Mo Dao Zu Shi

Rozdział 99 – Nienawiść II16 min. lektury

Jin Ling znowu zerknął na Wei Wuxiana. Nie było z nim żadnych psów, więc patriarcha w końcu się pozbierał. Czuł się, jakby miała rozboleć go głowa.

Dzieciaku… Już tak późno. Dlaczego przylazłeś tu z psem?

Nie wiedział, że po tym jak opuścili Przystań Lotosów, Jin Ling w sekrecie za nim podążył. Gdy chłopak się dowiedział, że patriarcha odszedł, zrobił awanturę wujowi, który nie przestawał biegać jak szaleniec i prosić ludzi, by dobyli Suibian. Narzekał, że Wei Wuxian uciekł przez niego, przez co Jiang Cheng pchnął go na ziemię ze złości. Z tego powodu Jin Ling uznał, że równie dobrze może wziąć sprawy we własne ręce i rozkazał Wróżce go wyśledzić. Pies nie zawiódł, podążając za tropem Wei Wuxiana aż do świątyni Guanyin. Jednak gdy wyczuł mordercze intencje tuż za bramą, nagle się odwrócił i zaczął szczekać, ciągnąc za szaty swojego właściciela. Niestety chłopak poczuł, że coś z tym miejscem jest nie tak i nawet jeśli Wei Wuxiana nie było w środku, to i tak chciał się dowiedzieć, o co chodzi. Ostatecznie wpadł w ręce wroga.

Oczywiście Jin Ling nie zamierzał powiedzieć prawdy i tylko parsknął.

Jin Guangyao razem z kilkoma osobami weszli do świątyni. Tuż przed zamknięciem drzwi, zapytał:

Gdzie jest pies?

To jakiś dzikus. Gryzł każdego, kto mu się nawinął. Nie udało mi się go spacyfikować i uciekł.

Znajdźcie go i zabijcie. To mądre zwierzę. Będzie nieciekawie, jeśli kogoś tu przyprowadzi.

Tak!

Mnich odszedł, zamykając za sobą wrota. Jin Ling był zszokowany.

Naprawdę chcesz ją zabić? To ty dałeś mi Wróżkę! – wypalił.

A-Ling, co tutaj robisz? – zapytał Jin Guangyao.

Chłopak zerknął na Wei Wuxiana, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Nagle odezwał się Lan Xichen:

Liderze sekty Jin, Jin Ling wciąż jest jeszcze dzieckiem.

Jin Guangyao się do niego odwrócił.

Wiem.

Jest też twoim bratankiem.

Bracie, o czym myślisz? – Jin Guangyao się uśmiechnął. – Jestem świadomy, że Jin Ling jest nie tylko dzieckiem, ale też moim bratankiem. Myślisz, że co planuję zrobić? Zamordować go?

Lan Xichen nic nie odpowiedział, więc lider sekty Jin potrząsnął tylko głową, zwracając się do Jin Linga.

A-Ling, słyszałeś go. Jeśli narobisz zamieszania, to mogę cię okropnie skrzywdzić. Rób, co uważasz.

Jin Ling zawsze miał dobre relacje z wujkiem. W przeszłości Jin Guangyao bardzo go wspierał. Teraz również był tak miły, jak zawsze, lecz chłopakowi ciężko było patrzeć na niego w tym samym świetle. Milcząc, podszedł potulnie do Wei Wuxiana i Lan Xichena.

Jeszcze tego nie wykopali? – Jin Guangyao się odwrócił. – Powiedzcie, by się pospieszyli!

Tak jest! – odparł jeden z mnichów i wbiegł do wnętrza świątyni.

Wei Wuxian w końcu zauważył, że ze środka dobywał się dźwięk kopania i przesuwania kamieni, tak jakby wiele osób próbowało coś wydostać spod ziemi. Co takiego kopali? Tunel? Amulet tygrysa stygijskiego? To coś, co zostało tu zapieczętowane?

Skoro o tym mowa, to jest coś, o co jeszcze nie zapytałem. Panie Wei, skąd wiesz o tym miejscu? Nie uwierzę, jeśli powiesz, że po prostu przybyliście tutaj z Hanguangiem-jun na wakacje.

Lianfang-zun, ukryłeś akt własności do tej ziemi w tajemnej komnacie tuż obok moich rękopisów. Nie pamiętasz?

Och, racja. To moja wina. Powinienem był przechowywać je oddzielnie.

Teraz i tak nie uda nam się uciec, więc czy mógłbyś nam powiedzieć, jaka istota została zapieczętowana pod świątynią Guanyin? Czy zaspokoisz moją ciekawość?

Zaspokojenie twojej ciekawości nie jest tanie. Czy na pewno chcesz spróbować, paniczu Wei?

Och. W takim razie nieważne.

W tej chwili podszedł do niego Lan Xichen. Wei Wuxian w końcu zauważył, że choć mężczyzna wciąż miał swój miecz, to ostrze nie świeciło nawet najdrobniejszym blaskiem.

Zewu-jun, jak do tego doszło?

Wstyd mi. Nabrałem się na jego kłamstwa i straciłem siły duchowe. Choć mam ze sobą Shuoyue i Liebing, to na nic się nie przydadzą.

Nie powinieneś czuć wstydu. W końcu kłamanie jest jedną z jego największych umiejętności.

Przypominając sobie scenę z seansu Empatii, w której Meng Yao udawał popełnienie samobójstwa, by oszukać Nie Mingjue, nietrudno było mu sobie wyobrazić, w jaki sposób Lan Xichen utracił siły duchowe.

Rozstawcie szyk – rozkazał mnichom lider sekty Jin. – Gdy przybędzie Hanguang-jun, powstrzymajcie go jak najdłużej.

Skąd pewność, że przybędzie Hanguang-jun?

Zastanawiał się, czy nie skłamać, by Jin Guangyao był mniej ostrożny, lecz mężczyzna uśmiechnął się tylko, tak jakby przeczuwał, co planuje.

Oczywiście, że przyjdzie. Skoro byłeś podejrzliwy wobec tego terenu, paniczu Wei, to Hanguang-jun zapewne też o tym wie. Chyba nie myślisz, że ci uwierzę, gdy powiesz, że nie przybył z tobą do tego miasta.

Brawo.

Paniczu Wei, skoro Wangji tu jest, to dlaczego nie ma go z tobą? – zapytał Lan Xichen.

Działamy osobno.

Zewu-jun zamarł z zaskoczenia.

Słyszałem, że zostałeś ranny po opuszczeniu Kopców Pogrzebowych. Dlaczego w takiej chwili mielibyście działać osobno?

Od kogo to usłyszałeś?

Ode mnie – wtrącił się Jin Guangyao.

Wei Wuxian spojrzał na niego, po czym odwrócił się do Lan Xichena.

To nie tak. Nie mogłem spać, więc udałem się na spacer wokół gospody i trafiłem tu przypadkiem. Hanguang-jun spał w innym pokoju i nie wie, że wyszedłem.

Wynajęliście dwa pokoje? – Jin Guangyao uznał to za dziwne.

A kto ci powiedział, że na pewno weźmiemy jeden pokój?

Mężczyzna uśmiechnął się, lecz nic nie odpowiedział.

Och, już wiem. – Wei Wuxian był pewny, że powiedział mu o tym Lan Xichen. – Naprawdę o wszystkim sobie mówicie.

Jednak starszemu z braci Lan nie było do śmiechu.

Paniczu Wei, czy coś się stało?

Bez typowego dla niego uśmiechu jeszcze bardziej niż zwykle przypominał zawsze poważnego Lan Wangjiego. Wei Wuxian nie rozumiał, dlaczego aż tak zareagował na te wieści. Poczuł się winny.

Liderze sekty Lan, a co takiego mogło się między nami stać? Skupmy się na razie na obecnych problemach.

Oczami wskazał na Jin Guangyao. Dzięki temu przypomnieniu Lan Xichen nie drążył tematu i odparł tylko:

Byłem zbyt niecierpliwy. Przepraszam.

Jednak lider sekty Jin się uśmiechnął.

Wygląda na to, że coś jednak się przytrafiło. I to nawet dość spory problem.

Wei Wuxian odwzajemnił uśmiech, lecz jego był o wiele chłodniejszy.

W tej chwili cały świat kultywacyjny rozpoczyna krucjatę przeciwko tobie, lecz ty wciąż jesteś spokojny? Masz czas martwić się o innych? Ale z ciebie gaduła, Lianfangu-zun!

Oczywiście, że nie mam czasu, po prostu musiałem to skomentować. Hanguang-jun pragnął tego od wielu lat, lecz wciąż nie doczekał się szczęśliwego zakończenia. Lider sekty Lan ma dobry powód, by się zniecierpliwić i nawet osoba z zewnątrz nie może się temu biernie przyglądać.

Jakie pragnienie? Jakie szczęśliwe zakończenie?

Słysząc to, obaj mężczyźni wyglądali na zaskoczonych. Przyjrzeli mu się dokładnie, jakby chcieli się dowiedzieć, czy specjalnie udawał nieświadomego. Jego serce, które od pamiętnych wydarzeń sprzed kilku godzin zdawało się być martwe, nagle na nowo odżyło w jego piersi. Zmusił się do zachowania spokoju.

Co masz przez to na myśli?

Paniczu Wei, naprawdę nie rozumiesz? Gdyby Hanguang-jun to usłyszał, to na pewno byłby zraniony.

Serio nie rozumiem! Po prostu powiedz to na głos!

Lan Xichen był zszokowany.

Paniczu Wei, czy to możliwe, że choć spędziłeś tyle czasu razem z Wangjim, to wciąż nie znasz jego prawdziwych uczuć?

Wei Wuxian natychmiast złapał go za rękaw, bliski padnięcia na kolana i błagania o wyjaśnienia.

Liderze sekty Lan, liderze sekty Lan, co masz na myśli, mówiąc o prawdziwych uczuciach Lan Zhana?! Czy to…

Mężczyzna wyrwał mu rękę, z niedowierzaniem mówiąc:

Więc naprawdę nic nie wiesz. Czy zapomniałeś, skąd ma blizny po biczowaniu? Nie widziałeś wypalonego znaku na jego piersi?

Blizny po biczowaniu?! – Wei Wuxian znowu chwycił Lan Xichena. – Liderze sekty Lan, naprawdę nie wiem. Proszę, czy mógłbyś mi powiedzieć, skąd ma te rany i w jaki sposób jest to ze mną powiązane?!

Gdyby to nie było z tobą powiązane, to myślisz, że zrobiłby to sobie bez powodu?! – Złość była widoczna na twarzy Lan Xichena.

Zewu-jun zawsze był niezwykle cierpliwy, lecz gdy w grę wchodził jego brat, to szybko tracił nad sobą panowanie. Jednak po uważnym przyjrzeniu się minie rozmówcy jakoś powstrzymał swoje emocje, zgadując:

Czy straciłeś… niektóre wspomnienia?

Wspomnienia? – Natychmiast z całej siły spróbował sobie przypomnieć to, co mógł zapomnieć. – Nie sądzę, by były one… Tak!

Niektóre wydarzenia rzeczywiście zdawały się być jak za mgłą. Masakra w Mieście bez Nocy!

Myślał wtedy, że Wen Qing i Wen Ning zostali spopieleni, obserwując, jak atakuje go cały świat kultywacyjny, co doprowadziło do śmierci Jiang Yanli w jego własnych ramionach. Ostatecznie poddał się wściekłości i połączył dwie części amuletu tygrysa stygijskiego, pozwalając mu przejąć nad sobą kontrolę. Ci, którzy zostali zabici przez zmarłych będących pod wpływem artefaktu, stawali się kolejnymi żołnierzami w jego armii, tworząc ogromny batalion morderczych marionetek gotowych do wykreowania krwawego piekła na ziemi.

Udało mu się utrzymać na nogach w trakcie tego wszystkiego, aż w końcu poczuł, że opuszcza tę rzeźnię. Przez długi czas nie był świadomy, a gdy w końcu się ocknął, okazało się, że dość długo siedział u podnóża Kopców Pogrzebowych.

Przypomniałeś sobie?

Wtedy w Mieście bez Nocy? – wymamrotał Wei Wuxian. – Zawsze sądziłem, że jakimś cudem sam wróciłem. Czy to możliwe…

Lan Xichen prawie się zaśmiał ze złości.

Paniczu Wei! Ilu kultywatorów próbowało cię tej nocy pokonać? Trzy tysiące! Może i byłeś niezwykle uzdolniony, ale czy byłbyś w stanie cały i zdrowy uciec w takich okolicznościach? To absolutnie niemożliwe!

Co… co takiego zrobił Lan Zhan?

Jeśli nie pamiętasz, to obawiam się, że Wangji nigdy by ci tego nie zdradził, a ty na pewno byś nie zapytał. No dobrze, więc ja ci powiem. Paniczu Wei, tamtej nocy połączyłeś dwie połówki amuletu tygrysa stygijskiego. Gdy zadowoliłeś się rozlewem krwi, prawie padłeś ze zmęczenia. Wangji także został ranny podczas twojego szału i wcale nie był w lepszym stanie, ledwo co utrzymując się na nogach dzięki podpieraniu się o Bichen. Pomimo tego natychmiast za tobą poszedł, gdy zobaczył, jak odchodzisz. Wielu wtedy wciąż było nieprzytomnych. Ja także nie mogłem się ruszyć i mogłem tylko obserwować, jak mój brat ostatkiem sił duchowych wciąga cię na miecz i odlatujecie. Cztery godziny później wreszcie zregenerowałem odrobinę sił, więc pospieszyłem do GusuLan po pomoc. Bałem się, że Wangji zostałby uznany za twojego wspólnika, gdyby odnalazły was inne sekty. W najlepszym przypadku jego imię zostałoby na zawsze splamione, a w najgorszym pozbawiono by go życia. Dlatego razem z wujem wybraliśmy trzydziestu trzech starszych, którzy zawsze mieli o nim wysokie mniemanie i w sekrecie szukaliśmy was przez dwa dni. W końcu znaleźliśmy was w regionie Yiling. Wangji ukrył cię w jaskini. Gdy przybyliśmy na miejsce, mój brat trzymał cię za rękę, przekazując ci swoją energię. Szeptał do ciebie, lecz przez cały czas powtarzałeś mu tylko jedno słowo – „odejdź”.

Wei Wuxianowi zaschło w gardle, a jego oczy były zaczerwienione. Nie był w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.

Wuj nagle do niego doskoczył i zaczął go besztać, prosząc o wyjaśnienia. Tak jakby od początku wiedział, że zostanie przez nas znaleziony, stwierdził tylko, że nie ma nam nic do powiedzenia. Dorastając, ani razu nie pyskował wujowi, lecz dla ciebie zrobił nie tylko to, ale skierował miecz w stronę kultywatorów z własnej sekty. Poważnie zranił każdego ze starszych, których poprosiliśmy o pomoc…

Na-naprawdę nie wiedziałem… Naprawdę… – Wei Wuxian zaczął szarpać za włosy. Poza powtarzaniem, że o niczym nie wiedział, nie był w stanie powiedzieć nic więcej.

Lan Xichen wziął oddech na uspokojenie i kontynuował:

Trzydzieści trzy blizny! Został ukarany jednym uderzeniem bicza dyscyplinującego za każdego starszego. Powinieneś wiedzieć, jak bardzo to boli i jak długo się goi! Zrobił wszystko, by odesłać cię z powrotem do Kopców Pogrzebowych, po czym musiał wrócić do Gusu, by zostać ukaranym. Tak długo klęczał przed ścianą zasad! Poszedłem do niego, by mu powiedzieć, że popełniłeś ogromny błąd, paniczu Wei. Nie można było temu nawet zaprzeczyć, lecz on odparł… Że nie może z pewnością określić, czy postąpiłeś dobrze, czy też źle, lecz bez względu na wszystko jest skłonny razem z tobą ponieść konsekwencje. Krążą plotki, że przez te wszystkie lata odosobnienia rozmyślał nad swoimi błędami, lecz w rzeczywistości nie mógł nawet ruszyć się z łóżka po biczowaniu. Jednak gdy tylko dowiedział się o twojej śmierci, to i tak doczołgał się do Kopców Pogrzebowych, by bez względu na wszystko samemu się o tym przekonać… Biorąc pod uwagę sposób, w jaki na ciebie patrzył i jak się do ciebie zwracał, gdy cię uratował i ukrył w jaskini, nawet ślepy i głuchy byłby w stanie zauważyć jego uczucia. To dlatego wuj był taki wściekły. Wangji w młodości był idealnym uczniem, a później wspaniałym kultywatorem. Przez całe życie był szczery, sprawiedliwy i nic nie było można mu zarzucić. Ty byłeś jego jedynym błędem! A teraz mówisz… Teraz mówisz, że o niczym nie wiesz. Paniczu Wei, jak bardzo mu się narzucałeś i wyznawałeś miłość po powrocie do życia? Co noc… Co noc musiałeś… A teraz mówisz, że nie wiesz? Jeśli nic nie wiedziałeś, to dlaczego robiłeś takie rzeczy?

Wei Wuxian naprawdę chciał wrócić do tamtych chwil i się zabić. Robił to wszystko właśnie dlatego, że nie wiedział!

Nagle poczuł się przerażony. Jeśli Lan Wangji nie miał pojęcia, że nie pamięta wydarzeń z masakry Miasta bez Nocy i przez cały czas myślał, że wie o jego uczuciach, to co musiał sądzić o tych okropnych rzeczach, które robił po powrocie?

Początkowo zachowywał się w ten sposób, by wywołać w nim niesmak i zostać wyrzuconym z Zacisza Obłoków. Dzięki temu każdy z nich mógłby pójść w swoją stronę i już nigdy więcej się nie spotkać. Lecz pomimo tego Lan Wangji postanowił zatrzymać go u swojego boku, broniąc go nawet przed Jiang Chengiem. Odpowiadał na wszystkie pytania, spełniał każdą prośbę, był wyrozumiały i wszystko mu wybaczał. Powstrzymywał się przed naruszeniem granic nawet w obliczu prawie okrutnego droczenia się Wei Wuxiana.

Więc wtedy w gospodzie, gdy tak nagle go odepchnął… Czy myślał, że to kolejny przypadek wygłupów pod wpływem chwili?

Wei Wuxian nie był w stanie dłużej o tym myśleć. Pobiegł w stronę wyjścia ze świątyni Guanyin, lecz kultywatorzy natychmiast go zatrzymali.

Paniczu Wei – zaczął Jin Guangyao – rozumiem twoją ekscytację…

W tej chwili Wei Wuxian pragnął tylko pomknąć z powrotem do gospody, do Lan Wangjiego i wyznać mu swoje uczucia. Jednym ciosem odepchnął dwóch mnichów, którzy próbowali go powstrzymać i ryknął:

Gówno rozumiesz!

Natychmiast rzuciło się na niego siedem albo i osiem osób, blokując mu drogę ucieczki.

Chciałem ci tylko powiedzieć, że nie musisz się tak spieszyć – oznajmił Jin Guangyao. – Twój Hanguang-jun już tutaj jest.

Niebieski rozbłysk miecza przeszył niebo, odpychając otaczające Wei Wuxiana postacie i wracając do dłoni właściciela. Lan Wangji bezdźwięcznie wylądował tuż przed świątynią i na niego spojrzał, a jego mina była taka sama, jak zwykle. Z powodu zdenerwowania Wei Wuxian poczuł, że wszystkie słowa, które chce wymówić, giną w jego gardle. Poczuł ucisk w brzuchu.

Lan Zhan… – wymamrotał tylko.

Zaledwie chwilę temu Jin Ling zaniemówił po usłyszeniu słów Lan Xichena. Na widok Lan Wangjiego pierwotnie był uradowany, lecz jego mina natychmiast zrzedła, gdy zobaczył, jak na siebie patrzą z Wei Wuxianem.

Jin Guangyao westchnął.

Widzisz? Jest dokładnie tak, jak powiedziałem. Hanguang-jun jest tam, gdzie ty, paniczu Wei.

Lan Wangji mocniej chwycił Bichen i już miał skoczyć do akcji, gdy lider sekty Jin się uśmiechnął, mówiąc:

Hanguang-jun, będzie lepiej, jeśli cofniesz się o pięć kroków.

Wei Wuxian nagle poczuł na szyi drobne ukłucie.

Ostrożnie. Nie ruszaj się! – powiedział Lan Xichen.

Wzrok Lan Wangjiego spoczął na szyi Wei Wuxiana. Jego twarz pobladła.

Obwiązana wokół niej była prawie niezauważalna, cienka, złota struna guqinu.

Tłumaczenie: Ashi

13 Comments

  1. Ksiadzgei_

    ….To był mocny rozdział dosłownie jakby coś tam przypaszczalam że te blizny to dla Weia se Lan zahn zrobił ale ze aż tak…. i kurla jak ktoś mi powie ze taka miłość nie jest piękna ale i tak dramatyczna to dostanie lepa na ryj ryczę piękne to było

    Odpowiedz
  2. Anonim

    Nie wiem dlaczego ale niezależnie od tego jak często odświeżam stronę , czasami widzę kolejną porcję lektury a czasami nie. Np.odcinek 100-tny widziałam i czytałam jakiś czas temu , potem zniknął i znowu się pojawił , teraz znowu nie ma. Czy to tylko tak u mnie dziwnie się dzieje ?

    Odpowiedz
  3. lograk

    gorące podziękowania za kolejny kawałek, naprawdę podziwiam Twoje tłumaczenie, jest jasne, klarowne, bez udziwnień, a jednak trafia w samo sedno. Z zapartym tchem czekam na ciąg dalszy. :)

    Odpowiedz
  4. Pati

    OMG!!! :ekscytacja:
    Cudowne! :zachwyt2:
    Pragnę kolejny rozdział!
    To jest tak dobre, że chce znać kontynuację, a jednocześnie chce mieć tą ogromną przyjemność przeczytać po raz pierwszy. :złamaneserce:
    Za krótkie, za cudowne. Wielbię. :zachwyt:

    Odpowiedz
    1. Badacz Sweevil

      Dziękuję za kolejny rozdział. :zachwyt:
      Koniec zbliża się wielkimi krokami, co ją później pocznie. :płaku: :AAAA:
      Pozostaje wytrwać do kolejnego rozdziału i coraz bliższe go końca tej historii. :przestań: :ekscytacja: :złamaneserce:
      Jeszcze raz dziękuję za rozdział i całą pracę nad nim. :zachwyt2:

      Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: