Mo Dao Zu Shi

Posłowie autorki II6 min. lektury

W końcu skończyłam edytowanie.

To ważne zadanie zajęło mi tak długo, że powinnam trzy razy wykrzyczeć tę wiadomość i wstawić wykrzyknik po każdym słowie. Pomimo tego, udało mi się przekazać to w tak spokojny sposób.

Pierwsza wersja miała 520 tys. słów, a zedytowana 570 tys. To dla mnie ogromne przedsięwzięcie. Pisanie i poprawianie zajęło kilka dobrych miesięcy. Nie jestem w stanie ocenić, co było trudniejsze i z czym dłużej się zmagałam, lecz w obu dało się znaleźć chwile błogości pośród bólu.

Podczas serializacji ze względu na prawdziwe życie i presję dodawania jednego rozdziału dziennie, musiałam wiele scen opisać pobieżnie, choć pierwotnie chciałam bardziej rozwinąć pewne wątki. Było także wiele szczegółów i niedociągnięć, których nie miałam czasu poprawić. Teraz w końcu napisałam wszystko, co mi w duszy grało, dodając fabułę i sceny rywalizacji, których od początku pragnęłam. Na przykład pocałunek, który wydarzył się podczas łowów w poprzednim życiu WWX (pominęłam go, bo nie miałam sił kombinować, jak będą wyglądać tak duże zawody), stopniowa wrogość NMJ i JGY, LWJ odwiedzający WWX na Kopcach Pogrzebowych czy bitwa trupów podczas obecnego życia WWX (nie miałam cierpliwości opisywać scen walki). Całkiem zapomniałam o wyjaśnieniu przeszłości Lan Sizhuiego…

Momenty, przy których się rozleniwiłam, zostały wypełnione w trakcie edycji. W skrócie ta nowa wersja w moim sercu jest bliższa temu, co chciałam osiągnąć. Innymi słowy, dla mnie to jest „oryginalne” MDZS.

Wiem, że wiele ludzi przeczytało starszą wersję i wiele scen wywarło na nich zbyt silne wrażenie, by mogli tak szybko o nich zapomnieć. Do tego spodziewam się wielu wątpliwości, lecz tych nasłuchałam się już podczas pierwotnej serializacji.

Właściwie były ze mną od początku. Wiem, że nie da się wszystkich zadowolić, więc zdecydowałam zadowolić samą siebie. Gdy wspominam tę historię, to przynajmniej wiem, że napisałam to, co chciałam napisać i nie będę niczego żałowała.

Podobno ponad pisania posłowia trzeba powspominać, więc też trochę to uczynię. Gdy zaczęłam planować fabułę, byłam na ostatnim roku studiów. Każdej nocy wychodziłam na spacer po boisku, słuchając muzyki, martwiąc się cholerną pracą dyplomową i niekontrolowanie wymyślając sceny.

Tym, co skłoniło mnie do napisania takiej historii, była niewyraźna scena, która pojawiła się w mojej głowie – ciemny las, deszczowa noc, ubrana w czerń blada postać z zakrwawioną twarzą roztrzaskała coś w dłoni na pół z chłodną miną. Flet albo strzałę.

Nie pamiętam, skąd się to wzięło. Nie było w tym ani grama logiki. Nie wiedziałam, kim jest ani dlaczego ma taką minę, lecz owładnęło mną jakieś niewyjaśnione uczucie i się zainteresowałam. Zaczęłam myśleć, jaką byłby osobą, przez co przeszedł i co go czekało, próbując stworzyć szczegółową fabułę bez dziur, ubrać wszystko w słowa i spróbować przedstawić to innym.

Najpierw były emocje, potem postać, a na końcu opowieść. W procesie transformacji, ekspresji i przekazu energia naturalnie się wytraciła, jednak dałam z siebie wszystko.

Jest wiele rzeczy, których musiałam się po omacku nauczyć.

Wymyślanie i pisanie scen z chemią i sporami (znanych także jako flirtowanie i walczenie) było naprawdę niezwykłym przeżyciem. Te pierwsze zawierały przemyt Uśmiechu Cesarza, przepisywanie tekstów siedząc naprzeciwko siebie w młodości, miasto Caiyi (tak, uwielbiam wszystkie sceny z ich szkolnych lat), gryząca bliskość w jaskini Xuanwu, a także wszystkie chwile z silnym szefem Hanguangiem-jun i jego szaloną, ale pełną pasji, uciekającą żoną (???). Te drugie to na przykład pani Yu sprzeciwiająca się Wang Lingjian, postacie z miasta Yi odgrywające „ty mnie dźgniesz, a ja dźgnę jego”, Jiang Cheng atakujący naszą parę w sali przodków Przystani Lotosów za bycie bezwstydnymi gejami (ej!) i tak dalej…

Te sceny z MDZS przyniosły mi największą radość. Do niczego nie można jej porównać.

Dla mnie MDZS jest zdecydowanie niezwykle ważną historią. Początkowo nie wiedziałam, że aż tyle ludzi się na nią natknie. Dzięki temu doświadczyłam wielu rzeczy i poznałam wspaniałe osoby. Wszystko związane z MDZS było prawdziwą karuzelą emocji. Przez jakiś czas czułam się, jakby właśnie opuściła szpital psychiatryczny. To opowieść eksperymentalna, więc znajduje się w niej wiele niedojrzałych fragmentów. Nawet jeśli bardzo starałam się coś zmienić, to w wielu miejscach baza została już ustanowiona i ciężko było mi to zedytować wystarczająco, by mnie usatysfakcjonowało. Gdy teraz o tym myślę, był to jedynie kolejny etap mojego rozwoju.

Jednak nie chcę już drugi raz tak pisać i edytować. Nie nadaje się to do stylu czytania powieści online, ale również sprawia mi niewyobrażalne tortury… Od teraz najpierw skończę pisać i edytować przed publikacją.

W pierwszym okresie serializacji, kiedy starałam się do tego przyzwyczaić, pisałam z dużą dozą niepokoju i ostrożności, ale im więcej znaków wklepywałam, tym głębsze więzi odczuwałam z bohaterami opowieści. Byłam przemęczona i często zastanawiałam się, dlaczego jeszcze nie skończyłam, lecz kiedy w końcu mi się to udało, wcisnęłam kilka razy klawisz enter i wyklikałam napis „koniec”, to nie chciałam się jeszcze rozstawać z tą powieścią.

Choć wiedziałam, że to tylko koniec głównej historii i jeszcze będą dodatki, to i tak było mi smutno.

W dniu, gdy skończyłam pisać, zdecydowałam, że ostatnim zdaniem będzie fragment wiersza – Melodia ustaje i nikogo wokół nie widać; rzeka przepływa pod zielonymi szczytami gór. Ostatecznie z tego zrezygnowałam. Choć wiersz jest naprawdę piękny, wyszukany i pełen głębi, to nie był zakończeniem, na które miałam nadzieję. Mimo wszystko za dużo w nim samotności i melancholii.

Pragnęłam bardziej czegoś jak: melodia WangXian trwa i trwa; pieśń cichnie, lecz postacie pozostają.

Zgiełk ucichnie, lecz my będziemy trwać.

Mo Xiang Tong Xiu, 12.08.2016

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

11 Comments

  1. Anonimus

    Dziękuję z całego ❤️ MDZS jest moją pierwszą powieścią tej autorki i niezmiennie króluje w moim sercu. Jak mąż z synem zajdą mi za skórę (a to zdarza się bardzo często, szczególnie to moje małe diablę z mojej krwi lubi mnie denerwować ) to jest to jedna z dwóch powieści potrafiących mnie uspokoić. Uciekam wtedy do sypialni i choćby się paliło, wszyscy wiedzą, że pół godziny to niezbędne minimum bym nikogo nie udusiła i tylko słyszę ” Sami, mama ma spotkanie z pewnymi postaciami w bieli i czerni lub bieli i szkarłacie” 🤣 A tak na poważnie kocham to tłumaczenie i podziwiam za ogrom pracy. Jeszcze raz napiszę dziękuję ❤️

    Odpowiedz
  2. lograk

    Nigdy nie miałam wątpliwości, że proces tworzenia może być cierpieniem. Wymyślenie czegoś od zera, powołanie do życia postaci i nadanie im indywidualnych charakterów jest skrajnie trudnym wyzwaniem. Udaje się to tylko niektórym, tylko tym, którym w duszy Coś gra. Przede wszystkim
    twórca zderza swoją własną wyobraźnię z czysto technicznym problemem przekazania wyobrażonych obrazów na papier. Są jakby dwa etapy: najpierw coś wymyślić, a potem to coś ubrać w słowa. Mieć zdolności w tych dwóch czynnościach to naprawdę sztuka. Czy to nie dlatego filmowcy sięgają do literatury, która sama w sobie może być gotowym scenariuszem pod film? Ile scenariuszy powstało wyłącznie czysto na potrzeby najpierw wymyślonego filmu (serialu)?
    Nowele tej autorki stały się świetnymi gotowcami do zekranizowania. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Ty Ashi, będą tłumaczem , również doświadczyłaś presji jak najlepszego przekazania nam, czytelnikom, co autor miał na myśli… bardzo dziękuję za ten trud, a przede wszystkim za dokończenie nowelki ( przynajmniej głównej części, choć nie kryję nadziei na dodatki). Ponadto pragnę powiedzieć, że dla mnie Wasza strona jest cenna dlatego, że jest NORMALNA, czyli wchodzisz i czytasz, to wszystko. Dla takiej osoby jak ja, która nie istnieje w żadnej opcji społecznościowej, to po prostu bajka. Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. Ashi Autor

      Właśnie bardzo zależało mi na stworzeniu takiej normalnej strony do czytania. Nienawidzę tego całego zamieszania z zakładaniem kont, pohasłowanymi rozdziałami (ostatnio trafiłam na takie tłumaczenie, każdy rozdział miał inne hasło i do tego po chińsku!), wszędobylskimi reklamami, czy (o zgrozo) płaceniem za tłumaczenia. Więc bardzo się cieszę, że się udało bez tego wszystkiego i jakoś się to jeszcze ciągnie :)

      Odpowiedz
      1. sirsasana 11

        Dziękuję bardzo za Twoje tłumaczenie.
        Mam podobną opinię na temat kont, haseł, etc, szczególnie jeśli chodzi o czytanie powieści, tłumaczeń.
        Bardzo liczę, że doczekamy się tłumaczenia dodatków, choć zdaję sobie sprawę, że łatwo nie będzie, zważywszy na niektóre frywolne fragmenty ;)
        Ale chyba warto, nie ?

        Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: