Mo Dao Zu Shi

Rozdział 83 – Lojalność V13 min. lektury

Wiele osób wyjęło talizmany, by sprawdzić, czy uda im się zapalić je za pomocą mocy duchowej. Stopniowo niektóre się lekko zapaliły.

Wróciło mi dwie dziesiąte.

U mnie jedna dziesiąta…

Ale powoli!

Wyruszając, wszyscy myśleli, że w porównaniu do oblężenia Kopców Pogrzebowych sprzed trzynastu lat, tym razem odniosą większy sukces, a to wydarzenie będzie tak wielkie i tragiczne, że zostanie zapisane na kartach historii. Jednak nikt się nie spodziewał, że wszyscy przeżyją. Wydarzenie jak najbardziej zostanie zapamiętane, jednak nie ze względu na swoją skalę czy liczbę zmarłych, lecz dlatego, że nic bardziej bezsensownego i śmiesznego nigdy nie miało miejsca.

Niektórzy się cieszyli, że uniknęli śmierci, inni opłakiwali zmieniające się czasy. Tuziny liderów sekt zebrało się w jednym miejscu. Po krótkiej dyskusji uzgodnili, że zatrzymają się w jakimś bezpiecznym miejscu, by poczekać, aż ich siły duchowe w większości się zregenerują, by nie doszło do kolejnych incydentów.

Wei Wuxian natychmiast zrozumiał. Najbliższym „bezpiecznym miejscem” były tereny sekty YunmengJiang.

Więc wybieracie się teraz do Przystani Lotosów?

Dlaczego pytasz? – Lan Qiren wzmógł czujność.

Po prostu chciałem zapytać, czy mogę iść z wami.

Wei Wuxian! Może i zrobiłeś dzisiaj dobry uczynek, ale to dwie różne sprawy! – ostrzegł go lider sekty Yao. – Zrozum, że nie możemy się z tobą zadawać.

Wei Wuxian na chwilę zaniemówił.

Spokojnie, nikt nie każe wam się ze mną spoufalać. Jednak teraz jesteśmy po tej samej stronie, prawda? Osoba, która to wszystko zaplanowała, ma amulet tygrysa stygijskiego. Poradzicie sobie z nim?

Liderzy spojrzeli po sobie. Szczerze mówiąc, Wei Wuxian nie kłamał. Byłby ogromną pomocą, gdyby zechciał do nich dołączyć. Jednak ludzie od lat obsmarowywali patriarchę Yiling, więc trochę wstydzili się z nim tak nagle nawiązać współpracę.

Lan Wangji odwrócił się do Lan Qirena.

Wuju, otrzymałeś jakieś wieści o moim bracie?

Nie – odpowiedział staruszek po chwili milczenia.

Może Zewu-jun wciąż jest pod kontrolą Jin Guangyao. Mistrzu Lan, im więcej ludzi, tym więcej rąk do pomocy. Jeśli zbyt bardzo się mną przejmujesz, to przynajmniej pozwól Hanguangowi-jun wziąć udział w planach. W końcu to jego brat.

Lan Qiren wyglądał na zmęczonego. Odwrócił się do bratanka.

Jeśli chcecie, to chodźcie.

Pozostali natychmiast spojrzeli na Jiang Chenga. Spośród liderów z najbardziej wpływowych sekt Lan Qiren obrał stronę, a opinia Nie Huaisanga nie miała wartości, więc wszystko zależało od lidera YunmengJiang. Mężczyzna stał z boku, testując siły duchowe na Zidianie. Choć jego blask co chwilę ciemniał, to przynajmniej nie gasł. Fioletowe światło odbijało się na twarzy Jiang Chenga, nadając mu aurę tajemniczości. Wszyscy wiedzieli, że lider sekty Jiang, który został zdradzony przez Wei Wuxiana, nienawidził go z całego serca. Uważali, że to oznaczało koniec negocjacji.

Lecz on tylko zaśmiał się gorzko.

Więc śmiesz wracać do Przystani Lotosów?

Po tym krótkim zdaniu już nic więcej nie powiedział. Nikt nie zrozumiał, czy było to pozwoleniem, czy też nie. Jednak kiedy wyruszyli, a Wei Wuxian i Lan Wangji do nich dołączyli, to nawet na nich nie spojrzał. Uznali to za ciche przyzwolenie.

Była już noc, gdy dotarli do podnóża góry. Światła w mieście zostały pogaszone i panowała cisza. Każdy był zmęczony, ciałem i duchem. Nawet ich szyk był nierówny i niezorganizowany. Na szczęście, gdy zebrali w końcu energię, to odkryli, że nie ma wielkiej różnicy. Siły większości wciąż nie powróciły i nie mogli wskoczyć na miecze, więc zdecydowali, że najszybciej dotrą do Przystani Lotosów drogę wodną. I tak około tysięczna grupa wyruszyła do najbliższego portu.

Jednak ze względu na szybką decyzję nie byli w stanie zebrać wystarczającej liczby łodzi. Liderzy sekt musieli wynająć wszystkie łajby bez względu na ich wielkość i zastosowanie. Wypełnione po brzegi kultywatorami sunęły powoli po wodzie.

Około dwunastu osób znajdowało się na jednej łodzi. Większość z nich dorastała w komfortowych warunkach. Nigdy nie znaleźli się na starych, uszkodzonych statkach rybackich, których kąty wypełnione były brudnymi sieciami i beczkami, śmierdzącymi zgniłą rybą.

Silne, nocne wiatry bujały łodziami. Kilku chłopców z północy szybko zaczęło cierpieć na chorobę morską. Przez chwilę się ze sobą zmagali, lecz nie dali rady dłużej wytrzymać. Wybiegli z kabiny i zwymiotowali za burtę, po czym padli skołowani na pokład.

Rany, czuję się, jakby sztorm szalał w moim brzuchu – skomentował jeden z nich. – Hej, bracie Sizhui, też wymiotujesz? Czy nie jesteś z Gusu? Przecież nie pochodzisz z północy, więc dlaczego czujesz się gorzej ode mnie?!

Lan Sizhui machnął ręką, a jego twarz była popielata.

Sam… sam nie wiem. Reaguję tak na podróże morskie, odkąd skończyłem z cztery czy pięć lat… Może się taki urodziłem – powiedział, czując, jak to obleśne uczucie powraca. Wstał, trzymając się mocno barierki. Już miał znowu zwymiotować, gdy nagle zobaczył ciemną sylwetkę trzymającą się kadłuba. Połowa ciała tej osoby zanurzona była w wodzie, a jej ciemne oczy wpatrywały się w niego.

Lan Sizhui był tak przerażony, że natychmiast powstrzymał odruch wymiotny. Szybko chwycił za rękojeść miecza, po czym przyjrzał się uważnie i oznajmił:

Upiorny…

Siedzący w kajucie Jin Ling usłyszał go i natychmiast wybiegł z ostrzem w dłoni.

Upiór? Gdzie? Pozbędę się go dla ciebie!

Nie upiór. Upiorny Generał!

Wszyscy chłopcy wybiegli na pokład i spojrzeli w stronę, którą wskazywał Lan Sizhui. Wpatrującą się z nich postacią uczepioną burty rzeczywiście był nikt inny jak Upiorny Generał, Wen Ning.

Zniknął tuż po tym, jak opuścili Kopce Pogrzebowe. Jednak kto by się spodziewał, że tak cichutko przyczepi się ich łodzi? Nie wiedzieli też, jak długo się tam ukrywał.

Choć wcześniej walczył wspólnie z nimi, to wtedy otaczało ich wielu innych ludzi, łącznie z seniorami ich sekt. Teraz, w środku nocy na środku rzeki, jego nagłe pojawienie nieźle ich nastraszyło. Gapili się na niego przez kilka chwil.

Ouyang Zizhen cofnął się jako pierwszy, siadając na pokładzie.

Dlaczego Upiorny Generał do nas przyszedł, gdy jesteśmy sami?

Więc dlatego płyniemy tak wolno – wymamrotał ktoś inny. – Mężczyzna uczepił się dna, więc jest cięższa.

Co… Co on tam robi?

Zdecydowanie nie planuje nas zaatakować. W końcu wcześniej nas ochronił.

Ale już nie ma zagrożenia. Dlaczego nas śledził…

Pffft!

Jingyi, co cię tak śmieszy?

No spójrzcie na niego. Przylepił się do burty i nie rusza się nawet odrobinę, jak wielki, niczego nieświadomy żółw morski!

Gdy to powiedział, to niektórzy zauważyli, że rzeczywiście trochę przypomina żółwia morskiego. Lecz zanim zdążyli się zaśmiać, Ouyang Zizhen zawołał:

Wchodzi tu!

Ledwo to powiedział, ciało Wen Ninga wyłoniło się z wody. Złapał za sznur zwisający z pokładu i powoli zaczął się wspinać. Chłopcy natychmiast rozbiegli się w popłochu. Kilku bardziej nieśmiałych biegało w kółko, panikując i piszcząc:

Wchodzi, wchodzi! Upiorny Generał tu wchodzi!

Czego wy się boicie? – zapytał Lan Jingyi. – Przecież już go widzieliście z bliska!

Co powinniśmy zrobić? Wezwać kogoś?!

Wen Ning przeskoczył przez poręcz, ociekając wodą, gdy wylądował na pokładzie. Cała łódź się zatrzęsła. Przerażeni chłopcy ścisnęli się po drugiej stronie. Ich serca biły jak szalone, lecz za bardzo się wstydzili, by dobyć przeciwko niemu miecze.

Wen Ning spoglądał na twarz Lan Sizhuiego, zbliżając się do niego. Chłopak szybko zauważył, że Upiornemu Generałowi chodziło o niego. Uspokoił się, gdy Wen Ning zapytał:

Ja-jak masz na imię?

Sizhui zawahał się przez chwilę, po czym stanął prosto i odparł:

Jestem uczniem sekty GusuLan. Nazywam się Lan Yuan.

Lan Yuan? – zapytał Wen Ning, na co chłopak przytaknął. – Czy… Czy wiesz, kto na-nadał ci takie imię?

Choć zmarli nie mogli pokazywać różnych ekspresji, to Lan Sizhui i tak miał wrażenie, że oczy Wen Ninga się rozświetliły. Wydawał się także bardzo podekscytowany, tak bardzo, że aż się jąkał. Chłopakowi udzielił się ten nastrój, tak jakby właśnie miał wyjść na jaw skrywany od lat sekret.

Oczywiście nadali mi je rodzice – odpowiedział ostrożnie.

Czy są w dobrym zdrowiu?

Zmarli, gdy byłem bardzo młody.

Jeden z chłopców pociągnął go za rękaw.

Sizhui, nie mów zbyt wiele. Bądź ostrożny.

Wen Ning zamarł na chwilę z zaskoczenia.

Sizhui? Twoje imię grzecznościowe to Sizhui?

Tak.

Kto ci je nadał?

Hanguang-jun.

Wen Ning spojrzał w dół, kilka razy mrucząc pod nosem „Sizhui”. Chłopak miał wrażenie, że zmarły najwyraźniej coś sobie uświadomił.

Gene… – Miał zamiar nazwać go „generałem”, ale poczuł, że to trochę dziwne, więc zmienił zdanie. – Panie Wen? Czy z moim imieniem jest coś nie tak?

Och. – Wen Ning spojrzał na niego, nie odpowiadając przez chwilę. – Wy-wyglądasz jak mój odległy krewny…

Te słowa brzmiały jak coś, co często padało z ust kultywatorów niskiego poziomu i gościnnych uczniów, którzy chcieli przymilić się z osobami o wyższej randze w sektach. Chłopcy z minuty na minutę coraz bardziej czuli się zagubieni. Lan Sizhui także nie wiedział, co odpowiedzieć, więc tylko zapytał:

Na-naprawdę?

Naprawdę!

Wen Ning z całych sił próbował poruszyć mięśnie twarzy, tak jakby chciał się uśmiechnąć. Z jakiegoś powodu podczas obserwacji Upiornego Generała Lan Sizhui poczuł się nostalgicznie, tak jakby kiedyś widział gdzieś już tę twarz. Wyglądało na to, że było pewne imię, które przebiłoby jakąś barierę. Gdyby powiedział je na głos, wiele rzeczy wyszłoby na jaw i wszystko by zrozumiał.

Jednak w tej chwili Lan Sizhui zobaczył stojącego z boku Jin Linga.

Mina chłopaka była ponura, bardzo ponura. Trzymał za rękojeść miecza, na przemian ściskając i luzując chwyt. Żyły na jego dłoni co chwila się napinały. Lan Sizhui w końcu sobie przypomniał, że Upiorny Generał Wen Ning, który w tej chwili wyglądał tak nieszkodliwie, zabił ojca Jin Linga.

Wzrok Wen Ning także skierował się w tamtym kierunku, a “uśmiech” zniknął z jego twarzy. Powoli odwrócił się do Jin Linga.

Panicz Jin Rulan?

Kto to taki? – zapytał chłodno chłopak.

Po chwili ciszy Wen Ning inaczej sformułował pytanie:

Panicz Jin Ling?

Chłopak patrzył mu prosto w oczy, a pozostali patrzyli na Jin Linga, obawiając się, że zrobi coś nieprzemyślanego.

Paniczu Jin… – zaczął Lan Sizhui.

Odsuńcie się. To nie wasza sprawa.

Jednak Lan Sizhui czuł, że to z pewnością była jego sprawa. Stanął między nimi.

Jin Ling, najpierw odłóż miecz…

Nie powstrzymuj mnie! – krzyknął, gdy zasłonięto mu cel. Czuł się bardzo spięty.

Podszedł bliżej i pchnął. Lan Sizhui od początku nie czuł się najlepiej, a jego nogi były jak z waty. Wpadł na barierkę, prawie wypadając przez nią w głębiny rzeki. Całe szczęście, że Wen Ning złapał go w ostatniej chwili. Chłopcy natychmiast podeszli pomóc.

Bracie Sizhui!

Paniczu Lan, czy wszystko w porządku? Wciąż kręci ci się w głowie?

Wen Ning zauważył, że chłopak był bardzo blady. Nerwowo powiedział:

Paniczu Jin, mnie zaatakuj. Nie będę się opierał. Ale A-Yua… Panicz Lan Yuan…

Lan Jingyi zaś nie był zbyt tolerancyjny.

Jin Ling, dlaczego tak się zachowujesz?! – skrytykował. – Co takiego zrobił ci Sizhui?!

Brat Sizhui zrobił to dla twojego dobra. Nie tylko tego nie doceniłeś, ale jeszcze go popychasz!

Początkowo Jin Ling także miał wrażenie, że użył zbyt wiele siły. Również był zszokowany. Lecz gdy zobaczył, jak inni poszli pomagać Lan Sizhuiemu i zaczęli go obwiniać, to ta sytuacja pokryła się z wieloma innymi z przeszłości. Jako że nie miał rodziców, to wszyscy powtarzali, że został rozpieszczony i nikt go nie dyscyplinował. Jego charakter był niezwykle drażliwy, więc ciężko było się z nim dogadać. Nie miał przyjaciół ani w Wieży Złotego Karpia, ani w Przystani Lotosów. Należało go szanować ze względu na status, ale pomimo tego znalazł się w tak niezręcznej sytuacji.

Gdy był młody, żaden uczeń nie chciał się z nim bawić; gdy podrósł, żaden uczeń nie chciał się go słuchać. Im dłużej o tym myślał, tym czerwieńszy na twarzy się stawał. Nagle podniósł głos:

Tak! To wszystko moja wina! Jestem okropną osobą! I co z tego?!

Pozostali chłopcy zadrżeli, zaskoczeni jego rykiem. Po chwili ciszy jeden z nich wymamrotał:

Co masz na myśli? Przecież ty to zacząłeś, więc dlaczego teraz na nas krzyczysz?

Mówisz mi, co mam robić?! – powiedział agresywnie Jin Ling. – Od kiedy masz do tego prawo?!

Wei Wuxian i Lan Wangji płynęli w łodzi nieopodal. Patriarcha zamarł z zaskoczenia, słysząc krzyki. Wybiegł szybko na zewnątrz, spoglądając w stronę hałasu. Widząc, że Jin Ling dobył miecza i celuje nim w pozostałych, zapytał:

Co się dzieje?

Lan Sizhui był pewny, że bez względu na napotkane problemy wszystko mu się powiedzie dzięki tej dwójce. Uśmiechnął się szeroko.

Hanguang-jun! Seniorze Wei! Chodźcie tutaj!

Tłumaczenie: Ashi

10 Comments

  1. Anonim

    Hej dzięki za tłumaczenie.. Uwielbiam ta nowelę dlatego też jak jest zawsze nowy rozdział to go ściągam ale na dysku nie znalazłam 83 czy będzie tam dodany?? Pozdrawiam i życzę owocnej wspaniałej pracy jesteś naprawdę świetna ❤️❤️❤️

    Odpowiedz
  2. Badacz Sweevil

    Dziękuję ślicznie za ten niespodziewany prezent świąteczny. :zachwyt2:
    Wiem, że się powtarzam, ale Dziękuję za pracę nad tłumaczeniem tych rozdziałów. :zachwyt:

    Trochę późno, ale wesołych świąt Bożego Narodzenia o szczęśliwego nowego roku.

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: