Mo Dao Zu Shi

Rozdział 90 – Pragnienie I8 min. lektury

Wen Ning natychmiast zamilkł i dało się słyszeć tylko chlupot wody. Wei Wuxian otworzył oczy, czując okropny ból głowy.

Zauważył, że opiera się o Lan Wangjiego i nie są już w Przystani Lotosów. Przez chwilę nie był pewny, co takiego się wydarzyło, lecz gdy na śnieżnobiałym rękawie towarzysza zobaczył plamki krwi przypominające kwiaty śliwy spoczywające na śniegu, to od razu sobie wszystko przypomniał. Jego twarz natychmiast się skrzywiła i nagle usiadł prosto. Lan Wangji chciał mu pomóc, lecz dzwonienie w uszach Wei Wuxiana jeszcze nie ustało, a w piersi poczuł ucisk. Było mu niezwykle niekomfortowo i martwił się, że znowu ubrudzi krwią kochającego czystość Lan Wangjiego. Machnął dłonią i odwrócił się w bok, starając się powstrzymać kaszel i wspierając na barierce. Jego towarzysz wiedział, że nie czuje się najlepiej, więc o nic nie pytał. Oparł rękę na jego plecach, przesyłając ciepły impuls energii duchowej.

Gdy z jego ust zniknął posmak krwi, Wei Wuxian w końcu się odwrócił, pozwalając Lan Wangjiemu zabrać dłoń. Po chwili ciszy spróbował zapytać:

Hanguang-jun, jak stamtąd uciekliśmy?

Wen Ning natychmiast stał się nerwowy i przestał wiosłować. Jednak tak jak można było się spodziewać, Lan Wangji dotrzymał obietnicy i nic nie powiedział, ale również nie skłamał i nie robił żadnych wymówek. Jego słowa były proste:

Walczyliśmy.

Wei Wuxian jedną dłonią pomasował klatkę piersiową, jakby próbował rozetrzeć dziwne uczucie narastające w jego sercu. Chwilę później wypalił:

Wiedziałem, że Jiang Cheng tak łatwo nam nie odpuści. Ten gnój… Jak on śmiał?!

Lan Wangji zmarszczył brwi, a ton jego głosu nabrał głębi.

Nie wspominaj go.

Słysząc, jaki jest niezadowolony, Wei Wuxian zamarł z zaskoczenia.

Okej, nie będę – odparł natychmiast. Po chwili kontynuował: – Umm, Hanguang-jun, nie przejmuj się tym, co mówił, dobrze?

O które zdanie ci chodzi?

Powieka Wei Wuxiana zadrgała.

O każde. Ten bachor był taki od małego. Jak jest zły, to plecie wszystko, co mu ślina na język przyniesie, nawet jeśli to naprawdę złe. Zapomina o jakichkolwiek manierach i dyscyplinie. O ile zdenerwuje to jego rozmówcę, to powie nawet najgorsze możliwe rzeczy. Po tych wszystkich latach ani trochę się nie zmienił. Proszę, nie bierz sobie tego do serca.

Mówiąc to, uważnie przyglądał się minie Lan Wangjiego. Powoli jego serce zamarło. Wei Wuxian pierwotnie myślał – a raczej miał nadzieję – że starszy mężczyzna nie weźmie tego do siebie, lecz niespodziewanie nie wyglądał najlepiej. Nawet nie odpowiedział swoim „mnn”.

Wyglądało na to, że Lan Wangji był jeszcze bardziej urażony słowami Jiang Chenga, niż przypuszczał. Może po prostu nie lubił charakteru lidera sekty Jiang albo… Nie cierpiał, jak mówiono o nim, że jest bezwstydnikiem, brak mu uczciwości i nie jest mile widziany. W końcu sekta GusuLan znana była ze swojego motta „bądź sprawiedliwym”. Hanguang-jun zapewne także nigdy nie był nawet powiązany z takimi słowami.

Chociaż w ciągu ostatnich kilku dni miał wrażenie, że Lan Wangji prawdopodobnie miał o nim lepsze zdanie i postrzegał go inaczej niż pozostałych ludzi, nigdy nie odważył się zgadnąć, jak bardzo „lepiej” czy „inaczej” to było. Wei Wuxian nigdy nie uważał bycia pewnym siebie za coś złego, właściwie to nawet był z tego dumny. Często plotkowano o rzekomych miłosnych przygodach patriarchy Yiling, lecz w rzeczywistości nigdy wcześniej nie doświadczył tak szaleńczych uczuć. Uważał, że łatwo było zrozumieć Lan Wangjiego, lecz to się zmieniło. Obawiał się, że rozważania na temat ich relacji opierały się wyłącznie na pobożnych życzeniach, gdyż był zbyt pewny siebie dla własnego dobra.

Lan Wangji milczał. Wei Wuxian miał ochotę obrócić to wszystko w żart – w końcu w żartach był najlepszy – lecz martwił się, że wymuszony śmiech doprowadzi do jeszcze bardziej niezręcznej sytuacji. Po chwili wahania w końcu zapytał:

Gdzie płyniemy?

Ta zmiana tematu była bardzo nienaturalna, ale Lan Wangji bez oporu na nią przystał.

A gdzie chcesz popłynąć?

Wei Wuxian zmierzwił włosy.

Nie znamy jeszcze sytuacji Zewu-jun. Nie wiemy też, co planują pozostałe sekty. Może najpierw udamy się do Lanling… – Nagle coś sobie przypominał. – Nie. Jeszcze nie Lanling. Płyniemy do Yunping.

Do Yunping?

Tak, do Yunping w Yunmeng. Mówiłem ci, prawda? Jak byliśmy w Wieży Karpia, to w sekretnej komnacie znalazłem kilka moich rękopisów, a obok nich leżał akt własności jakiegoś miejsca w Yunping. Sekta LanlingJin ma pieniądze i wpływy. Myślę, że Jin Guangyao nie ukrywałby tego aktu bez wyraźnego powodu. Może czegoś się tam dowiemy.

Lan Wangji przytaknął. W tej chwili odezwał się Wen Ning:

Paniczu, czy Yunping jest w tę stronę?

Co?!

Razem z Lan Wangjim byli odwróceni plecami do tyłu łodzi, przez co nie widział wcześniej Wen Ninga. Dreszcze przeszły po jego plecach, gdy usłyszał, jak ktoś się za nim odzywa. Natychmiast się obrócił, po czym zszokowany zapytał:

Co tutaj robisz?!

Ja? Od początku tutaj jestem – odparł Wen Ning, spoglądając na niego bez wyrazu.

To dlaczego nic nie powiedziałeś?

Widziałem, że rozmawiasz z Hanguangiem-jun, więc nie…

No to trzeba było wydać z siebie jakiś dźwięk!

Paniczu, cały czas wiosłuję, co robi hałas – zaprotestował Wen Ning, unosząc trzymane wiosło. – Nie słyszałeś?

Wei Wuxian machnął dłonią.

Nie zauważyłem. Dobra, wystarczy, przestań wiosłować. Prąd rzeki jest szybszy w nocy, więc nie ma takiej potrzeby.

Wychował się w Yunmeng, taplając się w tutejszych wodach od małego, więc był z nimi zaznajomiony. Wen Ning posłuchał się, odkładając wiosła. Targany wątpliwościami usiadł na końcu łodzi, prawie dwa metry od nich. Do Yunmeng dotarli o trzeciej nad ranem. Wiele się wydarzyło od tamtej pory i już zaczynało świtać. Zza głębokiego granatu nieba powoli wyłaniało się światło, a po obu stronach rzeki zaczęły być widoczne szczyty górskie.

Jestem głodny – oznajmił nagle Wei Wuxian, rozglądając się na boki.

Lan Wangji spojrzał na niego. Oczywiście patriarcha w ogóle nie był głodny, gdyż dopiero co zjadł trzy placki u kupca handlującego przy bramach Przystani Lotosów. Jednak Lan Wangji pokusił się tylko na jeden i to była jedyna rzecz, którą zjadł przez ostatnie dwa dni, co ciążyło na myślach Wei Wuxiana. Wokół nie było widać ani śladu ludzkiej ingerencji. Możliwe, że będą musieli pokonać kawał drogi, by dopłynąć do najbliższej wioski, aby w niej odpocząć i zjeść.

Cumujemy? – zapytał chwilę później Lan Wangji.

Niewiele osób mieszka w okolicy, ale wiem, gdzie możemy się udać.

Wen Ning natychmiast chwycił wiosła i skierował łódź we wskazanym kierunku. Wkrótce dopłynęli do rozgałęzienia rzeki, dryfując w stronę jeziora lotosów.

Wokół nich na tafli rozpościerały się liście lotosu o różnej wielkości, wyglądając jak wielki koc. Wąska łódź przepłynęła przez zbite łodygi, zatrzymując się na samym środku. Z góry zapewne wyglądało to, jakby lotosy machały za mijającym je statkiem. Przemierzanie tej zieleni, odsunięcie ogromnego liścia, by znaleźć dojrzałe nasienniki jeden po drugim – to wszystko przypominało poszukiwania skarbu. Uśmiechnięty Wei Wuxian już miał się za to zabrać, gdy Lan Wangji nagle zawołał:

Wei Ying.

Co się stało?

Czy to jezioro ma właściciela?

Oczywiście, że nie. – Mina Wei Wuxiana była kompletnie szczera.

Oczywiście, że miało. Odkąd skończył jedenaście lat, często kradł nasienniki lotosów i słodkie ponikła z jezior Yunmeng. Już dawno zrezygnował z tego hobby, jednak teraz potrzebowali się najeść, by kontynuować dochodzenie, więc musiał ponownie sięgnąć po stare sztuczki.

Słyszałem, że wszystkie jeziora w Yunmeng mają właścicieli – odparł chłodno Lan Wangji.

Hahaha, naprawdę? Szkoda. Słyszałeś o wielu rzeczach, prawda? Nawet ja o tym nie wiedziałem. No to wracajmy.

Został nakryty na gorącym uczynku i nie był na tyle bezwstydny, by zmuszać Lan Wangjiego do takich głupot. Hanguang-jun kradnący lotosy z czyjegoś jeziora naprawdę brzmiał nieprawdopodobnie. Już miał w zawstydzeniu chwycić za wiosła, gdy Lan Wangji wyciągnął rękę i zerwał jeden z nasienników, podając go Wei Wuxianowi.

Następnego razu nie będzie.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

10 Comments

  1. Ksiadzgei_

    Nie wiem od jakichś 3 rozdziałów czytam I mam taki dyskomfort czytajac stresuje się nwm ro chyba przez te sytyacje w której teraz się znajdują postaci :’D

    Odpowiedz
  2. Anonim

    Uwielbiam twoje tłumaczenie i dziękuję za wrzucanie na dysk Google dzięki temu mogę ją mieć na stałe… Powodzenia jesteś najlepsza i ci co ci pomagają też pozdrowienia dla całej ekipy 🥰😘❤️kocham was ❤️❤️

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: