Mo Dao Zu Shi

Ekstra 1 – Bankiet I12 min. lektury

Zaczekaj na mnie – zwrócił się do Wei Wuxiana Lan Wangji.

A może pójdę z tobą?

Mężczyzna pokręcił przecząco głową.

Będzie jeszcze bardziej wściekły, jeśli też wejdziesz.

Wei Wuxian zastanowił się przez chwilę i się zgodził. Gdy tylko pojawiał się w zasięgu wzroku Lan Qirena, staruszek wyglądał, jakby miał dostać zawału serca. Nawet jego oddech stawał się cięższy. Z tego powodu Wei Wuxian czuł, że powinien wyświadczyć mu przysługę i oszczędzić mu irytacji, znikając mu z oczu.

Lan Wangji spojrzał na niego, tak jakby chciał coś powiedzieć, więc Wei Wuxian natychmiast dodał:

W porządku, wiem. Nie chodzić zbyt szybko, nie mówić zbyt głośno, nie robić tego i tamtego, prawda? Nie martw się. Jestem z tobą, więc postaram się nie łamać żadnych zasad twojej sekty. Będę tak ostrożny, jak to tylko możliwe.

Lan Wangji nawet o tym nie pomyślał.

To w porządku. Nawet jeśli je złamiesz…

Wei Wuxian wsłuchał się ochoczo.

Hm?

Jednak Lan Wangji najwyraźniej nagle zrozumiał, że powiedział coś nieodpowiedniego. Odwrócił się na moment, po czym znowu na niego spojrzał z pełną powagą.

– …Nic.

Nawet jeśli je złamię, to co się stanie? – zapytał Wei Wuxian, przybierając skołowaną minę.

Lan Wangji wiedział, że dobrze zna odpowiedź, więc z surową miną odparł tylko:

Zaczekaj na mnie na zewnątrz.

No to poczekam. – Patriarcha machnął ręką. – Nie bądź taki agresywny. Pójdę pobawić się z twoimi królikami.

I tak Lan Wangji samotnie udał się na pożarcie, podczas gdy Wei Wuxian był ciągnięty przez Jabłuszko. Odkąd wrócili do Zacisza, osioł wydawał się wyjątkowo podekscytowany i pełen energii. Mężczyzna nie był w stanie zmusić go nawet do zwolnienia kroku, gdy zwierzę ciągnęło go ku ciemnozielonym połaciom trawy.

Pomiędzy źdźbłami spoczywało ponad sto tłuściutkich kulek śniegu. Ich różowe noski drżały co chwila, czasami potrząsały też swoimi długimi uszami. Jabłuszko z uniesionym wysoko pyskiem wcisnął się między nie, szukając miejsca dla siebie, podczas gdy Wei Wuxian przykucnął na ziemi i złapał losowego królika, drapiąc go po brzuchu i myśląc: Czy ostatnim razem też było ich aż tyle? Ten jest samicą czy samcem? Och… To samiec.

W tej chwili Wei Wuxian zorientował się, że nigdy nie zainteresowała go płeć Jabłuszka, więc nie mógł się powstrzymać przed zerknięciem. Jednak nagle coś usłyszał za sobą, zanim miał szansę dobrze się przyjrzeć. Odwrócił się, by spojrzeć.

Młoda, drobna dziewczyna trzymająca koszyk wyraźnie się wahała, czy może podejść bliżej. Widząc, że Wei Wuxian nagle zwrócił się w jej stronę, przez chwilę nie wiedziała, co zrobić, a cała jej twarz przybrała czerwoną barwę. Miała na sobie szaty sekty GusuLan, a na jej czole przewiązana była biała wstążka bez motywu chmur.

To niesamowite! Nie wierzę, że wpadłem na prawdziwą kobietę!

Przed nim stała kultywatorka. Kobieta w sekcie GusuLan.

Znana ze swojej surowości sekta GusuLan dziesiątki tysięcy razy powtarzała, że mężczyźni i kobiety się od siebie różnią, zatem nie powinni zbytnio się spoufalać. Kwatery męskie i żeńskie zostały od siebie odseparowane, tak żeby nikt nie mógł nawet przypadkiem przekroczyć ich granic. Kobiety rzadko wykraczały poza swoje terytorium i nawet nocne łowy odbywały się z podziałem na płeć. Ten brak elastyczności był prawie przerażający. Gdy Wei Wuxian przybył tutaj na nauki, to nigdy nie zobaczył tu ani jednej dziewczyny, przez co naprawdę wątpił, by kultywatorki w ogóle istniały w Zaciszu. Czasami miał wrażenie, że słyszy żeńskie głosy recytujące lekcje i z ciekawości chciał podejść, by zobaczyć, co się dzieje. Za każdym razem nakrywali go patrolujący teren uczniowie i wzywali Lan Wangjiego, by się nim zajął. Po jakimś czasie stracił cały entuzjazm i już nigdy nie wybrał się na przeszpiegi.

Jednak teraz naprawdę wpadł na prawdziwą kultywatorkę w Zaciszu Obłoków. Prawdziwą! Kultywatorkę!

Natychmiast się wyprostował i już miał do niej podejść, lecz wyprzedził go Jabłuszko, pędem podbiegając do dziewczyny i prawie go przy tym tratując.

– …?

Zwierzę potulnie opuściło przed nią łeb i z własnej woli przysunęło czoło i uszy do jej dłoni.

– …???

Rumieniąc się, dziewczyna spojrzała na Wei Wuxiana i zamarła z zaskoczenia, nie wiedząc, co powiedzieć. Mężczyzna zmrużył oczy, mając wrażenie, że wygląda jakoś znajomo. Chwilę później mu się przypomniało – czy to nie była panna o okrągłej twarzy, którą spotkał po wyruszeniu z wioski Mo i kilka razy na górze Dafan?

Nawet gdyby była mu całkowicie nieznajoma, to byłby w stanie powiedzieć kilka żartów i natychmiast rozluźnić sytuację, ale tutaj trafił na miłą dziewczynę, którą już kilka razy spotkał. Szybko do niej pomachał.

To ty!

Najwyraźniej wywołał na niej dość silne wrażenie, z pomalowaną twarzą czy bez. Dziewczyna nieśmiało pokręciła chwilę palcami wokół koszyka, po czym cicho odparła:

Tak, to ja…

Wei Wuxian odrzucił na bok królika, którego molestował i podszedł bliżej, zaplatając ręce za plecami. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, że w koszyku ma marchew i kapustę.

Przyszłaś nakarmić króliki?

Przytaknęła. Nie mając co robić bez Lan Wangjiego, patriarcha poczuł się zainteresowany.

Chcesz, żebym ci pomógł?

Dziewczyna nie wiedziała, co począć. Ostatecznie przytaknęła, więc Wei Wuxian wyjął marchewkę. Przykucnęli na trawie, a Jabłuszko włożył pysk w koszyk. Nie udało mu się znaleźć żadnych jabłek, więc złapał zębami marchew, powoli ją obgryzając.

Warzywa były niezwykle świeże. Wei Wuxian najpierw sam odgryzł kawałek i dopiero podstawił marchew pod białe pyszczki.

Długo je karmisz?

Nie… Zaczęłam dopiero niedawno… Gdy jest tutaj Hanguang-jun, to on się nimi opiekuje. Kiedy go nie ma, zajmują się nimi panicz Lan Sizhui i pozostali uczniowie. Dopiero pod ich nieobecność my przychodzimy pomóc…

Jak Lan Zhan karmił króliki? Od kiedy się nimi opiekuje? Czy też tu przychodził z koszyczkiem?

Potrząsając głową, by wybić z niej kilka przesłodkich scen, Wei Wuxian zapytał:

Teraz jesteś uczennicą GusuLan?

Tak – odparła potulnie.

Ta sekta jest dość fajna. Kiedy dołączyłaś?

Niedługo po wydarzeniach na górze Dafan… – odpowiedziała, głaszcząc królika.

W tej chwili oboje usłyszeli szelest butów stąpających po trawie. Wei Wuxian się odwrócił i tak jak się spodziewał, w ich stronę zmierzał Lan Wangji.

Dziewczyna pospiesznie wstała i skłoniła się z szacunkiem.

Hanguang-jun.

Lan Wangji skinął głową. Wei Wuxian wciąż siedział na trawie, uśmiechając się szeroko. Dziewczyna zdawała się bać brata lidera sekty – to było dość normalne. Lan Wangjiego bała się każda młoda osoba z sekty. Speszona podkasała sukienkę i uciekła.

Panienko, siostrzyczko! Twój koszyk! – krzyknął za nią Wei Wuxian. – Ej, Jabłuszko! Wracaj! Gdzie uciekasz?! Jabłuszko!

Nie udało mu się zatrzymać ani człowieka, ani osła. Mógł tylko szturchnąć pozostałe marchewki i zwrócić się do Lan Wangjiego:

Lan Zhan, wystraszyłeś ją.

Gdyby mężczyzna nie chciał, by jego kroki były słyszane, to żadne z nich by go nie usłyszało.

Wei Wuxian wyszczerzył się i wycelował w niego marchewką.

Chcesz? Ty nakarmisz króliki, a ja ciebie.

Lan Wangji na niego spojrzał.

Wstawaj.

Patriarcha rzucił warzywo za siebie, leniwie wyciągając w jego stronę dłoń.

Pomóż mi wstać.

Mężczyzna się zawahał, po czym złapał go za rękę, lecz Wei Wuxian nagle pociągnął go do siebie.

Ich terytorium zostało przejęte przez dziwnych ludzi, więc króliki zachowywały się, jakby stanęły w obliczu ogromnego wroga, biegając wokół nich. Te, które najbardziej przyzwyczaiły się do Lan Wangjiego stawały na łapkach i łapały za jego szaty, tak jakby martwiły się, dlaczego ich pan tak nagle upadł. Mężczyzna odgonił je delikatnie i spokojnie powiedział:

Siódma zasada sekty wyryta na ścianie dyscypliny: przeszkadzanie kultywatorkom jest zakazane.

Powiedziałeś, że to w porządku, jeśli je złamię.

Nic takiego nie powiedziałem.

Dlaczego taki jesteś? Nie skończyłeś zdania, więc uważasz, że nigdy nie miałeś tego na myśli? Co stało się z Hanguangiem-jun, który zawsze dotrzymywał obietnic?

– „Codziennie”.

Wei Wuxian musnął jego twarz, czule mówiąc:

Wujek cię zbeształ? Pozwól temu braciszkowi cię porozpieszczać.

Lan Wangji zdawał się nie mieć nic przeciwko tej nagłej zmianie tematu.

Nie.

Naprawdę? To co takiego powiedział?

Starszy mężczyzna przytulił go mocno.

Nic. Rzadko jesteśmy wszyscy w Zaciszu, więc jutro odbędzie się bankiet.

Wei Wuxian się uśmiechnął.

Bankiet? Dobra, dobra, będę grzeczny i na pewno nie narobię ci wstydu. – Nagle przypomniał sobie o Lan Xichenie. – A co z twoim bratem?

Spotkam się z nim później – odparł Lan Wangji po chwili milczenia.

Zewu-jun przebywał w odosobnieniu od wielu dni. Zdecydowanie potrzebował długiej rozmowy od serca ze swoim bratem. Wei Wuxian odwzajemnił uścisk, klepiąc partnera po plecach.

Skoro o tym mowa, to dlaczego nie widziałem jeszcze Sizhuiego i reszty?

W przeszłości juniorzy otoczyliby ich i zagadali już od podnóża góry. Lan Wangji trochę się rozluźnił, słysząc, jak wspomina młodzieńców.

Zabiorę cię do nich.

Gdy zaprowadził Wei Wuxiana do Lan Sizhuiego i pozostałych, juniorzy jedynie przywitali ich z radością. To nie tak, że nie chcieli zrobić nic więcej, lecz raczej naprawdę nie mogli.

Około tuzina chłopców stało na rękach na werandzie. Wszyscy zdjęli szaty zewnętrzne, zostając w lekkim, śnieżnobiałym stroju spodnim. Przed nimi znajdowały się czyste kartki papieru i tusz. Każdy podtrzymywał się lewą dłonią, a w prawej trzymał pędzel, z trudnością notując drobne znaki.

Nie mogli pozwolić swoim wstążkom na czoło dotknąć ziemi, więc końce trzymali w ustach, ociekając potem z wysiłku. Z tego samego powodu nie byli w stanie nic powiedzieć. Wspomniane „przywitanie z radością” tak naprawdę było wyłącznie nierozpoznawalnym stłumionym dźwiękiem i błyskiem w oczach.

Dlaczego stoją na rękach? – zapytał Wei Wuxian, obserwując ich drżące ciała.

To kara.

Wiem, że to kara. Widzę, że przepisują zasady sekty Lan. Prawość znam na pamięć. Co takiego zrobili, by na to zasłużyć?

Wrócili do Zacisza Obłoków po wyznaczonym czasie. – Głos mężczyzny był chłodny.

Och.

Udali się z Upiornym Generałem na nocne łowy.

Ha! Ale macie jaja, chłopaki.

Po raz trzeci.

Wei Wuxian dotknął podbródka, wcale się nie dziwiąc, że Lan Qiren, który nienawidził wszelkiego zła, karał ich w ten sposób. Przepisywanie zasad stojąc na rękach było i tak dość łatwą karą.

Przykucnął przed Lan Sizhuim.

Och, Sizhui, dlaczego twoja sterta jest wyjątkowo gruba? A może coś sobie wyobrażam?

Nie…

To on prowadził.

Patriarcha chciał poklepać Sizhuiego po ramieniu, ale nie wiedział jak. Po chwili zastanowienia i tak to zrobił, klepiąc go od dołu w górę.

Wiedziałem.

Lan Wangji przeszedł przed chłopcami, zerkając na kartki, by je sprawdzić.

Twoje pismo jest nieodpowiednie – powiedział do Lan Jingyi’ego.

Tak jest, Hanguang-jun. Przepiszę to – odparł przez łzy chłopak, przygryzając mocniej wstążkę.

Pozostali przeszli kontrolę i westchnęli z ulgą. Odchodząc, Wei Wuxian przypomniał sobie cierpienie, przez które przeszedł, przyjmując kiedyś kary i było mu ich szkoda.

Już samo utrzymanie tej pozycji jest trudne. Pewnie nie udałoby mi się nic napisać do góry nogami. Zresztą siedząc też pewnie nie pisałbym zbyt czytelnie.

Lan Wangji na niego spojrzał.

Zdecydowanie.

Wei Wuxian wiedział, że również wspomina tamte czasy.

Czy ty też byłeś tak karany w młodości?

Nigdy.

Oczywiście, w końcu Lan Wangji był przykładnym uczniem już od niemowlęctwa. Jego każde słowo i gest wykonywane były z ogromną dokładnością. Niby jak mógłby popełnić błąd? A skoro nigdy ich nie popełniał, to przecież nikt go też nie karał.

Myślałem, że to w ten sposób wytrenowałeś ramiona. – Patriarcha się wyszczerzył.

Nie byłem karany, lecz mimo to trenowałem w ten sposób.

Po co miałbyś stać na rękach, jeśli nie musiałeś? – zdziwił się Wei Wuxian.

Lan Wangji spoglądał przed siebie.

To uspokaja umysł.

Usta patriarchy znajdowały się tuż obok ucha jego towarzysza, a jego głos był niemal magnetyczny.

I co takiego sprawiło, że lodowaty Hanguang-jun czuł się niespokojnie?

Mężczyzna spojrzał na niego bez słowa.

Jeśli rzeczywiście trenowałeś od małego stanie na rękach, to możesz w tej pozycji zrobić wszystko, prawda? – zapytał zadowolony z siebie Wei Wuxian.

Mn.

Widząc, jak powieki Lan Wangjiego lekko opadły, jakby z zawstydzenia, patriarcha stał się jeszcze odważniejszy.

A możesz nawet mnie przelecieć do góry nogami?

Mogę spróbować.

Hahahaha… Co powiedziałeś?

Mogę spróbować dzisiaj wieczorem.

– …

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

6 Comments

    1. sirsasana 11

      Jak się cieszę, że tłumaczysz dodatki! Podziwiam i szanuję, chwilami to nie będzie łatwe zadanie ;) Ale nie mogę się doczekać. Może nie trzeba będzie czekać bardzo długo?
      Pozdrawiam i dziękuję za Twoją pracę 🙂

      Odpowiedz
  1. Badacz Sweevil

    Jak autorka mogła zakończy tak ten rozdział. :cooo: :NieNie: :AAAA:
    Dziękuję za pierwszy dodatkowy rozdział. :ekscytacja: :zachwyt2:
    Już nie mogę się doczekać kolejnych mimo tego, że może będę musiała trochę poczekać. :zachwyt:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: