Mo Dao Zu Shi

Rozdział 110 – Zatajenie IV18 min. lektury

W trumnach przechowuje się zwłoki. Zgaduję, że w środku znajdowała się jego matka, Meng Shi. Prawdopodobnie przybył tu dzisiaj, by ją odkopać i zabrać ze sobą do Dongying – powiedział Wei Wuxian.

Lan Xichen milczał.

Ach! – oznajmił Nie Huaisang. – To brzmi bardzo sensownie.

Jak myślisz, co zrobiła ta osoba po wykopaniu zwłok matki Jin Guangyao?

Bracie Wei, dlaczego mnie o to pytasz? I tak nic nie wiem. – Nie Huaisang zawahał się przez chwilę, po czym kontynuował: – Ale… – Powoli przeczesał dłonią wilgotne pasma włosów. – Myślę, że jeśli ta osoba naprawdę go nienawidzi, to prawdopodobnie była bezlitosna wobec kogoś, kogo Jin Guangyao kocha ponad życie.

Na przykład mógł pociąć zwłoki na kawałki i porozrzucać poszczególne części po całym świecie, tak jak przydarzyło się Chifengowi-zun?

Nie Huaisang podskoczył, chwiejnie się cofając.

T-t-to… To trochę zbyt wiele, nie sądzisz…

Wei Wuxian wpatrywał się w niego przez chwilę, lecz w końcu odwrócił wzrok. W końcu to wszystko były jedynie przypuszczenia. Nie mieli żadnych dowodów.

Możliwe, że dezorientacja i bezradność widoczne na twarzy Nie Huaisanga były tylko pozorem. Nie chciał przyznać, że wykorzystywał innych jak pionki, traktując ludzkie życia jak śmieci. Może to nie była całość jego planu. Musiał ukrywać swoje prawdziwe oblicze, by osiągnąć więcej. A może to wcale nie było aż tak skomplikowane. Ktoś inny wysłał list, zamordował koty i zszył ciało z głową Nie Mingjue, a Nie Huaisang naprawdę był zwykłym nieudacznikiem.

Co jeśli ostatnie słowa Jin Guangyao nie były kłamstwem wymyślonym na poczekaniu, gdy jego atak został zauważony przez Nie Huaisanga, by Lan Xichen był zbyt zszokowany, aby odpowiednio zareagować? W końcu lider sekty Jin był notorycznym kłamcą, więc nikogo nie zdziwiłoby, gdyby znowu próbował ich skłócić.

Kto wie, o czym myślał, gdy w ostatniej chwili zmienił zdanie i odepchnął Lan Xichena na bok?

Na dłoni, którą lider sekty Lan podpierał czoło, pojawiły się wyraźne żyły. Jego głos był stłumiony.

Co takiego chciał osiągnąć? Myślałem, że dobrze go znam, ale zrozumiałem, że tak nie jest. – Nikt nic nie powiedział, więc Lan Xichen z frustracją powtórzył: – Co takiego chciał osiągnąć?

Jednak to on był w najbliższych relacjach z Jin Guangyao, więc to niemożliwe, by inni znali odpowiedź na to pytanie.

Nie stójmy tak bezczynnie – odezwał się po chwili ciszy Wei Wuxian. – Musimy znaleźć kilka osób do pomocy, niech stoją i ich pilnują. Trumna i parę strun nie powstrzymają Chifenga-zun na długo.

Jakby na potwierdzenie, głośne dźwięki pełne furii znowu rozległy się wokół. Nie Huaisang zadrżał.

Widzisz? – Wei Wuxian na niego zerknął. – Musisz zrobić porządną trumnę i wykopać bardzo głęboki dół. Przynajmniej przez sto lat nie będzie się dało go przenieść do rodzinnego grobowca. Jeśli nauszycie trumnę, to na pewno dalej będzie zabijał, co może nie skończyć się zbyt dobrze…

Zanim skończył mówić, z oddali rozległo się głośne szczeknięcie. Mina Wei Wuxiana zrzedła, podczas gdy Jin Ling trochę się ożywił, krzycząc:

Wróżka!

Burza ustała, zamieniając się w lekką mżawkę. Najciemniejsza godzina minęła i widać było już świt.

Mokry pies wbiegł do środka jak wiatr, rzucając się na Jin Linga. Jego okrągłe oczy były wilgotne, gdy stał na tylnych łapach, trzymając się mocno chłopaka i skomląc. Wei Wuxian obserwował, jak czerwony język wysunął się spomiędzy białych, ostrych zębów i polizał dłoń Jin Linga. Zbladł, a jego oczy się zaszkliły. Gdy otworzył usta, to poczuł, że jego dusza zaraz zamieni się w zielony dym i uleci do niebios. Milczący Lan Wangji stanął przed nim, zasłaniając mu widok.

Setki ludzi otoczyło świątynię Guanyin. Każdy trzymał dłoń na rękojeści i wyglądał na zaniepokojonego, jakby szykowali się do wielkiej bitwy. Jednak ci, którzy wbiegli jako pierwsi do środka, zamarli z zaskoczenia na widok rozgrywającej się tam sceny. Wszyscy leżący na ziemi byli martwi; ci zaś, którzy przeżyli, siedzieli lub stali. W skrócie, na posadzce walały się zwłoki i panował okropny bałagan.

Na samym przodzie stali menedżer sekty YunmengJiang i Lan Qiren, którego mina wciąż wyrażała szok i zwątpienie. Nim staruszek mógł się odezwać, zauważył Lan Wangjiego stojącego tak blisko Wei Wuxiana, że aż wydawali się być jedną osobą. Złość pojawiła się na jego twarzy. Zmarszczył brwi, sapiąc i dysząc, aż jego bródka wzniosła się w powietrze.

Menedżer natychmiast podszedł, by pomóc Jiang Chengowi stanąć na nogi.

Liderze sekty, czy wszystko w porządku?

W tej samej chwili Lan Qiren uniósł miecz i zaczął krzyczeć:

Wei…

Jednak nie dane było mu skończyć, gdyż zza jego pleców wybiegło kilku odzianych w biel chłopców.

Hanguang-jun!

Seniorze Wei!

Seniorze patriarcho!

Ostatni wpadł na Lan Qirena, prawie się przewracając.

Zakaz biegania! Zakaz robienia hałasu! – fuknął staruszek. Z wyjątkiem Lan Wangjiego, który odwrócił się w jego stronę i zawołał „wuju”, nikt nie zwrócił na niego uwagi.

Lan Sizhui lewą ręką złapał za rękaw Lan Wangjiego, a prawą za ramię Wei Wuxiana, uśmiechając się szeroko.

To wspaniałe! Hanguang-jun, seniorze Wei, tak się cieszę, że nic wam się nie stało! Wróżka była tak niespokojna, że myśleliśmy, że jesteście w prawdziwych tarapatach.

Serio, Sizhui? – wtrącił Lan Jingyi. – Czy jest jakaś sytuacja, z którą Hanguang-jun sobie nie poradzi? Mówiłem, że za dużo się martwisz.

Czy to nie ty przez całą drogę się denerwowałeś, Jingyi?

Odejdź! Przestań pleść bzdury!

Lan Sizhui kątem oka zauważył Wen Ninga, któremu w końcu udało się stanąć o własnych nogach. Natychmiast przyciągnął go do siebie, umieszczając między chłopcami, którzy prawie się przekrzykiwali, próbując wyjaśnić, co się wydarzyło.

Po tym jak Wróżka ugryzła Su She, pobiegła ile sił w nogach do jednej z sekt podległych YunmengJiang, nieustannie szczekając pod ich drzwiami. Gdy młody lider zobaczył specjalną obrożę ze złotym znaczkiem na szyi psa, to od razu zrozumiał, że należy do kogoś ważnego. Była cała oblepiona krwią, przez co jasne było, że uciekła z bitwy, a jej właściciel znajdował się w niebezpieczeństwie. W obawie, że nieodpowiednio zajmie się tą sprawą, mężczyzna natychmiast poleciał do YunmengJiang, by o wszystkim ich poinformować. Menedżer sekty z miejsca rozpoznał Wróżkę i wysłał posiłki.

GusuLan właśnie zbierało się do opuszczenia Przystani Lotosów, gdy Lan Qiren został powstrzymany przez psa. Zwierzę podskoczyło do nich, oderwało wąski pasek białego materiału z szaty Sizhuiego i łapami wsunęło je na głowę, tak jakby chciało przewiązać sobie go na czole. Następnie położyło się na ziemi, udając zmarłego. Lan Qiren nie miał pojęcia, co się dzieje, lecz Lan Sizhui nagle zrozumiał.

Czy nie wygląda, jakby udawała kogoś z naszej sekty? Może próbuje nam powiedzieć, że Hanguang-jun bądź inny Lan jest w niebezpieczeństwie?

I tak YunmengJiang, GusuLan i pozostałe sekty, które jeszcze nie wróciły do siebie, zebrały się i przybyły, by im pomóc.

Lan Jingyi parsknął.

Ciągle się śmiejemy z Wróżki, więc kto by przypuszczał, że naprawdę jest psem duchowym!

Jednak dla Wei Wuxiana jej duchowość wcale nie miała znaczenia – wciąż była psem, najstraszniejszą istotą na świecie. Choć stał przed nim Lan Wangji, to i tak cały się trząsł od stóp do głów.

Odkąd pojawili się juniorzy z sekty Lan, Jin Ling nieustannie spoglądał w ich stronę, obserwując jak się rozgadali otaczając Lan Wangjiego i Wei Wuxiana. Zauważając, że patriarcha robi się coraz bledszy, chłopak klepnął Wróżkę i wyszeptał:

Wróżko, poczekaj na dworze. – Pies potrząsnął łbem i zamerdał ogonem, nie przestając lizać go po dłoniach. – Wyjdź. Nie chcesz się mnie posłuchać?

Wróżka spojrzała na niego ponuro i wybiegła na zewnątrz. Wei Wuxian nagle westchnął z ulgą. Jin Ling chciał do nich podejść, ale z jakiegoś powodu czuł się zawstydzony. Wciąż się wahał, gdy Lan Sizhui nagle zobaczył coś u pasa Wei Wuxiana.

– …Seniorze Wei? – zapytał po chwili.

Hmm? Co takiego?

Czy mógłbyś… – Sizhui wyglądał, jakby był w transie. – Czy mógłbyś pokazać mi na chwilę swój flet?

Jasne, o co chodzi?

Wei Wuxian wyjął instrument i przekazał chłopakowi, który chwycił go obiema dłońmi. Zmarszczył brwi, a na jego twarzy widać było zagubienie.

Patriarcha spojrzał na Lan Wangjiego.

Co jest nie tak z twoim Sizhuim? Podoba mu się mój flet?

Co? – oznajmił Lan Jingyi. – W końcu zgubiłeś ten okropny, rozstrojony flet? Ten wygląda całkiem nieźle!

Nie wiedział, że ten nowy „całkiem niezły” flet był narzędziem duchowym, które od zawsze chciał zobaczyć – legendarnym Chenqingiem. W duszy się uradował, myśląc: Świetnie! Teraz nie upokorzy Hanguanga-jun, gdy będą grali w duecie. Niebiosa! Tamten flet nie tylko brzmiał tragicznie, wyglądał równie strasznie!

Sizhui – powiedział Lan Wangji.

Lan Sizhui w końcu się ocknął i oddał instrument właścicielowi.

Seniorze Wei.

Wei Wuxian przyjął flet. Przypominając sobie, że dostał go od Jiang Chenga, odwrócił się w jego stronę i powiedział:

Dzięki. – Pomachał Chenqingiem. – No to… zatrzymam to?

Jiang Cheng ledwo na niego zerknął.

Od początku był twój.

Po chwili wahania jego usta poruszyły się lekko, jakby chciał coś dodać, jednak Wei Wuxian zdążył już odwrócić się do Lan Wangjiego. Widząc to, Jiang Cheng zamilkł.

Niektórzy z obecnych sprzątali, inni wzmacniali pieczęć na trumnie bądź zastanawiali się, jak w bezpieczny sposób ją przetransportować, a pozostali się złościli.

Xichen, co z tobą nie tak?! – wściekał się Lan Qiren.

Wspomniany mężczyzna stał z dłonią przyciśniętą do czoła, a na jego twarzy wymalowany był ogromny smutek. Wyglądał na zmęczonego.

Wujku, błagam cię. Nie pytaj. Naprawdę. Teraz nie chcę nic mówić.

Staruszek nigdy nie widział bratanka, którego w końcu sam wychował, tak wzburzonego i zdezorientowanego. Spojrzał na niego, a potem na Lan Wangjiego i Wei Wuxiana otoczonych uczniami, co tylko wzmogło jego irytację. Idealni wychowankowie, z których był tak dumny, już go nie słuchali i tylko przysparzali mu powodów do zmartwień.

Trumna, w której uwięziono Nie Mingjue i Jin Guangyao, była nie tylko nadzwyczaj ciężka, ale trzeba było ostrożnie się z nią obchodzić, więc zgłosiło się do tego kilku liderów sekt. Jeden z nich zauważył rysy twarzy posągu i zamarł z zaskoczenia, po chwili wskazując to pozostałym, tak jakby odkrył coś ciekawego.

Spójrzcie na tę twarz! Czy nie wygląda jak Jin Guangyao?

Rzeczywiście! Dlaczego zrobił coś takiego?

By z dziką arogancją uznać się za boga.

Racja, był arogancki, hahaha.

Niekoniecznie – pomyślał Wei Wuxian.

Matka Jin Guangyao była uważana za najgorszą z prostytutek, więc zdecydował się wykorzystać ją jako modelkę do posągu, by dziesiątki tysięcy ludzi ją wielbiły.

Jednak powiedzenie tego na głos nie miało sensu. Jak Wei Wuxian dobrze wiedział, nikt w to nie uwierzy, a nawet jeśli, to będą mieli to gdzieś. Wszystkie informacje znane na temat Jin Guangyao zostaną zamienione w złośliwe plotki i przekazywane z ust do ust.

Wkrótce trumna ze zmarłymi zostanie zamknięta w większej, twardszej. Wieko zabiją 72 mahoniowymi gwoźdźmi i głęboko ją zakopią, zapieczętowaną pod jakąś górą, stawiając ostrzegawcze kamienne tablice. Zwłoki już nigdy nie ujrzą światła, spoczywając pod ciężkimi barierami i niekończącą się pogardą.

Nie Huaisang oparł się o ścianę obok wrót, obserwując jak kilku liderów sekt wynosi trumnę ze świątyni Guanyin. Następnie spojrzał w dół, strzepując z szat kurz i błoto. Nagle zamarł, tak jakby coś zobaczył. Wei Wuxian również spojrzał w tamtą stronę. Na ziemi leżała czapka Jin Guangyao.

Nie Huaisang pochylił się i ją podniósł, po czym spacerowym krokiem wyszedł na zewnątrz.

Wróżka niecierpliwie czekała na swojego właściciela, szczekając co chwila. Słysząc to, Jin Ling nagle sobie przypomniał, że wciąż była niezdarnym szczeniakiem, który nawet nie sięgał mu kolan, gdy podarował mu ją Jin Guangyao.

Miał wtedy zaledwie kilka lat. Wdał się w bójkę z innymi dzieciakami i nawet po pokonaniu ich nie był zadowolony, więc beczał w pokoju, niszcząc wszystkie przedmioty. Żaden służący nie śmiał podejść, bojąc się, że też oberwie.

Aż przyszedł jego młodszy wuj, z uśmiechem pytając:

Co się stało, A-Ling?

Chłopak natychmiast zbił pół tuzina waz tuż przy stopach Jin Guangyao.

Oho, ale jesteś waleczny. Boję się – powiedział mężczyzna, potrząsając głową, po czym wyszedł, udając przestraszonego.

Następnego dnia Jin Ling nie chciał wyjść na zewnątrz ani nic zjeść, dąsając się w swoim pokoju. Jin Guangyao nie przestawał kręcić się pod jego drzwiami. Wkurzony chłopak oparł się plecami o drzwi i krzyknął, że chce zostać sam, gdy nagle z korytarza dobiegło go szczekanie.

Otworzył drzwi. Za nimi zobaczył kucającego Jin Guangyao, który w ramionach trzymał czarno-białego szczeniaka z dużymi, okrągłymi oczami. Mężczyzna uśmiechnął się, spoglądając na niego.

Znalazłem tego malucha, ale nie wiem, jak go nazwać. A-Ling, pomożesz mi z tym?

Jego uśmiech był bardzo dobroduszny i szczery, w ogóle nie wyglądając na sztuczny. Łzy nagle popłynęły z oczu Jin Linga.

Chłopak zawsze uważał, że płacz jest oznaką słabości i gardził tą czynnością. Jednak nie było innego sposobu na pozbycie się bólu i złości zalegających w jego sercu.

Nie wiedział dlaczego, ale czuł, że nie może nikogo obwiniać czy nienawidzić. Wei Wuxian, Jin Guangyao, Wen Ning – każdy z nich powinien być w jakimś stopniu odpowiedzialny za śmierć jego rodziców, każdy z nich powinien dać mu powód, by go nienawidził z całych sił. Było wręcz odwrotnie. Jednak jeśli nie będzie go nienawidził, to co mu pozostaje? Czy zasłużył na stratę rodziców? Czy nie tylko nie mógł się zemścić, lecz nienawiść także nie wchodziła w rachubę?

Z jakiegoś powodu nie chciał odpuścić. Czuł się oszukany i żałował, że nie umarł razem z nimi.

Obserwując, jak płacze bezdźwięcznie gapiąc się na trumnę, lider sekty Yao zapytał:

Paniczu Jin, dlaczego płaczesz? To za Jin Guangyao? – Widząc, że chłopak nie odpowiada, mężczyzna kontynuował besztającym tonem: – Dlaczego beczysz? Powstrzymaj się. Ktoś taki jak twój wuj nie zasługuje na łzy. Bez obrazy, paniczu, ale nie możesz być takim słabeuszem! Tylko płeć piękna może się tak zachowywać. Powinieneś wiedzieć, co jest odpowiednie i przestać…

Gdyby lider LanlingJin wciąż był Naczelnym Kultywatorem, który dowodził nimi wszystkimi, to nikt nie śmiałby pouczać ich uczniów. Jin Guangyao nie żył, nikt w tej chwili nie był w stanie zapanować nad sektą. Jej dobre imię zostało zszargane i prawdopodobnie nie zmieni się to przez najbliższe kilka lat, więc niektórzy mieli czelność się przyczepić.

Od samego początku sercem Jin Linga targało tysiące uczuć i myśli, więc po usłyszeniu przytyków lidera sekty Yao złość rozpaliła go do czerwoności.

Co z tego, że chcę płakać?! – ryknął. – Kim jesteś? Czym jesteś?! Nawet nie dasz mi popłakać w spokoju?!

Lider sekty Yao nie spodziewał się, że na niego nakrzyczy. W końcu był liderem sekty i mógł się poszczycić pewną dozą sławy. Jego twarz natychmiast pociemniała, a pozostali próbowali go pocieszyć:

Odpuść. Nie zaprzątaj sobie głowy dziećmi.

W końcu wycofał się zawstydzony i wściekły, prychając chłodno.

Oczywiście. Po co zaprzątać sobie głowę bachorami, które nie znają manier?

Lan Qiren obserwował, jak ostrożnie włożono trumnę na wóz. Po chwili odwrócił się i rozejrzał zaskoczony.

Gdzie jest Wangji?

Planował porwać bratanka do Zacisza Obłoków i przez 120 dni klarować mu swoje racje, może nawet uziemić go, jeśli to nie podziała. Kto by się spodziewał, że Lan Wangji nagle wyparuje? Rozejrzał się jeszcze raz, unosząc tym razem głos:

Gdzie jest Wangji?!

Przed chwilą mu powiedziałem, że przyprowadziliśmy Jabłuszko i zostawiliśmy tuż przed bramami świątyni – odparł Lan Jingyi. – Hanguang-jun razem z… razem z… poszedł się przywitać.

A później?

Nie trzeba było mówić, co wydarzyło się później. W okolicy nie widać było nawet cienia Wei Wuxiana, Lan Wangjiego i Wen Ninga.

Lan Qiren przyjrzał się Lan Xichenowi, który w zamyśleniu ociężale za nim podążał. Staruszek mógł tylko westchnąć, machnąć ręką i odejść.

Lan Jingyi rozejrzał się wokół, krzycząc z zaskoczenia:

Sizhui? Co się stało? Gdzie zniknął Sizhui?

Gdy Jin Ling usłyszał, że Wei Wuxian i Lan Wangji zniknęli, natychmiast wybiegł na zewnątrz, prawie potykając się o próg świątyni. Jednak nigdzie nie było ich widać. Wróżka biegała radośnie wokół niego, merdając ogonem.

Jiang Cheng stał pod wysokim drzewem nieopodal. Spojrzał na chłopaka, chłodno mówiąc:

Wytrzyj twarz.

Gdzie oni są? – zapytał Jin Ling, wycierając dłonią oczy.

Odeszli.

Tak po prostu im pozwoliłeś?

A co miałem zrobić? Zaprosić ich na obiad? A po posiłku podziękować i przeprosić? – zakpił mężczyzna.

Jin Ling aż kipiał ze złości.

Nic dziwnego, że odeszli. To wszystko przez twoje zachowanie! Dlaczego jesteś taki wkurzający, wuju?!

Słysząc to, Jiang Cheng łypnął na niego i uniósł dłoń.

Jak się odzywasz do kogoś starszego? Aż się prosisz o manto!

Jin Ling skulił się w sobie, Wróżka również schowała pod siebie ogon. Jednak wuj nie uderzył, zamiast tego bezsilnie cofając dłoń i z irytacją mówiąc:

Zamknij się, Jin Ling. Zamknij się. Wracamy. Każdy do swojej sekty.

Jin Ling zamarł z zaskoczenia. Po chwili wahania potulnie zamilkł. Z opuszczoną głową szedł kilka kroków za Jiang Chengiem.

Wujku, chciałeś coś powiedzieć, prawda?

Co? Nie.

No przed chwilą! Widziałem to. Chciałeś coś powiedzieć Wei Wuxianowi, ale zmieniłeś zdanie.

Po chwili ciszy Jiang Cheng potrząsnął głową.

Nie mam nic do powiedzenia.

A co miałbym powiedzieć? Że nie zostałem wtedy złapany przez Wenów, bo chciałem wrócić do Przystani Lotosów po ciała rodziców? Że do miasta, w którym kupowałeś jedzenie, dotarli za nami Wenowie? Że odkryłem ich w samą porę i się ukryłem, lecz patrolowali ulice i wiedziałem, że prędzej czy później na nich wpadniesz? Że wybiegłem, by odciągnąć ich uwagę?

Jednak tak jak Wei Wuxian w przeszłości nie był w stanie powiedzieć mu prawdy o swoim złotym rdzeniu, tak teraz Jiang Cheng również nie potrafił nic powiedzieć.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

15 Comments

  1. Ksiadzgei_

    No juz prawie koniec ten wspaniałej historii
    Teraz będzie trzeba szukać tłumaczenia innych historii autorstwa tej osobki
    Jakby nie patrząc na to że to bl to novelka jest tak dobra styl pisania i postaci dopracowane ze nawet jakby to nie było bl to przeczytałabym bo warto
    I mogłabym nawet żec że można wyciągnąć lekcje z novelki
    I nauczyć się czegoś mądrego
    Przykładowo aby nie oceniać książki po okładce czy z zło nie jest czarne dobro białe też pokazuje trochę motywu zemsty
    Jin linga bynajmniej chciał tego ale koniec końców nie dokonal aż tak wiele jak mógł
    darował sobie te zemstę bo po co brnąć każdy jest człowiekiem i ma jakieś cele czy zamiary
    Dzięki za tłumaczenie

    Odpowiedz
  2. lograk

    W sumie postacie Jin Linga i Jiang Chenga uważam za dosyć tragiczne, ale ich serca były jednak na właściwym miejscu. Śliczne podziękowania za kolejny rozdział :)

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: