Mo Dao Zu Shi

Rozdział 85 – Lojalność VII12 min. lektury

Zanim przekroczył bramy Przystani Lotosów, Wei Wuxian wziął głęboki oddech, by spróbować się uspokoić. Jednak gdy już wszedł na teren swojej dawnej sekty, to nie był tak podekscytowany jak przypuszczał.

Możliwe, że zbyt wiele miejsc zostało zmienionych. Pole treningowe było przynajmniej dwa razy większe. Każdy nowy budynek zdawał się być większy od poprzedniego, a ich dachy przyozdobiono zakrzywionymi kalenicami. Wydawały się wspanialsze niż wcześniej i miały więcej splendoru. Ale w porównaniu z Przystanią Lotosów z jego wspomnień, zmieniła się za bardzo.

Wei Wuxian poczuł głęboko w sobie poczucie straty. Nie wiedział, czy stare budowle z przeszłości były skryte za tymi imponującymi nowymi budynkami, czy też zostały już zburzone.

W końcu rzeczywiście były dość stare.

Na polu treningowym kultywatorzy zebrali się w kwadratowe szyki, siadając w pozycji lotosu, by odpocząć i zregenerować siły duchowe. Po tak męczącym dniu i nocy wszyscy byli wyczerpani i potrzebowali chwili na złapanie oddechu. Jiang Cheng zaś zaprowadził liderów sekt i resztę ważnego personelu do głównej sali, by omówić wszystkie istotne sprawy bieżące.

Ledwo co weszli do środka i nie zdążyli nawet usiąść, gdy jeden z gościnnych kultywatorów podszedł bliżej.

Liderze sekty – powiedział i pochylił się nad uchem Jiang Chenga, szepcząc kilka słów. Mężczyzna w odpowiedzi zmarszczył brwi.

Nie. Jeśli to coś ważnego, to niech wrócą później. Nie widzisz, co się teraz dzieje?

Już im to powiedziałem, lecz one odparły, że przybyły właśnie w tej sprawie.

Skąd pochodzą? Z jakiej są sekty?

Z żadnej. Nawet nie są kultywatorkami. Jestem pewny, że to zwykłe kobiety pozbawione siły duchowej. Przyniosły ze sobą także trochę drogich ziół medycznych, lecz nie powiedziały, która sekta je wysłała. Po prostu mają ci coś do powiedzenia, liderze. Umieściłem je w jednej z rezydencji gościnnych, by nie poczuły się urażone. Zioła nie zostały jeszcze schowane, lecz dokładnie je sprawdziliśmy i nie ma w nich nic nienormalnego.

To nie tak, że każdy mógł spotkać się z liderem YunmengJiang, gdy tylko naszła go taka ochota, a szczególnie nie było to możliwe bez powiedzenia, kim się jest. A do tego były to dwie kobiety pozbawione siły duchowej i wsparcia sekt. Jednak przyniosły ze sobą rzadkie zioła, więc kultywator, który je przyjął, nie śmiał ich wyrzucić. Nawet pomijając cenny dar, już sama dziwność tej sytuacji wystarczała, by ich nie ignorował.

Rozgośćcie się i wybaczcie mi chwilową nieobecność – powiedział Jiang Cheng.

Oczywiście, liderze sekty Jiang.

Jednak mężczyzna nie wrócił po krótkiej chwili, nie było go dość długo. Pozostawienie w domu gości samych sobie było oznaką braku szacunku, szczególnie w czasach, gdy czekało na nich tak wiele ważnych spraw. Minęła już godzina, a Jiang Chenga wciąż nie było. Wielu zaczęło się denerwować lub odczuwać silne niezadowolenie. W końcu wrócił. Gdy ich opuszczał, wyglądał normalnie, lecz teraz jego mina była lodowata, a krok szybki. Za nim szły dwie osoby – kobiety, prawdopodobnie te, które przyszły się z nim spotkać. Ludzie pierwotnie uważali, że choć były to zwykłe damy, to na jakiś sposób musiały być wyjątkowe, biorąc pod uwagę przyniesienie tak hojnego daru. Jednak żadna z nich nie była już w kwiecie młodości. Ich wiek wyraźnie odznaczał się w zmarszczkach wokół ust i oczu. Jedna z nich wyglądała łagodnie i niespokojnie, a druga na zmęczoną z wieloma bliznami zdobiącymi jej twarz. Choć wyglądały na stare, to wciąż były na tyle makabryczne, że wszyscy zgromadzeni natychmiast się rozczarowali. Zaczęli mamrotać między sobą, zastanawiając się, dlaczego nie tylko zostały tu przyprowadzone, lecz także posadzone na samym środku sali.

Mina Jiang Chenga była ponura. Odwrócił się do kobiet, które dopiero co ostrożnie usiadły na wskazanych miejscach.

Możecie mówić.

Co masz przez to na myśli, liderze sekty Jiang? – zapytał lider sekty Yao.

Ta sprawa jest niezwykle szokująca, więc nie śmiałem działać pospiesznie. Zwłoka została wywołana ostrożnym dochodzeniem. Uspokójcie się, proszę i nastawcie uszu. – Odwrócił się. – Która z pań przemówi jako pierwsza?

Kobiety spojrzały po sobie. Ta z bliznami zdawała się bardziej odważna, więc szybko wstała.

Ja zacznę! – Skłoniła się lekko przed wszystkimi. – Opowiem wam starą historię, do której doszło około jedenastu lat temu.

Po tonie Jiang Chenga wszyscy rozpoznali, że informacja, którą planowały im przekazać kobiety, nie mogła być trywialną sprawą. Próbowali sobie przypomnieć, co ważnego wydarzyło się jedenaście lat temu.

Nazywam się Sisi. W przeszłości sprzedawałam swoje ciało i można nawet powiedzieć, że przez jakiś czas byłam sławna. Około dwunastu lat temu spotkałam bogatego biznesmena i chciałam za niego wyjść, lecz okazało się, że jego żona była bezlitosna. Opłaciła grupę zbirów, by mnie dorwali i pocięła moją twarz. Dlatego tak teraz wyglądam.

W głosie kobiety nie było ani odrobiny wstydu i nic nie ukrywała. Wiele kultywatorek zasłoniło rękawami usta, a mężczyźni zmarszczyli brwi.

Po oszpeceniu moje życie się zmieniło. Nikt nawet nie chciał na mnie spojrzeć, nie wspominając o skorzystaniu z moich usług. Wyrzucono mnie z burdelu, w którym pracowałam wiele lat. Nic innego nie potrafiłam zrobić, ani założyć własnej działalności, więc zgadałam się z innymi starszymi damami. Nasi klienci nie mieli wysokich wymagań. Gdy była robota, to szłam razem z nimi. Dawałam radę z zakrytą twarzą.

Niektórzy nie byli w stanie już tego wytrzymać. Wzgarda była wyraźnie widoczna w ich oczach i nawet nie próbowali jej ukryć. Inni nie rozumieli, dlaczego Jiang Cheng pozwalał kobiecie opowiadać im o swojej brudnej przeszłości. Jednak liderzy sekt zachowali spokój, czekając na rozwój wydarzeń.

Tak jak można było się spodziewać, Sisi w końcu doszła do sedna sprawy.

Pewnego dnia dostałyśmy zlecenie. Poproszono nas wszystkie, czyli dwa tuziny kobiet, o wykonanie zadania. Zabrano nas powozami zaprzęgniętymi w konie i wszystkie byłyśmy podekscytowane, gdyż oferowana zapłata była niezwykle hojna. Jednak czułam, że coś jest nie tak. Bądźmy szczerzy, część z nas była stara jak pożółkłe perły, a reszta przeżyła historie podobne do mojej. Zapłacono nam tak wiele i to do tego z góry. Jak mogłoby nam się przytrafić coś tak szczęśliwego? No i ludzie, którzy po nas przyjechali, zachowywali się podejrzanie. Kiedy tylko się pojawili, to zaprowadzili nas do powozów, pilnując, by nikt się o niczym nie dowiedział. No po prostu nie mogli mieć dobrych intencji!

Inni pomyśleli o tym samym. Ich początkowa pogarda została zastąpiona ciekawością.

Gdy dotarliśmy, zaprowadzili nas bezpośrednio na dziedziniec i tam zostawili. Żadna z nas nigdy wcześniej nie widziała tak wysokiego i wspaniałego domu. Oślepił nas swoją wspaniałością i byłyśmy zbyt przerażone, by pisnąć choćby słówko. O drzwi wejściowe opierał się chłopak bawiący się sztyletem. Wpuścił nas do środka i zamknął za nami drzwi. Weszłyśmy do ogromnego pokoju, w którym znajdowały się tylko dwie osoby. Pośród pościeli z altembasu na wielkim łóżku leżał mężczyzna wyglądający na jakieś trzydzieści czy czterdzieści lat, prawdopodobnie będący na skraju śmierci. Gdy usłyszał nasze wejście, był w stanie poruszyć tylko gałkami ocznymi.

Ach! – oznajmił ktoś nagle. – Jedenaście lat temu?! To był… to był…!!!

Wcześniej nam wytłumaczono, co mamy zrobić – kontynuowała Sisi. – Jak najlepiej miałyśmy dogodzić osobie leżącej na łóżku i miałyśmy nie zatrzymywać się nawet na chwilę. Myślałam, że będzie to jakiś odważny dryblas. Kto by pomyślał, że ta osoba okaże się chorym mężczyzną? Jak niby mógłby wytrzymać naszą opiekę? Założyłam się, że wyda z siebie ostatnie tchnienie przed końcem pierwszej rundy. A może to był oblech, pragnący właśnie takiej śmierci? Do tego był niezwykle bogaty, na pewno by mu wystarczyło na zatrudnienie młodszych i ładniejszych kobiet. Dlaczego wybrał nas, stare i paskudne baby? Myślałam o tym, kiedy na niego wchodziłam, gdy w pomieszczeniu nagle rozległ się śmiech młodego mężczyzny. Aż podskoczyłam z przerażenia, dopiero wtedy odkrywając, że obok łóżka znajdowała się zasłona, a za nią siedziała kolejna osoba!

Słysząc to, słuchacze poczuli, że coś ścisnęło się w ich sercach.

W końcu zrozumiałam, że siedział tam od początku. Gdy tylko się zaśmiał, mój partner nagle zaczął się szarpać. Udało mu się mnie odepchnąć i sturlać z łóżka. Mężczyzna w ukryciu zaśmiał się jeszcze bardziej, mówiąc: „Ojcze, przyprowadziłem twoje ulubione kobiety. Jest ich tak wiele! Czy nie jesteś szczęśliwy?”.

Choć to Sisi wymówiła te słowa, to wszyscy poczuli, jak włosy stają im dęba. Z ich pamięci wyłoniła się uśmiechnięta twarz pewnej osoby.

Jin Guangyao!

A tym półżywym mężczyzną musiał być Jin Guangshan!

Jego śmierć zawsze była powszechnie znaną tajemnicą świata kultywacyjnego. Przez całe życie był niezwykle kochliwy, zakrawając aż o obsceniczność. Wszędzie zostawiał swoją miłość, wszędzie rozsiewał nasienie. Powód jego przedwczesnego zgonu także był z tym powiązany. Lider sekty LanlingJin uparcie kontynuował swoje zdrady, nawet gdy był bardzo osłabiony, co doprowadziło do jego śmierci. Taka historia całkowicie pozbawiła go szacunku. Pani Jin po utracie syna i synowej przez kilka lat walczyła z ciężką depresją. Na samą myśl, że jej głupi mąż puszczał się, nawet będąc poważnie chorym, aż w końcu od tego zmarł, tak ją zezłościła, że aż sama się rozchorowała i w końcu odeszła na tamten świat. LanlingJin z całych sił starało się ukryć te wieści, lecz było to na nic. Wszyscy na pokaz wzdychali ze smutku, lecz w duchu myśleli, że sobie na to zasłużył, a taka śmierć idealnie do niego pasowała. Jednak dzisiaj poznali bardziej okrutną prawdę.

Chory mężczyzna próbował krzyczeć i się wyrwać, lecz był bardzo osłabiony. Chłopak, który nas tu przyprowadził, z uśmiechem wciągnął go z powrotem na łóżko i przywiązał go do niego sznurem, nogą przygniatając mu przy okazji głowę. Powiedział nam, byśmy kontynuowały, nie przestając, nawet jeśli umrze. Żadna z nas nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Byłyśmy przerażone na śmierć i nie śmiałyśmy się sprzeciwiać. Musiałyśmy pracować dalej. Po jedenastej lub dwunastej rundzie siedząca na nim siostra krzyknęła, mówiąc, że zmarł. Podeszłam sprawdzić i naprawdę już nie oddychał, lecz siedząca za zasłoną osoba powiedziała: „Nie słyszałyście? Macie nie przestawać, nawet jeśli nie żyje!”.

Mimo wszystko Jin Guangshan był jego rodzonym ojcem. Jeśli to prawda… To jest zbyt… zbyt… – Lider sekty Ouyang nie mógł powstrzymać się przed skomentowaniem.

Gdy zobaczyłam, że nie żyje, już wiedziałam, że to koniec. Nie pozwolą nam uciec. Tak jak się spodziewałam, wszystkie moje siostry zostały zabite. Ani jednej nie oszczędzono…

To dlaczego ty przeżyłaś? – zapytał Wei Wuxian.

Nie wiem! Błagałam i błagałam, mówiąc, że nie chcę pieniędzy i na pewno nic nie powiem. Kto by pomyślał, że naprawdę mnie nie zabiją? Zabrali mnie gdzieś i zamknęli. Siedziałam tam jedenaście lat i dopiero niedawno ktoś przypadkiem mnie uratował, pozwalając mi uciec.

Kto to był?

Nie wiem. Nigdy nie widziałam jego twarzy, lecz gdy mój wybawca dowiedział się, przez co przeszłam, to zdecydował, że nie pozwoli temu pretensjonalnemu i niemoralnemu mężczyźnie dłużej oszukiwać świata. Może i ma duże wpływy, ale mężczyzna, który mnie ocalił, powiedział, że wszystko ujawni i wymierzy sprawiedliwość, pozwalając moim siostrom spocząć w pokoju.

Tłumaczenie: Ashi

11 Comments

  1. Anonimus

    Ashi, królowo dziękuję za tłumaczenie, dzięki niemu mogłam pasją do MDZS zarazić przyjaciółkę, która zawsze była anty Azja w całokształcie . A teraz nawet sama miso gotuje . Jesteś wielka, że masz chęci .

    Odpowiedz
  2. Badacz Sweevil

    Dziękuję ślicznie za nowy rozdział. :zachwyt2:
    Co to za święta, że tak dużo rozdziałów. :zachwyt:
    Jeszcze raz Dziękuję ślicznie za rozdział, powodzenia w dalszym tłumaczeniu.

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: