Little Mushroom

Rozdział 526 min. lektury

Podziemna Baza Miejska, centrum

Dziękujemy za pomoc. – Oficer w białym stroju zdjął czapkę. – Myśleliśmy, że nikt z Bazy Północnej się nie pojawi.

Czas największego chaosu minął. Ucichły odgłosy wystrzałów i eksplozji, a w oddali pobrzmiewały już tylko ich echa. Ziemię pokrywały odłamki potłuczonego szkła i zniszczonego sprzętu. Jeden z przywódców wydawał pośpieszne rozkazy:

Warunkiem infekcji bezdotykowej jest przebywanie w pobliżu potwora. Przede wszystkim uprzątnijcie ciała!

Nastąpił strzał i mężczyzna upadł. Strzelał inny żołnierz z Podziemnej Bazy Miejskiej.

To jest nasz sędzia – powiedział oficer w bieli, stojący obok Lu Fenga. – Po upadku Bazy Virginia utworzyliśmy Sąd Procesowy, tak jak wy. Od lat jest naszym aniołem stróżem.

Eskortowana przez wojsko grupa inżynierów przeszła przez na wpół zawalony stalowy łuk i rozpoczęła naprawę urządzenia wytwarzającego sztuczne pole magnetyczne.

Obserwujący ich Lu Feng zapytał:

Jak się zaczęła inwazja?

Od silnego uderzenia. Potwory przyszły z gigantycznego lasu deszczowego oddalonego o trzysta kilometrów. Miały tylko jeden cel: zdobyć ludzkie geny i zająć bazę. Jak wiadomo, podziemne miasto jest ciepłe i bezpieczne. To najlepsze miejsce dla żywych stworzeń.

A w jakim celu zniszczyły biegun magnetyczny?

Ludzkie geny, zdolność myślenia i wiedza – to wszystko nieustannie wycieka na zewnątrz. Możemy się tylko domyślać, że potwory zdobyły okruch tej wiedzy. Musiały dojść do wniosku, że zniszczenie bieguna magnetycznego spowoduje, że ludzie popadną w totalny chaos. A to sprzyja ich ofensywie. Są zbyt liczne i zbyt potężne. Nasze uzbrojenie jest niewystarczające, a i możliwości badawczo-rozwojowe spadają. Nie byliśmy w stanie odeprzeć ataku. Podejmując ostatnią próbę ratunku, mogliśmy jedynie błagać o pomoc. – Oficer pogładził swoją broń i zapytał: – Jakim cudem Baza Północna wciąż istnieje? Macie tak bogaty zapas amunicji i broni termojądrowej? A może dokonaliście przełomu technologicznego?

Na razie nie – odpowiedział Lu Feng, zdejmując zakrwawione rękawiczki. – Baza Północna ma wystarczającą ilość wojska, więc możemy wykorzystać przewagę liczebną, aby zredukować zużycie broni podczas bezpośredniej walki.

Odwrotnie niż u nas. – Oficer w bieli zmarszczył brwi. – Brak żołnierzy powoduje większe zużycie uzbrojenia. Rozumiem… to z powodu tej pogardzanej Deklaracji Róży. – Mężczyzna nie czekał na odpowiedź Lu Fenga, a jego wzrok wyrażał mieszane odczucia. – Wygląda na to, że Baza Północna zawsze dokonuje tego typu wyborów. Naprawdę podziwiam waszą arbitralność – oświadczył w końcu.

Sędzia nagle spojrzał w inną stronę. Znajdowała się tam pusta strefa buforowa, pozbawiona godnych uwagi budynków. Oficer zdał sobie sprawę, że w tym kierunku leżała Baza Północna.

Co się stało?

Lu Feng nie potrafił wyjaśnić tego przeczucia. Miał wrażenie, jakby w tamtym miejscu coś się stało.

Chyba muszę wracać.

***

Baza Północna

An Zhe został pod eskortą wyprowadzony z dwudziestego drugiego piętra. Minęli hol. Godzinę temu to miejsce było wypełnione kojącą muzyką i przyjazną atmosferą, lecz teraz panował w nim bałagan. Nikogo tam nie było. W kącie leżał przewrócony stolik herbaciany i filiżanki. Rozlane mleko wsiąkało w materiał białej sukienki. Można było na niej dostrzec coś w kolorze miodu, przypominające pszczele futerko.

Ile osób zostało zarażonych? – wykrzyknął do swojego komunikatora dowódca działu interwencji kryzysowej.

Dwudzieste pierwsze, dwudzieste drugie i dwudzieste trzecie piętro! – Z głośnika dobiegł ochrypły głos. – Wszystkie kobiety w Ogrodzie Edenu, które spełniały standardy Deklaracji Róży, cały personel, a nawet embriony w inkubatorach na dwudziestym piętrze! I parę osób z innych pięter.

Palce oficera zacisnęły się, prawie miażdżąc komunikator.

Co teraz? – zapytał jego zastępca.

Trzeba tu posprzątać. Głupi jesteś? – Wściekły mężczyzna odwrócił się gwałtownie, lecz nie w stronę swego podwładnego. Jego celem był An Zhe.

W upiornym białym świetle jego twarz była zimna jak kamień.

Co się wydarzyło na dwudziestym drugim piętrze? – Jego ostry głos wdarł się do uszu chłopaka jak grzmot, przeszywając głowę bólem. Pilnujący go żołnierz popchnął go do przodu. Młodzieniec poczuł, że kości jego ramienia zostały niemal zmiażdżone.

Ból sprawił, że zadrżał lekko i przymknął oczy.

Pani Lu zmutowała – powiedział.

Gdzie wtedy byłeś?

Tuż przy niej.

Dlaczego zmutowała?! – wrzasnął mężczyzna. – W Ogrodzie Edenu nawet kropla wody nie ma prawa się dostać powyżej dwudziestego piętra. Jak kobiety mogą tam mutować?

Wiele lat temu… ugryzła ją pszczoła – odpowiedział zgodnie z prawdą An Zhe. Oficer przed nim wyglądał tak agresywnie, że chłopak podświadomie się cofnął, ale żołnierz popchnął go do przodu.

Gdyby została ugryziona wiele lat temu, to już dawno by zmutowała! – Mężczyzna szarpnął nadgarstek młodzieńca.

Panie pułkowniku, proszę się uspokoić. W obecnej sytuacji… – Zastępca zadrżał.

Do skroni An Zhe została przystawiona zimna lufa pistoletu.

Chcesz mówić w jego imieniu? – wybuchnął pułkownik. – Widziałem tego mężczyznę, kiedy został przeniesiony. Pochodzi z Latarni, a nie z dwudziestego drugiego piętra. Czy w Latarni nie było próbek pszczół? Już dawno mówiłem, że naukowcy są szaleni, hodując gatunki heterogeniczne w Dwóch Wieżach. Prędzej czy później musiało się coś wydarzyć. Chcą zniszczyć bazę, tak jak poprzednio zwolennicy fuzji.

Chce się pan skontaktować z Sądem Procesowym? – zapytał zastępca.

Nie ma takiej potrzeby – odrzekł zimno dowódca, trzymając palec na spuście. – To niemożliwe, by nie miał nic wspólnego z infekcją.

Tłumaczenie: Dianthus

3 Comments

Skomentuj Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: