Kaleidoscope of Death

Rozdział 13 – Inny świat11 min. lektury

Lin Qiushi nie potrafił poradzić sobie z Ruan Baijie, gdy ta zaczynała szlochać.

W międzyczasie Xiao Ke i Xiong Qi wyszli z kuchni z jedzeniem, przez co Ruan Baijie odłożyła ważne sprawy na później. Uśmiechnęła się promiennie i zaczęła rozmawiać z Lin Qiushim o innych rzeczach.

Kolacja była dość prosta, ale nikt nie skupiał się na posiłku. Jedząc, zaczęli zastanawiać się nad możliwą lokalizacją drzwi.

Myślę, że powinniśmy przeszukać okolice domu stolarza – stwierdził Xiong Qi. – Ten człowiek nie wydaje się być zwykłym wieśniakiem.

Dobry pomysł. – Teraz, kiedy najbardziej niepokojąca sprawa została rozwiązana, nastrój Xiao Ke zdawał się znacznie lepszy. Aktywnie sugerowała różne miejsca, w których mogły pojawić się drzwi.

Podczas gdy wszyscy wyrażali swoje opinie, Cheng Wen cicho siedział z boku. Jego twarz nie była już tak pozbawiona życia, ale nadal miał ponurą minę. Chyba nie winił Lin Qiushiego za pozbawienie go przytomności – albo raczej lepiej byłoby powiedzieć, że od chwili przebudzenia nie odezwał się do niego ani słowem.

Słysząc, że wszyscy dyskutują o tym samym, Cheng Wen powoli otworzył usta i wychrypiał:

Lin Qiushi.

Lin Qiushi przyjrzał mu się uważnie.

O co chodzi?

Czy Wang Xiaoyi była potworem? – zastanawiał się mężczyzna.

Lin Qiushi potrząsnął głową, dając do zrozumienia, że nie wie. Jednak postawienie tego pytania przez Cheng Wena było oczywistym sygnałem, że jego obecny stan jest bardzo poważny.

Musiała być potworem. Wszyscy to widzieliśmy. – Lekko przechylił głowę na bok i z niepokojem zapytał pozostałych: – Widzieliście, prawda? Jej cień i to, co wypluła…

Nikt nie odezwał się ani słowem. Prawdę mówiąc, Lin Qiushi miał wrażenie, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że Wang Xiaoyi była w rzeczywistości człowiekiem. W przeciwnym razie nie umarłaby tak łatwo po uderzeniu łopatą Cheng Wena. Niemniej jednak już nie żyła – ponowne poruszanie tego tematu wydawało się zupełnie bezcelowe.

A jednak Cheng Wen nie dawał im spokoju. Był bardzo przejęty tą sprawą. Wielokrotnie pytał, czy Wang Xiaoyi była potworem. W końcu Xiao Ke miała dość jego nieustannych pytań i warknęła:

Czy ten potwór nie został przez ciebie zabity? Dobrze się bawisz, nieustannie o tym mówiąc? A może po prostu boisz się, że popełniłeś błąd i zamordowałeś niewłaściwą osobę?

Gdy Cheng Wen to usłyszał, jego mina zrobiła się wyjątkowo paskudna. Wstał gorączkowo z krzesła, odwrócił się na pięcie i pospiesznie odszedł.

Jak to się stało, że był tak nieustępliwy i ją zabił, a teraz trzęsie portkami? – szydziła dalej Xiao Ke. – Odważył się to zrobić, ale nie ma odwagi przyjąć konsekwencji swoich czynów? Co za tchórz.

Czy zabicie człowieka na tym świecie jest czymś poważnym? – Lin Qiushi zawsze chciał zadać to pytanie.

Wszystkie żyjące tu istoty posiadają dusze. Oznacza to, że kiedy ktoś umiera, może stać się duchem. – Twarz Xiong Qi wyrażała mieszane uczucia. – Dlatego nigdy, przenigdy nie wolno zabijać samowolnie.

Lin Qiushi zamruczał, po czym ponownie się nad tym zastanowił.

Nie ma od tego wyjątków? Powiedziałeś, że przynajmniej jedna osoba wyjdzie stąd żywa. Jeśli ta osoba zabije wszystkich, czy technicznie rzecz biorąc, nie spełniłaby warunku bycia ostatnią?

Uważaj bo – odpowiedziała Xiao Ke. Czy naprawdę wszyscy siedzieliby i czekali, aż ktoś ich wybije? Dopóki ta osoba nie będzie w stanie pozbyć się wszystkich jednym strzałem i zwiać tak szybko, jak to możliwe, na pewno by zginęła.

Zabił ją rano. Te istoty prawdopodobnie przyjdą go szukać w nocy – zauważył Xiong Qi. – Widziałem to już wcześniej.

Spojrzał w stronę, w którą odszedł Cheng Wen, po czym potrząsnął głową ze współczuciem.

A więc tak to wyglądało. Lin Qiushi w końcu zrozumiał.

Rano przenieśli trumnę. Po południu przetrząsnęli całą okolicę w poszukiwaniu drzwi, ale pomimo wielu starań trwających aż do zmroku nadal nie mogli znaleźć ani jednej wskazówki. Lin Qiushi i Ruan Baijie poszli sprawdzić dom stolarza. Po drodze dziewczyna o wszystkim mu powiedziała, ostrzegając, żeby wieczorem zachował czujność, bo wtedy wyruszą.

Na myśl, że w końcu będzie mógł opuścić to miejsce, kroki Lin Qiushiego stały się energiczne, szybkie i zdecydowane. Wyciągnął rękę i dotknął płatka ucha; miał teraz kolczyk z czerwonym kamieniem, który wyglądał, jakby był wykonany ze szkła. Nie wiedział, gdzie Ruan Baijie nauczyła się czegoś takiego. Prawie nic nie poczuł, kiedy przekłuto mu ucho, ponieważ wszystkie jego myśli były skupione na drzwiach. Jednak teraz, gdy miał trochę wolnego czasu, postanowił zapytać Ruan Baijie, o co dokładnie jej chodziło.

Dałam ci tylko mały prezent – odpowiedziała. – Nić przeznaczenia splotła nasze losy, jednocząc nas i prowadząc do tych drzwi. Pielęgnuj tę predestynowaną relację…

Lin Qiushi nie przejmował się szczegółami, które właśnie od niej usłyszał. Przecież po opuszczeniu tego świata mogą się już nawet nigdy nie spotkać. Ukradkiem patrzył na profil pięknej twarzy Ruan Baijie, po czym westchnął z żalu w swoim sercu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby tylko nie spotkał jej w tak niezwykłym miejscu…

Około czwartej po południu zaczął zapadać zmrok. Dziś nie padał śnieg, ale niebo było ponure i spowite ciężkimi chmurami. Przenikliwy wiatr wiał mocno, a igiełki mrozu kłuły ich w twarze. Kiedy Lin Qiushi i Ruan Baijie wrócili, Xiong Qi i Xiao Ke już na nich czekali.

Znaleźliście?

Po otrzymaniu od wszystkich negatywnych odpowiedzi Xiong Qi westchnął i powiedział, że nie ma potrzeby się z tym spieszyć. Wyglądało na to, że spędzą tu kolejną noc, więc zaproponował, aby wszyscy poszli spać trochę wcześniej i jutro kontynuowali poszukiwania.

Ruan Baijie i Lin Qiushi się zgodzili. W związku z tym wcześniej wrócili do swoich pokoi, jednak nie poszli jeszcze spać. Po prostu siedzieli na łóżku i czekali, aż całkiem się ściemni.

Ruan Baijie siedziała przy lampie oliwnej i spokojnie przeżuwała nasiona melona, żeby zabić trochę czasu. Lin Qiushi początkowo sądził, że natychmiast uciekną, gdy tylko zapadnie noc, ale z pewnością nie spodziewał się, że coś się wydarzy. Cheng Wen, który zajmował pokój obok, nagle wydał przenikliwy wrzask. Jego żałosne krzyki były niezwykle chrapliwe, jakby zdarł sobie gardło.

Pomocy! Pomocy! – Mężczyzna nieustannie walił w ściany. – Ach! Ra-ratunku, ktokolwiek…

Jego żałosnym krzykom towarzyszył szloch kobiety. Lin Qiushi słyszał ten głos już wiele razy. Zdecydowanie należał do Wang Xiaoyi. Wcześniej to ona prosiła o pomoc, ale teraz role się odwróciły.

W ciągu kilku sekund wrzaski Cheng Wena osłabły. Nie trwało długo, zanim z zewnątrz rozległ się dźwięk ostrej broni siekającej mięso, raz za razem, raz za razem. To było tak, jakby osoba trzymająca ostrze w ogóle się nie męczyła.

Wołania Cheng Wen o pomoc ucichły, ale Wang Xiaoyi nadal płakała.

Wyraz twarzy Ruan Baijie spoważniał. Spojrzała na Lin Qiushi i zapytała go:

Boisz się?

Nie, skądże – odparł.

Wygląda na to, że sytuacja mogła się zmienić. Nie możemy dłużej zwlekać. Chodźmy.

Lin Qiushi skinął głową i wyszedł za nią z pokoju.

Kiedy wychodził, dostrzegł kałużę krwi po prawej stronie drzwi. Najwyraźniej Cheng Wena spotkała tragedia. Chociaż nie chciał, by umarła kolejna osoba, to Lin Qiushi rozumiał, że są rzeczy, wobec których był bezsilny. W końcu urodził się po prostu zwykłym człowiekiem, niczym więcej. W obliczu tych duchów i potworów nie miał szans w walce.

Ruan Baijie naturalnie chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą. Oboje skierowali się na dół.

Lin Qiushi już miał ją zapytać, dokąd idą, kiedy zrozumiał, że prowadzi go na podwórze.

Nie było tam zupełnie nic poza jedną pustą studnią. Ruan Baijie podeszła niej, po czym pochyliła się, żeby zajrzeć do środka. Widząc to, Lin Qiushi wyciągnął wnioski z jej czynów i również zajrzał do studni.

Jej wnętrze było czarne jak smoła i nic nie było widać. Ostry smród błota był tak silny, że wywoływał u ludzi uczucie strachu i dyskomfortu.

Lin Qiushi wciąż mocno wpatrywał się w głąb, gdy nagle poczuł, że ktoś gwałtownie pchnął go w plecy. Zachwiał się i próbował odzyskać równowagę, jednak osoba za nim była nieustępliwa – nie oderwała rąk z jego pleców i pchnęła go jeszcze mocniej.

Właź – powiedziała Ruan Baijie i w chwili, gdy padły jej słowa, potężna siła uderzyła go w plecy.

To było tak nagłe, że Lin Qiushi nie zdążył zareagować. Całe jego ciało wpadło do studni. Błyskawicznie wyciągnął ramiona, próbując chwycić się czegokolwiek w pobliżu, ale ściany studni były zbyt śliskie. Nie miał absolutnie żadnej metody obrony. Właśnie wtedy, gdy myślał, że spotka go bardzo bolesny i tragiczny koniec, poczuł, że ląduje na czymś miękkim.

Miękkim jak pluszowy materac. Lin Qiushi lekko na to upadł i nie odniósł najmniejszych obrażeń. Po pewnych trudnościach udało mu się stanąć na nogi. Kiedy słabe światło księżyca wpadło do wnętrza studni, w końcu mógł wyraźnie zobaczyć, co było pod nim.

To, co początkowo wziął za materac, było w rzeczywistości kępką gęstych, czarnych włosów, które leniwie wiły się wokół. Lekko pobladł, bo nigdy nie spodziewał się, że spotka go coś takiego. Na szczęście szybko się uspokoił, rozejrzał po otoczeniu i znalazł niepozorną dróżkę na dnie studni.

Lin Qiushi chciał zawołać Ruan Baijie, ale trochę się martwił, że to zdenerwuje dziwne włosy pod jego stopami, więc dał sobie spokój i ostrożnie poszedł naprzód.

Ścieżka była bardzo wąska, ale widać było, że została utworzona do specjalnych celów. Lin Qiushi musiał iść z opuszczoną głową. Czarne włosy rozciągały się wzdłuż drogi niczym dywan ścielący przejście.

Nie wiedział, ile czasu minęło, zanim dotarł do końca szlaku, gdzie odkrył źródło włosów. Wyglądało na to, że wyrastały ze ścian, prowadząc do wysokich, czarnych, żelaznych drzwi. Zdobiła je efektowna kłódka z brązu.

Były identyczne jak te, które Lin Qiushi widział kiedyś w swoim korytarzu. Jedyna różnica polegała na tym, że wtedy nie było na nich kłódki. Wyciągnął z kieszeni klucz i powoli zbliżył się do drzwi.

Klucz z brązu, kłódka z brązu. Lin Qiushi włożył klucz w dziurkę i delikatnie przekręcił. Rozległo się ciche kliknięcie i zamek się otworzył. Kiedy rozsunął kłódkę, zauważył, że coś spada na ziemię.

Była to biała kartka papieru. Lin Qiushi schylił się, żeby ją podnieść i zobaczył zapisane dwa słowa: Ptak-straszydło.

Lin Qiushi nie wiedział, co to oznacza, ale też nie chciał marnować tu więcej czasu, więc złożył notatkę i wepchnął do kieszeni. Następnie chwycił brązową klamkę i pociągnął ją mocno.

Drzwi się otworzyły, a z drugiej strony zaświeciło miękkie światło. Choć nic więcej nie było widać, widok ten jednak dawał ludziom wielki spokój ducha.

Lin Qiushi odwrócił głowę i spojrzał za siebie. Wydawało się, że atramentowe włosy zostały sprowokowane przez światło i zaczęły się niespokojnie poruszać. Nie odważył się tu dłużej zostać. Przeszedł przez otwarte wrota, wchodząc w promienną aureolę światła.

Ruan Baijie, musisz wyjść żywa – to była ostatnia myśl, która przeszła przez jego umysł, zanim opuścił ten świat.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: