Mo Dao Zu Shi

Rozdział 106 – Nienawiść IX18 min. lektury

Jaki list? – zapytał Lan Xichen.

Z groźbami. Napisano w nim… Że wszystko zostanie upublicznione światu za siedem dni. Chcieli, bym oddał się w ręce prawa i przeprosił albo… Czekał na swoją śmierć.

Wszyscy od razu zrozumieli. Oczywiście Jin Guangyao nie mógł po prostu czekać na koniec. Wolał zaatakować pierwszy, zanim jego dobre imię zostanie splamione, a sekta pokonana przez inne. Po ataku na Kopcach Pogrzebowych byliby zbyt osłabieni, by cokolwiek zdziałać, nawet gdyby wróg naprawdę rozniósł wieści o jego poczynaniach.

Niestety jego plan został zniszczony przez Wei Wuxiana i Lan Wangjiego.

Mimo wszystko nie możesz tak postępować i mordować przeciwników! W ten sposób…

Nawet Lan Xichen się nad nim nie zlitował.

A co innego miałem zrobić? Poczekać, aż wszystko wyjdzie na jaw, plotki rozejdą się po miastach, a ja stanę się pośmiewiskiem? Aż będę musiał paść na kolana i przeprosić, błagać o wybaczenie i pozwalać się deptać? Bracie! Nie było innej opcji. Albo moja śmierć, albo ich.

Złość pojawiła się na twarzy Lan Xichena. Odsunął się.

Ale to wszystko jest dlatego… że zrobiłeś te rzeczy opisane w liście! Gdybyś ich nie zrobił, to jak ktokolwiek mógłby znaleźć dowody przeciwko tobie?

Bracie, posłuchaj. Nie przeczę, że to zrobiłem…

Niby jak mógłbyś zaprzeczyć? Są świadkowie i dowody!

Przecież mówię, że nie przeczę! Ale nie zabiłbym ojca, żony, syna i brata, gdybym miał inne wyjście! Czy uważasz, że oszalałem?!

Lan Xichen trochę się uspokoił.

Dobrze, to zadam ci parę pytań. Możesz nam wszystko wytłumaczyć.

Bracie! – zaprotestował Lan Wangji, wyjmując Bichen.

Widząc, że wygląda, jakby planował tu i teraz pozbawić Jin Guangyao życia, Lan Xichen szybko powiedział:

Nie martw się. Jest ranny i pozbawiony broni, znajdując się w bardzo niekorzystnej sytuacji. Nic mu się nie uda zrobić, będąc otoczonym przez tyle osób. – Po drugiej stronie Wei Wuxian kopnął Su She, który próbował dyskretnie się ruszyć. – Zajmij się nim, a ja zostanę tutaj.

Słysząc wściekły ryk Su She, Lan Wangji natychmiast podszedł bliżej. Wei Wuxian wiedział, że Lan Xichen wciąż żywi jakieś uczucia wobec swojego zaprzysiężonego brata. Miał wobec niego jakieś niewyjaśnione oczekiwania i potrzebował dać mu tę szansę. Patriarcha także słuchał, chcąc usłyszeć jak to się rozegrało z perspektywy Jin Guangyao.

Zacznijmy od twojego ojca, poprzedniego lidera sekty Jin. Dlaczego użyłeś takiej metody… – powiedział Lan Xichen.

Tę kwestię chciałbym zostawić na koniec – odparł ostrożnie Jin Guangyao.

Lan Xichen pokręcił głową.

No to twoja… żona… – Wyraźnie ciężko było mu to przecisnąć przez gardło, więc natychmiast zmienił zdanie, mówiąc: – Twoja siostra, Qin Su. Czy naprawdę ożeniłeś się z nią, wiedząc, co was łączy?

Mężczyzna patrzył się na niego pustym wzrokiem. Nagle łzy zaczęły spływać mu z oczu. Z bólem odpowiedział:

Tak. – Lan Xichen wziął głęboki oddech, a jego twarz była popielata. Jin Guangyao dodał szeptem: – Lecz nie miałem wyboru.

Jak mogłeś nie mieć wyboru?! To było twoje małżeństwo! Czy wszystko nie byłoby w porządku, gdybyś zdecydował się z nią nie ożenić? Nawet gdybyś ją tym zranił, to i tak byłoby to lepsze od zniszczenia kobiety, która kochała cię i szanowała całym sercem! Nigdy nie traktowała cię źle!

Myślisz, że ja jej nie kochałem całym sercem?! Jednak nie miałem wyboru i tyle! Tak! To był mój ślub, ale czy na pewno mogłem go ot tak odwołać?! Bracie, nawet twoja naiwność powinna mieć jakieś granice. Włożyłem tyle wysiłku, by Qin Cangye w ogóle rozważył moje zaręczyny. Namówienie Jin Guangshana też mnie sporo kosztowało! A ty teraz mi mówisz, że powinienem być wszystko odwołać? Co miałem podać jako powód? Co miałem im powiedzieć?! Bracie, czy wiesz, jak się czułem, gdy w tajemnicy przyszła do mnie pani Qin, by wyznać mi prawdę, kiedy w końcu odniosłem wrażenie, że wreszcie moje życie jakoś się układa?! Nawet gdyby piorun roztrzaskał moją czaszkę, to nie byłbym bardziej przerażony! Wiesz, dlaczego nie poszła do Jin Guangshana i błagała mnie o zachowanie wszystkiego w sekrecie? Bo została przez niego zgwałcona! Mój wspaniały ojciec nie odpuścił nawet żonie najbliższego podwładnego. Nie pamiętał nawet, że ma córkę! Przez wiele lat nie śmiała tego wyznać swojemu mężowi. Gdybym nagle zerwał zaręczyny, to na pewno poznaliby prawdę, a Qin Cangye pokłóciłby się z Jin Guangshanem. Jak myślicie, kto byłby potępiany przez obie strony i marnie by skończył?!

Choć to nie był pierwszy raz, gdy słyszeli o bezwstydnych czynach Jin Guangshana, to wszyscy i tak zadrżeli z obrzydzenia.

W takim razie… – zaczął Lan Xichen. – Jeśli nie miałeś wyboru, to mogłeś trzymać ją na dystans. Dlaczego… Dlaczego własnymi rękoma zabiłeś syna, gdy tylko przyszedł na świat?!

Jin Guangyao objął ramionami głowę, a jego głos był zgorzkniały.

Po ślubie już więcej nie dotknąłem A-Su. A-Song został poczęty wcześniej. Wtedy nie chcieliśmy zwlekać, by nie doszło do dalszych komplikacji…

Więc skonsumowali małżeństwo przed ceremonią. Gdyby nie to, to nigdy nie wdałby się w kazirodczą relację z młodszą siostrą. Nie wiedział, kogo nienawidził bardziej – ojca, który wcale nie traktował go jak syna, czy siebie, będącego podejrzliwym na każdym kroku!

Trzecia sprawa i nawet nie próbuj unikać odpowiedzi – kontynuował z westchnięciem Lan Xichen. – Czy to ty zaplanowałeś śmierć Jin Zixuana?!

Podtrzymujący Jiang Chenga Jin Ling rozszerzył oczy, gdy usłyszał imię ojca.

Bracie, wierzysz mu? – Lan Wangji podniósł lekko głos.

Z miny Lan Xichena nie dało się nic wyczytać.

Oczywiście nie wierzę, że Jin Zixuan przypadkiem znalazł się na przełęczy Qiongqi, ale… Niech opowie.

Jin Guangyao wiedział, że nikt mu nie uwierzy, jeśli zaprzeczy. Zacisnął zęby.

– …Rzeczywiście nie znalazł się tak przypadkiem.

Jin Ling natychmiast zacisnął pięści.

Jednak nigdy nawet nie pomyślałem, by zaplanować, co wydarzy się później. Nie myślcie sobie, że jestem aż tak sprytny i nie popełniam błędów. Wiele rzeczy nie może być kontrolowanych. Skąd miałem wiedzieć, że razem z Jin Zixunem zginie wtedy z rąk Wei Wuxiana? Jak mogłem przewidzieć, że patriarcha straci kontrolę, a Upiorny Generał wpadnie w szał?

Powiedziałeś, że nie znalazł się tam przypadkiem – powiedział ostrym tonem Wei Wuxian. – Czy to samo sobie nie przeczy?!

Nie przeczę, że celowo powiedziałem mu o ataku na przełęczy Qiongqi, lecz sądziłem, że wpadnie tylko w lekkie tarapaty, gdyż nigdy nie dogadywałeś się z jego kuzynem. Skąd miałem wiedzieć, że po prostu zabijesz wszystkich obecnych, paniczu Wei?

Jesteś naprawdę… – Wei Wuxian zaśmiał się ze złości.

Dlaczego?! – krzyknął nagle Jin Ling. Oderwał się od boku Jiang Chenga i z zaczerwienionymi oczami podbiegł do drugiego wuja. – Dlaczego musiałeś to zrobić?!

Nie Huaisang szybko powstrzymał Jin Linga, który wyglądał, jakby chciał rzucić się z pięściami na Jin Guangyao.

Dlaczego? – odpowiedział pytaniem mężczyzna, zwracając się w stronę chłopaka. – A jak myślisz, A-Ling? Dlaczego ludzie zlatywali się do twojego aroganckiego ojca, podczas gdy ja nie otrzymywałem ani grama szacunku, nawet jeśli zawsze zwracałem się do nich z uśmiechem? Dlaczego spłodziła nas ta sama osoba, lecz twój ojciec mógł rozluźnić się w domu i bawić się z synem razem z ukochaną, podczas gdy ja bałem się być zbyt długo sam na sam z żoną, drżąc ze strachu na widok własnego dziecka? I jeszcze ojciec, tak jakby to było normalne, rozkazał mi zabić niezwykle niebezpieczną postać, która w każdej chwili mogła dokonać krwawej masakry dzięki armii trupów! Urodziliśmy się tego samego dnia, lecz Jin Guangshan był w stanie zorganizować bankiet dla jednego syna i obserwować, jak drugi zostaje zrzucony ze schodów Wieży Karpia!

W końcu wyjawił skrytą w głębi nienawiść. Nie była skierowana ani na Jin Zixuana, ani na Wei Wuxiana, lecz na jego ojca.

Przestań wymyślać wymówki! – powiedział Wei Wuxian. – Zabijaj, kogo chcesz, ale dlaczego musiałeś tknąć Jin Zixuana?!

Jak dobrze wiesz, zabiłem ich wszystkich – odparł spokojnie Jin Guangyao.

I to jeszcze w taki sposób… – wymamrotał Lan Xichen.

Łzy zebrały się w kącikach oczu Jin Guangyao. Klęczał na ziemi wyprostowany, uśmiechając się.

Tak. Stary ogier, którego podnieca wszystko, co ma cycki, zasługuje na taką śmierć, prawda?

A-Yao! – krzyknął Lan Xichen.

Dopiero po chwili przypomniał sobie, że zerwał przyjacielskie relacje z Jin Guangyao, więc nie powinien go tak nazywać. Jednak mężczyzna nie zwrócił na to nawet uwagi.

Bracie, nie bądź zaskoczony tym, że mówię o nim w taki sposób. Kiedyś pokładałem w nim ogromne nadzieje. W przeszłości wykonywałem każdy jego rozkaz bez zająknięcia, nawet jeśli chciał, bym zdradził lidera sekty Wen, ochronił Xue Yanga czy wyeliminował każdego, kto się z nim nie zgadzał. Wiesz, co sprawiło, że całkiem straciłem nadzieję? Odpowiem teraz na twoje pierwsze pytanie. Nie to, że w jego oczach nigdy nie byłbym wart tyle, co choćby jeden włos Jin Zixuana, czy dziury na ciele Jin Zixuna, ani że przyjął pod swój dach Mo Xuanyu czy że próbował mnie wykorzystać na każdy możliwy sposób. Chodziło o prawdę, którą raz powiedział pokojówce, gdy znowu wyszedł się zabawić. Dlaczego śpiący na pieniądzach lider sekty nie był skłonny wykonać tak drobnej przysługi jak wykupienie wolności mojej matki? To proste, według niego był to zbyt wielki kłopot. Matka czekała latami, za każdym razem wymyślając coraz bardziej skomplikowaną wymówkę, gdy ze mną rozmawiała, a prawda kryła się w słowie „problem”. Zacytuję, co powiedział: „Kobiety, które przeczytały kilka książek, zawsze uważają się za lepsze od innych. Są najbardziej kłopotliwe ze względu na ich wymagania i nierealistyczne myśli. Gdybym wykupił jej wolność i zabrał ją do Lanling, to kto wie, do jakiego zamieszania by doprowadziła. Było lepiej, że pozwoliłem jej tam zostać. Ze względu na swój wygląd, zapewne jeszcze przez parę lat byłaby popularna, dzięki czemu do końca życia nie musiałaby się martwić o pieniądze. A syn? Och, zapomnij o nim”. – Pamięć Jin Guangyao była wyjątkowa. Każdy był w stanie sobie wyobrazić pijaną minę Jin Guangshana wymawiającego te kwestie. – Bracie, dla mojego ojca byłem wart tylko te trzy słowa. „Och, zapomnij o nim”. Hahahaha…

Ból błysnął na twarzy Lan Xichena.

Nawet jeśli twój ojciec… To ty… – Nie był w stanie wymyślić odpowiedniego komentarza, więc westchnął. – Mówienie tego teraz nie ma sensu.

Jin Guangyao uśmiechnął się, wzruszając ramionami.

Nic na to nie poradzę. Już taki jestem, że nawet po tych wszystkich złych uczynkach szukam litości.

Wymawiając ostatnie słowo, nagle poruszył nadgarstkiem. Czerwona struna guqinu obwinęła się wokół szyi Jin Linga.

Nie ruszaj się – powiedział Jin Guangyao, a krokodyle łzy wciąż błyszczały w jego oczach.

To było prawdziwe zaskoczenie.

Wei Wuxian! Czy nie zabrałeś mu broni?! – ryknął Jiang Cheng. Użył tego samego tonu, co w młodości, gdy denerwował się na swojego przyjaciela.

Tak, wszystko mu skonfiskowałem! – odkrzyknął patriarcha. To niemożliwe, by poziom kultywacji Jin Guangyao był tak wysoki, by potrafił wyciągać przedmioty z powietrza, prawda?!

Ukrył ją w swoim ciele. – Wystarczyło jedno spojrzenie, by Lan Wangji wszystko pojął.

Pozostali po jego słowach zauważyli powiększającą się plamę czerwieni na boku białych szat mężczyzny. Struna była czerwona, gdyż pokrywała ją krew. To oczywiste, że Wei Wuxianowi nie udałoby się jej znaleźć, bo nie była w kieszeni czy rękawie, lecz pod skórą. Lan Xichen się rozemocjonował, uwagę pozostałych przykuły okropne wyznania, a Jin Ling sam do niego podbiegł. Jin Guangyao wykorzystał ten idealny moment, szybko wydłubując palcem strunę spod skóry i biorąc wszystkich z zaskoczenia.

Kto by pomyślał, że będzie w stanie zrobić sobie coś takiego, by móc wykonać taki ruch? Struna może i była niezwykle cienka, lecz kawałek metalu ukryty w ciele nie mógł być przyjemny.

A-Ling! – krzyknął Jiang Cheng. Wei Wuxian również nie mógł się powstrzymać i prawie doskoczył do chłopaka, lecz ktoś natychmiast go chwycił. Gdy się odwrócił i zauważył, że powstrzymał go Lan Wangji, to w końcu udało mu się uspokoić.

Jin Guangyao wstał, niczym się nie przejmując.

Liderze sekty Jiang, nie ma co się tak denerwować. W końcu Jin Ling dorastał na moich oczach. Za jakiś czas znowu go spotkasz.

A-Ling, nie ruszaj się! Jin Guangyao, jeśli chcesz kogoś brać jako zakładnika, to równie dobrze mogę to być ja!

Nieprawda – odparł szczerze mężczyzna. – Liderze sekty Jiang, jesteś ranny. Ciężko będzie z tobą podróżować, bo tylko nas spowolnisz.

Wei Wuxian poczuł, jak pocą mu się ręce.

Liderze sekty Jin, czy o czymś nie zapomniałeś? Twój lojalny sługa wciąż jest w naszych rękach.

Jin Guangyao spojrzał na Su She, przy którego szyi Lan Wangji wciąż trzymał ostrze miecza.

Liderze sekty, nie przejmuj się mną! – krzyknął natychmiast pojmany ochrypniętym głosem.

Dziękuję.

Liderze sekty Jin, znowu skłamałeś – powiedział powoli Lan Xichen.

Tylko ten raz. Kolejnego już nie będzie.

Jin Guangyao już miał kontynuować, gdy rozległ się wyjątkowo głośny grzmot. Był odległy, lecz brzmiał, jakby ryknął tuż obok ucha. Zadrżał, przełykając dalsze słowa. Za drzwiami świątyni natychmiast rozległy się trzy dziwne dźwięki.

Nie można było ich nazwać pukaniem, gdyż bardziej przypominały ciało uderzające w drzwi. Nie ramię, raczej można było odnieść wrażenie, że ktoś trzymał drugą osobę za fraki i tłukł jego głową raz za razem. Dźwięk się nasilał, a pęknięcie na ryglu się powiększało. Mina na twarzy Jin Guangyao coraz bardziej się wykrzywiała z każdą chwilą. Po czwartym łupnięciu rygiel w końcu pękł. Gęsty deszcz i ciemna postać wpadły do środka.

Jin Guangyao zatrząsł się, tak jakby chciał uciec, lecz nagle się powstrzymał. Nieznajomy nie poleciał w jego stronę, lecz ku Wei Wuxianowi i Lan Wangjiemu. Rozstąpili się na chwilę, po czym naturalnie znowu stanęli bok w bok.

Wen Ning? – zawołał patriarcha, odwracając się.

Upiór gruchnął prosto w posąg Guanyin głową do góry. Powisiał tak chwilą, po czym spadł na ziemię i odpowiedział:

– …Paniczu.

Na jego widok Jiang Cheng i Jin Ling spochmurnieli, Nie Huaisang zaś krzyknął:

Bracie!

Oprócz Wen Ninga, który wleciał do środka, wyższa postać stała przed wrotami świątyni. Była dość umięśniona, a na jej popielatej twarzy wyróżniały się puste oczy.

To Chifeng-zun, Nie Mingjue!

Stał pośród burzy przed świątynią Guanyin jak żelazny słup, blokując wszystkim drogę ucieczki. Głowa pewnie spoczywała na jego szyi, na której widać było czarne szwy. Ktoś użył długiej nici, by zszyć głowę i resztę ciała.

Bracie – powtórzył po Huaisangu Lan Xichen.

– …Bracie – wymamrotał również Jin Guangyao.

Trzy osoby nazwały Nie Mingjue „bratem”, lecz ich tony były odmienne. Twarz Jin Guangyao wykrzywiał duszący strach, a jego ciało całe się trzęsło. Nie bał się nikogo z wyjątkiem swojego zaprzysiężonego brata, który nie tolerował zła. Razem z jego ciałem drżały mu także ręce, co miało wpływ również na zakrwawioną strunę guqinu, którą trzymał. W tej chwili Lan Wangji nagle dobył Bichen.

W mgnieniu oka pojawił się przed Jin Lingiem, a Jin Guangyao nagle poczuł dziwną lekkość w ramieniu. Po krótkiej chwili zerknął w dół, zauważając, że nie ma prawej dłoni. Została odcięta tuż przy przedramieniu i obecnie znajdowała się w rękach Lan Wangjiego.

Krew natychmiast trysnęła na wszystkie strony, a twarz mężczyzny pobladła z bólu. Nie miał nawet siły krzyknąć, więc cofnął się tylko chwiejnie o kilka kroków. Nie mogąc utrzymać się na nogach, opadł momentalnie na ziemię. Su She zaczął krzyczeć. Lan Xichen wyglądał, jakby chciał mu pomóc, lecz ostatecznie się powstrzymał.

Lan Wangji rozluźnił palce odciętej dłoni, wypuszczając z niej strunę, dzięki czemu Jin Ling w końcu był bezpieczny. Jiang Cheng już miał podbiec, by sprawdzić, czy chłopak jest cały, lecz Wei Wuxian go wyprzedził. Chwycił go za ramiona, przyglądając mu się dokładnie. Gdy się upewnił, że skóra na jego szyi jest nienaruszona, to w końcu westchnął z ulgą.

W przeszłości, ilekroć Lan Wangji atakował, zawsze był odrobinę wyrozumiały. Jednak teraz sytuacja była wyjątkowo niebezpieczna. Struna guqinu sama w sobie była ostra, a w rękach kogoś, kto zaznajomiony był z techniką Morderczego akordu, była w stanie ciąć kości jak warzywa. Do tego dłonie Jin Guangyao drżały. Gdyby tylko zaczęły trząść się jeszcze mocniej, albo zapomniał, że trzymał kogoś jak na smyczy i zaczął uciekać ze struną wciąż trzymaną w dłoniach… Dobrze, że Lan Wangji tak pewnie odciął mu rękę, bo w przeciwnym razie krew mogłaby tryskać już z poszatkowanego ciała Jin Linga.

Czerwona posoka jego wuja ochlapała szatę i połowę twarzy Jin Linga. Wciąż był zszokowany, nie do końca będąc świadomym, co właśnie się wydarzyło. Wei Wuxian przytulił go mocno.

Następnym razem nie zbliżaj się tak do niebezpiecznych ludzi! Dlaczego to zrobiłeś?!

Gdyby jedyny syn Jiang Yanli i Jin Zixuana umarł na jego oczach, to naprawdę nie wiedziałby, co zrobić.

Jin Ling nie był przyzwyczajony do takich uścisków. Rumieńce pojawiły się na jego twarzy, gdy próbował odepchnąć Wei Wuxiana. Patriarcha jednak nie dawał za wygraną, przytulając go jeszcze mocniej i klepiąc po plecach, po czym pchnął go w stronę Jiang Chenga.

Idź i już nie biegaj. Idź do wuja!

Jiang Cheng złapał chłopaka, któremu najwyraźniej kręciło się jeszcze w głowie. Spoglądając na stojących razem Wei Wuxiana i Lan Wangjiego, zawahał się przez chwilę, po czym wymamrotał do Hanguanga-jun:

Dziękuję.

Jego głos był cichy, lecz przekaz był jasny.

Dziękuję za uratowanie mi życia, Hanguang-jun – zawtórował mu Jin Ling.

Lan Wangji kiwnął głową, nic nie mówiąc. Bichen skierowany był w ziemię, a krople krwi spływały po krystalicznym ostrzu. Zwrócił go w stronię Nie Mingjue, który wciąż stał w drzwiach.

Wen Ning powoli podniósł się na nogi, nastawiając złamane ramię.

Bądźcie ostrożni… Jego energia urazy jest wyjątkowo silna.

Tłumaczenie: Ashi

9 Comments

  1. Badacz Sweevil

    Dziękuję za nowy rozdział. :zachwyt: :ekscytacja:
    Akcja się rozkręca i zbliża się do końca. :AAAA: :płaku:
    Jak zwykle spóźniona. :szok:
    Jeszcze raz dziękuję za rozdział i całą pracę nad nim. :zachwyt2:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: