Mo Dao Zu Shi

Rozdział 107 – Zatajenie I13 min. lektury

Zaciskając mocno zęby, Jin Guangyao uderzył kilka stref akupunkturowych na ramieniu. Od utraty krwi zaczęło kręcić mu się w głowie, lecz poprzez mgłę zobaczył, jak Nie Mingjue robi krok w jego stronę, nie spuszczając go z oczu. Natychmiast ogarnął go strach.

Su She odkaszlnął więcej krwi, krzycząc aż do ochrypnięcia:

Idioci! Dlaczego stoicie jak głupki?! Powstrzymajcie to! Powstrzymajcie to coś stojące przy drzwiach!

Kultywatorzy LanlingJin w końcu dobyli mieczy i się zbliżyli, choć pierwsi dwaj natychmiast oberwali, lecąc w tył. Jin Guangyao lewą dłonią posypał kikut lekami, lecz proszek natychmiast został zmyty przez krew. Prawie się rozpłakał, szarpiąc za ubranie, by zabandażować materiałem rękę, lecz został wcześniej poparzony trującym dymem, więc nie miał sił. Rwał i rwał, drżąc, lecz nic mu nie wychodziło, a tylko wzmagało ból. Su She w końcu rzucił się w jego stronę z kawałkiem własnej białej szaty, by opatrzyć mu ranę.

Lan Xichen postanowił zabrać Nie Huaisanga w bezpieczne miejsce, lecz Su She go powstrzymał, krzycząc:

Liderze sekty Lan! Czy masz przy sobie jakieś leki? Proszę, pomóż mu! Lider sekty Jin zawsze traktował cię z szacunkiem. Wyświadcz mu tę przysługę!

Wahanie pojawiło się w jego oczach, gdy Lan Xichen zauważył, jak okropnie wyglądał Jin Guangyao, będąc na skraju omdlenia. Nagle z drugiej strony pomieszczenia rozległy się wrzaski. Potężnym ciosem Nie Mingjue zamienił trzech kultywatorów w krwawą miazgę.

Wei Wuxian i Lan Wangji stanęli przed Jiang Chengiem i Jin Lingiem.

Wen Ning, jak na niego wpadłeś?! – zapytał patriarcha.

Po przytwierdzeniu z powrotem ramienia trup nastawił złamaną nogę.

Przepraszam, paniczu… Kazałeś mi wrócić i odnaleźć panicza Lan, lecz nie było go w świątyni, więc zacząłem przeczesywać ulice. Nagle dostrzegłem Chifenga-zun, który wyglądał, jakby czegoś szukał. Grupa dzieciaków go zauważyła i poszła go zaczepić, by coś wyżebrać. Nie wiedzieli, z czym mają do czynienia. Jest całkiem pozbawiony świadomości. Gołymi rękoma prawie… Mogłem tylko z nim walczyć przez całą drogę tutaj…

Wei Wuxian nie musiał pytać, dlaczego nie udało mu się znaleźć Lan Wangjiego w gospodzie. W końcu skoro on nie był w stanie usnąć sam, to dlaczego dla jego towarzysza miało być inaczej? Prawdopodobnie też wyszedł i kręcił się wokół, dopóki nie zobaczył szukającej pomocy Wróżki. Ta nagła burza musiała się zacząć, gdy Wen Ning wpadł na Nie Mingjue.

Już zwykłe trupy przyciągały mrok, nie wspominając o tak niezwykłych i potężnych umarlakach.

Choć kultywatorzy LanlingJin byli bezsilni w obliczu Nie Mingjue, to uparcie i odważnie kontynuowali ataki. Jednak nawet najmocniejsze ciosy nie były w stanie go drasnąć, tak jakby ich mieczy wcale nie wykonano z wysokiej jakości żelaza. Nie Huaisang wyjrzał ostrożnie zza Lan Xichena, a jego głos był jednocześnie wypełniony przerażeniem i ekscytacją.

B-bracie, j-ja…

Nie Mingjue wpatrywał się w niego przez chwilę pozbawionymi źrenic oczami, które nagle się rozszerzyły, a trup się na niego rzucił. Lan Xichen opuścił lekko podbródek, by zagrać krótką melodię na Liebingu. Nie Mingjue natychmiast zamarł.

Bracie, to Huaisang! – powiedział Lan Xichen.

Brat nawet mnie nie rozpoznaje…

Nie tylko cię nie rozpoznaje, ale nawet nie jest świadomy, kim jest! – wtrącił się Wei Wuxian.

Mężczyzna stał się trupem kontrolowanym przez silną energię urazy. Był okrutny i gwałtowny, atakując każdego. Wen Ning po chwili odpoczynku wrócił do walki, jednak nie był tak silny jak Nie Mingjue, ani tak wysoki. Do tego flet Wei Wuxiana został złamany, więc nie mógł mu w żaden sposób pomóc. Wyraźnie był na przegranej pozycji.

Jin Guangyao, który do tej pory leżał na ziemi, w końcu zatamował krwotok. Su She wstał, podnosząc go i próbując uciec pośród panującego chaosu, co tylko na nowo zwróciło na nich uwagę Nie Mingjue. Trup odepchnął Wen Ninga i długimi krokami skierował się w ich stronę.

Wujku, uciekaj! – krzyknął Jin Ling.

Słysząc, że śmiał ostrzec ich wroga, Jiang Cheng przywalił mu w tył głowy, wrzeszcząc ze złości:

Zamknij się!

Jin Ling od razu zrozumiał swój błąd, lecz mimo wszystko był to jego wuj, z którym spędzał czas od urodzenia. To nie było tak, że Jin Guangyao nie traktował go dobrze. Gdy chłopak zobaczył, że zaraz może zginąć z rąk trupa, nie był w stanie się powstrzymać przed ostrzeżeniem. Jednak kiedy tylko Nie Mingjue go usłyszał, to natychmiast się odwrócił, wyglądając na zagubionego.

Och, nie! – wymamrotał Wei Wuxian, czując, jak coś ściska go w piersi.

Teraz gdy Nie Mingjue stał się żywym trupem, jego energia urazy była najsilniejsza w obliczu największego wroga, Jin Guangyao. Jednak martwi nie byli w stanie rozróżnić ludzi dzięki zmysłowi wzroku.

Jin Guangyao i Jin Ling byli spokrewnieni. Mroczne istoty zauważały, że ich krew była podobna, więc ciężko było im ich rozróżnić w stanie dezorientacji. Dopiero co lider sekty Jin stracił wiele krwi, teraz słabo oddychał i wydawał się być prawie martwy, Jin Ling zaś był pełen życia. Martwy i bezmyślny mózg Nie Mingjue oczywiście bardziej zainteresował się nim.

Lan Wangji natychmiast skierował Bichen prosto w stronę piersi Nie Mingjue, jednak tak jak się spodziewali, miecz nie dosięgnął celu. Gdy trup spojrzał w dół i zauważył błyszczące ostrze, ryknął i po nie sięgnął. Nie udało mu się go przejąć, gdyż Lan Wangji jak najszybciej przywołał Bichen z powrotem, chowając go do pochwy z głośnym brzękiem. Następnie machnął lewą dłonią, wyciągając guqin i bez wahania zaczynając na nim grać, a Lan Xichen znowu przyłożył Liebinga do ust. Wei Wuxian posłał ponad pięćdziesiąt talizmanów w stronę trupa, lecz otaczająca go silna energia urazy podpaliła je, zamieniając w popiół, zanim go tknęły.

Z głośnym rykiem Nie Mingjue rzucił się na Jin Linga. Razem z Jiang Chengiem chłopak wycofał się do ściany, nie mając już żadnej drogi ucieczki. Lider sekty Jiang mógł tylko zasłonić go własnym ciałem i dobyć Sandu, by spróbować odeprzeć atak pomimo braku energii duchowej. Choć rozległy się dźwięki guqinu i fletu, to wyglądało na to, że już jest za późno.

Silna pięść Nie Mingjue przebiła się na wylot przez ciało.

Jednak nie należało ono ani do Jin Linga, ani do Jiang Chenga.

Wen Ning zdążył ich osłonić. Oboma rękami złapał żelazne ramię Nie Mingjue i powoli wyjął je z piersi, pozostawiając wielką dziurę. Nie krwawił, lecz kilka kawałków sczerniałych narządów wypadło na ziemię.

Wen Ning! – krzyknął Wei Wuxian.

Ty? Ty?! – wyjąkał Jiang Cheng, wyglądając, jakby za chwilę miał zwariować.

Uderzenie było zbyt silne. Nie tylko pięść przedarła się przez pierś Wen Ninga, lecz także uszkodziła część jego krtani. Nie mogąc wydać z siebie ani słowa padł prosto na Jiang Chenga i Jin Linga. Przez chwilę nie był w stanie się ruszyć, lecz jego oczy wciąż były szeroko otwarte. Wpatrywał się w nich bez mrugnięcia.

Jin Ling pierwotnie go nienawidził, gdyż był bronią, która przebiła serce jego ojca. Od dziecka wielokrotnie przysięgał, że gdy tylko nadarzy się okazja, to kawałek po kawałku zetnie całe mięso z kości Wei Wuxiana i Wen Ninga. Później, gdy już nie chciał nienawidzić patriarchy, jego nienawiść wobec trupa się podwoiła, lecz gdy teraz zobaczył, jak zostaje ranny w ten sam sposób, co jego ojciec, to nawet nie był w stanie go z siebie zepchnąć.

Wiedział, że Wen Ning jest martwy i nawet jakby przeciąć go na pół, to nie stałoby się nic poważnego. Jednak z jakiegoś powodu nie był w stanie powstrzymać łez kapiących mu z oczu.

Nie Mingjue również zamarł po tym ataku ze względu na duet braci Lan. Guqin brzmiał jak lodowata rzeka, a flet przypominał porywisty wiatr. Pojedyncze dźwięki wzbudziły w zmarłym jeszcze większą nienawiść, a w połączeniu sprawiły mu ból, tak jakby ktoś związywał go niewidzialną liną. Gdy się zacisnęła jeszcze bardziej, jego złość eksplodowała, pozwalając mu wyrwać się z okowów Pieśni zwycięstwa i rzucić się w stronę osoby grającej na guqinie. Lan Wangji obrócił się spokojnie, by uniknąć ataku. Melodia nie zatrzymała się ani na chwilę, a pięść trupa tym razem zrobiła dziurę w ścianie. Nie Mingjue już miał się odwrócić, lecz nagle usłyszał dwa wesołe gwizdnięcia. Wyrwał rękę z kamienia, spoglądając w stronę dźwięku.

Wei Wuxian zagwizdał kolejne dwa razy, uśmiechając się szeroko.

Cześć, Chifeng-zun. Rozpoznajesz mnie? – Ohydne białka oczu Nie Mingjue skierowane były w jego stronę. – To w porządku, jeśli nie, o ile kojarzysz ten dźwięk.

Paniczu Wei! – zawołał Lan Xichen, odsuwając Liebing lekko na bok.

Chciał mu przypomnieć, że jego obecne ciało należało do Mo Xuanyu, który również był spokrewniony z Jin Guangyao, a do tego znacznie bliżej. Gdyby z tego powodu Nie Mingjue skierował na niego energię urazy, to sytuacja stałaby się znacznie gorsza. Jednak nim mógł kontynuować, Lan Wangji na niego spojrzał, spokojnie potrząsając głową.

Lan Xichen od razu zrozumiał, co brat chciał mu przekazać – nie było się czym martwić. Lan Wangji wierzył, że Wei Wuxianowi nic nie będzie.

Gwiżdżąc, Wei WuXian spacerował dookoła. Dźwięki były lekkie i odprężające, ale w przepełnionej trupami świątyni Guanyin, pośród ciężkiej burzy, czystość brzmienia wydawała się nienaturalnie przerażająca. Wen Ning wciąż opierał się o Jiang Chenga i Jin Linga, lecz gdy to usłyszał, natychmiast poczuł dziwnie silną potrzebę wstania. Przez chwilę starał się podnieść, lecz znowu padł – nie było jasne, czy udało mu się powstrzymać, czy może nie odzyskał jeszcze sił. Bez zastanowienia Jiang Cheng i Jin Ling go złapali, lecz po ich niepewnych minach widać było, że mają ochotę rzucić go na ziemię.

Uśmiechając się szeroko, Wei Wuxian zagwizdał niemal żartobliwą melodię, cofając się spokojnie z rękami za plecami. Nie Mingjue stał w miejscu. Nie zareagował na pierwszy krok wykonany przez patriarchę. Przy trzecim również nie drgnął nawet o milimetr. Jednak wyglądało na to, że przy siódmym kroku nie był w stanie dłużej się powstrzymać, idąc za nim.

Wei Wuxian kierował go w stronę prawie luksusowej pustej trumny znajdującej się na tyłach świątyni. Jeśli tylko wejdzie do środka, to patriarcha miał sposób na zapieczętowanie wieka.

Biały, trujący dym już dawno wyparował. Był zbyt lekki, by stanowić na długo zagrożenie. Ponury trup wiedziony był w kierunku trumny, choć podświadomie wiedział, że powinien się opierać. Patriarcha obszedł skrzynię wokół, podczas gdy wszyscy wstrzymywali oddech, wpatrując się w tę scenę, a szczególnie Lan Wangji. Wei Wuxian zerknął na niego, gwiżdżąc spokojnie. Gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, puścił mu zalotnie oczko.

Jakby został ukłuty szpilką z cukru, Lan Wangji zadrżał, co przez chwilę było słyszalne w granej przez niego melodii. Zadowolony Wei Wuxian się odwrócił i poklepał trumnę tuż przed zbliżającym się trupem.

W końcu Nie Mingjue powoli się pochylił, jednak gdy już miał wejść do środka, nagle zza Lan Xichena rozległ się krzyk.

Nie Mingjue natychmiast zamarł i jak wszyscy obecni odwrócił się, by znaleźć źródło zamieszania. Su She dźwigał półprzytomnego Jin Guangyao na plecach, jedną dłonią podtrzymując go za nogę, a w drugiej niosąc zakrwawiony miecz. Obok leżał Nie Huaisang, turlając się po ziemi z bólu i trzymając za nogę.

Shuoyue z impetem uderzył w dłoń dzierżącą ostrze. Su She był zszokowany, gdy miecz upadł na podłogę, jednak było już za późno – Huaisang był ranny. Zapach krwi rozniósł się po pomieszczeniu, a Wei Wuxian przeklął pod nosem.

Jak to możliwe… Jak on mógł wszystko zepsuć w tak krytycznym momencie!

Nie Huaisang i Nie Mingjue byli braćmi przyrodnimi, mieli jednego ojca. Jeśli Chifeng-zum poczuje zapach jego krwi, nie wzmocni to chęci mordu, lecz mocno go zaciekawi. Jego uwaga niezaprzeczalnie skieruje się w tamtą stronę, przez co szybko zauważy Jin Guangyao. Gdy tylko go zabije, jego mordercze intencje zapewne się nasilą, przez co ciężej będzie nad nim zapanować.

Tak jak się spodziewał, agresywne warczenie wydobyło się z gardła zmarłego i odwrócił się od pustej trumny. Natychmiast pojął, kim jest osoba podtrzymywana przez Su She, więc gwizdnięcia Wei Wuxiana nie były w stanie go powstrzymać. Jak silny podmuch wiatru Nie Mingjue podbiegł do nich, wyciągając rękę ku głowie Jin Guangyao.

Su She zrobił szybki unik i stopą podniósł leżący na ziemi miecz. Zebrał w sobie całą energię duchową, by wyprowadzić jak najsilniejszy cios w serce Nie Mingjue. Być może z powodu tragicznej sytuacji atak był nadzwyczajnie szybki i bezwzględny. Ostrze świeciło jasno od energii duchowej i otoczone było mglistym blaskiem. Wyglądało to o wiele lepiej od poprzednich względnie eleganckich ataków i nawet Wei Wuxian miał ochotę pochwalić wspaniałość tego uderzenia. Nawet trup musiał cofnąć się o krok od jego siły. Gdy energia przygasła, Nie Mingjue znowu rzucił się do natarcia, nieustannie próbując dorwać Jin Guangyao w swoje szpony. Su She rzucił swojego mistrza w stronę Lan Xichena, drugą ręką atakując szyję trupa.

W końcu jego ciało może i było jak z żelaza, jednak nie można było tego samego powiedzieć o niciach, którymi doszyto mu głowę.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

13 Comments

  1. Badacz Sweevil

    Dziękuję za nowy rozdział. :zachwyt:
    Coraz lepsza akcja im bliżej końca. Nie wiem co pocznie jak dobrniemy do końca tej historii. :płaku: :AAAA:
    Jeszcze raz dziękuję za nowy rozdział i całą pracę nad nim. :zachwyt2: :ekscytacja:

    Odpowiedz
  2. Miti

    Dziękuję za tłumaczenie :zachwyt2:
    Mam nadzieję że będą kolejne rozdziały 😊 Oby jak najszybciej uzależniłam się od tych postaci. Mam pytanie czy będzie więcej tłumaczeń audiobookow? Muszę przyznać że oglądam wszystko co zwiazane z tym światem.

    Odpowiedz
    1. Ashi Autor

      Audiobooki niestety są mega czasochłonne, więc na razie nic nie mogę obiecać. Skupiam się na skończeniu powieści, potem się zobaczy.

      Odpowiedz
  3. Jolka65

    Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła przeczytać tę nowelkę. Bardzo dziękuję za tłumaczenie :) Czy mogę się dowiedzieć ile jest jeszcze rozdziałów ? Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

Skomentuj Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: