaoferować mu kubek herbaty i popielniczkę. To była Sazu, pokojówka Ukigumo, jednej z najlepszych prostytutek. Wyglądało na to, że chcieli zaoferować najcenniejszy klejnot swojemu najlepszemu klientowi.

Zbyt znudzony, by ponownie oglądać ten sam rytuał, Misao miał zamiar kontynuować swoją podróż, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk nieznanego melodyjnego głosu.

Dziękuję bardzo.

Misao zatrzymał się nagle, tak jakby ktoś szarpnął za jego smycz. Odwrócił się zmieszany. Zobaczył Sazu gapiącą się na klienta, a jej oczy były tak szeroko otwarte, że jeszcze trochę, a by wybuchły.

Misao był pewny, że na jego twarzy gościła ta sama mina.

Jeszcze nigdy nie spotkał klienta, który zwróciłby się do pokojówki.

Ile masz lat? – zapytał Sazu z ciepłem w głosie. Rzadko mieli okazję spotkać kogoś mówiącego po japońsku z tak kulturalnym akcentem.

Sie-sie… – wyjąkała Sazu, a szok wypełnił jej twarz. – Mam siedem lat… sir.

Siedem… – Mężczyzna zamyślił się nad wyszeptanym wyznaniem Sazu i niepokój mignął mu na twarzy.

Chcąc chętnie uciec z tej nieznanej jej sytuacji, Sazu szybko zaczęła się podnosić. Mężczyzna położył rękę na jej zakrytym materiałem kolanie i ją zatrzymał, po czym wyjął coś z kieszeni swojego płaszcza. Obwinął ten przedmiot białą chusteczką i podał go dziewczynie, która nieśmiało chwyciła go swoją drobną dłonią. Przysunął swoją twarz bliżej niej i wyszeptał jej coś do ucha.

Sazu rzuciła mu pełne powątpiewania spojrzenie, ale mocno trzymała otrzymany obiekt w dłoniach.

Mężczyzna uśmiechnął się do niej uspokajająco i przytaknął. Miał dobroduszną twarz. Jego profil przyciągnął wzrok Misao.

Pracuje dla dużej firmy na zachodzie. Jego dziadek to prezes korporacji Towa. – Nagły szept zaskoczył Misao. – Sam też jest niezłym przedsiębiorcą pomimo swojego młodego wieku.

Misao nie zauważył nawet, że ktoś się do niego zbliżył. Kazushi, jego przyjaciel z grona służących, także wpatrywał się w głąb sali przyjęć. Ze wszystkich mężczyzn w Oumi, to właśnie Kazushi był mu najbliższy wiekiem – mężczyzna był od niego tylko trzy lata starszy.

Twarz Misao była sztywna z dezorientacji, która sprawiała, że Kazushi czuł się zakłopotany. Przesunął swoje spojrzenie na niego i uniósł brwi.

Dlaczego tak na mnie patrzysz?

Misao nie przestawał się gapić na Kazushiego, kiedy ten zadawał swoje pytanie, po czym powoli zaprzeczył ruchem głowy. Przecież nie przyzna, że urzekł go jeden z klientów.

Bez powodu.

Niezręcznie opuścił wzrok, wsuwając włosy za ucho. Dopiero wtedy zauważył wielką tacę, którą Kazushi opierał na ramieniu. Na niej znajdowały się czarki do wina, sake i talerz z rybą. Były to dania podawane klientom, którzy byli tu po raz pierwszy.

Będziesz mu serwował?

Jak widać. – Kazushi spojrzał się na Misao triumfalnie i puścił mu oczko.

Mogę cię zastąpić?

W normalnych okolicznościach Kazushi zgodziłby się bez wahania.

Wiedział, że Misao ma ogromny dług do spłacenia. Kiedy tylko mógł pomóc mu zarobić trochę grosza, to oddawał mu swoje tace, by mógł serwować ważnym klientom. Później wszystko zależało od młodszego mężczyzny – musiał wzniecić upodobania klientów i sprawić, że sytuacja była zyskowna.

Zerknął w głąb pokoju przyjęć. Sazu wielokrotnie kłaniała się mężczyźnie, aż w końcu wstała. Kazushi obserwował, jak klient odprowadził z ja z gracją do drzwi i w końcu odpowiedział:

Nie ma takiej potrzeby. Oni nie są jeszcze przyzwyczajeni do twoich sztuczek.

Myślisz, że młody panicz Katsuragi sprawił, że jestem w tym zbyt dobry?

Kazushi zaśmiał się krótko i wszedł do pomieszczenia z tacą tak, jakby nic się nie stało. Sazu przecisnęła się obok niego i szybko podreptała w kierunku Misao. Próbowała go wyminąć, ale on złapał ją za rękę.

Dziewczynka spojrzała na niego zaskoczona.

Chodź ze mną – rozkazał Misao i pociągnął ją za sobą w głąb korytarza, tak żeby nie było ich widać z pokoju przyjęć. Sazu miała wypełnioną winą minę. Normalna zalotna dziewczynka pisnęłaby w takiej sytuacji, ale ona podążała za nim cicho jak myszka.

Misao schylił się, by spojrzeć jej w oczy.

Co od niego dostałaś? – zapytał, patrząc na nią z powagą.

Sazu zgarbiła ramiona i szybko schowała trzymaną w ręku chusteczkę głęboko do rękawa kimona, starając się ochronić swój prezent. Jej oczy były mocno zamknięte i wyglądała jak dziecko obawiające się kary cielesnej. Odpowiedzialną za nią kurtyzaną była Ukigumo, piękna kobieta, która bez problemu łączyła skromność z przepychem. Nigdy nie podniosłaby ręki na swoją pokojówkę. Dla dzieci burdelu bycie bitymi było częścią ich życia. Więc za każdym razem, kiedy coś się zdarzyło, zwijały się w sobie. Misao dobrze pamiętał ten refleks.

Nie zabiorę ci tego – powiedział ze smutnym uśmiechem, głaskając ją po głowie. Po prostu chciał się dowiedzieć, co dostała. Miał wrażenie, że jeśli się nie dowie, to ta drobnostka będzie go prześladować.

Obiecujesz?

Sazu spojrzała na niego ostrzegawczo, aż w końcu pozwoliła swoim zaciśniętym dłonią rozkwitnąć jak maleńki kwiatuszek, odsłaniając swoją nagrodę.

W chusteczce kryła się urocza, przezroczysta buteleczka, mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. Misao wziął ja do ręki, a jego oczy powędrowały do miejsca, z którego pochodziła, błyskając zazdrością.

Przysunął buteleczkę bliżej swojej twarzy i zauważył, że jej powierzchnia była gładka, nieubrudzona nawet najmniejszym odciskiem palca.

Potrząsnął nią, a znajdujące się w środku wysokiej jakości kolorowe cukierki zabrzęczały o ściankę swojego więzienia.

Ukigumo je uwielbia – wymruczał pod nosem Misao.

Oczy Sazu otworzyły się szeroko, po czym rzuciła się na niego.

Ale on dał to mi!

Dziewczynka wyrwała mu butelkę, a chusteczka wyleciała jej z rąk.

Och! – Cichy krzyk wydostał się z ust Misao. Udało mu się złapać materiał, zanim spadł jak wielki płatek śniegu na ziemię.

Powiesz jej o tym? – To nerwowe pytanie zabrzmiało między nimi jak kamień uderzający o posadzkę.

Głuptas. – Misao spojrzał w górę, kiedy beształ ją srogim tonem. – Nawet jeśli jej nie powiem, to ty powinnaś. Jeśli nie będzie wiedziała, że jej pokojówka dostała prezent, to nie będzie mogła podziękować za niego klientowi. Twoja siostra nie zrobi wtedy zbyt dobrego wrażenia.

Dziewczynka miała bolesną minę na twarzy, kiedy słuchała wykładu mężczyzny, a jej wargi zacisnęły się w wąską linię. Zauważył, że zrozumiała, bo nie wyglądała, jakby miała zamiar się wykłócać. Nadal wyglądała na smutną, kiedy przytaknęła z pokorą.

Dzięki komu możesz nosić piękne kimona i codziennie jeść tyle, ile zechcesz? Kto za to płaci?

Moja siostra – odpowiedziała cichutkim głosem Sazu.

Więc nie powinnaś niczego przed nią ukrywać – potwierdził z delikatnym uśmiechem. – Myślisz, że ci to zabierze? Nawet jeśli to był prezent dla ciebie?

Tym razem mała główka poruszyła się przecząco, a dłonie dziewczynki zadrżały.

Ten klient… – Sazu wymamrotała powoli, patrząc się w dół. – Jest bardzo miły.

Dlaczego tak mówisz?

Dziewczynka ucichła, kiedy Misao poprosił o dowód, nie będąc w stanie zaoferować mu nic konkretnego.

Czy to dlatego, że dał ci cukierki?

Misao uśmiechnął się z politowaniem. Sazu rzuciła mu ogniste spojrzenie, od razu skacząc do obrony nieznajomego.

Jest miły!

Najwyraźniej nie będąc pewną, że jej argument zadziała, Sazu pobiegła w dół korytarza jak uciekająca trusia. Jej długie rękawy powiewały za nią jak skrzydła motyla

Jestem pewny, że taki jest. – Misao wyszeptał swoją zgodę, choć wiedział, że uciekająca dziewczynka i tak go nie usłyszy.

Był pewny, że Sazu nadal delikatnie przyciskała buteleczkę cukierków do siebie, choć już nie był w stanie tego zobaczyć.

To nie była najmilsza rzecz, którą ten mężczyzna dla ciebie zrobił, Sazu.

Misao nie wierzył, że ludzie, którzy zostali pobłogosławieni bogactwem, przynosili same dobre rzeczy tym, którzy ich otaczali.

Lepiej jest nie wierzyć w coś takiego, kiedy mieszka się w okropnym świecie splamionym rządzą i seksem.

Misao spojrzał na śnieżnobiałą chusteczkę, którą upuściła Sazu, po czym ostrożnie ją złożył.

Chroniła buteleczkę, którą otrzymała dziewczynka. Schował tę odrobinę dobroci w głębi kimona, tuż przy swoim sercu.

***

O drugiej nad ranem strażnik przeszedł przez pusty korytarz drugiego piętra, uderzając drewnianą grzechotką. Był to sygnał, że zbliża się pora zamknięcia.

Misao przemierzał korytarz za strażnikiem, próbując stłumić ziewnięcie.

Ze wszystkich stron słychać było tłumione poduszkami jęki, ale Misao zdążył się już do tego przyzwyczaić. Uważał to za totalnie obrzydliwe, że mężczyźni przychodzący do takich miejsc lubili, kiedy kobiety wydawały z siebie takie dźwięki. Po tej chwili krytyki, myśli Misao powędrowały do klienta z pokoju przyjęć, o którym rozmawiał z Sazu. To nie był pierwszy raz tego wieczoru, kiedy o nim myślał. Wszystko, co się do tej pory zdarzyło, przypominało mu o nim.

Ze wszystkich klientów, którzy przychodzili do Herbaciarni Oumi, tylko jednemu udało się zdobyć uwielbienie Misao. Po raz pierwszy spotkali się, kiedy Misao został pokojówką, mijając się w korytarzu. Nigdy nie zapomni tego momentu.

Mężczyzna zapytał, w jaki sposób Misao zyskał pewną ranę na twarzy, a kiedy chłopiec nie odpowiedział, to zatrzymał wdzięczącą się przed nim młodszą kurtyzanę i porządnie ją zrugał. Dziewczyna potem pobiła za to Misao, ale chłopak wiedział, że tak się stanie. Po prostu był zbyt szczęśliwy, że ktoś stanął w jego obronie, żeby się tym przejmować. Następnym razem, kiedy go zobaczył, to od razu do niego podbiegł.

Otaczała go aura bezinteresownej dobroci.

Jednak nie pojawił się tu już od kilku miesięcy. Więc dlaczego Misao zaczął go tak nagle wspominać? To musiał być wpływ tego nowego klienta.

Masaomi Towa.

Przedsiębiorca i dziedzic korporacji Towa. Posiadając takie tytuły, na pewno miał wystarczające wpływy, by zatrzymać u siebie kobietę, więc wszyscy zostali ostrzeżeni, by nie popełnić błędu.

Misao nie miał żadnego związku z tą osobą, ale z jakiegoś powodu jego serce biło jak oszalałe i nie dawało się uspokoić.

Hej. Już skończyłeś?

Kazushi zawołał do niego z jednego z korytarzy ciągnących się wokół ogrodu, kiedy dolewał oleju do latarni.

Podczas ich każdego spotkania na jego twarzy pojawiał się wyraz zrozumienia. Misao potrafił sobie wyobrazić, że gdyby kiedyś opuścił to miejsce, to Kazushi na pewno byłby popularny wśród dziewczyn.

Masz zmianę? – zapytał, tłumiąc kolejne ziewnięcie.

Tego dnia Misao rozpoczął pracę o dziesiątej rano, kiedy pomagał przywołać nowych klientów. Cieszył się, że to już koniec.

Tak. – Kazushi puścił mu oczko i wykrzywił w uśmiechu usta. – I muszę zając się dziewczynami, zanim wyruszą jutro na ulice. Nie mogę iść spać, dopóki się tym nie zajmę.

Biedaczek.

To nie zabrzmiało zbyt sympatycznie. – Kazushi zmarszczył brwi, po czym zaczął się głośno śmiać.

Dziewczyny spały na drugim piętrze, ale on i pozostali mężczyźni zajmowali piętro pierwsze. Misao skierował swoje kroki w kierunku schodów. Był już w połowie korytarza, kiedy zauważył figurę opierającą się o barierkę i patrzącą na ogród.

Ta osoba wyglądała na bardzo rozluźnioną. Ubrana była w lekkie letnie kimono, które powiewało w nocnym wietrze.

Misao rozchylił usta i położył dłoń wzdłuż szwu kimona, tuż pod jego kołnierzem. Przypomniał sobie o przedmiocie, który tam schował.

Powinienem ją oddać…

Dlaczego myślał o zrobieniu czegoś tak uczciwego?

Problemy z zaśnięciem? – Pytanie wyrwało się z jego ust, zanim się zorientował.

Mężczyzna odwrócił się w jego stronę. To właśnie on nawiedzał jego myśli przez cały wieczór. Przystojny mężczyzna z pokoju przyjęć, Masaomi Towa.

Przez chwilę wyglądał na zagubionego, kiedy patrzył na Misao, ale po chwili najwyraźniej sobie go przypomniał. Na jego twarzy natychmiast rozkwitła serdeczność.

Dobry wieczór.

Powitanie Masaomiego było bardzo eleganckie. To był ten głos, który usłyszał wcześniej w pokoju przyjęć, kiedy mężczyzna przemówił do Sazu. Głos pełen romantyczności i fantazji. Misao miał wrażenie, że jest w jakiejś baśni.

Misao skłonił mu się powoli, po czym uniósł głowę z tą samą prędkością i zauważył, że Masaomi nadal uważnie mu się przygląda. Oświetlało go światło księżyca i czystość tej sceny onieśmieliła Misao, sprawiając, że nie był w stanie patrzeć się bezpośrednio na drugiego mężczyznę.

Może byłoby lepiej, gdyby podszedł do niego bliżej, zanim się odezwał.

Misao teraz bardzo tego żałował, bo teraz musi iść, będąc szczegółowo obserwowanym przez Masaomiego, podczas gdy jego własny wzrok wlepiony był w podłogę.

Dlaczego przykładał tak wielką wagę do zwykłego zwrotu chusteczki?

Próbował stłumić to dziwne podekscytowanie, jakie rozlewało się po jego sercu, ale napięcie nie chciało opuścić jego ramion. A nawet teraz czuł się jeszcze bardziej zestresowany.

Zatrzymał się obok mężczyzny, który najwyraźniej na niego czekał. Wsunął palce pod połę kimona i w tym samym czasie Masaomi zaczął mówić:

To mój pierwszy raz w takim miejscu. Przyszedłem tutaj, nie wiedząc, co mam zamiar zrobić.

Hm?

Misao podniósł swój wzrok z prawie bezczelną szybkością, a jego długie rzęsy przecięły powietrze.

Masaomi patrzył na niego ze słabym uśmiechem na ustach, po czym z powrotem odwrócił się w stronę ogrodu.

Wiatr delikatnie pieścił jego włosy. Grzywka wpadła mu w oczy, rzucając cień na jego twarz.

Więc kurtyzana jest kobietą, która nic nie mówi?

Misao zerknął z ciekawością na niepocieszony wyraz twarzy mężczyzny, nie dowierzając w ukradkowość jego tonu.

Musiał się z nim droczyć.

Małe ziarno zwątpienia, które pojawiło się w jego myślach, nigdy nie wyrosło na drzewo podejrzenia. Zamiast tego szybko zwiędło w nicość.

Misao oparł dłoń na kimonie, w którym nadal skrywał chusteczkę. Stracił okazję, by o niej wspomnieć.

Nie sądził, by ten mężczyzna droczył się z innymi dla własnej przyjemności.

Tylko podczas przyjęcia – wyszeptał Misao cichutko.

Masaomi odwrócił się, by na niego spojrzeć.

Kurtyzana nigdy nie otwiera ust przy kliencie podczas jego pierwszej wizyty. Nie do mówienia, nie do picia i nie do palenia.

To… – Jego usta prawie dały się ponieść ciekawości. Jednak Masaomi sapnął i uciął swój dalszy wywód. Misao obserwował, jak mężczyzna dochodzi do siebie i ponownie odwraca się do niego. – Czyli pewnego dnia się do mnie odezwie.

Misao wpatrywał się w niego bez słowa.

Masaomi nie był pewny, jak ma zinterpretować ciszę Misao. Zaśmiał się nerwowo, próbując zamaskować swoje zażenowanie.

Przepraszam. Na pewno cię zatrzymuję.

Oczywiście, że nie. – Misao zaprzeczył ruchem głowy. Jednak nie mógł przecież nadal tutaj stać, skoro dostał pozwolenie na odejście.

Nie…

Choć stojący przed nim mężczyzna był w pewnym sensie podobny do klienta, który zawsze był miły dla Misao, to nadal diametralnie się od siebie różnili.

Tamten klient był dla niego miły, bo rozumiał, jak działały burdele. Zawsze zachowywał się jak potrzeba w salach herbacianych. Można go było nazwać koneserem dzielnicy przyjemności.

Masaomi dopiero co skończył swoją pierwszą wizytę i nic nie rozumiał. Był amatorem.

Misao wiedział, że jeśli ten hojny mężczyzna wejdzie do sali herbacianej, nadal nic nie wiedząc, to wydoją go do ostatniego grosza.

Umm… Jestem pewny, że to, co powiem, zabrzmi bardzo impertynencko, ale… – Misao był na siebie wściekły za to, że się jąkał. Ale po raz pierwszy troszczył się o dobro jednego z klientów.

Masaomi spojrzał na niego z ciekawością.

Misao westchnął z ulgą, że jego zamiar nie został odkryty, po czym utwardził swoje serce.

Skoro nie jesteś obeznany ze zwyczajami herbaciarni, to może chciałbyś, żebym streścił ci najważniejsze fakty?

Ty? – zapytał Masaomi, po czym od razu coś zauważył i zerknął w kąt ogrodu. Misao podążył za jego spojrzeniem. Na jednym z ogrodowych mostów stał strażnik, który uniósł w górę swoją latarnię i patrzył na nich podejrzliwie.

Ach – wymamrotał Misao, czując się zmęczony. – Pewnie myśli, że jestem jedną z dziewczyn.

To był częsty błąd popełniany po zmroku. Misao nie był zbyt niski, ale jego długie włosy najwyraźniej wystarczały.

Przygląda się nam, żeby zobaczyć, czy nie planujemy razem uciec.

Ja z tobą?

Na pewno nie miał na myśli nic złego, ale jego słowa i tak zaskoczyły Misao. Przez chwilę w myślach widział bardzo wyraźny obraz – uciekając z Masaomim i trzymając go wtedy za rękę.

Prawie w tym samym momencie obaj odwrócili się do siebie i spojrzeli sobie w oczy.

Misao przełknął głośno, a Masaomi uśmiechnął się do niego delikatnie. Jego szczery uśmiech był jak delikatny wiosenny wiatr, pomyślał Misao, podczas gdy nocne powietrze igrało z jego włosami.

Masaomi odszedł kawałek od poręczy i się odwrócił.

W takim razie powinniśmy pójść gdzieś indziej. – Spojrzał ponownie na Misao, przekrzywiając delikatnie głowę, a na jego twarzy pojawił się delikatny wyraz twarzy. – Nawet jeśli masz zamiar tylko mi schlebiać.

***

Małe motylki zostały narysowane na cienkich papierowych latarniach. Znajdujące się w środku płomienie sprawiały, że maleńkie owady pięknie latały po wieczornych ścianach.

Byli w pokoju, w którym mogły zmieścić się dwa łóżka, odgrodzone od reszty domu papierowymi ścianami. Wygodne poduszki do siedzenia były rozłożone na podłodze. Nie było żadnych oznak, że pokój ten był ostatnio używany.

Misao czuł się niezręcznie, wiedząc, że to był jeden z pokoi, w którym normalnie spały dziewczyny. Choć jego niezręczność mogła wynikać także z tego, że panował tu taki porządek. Lub z tego, że naprzeciw niego w formalnej pozycji siedział mężczyzna. Masaomi to ktoś, kto kupuje kobiety za pieniądze, ale jednocześnie dawał wrażenie odświeżającej czystości.

Podczas twojej drugiej wizyty zrobią to samo.

Masaomi przytaknął bez słowa, słysząc wyjaśnienie Misao. Światło latarni spowijało połowę jego twarzy w cieniu.

Kurtyzana odezwie się do ciebie, ale nadal będziesz musiał spać sam. Poluzuje pas od kimona dopiero po trzeciej wizycie.

Misao opowiedział mu o różnych metodach zapłaty, takich jak napiwki, prezenty, a nawet o kwiecistych pieniądzach kurtyzany, oczywiście z odpowiednią dozą przyzwoitości. Masaomi czasami zadawał pytania, a Misao pilnie na nie odpowiadał, aż w końcu skończył tłumaczyć wszystkie podstawowe fakty. Objaśnienie tego wszystkiego zajęło ponad godzinę. W pokoju nie było żadnego zegara, więc nie znali dokładnej godziny, ale na pewno zbliżała się już czwarta nad ranem.

Masaomi ani razu nie zmienił pozycji podczas ich rozmowy. Rzadko w ogóle spuszczał swój wzrok z Misao, a intensywność jego uwagi była prawie przerażająca.

Misao udawał, że coś sobie nagle przypomniał, więc zerknął na parawan, uciekając przed wzrokiem Masaomiego.

Kiedy ponownie cię przyprowadzą? – zapytał, nadal z uwagą przyglądając się ścianie.

Napiwek był normalnie płacony tuż przed opuszczeniem burdelu i często jeden z pracowników herbaciarni odprowadzał klienta do domu.

Poprosiłem, żeby to było jutro z samego rana – odpowiedział Masaomi.

W dzielnicy czerwonych latarni „z samego rana” oznaczało godzinę czwartą po południu. Misao ponownie spojrzał na Masaomiego. Mężczyzna nie opuścił wzroku. Wyraz jego twarzy był zrelaksowany, pozbawiony krztyny podniecenia.

Więc niedługo po ciebie przyjdą. Chcesz się przebrać? Mogę ci pomóc.

Och, nie. Nadal na to za wcześnie. – Pewny siebie odrzucił ofertę, tak jakby miał w głowie zegarek.

Spokój Masaomiego w dziwny sposób wpływał na otoczenie. Misao zaczął wstawać, ale słysząc dźwięk jego głosu, usiadł z powrotem, wydając z siebie ciche westchnięcie. Nie chciał mu przeszkadzać.

Czy potrzebujesz czegoś jeszcze? – Misao wiedział, że w jakiś sposób musiał spożytkować pozostały czas, ale Masaomi tylko zaprzeczył ruchem głowy. W następnej chwili wyglądał na jeszcze bardziej zrelaksowanego.

Bardzo mi pomogłeś. Dziękuję.

Misao mrugnął powoli, nie spodziewając się słów podzięki.

Co za dziwny mężczyzna. Nie miał żadnych wad.

Misao nie rozumiał, dlaczego ktoś taki przyszedł do takiego miejsca. Zastanawiał się nad tym całą noc.

Masaomi na pewno przyciągał do siebie kobiety i nie miał potrzeby odwiedzać burdelu. A może to kaprys mężczyzny, który miał wiele czasu i pieniędzy, tak jak było z Katsuragim? Misao nie był w stanie rozwiązać tej zagadki.

Było wiele powodów, dla których mógł chcieć po raz pierwszy zobaczyć burdel.

Zwykłe podziwianie kobiet. Tradycja rodzinna. By spotkać się z kimś z pracy. By się pocieszyć. Pośród tego wszystkiego był jeszcze jeden powód, bardziej niewinny od pozostałych.

Cóż… To musi być to.

Wszystko nagle stało się jasne.

Skoro tak…

Wiedziałeś, że Ukigumo lubi cukierki? – Masaomi wydawał się zdziwiony nagłym pytaniem Misao.

Musiało o to chodzić. Był tego prawie pewny.

Masaomi musiał zobaczyć Ukigumo na ulicy, kiedy szła przywitać klienta i zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. To naprawdę miało sens. Jego prezent dla Ukigumo nigdy nie był przeznaczony dla kogoś innego. Od samego początku dobrze wiedział, co robi.

Dezorientacja pojawiła się na twarzy Masaomiego, kiedy Misao wyciągnął ze swojego kimona jakiś przedmiot i mu go podał.

Na początku tylko patrzył z ciekawością na chusteczkę, którą podawał mu Misao, ale po kilku chwilach wymamrotał:

Ach… To moje, prawda?

Chciałem ci ją zwrócić.

Masaomi przytaknął. Nie zapytał nawet, skąd ją miał. Wziął ją do ręki i podziękował.

Dziękuję i przepraszam za kłopot.

Misao obserwował, jak zabiera dłoń. Przez chwilę żałował, że ją oddał, a przez jego serce przeleciało dziwne przywiązanie. Kiedy Masaomi wstał z powagą, to Misao nie rozumiał, dlaczego poczuł coś takiego.

Mógł tylko potrząsnąć głową na to tajemnicze i dziwne uczucie.

Wyglądało na to, że Masaomi chowa chusteczkę do kieszeni swojego płaszcza, który wisiał w kącie pokoju. Był odwrócony tyłem, więc Misao tak naprawdę nie widział, co robi.

Rozmawiali całą noc, więc to pierwszy raz, kiedy Misao zobaczył jego plecy.

Dlaczego jego serce zrobiło się od tego takie puste?

Nie sądzisz, że danie pokojówce prezentu przeznaczonego dla kurtyzany jest aroganckie? – zapytał cicho Misao.

To mało prawdopodobne, że Masaomi nosił coś takiego ze sobą z przyzwyczajenia. Łatwiej było sobie wyobrazić, że zrobił przeszpiegi na temat gustu Ukigumo.

Mężczyzna wrócił do Misao i zachichotał. Nie zaprzeczył. Więc naprawdę przybył do herbaciarni, by zdobyć Ukigumo.

Nie jest ci jej żal?

Misao nie był pewny, dlaczego powiedział coś tak niemiłego. Było mu niedobrze, kiedy wymawiał te gniewne słowa. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie. Oczy klienta wpatrywały się w niego uważnie, drżąc jak płomień świecy.

To był wyraz twarzy mężczyzny, który natrafił na coś niespodziewanego.

Nagle spuścił wzrok i uważnie przyglądał się podłodze. Wyglądał na zamyślonego. Wyglądało na to, że słowa Misao dotknęły czegoś głębszego.

W ciszy, która nastąpiła, dało się słyszeć trzask ognia płonącego w latarniach. Misao żałował, że zachował się tak niegrzecznie.

Nie miał powodu, by tak atakować Masaomiego.

Dobrze wiedział, jak ten drobny akt miłosierdzia uszczęśliwił Sazu, nawet jeśli był w całości niezamierzony. Wiedział także, jak ważne dla niej będzie to wspomnienie – na pewno nigdy nie zapomni tej chwili.

Więc dlaczego to powiedział?

Nagła złość, szybka jak zajarzenie zapałki, ogarnęła jego emocje.

Masaomi westchnął.

Misao wstrzymał oddech i zacisnął usta.

Rozumiem – powiedział do siebie cicho Masaomi. Jego duże, okrągłe oczy zamknęły się na chwilę. – Taka arogancja jest zdecydowanie bardzo nieatrakcyjna.

Spojrzał na Misao, zwracając uwagę samemu sobie.

A to wszystko w celu odniesienia samozadowolenia.

Misao zawsze uważał to miejsce za jedno wielkie kłamstwo. Mężczyźni i kobiety ukrywali ohydne prawdy na swój temat pod warstwami złocenia. Nie było tu miejsca naprawdę.

Szorstki oddech uciekł z uchylonych ust Misao.

Wybacz mi. – Skłonił się nisko. – To było niegrzeczne z mojej strony.

Bez wątpienia zmusił mężczyznę do powiedzenia tego, czego na pewno nie chciał mówić na głos. Ale i tak szczerze wyraził swoje uczucia i nic nie ukrywał.

Wybacz mi – powtórzył Misao.

Masaomi podszedł i usiadł na skos od niego.

Podnieś głowę.

W tej pozycji Misao widział jedynie jego ręce, spoczywające delikatnie na kolanach mężczyzny, które były zasłonięte materiałem kimona.

Nie chcę, żebyś mnie przepraszał. A nawet się cieszę, że zwróciłeś mi uwagę. Muszę być świadomy tej samolubnej strony samego siebie.

Ten akt samodyscypliny wydawał się Misao odrobinę podejrzany.

Powoli uniósł głowę i spojrzał na Masaomiego. Jeszcze nigdy wcześniej nie był tak blisko tego mężczyzny. Zauważył, że na jego delikatnej twarzy nie było ani śladu złości.

Jeszcze nie zapytałem cię o imię – powiedział Masaomi, śmiejąc się lekko. – Jestem Masaomi. Masaomi Towa. A ty?

Przepraszam, że się wcześniej nie przedstawiłem. – Misao usiadł prosto i przekręcił swoje ciało, by siedzieć na wprost drugiego mężczyzny. – Misao. Zostałem nazwany po festiwalu.

Masaomi przytaknął.

To bardzo ładne imię. Czy mógłbym być zuchwały i złapać cię za rękę?

Za rękę? Nie rozumiem.

Przechylił na bok głowę i wyciągnął przed siebie obie ręce. Masaomi chwycił jedną z nich.

Misao przełknął, a jego oczy się rozszerzyły. Podążał wzrokiem za ich złączonymi dłońmi, aż zostały uniesione do poziomu klatki piersiowej mężczyzny. Skierował wzrok na twarz Masaomiego, kiedy poczuł ciepło jego skóry. Oczy przedsiębiorcy skupione były na dłoni Misao, a pomarańczowe światło latarni sprawiało, że jego delikatny cień rzęs widoczny był na jego twarzy.

Puls w nadgarstku Misao dudnił jak szalony, tak jakby konkurował z głośnością bicia jego serca.

Poczuł, jak palec delikatnie dotyka jego dłoń, po czym przesuwa się wzdłuż niej.
Nieznane uczucie opanowało Misao, sprawiając, że prawie się zachłysnął.

Palec narysował na napiętej skórze jego dłoni pojedynczy znak.

Jego imię.

Powieki Misao drżały z każdym pociągnięciem palca.

Wypuścił dłoń młodszego mężczyzny ze swojego uścisku, jak tylko skończył kreślić ostatni znak.

Nie wiem, czy to pomogło, bo było pisane odwrotnie.

Masaomi uniósł głowę i spojrzało prosto w oczy Misao. Drżenie przepłynęło przez jego twarz, a jego ramiona zatrzęsły się, tak jakby wstrzymywał oddech.

Misao pomyślał, że teraz na pewno na jego twarzy gości dziwna mina.

Normalnie idealnie panował nad swoją ekspresją. Był tego tak pewny, jakby co chwila patrzył w lustro.

Ale teraz nie miał pojęcia, jak się prezentował.

Nigdy wcześniej nie czuł się tak niestabilnie.

Czy mogę…

Spojrzał z powagą na Masaomiego, a potem odwrócił wzrok. Misao słyszał swój własny głos uciekający z jego własnych ust, jak papierowy balon niesiony przez wiatr.

Twoja chusteczka… Czy mogę ją zatrzymać?

Co?

Masaomi wyglądał na zszokowanego. Ba, nawet Misao był zszokowany własnymi słowami.

Zasłonił dłonią usta. Nie wierzył, że o to poprosił.

Masaomi już miał coś powiedzieć, kiedy chwiejne światło latarenki rozbłysnęło za papierowymi drzwiami.

Właściciel zaczyna swój obchód.

Głos Kazushiego przytłoczył hałas korytarza. Instynktownie Misao przygotował się, by wstać w mgnieniu oka. Siedzący naprzeciw niego Masaomi powoli obrócił głowę w stronę mówcy.

Przepraszam, jeszcze się nie ubrałem – zawołał przez drzwi. Jego głos był bardziej poważny niż przez cały wieczór spędzony z Misao. – Czy mógłbyś chwilkę zaczekać?

Pomóc panu?

Masaomi odrzucił ofertę Kazushiego.

Dziękuję, ale nie ma takiej potrzeby.

Pozwól mi – zaoferował Misao. Masaomi przytaknął i obaj wstali. Ze względu na pilność sytuacji serce Misao waliło tak chaotycznie, że bał się czy nie stanie z przeciążenia. Wtedy na nic by się nie przydał. Na szczęście powoli się uspokoiło.

Mężczyzna zsunął z siebie kimono i Misao nasunął koszulę na jego szerokie plecy. Kiedy pomagał mu nałożyć płaszcz, to Masaomi spojrzał się na niego przez ramię.

Dziękuję.

Misao poprawiał kołnierz jego płaszcza, kiedy to usłyszał i z jakiegoś niezrozumiałego mu powodu, bardzo go to dotknęło. Cicho potrząsnął głową. Jego uczucia znowu były w dziwnym nieładzie.

Przepraszam, że musiałeś czekać.

Masaomi otworzył drzwi.

Wyglądało na to, że Kazushi postawił latarenkę na podłodze i klęknął obok drzwi, by poczekać. Słysząc szelest otwieranych drzwi, spojrzał w górę i zauważył Misao stojącego za klientem. Jego usta mimowolnie się otworzyły i patrzył na nich ogłupiały.

Czy coś się stało? – zapytał Masaomi.

Uch… Nie, sir. Proszę iść za mną.

Kazushi podniósł latarnię i poprowadził Masaomiego wzdłuż korytarza. Misao podążał tuż za nimi.

Dwuosobowa riksza już stała przed wejściem, a mała latarnia zaczepiona była z boku.

Masaomi odwrócił się do niego. Misao był tak zaskoczony jego nagłą zmianą kierunku, że aż cofnął się o krok w tył. Jednak kroki drugiego mężczyzny były o wiele dłuższe, więc szybko zmniejszył dystans między nimi i delikatnie chwycił dłoń Misao. Ciepło jego skóry sprawiło, że oddech młodszego mężczyzny zatrzymał mu się w gardle.

Dziękuję za twoją pomoc – wyszeptał, patrząc w oczy Misao. Cicho zabrał dłonie i nie odwracając się, poszedł do pojazdu. Jeden z zarządców usiadł obok niego, wydał kierowcy rozkaz i oddalili się szybkim tempem.

Czyli się co do was myliłem – zażartował Kazushi, unosząc swoją latarnię. Misao nie odpowiedział, a jego wzrok skupił się na tym, co trzymał w dłoniach.

Chusteczka została złożona na kwarty, a później jeszcze raz na pół. W środku schowany został banknot dziesięciojenowy. Misao poczuł, jak ogromny ciężar spoczął na jego sercu.

To była zbyt duża suma, by mogła zostać nazwana zwykłym napiwkiem i kiedy zauważył ją Kazushi, to z jego ust wyrwał się cichy gwizd.

Co takiego zrobiłeś?

Róg ust Kazushiego się podwinął i z jakiegoś powodu Misao uznał to za niezwykle obraźliwe.

To nie tak – odpowiedział ponuro i wrócił do budynku. Poszedł do pokoju właściciela na tyłach. Od końca jego pracy dzielił go konkretny dystans. Wsunął prawą dłoń do rękawa i wyjął zgromadzone w nim banknoty. To było wszystko, co tej nocy otrzymał od klientów – w sumie osiem jenów. Nie wliczał do pieniędzy, które otrzymał od Masaomiego.

Wszedł do pokoju.

Właściciel bezmyślnie postawił swoje łóżko tuż przy kominku. Obudził się, dopiero kiedy Misao stanął tuż przy jego poduszce. Uniósł przyprószoną siwizną głowę z niezadowoleniem.

Kto tam jest? – zapytał władczo. Jak tylko ujrzał, kto nad nim stoi, to jego nastrój natychmiast się zmienił. – Och, to ty, Misao. Pracowałeś dzisiaj do późna. Jak ci poszło?

Misao cicho ukląkł i usiadł na brzegu materaca. Starannie ułożył na łóżku wszystkie otrzymane dzisiaj banknoty. Właściciel podniósł je i policzył.

Zdobyłeś osiem jenów! Dobra robota. – Uniósł brwi do góry, będąc wyraźnie pod wrażeniem.

Ile jeszcze zostało? – wydusił z siebie Misao.

Właściciel uniósł kącik ust i westchnął.

Nie bądź taki uparty. Spędziłem tutaj całe swoje życie.

Klejąca się dłoń pogłaskała Misao po policzku, ale ten od razu ją odepchnął.

Nie żartuję.

Gardło właściciela zadrżało z rozbawienia. Na pewno był jakimś zboczeńcem, żeby czerpać aż taką radość z czegoś takiego.

No dobrze, dobrze. Naprawdę jesteś dobry.

Spojrzał na Misao tak, jakby zagubił się we śnie i powiedział tę samą rzecz, którą mówił za każdym razem, gdy odwiedzał go młodszy mężczyzna.

Twoja twarz, twoje oczy… Każdego dnia pąk twojej młodości rozkwita coraz bardziej.

Ponownie uniósł dłoń, zapominając, co stało się wcześniej, ale Misao zrobił unik i wstał.

Jestem już tym zmęczony. Nie potrzebuję, żebyś za każdym razem mówił mi, jak bardzo przypominam ci coś tam. Dziękuję za czas, który mi poświęciłeś – wybuchnął Misao i skierował się ku wyjściu z pokoju. Właściciel, nie wychodząc z łóżka, poprosił, by się zatrzymał.

Przez cały czas trzymałeś coś w dłoni. Co to takiego? Chusteczka?

Staruszek przyglądał się lewej ręce Misao z ogromną ciekawością.

Młodszy mężczyzna bez słowa wyszedł z pokoju.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: