Mo Dao Zu Shi

Rozdział 94 – Pragnienie V12 min. lektury

Lan Wangji skwapliwie przyjął jego wyolbrzymione pochwały. Rozsunął rękawy Wei Wuxiana i wrzucił tam wszystkie ukradzione owoce, mówiąc:

Dla ciebie. Wszystkie dla ciebie.

Dziękuję – odparł Wei Wuxian, współpracując.

Jednak mężczyzna nagle puścił. Machnął rękawem, sprawiając, że wszystkie głożyny upadły i poturlały się po ziemi. Wei Wuxian natychmiast się schylił, by je podnieść, lecz było ich zbyt wiele.

Już nie – powiedział Lan Wangji.

Zabrał też Wei Wuxianowi kurę, niosąc po jednej w każdej ręce. Patriarcha pociągnął za końcówkę jego wstążki na czoło, przyciągając go z powrotem.

Sekundę temu wszystko było w porządku. Dlaczego znowu się złościsz?

Lan Wangji obrzucił go spojrzeniem.

Nie ciągnij.

Jego ton nie brzmiał na zadowolony. Można było nawet powiedzieć, że kryło się w nim ostrzeżenie. Wei Wuxian mimowolnie puścił. Lan Wangji chwycił obie skołowane kury jedną ręką, a drugą poprawił włosy i wstążkę.

W przeszłości mnie nigdy nie powstrzymywał, gdy bawiłem się jego wstążką. Czy dzisiaj naprawdę jest na mnie wściekły?

Czuł, że musi jakoś zaradzić tej sytuacji. Wskazał palcem na kury.

Zapomnij o głożynach. Daj mi to. Czy nie mówiłeś, że to prezent dla mnie?

Lan Wangji uważnie mu się przyjrzał oceniającym spojrzeniem.

Proszę. Naprawdę je chcę. Daj mi je – powiedział szczerze Wei Wuxian.

Słysząc to, Lan Wangji skierował wzrok w ziemię i dopiero po dłuższej chwili dał mu jedną z kur. Wei Wuxian przyjął ją bez oporów, wziął jedną z głożyn, wytarł owoc o szatę na piersi i odgryzł połowę, myśląc, że skoro Lan Wangji chce się pobawić, to powinien mu w tym pomóc.

Co chcesz teraz zrobić?

Ledwo powstrzymał się przed powiedzeniem: „czyj dom chcesz teraz zniszczyć?”.

Lan Wangji zmarszczył brwi i go poprawił:

My.

Dobra, dobra, dobra. My.

Mężczyzna przytaknął i oddał mu głożyny. Wei Wuxian wytarł kolejny owoc o swoje szaty, myśląc, że to byłoby naprawdę straszne, gdyby ktoś dowiedział się, że Hanguang-jun chce robić złe rzeczy razem z patriarchą Yiling w środku nocy.

Dotarli do muru. Lan Wangji rozejrzał się na prawo i lewo, upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu, po czym wyjął Bichen. Zamachnął się nim kilka razy, noc rozświetliły błękitne rozbłyski, a na murze pojawił się rząd wysokich znaków.

Wei Wuxian podszedł bliżej. W kamieniu wyryte zostało pięć słów – „Lan Wangji z Gusu tu był”.

– …

Zaniemówił z szoku, wciąż trzymając głożynę w ustach. Lan Wangji schował miecz, podziwiając swoje dzieło. Chwilę później się odwrócił, pytając:

I jak?

Hę? Co? I jak…? Świetne, jest świetne. Muszę przyznać, że jesteś lepszy ode mnie.

Była to prawda. Pomimo upojenia alkoholowego charakter pisma Hanguanga-jun był niezwykle staranny. Wei Wuxian musiał przyznać, że pod tym względem zawsze był gorszy od towarzysza. Lan Wangji przytaknął i podał mu Bichen.

– …?

Lan Wangji uparł się, próbując przekazać mu miecz, więc Wei Wuxian go przyjął. Natychmiast zrozumiał, o co chodzi, gdy zobaczył, ile pustego miejsca pozostało po „Lan Wangji z Gusu”.

Lan Wangji chciał, by też wpisał tam swoje imię!

Mężczyzna nie przestawał się na niego gapić. Wei Wuxian nie mógł tego już dłużej wytrzymać.

Dobra, dobra. Napiszę to!

Niechętnie w pustym miejscu dodał „Wei Wuxian z Yunmeng”. Teraz ich imiona widniały obok siebie na murze.

Lan Wangji z Gusu i Wei Wuxian z Yunmeng tu byli”.

Lan Wangji wyglądał na zadowolonego, w końcu zabierając z powrotem Bichen. Po chwili zastanowienia znowu go dobył, lecz tym razem nie by coś napisać, a namalować. Kilka rozbłysków miecza później na ścianie pojawił się portret dwóch całujących się postaci. Precyzyjność i obsceniczność tego dzieła wystarczyły, by Wei Wuxian uderzył się dłonią w czoło.

Kradzież, robienie bałaganu, pisanie i rysowanie nieodpowiednich rzeczy na murze… Teraz już był pewny.

Gdy byli w Przystani Lotosów Wei Wuxian opowiedział mu wiele zabawnych historyjek ze swojej młodości. Sekta GusuLan była bardzo restrykcyjna i kładła duży nacisk na dyscyplinę, więc Lan Wangji zapewne nie miał zbyt wielkiej frajdy jako dzieciak. Wziął sobie opowieści Wei Wuxiana do serca i teraz pod wpływem alkoholu odtwarzał je jedna po drugiej. Nawet malunki na murze były takie same, jak mu powiedział.

Choć zrozumiał, co tu się dzieje, to wciąż nie wiedział, jak ma zareagować. W końcu on te rzeczy robił, jak miał dwanaście lub trzynaście lat!

Obserwując, jak rysunek staje się coraz dziwniejszy, Wei Wuxianowi zrobiło się szkoda Bichena i muru.

Będę musiał jakoś zamazać nasze imiona. Nikt nie może się dowiedzieć, kto zrobił coś takiego. Nie, nie, szybciej będzie zburzyć cały mur.

Nagle rozległo się szczekanie.Wei Wuxian zareagował, jakby ktoś odpalił fajerwerki tuż obok jego uszu. Natychmiast krzyknął, nieświadomie wskakując na Lan Wangjiego.

Lan Zhan, pomocy!

W tym domu był pies!

Szczerze mówiąc, wrzask Wei Wuxiana był o wiele bardziej przerażający w ciszy nocy od szczekania psa. Prawie zszedł ze strachu, lecz mina jego towarzysza pozostała niezmieniona. Jedną dłonią podtrzymywał Wei Wuxiana, klepiąc go pocieszająco, a w drugiej trzymał miecz. Wskoczył na mur, spoglądając z góry na strzegącego dom psa, a jego zimna mina sprawiała wrażenie, jakby chciał stawić mu czoła. Wei Wuxian owinął się wokół niego jak ośmiornica, chowając twarz w jego szyi. Bał się choćby drgnąć.

Przestańcie się na siebie gapić! Chodź, idziemy! Zabierz mnie stąd, Lan Zhan! Aaaaaaaa! – ryknął, prawie zdzierając sobie gardło.

Pies na widok Lan Wangjiego od razu podkulił ogon, spojrzał na ziemię i zaskamlał, jakby bał się znowu szczeknąć. Hanguang-jun osiągnął absolutne zwycięstwo. Poklepał Wei Wuxiana jeszcze kilka razy, po czym zeskoczył z muru.

Szczekanie już więcej się nie rozległo, nawet gdy dość sporo się oddalili. Wei Wuxian w końcu dał radę oderwać się od ciała towarzysza. Jego oczy były przeszklone i trzęsły mu się nogi. Lan Wangji poklepał go po ramieniu, spoglądając na niego uważnie, tak jakby pytał, czy wszystko w porządku. Wei Wuxian wciąż nie do końca otrząsnął się z szoku.

Hanguang-jun, jesteś taki odważny! – pochwalił, gdy w końcu udało mu się złapać oddech.

Słysząc to, Lan Wangji zdawał się lekko uśmiechnąć, jednak ten gest natychmiast zniknął. Zamierając ze zdziwienia, Wei Wuxian pomyślał, że coś mu się przywidziało. Chwilę później westchnął, dotykając policzka i się uśmiechając.

Lan Zhan, teraz żałujesz, że nie udałeś się ze mną wtedy do Przystani Lotosów, prawda… Czekaj, gdzie idziesz?! Nie biegaj!

Po ogromnym wysiłku w końcu udało mu się zaciągnąć Lan Wangjiego z powrotem do gospody. Mina właścicielki była nie do opisania, gdy wręczyli jej dwie kury złapane w środku nocy. Wei Wuxian zaciągnął towarzysza na górę, zamknął drzwi i się odwrócił. Na zewnątrz było bardzo ciemno, więc dopiero w świetle lampy zauważył, że Lan Wangji był cały w piórach, liściach i kurzu z muru – miał je na ubraniach, twarzy i nawet we włosach. Naprawdę nie wyglądał jak on.

Wei Wuxian strzepał z niego wszystko, śmiejąc się głośno.

Jesteś taki brudny!

Umyj mi twarz – zażądał Lan Wangji, za co został pociągnięty za wstążkę na czoło.

Nawet nauczyłeś się dawać mi rozkazy!

Gdy Wei Wuxian umył mu twarz po raz pierwszy, Lan Wangji zdawał się bardzo to lubić, więc nic dziwnego, że tym razem sam o to poprosił. Patriarcha i tak planował to zrobić, jednak biorąc pod uwagę jego stan, samo umycie twarzy raczej na nic by się nie zdało.

Może zamiast tego pomogę ci się wykąpać? – zapytał.

Słysząc to, Lan Wangji lekko rozszerzył oczy. Wei Wuxian uważnie przyjrzał się jego minie.

Chcesz tego?

Mężczyzna natychmiast przytaknął.

W gospodzie pracowały same kobiety. Oczywiście Wei Wuxian nie mógłby poprosić je o wykonanie tak ciężkiej pracy. Przypomniał Lan Wangjiemu, by grzecznie siedział w pokoju, a samemu poszedł na dół zagotować wodę. Wnosił po jednym wiadrze, aż w końcu balia została napełniona. Sprawdził dłonią temperaturę i odwrócił się, by powiedzieć towarzyszowi, żeby się rozebrał, jednak ten już był nagi.

Widzieli się już nago w zimnym źródle Zacisza Obłoków, lecz wtedy byli młodzieńcami bez żadnych kudłatych myśli. Gdy wpadł wtedy na Lan Wangjiego wciąż był niewinny i w obu sytuacjach ponad połowa ciała mężczyzny ukryta była pod wodą. Stojąc teraz przed obnażonym Hanguangiem-jun… Chyba nie trzeba było mówić, że Wei Wuxian doznał mocnego szoku. Nie wiedział, czy powinien posłuchać się swojego serca i napatrzeć do woli, czy czymś go zakryć i udawać porządnego człowieka. Dreszcz przebiegł mu po plecach. Zaczął się cofać, a Lan Wangji poszedł za nim. W końcu został zagoniony w kąt i nie mógł się ukryć, musząc odważnie stawić czoła zbliżającemu się bez wyrazu towarzyszowi. Wyraźnie zaznaczona grdyka, alabastrowa skóra i gładkie mięśnie pojawiły się przed jego oczami tak wyraźnie, że nie śmiał spoglądać na nie wprost, więc odwrócił lekko wzrok. Podświadomie przełknął ślinę, czując się trochę spragnionym.

Wei Wuxian był zrozpaczony. Zacisnął zęby, udając, że wszystko jest w porządku.

Nalałem ci wodę. Sam musisz zająć się resztą. – Planował się odsunąć, gdy tylko skończy mówić, lecz Lan Wangji nagle rozerwał jego pas na pół.

Mina mężczyzny wciąż była poważna, lecz gesty niezwykle gwałtowne. Wei Wuxian nie spodziewał się, że ten zrobi coś takiego. Odskoczył z szoku, szybko poprawiając szatę.

Przestań, przestań! Ja nie będę się kąpał, nie będę! Idź sam.

Lan Wangji zmarszczył brwi.

Wykąp się pierwszy – kontynuował Wei Wuxian. – Wolę, uch, większe balie. W tej ciężko będzie się zmieścić we dwoje.

Mężczyzna spojrzał się obojętnie na drewnianą kadź. Uspokoił się, gdy na własne oczy potwierdził, że rzeczywiście była trochę za mała. Powoli wszedł do środka, zanurzając się w gorącej wodzie. Wei Wuxian odetchnął z ulgą.

Nie spiesz się. Poczekam na zewnątrz. – Planował uciec, by trochę ochłonąć na świeżym powietrzu, lecz nagle usłyszał głośny chlupot. – Dlaczego już wyszedłeś?!

Mina Lan Wangjiego była chłodna.

Już się nie będę kąpał.

Dlaczego nie? Będziesz brudny, jeśli się nie wykąpiesz.

Mężczyzna wyglądał, jakby był w złym humorze. Nic nie odpowiedział, wracając do parawanu, by z powrotem nałożyć dopiero co zdjęte ubrania. Wei Wuxian natychmiast się cofnął, mając pomysł, o co może mu chodzić.

Chcesz, żebym pomógł ci się wykąpać?

Lan Wangji spojrzał w dół. Ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył.

Patrząc na niego, Wei Wuxian poczuł ciepło w sercu, ale jednocześnie uznał to za zabawne. Jego towarzysz był taki już od dziecka. Nic nie mówił, kiedy coś chciał, lecz robił wszystko, co mógł, by to osiągnąć.

Pociągnął Lan Wangjiego z powrotem do balii.

Dobra, pomogę ci. Chodź tutaj.

Moja strata. No ale okej, wyszoruję go parę razy. Nic innego nie zrobię.

Lan Wangji w końcu się ugiął, znowu zanurzając się w wodzie. Patriarcha zakasał rękawy i podszedł bliżej.

Skóra mężczyzny była wręcz porcelanowa. Jego długie włosy błyszczały w półmroku, unosząc się na powierzchni wody. Przez sekundę poprzez mgłę wyglądał jak Nieśmiertelny stworzony z lodu, zanurzony w jednym z niebiańskich źródeł. Wei Wuxian uznał, że to ogromna szkoda. Gdyby tylko mógł znaleźć kilka płatków kwiatów i oprószyć nimi wodę, to ta scena byłaby o wiele piękniejsza.

Chwycił drewnianą łyżkę zawieszoną na brzegu. Nabrał nią wody i ostrożnie zwilżył głowę Lan Wangjiego. Mężczyzna patrzył na niego bez mrugnięcia, więc Wei Wuxian się zmartwił, że trochę kapnie mu do oczu i wywoła dyskomfort.

Zamknij oczy.

Tłumaczenie: Ashi

14 Comments

  1. lograk

    … chyba niektórzy nie mogą doczekać się jakiś akcji… nie, żebym ja też nie była zainteresowana… ;) podziekowania za kolejny odcinek.

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: