Mo Dao Zu Shi

Rozdział 92 – Pragnienie III11 min. lektury

Wei Wuxian westchnął w duszy.

Nie obchodzi mnie dalsze dochodzenie i takie tam… Bardziej się martwię, czy można się zarazić obcinaniem rękawów poprzez przejęcie ciała!

Gdy to pomyślał, nagle dopadło go zmęczenie z kilku ostatnich dni. Potarł się po skroniach.

Powinieneś odpocząć – powiedział Lan Wangji.

Okej – odpowiadając, szybko usiadł na łóżku, zdjął buty i się położył. – Hanguang-jun, ty też powinieneś…

W tej chwili odkrył dość niezręczny problem. W pokoju było tylko jedno łóżko. Lan Wangji musiałby położyć się obok niego, gdyby chciał odpocząć. Choć przez ostatnie miesiące często sypiali w jednym łóżku, to ich relacje stały się dość delikatne po słowach Jiang Chenga w sali przodków sekty YunmengJiang. Bardzo długo zastanawiał się, ile pokoi muszą wynająć, nie wspominając o spaniu razem!

Nie ma takiej potrzeby.

Wei Wuxian podparł się ramieniem, by lepiej widzieć towarzysza.

Jak to możliwe? Przecież ty także… – Ledwo co to powiedział, gdy zaczął żałować. Co jeśli teraz Lan Wangji pomyśli, że to zbyt wiele i pójdzie do innego pokoju? Czy wtedy nie będzie jeszcze bardziej niezręcznie?

Nic mi nie jest. Możesz odpocząć.

Wei Wuxian dotknął policzka.

Och. No to chwilę poleżę. Obudź mnie o trzeciej.

Widząc, że Lan Wangji zamknął już oczy i zaczął medytować, wciąż siedząc przy stole, Wei Wuxian w końcu znowu się położył.

Oparł głowę na ramionach i przez jakiś czas gapił się w sufit, aż w końcu odwrócił się plecami do towarzysza. Nawet po dłuższej chwili nie udało mu się zmrużyć oczu. Zaczęło go to denerwować.

Gdy udawał szaleńca, to powiedział, że może zasnąć tylko u boku Lan Wangjiego. Oczywiście było to bzdurą, lecz od jakiegoś czasu bzdura zamieniła się w rzeczywistość.

Co powinienem teraz zrobić? Nie mówcie, że naprawdę nie usnę w łóżku, w którym nie ma Lan Zhana?

Po długiej chwili zmagań w końcu udało mu się zapaść w sen.

Nie wiedział, ile czasu tak spędził, lecz gdy się obudził, to za oknem widać było tylko mrok. Wyglądało, jakby było już po piątej.

Wei Wuxian natychmiast usiadł. Usłyszał za sobą dźwięk, więc się odwrócił, zauważając, że Lan Wangji właśnie zamknął książkę.

Lan Zhan, dlaczego mnie nie obudziłeś? Mówiłem, że wstanę o trzeciej.

Niech twoje ciało i umysł w pełni się zregenerują. Nie spiesz się.

Przespał prawie pół dnia. W tym czasie Lan Wangji prawdopodobnie zszedł na dół po książkę. Było mu trochę przykro, więc szybko zeskoczył z łóżka.

Przepraszam. Spałem zbyt mocno. Powinieneś się trochę położyć.

Nie ma takiej potrzeby.

W tej chwili ktoś zapukał do drzwi. Z zewnątrz rozległ się głos właścicielki:

Drodzy panowie, przyniosłam obiad.

Wei Wuxian w końcu się zorientował, że była już siódma. Lan Wangji otworzył drzwi. Na tacy oprócz jedzenia znajdował się słój z winem i dwie niewielkie czarki.

Hm, wygląda na to, że spaliście aż do tej pory? – powiedziała kobieta, wchodząc do środka. Patriarcha zaśmiał się niezręcznie, dręczony przez jeszcze większe poczucie winy. Właścicielka położyła tacę na stole, pytając: – Drodzy panowie, skąd jesteście? Podróżowanie bywa naprawdę męczące. Przed wyruszeniem w dalszą drogę powinniście dobrze wypocząć.

Jesteśmy z Gusu – odparł bez zastanowienia Wei Wuxian.

Naprawdę? No to nic dziwnego! Tak właśnie myślałam, że tacy przystojni panowie muszą pochodzić z tamtego regionu.

Lan Wangji zachowywał się, jakby nic nie usłyszał. Wei Wuxian się zaśmiał.

Nawet się do niego nie umywam. Jest o wiele bardziej przystojny ode mnie.

Właścicielka była naprawdę wygadana. Uśmiechnęła się szeroko.

Ten pan jest przystojny, a ty uroczy. To różne rzeczy, ale obaj jesteście śliczni! A właśnie. – Wyglądało na to, że coś sobie przypomniała. – Jeśli przyjechaliście tutaj w odwiedziny, to polecam zobaczyć naszą świątynię Guanyin.

Wei Wuxian właśnie miał ją o to zapytać, gdy sama wspomniała o świątyni.

Byliśmy tam rano. Normalnie nie budują świątyń w środku miasta.

Tak, też byłam na początku zaskoczona.

Kiedy pani przeprowadziła się do miasta Yunping?

Jakieś osiem lat temu.

I już wtedy stała ta świątynia? Czy wie pani, dlaczego ją tutaj wybudowano?

Niestety nie wiem. Jednak jest dość popularna. Zawsze chodzimy się tam modlić o ochronę Guanyin, kiedy są jakieś problemy z duchami. Czasami nawet odwiedzam ją, by po prostu zapalić kilka kadzideł.

To dlaczego nie poprosicie o pomoc sekty opiekującej się tym regionem? – zapytał Wei Wuxian, po czym natychmiast sobie przypomniał, że tą sektą było YunmengJiang.

Poprosić ich? Nie śmielibyśmy. – Kobieta się skrzywiła.

Och? Dlaczego?

Drodzy panowie, nie jesteście stąd, więc możecie tego nie wiedzieć. Sekta Jiang jest odpowiedzialna za cały region Yunmeng. Jej lider ma okropny temperament, to dość przerażające, a przynajmniej tak powiedzieli jego podwładni. To dość duży teren jak dla jednej sekty. Codziennie dochodzi do setek przypadków małych duchów czy innych istot płatających ludziom figle. Gdyby każda taka sprawa musiała zostać załatwiona od razu, to skąd mieliby na to siły? Jeśli nikogo nie zabiją, to nie są złośliwymi duchami i mamy rozkaz nie kłopotać ich takimi drobnostkami – narzekała. – Co to ma znaczyć? Czy nie będzie za późno, jeśli poczekamy, aż ktoś zginie?!

Prawdę mówiąc, była to niepisana zasada, według której funkcjonowały wszystkie sekty. Chociaż chwalono „bycie tam, gdzie chaos”, to jedynie siedzący u jego boku Lan Wangji żył wedle tej reguły.

A do tego Przystań Lotosów jest takim strasznym miejscem – kontynuowała kobieta. – Kto śmiałby się tam zapuścić?

Wei Wuxian ze zdziwieniem odwrócił spojrzenie od spokojnej twarzy Lan Wangjiego.

Przystań Lotosów jest straszna? Jak to możliwe? Była tam pani?

Nie, nie byłam, ale znam kogoś, kto się tam udał, bo jego dom był nawiedzony. Miał pecha. Ten lider sekty Jiang trzaskał świecącym biczem na prawo i lewo na polu treningowym. Krew i flaki jego ofiary wzbijały się tak wysoko, jak jego krzyki. Służący poinformował mojego przyjaciela, że lider sekty znowu pojmał złą osobę i jest w złym nastroju, więc nie powinno się go teraz denerwować. Tak go to przestraszyło, że upuścił przyniesione dary i uciekł, nie śmiejąc wrócić.

Wei Wuxian już dawno temu słyszał, że Jiang Cheng szukał demonicznych kultywatorów, którzy wydawali się przejąć cudze ciała i zabierał ich do Przystani Lotosów na tortury. Znajomy tej kobiety prawdopodobnie natrafił na niego, gdy odreagowywał jakąś nerwową sytuację. Łatwo było sobie wyobrazić pełną złości, ohydną minę Jiang Chenga, więc nic dziwnego, że normalny człowiek uciekłby w popłochu.

No i słyszałam też o innej osobie, która została tak wystraszona.

Wystraszona czym? – zapytał Wei Wuxian. Chyba torturujący kogoś Jiang Cheng nie był znowu winny? Jak często łapał ludzi i ich biczował?

Nie, miał po prostu pecha. Nazywał się Wen, a jak wiadomo, takie samo nazwisko nosił największy wróg lidera sekty Jiang. Nienawidzi każdego, kto się tak nazywa. Gdy tylko kogoś takiego zobaczy, to ze złości zaciska szczękę i chce go oskórować. Jak mógłby spojrzeć przyjaźnie na…

Wei Wuxian spojrzał w dół, marszcząc brwi. Nic już nie powiedział, lecz na szczęście nie musiał. Właścicielka mówiła jeszcze przez chwilę, lecz najwyraźniej zaspokoiło to jej potrzebę socjalizacji, bo w końcu powiedziała:

Ja tu paplam, a panowie na pewno są głodni, prawda? Pójdę już i nie będę przeszkadzała. Proszę mi powiedzieć, jeśli panowie czegoś będą potrzebowali.

Wei Wuxian jej podziękował, po czym się rozejrzał.

Wygląda na to, że poszukiwane przez nas informacje mają ponad osiem lat. Jutro popytamy lokalnych mieszkańców, którzy dobrze znają to miejsce.

Lan Wangji przytaknął.

Jednak pewnie i tak nic się nie dowiemy – kontynuował Wei Wuxian. – Osiem lat to szmat czasu. Wystarczająco, by zapomnieć wiele rzeczy.

Już miał nalać wina, gdy zmarł na ułamek sekundy, w duchu się ostrzegając.

Jeśli nie wypije, to odpuszczę. Jeśli wypije, to zapytam tylko o kilka rzeczy. Nie zrobię nic więcej. Muszę się dowiedzieć, co takiego myśli. Później i tak nie będzie tego pamiętał… W niczym to nie zawadzi.

Dopiero po tej obietnicy nalał wina do czarki i jakby nigdy nic podsunął ją Lan Wangjiemu. Był przygotowany na odmowę, lecz najwyraźniej jego towarzysz był zamyślony, bo nawet nie spojrzał przed wypiciem wszystkiego do dna.

Wei Wuxian przystawił własną czarkę do ust, uważnie obserwując, co się działo. Po maleńkim łyku natychmiast się zakrztusił, kaszląc dłuższą chwilę.

Właścicielka tego przybytku jest naprawdę szczerą osobą. Poprosiłem o silny alkohol i naprawdę taki dostałem!

Oczywiście był w stanie wyżłopać dziesięć razy mocniejsze wino. Tym razem zakrztusił się wyłącznie przez zamyślenie. Wytarł ubrania i gdy podniósł wzrok, to tak jak oczekiwał Lan Wangji był już w swoim świecie.

Tym razem usnął prosto siedząc na swoim miejscu. Oprócz zamkniętych oczu i lekko opuszczonego podbródka jego pozycja niczym się nie różniła od normalnej. Wei Wuxian machnął mu kilka razy przed twarzą i poczuł ulgę, gdy nie było żadnej reakcji. Wyciągnął dłoń, delikatnie unosząc twarz mężczyzny i wyszeptał:

Przez ostatnie dni się powstrzymywałem, ale w końcu jesteś w moich rękach, Hanguang-jun.

Śpiący Lan Wangji posłusznie podniósł podbródek. Gdy jego oczy były otwarte, to wyraz twarzy mężczyzny był obojętny, poważny i odległy przez jasne tęczówki i zimne spojrzenie. Jednak z zamkniętymi oczami jego rysy zdawały się miększe, jak posąg przystojnego młodzieńca. Ten spokój działał niezwykle przyciągająco. Im dłużej Wei Wuxian patrzył, tym bardziej był oczarowany. Wciąż trzymając jego podbródek, nie mógł się powstrzymać przed przysunięciem bliżej, aż ich twarze były tuż przy sobie. Gdy otoczył go chłodny zapach drzewa sandałowego, to nagle przypomniał sobie, gdzie się znajdował. Przeklął pod nosem i szybko się odsunął. Głowa Lan Wangjiego znowu opadła.

Serce Wei Wuxiana biło prawie jak szalone. By się uspokoić, przeturlał się kilka razy po podłodze, po czym skoczył na nogi. Wmawiając sobie, że musi zachować spokój, powoli wrócił na swoje miejsce przed Lan Wangjim. Przez chwilę siedział grzecznie, czekając na przebudzenie towarzysza, lecz nie mógł się powstrzymać, tym razem dźgając go lekko palcem w policzek. Po kilku takich szturchnięciach zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział, jak się uśmiecha, więc uniósł kąciki ust Lan Wangjiego, chcąc to zobaczyć. Nagle poczuł delikatny ból w palcu.

Najwyraźniej Lan Wangji już się obudził i teraz chłodno na niego patrzył. A jego zęby zaciskały się na jednym z palców Wei Wuxiana.

Tłumaczenie: Ashi

7 Comments

  1. lograk

    … i znowu kolejny rozdział… ależ ten nasz Wei jest psotnikiem, oczywiście przesłodkim i te psoty są tylko dla Lan Wangjiego… ;) podziękowania jak zwykle najcieplejsze,

    Odpowiedz
  2. Shaudi

    :AAAA: Czemu to takie krótkie?!
    Jak ja ci dziękuję dobra pani za aktualizację, ale dlaczego?! Ledwo zaczęłam czytać, a to już się skończyło! :płaku: jeśli znowu będzie tygodniowa przerwa chyba nerwowo się załamię :płaku:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: