Mo Dao Zu Shi

Rozdział 111 – Wangxian I28 min. lektury

Słońce jeszcze nie wzeszło, więc na ulicach wciąż było pusto. Wei Wuxian i Lan Wangji podróżowali razem, a ciszę przerywało jedynie miękkie stukanie kopyt osła o ziemię.

Wei Wuxian poklepał zwierzę po pośladkach, siedząc na jego grzbiecie. Przywiązana do uprzęży torba wypełniona była prawdopodobnie przez juniorów z sekty Lan jabłkami.

Wyciągnął jedno z nich, przykładając do ust. Wpatrując się w przystojny profil Lan Wangjiego wgryzł się w owoc z głośnym chrupnięciem. Jabłuszko był tak wściekły z powodu kradzieży jabłka, że aż parsknął i uderzył kilka razy kopytem o ziemię. Wei Wuxian nie miał czasu teraz poświęcać mu uwagi, więc klepnął go jeszcze raz i wepchnął mu resztę jabłka do pyska.

Lan Zhan, wiedziałeś? Ta Sisi prawdopodobnie była przyjaciółką matki Jin Guangyao.

Nie wiedziałem.

Wei Wuxian nie był pewny, czy powinien się zaśmiać.

Tak tylko powiedziałem, to nie było prawdziwe pytanie. Widziałem to w świątyni Guanyin podczas Empatii z ghulem. Opiekowała się nim i jego matką.

I dlatego Jin Guangyao jej nie zabił – powiedział po chwili ciszy Lan Wangji.

Prawdopodobnie tak. Obawiałem się, że Zewu-jun znowu się nad nim zlituje, więc wcześniej nic nie powiedziałem. Wciąż nie jestem pewny, czy powinien o tym wiedzieć.

Powiemy mu, jeśli o to zapyta.

Tak będzie najlepiej. – Wei Wuxian odwrócił się, zerkając za siebie i wzdychając, co było do niego niepodobne. – Nie chcę się już więcej przejmować tymi okropnymi rzeczami. Wystarczy.

Lan Wangji przytaknął, ściskając lejce Jabłuszka i prowadząc go w dal.

Każdy powinien zająć się swoimi własnymi problemami. Choć Lan Xichen był jego rodzonym bratem, to Lan Wangji i tak nie był w stanie mu w żaden sposób pomóc. Pocieszanie było na nic.

Wei Ying – odezwał się po kolejnej chwili ciszy Lan Wangji.

Tak?

Jest coś, o czym nigdy ci nie powiedziałem.

Z jakiegoś powodu serce Wei Wuxiana zabiło szybciej.

Co takiego?

Lan Wangji zatrzymał się, wpatrując się prosto w niego. Już miał się odezwać, gdy za sobą usłyszeli pospieszne kroki.

Rany, już nas ktoś dogonił? – zdziwił się Wei Wuxian.

Ktoś rzeczywiście ich dogonił, jednak nie było tak źle, jak się spodziewali. Podbiegł do nich zasapany Lan Sizhui.

Ha-Hanguang-jun, seniorze Wei!

Wei Wuxian podparł się łokciem o łeb osła.

Drogi Sizhui, wyruszamy w podróż przedślubną. Co tutaj robisz? Nie boisz się, że stary Lan cię zbeszta?

Chłopak się zawstydził.

Nie bądź taki, seniorze Wei. Przyszedłem zapytać o coś ważnego!

Co takiego?

Przypomniałem sobie parę rzeczy, których nie mam jak potwierdzić, więc… więc przyszedłem zapytać o nie Hanguanga-jun i seniora Wei.

Lan Wangji spojrzał na niego, po czym skierował spojrzenie na Wen Ninga. Trup przytaknął.

Co sobie przypomniałeś?

Chłopak wypiął pierś, biorąc głęboki wdech.

Upierał się, że jest świetnym kucharzem, lecz gotował potrawy ohydne dla oczu jak i żołądka.

Hę?

Zakopał mnie w marchewkowym polu, mówiąc, że szybciej urosnę dzięki promieniom słońca i wodzie, a także, że może obok mnie wyrośnie kilkoro innych dzieci.

– …

Zaprosił Hanguanga-jun na obiad, lecz uciekł przed zapłaceniem, zmuszając go do pokrycia rachunku.

Oczy Wei Wuxiana się rozszerzyły i prawie spadł z grzbietu osła.

Ty… ty… – jąkał się.

Może byłem zbyt mały i dlatego nie pamiętam zbyt wielu rzeczy z tamtych lat, ale jestem pewny, że… nazywałem się Wen.

Nazywałeś się Wen? Nie Lan? Lan Sizhui, Lan Yuan… – mamrotał trzęsącym się głosem Wei Wuxian. – Lan Yuan… Wen Yuan?

Lan Sizhui przytaknął. Jego głos również drżał.

Seniorze Wei… Jestem A-Yuan…

Wei Wuxian nie mógł zrozumieć, co się dzieje. Wciąż był zagubiony.

A-Yuan… To on nie umarł? Został sam na Kopcach Pogrzebowych…

Nim skończył, przypomniały mu się słowa Lan Xichena: „Mówimy, że przez te lata medytował nad swoimi błędami, lecz w rzeczywistości nie był w stanie wstać z łóżka. Gdy usłyszał o twojej śmierci, nie zważając na nic zaciągnął swoje poranione ciało na Kopce…”.

Lan Zhan, to byłeś ty! – powiedział Wei Wuxian, odwracając się do wspomnianego mężczyzny.

Tak. To tego ci nigdy nie powiedziałem.

Przez dłuższą chwilę Wei Wuxian nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa.

W końcu Sizhui nie wytrzymał i rzucił się na nich z płaczem. Jednym ramieniem otoczył Wei Wuxiana, drugim Lan Wangjiego, mocno ich do siebie przyciągając. Wpadli na siebie pod wpływem siły tego przytulenia. Obaj byli zaskoczeni.

Chłopak skrył głowę pomiędzy ich ramionami.

Hanguang-jun, seniorze Wei…

Słysząc jego stłumiony głos, Wei Wuxian i Lan Wangji wymienili spojrzenia. Obaj zobaczyli w swoich oczach coś delikatnego. Patriarcha uspokoił się trochę, kładąc dłoń na plecach Sizhuiego i klepiąc lekko.

Wystarczy, dlaczego płaczesz?

Nie płaczę… Po prostu… nagle poczułem się taki sfrustrowany i jednocześnie szczęśliwy… Nie wiem, jak to opisać…

Po chwili ciszy Lan Wangji także zaczął go klepać po plecach.

Nie musisz tego opisywać.

Dokładnie – potwierdził Wei Wuxian.

Lan Sizhui nic nie powiedział, zamiast tego przytulając ich jeszcze mocniej.

Wkrótce Wei Wuxian zaprotestował:

Ej, ej, ej, dlaczego jesteś taki silny? Widać efekty nauk Hanguanga-jun…

Ty również go uczyłeś. – Lan Wangji na niego spojrzał.

Nic dziwnego, że wyrósł na takiego wspaniałego młodzieńca.

Senior Wei nigdy mnie niczego nie nauczył – wtrącił chłopak.

Niby kto tak powiedział? Po prostu byłeś wtedy bardzo młody i zapomniałeś.

Nie zapomniałem. Chyba masz rację, że coś mnie nauczyłeś.

No widzisz.

Lan Sizhui zrobił poważną minę.

Nauczyłeś mnie, by podmieniać okładki w pornograficznych książkach na normalne.

– …

Lan Wangji znowu spojrzał na Wei Wuxiana.

A także, że jak będą przechodziły piękne damy, to muszę…

Bzdury. Dlaczego pamiętasz tylko takie rzeczy? Chyba śnisz. Jak mógłbym uczyć dzieci takich rzeczy?

Wujek Ning może to potwierdzić. Na pewno był obecny, gdy mnie tego uczyłeś.

Co potwierdzić? Nic takiego się nie wydarzyło.

Nic… Nic nie pamiętam… – wyjąkał Wen Ning.

Hanguang-jun, każde moje słowo jest prawdą – przyrzekł Sizhui.

Lan Wangji przytaknął.

Wiem.

Ugh, Lan Zhan! – zezłościł się Wei Wuxian. Po chwili namysłu zapytał: – Skoro o tym mowa, to jak sobie przypomniałeś, Sizhui?

Sam nie wiem. Po prostu poczułem, że Chenqing jest mi znajomy.

Mógł się domyślić, że chodzi o Chenqing.

Och, oczywiście, że go kojarzysz. Lubiłeś go gryźć. Wiecznie go obśliniałeś, przez co nie mogłem grać.

Lan Sizhui natychmiast oblał się szkarłatem.

Na-naprawdę?

Tak, no bo jak inaczej przypomniałbyś sobie wszystko, gdy tylko go zobaczyłeś? Chcesz posłuchać więcej historii z dzieciństwa? – Ułożył dłoń w kształt motyla – Hanguang-jun, pamiętasz, jak zaprosiłem cię na obiad a Sizhui trzymał dwa słomkowe motylki i mamrotał „lubię cię”, „też cię lubię”…

Chłopak jeszcze bardziej się zaczerwienił.

Ach, tak, wtedy nawet nazwałeś Hanguanga-jun „tatą” na oczach wszystkich. Biedny Hanguang-jun! Był wtedy takim niewinnym młodzieńcem, lecz nagle został czyimś ojcem…

Aaaaa! – krzyknął Sizhui. – Hanguang-jun, przepraszam!

Lan Wangji spojrzał na szczerzącego się Wei Wuxiana i potrząsnął głową. W jego oczach widać było delikatność.

A właśnie, Wen Ning, wiedziałeś o tym? – odezwał się znowu patriarcha.

Trup przytaknął, szokując przyjaciela.

To dlaczego mi nie powiedziałeś?

Wen Ning zerknął na Lan Wangjiego, ostrożnie odpowiadając:

Panicz Lan nie mówił, że mogę ci powiedzieć, więc…

Wei Wuxian był wściekły.

Dlaczego aż tak bardzo się go słuchasz? Jesteś Upiornym Generałem! Upiorny Generał nie powinien się bać Hanguang-jun! Przez ciebie tracę twarz!

Hanguang-jun, przepraszam! – krzyczał wciąż Lan Sizhui.

Rozdzielili się w lesie na skraju Yunping.

Paniczu, my pójdziemy w tę stronę – powiedział Wen Ning.

W którą? – zapytał Wei Wuxian.

Czy nie zapytałeś, co chcę zrobić, jak to wszystko się skończy? Rozmawiałem o tym z A-Yuanem. Udamy się do Qishan, by pochować prochy naszych krewnych. Chciałem się też rozejrzeć, czy nie zostały tam jakieś rzeczy mojej siostry, by wybudować jej cenotaf.

Cenotaf? Zbudowałem wam po jednym na Kopcach, ale zostały spalone. Też możemy pójść do Qishan.

Wei Wuxian odwrócił się do Lan Wangjiego, lecz nim zdążył coś powiedzieć, Wen Ning go powstrzymał.

Nie ma takiej potrzeby.

Nie pójdziecie z nami? – Wei Wuxian się zawahał.

Seniorze Wei, powinieneś iść z Hanguangiem-jun.

Wei Wuxian już miał znowu zaprotestować, gdy Wen Ning się odezwał:

To naprawdę w porządku, paniczu Wei. Zrobiłeś dla nas wystarczająco dużo.

A co planujesz później? – zapytał patriarcha po chwili ciszy.

Odprowadzę A-Yuana do Zacisza Obłoków i wtedy się zastanowię. Możesz pozwolić mi kontynuować moją podróż samemu.

Wei Wuxian powoli przytaknął.

– …Równie dobrze mogę.

To był pierwszy raz, gdy Wen Ning podjął własną decyzję i przestał iść tą samą ścieżką, co on. Wei Wuxian domyślał się, że musi być coś, co chce zrobić z własnej woli.

Właśnie na to miał przez ten cały czas nadzieję – by każdy podążał własną ścieżką. Jednak teraz, gdy ten dzień w końcu nadszedł, czuł się odrobinę przygnębiony, obserwując jak sylwetki Lan Sizhuiego i Wen Ninga powoli znikają w oddali.

Jedynie Lan Wangji został u jego boku. Na szczęście była to jedyna osoba, którą chciał obok siebie mieć na zawsze.

Lan Zhan.

Mn.

Dobrze go wychowałeś.

Spotkacie się jeszcze wiele razy.

Wiem.

Gdy Wen Ning odprowadzi Sizhuiego do Zacisza Obłoków, będzie mógł zatrzymać się w okolicy. Często będziecie się widywać.

Wei Wuxian na niego spojrzał.

Lan Zhan, boisz się, kiedy ci dziękuję, prawda? Nagle sobie to przypomniałem. W przeszłości, gdy nasze drogi się rozchodziły, to często ci dziękowałem, a kiedy ponownie się widzieliśmy, było ze mną coraz gorzej.

Zabicie Wen Chao i Wen Zhuliu, spotkanie dzięki kwiatom w Yunmeng, rozstanie w Kopcach Pogrzebowych. Za każdym razem używał tego słowa, by nakreślić wyraźną granicę i się oddalić.

Po długiej chwili ciszy Lan Wangji w końcu odpowiedział:

Między nami nie ma potrzeby mówić „dziękuję” i „przepraszam”.

Wei Wuxian się wyszczerzył.

Jasne, to porozmawiajmy o innych rzeczach, na przykład…

Zniżył głos, dłonią wskazując Lan Wangjiemu, by podszedł bliżej, tak jakby chciał mu powiedzieć coś na ucho. Zgodnie z oczekiwaniami mężczyzna wykonał polecenie. Jednak, zamiast się odezwać, Wei Wuxian prawą dłonią uniósł jego podbródek i schylił się, by go pocałować.

Dopiero po dłuższej chwili lekko się odsunął; ich rzęsy wciąż się stykały.

I jak? – wyszeptał Wei Wuxian.

– …

Hanguang-jun, zareaguj jakoś, dobrze?

– …

Jesteś taki chłodny. Teraz powinieneś rzucić mnie na ziemię…

Nim skończył mówić, Lan Wangji objął go za szyję, silnym gestem przysuwając go bliżej i znowu całując.

Jabłuszko był zszokowany. Nawet przestał żuć jabłko, rozdziawiając szeroko pysk. Zamarł, wyglądając jak posąg. Wkrótce nie był w stanie utrzymać ciężaru Wei Wuxiana tak mocno przechylonego na jedną stronę, więc Lan Wangji podniósł towarzysza, zdejmując go z grzbietu zwierzęcia.

Tak jak sobie życzył, Wei Wuxian został przyszpilony do ziemi i całowany aż do utraty tchu. Nagle oznajmił:

Czekaj, czekaj!

Co?

Mam nagłe przeczucie… – Wei Wuxian zmrużył oczy.

Las, krzaki, trawa, silne ruchy i splątane języki. Istne deja vu. Zastanowił się przez chwilę, a z każdą sekundą to uczucie było coraz bardziej znajome. Musiał zapytać.

Gdy zakryłem oczy podczas łowów na górze Feniksa, to ty…?

Nie dokończył pytania, a Lan Wangji nie odpowiedział, lecz jego palce lekko drgnęły. Gdy tylko Wei Wuxian to zauważył, natychmiast podparł się łokciem i przyłożył ucho do piersi towarzysza. Tak jak się spodziewał, usłyszał szalone bicie jego serca.

Och, czyli to naprawdę byłeś ty?! – Wei Wuxian był zszokowany.

Ja… – Grdyka mężczyzny się poruszyła.

Lan Zhan, kto by się spodziewał, że zrobisz coś takiego?!

– …

Wiesz, zawsze myślałem, że to jakaś nieśmiała dziewczyna, która się we mnie podkochiwała, ale bała się to wyznać.

– …

Już wtedy miałeś sprośne myśli na mój temat?

Wtedy wiedziałem, że to złe. Bardzo złe. – Głos mężczyzny był stłumiony.

Wei Wuxian przypomniał sobie, jak nakrył później Lan Wangjiego na masakrowaniu drzewa.

To dlatego byłeś taki wściekły?

Początkowo myślał, że mężczyzna był zły na kogoś innego. Nigdy by nawet nie przypuszczał, że był zły na samego siebie – za to, że dał się ponieść impulsowi, nie był w stanie się kontrolować i wykorzystał drugą osobę w sposób, który nie był ani sprawiedliwy, ani zgodny z zasadami jego sekty.

Widząc, że Lan Wangji opuścił głowę, tak jakby znowu zastanawiał się nad swoimi błędami, Wei Wuxian pogłaskał go po policzku.

No dobra, przestań się tak katować. Ja tam się cieszę, że tak szybko mnie pocałowałeś. W końcu to był mój pierwszy pocałunek, gratulacje, Hanguang-jun.

Lan Wangji nagle na niego spojrzał.

Pierwszy pocałunek?

Tak, a co myślałeś?

Mężczyzna nie odrywał z niego wzroku. Coś dziwnego błysnęło w jego oczach.

No to… – zaczął.

No to co? Takie zająkiwanie się nie jest w twoim stylu Lan Zhan.

No to wtedy dlaczego… dlaczego…

Dlaczego co? – Wei Wuxian był zagubiony.

Dlaczego się nie opierałeś? – Usta Lan Wangjiego w końcu się poruszyły.

Patriarcha zamarł.

Ty… Nie wiedziałeś, kto to jest, więc dlaczego się nie opierałeś? – Głos mężczyzny znowu brzmiał na stłumiony. – A później nawet mi powiedziałeś…

Co powiedział?

Wei Wuxian w końcu sobie przypomniał.

Gdy wpadł na Lan Wangjiego, to z dumą się popisał, mówiąc coś o swoim doświadczeniu w sprawach miłosnych i że nikt nie będzie śmiał pocałować Lan Wangjiego, który zresztą sam też nigdy nikogo nie pocałuje. A nawet napomknął, że zapewne do końca życia nie doczeka swojego pierwszego pocałunku…

Nagle się pochylił, wręcz wyjąc ze śmiechu i uderzając o ziemię.

Hahahahahahahahaha!

– …

Śmiejąc się, Wei Wuxian go przytulił i dał mu buziaka.

Czyli wtedy byłeś taki wściekły, bo myślałeś, że całowałem się już z kimś innym?! Głupi jesteś, Lan Zhan? Uwierzyłeś w te wszystkie bzdury! Tylko taki wapniak jak ty by w to uwierzył, hahahaha…

Jego śmiech był zbyt głośny, zbyt nieokiełznany. W końcu Lan Wangji stracił cierpliwość, przyciskając go do ziemi. Zostawili Jabłuszko, turlając się za krzaki.

Po zeszłonocnej burzy krople wody wciąż spoczywały na źdźbłach, zawilgacając białe szaty Lan Wangjiego, lecz mężczyzna został ich natychmiast pozbawiony przez Wei Wuxiana, który wyszeptał:

Nie ruszaj się.

Świeży zapach trawy otoczył patriarchę, podczas gdy jego towarzysz jak zawsze skąpany był w chłodnej woni drzewa sandałowego. Wei Wuxian uklęknął pomiędzy nogami Lan Wangjiego, coraz niżej składając swoje pocałunki, zaczynając od czoła. Pomiędzy brwiami, na czubku nosa, na obu policzkach, ustach, podbródku. Na grdyce, obojczykach, środku piersi.

Całował wzniesienia i wklęsłości, jak pobożny wyznawca.

Gdy dotarł do umięśnionego brzucha, zaczynając kierować się niżej, kilka cienkich pasm włosów zsunęło mu się z ramion i razem z delikatnymi oddechami pieściło niebezpieczną strefę. Wyglądało na to, że Lan Wangji nie był w stanie dłużej tego znieść. Wyciągnął rękę, chcąc złapać ramię Wei Wuxiana, lecz partner go wyprzedził, chwytając go za nadgarstek.

Nie ruszaj się. Już mówiłem, że ja to zrobię.

Rozwiązał wstążkę, by na nowo ujarzmić swoje nieposłuszne włosy i znowu się pochylił. Lan Wangji najwyraźniej zrozumiał, co zamierza zrobić.

Nie – powiedział cicho z lekko niepewną miną.

Tak – odparł jego partner, bez wahania biorąc penisa mężczyzny do ust.

Upewniając się, że przypadkiem go nie ugryzie, ostrożnie otoczył go swoim ciepłem. Próbował wziąć go jak najgłębiej, lecz było mu trochę ciężko, gdy nabrzmiały członek pocierał o jego gardło. Lan Wangji natychmiast zauważył problem i próbował go odepchnąć, martwiąc się, że się zmusza.

Wystarczy.

Wei Wuxian odsunął jego dłoń i powoli zaczął ssać.

Ty…

Lan Wangji wkrótce nie był w stanie wydusić z siebie więcej.

Kolekcja pornografii, która przeszła przez ręce Wei Wuxiana od młodości, mogłaby wypełnić całą salę w pawilonie bibliotecznym GusuLan. Jako że był dość pojętnym uczniem, używał ust i języka zgodnie z widzianymi ilustracjami, uważnie oddając się temu palącemu pragnieniu. Lan Wangjiemu ciężko było się powstrzymać przed popełnieniem okropnego i okrutnego czynu, gdy jego najwrażliwsza część ciała znajdowała się w ciepłym i wilgotnym gardle, a miękkie usta opiekowały się nią z takim oddaniem.

Wei Wuxian poczuł, jak oddech partnera przyspiesza, a palce mocniej zacisnęły się na jego ramionach. Jego policzki i szyja powoli zaczynały boleć, więc przyspieszył, w końcu czując ciepłą ciecz rozlewającą mu się po ustach.

Porcja była gęsta i hojna, pachnąca piżmem. Gdy ściekła mu do gardła, natychmiast go przydławiło, więc wypuścił z ust penisa i zaczął kasłać. Lan Wangji klepał go po plecach i zadziwiająco zakłopotanym tonem powiedział:

Wypluj to, szybko. Wypluj to.

Wei Wuxian zasłonił usta i potrząsnął głową. Chwilę później zabrał dłoń i wystawił język w stronę Lan Wangjiego, pokazując też wnętrze ust.

Połknąłem.

Czubek jego języka był zaczerwieniony, a rąbek szkarłatnych ust zdobiła biała plamka i szeroki uśmiech. Lan Wangji patrzył się na niego pusto, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.

Był jednym z najbardziej zdyscyplinowanych kultywatorów, jednak w tej chwili cała jego chłodna beznamiętność całkowicie zniknęła. Nawet czubki jego uszu lekko się zaróżowiły, przez co można było odnieść wrażenie, że znęcano się nad nim w jakiś wyjątkowo okrutny sposób. Widząc, jak wygląda, Wei Wuxian był wniebowzięty. Rozebrany do pasa objął partnera, całując kąciki jego ust i powieki.

Dobry chłopiec, nie bój się. Kiedy następnym razem będzie twoja kolej, by posmakować mój, to też musisz się tak postarać, rozumiesz?

Jego usta wciąż były wilgotne od nasienia Lan Wangjiego, przez co swoimi pocałunkami przeniósł trochę również na niego. Dodajmy do tego jeszcze jego dość zszokowaną minę, tworząc trochę żałosny obraz. Wei Wuxian znowu go pocałował.

Lan Zhan, tak bardzo cię kocham.

Mężczyzna powoli zwrócił się w jego stronę.

Wei Wuxian nie był pewny, czy nic mu się nie przywidziało, lecz miał wrażenie, że jego oczy pokrywa czerwień. Nie zauważył zaś wymuszonej powściągliwości w jego spojrzeniu.

Już zawsze tak razem bądźmy, dobra?

Nagle Lan Wangji go przekręcił i przygwoździł do ziemi. W ciągu sekundy ich pozycje się odwróciły. Gdy mężczyzna zaczął gryźć całe jego ciało, Wei Wuxian odepchnął jego głowę z uśmiechem.

Nie musisz się spieszyć. Powiedziałem, że następnym razem… – Nagle poczuł ukłucie bólu na dole. Zmarszczył brwi. – Ach? Lan Zhan, co włożyłeś do środka?

Czuł, że był to czyjś cienki palec i pytał tylko z samej potrzeby zapytania. Podświadomie złożył nogi, lecz wtedy to obce uczucie było jeszcze silniejsze. Wkrótce do jednego palca dołączył drugi.

Wei Wuxian widział w życiu sporo pornografii, lecz żadna z dostępnych mu książek nie zawierała homoseksualizmu. Nigdy nie interesował się takimi rzeczami i nawet nie był ciekawy, więc uważał, że to było wszystko, co można było zrobić z drugim mężczyzną – całowanie, przytulanie, robienie sobie dobrze dłońmi lub ustami. Teraz gdy leżał pod Lan Wangjim, który rozciągał go palcami, w końcu zrozumiał, że nie było to prawdą. Poza odczuwanym bólem uznawał to nowe doznanie za zaskakujące i może nawet trochę zabawne.

Jednak gdy został dodany trzeci palec, to nie było mu już do śmiechu.

Czuł się rozciągnięty, to uczucie było lekko bolesne i niekomfortowe, a te trzy palce wciąż miały mniejszą średnicę od narządu, który wcześniej wpychał sobie do gardła.

Lan Zhan, Lan Zhan, uch, przestań na chwilę – przerwał drugiemu mężczyźnie. – Czy to na pewno w porządku? Na pewno nic nie pokręciłeś? Myślę, że to trochę…

Wyglądało jednak na to, że Lan Wangji nie był w stanie dłużej słuchać Wei Wuxiana, szybko tłumiąc jego słowa swoimi ustami. Następnie osunął się niżej, szybko wbijając w jego wnętrze.

Oczy patriarchy się rozszerzyły, a nogi podskoczyły do góry. Leżeli splątani, ich serca biły jak oszalałe.

Wybacz… Nie mogłem się powstrzymać. – Głos Lan Wangjiego był ochrypnięty.

Widząc jego spojrzenie przekrwione od hamowania się, Wei Wuxian natychmiast zrozumiał, że to przez jego dogryzki. Zacisnął zęby.

W takim razie się nie powstrzymuj… Ale co powinienem teraz zrobić?

Pytanie wyraźnie zostało zadane wyłącznie z desperacji.

Rozluźnij się.

Okej, rozluźnić się…

Rozluźnił się odrobinę, a Lan Wangji próbował wepchnąć więcej do środka. Wei Wuxian nie mógł się powstrzymać przed ponownym zaciśnięciem mięśni brzucha i ud.

…Boli?

Przytulając go mocno i powstrzymując łzy, Wei Wuxian zadrżał.

Tak, to mój pierwszy raz. Oczywiście, że boli.

Po tych słowach poczuł, jak Lan Wangji staje się twardszy.

Łatwo można sobie wyobrazić, co się czuje, gdy miękkie i delikatne wnętrzności zostają siłą zaatakowane przez sztywny, obcy przedmiot. Jednak gdy tylko dało sobie sprawę z reakcji Lan Wangjiego na te proste słowa, Wei Wuxian na nowo wybuchnął śmiechem.

Jako mężczyzna rozumiał, jaki dyskomfort odczuwał teraz Lan Wangji – będąc w połowie w środku i zmuszając się do bezruchu. Wei Wuxian się rozpłynął. Postanowił przejąć inicjatywę, przysunąć się do jego ucha i wyszeptać:

Lan Zhan, mój dobry Lan Zhanie, er-gege, powiem ci, co masz teraz zrobić. Pocałuj mnie. Nie będzie bolało, jeśli mnie pocałujesz…

Blade płatki uszu Lan Wangjiego zapłonęły szkarłatem.

Prze-przestań mnie tak nazywać – wydusił z siebie z trudem.

Słysząc, że nawet trochę się zająknął, Wei Wuxian znowu się zaśmiał.

Nie podoba ci się? No to mogę nazywać cię inaczej. Wangji, Zhan-er, Hanguang, które… Aaaach!

Przygryzając jego wargę, Lan Wangji wsunął się do samego końca.

Krzyk Wei Wuxiana został stłumiony. Trzymał się mocno ramion mężczyzny i zmarszczył brwi, a spod jego powiek umknęło kilka łez. Owinął nogi wokół talii partnera, bojąc się poruszyć. Gdy Lan Wangji w końcu się uspokoił, wziął kilka lekkich oddechów i powiedział:

Przepraszam.

Wei Wuxian potrząsnął głową, wymuszając uśmiech.

Przecież sam mówiłeś, że między nami nie ma potrzeby mówić „dziękuję” i „przepraszam”.

Lan Wangji ostrożnie pochylił się, by go pocałować, a jego ruchy były dość niezdarne. Wei Wuxian zamknął oczy i otworzył usta, by wpuścić go głęboko. Po chwili namiętnych pocałunków kątem oka zauważył bliznę tuż pod obojczykiem mężczyzny.

Zasłonił ją dłonią, a jego uśmiech powoli zniknął.

Lan Zhan, powiedz, czy to także jest ze mną powiązane?

Po chwili ciszy Lan Wangji odparł:

To nic takiego. Byłem pijany.

Po tym, jak zabrał Wei Wuxiana z powrotem na Kopce Pogrzebowe po masakrze w Mieście bez Nocy, oczekiwały go trzy lata w uwięzieniu. Pomimo tego i tak dotarły do niego wieści o mężczyźnie, którego zdaniem wielu wreszcie spotkała należyta kara – patriarcha Yiling w końcu umarł, ciałem i duszą.

Jego kara jeszcze się nie skończyła, gdy uciekł z Zacisza Obłoków i wciąż ranny udał się do Yiling. Przez wiele dni przeszukiwał zbocza, lecz poza nieprzytomnym od wysokiej gorączki Wen Yuanem, którego wyciągnął z na wpół spalonego pnia, nie udało mu się nic znaleźć. Ani kawałka kości, odrobiny krwi czy pasma słabej, znikającej duszy.

W drodze powrotnej do sekty kupił w Caiyi trochę Uśmiechu cesarza. Wino było bardzo aromatyczne i delikatne. Nie można było go nazwać mocnym, lecz gdy je przełknął, to zaczęło palić go w gardle. Czuł ogień od oczu aż po serce.

Nie posmakowało mu, lecz rozumiał, dlaczego ta osoba je polubiła.

To był pierwszy raz, gdy wypił alkohol i się upił. Nie pamiętał, co wtedy zrobił. Później przez długi czas w oczach wszystkich członków sekty widać było niedowierzanie, gdy tylko na niego spojrzeli. Niektórzy mówili, że tej nocy włamał się do schowka GusuLan, przeszukując skrzynie w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Gdy Lan Xichen zapytał go, co takiego szuka, to zagubiony odpowiedział, że chce flet.

Brat podarował mu najlepszy instrument zrobiony z białego nefrytu, jednak odrzucił go ze złością, krzycząc, że to nie ten. Za nic nie mógł go znaleźć, lecz nagle zauważył żegadła, które skonfiskowali sekcie Wen.

Gdy wytrzeźwiał, to na jego piersi już znajdował się taki sam znak, jaki otrzymał Wei Wuxian w jaskini Xuanwu Zagłady.

Lan Qiren był jednocześnie smutny i zły, lecz nigdy go za to nie zbeształ. Oczywiste było, że został już wystarczająco ukarany.

Westchnął tylko i przestał krytykować decyzję Lan Wangjiego na temat zatrzymania Wen Yuana. Bratanek skłonił się mu i mimo tego poszedł przyjąć karę, klęcząc w Zaciszu Obłoków jedną noc i jeden dzień.

Wypił wino, które sam sobie nalał i wycierpiał ból ran, które sam sobie zadał. Minęło już trzynaście lat, odkąd znamię się zabliźniło.

Lan Wangji zaczął poruszać biodrami, a Wei Wuxian zamknął mocno oczy, próbując zharmonizować swój oddech z ruchami partnera. Zaczął się już przyzwyczajać do tak ogromnego narządu, gdy odruchowo poruszył biodrami, przez co przyjemność nagle rozlała się po całym jego ciele.

Natychmiast odkrył, jak cieszyć się z tej pozycji. Zanurzył włosy w wilgotnych od potu włosach Lan Wangjiego, unosząc lekko przywiązaną wokół jego głowy wstążkę i się uśmiechnął.

Czy jest ci przyjemnie w moim wnętrzu? – zapytał aksamitnym tonem.

Lan Wangji przygryzł wargę patriarchy, odpowiadając na pytanie jeszcze szybszymi ruchami.

Wei Wuxian był posuwany tak mocno, że aż pot spływał po jego plecach. Jednak nie przestawał nawijać, dysząc między słowami.

Lan Zhan… Już po tobie. Wciąż brakuje nam ostatniego pokłonu. Nie jesteśmy jeszcze poślubieni. Robić coś takiego przed ślubem… Wiesz, jak to się nazywa? Gdyby twój wuj się dowiedział, to utopiłby cię w świńskiej klatce1.

Lan Wangji prawie na niego łypnął, wymuszając z siebie odpowiedź:

Już od dawna jestem w świńskiej klatce.

Kolejne mocne pchnięcie nastąpiło po jego słowach. Wei Wuxian odrzucił głowę w tył z bólu i przyjemności, odsłaniając gardło, w które natychmiast wbiły się zęby partnera.

Patriarcha prawie stracił świadomość od tak intensywnego uczucia. Jak przez mgłę pomyślał: Nie wierzę. Dlaczego nie zrobiliśmy tego z Lan Zhanem, gdy miałem piętnaście lat? Naprawdę zmarnowałem całą młodość, prawda?

Podczas tego typu aktywności Lan Wangji zdecydowanie był bardziej za akcją, niż gadaniem i flirtowaniem. Po chwili oszołomienia Wei Wuxian trochę się pozbierał i zaczął pleść do ucha partnera najbardziej sprośne rzeczy, jakie mu przyszły do głowy.

Drugi paniczu Lan, kiedy zacząłeś się we mnie podkochiwać? Jeśli lubiłeś mnie od dawna, to dlaczego wcześniej mnie nie przeleciałeś? Dobrym miejscem byłyby wzgórza za twoim Zaciszem Obłoków. Gdy mnie przyłapałeś na ucieczce, to trzeba było mnie związać, zabrać w ustronne miejsce, przyszpilić do trawy tak jak teraz i zrobić ze mną wszystko, co tylko zechcesz… Ach… Delikatniej. To mój pierwszy raz. Bądź dla mnie milszy. Na czym skończyłem? Kontynuujmy. Jesteś silny, więc nie mógłbym ci się oprzeć. Gdybym zaczął krzyczeć, to bez problemu byś mnie uciszył. O, wasz Pawilon Biblioteczny też byłby świetnym miejscem, mógłbyś mnie wziąć na stercie manuskryptów. Moglibyśmy kupić parę książek o obcinaczach rękawów, by je porównać i nauczyć się nowych pozycji… Bracie! Bracie! Er-gege! Odpuść mi, proszę, odpuść mi! Dobra, przestanę gadać. To zbyt wiele, naprawdę. Dłużej tego nie zniosę, więc nie…

Lan Wangji nie był w stanie znieść jego droczenia. Przez intensywne pchnięcia jego silnych bioder Wei Wuxian miał wrażenie, że jego wnętrzności się pomieszały. Prosił go miło, lecz to tylko zachęcało go do mocniejszych ruchów. Był trzymany tak już przez prawie godzinę, więc jego pośladki i plecy prawie zdrętwiały. Po odrętwieniu nadszedł ból i swędzenie, tak jakby miliony mrówek krążyły po jego szpiku kostnym.

Teraz gdy zebrał to, co sam zasiał, Wei Wuxian próbował udobruchać partnera pocałunkami i słowami, chowając dumę głęboko w duszy.

Er-gege, zrób mi przysługę i mi odpuść. Mamy przed sobą jeszcze tyle czasu! Kontynuujmy następnym razem, okej? Odpuść dzisiaj tej dziewicy. Hanguang-jun jest zbyt silny, więc patriarcha Yiling poniósł sromotną klęskę. Czeka ich kolejne starcie!

Żyła wyskoczyła Lan Wangjiemu na czole, gdy z trudem odparł:

Jeśli naprawdę chcesz przestać… to… zamknij się i przestań gadać…

Mam usta, a one służą do mówienia! Lan Zhan, czy możesz udawać, że nie słyszałeś, jak powiedziałem, że chcę z tobą spać codziennie?

Nie.

Wei Wuxian poczuł, jak jego serce pęka na tysiąc kawałków.

Jak możesz tak mówić? Nigdy mi nie odmawiałeś.

Lan Wangji uśmiechnął się lekko.

Nie.

Widząc ten uśmiech, oczy Wei Wuxiana błysnęły z ekscytacji i prawie zapomniał, gdzie się znajduje. Jednak w następnej chwili Wei Wuxian aż krzyknął od gwałtownych pchnięć, które stanowiły wyraźny kontrast uśmiechu przypominającego promienie słońca na śniegu. Oboma dłońmi ścisnął trawę, krzycząc ochryple:

No to co cztery dni, co powiesz na seks co cztery dni? Jeśli nie cztery, to trzy też mogą być!

Codziennie oznacza codziennie – podsumował z determinacją Lan Wangji.


1. Topienie w świńskiej klatce – chińska metoda tortur wykorzystywana jako kara dla rozwiązłych i niewiernych małżeńsko. Winowajca więziony był w ciasnej klatce przeznaczonej dla świń i wrzucany do rzeki. Obecnie idiom ten wykorzystywany jest jako przestroga przed takimi czynami, choć na wsiach wciąż praktykuje się tę karę.

Tłumaczenie: Ashi

10 Comments

  1. Badacz Sweevil

    Dziękuję za kolejny rozdział. :zachwyt: :ekscytacja:
    Aż trudno uwierzy, że zostały ostatnie rozdziały głównej historii. :AAAA:
    Co ja ze sobą zarobię po skończeniu tej historii. :cooo: :szok:
    Jeszcze raz dziękuję za kolejny rozdział o całą pracę w niego włożona. :zachwyt2:

    Odpowiedz
  2. lograk

    podziękowania za kolejny rozdział, tekst jest – jak się to mówi – z momentami, ale w Twoim tłumaczeniu wszystko jest tak subtelne, że z przyjemnością się czyta o tak intymnych uczuciach, serdecznie pozdrawiam,

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: