Mo Dao Zu Shi

Rozdział 89 – Lojalność XI11 min. lektury

Co ty za bzdury wygadujesz?! – krzyknął po długiej chwili ciszy Jiang Cheng.

To nie są bzdury. – Wen Ning wyglądał na opanowanego.

Zamknij się! Mój rdzeń został… Mój rdzeń…

Został naprawiony przez Baoshan Sanren.

Skąd wiesz? Nawet o tym ci powiedział?

Nie. Panicz Wei nikomu nigdy o tym nie wspominał. Widziałem to na własne oczy.

Oczy Jiang Chenga były przekrwione, gdy się zaśmiał.

Kłamiesz! Byłeś tam? Niby jak to możliwe?! Tylko ja wspiąłem się na tę górę. Nie mogłeś za mną pójść!

Nie poszedłem za tobą. Od początku byłem na szczycie.

Jiang Chengowi wyskoczyły żyły na czole.

Kłamca!

Po prostu wysłuchaj i oceń, czy kłamię! Miałeś oczy zakryte kawałkiem czarnego materiału, a w dłoni trzymałeś długą gałąź. W drodze na szczyt napotkałeś kamienny las, lecz przejście przez niego zajęło ci ponad godzinę. – Mięśnie na twarzy Jiang Chenga drgnęły, lecz Wen Ning kontynuował: – Potem usłyszałeś dźwięk dzwonka, który przestraszył stado ptaków. Zacisnąłeś dłoń wokół gałęzi, unosząc ją jak miecz. Gdy dzwonienie ustało, prawdziwe ostrze zostało przyciśnięte do środka twojej piersi. Rozległ się głos kobiety, która rozkazała ci się zatrzymać.

Ciało lidera sekty Jiang zaczęło lekko się trząść. Wen Ning podniósł głos.

Natychmiast zamarłeś, wyglądając na bardzo zdenerwowanego i trochę podekscytowanego. Głos kobiety był cichy. Zapytała, kim jesteś i jak znalazłeś to miejsce. Odpowiedziałeś…

Zamknij się! – ryknął Jiang Cheng.

Odpowiedziałeś, że jesteś Wei Ying, syn Cangse Sanren! – przekrzyknął go Wen Ning. – Opowiedziałeś o zniszczeniu twojej sekty, chaosie w Przystani Lotosów i o zniszczeniu złotego rdzenia przez Wen Zhuliu. Kobieta wielokrotnie pytała cię o rodziców, a gdy odpowiedziałeś na ostatnie, to nagle poczułeś przyjemny zapach, po czym straciłeś przytomność…

Jiang Cheng wyglądał, jakby miał zaraz zakryć uszy dłońmi.

Dlaczego to wiesz? Skąd o tym wiesz?!

Przecież już ci powiedziałem. Byłem tam, ale nie tylko ja, bo panicz Wei i moja siostra Wen Qing także nam towarzyszyli. Innymi słowy, na szczycie tylko my na ciebie czekaliśmy. Liderze sekty Jiang, czy naprawdę myślałeś, że to samotnia jakiejś… jakiejś Baoshan Sanren? Nawet panicz Wei nie wiedział, gdzie znaleźć jej dom. Jego matka nigdy nic nie zdradziła tak młodemu dziecku na temat swojej nauczycielki! Ta góra była tylko jednym z opuszczonych szczytów Yiling!

Bzdura! Wystarczy! No to jak naprawiono mój rdzeń?! – powtarzał zachrypniętym głosem Jiang Cheng, próbując za pomocą skrzywionej miny ukryć fakt, że zabrakło mu słów.

Nigdy go nie naprawiono. Wen Zhuliu całkiem go stopił! Po prostu myślałeś, że został naprawiony, bo moja siostra, najlepsza medyczka sekty QishanWen, wycięła rdzeń panicza Wei i włożyła go tobie!

Jiang Cheng całkiem pobladł.

Włożyła go mnie?

Dokładnie! Jak myślisz, dlaczego już nigdy nie używał Suibiana i nawet go ze sobą nie nosił? Z powodu młodzieńczej arogancji? A może podobało mu się, jak inni zarzucali mu brak manier i dyscypliny? Byłby bezużyteczny, nawet gdyby go ze sobą nosił! Dobrze wiesz, że gdyby zabierał miecz na bankiety i nocne łowy, to z pewnością ktoś próbowałby wyzwać go na pojedynek. Bez złotego rdzenia nie miał ani odrobiny energii duchowej. Używając miecza, długo by nie wytrzymał…

Jiang Cheng stał w bezruchu. Jego oczy błyszczały, a usta drżały. Nawet zapomniał użyć Zidianu, gdy rzucił Suibian na ziemię i uderzył mocno dłonią w pierś Wen Ninga, krzycząc:

Kłamca!

Upiorny Generał cofnął się kilka kroków przez siłę zadanego ciosu. Podniósł Suibian, włożył go z powrotem do pochwy i znowu wcisnął Jiang Chengowi.

Weź go!

Mężczyzna nie mógł się powstrzymać przed wzięciem miecza. Nie ruszał się, wyglądając, jakby nie wiedział, co ma zrobić i zamiast tego spojrzał na Wei Wuxiana. Gdy wcześniej na niego nie patrzył, to było w porządku, jednak teraz widok osłabionego patriarchy – bladego z krwią widoczną w kącikach ust – ugodził w jego serce jak młot. Wzrok Lan Wangjiego był mroźny, tak jakby zamienił się w lodowiec.

Weź ten miecz i idź do sali bankietowej czy na pole treningowe, prosząc każdą napotkaną osobę, by spróbowała wyjąć go z pochwy. Zobacz, czy komukolwiek się to powiedzie! Wtedy się dowiesz, czy kłamię. Liderze sekty Jiang, zawsze porównywałeś się do innych, lecz musisz wiedzieć, że nigdy nie byłbyś w stanie mu dorównać!

Jiang Cheng kopnął Wen Ninga, po czym chwiejnym krokiem udał się w stronę sali bankietowej z Suibianem w dłoni. Wrzasnął głośno, biegnąc jak szaleniec.

Wen Ning wpadł na jedno z drzew. Wstał powoli, zwracając się w stronę towarzyszy. Nieskazitelna twarz Lan Wangjego była w tej chwili bardziej niż blada, wręcz zdawała się pokryta szronem. Spojrzał po raz ostatni na salę przodków sekty YunmengJiang, po czym wziął Wei Wuxiana w ramiona i zaczął iść w przeciwną stronę, ani razu nie oglądając się za siebie.

Pa-paniczu Lan, gdzie idziesz?

Mężczyzna zatrzymał się tuż przed schodami.

Przed chwilą poprosił, bym go stąd zabrał.

Wen Ning ruszył za nim, wychodząc poza teren sekty Jiang. Większość łodzi, którymi przypłynęli, najwyraźniej wyruszyła już w drogę powrotną. W przystani zostały tylko dwie łajby i nie widać było ich właścicieli. Obie były długie i wąskie, kształtem podobne do liści brzozy i mogły pomieścić około siedmiu lub ośmiu osób. Oba końce zakrzywiały się ku górze, a przy jednym znajdowała się para wioseł. Niosąc Wei Wuxiana, Lan Wangji bez wahania wszedł na pokład. Wen Ning pospiesznie wskoczył za nim, dobrowolnie chwytając za wiosła. Wystarczyły dwa silne ruchy, by łódź odpłynęła kilka metrów od przystani. Wkrótce zostali porwani przez prąd, zbliżając się do środka rzeki.

Lan Wangji oparł Wei Wuxiana o swoje ciało i podał mu dwie pigułki. Gdy się upewnił, że zostały połknięte, wyjął chusteczkę i powoli wytarł krew z twarzy towarzysza.

Nagle rozległ się nerwowy głos Wen Ninga:

Pa-paniczu Lan.

O co chodzi?

Asertywność, jaką Wen Ning okazał w obliczu Jiang Chenga, zdążyła zniknąć, nie pozostawiając nawet śladu. Zebrał się na odwagę, mówiąc:

Proszę… Proszę, nie mów na razie paniczowi Wei, że zdradziłem sekret jego rdzenia. Wielokrotnie mnie ostrzegał, bym nikomu o tym nie mówił. Choć pewnie nie utrzymam tego zbyt długo w tajemnicy, to…

Nie martw się – odparł po chwili ciszy Lan Wangji.

Wyglądało, jakby Wen Ning westchnął z ulgą, choć martwi ludzie nie oddychają.

Dziękuję, paniczu Lan – powiedział szczerze Wen Ning. Lan Wangji potrząsnął głową. – Dziękuję, że próbowałeś obronić mnie i moją siostrę w Wieży Złotego Karpia. Zawsze o tym pamiętałem. I bardzo przepraszam za… stracenie nad sobą później kontroli.

Lan Wangji nie odpowiedział.

I jeszcze bardziej dziękuję za zaopiekowanie się A-Yuanem przez te wszystkie lata – kontynuował Wen Ning. Słysząc to, Lan Wangji podniósł wzrok. – Myślałem, że wszyscy członkowie mojej sekty umarli. Naprawdę nie spodziewałem się, że A-Yuan wciąż żyje. Jest taki podobny do mojego kuzyna, gdy ten miał dwadzieścia lat.

Ukrywał się w wydrążonym pniu drzewa tak długo, że aż dostał poważnej gorączki – powiedział Lan Wangji.

Wen Ning przytaknął.

Wiem, że się rozchorował. Nie pamięta nic ze swojego dzieciństwa. Długo z nim rozmawiałem, bardzo dużo o tobie mówił – powiedział z rozczarowaniem. – W przeszłości ciągle gadał o paniczu Wei… Nigdy o mnie.

Nie powiedziałeś mu.

O jego pochodzeniu? Nie. – Odwrócił się plecami, wracając do wiosłowania. – Teraz świetnie mu się powodzi. Gdyby wiedział zbyt wiele lub przypomniał sobie coś strasznego… To na pewno czułby się z tym źle.

To tylko kwestia czasu.

Wen Ning zawahał się przez chwilę.

Tak. To tylko kwestia czasu. – Spojrzał na niego. – Tak jak z paniczem Wei i liderem sekty Jiang. Poznanie przez niego prawdy o rdzeniu było tylko kwestią czasu. Panicz Wei nie mógłby utrzymać tego na zawsze w tajemnicy, prawda?

Noc była cicha, a bieg rzeki silny.

Czy to bolesne? – zapytał nagle Lan Wangji.

Co?

Wycięcie rdzenia. Czy jest bolesne?

Nie uwierzyłbyś, gdybym powiedział, że nie jest, prawda, paniczu Lan?

Myślałem, że Wen Qing znajdzie jakiś sposób.

Zanim udaliśmy się na szczyt góry, moja siostra zrobiła wiele środków znieczulających z nadzieją, że zmniejszą jego ból. Jednak później się okazało, że były absolutnie bezużyteczne. Gdy ktoś jest pod znieczuleniem podczas wycinania rdzenia i oddzielania go od ciała, to on także był pod wpływem. Ciężko było powiedzieć, czy w takiej sytuacji by się powiodło.

– …Więc?

Wen Ning na chwilę przestał wiosłować.

Więc osoba, której rdzeń wycinano, musiała być przytomna.

Musiał być przytomny i obserwować, jak złoty rdzeń połączony z jego meridianami był wyrywany z jego ciała. Czuć stopniowe stłumienie, uśpienie i wygaszenie pierwotnie silnych mocy duchowych, aż stały się bajorem martwej wody, która już nigdy nie byłaby w stanie choćby zafalować.

Dopiero po dłuższej chwili Lan Wangji znowu się odezwał, a jego głos był zachrypnięty. Pierwsze słowo zadrżało.

Cały czas przytomna?

Dwie noce i jeden dzień. Cały czas.

Jakie były szanse?

Jakieś pięćdziesiąt procent.

Połowa. – Lan Wangji wziął głęboki oddech i potrząsnął głową, powtarzając: – Połowa.

Zacisnął ramię, którym obejmował Wei Wuxiana. Jego knykcie pobielały.

Nigdy wcześniej nikt nie próbował przenieść złotego rdzenia. Choć moja siostra napisała na ten temat esej, to składał się on wyłącznie z domniemań. Nie było chętnych na przeprowadzenie eksperymentu, więc domysły pozostały domysłami. Wszyscy seniorzy mówili, że daje się ponieść wyobraźni, że to nierealne. Każdy wiedział, że nikt ochoczo nie odda swojego złotego rdzenia, by stać się bezużytecznym i nic w życiu nie osiągnąć. Dlatego moja siostra na początku odmówiła, gdy Wei Wuxian przedstawił swój pomysł. Ostrzegła go, że napisanie eseju i przeprowadzenie całej procedury to dwie oddzielne rzeczy. Nie miała pewności, że to się powiedzie. Jednak panicz Wei nie dawał jej spokoju. Powiedział, że wystarczy mu pięćdziesiąt procent, że szansa na powodzenie i klęskę była wyrównana. Był pewny, że da sobie radę ze zniszczonym podczas zabiegu rdzeniem, ale lider sekty Jiang to co innego – miał ogromną motywację do osiągnięcia sukcesu i kultywacja była całym jego życiem. Gdyby mógł być tylko przeciętną osobą, która nigdy nic nie osiągnie, to byłby dla niego koniec.

Lan Wangji spojrzał w dół. Jego szkliste oczy przyglądały się twarzy Wei Wuxiana. Wyciągnął dłoń, delikatnie muskając opuszką palca policzek mężczyzny.

Wen Ning nie mógł się powstrzymać przed zapytaniem:

Paniczu Lan, nie wydajesz się być zaskoczony. Czy… wiedziałeś o tym wszystkim?

Wiedziałem tylko, że jego moc duchowa była w jakiś sposób uszkodzona.

Jednak nigdy by nawet nie pomyślał, że prawda była całkiem inna.

Gdyby nie to… – zaczął Wen Ning.

To dlatego nie miał wyboru, innej ścieżki, którą mógłby obrać.

W tej chwili głowa opierająca się o ramię Lan Wangjiego lekko się poruszyła. Rzęsy Wei Wuxiana zadrżały, gdy powoli się wybudzał.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

16 Comments

  1. Anonim

    Mam 5 momentów przy których zawsze się rozpadam 1 zniszczenie przystani lotosu 2 zrzucenie wei wuxiana 3 śmierć rodzrństwa wen 4 śmierć siostry wei wuxiana 5 dowiedzenie się prawdy przez lidera yiang :płaku: :szok:

    Odpowiedz
  2. Phyoriie

    O matko i córko. Pierwszy raz czytam książkę, nie oglądałam ani anime, ani dramy, mangi też nie czytałam i ostatnie dwa rozdział wbiły mnie w fotel. Takie poświęcenie…

    Odpowiedz
  3. Floo

    Uwielbiam ten moment, kiedy sztylet zrozumienia i winy wbija się w serducho Jiang Chenga…. sorry ale facet sobie naprawdę na to zasłużył! :muahaha: Wei święty nie jest ale obarczanie go winą o WSZYSTKO tez nie jest sprawiedliwe.
    Ashi, Ashi…. mam dylemat z jednej strony tak bardzo bardzo dziękuję za nowy rozdział :zachwyt:
    A z drugiej mam ochotę cię udusić za to że koniec w takim momencie :zonk:
    Ale i tak dzięki i dużo sił życzę :ekscytacja:

    Odpowiedz
  4. Badacz Sweevil

    Oooooo nieeeee w takim momencie koniec. :AAAA: :NieNie:
    Dziękuję za kolejny rozdział. :zachwyt2: :zachwyt:
    Zabiegany weekend i człowiek nie miał czasu, żeby sprawdzić czy się pojawił nowy rozdział. :szok:
    Także znowu spóźniona. :ugh: :ależeco:
    Jeszcze raz dziękuję za nowy rozdział i pracę nad nim. Zbliżamy się coraz bardziej do końca. :ekscytacja: I co ja zrobię jak historia dobiegnie końca. :płaku: :zonk:

    Się rozglądałam. :blabla:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: