Mo Dao Zu Shi

Rozdział 81 – Lojalność III15 min. lektury

Wei Wuxian natychmiast złożył arkusze papieru i z powrotem je schował, oznajmiając:

Dobrze widzę? Nie wierzę, że wciąż masz siłę duchową! Gratulacje. Jednak chciałbym cię o coś zapytać. Skoro nic nie knujesz, to dlaczego się z tym kryjesz?

Oczywiście karty wcale nie były stronami wyrwanymi ze Zbioru chaosu, lecz zapisem nutowym dziwnej melodii zagranej przez Jin Guangyao zanotowanym przez Lan Wangjiego w Sali Zakazanych Ksiąg. Lan Xichen wziął jedną kopię, by dokładnie się jej przyjrzeć, a Wei Wuxian schował swoją i Lan Wangjiego. Dzięki temu mógł ją wykorzystać do oszukania Su She, by ten zaczął zachowywać się podejrzliwie. Celowo wcześniej się z niego nabijał, coraz bardziej go prowokując, by jak najbardziej się zniecierpliwił. Ostatecznie nawet nic nie musiał mówić, by Lan Wangji zaatakował z zaskoczenia, a Su She sam się zdemaskował.

Wszyscy uciekli na boki, choć w rzeczywistości nie było to konieczne. Ataki Lan Wangjiego były takie same, jak słowa Wei Wuxiana, pewne i bez litości. Su She musiał dać z siebie wszystko, by nie ponieść natychmiastowej klęski. Udało mu się dotrzeć w pobliże wyjścia z jaskini, gdy spojrzał w dół, zauważając czerwony szyk. Lan Wangji zmarszczył brwi.

Och, nie! Zniszczy szyk, który dopiero co naprawiliśmy! – pomyślał Wei Wuxian.

W tej samej chwili Su She ugryzł się w język, zebrał trochę krwi w ustach i splunął na ziemię. Czerwona plama pokryła ciemne linie. Lan Wangji oderwał się od walki, rozciął dłoń Bichenem i próbował naprawić szyk. Su She wykorzystał tę okazję, by wyjąć talizman i rzucić go na posadzkę. W górę natychmiast wzbiły się niebieskie płomienie i dym.

Talizman transportujący!

Tajemnicza osoba, którą spotkali na cmentarzysku sekty YueyangChang, była zaznajomiona z technikami walki GusuLan, a Su Minshan kiedyś był ich gościnnym uczniem. Tą osobą był nikt inny jak Su She.

I jak? – zapytał Wei Wuxian, podchodząc do Lan Wangjiego.

Mężczyzna przez chwilę kreślił znaki na ziemi krwawiącym palcem, po czym potrząsnął głową. Su She skutecznie zakrył i zniszczył pierwotny szyk. Nie dało się go naprawić. Wei Wuxian złapał go za rękę, własnym rękawem wycierając pył i krew.

Skoro to na nic, to przestań próbować.

Szyk był prawie kompletnie zniszczony. Uczniowie MolingSu stali zagubieni. Najwyraźniej nie zostali poinformowani, że ich lider gra złe melodie, ani poinstruowani, jak ochronić swoją moc duchową. To oznaczało, że zgodnie z oryginalnym planem oni także mieli tutaj umrzeć. Teraz obawiali się, że pozostali się na nich zemszczą, więc zbili się w małą gromadkę. Jednak wszyscy i tak byli wystarczająco spanikowani, nie mając nawet sił na nienawiść.

Kilku liderów sekt złapało mocno swoich synów, ostrzegając ich:

Gdy do środka wedrą się trupy, to spróbuj stąd uciec. Masz za wszelką cenę przeżyć! Rozumiesz?!

Słysząc to, Jin Ling aż się wzdrygnął, lecz w głębi duszy miał nadzieję, że jego wuj powie coś podobnego. Czekał chwilę, lecz Jiang Cheng się nie odzywał, więc na niego łypnął. Najwyraźniej robił to zbyt długo, bo mężczyzna w końcu odwrócił się w jego stronę. Był trochę mniej ponury, ale i tak zmarszczył brwi.

Co jest z twoimi oczami?

Jin Ling był zirytowany.

Nic!

Wei Wuxian oderwał czysty kawałek rękawa i obandażował ranę na dłoni towarzysza. Nagle od tyłu nadbiegła szczupła postać, atakując go mieczem. Lan Wangji machnął palcami prawej ręki. Rozległ się głośny brzęk, lecz jakimś cudem udało mu się odeprzeć ten pochopny atak. Wei Wuxian odwrócił się, by spojrzeć na winowajcę.

Znowu ty?

Lan Wangji użył sporo siły, więc mężczyzna cofnął się o kilka kroków, po czym upadł na ziemię. Był to Yi Weichun. Jego oczy były zaczerwienione.

Wei Wuxian, to wszystko, co powiedziałeś… Nie wierzę w ani jedno słowo!

Cała intryga została ujawniona. Su She nas zaatakował, po czym uciekł. Dlaczego wciąż w to nie wierzysz?

Yi Weichun znowu rzucił się do ataku.

Po prostu nie wierzę! Nie wierzę w ani jedno słowo!

Nienawiść potrafi oślepić. Wyraźnie nie chciał zgodzić się z niczym, co powiedział jego wróg.

W tej samej chwili dobiegło do nich wiele przerażonych krzyków.

Jest zniszczony!

Szyk został zniszczony!

Nadchodzą!

Gołymi rękoma Wen Ning odrzucił w dal kilka trupów, lecz ich było wiele, a on tylko jeden. Bez wsparcia bariery krwawego szyku jaskinia nie była w stanie dłużej powstrzymać hordy trupów. Cuchnące ryki natychmiast rozległy się echem w grocie.

Jin Ling jeszcze nigdy nie widział tylu trupów naraz, a tym bardziej z tak bliskiej odległości. Dreszcze przebiegły mu po plecach, więc mocniej zacisnął dłoń na rękojeści Suihuy. Nagle jego pięść została siłą otwarta i wciśnięto mu zimny przedmiot. Zaskoczony spojrzał w dół.

Wuju?

Jiang Cheng podpierał się na Sandu, nie mając ani grama siły duchowej. Jego postać lekko się chwiała.

Tylko spróbuj zgubić Zidian, a popamiętasz!

Lan Sizhui, Lan Jingyi i kilku innych młodzików rzuciło się do walki.

Upiorny Generalne! Przychodzimy z pomocą!

Lider sekty Ouyang nie mógł ani powstrzymać syna, ani wstać, więc krzyczał tylko:

Zizhen, wracaj natychmiast!

Chłopak dzielnie dobył miecza.

Nie martw się, tato! Obronię cię!

Jednak ledwo co się obrócił, gdy wyschnięta dłoń wyciągnęła się w stronę jego gardła. Lider sekty Ouyang był przerażony na śmierć.

Zizhen!

W tej chwili ostrze odcięło ramię trupa. Lan Qiren złapał chłopaka i pchnął go z powrotem w stertę bezbronnych kultywatorów, zaś sam rzucił się w wir walki, prowadząc grupę szermierzy z GusuLan. Do tej pory odpoczywał, więc jego siły powróciły. Wielu było zaskoczonych siłą, z jaką atakował. Lan Sizhui nagle usłyszał głośny brzęk z tyłu – najwyraźniej ktoś odparł cios skierowany w jego plecy.

Co tutaj robisz, paniczu Jin? – zapytał zaskoczony Sizhui.

Jin Ling zauważył, że wszyscy jego rówieśnicy pobiegli walczyć, więc nie mógł się powstrzymać przed dołączeniem. Gdy Jiang Cheng nie zwracał na niego uwagi, wcisnął mu z powrotem Zidian i pobiegł w stronę tłumu, aż do najbardziej niebezpiecznej strefy przy wejściu do jaskini. Jiang Cheng już miał za nim biec, gdy chłopakowi udało się rozczłonkować kilka trupów. Czuł się, jakby Sandu ważył setki kilogramów, a do tego z obu stron zaatakowały go umarli.

Mężczyzna przeklął. Już miał unieść miecz, gdy para rąk rozerwała wrogów na strzępy.

Liderze sekty…

Jiang Cheng stracił nad sobą panowanie, gdy tylko usłyszał ten głos. Odepchnął Wen Ninga kopniakiem.

Kurwa, odsuń się ode mnie! – Sekundę później ryknął: – Jin Ling!

Po plecach Lan Jingyiego przebiegły ciarki.

Myślę, że powinieneś wrócić. Twój wuj zaraz kogoś zeżre żywcem.

Jin Ling zignorował wrzaski Jiang Chenga, brzmiące straszniej od ryków otaczających ich zmarłych.

Sam tam wracaj!

Ouyang Zizhen zniknął na chwilę, gdyż złapał go ojciec, lecz wkrótce znowu do nich podbiegł.

Łał, nie wiedziałem, że mistrz Lan potrafi walczyć mieczem, a do tego jest w tym taki dobry!

Głos Lan Jingyiego był jak zawsze donośny, gdy odpowiadał:

No ba, a myślałeś, że kto uczył szermierki Hanguanga-jun i Zewu-jun przed szesnastym rokiem życia?!

Jeden z liderów sekt dobył miecza, krzycząc do wszystkich obecnych, którzy wciąż stali jak wmurowani:

Na co czekacie?! Już po nas, jeśli ich nie zabijemy! Nawet juniorzy walczą, więc dlaczego wciąż się obijacie?!

Zainspirowani pełnymi pasji chłopcami, którzy nie przestawali atakować na prawo i lewo, coraz więcej ludzi brało broń do ręki, dołączając do walki pomimo braku wytrzymałości i mocy duchowej.

Gdy Lan Wangji przeciął na pół ostatniego trupa, który się na niego rzucił, w jaskini znajdowały się już sterty martwych i rzeki krwi.

Szaty wszystkich były praktycznie czarne od tego ciemnoczerwonego płynu, a jego smród wypełniał ich płuca. Po długiej i ciężkiej walce wielu padło na ziemię, nie mogąc wstać jak otaczające ich zwłoki. Tylko kilku liderów sekt i pełni energii chłopcy wciąż byli w stanie stać, opierając się na mieczach.

Źrenice Lan Jingyiego zdawały się być rozszerzone, a jego cera blada.

Ni-nigdy nie zabiłem typu trupów… Sam, całkiem sam pozbyłem się trzydziestu, nie, czterdziestu…

Ja… też… – wydyszał Ouyang Zizhen.

Tuż po tym wszyscy młodzieńcy padli równocześnie na ziemię, tak jakby wcześniej się zmówili. Pragnęli już nigdy nie musieć wstać.

Jiang Cheng zmusił się, by podejść do Jin Linga. Złapał go za poły.

Jesteś ranny?!

Nie… – Nawet oddech chłopaka miał rdzawy zapach.

Jiang Cheng natychmiast go trzepnął, besztając:

Nie?! No to ci pomogę, może w końcu nauczysz się posłuszeństwa! Cholerny bachorze, śmiesz ignorować moje rozkazy?!

Jednak od razu po uderzeniu najwyraźniej sam nie miał siły już stać. Usiadł, łapiąc oddech i spoglądając na parę siedzącą najbliżej wyjścia z jaskini.

Obaj wyglądali tragicznie, lecz szaty Wei Wuxiana od początku były czarne, więc nie było aż tak źle. W przeciwieństwie do niego ubiór Lan Wangjiego zabarwiony był na różne odcienie czerwieni i czerni, przez co wyglądał obrzydliwie. Jedynie jego wstążkę na czoło można było uznać za czystą, co potwierdzało, jak ważna dla niego była. Mężczyzna ściskał mocno Bichen w dłoni, wciąż posiadając dość spore rezerwy siły duchowej.

Był to pierwszy raz, gdy ktokolwiek widział Hanguanga-jun w takim stanie, lecz wszyscy przejmowali się w tej chwili tylko sobą.

Czy to… koniec…? – zapytała jedna z obecnych osób.

Słysząc ten głos, wszyscy natychmiast zamilkli. Sporą zagadką było, jak Nie Huaisang zdołał przeżyć bitwę i wciąż mówić tak energicznym tonem. Nikt nie miał siły mu odpowiedzieć.

Dzięki niebiosom te trupy w końcu zostały zabite! – Lider sekty Nie brzmiał na tak podekscytowanego, jakby zaraz miał się popłakać. – Wygląda na to, że tym razem udało nam się uniknąć śmierci. Przodkowie naprawdę nad nami czuwali, co nie?

Kilku chłopców wydało okrzyki radości, tak jakby udzielił im się jego dobry nastrój. Coraz więcej osób do nich dołączało. Nagle od strony GusuLan dobiegł przytłumiony głos:

Mistrzu!

Nie musicie mi pomagać – odpowiedział natychmiast Lan Qiren.

Lan Wangji spojrzał w tamtą stronę w samą porę, by zobaczyć, jak Lan Qiren wykasłuje coraz więcej krwi. Następnie machnął ręką, skrzyżował nogi i zaczął medytować. Hanguang-jun natychmiast podszedł sprawdzić jego puls. Już miał przesłać mu trochę energii, gdy staruszek go powstrzymał.

Nie ma takiej potrzeby! Nasze siły duchowe wciąż się nie zregenerowały. To naprawdę nie ma sensu.

Lan Wangji cofnął dłoń.

Hanguang-jun, co powinniśmy teraz zrobić? – zapytało z przyzwyczajenia kilku kultywatorów. Dopiero po fakcie zdali sobie sprawę, że nie było to odpowiednie, lecz Lan Qiren odpoczywał i nie wyglądało na to, by się przejął.

Odpocznijmy i opatrzmy rany. Nie powinniśmy z tym zwlekać – odparł Lan Wangji.

Zawsze uważany był za jeden z autorytetów z GusuLan. Uczniowie wyglądali, jakby w końcu udało im się uspokoić, jednogłośnie odpowiadając:

Tak jest!

Nawet ich głosy zdawały się pewniejsze.

Lecz zanim mogli choć drgnąć, Wei Wuxian powiedział:

Cicho.

Jego mina była poważna, więc natychmiast się posłuchali. Nawet ci, którzy wiwatowali, ucichli jeden po drugim. Wszyscy spoglądali na niego nerwowo. W jaskini zapadła śmiertelna cisza, przerywana tylko ich oddechami.

W porównaniu do tego inny dźwięk z zewnątrz stawał się coraz głośniejszy – szelest liści zgniatanych pod stopami. Pod niezliczonymi stopami.

Tym razem nikt nie śmiał nawet złapać oddechu, a przestraszone spojrzenia wbiły się w wejście do groty. Widać było, jak coś powoli porusza się w ciemnym lesie. Wyglądało jak czarna, rozmyta mgła, lecz gdy tylko dźwięk powolnych kroków stał się wyraźniejszy, poruszające się obiekty także dały się dostrzec. Ich popielate policzki, kościste dłonie i nierówne kły były widoczne jak w dzień.

Kolejna horda trupów.

A do tego większa od poprzedniej!

Ludzie obecni w jaskini przed chwilą poczuli odrobinę nadziei, gdy dusząca rozpacz rozeszła się po ich sercach. Nawet Jin Ling, Lan Sizhui i pozostali młodzieńcy czuli się, jakby tonęli w mrożącym krew w żyłach strachu, mając odrętwiałe nogi i ramiona. Wyglądało na to, że niektórzy nie potrafili tego zaakceptować i natychmiast zemdleli. Inni się popłakali, jęcząc cichutko. Mimo wszystko ani jedna osoba nie była w stanie wziąć broni do ręki i kontynuować walki. Nawet jeśli Wen Ning znowu zatarasuje wejście do groty, to jak długo będzie w stanie wytrzymać jedna osoba?

Hanguang-jun! – krzyknął nagle Wei Wuxian. Gdy Lan Wangji odwrócił się w jego stronę, Wei Wuxian wziął głęboki oddech. – Chcę coś zrobić.

Te słowa przykuły spojrzenia wszystkich zebranych.

Zrobisz to ze mną? – zapytał patriarcha.

Lan Wangji spojrzał na niego, po czym pewnie i wyraźnie powiedział:

Tak.

Wei Wuxian uśmiechnął się, po czym zdjął swoją czarną szatę. Pod nią znajdowała się warstwa bieli, która częściowo była już zabarwiona czerwienią. Jednak to go nie powstrzymało przed nakreśleniem na niej kilku linii swoją zakrwawioną dłonią.

Z każdą kolejną kreską wzrastało niedowierzanie obserwatorów, tak jakby wpatrywali się w jakiegoś potwora. Zszokowany Fang Chengmeng natychmiast wstał, pytając:

Co robisz?

Wei Wuxian nie zwrócił na niego uwagi, nie przerywając nawet na chwilę. Gdy skończył, nie miał na sobie już białej szaty spodniej, lecz flagę.

Flagę, dzięki której wszystkie mroczne istoty skupią się na jednej osobie – flagę przyciągania duchów!

Patriarcha stał obok Lan Wangjiego, machając do Lan Sizhuiego i pozostałych. Prawie wszyscy juniorzy ich otoczyli. Jin Ling także chciał do nich dołączyć, lecz powstrzymał go Jiang Cheng.

Później, gdy wedrze się tu kolejna horda trupów, poprowadzę ich w stronę sadzawki krwi, a Hanguang-jun będzie odpowiedzialny za wyeliminowanie ich. Tutaj – Wei Wuxian poklepał się po piersi – jest ich cel. Nie zwrócą na was uwagi. Nie walczcie, lecz uciekajcie tak szybko, jak to możliwe.

Że co?! – Głos Lan Sizhuiego po raz pierwszy był donośny. – Nie możesz!

Lider sekty Ouyang w końcu zrezygnował z prób powstrzymania syna.

Seniorze Wei, też chcę zabijać trupy! – oznajmił Ouyang Zizhen. – Mogę powalić jeszcze ze sto!

Lan Jingyi zaczął się nawet rozbierać.

Też namaluję na sobie flagę!

Wei Wuxian nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Szybko powstrzymał chłopaka.

Wystarczy, przestańcie się wygłupiać. Wystarczy jeden cel i jeden Hanguang-jun do zabijania trupów. Będzie najlepiej, jeśli pozostali przestaną sprawiać mi problemy.

Nikt z obecnych w jaskini nie wiedział, jak zareagować. Oczywiście wiedzieli, jak działa flaga przyciągania duchów. Lecz nawet jeśli choć jedna z obecnych tu osób byłaby skłonna poświęcić swoje ciało do odwrócenia uwagi trupów dla dobra innych, to nie powinien to być Wei Wuxian!

Wyglądało na to, że Lan Sizhui i pozostali chłopcy wciąż chcieli się sprzeczać, lecz powstrzymał ich Lan Wangji.

Posłuchajcie się go.

Gdy tylko to powiedział, odwrócił się do Lan Qirena i zasalutował. Staruszek otworzył oczy, lecz nic nie powiedział.

Mistrzu Lan! – powiedział Lan Sizhui. – Hanguang-jun, on… on…

To chyba oczywiste – odparł spokojnie Qiren.

Chłopak chciał się sprzeczać dalej.

Ale…!

Wen Ning! Oczyść drogę! – rozkazał Wei Wuxian.

Czarne kreski ciągnące się wzdłuż szyi Upiornego Generała natychmiast się wydłużyły, prawie sięgając ponad policzki. Przestał powstrzymywać trupy przed wdarciem się do środka. Ryknął głośno i zaczął przedzierać krwawą ścieżkę przez armię zmarłych.

I tak druga horda trupów w końcu dostała się do jaskini.

Wei Wuxian mocno popchnął Lan Sizhuiego.

Idźcie!

Tłumaczenie: Ashi

7 Comments

  1. lograk

    Ashi, rozpieszczasz nas, ostatni odcinek MDZS, a teraz kolejny rozdział nowelki, po prostu cudo! ( Piskom i śmieszkom nie ma końca… ;) Serdeczności

    Odpowiedz
  2. Badacz Sweevil

    Dziękuję ślicznie za kolejny rozdział. :zachwyt: :ekscytacja:
    Biję pokłony w podziękowaniu za tłumaczenie. :zachwyt2:
    Dalej będę wyczekiwać z utęsknieniem kolejnych rozdziałów. :złamaneserce: :AAAA:

    Odpowiedz
  3. Doriss

    Od prawie dziesięciu rozdziałów jestem na bieżąco z novelką i szczerze przyznam, że czekanie mnie „zabija” – to jest naprawdę cudowna historia! Obejrzałam dramę, obejrzałam anime, czytam novelę i wiem, że zaraz po niej zabiorę się za manhuę, żeby pozachwycać się również pięknem ilustracji…
    Autentycznie co dwa dni (a czasem nawet codziennie!) sprawdzam czy jest nowy wpis – po prostu nie mogę powstrzymać chęci upewnienia się!
    Bardzo dziękuję za tłumaczenie tej opowieści. Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów! ♥

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: