Mo Dao Zu Shi

Rozdział 105 – Nienawiść VIII14 min. lektury

Liderze sekty Jin… Czy mógłbyś nam to wytłumaczyć?

Jin Guangyao nic nie powiedział. Zacisnął pięści tak mocno, że aż zbielały mu knykcie.

Wygląda na to, że lider sekty Jin nie chce nic wytłumaczyć – oznajmił Wei Wuxian. Uniósł dłoń, a pod nią natychmiast pojawił się nagi trup kobiety. Patriarcha położył rękę na jej głowie. – Myślisz, że się nie dowiem, jeśli będziesz milczał?

Jak tylko zaczął Empatię, to już przed otworzeniem oczu poczuł intensywny aromat różu i pudru. Z jego ust wydobył się pełen kokieterii głos:

Ona? Oczywiście chce wyjść za mąż. Miała ponad dwadzieścia lat, gdy spotkała tego mężczyznę. Będąc już w tym wieku, dość prędko straci popularność. Musiała urodzić syna, choć wiedziała, że jej się za to oberwie, ale po prostu chciała się stąd wydostać. Jednak z drugiej strony, on też musiał chcieć dziecko, żeby to się powiodło.

Otworzył oczy, widząc szeroką salę, którą można było nazwać piękną. Rozstawionych było w niej około tuzina stolików, przy których siedzieli klienci i ładne kobiety. Niektóre miały odsłonięte ramiona, inne siedziały na kolanach mężczyzn, a pozostałe poiły ich winem. Wszystkie miały słodkie i pijane miny.

Od razu wiadome było, co to za miejsce.

Więc to burdel został spalony na terenie świątyni Guanyin. Nic dziwnego, że wszystkie ghule były nagie. To prawdopodobnie prostytutki i ich klienci.

Jeden z mężczyzn zachichotał.

Syn to syn. Czy ten człowiek go nie chciał?

Sama powiedziała, że to jakaś wielka szycha z sekty kultywacyjnej. Zapewne ma w domu już wielu synów. Tylko rzadkie rzeczy są doceniane. Dlaczego miałoby go obchodzić dziecko prostytutki? Czekała i czekała, lecz nikt po nią nie przychodził, więc musiała wychować go sama. Minęło już czternaście lat.

Wielka szycha? Czy to naprawdę miało miejsce?

Och, dlaczego miałabym kłamać? Jej syn właśnie załatwia dla nas to i owo. O tam, to ten. – Kobieta się wykręciła, machając do chłopaka niosącego tacę. – Meng, chodź tutaj!

Nastolatek się posłuchał, podchodząc bliżej.

O co chodzi, siostro Anxin?

Klienci spojrzeli na niego oceniająco.

Czy jestem do czegoś potrzebny? – zapytał ponownie chłopak.

Anxin uśmiechnęła się szeroko.

Czy wciąż uczysz się tych rzeczy?

Jakich rzeczy?

Tych, których chce nauczyć cię matka. Kaligrafii, etykiety, sztuki miecza, medytacji… Jak ci idzie?

Nawet nie skończyła mówić, gdy klienci roześmiali się, jakby opowiedziała świetny żart.

Nie śmiejcie się, mówię prawdę – zwróciła się do nich Anxin. – Jego matka wychowuje go na panicza z bogatej rodziny. Nauczyła go czytać i pisać, kupiła księgi o szermierce i nawet wysłała go do szkoły.

Do szkoły? Czy się przesłyszałem?!

Nie! Meng, opowiedz o wszystkim tym panom. Byłeś w bibliotece, prawda?

Czy wciąż tam chodzi? – zapytał klient.

Nie, wrócił po kilku dniach i nie ma zamiaru już tam chodzić. Meng, nie lubisz się uczyć czy nie podobało ci się tamto miejsce?

Meng Yao nie odpowiedział. Anxin zachichotała, szturchając go pomalowanym na czerwono paznokciem w czoło.

Złościsz się, maluchu?

Nacisnęła dość mocno, aż różowy ślad odcisnął się na skórze chłopaka, jak cień cynobrowego znaku malowanego na czole w niektórych sektach. Dotknął tego miejsca.

Nie…

Anxin zamachała rękoma.

Wystarczy, wystarczy. Nic więcej od ciebie nie chcemy. Możesz iść.

Meng Yao się odwrócił, lecz uszedł zaledwie kilka kroków, gdy kobieta podniosła coś ze stołu i powiedziała:

Masz, owoc dla ciebie.

Chłopak się odwrócił, a zielony przedmiot uderzył go w pierś, upadając na podłogę i turlając się w dal.

Dlaczego jesteś taki powolny? – narzekała Anxin. – Nie potrafisz nawet złapać owocu. Szybko, podnieś go. Niech się nie marnuje.

Meng Yao uniósł kąciki ust. Miał już czternaście lat, lecz jako że był dość niski, to bardziej przypominał 12 albo 13-latka. Naprawdę dziwnie się poczuli, widząc tak cyniczny uśmiech na jego twarzy.

Pochylił się powoli, podniósł owoc i wytarł go o ubrania, a jego uśmiech się pogłębił.

Dziękuję, siostro Anxin.

Nie przejmuj się tym. Wracaj do pracy.

Zawołaj, jeśli będziesz mnie potrzebowała.

Gdy odszedł, jeden z klientów natychmiast skomentował:

Gdyby mój syn był w takim miejscu, to zabrałbym go stąd, choćby nie wiem co.

Jego ojciec naprawdę jest wielką szychą z sekty? Czy dla kogoś takiego wykupienie wolności prostytutki i dawanie pieniędzy na utrzymanie dziecka nie powinno być łatwe? Wystarczy machnąć ręką.

Nie można wierzyć we wszystko, co mówi ta kobieta – odparła Anxin. – Ta wielka szycha istnieje tylko w jej opowieściach. Moim zdaniem, to równie dobrze mógłby być kupiec, któremu nieźle się powodzi, a ona po prostu wyolbrzymia…

Nagle ktoś krzyknął. Dźwięk pękających filiżanek i podstawek rozległ się z piętra. Na środek sali z góry spadł guqin, roztrzaskując się na drobne kawałki. Siedzący nieopodal ludzie śmiertelnie się wystraszyli.

Co się stało?! – krzyknęła Anxin, prawie się potykając z pośpiechu.

Mamo! – wrzasnął Meng Yao.

Postawny mężczyzna za włosy wywlókł z pokoju drobną kobietę. Anxin pociągnęła za ubrania siedzącego obok klienta. Nie było do końca jasne, czy ją ta sytuacja podekscytowała, czy zdenerwowała.

Ona znowu swoje!

Meng Yao wbiegł po schodach. Kobieta usilnie starała się podciągnąć ubrania, jedną ręką trzymając się za głowę. Gdy zobaczyła podbiegającego chłopaka, szybko powiedziała:

Mówiłam ci, żebyś nie wchodził na górę! Na dół! Natychmiast idź na dół!

Meng Yao nie posłuchał się, próbując odepchnąć dłonie klienta. W zamian otrzymał kopniaka w brzuch i sturlał się po schodach przy wtórze krzyków gości.

To był trzeci raz, gdy Wei Wuxian widział, jak jest zrzucany ze schodów.

Kobieta krzyknęła, gdy mężczyzna znowu zaczął ją wlec za włosy, ściągając ją na dół, rozbierając i wyrzucając na ulicę. Splunął na jej nagie ciało, klnąc.

Wiedźmy tylko się targują. Stara dziwka myśli, że jest świeżym mięsem!

Spanikowana kobieta leżała na środku ulicy, bojąc się wstać. Jeden ruch i wszystko stanie się widoczne. Przechodnie byli zaskoczeni i uradowani, wpatrując się w nią błyszczącymi oczami. Prostytutki ustawiły się w wejściu do burdelu, tak jak Anxin ze śmiechem opowiadając klientom historię starej kobiety. Jedna z pań wymsknęła się na zewnątrz. Zdjęła swoją półprzezroczystą szatę, odsłaniając pełne, śnieżnobiałe piersi okryte szkarłatną halką i wyjątkowo szczupłą talię. Przyciągnęła spojrzenia wszystkich wokół.

Gapcie się dalej, bydlaki! – splunęła kobieta. – Czy macie prawo patrzeć na kogoś takiego, jak ja? Za każde spojrzenie trzeba zapłacić! Gdzie kasa?! No dalej, gdzie kasa?!

Klęła i żądała pieniędzy od przechodniów, więc tłum częściowo się rozszedł. Szybko zarzuciła szatę na leżącą na ziemi kobietę i zabrała ją do środka, po drodze besztając:

Mówiłam ci, żebyś trochę zmieniła metodę. Na co ci ta duma? Chyba dostałaś już nauczkę. Zapamiętaj ją na przyszłość!

Ta kobieta wygląda dość znajomo. Gdzie ja ją wcześniej widziałem? – zastanawiał się Wei Wuxian.

A-Yao, A-Yao… – szeptała upokorzona prostytutka.

Meng Yao jeszcze nie był w stanie się podnieść po kopniaku. Kobieta złapała jedną ręką matkę, a drugą syna i zabrała ich na górę.

Kim jest ta ślicznotka? – zapytał siedzący obok Anxin klient.

Znana lisica. Jest przerażająca – odpowiedziała, wypluwając dwie pestki słonecznika.

Ktoś westchnął z rozczarowaniem.

Czy to była ta niegdyś utalentowana Meng Shi? Jak do tego doszło?

To ona. – Anxin uśmiechnęła się szeroko. – Uparła się, że urodzi dziecko. Czy po ciąży i porodzie kobieta jest w stanie zachować swój dawny wygląd? Gdyby nie jej dawna reputacja, to zapewne nikt by już do niej nie przychodził. To zapewne przez te wszystkie książki.

Klient okazał zrozumienie.

Oczywiście. Ci, którzy dotknęli tuszu drukarskiego, zawsze mają w sobie jakąś niewytłumaczalną dumę. Nie chcą zrezygnować z tej idei.

Gdyby mogła się nakarmić przeczytanymi książkami, to nic bym nie mówiła, ale ona to robi tylko dlatego, by przyciągnąć mężczyzn. Powiem to dosadnie. Wszystkie jesteśmy dziwkami, więc dlaczego uważa się za lepszą przez kilka przeczytanych książek? Na co jej ta duma? Nie tylko klienci spoglądają na nią z góry, myślicie, że my ją tu kochamy? Niektórzy mężczyźni może i lubią wstydliwe panienki, lecz kogo pokusi stara, brzydka jędza? Już dawno straciła dobre imię. Wszyscy to wiedzą, tylko ona jakoś nie potrafi tego zrozumieć…

W tej chwili ktoś poklepał Anxin w plecy. Gdy kobieta się odwróciła, zobaczyła tę, którą nazwała lisicą, stojącą tuż za nią i unoszącą rękę. Z głośnym pah cios wylądował na jej policzku. Przez chwilę milczała ogłupiała, po czym zaczęła krzyczeć:

Ty dziwko!

Nie, ty dziwko! Codziennie tylko plotkujesz! Czy twój język nie ma nic innego do roboty?!

Co to, kurwa, ma z tobą wspólnego?!

Zaczęły się bić, używając paznokci i zębów, ciągnąc się za włosy i klnąc.

Prędzej czy później potnę twoją mordę!

Nikt nie będzie cię chciał, nawet jeśli im zapłacisz!

Wulgarność ich słów była prawie nie do zniesienia. Pozostałe prostytutki przybiegły, by je rozdzielić.

Sisi! Przestań!

Sisi? Wei Wuxian w końcu zrozumiał, dlaczego wydawała mu się znajoma. Gdyby wyobrazić sobie siedem lub osiem paskudnych blizn na jej twarzy, to czy nie wyglądałaby jak Sisi, kobieta, która przyszła do Przystani Lotosów, by wyznać im parę tajemnic?

Nagle poczuł falę ciepła na twarzy. Całą salę pochłonęło morze ognistej czerwieni. Wei Wuxian natychmiast zakończył Empatię.

I jak? – zapytał Lan Wangji, gdy tylko otworzył oczy.

Co widziałeś, paniczu Wei? – dodał Lan Xichen.

Wei Wuxian wziął głęboki oddech, by się uspokoić, po czym odparł:

Zgaduję, że lider sekty Jin się tutaj wychował.

Jin Guangyao pozostał spokojny.

Wychował się tu? Czy on… – Jiang Cheng planował powiedzieć „czy on nie wychował się w burdelu”, lecz nagle zrozumiał. – Świątynia Guanyin była burdelem. Spalił burdel i wybudował tu świątynię!

Naprawdę wznieciłeś pożar? – zapytał Lan Xichen.

Tak.

Jiang Cheng zaśmiał się chłodno.

Grzecznie się do wszystkiego przyznajesz.

Czy w tym momencie jedna rzecz więcej zrobi jakąś różnicę?

Po chwili ciszy Lan Xichen zapytał:

Chciałeś ukryć ślady?

Choć wielu wiedziało, że Lianfang-zun wychował się w burdelu, to nikt przez te wszystkie lata nie odkrył w którym. To było naprawdę dziwne. Wszyscy byli świadomi, że pociągał za sznurki, lecz niewielu by się spodziewało, że spali miejsce, w którym się urodził i dorastał.

Nie do końca.

Lan Xichen westchnął, lecz nie pytał o nic więcej.

Nie zapytasz dlaczego?

Mężczyzna potrząsnął przecząco głową. Chwilę potem się odezwał, lecz nie odpowiedział na pytanie.

To nie tak, że w przeszłości nie wiedziałem, co robisz, lecz zawsze byłem pewny, że masz ku temu ważne powody. Jednak to zbyt wiele. I… Nie wiem, czy powinienem ci wciąż wierzyć.

Zmęczenie i rozczarowanie wyraźnie rozbrzmiewały w jego tonie.

Na zewnątrz szalała burza, a wiatr wdzierał się do środka przez szczeliny w drzwiach. Pośród jego ostrych skowytów Jin Guangyao upadł na posadzkę.

Wszyscy zamarli z zaskoczenia, łącznie w Wei Wuxianem, który właśnie pozbawił go broni.

Bracie, przepraszam – zaczął słabym głosem lider sekty Jin.

Nawet Wei Wuxian poczuł się zażenowany, gdy to usłyszał. Nie mógł się powstrzymać przed wypaleniem:

Umm, powalczmy grzecznie, zamiast rozmawiać. Czy nie możemy po prostu załatwić tego siłą?

Tak po prostu jego mina się zmieniła i padł na kolana. Nie było w tym ani grama godności. Lan Xichen również nie wiedział, co myśleć.

Bracie, znasz mnie od lat – kontynuował Jin Guangyao. – Wiesz, jak cię traktuję, choćby nie wiadomo co się działo. Nie chcę już dłużej być naczelnym kultywatorem i zniszczyłem amulet tygrysa stygijskiego. Dzisiaj wyruszę do Dongying i nigdy nie wrócę. Pozwól mi z tego powodu żyć, dobrze?

Podróż do Dongying to tak naprawdę zwykła ucieczka. Brzmiało dość bezwstydnie, lecz Jin Guangyao znany był ze swojej elastyczności – jeśli mógł załatwić sprawę delikatnie, to nigdy nie krzyżował mieczy. LanlingJin ze swoją ogromną liczbą kultywatorów bez problemu pokonałaby wiele sekt, lecz gdyby wszyscy zjednoczyli się przeciwko nim, to tak jak w przypadku QishanWen ich całkowita destrukcja byłaby kwestią czasu. Zamiast czekać na ten moment, lepiej było się wycofać i ukryć, by zachować siły, a w przyszłości może przydarzyć się okazja do powrotu.

Liderze sekty Jin, powiedziałeś, że amulet tygrysa stygijskiego został zniszczony. Czy mógłbyś go wyjąć i mi pokazać?

Paniczu Wei, ta rekonstrukcja nijak się miała do oryginału, mając ograniczenia odnośnie liczby użyć. Amulet stał się już całkowicie bezużyteczny, zresztą wiesz, ile mrocznej energii się w nim kryje. Naprawdę myślisz, że nosiłbym przy sobie bezużyteczny kawałek metalu, który tylko sprowadziłby na mnie klęskę?

Nie wiem. Może znalazłbyś kolejnego Xue Yanga? – odparł Wei Wuxian.

Bracie, każde moje słowo jest prawdą.

Jego ton był szczery. Odkąd pojmał Lan Xichena, to rzeczywiście traktował go z należytym szacunkiem. W tej chwili Zewu-jun nie byłby w stanie się całkowicie od niego odwrócić. Mógł tylko westchnąć.

Liderze sekty Jin, gdy postanowiłeś zasiać takie spustoszenie na Kopcach Pogrzebowych, to wyraźnie powiedziałem, byś już się tak do mnie nie zwracał.

To, co tam się wydarzyło, było wypadkiem, zwykłym błędem. Ale nie mogę już wrócić.

Co masz na myśli, mówiąc, że nie możesz już wrócić?

Lan Wangji zmarszczył brwi, zimnym tonem mówiąc:

Bracie, nie wdawaj się z nim w zbędne konwersacje.

Liderze sekty Lan, czy pamiętasz, co powiedziałeś liderowi sekty Jiang? Nie rozmawiaj z nim zbyt wiele. – Przypomniał mu również Wei Wuxian.

Lan Xichen dobrze wiedział, ile Jin Guangyao był w stanie osiągnąć samymi słowami. Jednak kiedy słyszał, że może być jakiś ukryty powód, to zawsze pragnął go poznać, o czym jego przyjaciel dobrze wiedział i chciał to wykorzystać.

Otrzymałem list – wymamrotał Lianfang-zun.

Tłumaczenie: Ashi

6 Comments

  1. Badacz Sweevil

    Dziękuję za kolejny rozdział. :zachwyt: znowu spóźniona. :płaku:
    Akcja się rozkręca coraz bliżej końca. :AAAA: :ugh:
    Dziękuję jeszcze raz za kolejny rozdział i całą pracę w niego włożona. :zachwyt2: :ekscytacja:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: