Mo Dao Zu Shi

Rozdział 101 – Nienawiść IV8 min. lektury

Wuju! – krzyknął Jin Ling, natychmiast siadając prosto.

Chciałbyś! Teraz nazywasz mnie „wujem”, a wcześniej zwiałeś, gdzie pieprz rośnie! – odparł chłodno Jiang Cheng, obrzucając go niechętnie spojrzeniem, po czym zerknął, specjalnie lub przypadkiem, w stronę Wei Wuxiana i Lan Wangjiego. Jednak nim ich spojrzenia mogły się spotkać, Su She zdążył odzyskać równowagę i rzucił się na niego. Lider sekty Jiang nawet nie uniósł broni, gdy rozległo się szczekanie psa. Wróżka wbiegła do świątyni zwinnie jak latająca wiewiórka i rzuciła się na Su She.

Włosy na głowie Wei Wuxiana natychmiast stanęły dęba. Skulił się w ramionach Lan Wangjiego, półżywy ze strachu.

Lan Zhan!

Mężczyzna od razu przytulił go mocniej, nie potrzebując przypomnienia.

Jestem tutaj!

Przytul mnie!

Przytulam cię!

Przytul mnie mocno!

Przytulam cię mocno!

Jiang Cheng od samego słuchania się skrzywił. Pierwotnie miał ochotę spojrzeć w ich stronę, lecz udało mu się odzyskać kontrolę nad szyją. W tej samej chwili zza pałacu wybiegło kilku kultywatorów i mnichów, atakując go mieczami. Mężczyzna zaśmiał się chłodno, po czym uniósł prawą dłoń, pozwalając fioletowej błyskawicy przemknąć przez wnętrze świątyni. Każdy uderzony biczem został odepchnięty w tył, lecz lider sekty Jiang wciąż pewnie trzymał parasol. Zamknął go, dopiero gdy wszyscy leżeli na podłodze, drgając i się trzęsąc, jakby wciąż mieli styczność z prądem. Su She zaś krzyknął ze złości, starając się spacyfikować psa.

Wróżka! Uważaj! Ugryź go! Ugryź go w rękę, Wróżko! – wrzeszczał Jin Ling.

Liderze sekty Jiang, uważaj na dźwięki guqinu! – ostrzegł Lan Xichen.

Ledwo skończył mówić, gdy rozległy się dźwięki instrumentu. Jednak Jiang Cheng zbyt wiele ucierpiał na Kopcach Pogrzebowych przez tę mroczną melodię, więc był czujny. Jak tylko rozbrzmiała pierwsza nuta, kopnął leżący na ziemi miecz, odrzucił trzymany w lewej dłoni parasol i chwycił nią za rękojeść, a prawą ręką dobył Sandu. Zaczął mocno uderzać ostrzem o ostrze, tworząc niezwykły hałas, który tłumił guqin.

Ta metoda była dość efektywna, lecz miała też swoje wady – serce krwawiło od tego całego jazgotu. Dźwięk ten był tak bolesny, że aż można było odnieść wrażenie, że przekłuwał bębenki. Dla Lan Xichena i Lan Wangjiego, którzy dorastali w muzycznym GusuLan, było to wyjątkowo nie do zniesienia. Obaj zmarszczyli brwi. Lan Wangji był zajęty przytulaniem mocno Wei Wuxiana, więc nie mógł zasłonić uszu, lecz trzęsący się ze strachu patriarcha zrobił to za niego.

Z zaciętąminą Jiang Cheng wciąż uderzał o siebie mieczami, powoli zbliżając się na tył świątyni. Jednak zanim dotarł na miejsce, Jin Guangyao sam wyszedł z ukrycia, zasłaniając uszy.

Liderze sekty Jiang, w obliczu tak odważnego zagrania muszę przyznać się do porażki. – Jin Guangyao odskoczył przed Zidianem. – Jak tu trafiłeś?

Jiang Cheng nie chciał z nim rozmawiać. Lider sekty Jin był słabszy od niego, więc nie śmiał bezpośrednio stawić mu czoła. Mógł tylko robić zwinne uniki raz za razem, będąc spokojnym, podczas gdy jego podwładni atakowali.

Czy pobiegłeś za Jin Lingiem? Wróżka zapewne cię tu przyprowadziła. To ja mu ją podarowałem, lecz ten pies w ogóle mnie nie szanuje.

W ramionach Lan Wangjiego Wei Wuxian nie bał się już tak bardzo, słysząc szczekanie psa. Zaczął się nawet zastanawiać nad paroma rzeczami, przypominając sobie pewną osobę, gdy przyglądał się uśmiechowi i gestom Jin Guangyao.

Naprawdę jest taki sam jak Xue Yang – wyszeptał.

Lan Wangji się nie odezwał, więc patriarcha na niego spojrzał i zdał sobie sprawę, że wciąż zasłania jego uszy. Nie usłyszał, więc to logiczne, że również nic nie odpowiedział. Puścił go.

Ton Jin Guangyao nagle się zmienił, przybierając wesołości.

Co się stało, liderze sekty Jiang? Odkąd się tu pojawiłeś, ciągle odwracasz wzrok, tak jakbyś bał się spojrzeć w tamtą stronę. Czy coś tam jest?

Jesteś Naczelnym Kultywatorem. Walcz ze mną, jeśli potrafisz. Po co te rozmówki?

Będziesz tego unikał? Nie ma tam nic oprócz twojego zaprzysiężonego brata. Czy na pewno przybiegłeś tu za A-Lingiem?

A jak myślisz?! Kogo miałbym szukać?!

Nie odpowiadaj mu! – wtrącił się Lan Xichen.

Jin Guangyao zawsze był dobrym mówcą. Uwaga Jiang Chenga była powoli rozpraszana, wpływał też na jego emocje.

No dobrze. Widzisz, paniczu Wei? Nie przyszedł dla ciebie. Nie raczył nawet obdarzyć cię ani jednym spojrzeniem.

To bardzo dziwne stwierdzenie. – Wei Wuxian się uśmiechnął. – To nie pierwszy raz, gdy lider sekty Jiang traktuje mnie w ten sposób. Czy naprawdę musisz mi to przypominać?

Słysząc to, Jiang Cheng lekko się skrzywił, a na dłoni trzymającej Zidian wyraźnie zaznaczyły się żyły. Jin Guangyao znowu się do niego odwrócił, wzdychając.

Spójrz, liderze sekty Jiang. Ciężko jest być członkiem twojej sekty, prawda?

Zauważając, jak mężczyzna uparcie zwraca temat rozmowy na niego, Wei Wuxian zaczął się martwić.

Liderze sekty Jin, czy bycie twoim zaprzysiężonym bratem nie jest jeszcze trudniejsze? – odparł sarkastycznie Jiang Cheng.

Jin Guangyao miał wyraźnie gdzieś, czy Jiang Cheng w ogóle go słuchał.

Liderze sekty Jiang, słyszałem, że wczoraj bez powodu wywołałeś awanturę w Przystani Lotosów, biegając wokół z mieczem należącym do patriarchy Yiling i każąc wszystkim spróbować go dobyć.

Już sama mina Jiang Chenga wystarczyła, by wywołać dreszcze u obserwatorów.

Wei Wuxian nagle wyskoczył z ramion Lan Wangjiego, a jego serce zabiło szybciej.

Mój miecz? Chodzi mu o Suibiana? Czy nie zostawiłem go Wen Ningowi? Nie, nie miał go ze sobą, gdy dopiero co go widziałem… Jak znalazł się w rękach Jiang Chenga?! I dlaczego on teraz prosi innych o wyjęcie go z pochwy?! Czy sam już próbował to zrobić?!

Nagle się zdenerwował, lecz Lan Wangji pogłaskał go po plecach. Wei Wuxian w trochę się dzięki temu uspokoił.

Jiang Cheng nagle zamilkł, a w oczach Jin Guangyao błysnął triumf.

Słyszałem, że nikt temu nie podołał, oczywiście z wyjątkiem ciebie. To bardzo ciekawe. Miecz zapieczętował się ponad trzynaście lat temu, gdy tylko go zdobyłem. Z wyjątkiem patriarchy nikt nie powinien być w stanie kiedykolwiek go dzierżyć…

Zamknij się! – wściekał się Jiang Cheng, szarżując z Zidianem i Sandu.

Jin Guangyao jednak kontynuował, uśmiechając się jeszcze szerzej.

Ach, przypomniało mi się coś. Kiedyś panicz Wei był taki swawolny! Nigdy nie nosił ze sobą miecza i za każdym razem wymyślał inną wymówkę. Zawsze wydawało mi się to dziwne, a tobie?

Co takiego próbujesz powiedzieć?! – ryknął Jiang Cheng.

Liderze sekty Jiang, jesteś naprawdę wyjątkowy, będąc najmłodszym przywódcą, który własnoręcznie odbudował swoją sektę. – Jin Guangyao podniósł głos. – Jednak o ile dobrze pamiętam, to w przeszłości nie potrafiłeś w niczym przebić panicza Wei. Czy mógłbyś mi wytłumaczyć, dlaczego nagle po Kampanii Zestrzelenia Słońca stałeś się lepszy od niego? Może przyjmowałeś jakieś złote eliksiry?

Wyraźnie zaakcentował słowa „złote eliksiry”, a Jiang Cheng wykrzywił się ze złości. Zidian zaiskrzył niebezpieczną bielą. Pośród chaosu w jego ruchach wyraźnie można było zauważyć pewną słabość.

To właśnie na ten moment czekał Jin Guangyao, zarzucając ukrytą strunę guqinu. Jiang Cheng szybko się uspokoił, odpierając atak Zidianem. Czując, jak drętwieje mu dłoń, lider sekty Jin się wycofał, zaledwie chwilę później śmiejąc się cicho. Lewą ręką wyjął kolejną strunę, atakując Wei Wuxiana.

Źrenice Jiang Chenga się skurczyły. Natychmiast skierował bicz w tamtą stronę ruchem ręki, jednak Jin Ling wrzasnął:

Wuju, uważaj!

Wykorzystując szansę Jin Guangyao wyciągnął miecz i wbił go w pierś wroga. Jiang Cheng z ponurą miną ścisnął ranę. Spomiędzy jego palców popłynęła krew, barwiąc na czarno szatę. Gdy tylko Zidian powstrzymał atak na Wei Wuxiana, zamienił się ponownie w pierścień i powrócił na swoje miejsce. Gdy właściciel mocno krwawił lub był poważnie ranny, to broń duchowa automatycznie przybierała pierwotną postać. Jin Guangyao podszedł szybko, blokując jego energię duchową. Następnie wyjął z rękawa chusteczkę, wytarł miecz i go schował.

Jin Ling podbiegł do wuja, podtrzymując go. Lan Xichen westchnął.

Nie wykonuj gwałtownych ruchów. Pomóż mu powoli usiąść.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

9 Comments

  1. Badacz Sweevil

    Dziękuję za nowy rozdział. :zachwyt: :ekscytacja:
    Znowu przespałam pojawienie się nowego rozdziału, także dzisiaj tylko krótki komentarz.

    Dziękuję za nowy rozdział i całą pracę nad nim. :zachwyt2:

    Odpowiedz
  2. Anonim

    „– Lan Zhan!
    Mężczyzna od razu przytulił go mocniej, nie potrzebując przypomnienia.– Jestem tutaj!
    – Przytul mnie!
    – Przytulam cię!
    – Przytul mnie mocno!
    – Przytulam cię mocno! ”
    :zachwyt2:

    Uwielbiam ten fragment <3

    :zachwyt:
    Dziękuję za kolejny rozdział <3

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: