Mo Dao Zu Shi

Rozdział 95 – Pragnienie VI16 min. lektury

Lan Wangji go nie słuchał. Wpatrywał się w niego tak intensywnie, ani razu nie mrugając, jakby się bał, że Wei Wuxian wykorzysta tę okazję do ucieczki. Patriarcha dłonią zasłonił mu oczy, a mężczyzna zanurzył połowę twarzy w wodzie, puszczając bąbelki z ust.

Wei Wuxian zaśmiał się, lekko szczypiąc go w policzki.

Ile masz lat, Er-Gege?

Wziął do ręki mydło i myjkę, szorując nimi towarzysza, jednak nagle jego ruchy zamarły.

Wcześniej Lan Wangji sam rozwiązał włosy i zdjął wstążkę na czoło. Ciemne pasma zasłaniały górną partię jego ciała. Lecz teraz, gdy przesunął je na bok i zaczął wycierać jego pierś, wyraźnie widoczne stały się blizny po biczu dyscyplinującym i wypalony symbol Wenów.

Wei Wuxian przesunął się, by widzieć jego plecy.

Ślady po biczu ciągnęły się aż po pierś i ramiona, krzyżując się wielokrotnie na gładkiej, alabastrowej skórze. Te paskudne blizny szpeciły coś, co można było nazwać idealnym męskim ciałem.

Zamilkł, zamaczając myjkę w wodzie i powoli sunąc nią po wypukłych śladach.

Był niezwykle delikatny, jakby nie chciał zranić Lan Wangjiego, choć rany już dawno się zagoiły i nigdy nie będą boleć. Lecz nawet gdyby były świeże, to można było się spodziewać po jego osobowości, że nie okaże ani odrobiny słabości, nawet w najbardziej bolesnych momentach.

Wei Wuxian naprawdę chciał wykorzystać tę szansę, by zapytać go, skąd ma te blizny. W GusuLan jedynie Lan Xichen i Lan Qiren mieli prawo wymierzyć mu karę. Co takiego musiał zrobić, by jego brat, będący najbliższą mu osobą, albo wuj, który był tak bardzo z niego dumny, zmuszeni byli do tak okrutnego czynu?

Wypalony symbol sekty QishanWen, którego nie widział przed swoją śmiercią i pytanie, które zawsze kołatało mu się po głowie, które tak bardzo chciał zadać…

Hanguang-jun, co tak naprawdę o mnie myślisz?

Znajdował wymówkę za każdym razem, gdy był bliski wypowiedzenia tych słów. Że nie powinien być taki nadgorliwy i zadawać takich pytań po całym wieczorze droczenia się albo żeby nie pytać niedbale i poczekać, aż wygodnie usiądą. A co najważniejsze, że może nie powinno się ufać słowom pijanych ludzi.

Pomimo tych wszystkich wymówek bardzo dobrze znał prawdziwy powód.

Bał się. Bał się, że usłyszy inną odpowiedź od tej, na którą miał nadzieję.

Nagle Lan Wangji się odwrócił i na niego spojrzał. Wei Wuxian w końcu zauważył, że odpłynął myślami, kiedy go mył, więc śnieżnobiała skóra na jego plecach zrobiła się tak czerwona, jakby ktoś go obił. Uznał, że spojrzenie Lan Wangjiego oznaczało jego brak satysfakcji z usługi mycia pleców, więc natychmiast się zatrzymał.

Wybacz, wybacz. Boli cię?

Mężczyzna nic nie odpowiedział, potrząsając tylko głową. Wei Wuxianowi zrobiło się przykro, widząc jak grzecznie i cicho siedzi w balii. Zakrzywił palec i pocieszająco podrapał go po policzku. Jednak to mu nie wystarczyło. Palce go świerzbiły, więc chciał szturchnąć Lan Wangjiego w brzuch, lecz mężczyzna złapał go za rękę, gardłowym głosem mówiąc:

Nie dotykaj mnie.

Miał chłodną minę, a na jego rzęsach osiadło kilka przezroczystych kropel wody, jednak wzrok mężczyzny był przeszywający.

Tego wieczoru Wei Wuxian zrobił mu wiele frywolnych rzeczy i zdążył się już przyzwyczaić do tego, że Lan Wangji na wszystko mu pozwalał. Choć teraz został powstrzymany, to wciąż był pełen odwagi.

Dlaczego nie? Pozwalasz mi się dotykać już dłuższą chwilę.

Usta mężczyzny były mocno zaciśnięte. Nic nie powiedział, nie było nawet jasne, czy się zdenerwował. Widząc to, Wei Wuxian poczuł się trochę winny.

Dobrze, już nie będę cię dotykał. Sam to zrób.

Mówiąc to, odrzucił myjkę i już miał odejść, lecz Lan Wangji nie dość, że go nie puścił, to jeszcze mocniej ścisnął jego rękę.

Nie idź – rozkazał.
Wei Wuxian przez chwilę się szamotał, ale nie udało mu się wyrwać. Zebrał się w sobie.

Hanguang-jun, to wszystko twoja wina. Kazałeś mi umyć twoją twarz, potem nie pozwoliłeś mi cię dotknąć, a teraz nie chcesz mnie puścić. Co tak naprawdę ode mnie chcesz?

Ton Lan Wangjiego był niedorzeczny, gdy w końcu się odezwał po dłuższej chwili.

Tak czy inaczej, nie możesz odejść.

Wei Wuxian ochlapał go wodą.

No patrzcie państwo, nie dość, że jesteś dominujący, to jeszcze irracjonalny!

Mężczyzna ani drgnął, gdy woda chlusnęła mu prosto w twarz.

Mówiłem, żebyś mnie nie dotykał.

To brzmiało prawie jak ostrzeżenie. Wei Wuxian czuł się wyjątkowo rozgorączkowany – czyżby to wino było aż tak mocne? Kącik jego ust uniósł się w górę.

A co mi zrobisz, jeśli nie przestanę cię dotykać? Ukarzesz mnie, każąc mi przepisywać zasady twojej sekty? Dasz mi szlaban? A może mnie uciszysz?

Lan Wangji nie spuszczał go z oczu. Wyglądało wręcz, jakby jego wzrok iskrzył ze złości. Ta twarz, ta mina, te oczy, ta sytuacja i ta osoba. Wei Wuxian wziął głęboki wdech.

Tak jakby nagle zdecydował się iść na całość, wepchnął rękę pod wodę i znalazł pewną część ciała drugiego mężczyzny, mocno ją chwytając.

Hanguang-jun, nie mów mi, że nie lubisz, kiedy tak cię dotykam.

Te zuchwałe słowa i czyny w końcu doprowadziły jego przeciwnika do szału.

Lan Wangji zareagował, jakby ukąsił go jadowity wąż. Odsunął się gwałtownie, a Wei Wuxian poczuł przerażającą siłę wciągającą go do balii.

Woda chlusnęła na wszystkie strony, a sprawy wymknęły się spod kontroli. Nie miało znaczenia, kto zaczął. Gdy patriarcha trochę się otrząsnął, już siedział na kolanach towarzysza.

Przytulili się mocno, dość długo całując się w tej pozycji. Ramiona Wei Wuxiana owinęły się wokół szyi Lan Wangjiego podczas wymieniania dzikich pocałunków. Nagle pisnął.

Otworzył oczy, wycierając odrobinę krwi z ust i besztając:

Lan Zhan! Dlaczego znowu gryziesz mnie jak pies?!

Jego usta już naturalnie były czerwone, a teraz dzięki krwi stały się jeszcze bardziej wyraziste. Pomimo jego niezadowolenia, Lan Wangji odpowiedział kolejnym chapsem. Wei Wuxian zmarszczył brwi, czując ból po ugryzieniach i intensywnym ssaniu. Sięgnął ponownie w dół, w ramach zemsty mocno go pocierając.

Prawdopodobnie nikt nigdy nie śmiał zrobić czegoś tak bezwstydnie zuchwałego. A do tego raz nie wystarczył – Wei Wuxian zrobił to ponownie. Mina Lan Wangjiego natychmiast się zmieniła i ścisnął go mocniej, pozostawiając wyraźne ślady.

I jak? – Wei Wuxian się uśmiechnął, łapiąc oddech. – Jesteś zły? Może tego nie wiesz, Lan Zhan, ale kocham, kiedy się złościsz…

Jego ton był pełen nieustraszonego podniecenia. Gdy tylko skończył mówić, pocałował towarzysza w kącik ust i zsunął z ramion przemoczoną szatę wierzchnią.

Skóra Lan Wangjiego była tak gorąca, jakby za chwilę miał wybuchnąć. Jedno ramię zacisnął wokół talii Wei Wuxiana, a drugim mocno uderzył w ściankę drewnianej balii, która natychmiast roztrzaskała się na kawałki. Pokój w mgnieniu oka zamienił się w ruinę. Nie dało się na to patrzeć, jednak oni nie przejmowali się tak błahymi sprawami.

Lan Wangji prawie podniósł towarzysza, rzucając go na łóżko. Wei Wuxian ledwo co zdążył się lekko unieść, gdy znowu został przygwożdżony. Zachowanie drugiego mężczyzny było niezwykle agresywne i w niczym nie przypominał normalnego Hanguanga-jun, który zawsze postępował słusznie i rozsądnie.

Plecy Wei Wuxiana zabolały od uderzenia. Jęknął kilka razy, a Lan Wangji na chwilę zamarł. Patriarcha wykorzystał tę okazję, by natychmiast ich przekręcić i mocno przyszpilić towarzysza do posłania.

Nie wiedziałem, że będziesz taki ostry w łóżku… – wyszeptał mu do ucha.

Płatek ucha znajdujący się tuż przy jego wargach był biały jak alabaster. Wei Wuxian nie mógł się powstrzymać przed zaciśnięciem na nim zębów. Był miękki i zimny. Po przygryzieniu wziął go do ust, lekko ssąc, a palce Lan Wangjiego zacisnęły się na jego ramionach.

Siła kryjąca się w jego dłoniach nie była normalna i Wei Wuxian natychmiast jęknął. Odwrócił głowę, by spojrzeć na ramię, które już było naznaczone pięcioma szkarłatnymi śladami. Widząc to, wcisnął udo pomiędzy nogi towarzysza i nacisnął, udając, że mu grozi.

Dlaczego jesteś taki niemiły? Ostrożnie, bo…

Lan Wangji natychmiast sięgnął w stronę jego talii, by rozwiązać mu pas. Wei Wuxian odepchnął jego dłoń, uśmiechając się zawadiacko i zaczynając się droczyć.

Taki jesteś niecierpliwy, Hanguang-jun?

Nie wiedział, czy tylko mu się wydaje, czy oczy jego towarzysza naprawdę były przekrwione. Wei Wuxian zrobił unik, gdy dłoń ponownie zbliżyła się ku jego odzieniu.

To nie tak, że tego nie zdejmę. Po prostu zrobię to sam.

Gdy tylko to powiedział, naprawdę rozwiązał pas i zdjął resztę ubrań, po czym ponownie usiadł na Lan Wangjim, tym razem nagi.

Obaj byli całkiem rozebrani. Skóra pocierała o skórę. Pocałowali się, zbliżając się jeszcze bardziej do siebie. Wei Wuxian trzymał dłoń na szyi partnera, nie pozwalając mu odsunąć się choćby o milimetr, przygryzając i liżąc jego usta. Prawą dłonią dotknął pełnych gracji i siły pleców, czule muskając opuszkami palców nierówne blizny.

Lan Wangji także nie był bierny. Jego blade, smukłe dłonie ani na chwilę nie zamierały, dotykając całego ciała Wei Wuxiana, po czym zatrzymały się na talii i biodrach, mocno pocierając delikatną skórę. Można było odnieść wrażenie, że młodszy mężczyzna zamienił się w cytrę, która reagowała pod palcami umiejętnej pary dłoni. Jednak muskająca jego struny osoba, pozbawiona była zwykłego chłodu i elegancji, które przybierała podczas normalnej gry na guqinie, a Wei Wuxian nie wydawał z siebie pełnych gracji dźwięków, lecz nieposkromione jęki przyjemności.

Jednak dłonie Lan Wangjiego były zbyt silne i lubił szczypać wrażliwe miejsca. Początkowo Wei Wuxian był w stanie się tym cieszyć, lecz wkrótce miłe doznanie zamieniło się w nieznośne pulsowanie. Sapnął, odsuwając piekące, opuchnięte usta. Jego pierś poruszała się rytmicznie z każdym oddechem.

Hanguang-jun, dlaczego taki się stałeś po zdjęciu ubrań? Gdzie szczypiesz? Naprawdę nie zasługujesz na miano dżentelmena.

Udając rozczarowanie, strzepnął grubiańską dłoń, która nie przestawała go macać. Lan Wangji zawarczał, brzmiąc dość groźnie.

Nie bądź taki. No dobra, pozwolę ci mnie szczypać. Ale tylko tutaj. – Mówiąc to, skierował dłoń mężczyzny w dół, śmiejąc się, gdy mamrotał: – Szczyp jak tylko zechcesz. Użyj tych mięśni.

Podekscytowany Wei Wuxian naprawdę czuł, że był dość obsceniczny jak na samouka. Jednak wyobraźnia to jedno, a prawdziwe życie to co innego. To było jego drugie życie, lecz nikt poza nim samym nigdy nie dotknął tak intymnej części jego ciała. Gdy dłoń Lan Wangjiego owinęła się wokół niego, to nie mógł powstrzymać dreszczu, który przebiegł mu po plecach.

Bycie trzymanym pomiędzy palcami drugiego mężczyzny i pieszczonym w takim rytmie było aż nazbyt przyjemne. Wei Wuxian nieświadomie się wygiął, oddając się tym dłoniom i obejmując ramionami Lan Wangjiego. Ruchy mężczyzny przyspieszyły. Patriarcha oddychał płytko, zamykając oczy z przyjemności. Pragnął złapać się czegoś mocno, lecz mógł tylko daremnie głaskać silne plecy partnera. Nagle zdał sobie sprawę, że nie powinien sam odczuwać tej przyjemności, więc prawą dłonią sięgnął w dół.

Jak tylko go dotknął, Wei Wuxian poczuł jak ten gorący, gruby członek robi się jeszcze większy i twardy jak żelazo. Jego policzki od razu zapłonęły czerwienią. Nigdy nawet nie przypuszczał, że będzie miał w dłoni tę część męskiego ciała. To było wręcz niewyobrażalne, lecz gdy tylko sobie przypomniał, że dotyka Lan Wangjiego, to podniecił się tak bardzo, że prawie nie mógł zapanować nad własnymi dłońmi. Ściskał go, muskając lekkomyślnie, gdy raz za razem pocierał go swoimi mokrymi udami.

Oddech Lan Wangjiego nagle stał się głębszy, a jego członek spoczywający w dłoni partnera zadrżał, stając się jeszcze gorętszym. W pomieszczeniu słychać było tylko ich niepohamowane sapanie i jęki Wei Wuxiana.

Nie mając pojęcia, ile minęło czasu, patriarcha poczuł jak cała krew i przyjemność skupiły się w jednym miejscu. Jego skóra mrowiła, a z gardła wydobył się jękliwy, prawie łamiący się głos:

Lan… Lan Zhan, cze-czekaj, to…

Zanim dokończył, poczuł w ciele ogromny wybuch przyjemności. Jego głos zamarł, a myśli zaszły mgłą.

Oszołomiony, dopiero chwilę później zobaczył jasne ślady na spiętych mięśniach brzucha partnera i zdał sobie sprawę, że już doszedł. Lan Wangji skończył prawie w tym samym momencie, tryskając białym płynem pomiędzy uda Wei Wuxiana. Ta zawstydzająca ciecz powoli spływała na jego czułe strefy, nawet jeśli starał się nie ruszać. Nie dało się tego zignorować. Nawet bez patrzenia był w stanie powiedzieć, że nie jest teraz najczystszy. Ta lepkość nie była zbyt przyjemna, gdy ściekła między jego pośladki, lecz nieopisane poczucie satysfakcji było w tej chwili ważniejsze.

Lan Wangji schował twarz w piersi Wei Wuxiana, kładąc się na nim swoim ciepłym ciałem.

Patriarcha zdawał się wyzuty z energii i odrętwiały od czubka głowy aż po opuszki palców. Był taki zrelaksowany, że nie chciało mu się choćby ruszyć dłonią.

Dopiero po długiej chwili ich oddechy się unormowały.

Choć Wei Wuxian był tak mocno przyciśnięty do łóżka, to jego serce wypełniały spokój i zadowolenie. Pocałował partnera we włosy. Oprócz zapachu drzewa sandałowego otaczał ich odświeżający aromat mydła po kąpieli. Intymna woń seksu nie była zbyt wyczuwalna.

Wei Wuxian od dawna skrywał w głębi pytania, które chciał zadać Lan Wangjiemu, za bardzo bojąc się wypowiedzieć je na głos. Dopiero teraz, gdy leżeli razem, poczuł się odrobinę pewniej.

Lan Zhan… – wyszeptał. – Słuchasz?
Chwilę później starszy mężczyzna wymruczał potwierdzenie.

Muszę ci coś powiedzieć. – Wziął głęboki oddech, po czym kontynuował: – Lan Zhan, dziękuję.

Miał do powiedzenia tysiące słów, lecz nie wiedział, gdzie zacząć.

Gdyby po odrodzeniu nie spotkał Lan Wangjiego, to nie wiadomo, co teraz by z nim było. W rzeczywistości samotna podróż też niekoniecznie byłaby zła, lecz wierzył, że mimo wszystko nie było nic lepszego od tego.

Niestety nie zauważył, że po jego słowach Lan Wangji lekko zesztywniał.

Żar w jego ciele w końcu zaczął zanikać, lecz Wei Wuxian wciąż czuł się lekko odurzony, nie przestając gadać.

Naprawdę mi pomogłeś w obu życiach. Wiem, że jesteś dla mnie… naprawdę miły. Jesteś świetny! Nie wiem, co ci jeszcze powiedzieć, oprócz podziękowania… Co najważniejsze, wobec ciebie czuję… czuję…

Jednak nie to było najważniejsze. Wei Wuxian nigdy w ten sposób nikomu nie wyznawał uczuć. Nawet ktoś tak gruboskórny jak on był odrobinę zawstydzony. Mógł tylko wypaplać parę niepowiązanych ze sobą rzeczy. Myślał, w jaki sposób to wszystko wytłumaczyć, by zabrzmieć szczerze i poważnie, gdy Lan Wangji go odepchnął.

Ten ruch był tak nagły, że Wei Wuxian mocno uderzył plecami o łóżko.

Jego oczy się rozszerzyły i był tak zaskoczony, że nie mógł się nawet ruszyć. Z drugiej strony Lan Wangji usiadł sztywno, a jego pierś poruszała się w rytmie przyspieszonych oddechów.

Patrzyli na siebie w milczeniu. Jako pierwszy poruszył się Lan Wangji. Jego twarz była blada, lecz spojrzenie trzeźwe. Najpierw podniósł z ziemi białą szatę, by okryć Wei Wuxiana, a później zaczął szukać jakichś ubrań dla siebie.

Patriarcha wciąż był oszołomiony. Prawie nie był w stanie uwierzyć, co właśnie się wydarzyło.

To odepchnięcie było jak sen zamieniający się w koszmar, kubeł zimnej wody wylanej na głowę albo mocne uderzenie w twarz. W końcu odnalazł głos, więc ochryple zapytał:

Lan Zhan… Wytrzeźwiałeś?

Lan Wangji zdążył się już ubrać i siedział daleko, pocierając prawą dłonią czoło. Odwrócił się tyłem do towarzysza, patrząc na pozostawiony na podłodze bałagan. Po chwili w końcu wyszeptał:

Mn.

Choć Wei Wuxian nie wiedział, kiedy wytrzeźwiał, to reakcja Lan Wangjiego była dość oczywista – nie chciał kontynuować tego, co robili wcześniej i nie miał zamiaru słuchać, co patriarcha miał do powiedzenia.

Wei Wuxian w końcu zrozumiał, jak okrutne były jego czyny.

Tłumaczenie: Ashi

10 Comments

  1. Badacz Sweevil

    Dziękuję za nowy rozdział. :zachwyt:
    To chyba pierwszy raz jak jestem zadowolona, że przegapiłam ten rozdział przez kilka dni, będzie krótsze oczekiwanie na kolejny. :przestań:
    Jeszcze raz dziękuję za nowy rozdział i pracę nad nim. :ekscytacja: :zachwyt2:

    Pozostaje teraz tylko czekać na kolejne rozdziały. :AAAA: :NieNie:

    Odpowiedz
  2. Anonima

    Podobno czekanie wzmaga apetyt :)))… Ale rzeczywiście, te kilka dni oczekiwania dłużą się w nieskończoność. Dołączam się do licznych podziękowań za tłumaczenie. Świetna robota!!! :ekscytacja:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: