Finder no Rakuin

Epilog13 min. lektury

Kilka tygodni później.

Po powrocie do swojego normalnego życia w Hongkongu, o ile można je w ogóle nazwać normalnym, Fei Long otrzymał telefon od Mikhaila.

Z powodu konfliktu interesów w związku z kasynem w Makao, ich dotychczasowa więź była dość krucha. Więc nie spodziewał się, że lider rosyjskiej bratvy do niego kiedykolwiek zadzwoni.

Odebrał połączenie, odprężając się w wypełnionej po brzegi wodą marmurowej wannie.

Zamiast powitania od razu spotkały go sarkastyczne odzywki. Fei Long miał złe przeczucie.

Nie wiem, czy wiesz, ale po Tajwanie krążą dość ciekawe plotki. – Po rundzie nieprzyjemnych żartów, Mikhail nareszcie przeszedł do sedna sprawy. – Najwyraźniej szef nowo powstałej organizacji został zabity przez nieznanego osobnika. Jak można się było tego spodziewać, grupa od razu się rozpadła.

Naprawdę? Pierwszy raz o tym słyszę. – Spoglądając na chmurę pary zasłaniającą biały sufit, lider Baishe starał się brzmieć jak ktoś, kto nie jest zainteresowany tematem.

To musiała być robota Yoha. Myślał, że będzie mu to obojętne, ale dziwny ciężar osiadł mu na piersi.

Yan…

Teraz nie mógł już spojrzeć wstecz.

Skoro Yan był martwy, to Mikhail stracił zainteresowanie tajwańską organizacją. Bez silnego wsparcia rosyjskiej mafii rozpad grupy był tylko kwestią czasu. O ile już się tak nie stało.

To bardzo ironiczne. Ty, który nie jesteś spokrewniony z rodziną Liu, stoisz na czele Baishe po tym, jak zamordowałeś swojego brata i prawowitego dziedzica. – Mikhail użył swojego normalnego, lekko flirtującego tonu, by ukryć ostre słowa.

Nie wiem, o czym mówisz – powiedział Fei Long, poruszając głową i naruszając spokojną taflę wody. Plusk rozległ się echem po pomieszczeniu.

Mikhail, mafiozo nazwany po jednym z archaniołów, uśmiechnął się do siebie.

Nie musisz nic udawać, bo nie chcę cię o nic obwiniać. Nie chcesz się wtrącać, ale ja wiem, że to była twoja sprawka. Nawet jeśli nie zaingerowałeś bezpośrednio, to pomogłeś to zaplanować.

Mikhail na pewno pragnął zaciętej walki pomiędzy braćmi. Jednak po tonie Rosjanina można było wywnioskować, że tak naprawdę nie zależało mu, by Yan przeżył.

Gdyby Yan, który był jego pionkiem, odzyskał panowanie nad Baishe, to Mikhail stałby się liderem Hongkondzkiej triady. To ta sama sytuacja, która zdarzyła się siedem lat temu, kiedy Asami próbował do tego samego celu wykorzystać Fei Longa. Nawet gdyby plan Mikhaila się nie powiódł, to sama wieść o tym, że Yan żyje, wstrząsnęłaby fundamentami Baishe. A niezadowolenie wśród członków organizacji mogło doprowadzić do zmiany władzy. Dopóki w Baishe panowałaby niepokój, to dominacja Fei Longa byłaby niestabilna. Nie ważne, co by zrobił, by temu zapobiec. Mikhail nic by na tym nie stracił.

Tak jak podczas wydarzeń na statku, lider rosyjskiej bratvy operował z daleka, mając nadzieję, że tym razem uda mu się przechytrzyć Fei Longa. Na szczęście udało im się zniweczyć ten plan.

Mikhail Arbatov.

Blondyn o pięknej twarzy i diabelskiej duszy. Wykorzystywał anielskie imię, by omamiać.

Znany z flirtowania i częstych zabaw, ale nikt nie znał jego prawdziwego „ja”.

Nigdy nie dawał ponieść się emocjom, a nawet miał odwagę wkroczyć na terytorium wroga, by osiągnąć swój cel – taki właśnie był Mikhail.

Ogromna szkoda, że zniweczyłem ci plany, prawda?

Taa, wygląda na to, że twoi podwładni naprawdę cię lubią.

Informacje zdobyte na temat Yana przed jego wizytą i ilość rosyjskiej broni w jego posiadaniu wskazywały na to, że Mikhail wszystkim sterował. Oczywiste było też, że nie miał zamiaru się z tym kryć. Fakt, że pozwolił Yanowi na branie narkotyków, świadczył o tym, że od samego początku planował się go pozbyć.

Tak bezczelne taktyki zawsze szokowały Fei Longa.

Nie może mnie to dotknąć…

Możliwe, że Mikhail specjalnie go teraz podjudzał, by złapać go w swoją pułapkę lub szybko wymyślić kolejny plan. Tak czy siak, oczywiste było, że rusek wykorzystał jego brata. Yan był ofiarą i z tego powodu wiele nowych ran pojawiło się na sercach Fei Longa i Tao. Kara za to będzie bardzo surowa.

Pewnego dnia wszystkiego pożałujesz. – Fei Long aż gotował się ze złości.

Naprawdę? Ale przecież twój braciszek był dla ciebie problemem. Nareszcie miałeś powód, by się go pozbyć.

Sam fakt, że Mikhail miał czelność zasugerować, że powinien być mu wdzięczny za śmierć brata, doprowadził go do szewskiej pasji. Wyraźnie było słychać, że mężczyzna lubi prowokować Fei Longa.

Nie mam zamiaru tak łatwo się na to nabrać.

Fei Long zamknął oczy i uśmiechnął się zadziornie.

Po prostu jesteś takim pomocnym typem.

Kropelki wody spłynęły po jego dłoni i uderzyły o taflę wody.

Nawet Mikhail zauważył zmianę w jego zachowaniu.

Czy próbujesz powiedzieć, że ty nie jesteś taką osobą? – zapytał Rosjanin, a uśmiech spełzł z jego twarzy.

Tak to brzmi? Pewnie robi mi się słabo od gorącej kąpieli. Ale dziękuję, kiedyś na pewno się odwdzięczę. – Po tych słowach Fei Long się rozłączył.

Wyszedł z wanny, a krople wody spłynęły po jego ciele. Obwiązał ręcznikiem włosy i wyszedł z łazienki, powoli wycierając swoje wilgotne ciało.

Fei Long westchnął, by ochłodzić swoje myśli. Nie ma potrzeby przejmować się martwymi krewnymi i, co najważniejsze, zamykać się w przeszłości.

Trapiło go jedno pytanie – czy to na pewno w porządku?

Jednak nieważne, jak wiele razy wspominał wydarzenia, które się rozegrały, to nigdy jeszcze nie udało mu się znaleźć alternatywnej metody zakończenia tego sporu.

Był pewien, że to przez karmę, ale czasami nadal pragnął, żeby ktoś go pochwalił. Nawet bez kpin Asamiego wiedział, że jest to spowodowane jego niedojrzałością. I dlatego był taki zły.

Panie Fei?

Słysząc zmartwiony szept Tao, Fei Long uniósł głowę.

Źle się czujesz? – zapytał chłopiec, czekając przy drzwiach z grubym ręcznikiem i grzebieniem w dłoni, gotowy, by pomóc swojemu opiekunowi.

Nie, wszystko w porządku.

Przed tajwańskim incydentem w takiej sytuacji Tao od razu by do niego podbiegł. Jednak teraz, chłopiec spuścił głowę w dół, a spod jego grzywki widać było parę błagających oczu.

Tao?

Chłopiec często się tak zachowywał, od kiedy wrócili do domu.

Słysząc wołanie swojego opiekuna, Tao uniósł głowę, ale nadal nie odważył się spojrzeć mu w oczy. Fei Long westchnął i podszedł bliżej.

Co się stało, Tao? Masz gorączkę?

Ciepłe dłonie dotknęły zarumienionych policzków chłopca. Tao poczuł się tak, jakby prąd przebiegł po jego ciele.

Nie, nic mi nie jest. Usiądź, proszę – odpowiedział, odsuwając krzesło od toaletki.

Kiedy Fei Long dotknął Tao, to skóra chłopca była ciepła, a nawet trochę spocona. Tak jakby ogromny żar rozpalił się w głębi jego ciała.

Postanowił to zignorować. Zawiązał pasek od szlafroka i elegancko usiadł w podstawionym krześle. Tao od razu wziął się do roboty i zaczął delikatnie przeczesywać jego długie włosy.

Kiedyś chłopiec swobodnie rozmawiał na wszystkie możliwe tematy, kiedy zajmował się jego włosami, ale teraz nawet nie chciał spotkać jego wzroku. Może skrywał jakieś negatywne myśli i nie chciał, by ktokolwiek się o nich dowiedział.

Przed wyjazdem do Tajwanu coś takiego nigdy się nie wydarzyło. Więc jak najlepiej się tym zająć? Fei Long był pewny, że ta nagła zmiana nie była wynikiem sporu z Yanem, ale w takim razie co mogło to spowodować?

Czy powiedzieć mu o śmierci Yana?

A może… Może chłopiec usłyszał fragment jego rozmowy z Mikhailem. Mimo wszystko Yan był jego biologicznym ojcem, więc nie powinien ukrywać przed Tao jego śmierci. Bo i tak pewnie się kiedyś o tym dowie, nawet jeśli Fei Long postara się to przed nim ukryć.

Choć to nie on go zabił, to i tak był bezpośrednio zaangażowany w śmierć Yana. Fei Long wolał, by Tao usłyszał tę prawdę od niego, niż z jakichś plotek.

Tao, jest coś, co muszę ci powiedzieć. – Podejmując decyzję, Fei Long zatrzymał dłonie chłopca. Powie mu to szybko.

Pamiętasz Yana z Tajwanu? Umarł w zeszłym tygodniu…

Panie Fei – przerwał mu Tao. Uniósł głowę i spojrzał na Fei Longa. W jego oczach palił się ogień. – W moim sercu jest miejsce tylko dla ciebie. Nikt inny nie ma znaczenia.

Tao…

Odbicie chłopca w lustrze natychmiast pokryło się z twarzą jego brata.

Twoje włosy są takie piękne…

Przypomniał sobie, jak Yan gładził delikatnie jego włosy. Jego kochające spojrzenie przekonało wtedy Fei Longa, by ich nie ścinał. Czy Tao stanie się taki sam jak Yan i pewnego dnia miłość zamieni się w nienawiść? Blizny pozostawione na jego boku zajątrzyły się wyimaginowanym bólem, który rozszedł się po całym jego ciele.

To piętno grzechu i życia nigdy nie zniknie.

A ty, panie Fei?

Fei Long nie mógł się powstrzymać przed odwróceniem wzroku, kiedy poczuł ciepło dłoni spoczywającej na jego ramieniu. Dłoń Tao ostatnio zyskała na sile. Jego palce obwiązane były bandażami, pod którymi kryły się liczne przetarcia i bąble. Po powrocie do Hongkongu chłopiec błagał Fei Longa, by ten pozwolił mu nauczyć się sztuk walki i szermierki.

Chłopiec obwiniał się o to, że tak łatwo dał się złapać, przez co Fei Long był w niebezpieczeństwie, a Yoh został ranny. Teraz powoli uczył się tajnik jujitsu od swojego mistrza.

Ale to nie wszystko.

Tao okazywał większą lojalność wobec Fei Long niż kiedyś. Możliwe, że robił to w podzięce za to, w jaki sposób został wychowany – za szansę na szczęśliwe dzieciństwo.

Chłopiec od dawna bardzo podziwiał swojego opiekuna, ale teraz ten podziw nie był taki jak wcześniej. Nie był chłopięcy. Teraz jego podziw pełen był dorosłych intencji i planów.

Jednocześnie zmiana, jaka zaszła w Tao, była jednoznacznym „nie chcę być chroniony i traktowany jak dziecko przez całe moje życie”.

Tao jest dla mnie bardzo ważny – powiedział Fei Long ochrypłym głosem.

Naprawdę? – odpowiedział chłopiec z uśmiechem pełnym szczęścia.

Dawno nie miał okazji zobaczyć uśmiechu chłopca. Od czasu ich powrotu do Hongkongu bardzo się zmienił.

Dla mnie też. Jesteś dla mnie najważniejszy, tak jak nikt inny…

Stopniowo, gorąco dłoni Tao przeniknęło przez materiał jego szlafroka. Fei Long nie wiedział dlaczego, ale nagle poczuł się przygnębiony. Miał wrażenie, że coś powoli i cichutko wtarga do jego piersi, powodując ogromny dyskomfort.

Delikatnie przykrył dłoń Tao swoją, udając, że wszystko jest w porządku.

Skończyliśmy. Idź, zrób nam herbatę.

Dobrze.

Choć się uśmiechnął, to po Fei Longu nadal było widać trochę sztywności, ale chłopiec tylko przytaknął i wyszedł.

Lider Baishe się nie ruszał.

Po powrocie z Tajwanu Tao urósł. Słowa Yoha nie były przesadzone – chłopiec miał już ponad 160 centymetrów wzrostu. Niedługo przerośnie swojego opiekuna. Możliwe, że to czysto psychologiczny odruch, ale widząc rosnącego chłopca, Fei Longowi przypominało się jego podobieństwo do Yana.

Prawowity dziedzic…

Słowa Mikhaila ciążyły na jego sercu.

Yan był martwy, więc gdyby cokolwiek stało się Fei Longowi, to Baishe pozostanie tylko Tao Liu, ostatnia osoba, w której żyłach płynęła krew rodu Liu.

Ale Tao… Fei Long nie chciał, by ten musiał podążać tą samą ścieżką, co on. Kto by pomyślał, że to pragnienie zostanie zniszczone właśnie przez Tao.

Długowłosy mężczyzna, ubrany w czarny cheongsam, wrócił do swojego pokoju. Tao zdążył już przygotować wszystkie rzeczy potrzebne do parzenia herbaty i zaczynał swój codzienny rytuał. Fei Long stanął przy oknie, czekając, aż chłopiec skończy.

W szybie odbijał się złoty smok, który został starannie wyhaftowany na materiale jego ubrania. Owijał się wokół jego ramion, a jego złote łuski błyszczały się w świetle, podkreślając piękno ciała Fei Longa.

Nocne niebo usłane było gwiazdami, wyglądającymi jakby zostały przerysowane z jego fantazji. Spoglądając na wijący się pod nim świat, miał wrażenie, jakby to wszystko mogło zmieścić się w jego dłoni. Temu odczuciu towarzyszyła ogromna samotność, która nie dawała mu odetchnąć.

Czy to właśnie tego pragnąłem?

Jego odbicie nie odpowiedziało.

Karma to niekończący się cykl życia i śmierci. Jeśli ktoś zawzięcie modlił się, by nie powtórzyć swoich błędów, to prawdopodobieństwo, że to zrobi, było jeszcze większe.

Jeśli Tao zdecydował, że chce zostać w jego świecie, to Fei Long nie miał prawa się wtrącać. Czułość i miłość to coś, co szybko przemija. Choć to wiedział, to ciemność rosnąca w duszy chłopca wywoływała drżenie serca Fei Longa. Uspokojenie się zajmie mu trochę czasu i nie będzie takie proste.

Fei Long uniósł prawą dłoń i opuszkami palców dotknął własnych ust. Emocje, które kiedyś wyzwalał w nim Asami, tym razem zostały wyparte na myśl o gorących ustach innej osoby.

Yoh…

Bez wahania wypełnił rozkaz Fei Longa. Tak jakby był pewny, że to najlepsze wyjście. Zirytowała go trochę ta arogancja Yoha, ale jednocześnie czuł się trochę lżej.

Herbata jest już gotowa.

Fei Long powoli odwrócił się, by spojrzeć na chłopca i przypomniał sobie te kilka wspaniałych dni, które spędzili w trójkę, kiedy zapach herbaty przyciągnął jego uwagę.

I właśnie dlatego powiedziałem, że jesteś szlachetny.

Co takiego Yoh w nim wtedy zobaczył?

Delikatny uśmiech pojawił się na twarzy Fei Longa.

Wiem. Już idę.

Rana na twoim ramieniu na pewno już się zagoiła.

Koniec

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: