Mo Dao Zu Shi

Rozdział 79 – Lojalność I18 min. lektury

Według legend rzeź w Mieście bez Nocy była krwawą bitwą, podczas której patriarcha Yiling własnoręcznie w ciągu jednej nocy wymordował ponad trzy tysiące osób.

Niektórzy mówili, że było to pięć tysięcy. Jednak bez względu na konkretną liczbę, ruiny miasta dzięki Wei Wuxianowi zamieniły się w krwawe piekło.

Co najlepsze, mordercy udało się cało wrócić na Kopce Pogrzebowe pomimo bycia atakowanym przez wszystkich. Nikt nie wiedział, jak mu się to udało.

Przez tę bitwę świat kultywacyjny został mocno zraniony. Z tego powodu dopiero po trzech miesiącach gromadzenia sił i planowania Czterem Wielkim Sektom w końcu udało się z sukcesem dokonać oblężenia nory tego demona, pokazując prawdziwe znaczenie słowa „masakra” Wenom i szalonemu patriarsze Yiling.

Wei Wuxian spojrzał na kultywatorów zgromadzonych przed jaskinią Mordowania Demonów. Mieli takie same miny jak kultywatorzy zebrani na konferencji deklaracji, rozlewający wino na ziemię i składający przysięgę, że rozsypią na wietrze prochy pozostałych Wenów i jego samego. Niektórzy byli ocaleńcami z tamtej nocy, inni ich potomkami, ale najwięcej było „ludzi sprawiedliwości”, którzy podzielali ich poglądy.

Yi Weichun, kultywator w średnim wieku, który uparł się, że Wei Wuxian obciął mu nogi i od tamtej pory musi nosić drewniane protezy, znowu się odezwał:

Dług krwi, który jesteś winien trzem tysiącom ludzi, nigdy nie zostanie spłacony, nawet jeśli zginiesz milion razy!

Trzem tysiącom ludzi? – przerwał mu Wei Wuxian. – Tamtej nocy rzeczywiście tyle osób było obecnych w Mieście bez Nocy, ale wśród nich byli liderzy sekt i wielu elitarnych kultywatorów. Czy naprawdę uważasz, że byłbym w stanie zabić trzy tysiące osób, skoro oni byli obecni? Darzysz mnie zbyt wysokim poważaniem, czy patrzysz na nich z góry?

Ze spokojem przekazywał te fakty, lecz najwyraźniej nieznany kultywator uznał, że z niego szydzi.

A o czym my tu teraz mówimy? – zafukał. – To dług krwi, przecież nie będziemy się targować!

To nie tak, że chcę się targować. Po prostu nie podwajajcie mi oskarżeń na podstawie cudzych plotek. Nie mam zamiaru brać na siebie czegoś, czego nie zrobiłem.

Czegoś, czego nie zrobiłeś? Czy coś takiego w ogóle istnieje?

Na przykład to nie ja poszatkowałem Chifenga-zun na kawałki. To nie ja zmusiłem panią Jin do popełnienia samobójstwa w Wieży Karpia. A także to nie ja kontroluję te wszystkie trupy, które napotkaliście po drodze.

Su She się uśmiechnął.

Patriarcho Yiling, od zawsze słyszałem, że jesteś arogancki, lecz teraz zachowujesz się tak skromnie! Naprawdę nie jestem w stanie wymienić nikogo innego, kto byłby w stanie na raz kontrolować tyle trupów.

Naprawdę nikt nie przychodzi ci do głowy? Każdy był w stanie to zrobić mając Amulet Tygrysa Stygijskiego.

Czy to nie jest jedna z twoich własnych broni? – odparł Su She.

To nie pora na pytanie, kto najbardziej ją sobie ceni. To jak z Wen Ningiem. Wiele lat temu pewne sekty obawiały się Upiornego Generała. Powiedziały, że go zabiją, lecz skrycie ukryły go na dziesięć lat. To bardzo dziwne. Kto powiedział, że jego prochy zostały rozsypane na wietrze?

Wszyscy spojrzeli na obecnych uczniów LanlingJin. W końcu to ich lider wziął odpowiedzialność za tę sprawę, uroczyście oznajmiając, że ciała Wenów zostały spalone i rozsypując ich prochy w Mieście bez Nocy.

Nie musisz zmyślać – odparł natychmiast Su She.

Nagle dziwne szumy i pomruki na nowo rozbrzmiały w lesie.

Uważajcie! Nadeszła druga grupa trupów!

Słysząc to, połowa obecnych natychmiast poszła się nimi zająć, podczas gdy pozostali wciąż kierowali ostrza w stronę grupy stojącej przed jaskinią.

Już powiedziałem, że to nie ja je kontroluję. Skoro macie czas na mnie patrzeć, to może powinniście spojrzeć na nie – oznajmił Wei Wuxian.

Obecnych było dość sporo znanych kultywatorów, a także kilku liderów i seniorów. Pozbycie się gromady trupów nie powinno sprawić żadnych problemów. Pośród dźwięków guqinu i latających wszędzie rozbłysków mieczy, nikt nie miał czasu, by zainteresować się, co się tu dzieje.

Jiang Cheng machnął batem, rozcinając trzy trupy na kawałki, po czym odwrócił się do Jin Linga.

Jin Ling! Lubisz swoje nogi, czy nie?!

Chodziło mu o to, że połamie chłopakowi nogi, jeśli ten wciąż będzie odmawiał przyjścia do niego. Jednak Jin Ling tę groźbę słyszał już niezliczoną ilość razy i nigdy nie została spełniona. Zerknął więc tylko na wuja, nie ruszając się z miejsca. Jiang Cheng przeklął, cofając Zidian zadarciem nadgarstka, tak jakby chciał owinąć go wokół chłopaka i przyciągnąć go siłą. Jednak fioletowy blask otaczający bicz nagle przygasł, a chwilę później zniknął całkiem.

Broń natychmiast powróciła do postaci srebrnego pierścienia i owinęła się wokół palca serdecznego. Jiang Cheng zamarł z zaskoczenia. Jeszcze nigdy Zidian sam z siebie nie dokonał transformacji. Wciąż spoglądał na swoją dłoń, gdy na jej środek spadły dwie czerwone krople. Uniósł rękę, wycierając twarz i widząc smugę szkarłatu.

Wuju – wykrzyknął Jin Ling.

Spośród tłumu walczącego ze zmarłymi także dobiegło kilka okrzyków zaskoczenia. Większość rozbłysków mieczy zgasła, a na twarzach obecnych widać było dwie smugi krwi. Krwotoki z nosa. Niektórzy krwawili jednocześnie z nosa i ust.

Co się dzieje?! – krzyknął jeden z kultywatorów.

Moja siła duchowa zniknęła!

Starszy bracie, pomóż nam! Coś się stało!

Bichen został wyjęty z pochwy, zabijając trupa, który gonił za kultywatorem wołającym o pomoc. Jednak pełne niepokoju krzyki nie ustawały, rozlegając się i cichnąc. Tłum zebrał się powoli, wycofując w stronę jaskini.

Kultywatorzy, którzy byli gotowi do wielkiej bitwy, nagle stracili swoje moce. Nie tylko zniknęły rozbłyski mieczy, a talizmany zawiodły, ale nawet melodie sekt GusuLan i MolingSu stały się zwyczajnymi zlepkami dźwięków, tracąc zdolności egzorcyzmujące.

Sytuacja się odwróciła!

Lan Wangji zdjął guqin z pleców, a wibracja strun rozniosła się echem. Jednak bez względu na to, jak uzdolniony był w Melodii zwycięstwa, to wciąż był sam. Wen Ning wyskoczył z jaskini i pomógł mu odgonić zmarłych, jednocześnie znosząc w milczeniu kopniaki i uderzenia otaczających go kultywatorów. Na szczęście nie czuł bólu, więc w ogóle to na niego nie wpłynęło.

Nagle Lan Sizhui wybiegł spośród wszechobecnego pandemonium, krzycząc:

Chodźcie tutaj, wejdźcie do jaskini! W środku nakreślono ogromny szyk. Co prawda brakuje paru fragmentów, ale jak je naprawimy, to na powinien działać. Przez chwilę wytrzyma!

Kilku kultywatorów obawiających się o swoje życia natychmiast chciało wejść do środka, lecz powstrzymał ich Su She.

Nie wchodźcie! To na pewno pułapka! W środku mogą czyhać na nas jeszcze większe niebezpieczeństwa!

Słysząc jego krzyki, ludzie nagle się zawahali. Machając dłonią, Wei Wuxian spuścił na trupy deszcz talizmanów.

Umieranie na zewnątrz to umieranie, śmierć w środku to także śmierć. I tak umrzecie, więc możecie to trochę odroczyć, jeśli wejdziecie do środka. Dlaczego wam się tak spieszy do grobu?

Choć jego słowa miały sens, to ze względu na jego reputację ludzie jeszcze bardziej zaczęli obawiać się wejścia do jaskini. Wahając się, kontynuowali ciężką bitwę z trupami. Niektórzy całkiem nieźle się trzymali pomimo braku siły duchowej, lecz Nie Huaisang nie dał zbyt długo rady. Wszyscy wiedzieli, że jest nieśmiały i nieutalentowany. Brakowało mu również ambicji i w ogóle się nie starał jako kultywator. Nagły zwrot akcji wziął go z zaskoczenia i tylko dzięki ochronie jego osobistej świty nie odniósł jeszcze żadnych ran.

Widząc, że rzeszy zmarłych nie było końca, pospieszył obecnych:

Wchodzicie czy nie? Jeśli nie, to pójdę pierwszy. Wybaczcie moją nieobecność. Szybko, szybko, szybko, wszyscy do środka!

Zanim w ogóle skończył mówić, Nie Huaisang poprowadził członków sekty QingheNie szybko i stanowczo w głąb jaskini. Był nerwowy jak pies, który stracił właściciela i przestraszony jak ryba, która wyrwała się z sieci. Pozostali zaniemówili z szoku na widok jego bezpośredniości.

W tej chwili Ouyang Zizhen także krzyknął:

Tato, przestań ich zabijać! Zaufaj mi i chodź do środka! Przed chwilą byliśmy w tej jaskini i nie było tam żadnych pułapek!

Tak, tam naprawdę na ziemi jest wielki szyk! – potwierdziło kilku innych chłopców.

Wuju, chodź! – krzyknął Jin Ling.

Jiang Cheng rzucił się w jego stronę z Sandu, który także stracił swój blask, grożąc:

Możesz się zamknąć?!

Lecz po jego okrzyku z ust i nosa znowu pociekła mu krew. Jin Ling podbiegł do niego i zaczął ciągnąć go w stronę jaskini. Po utracie sił duchowych i spędzeniu połowy dnia na walce Jiang Cheng był zmęczony, więc zaciągnięcie go do środka nie było takie trudne. Kultywatory z sekty Jiang popędzili za swoim liderem.

Jednocześnie z wnętrza groty dobiegł ich wesoły głos Nie Huaisanga:

Chodźcie wszyscy! W środku jest dużo miejsca! Czy któryś z seniorów mógłby przyjść i naprawić szyk? Ja nie mogę! Nie wiem jak!

Słysząc ostatnie zdanie, jedno słowo pojawiło się w myślach wszystkich: „nieudacznik”.

Palce Lan Wangjiego nie opuściły strun guqinu, gdy spojrzał w górę.

Wuju!

Lan Qiren w ogóle nie chciał wchodzić do jaskini. Wolał walczyć do ostatniej możliwej chwili, lecz nie był sam. Był odpowiedzialny za wielu kultywatorów z sekty Lan i Jin, których pozostawiono pod jego jurysdykcją. Nie był także główną siłą w tej bitwie, więc nie chciał lekceważyć tych uczniów. Nie spojrzał nawet na Lan Wangjiego. Zamiast tego uniósł miecz i rozkazał:

Zachowajcie ostrożność!

Teraz wewnątrz byli już wszyscy ludzie z LanlingJin, GusuLan, QingheNie i YunmengJiang, więc pozostali postanowili wziąć z nich przykład i nie stawiać dłużej oporu. Gdyby naprawdę w środku znajdowała się jakaś bestia lub demon, to w pierwszej kolejności rozprawiłby się z czterema wielkimi sektami. Pobiegli do środka. Ostatecznie na zewnątrz pozostali tylko kultywatorzy z MolingSu.

Hę? Nie wchodzisz, liderze Su? No dobrze, to ty tu zostań. Ale wszyscy są pozbawieni sił duchowych, prawda? Pozostanie na zewnątrz to jak szukanie śmierci. Odwaga godna pochwały! – powiedział Wei Wuxian.

Su She zerknął na niego z ukosa. Choć jego twarz drgnęła niekontrolowanie, to także zaprowadził do środka swoich uczniów.

Mordownia Demonów bez problemu pomieściła ponad tysiąc osób. Szepty i oddechy obecnych odbijały się nieskończonym echem wewnątrz groty głównej. Lan Qiren podszedł do Nie Huaisanga, gdy tylko go zobaczył, by przyjrzeć się rozmazanym fragmentom szyku na podłodze. Lider Nie przyglądał mu się wyczekująco. Szyk rzeczywiście był bardzo stary. Mężczyzna natychmiast rozciął dłoń i naprawił go własną krwią. Wen Ning pilnował wejścia, odrzucając w dal zbliżające się trupy. Gdy tylko szyk został naprawiony, niewidzialna bariera zdawała się blokować im wejście do środka.

Wei Wuxian zaczekał, aż Lan Wangji odłożył guqin, po czym wszedł z nim do jaskini. Wszyscy kultywatorzy, którzy dopiero co odetchnęli z ulgą, zobaczyli, jak wchodzą do środka, na nowo zaczynając się martwić.

Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Planowali oblężyć norę patriarchy Yiling i zmusić go do poddania się, lecz okazało się, że to oni zostali oblężeni. Musieli nawet ukryć się w owej norze, by pożyć chwilę dłużej. Lan Qiren skończył naprawiać znajdujący się na ziemi szyk i stanął przed tłumem, blokując przejście bratankowi i jego towarzyszowi. Zadarł wysoko brodę, tak jakby chciał powstrzymać ich własnymi rękoma i walczyć z Wei Wuxianem na śmierć i życie, gdyby ten wykonał choć jeden ruch.

…Wuju – powiedział Lan Wangji.

Rozczarowanie nie opuściło jeszcze serca staruszka. Wciąż nie chciał spojrzeć na ucznia, którego nauczał przez tyle lat i który do tej pory napawał go dumą. Zwrócił wzrok na Wei Wuxiana, chłodno pytając:

Co takiego knujesz?

Wei Wuxian przycupnął na schodkach.

Nic, ale skoro już tu jesteśmy, to może pogadamy…

Nie mamy o czym z tobą rozmawiać! – krzyknął Yi Weichun.

Niby jak to możliwe? Nie wierzę. Nie chcecie wiedzieć, dlaczego nagle straciliście siłę duchową? Przyznam szczerze, że nie jestem na tyle silny, by niezauważony zaszkodzić wam wszystkim.

Yi Weichun splunął, lecz Nie Huaisang odezwał się pierwszy:

Tak, to ma sens.

Wszyscy na niego łypnęli.

Zgaduję, że zanim tu przyszliście, to nie mieliście czasu, by usiąść razem i zjeść obiad, więc to nie powinna być żadna trucizna – kontynuował Wei Wuxian.

To na pewno nie trucizna. Nigdy nie słyszałem o żadnym specyfiku, który tak nagle potrafiłby pozbawić kogoś sił duchowych. W przeciwnym razie kultywatorzy byliby w stanie zapłacić za niego majątek, a plotkom nie byłoby końca.

Pośród obecnych było kilku medyków. Złapali stojących nieopodal za przedramiona, sprawdzając ich puls.

I jak? I jak? Zniknięcie naszych sił duchowych jest tymczasowe czy to na stałe?! – pytali spanikowani ludzie.

Ta kwestia natychmiast przyciągnęła uwagę wielu zebranych. Nie mieli więcej czasu, by zapobiegawczo chronić się przed Wei Wuxianem. W końcu jeśli ich moce zniknęły na zawsze, to staną się bezużyteczni. To o wiele gorsze od śmierci tu i teraz.

Medycy naradzali się przez chwilę, po czym wydali oświadczenie:

Wasze złote rdzenie są nienaruszone. Nie ma się o co martwić! To powinno być tymczasowe.

Słysząc to, Jiang Cheng potajemnie westchnął z ulgą. Wziął chusteczkę, którą podawał mu Jin Ling i wytarł krew z twarzy.

Tymczasowe? – zapytał. – Jak długo potrwa ta tymczasowość? Kiedy wszystko wróci do normy?

Obawiam się… że przynajmniej cztery godziny.

Twarz Jiang Chenga przerażająco pociemniała.

Cztery godziny?!

Wszyscy spojrzeli na tłum trupów ściśle otaczający jaskinię – nawet kropla wody by się nie przedarła. Z pewnością było ich nie mniej niż obecnych kultywatorów. Każdy wpatrywał się do wnętrza groty, gdzie ludzkie głowy się poruszały, a energia yang wrzała. Nie mieli zamiaru cofnąć się ani o krok, wiercąc się w miejscu i stojąc ramię w ramię, jakby w każdej chwili mogli dostać się do środka. Smród gnijącego mięsa był przytłaczający.

Ich siła duchowa powróci dopiero za około cztery godziny? Nie mieli nawet pewności, czy nakreślony na ziemi szyk, który był nieużywany od lat i tymczasowo naprawiony, tyle wytrzyma!

Oprócz tego przebywali w jednym miejscu z patriarchą Yiling. Nie rozumieli, dlaczego jeszcze nie wykonał żadnego ruchu. Może planował ich zabić jak kot, który złapał mysz, najpierw ich zastraszając. Pomimo tego, nikt nie wiedział, kiedy Wei Wuxian nagle się na nich rzuci. Spojrzenia wszystkich znowu skierowały się na niego.

Już mówiłem, że nie musicie tak mnie obserwować – powiedział Wei Wuxian. – Tutaj tylko dwie grupy wciąż są w posiadaniu siły duchowej. Ja i Hanguang-jun to jedna grupa, a drugą są dzieci, które kilka dni temu tu przyprowadzono. Chyba mogę nazwać resztę z was bezsilną, prawda? Gdybym coś chciał wam zrobić, to chyba nie sądzicie, że dzieciaki mnie powstrzymają?

Su She parsknął.

Skończ z tymi bzdurami. Jeśli będziesz chciał nas zabić, to no cóż. Nikt, kto wyda z siebie jakikolwiek dźwięk, nie będzie zasługiwał na miano bohatera. Nie oczekuj też, że będziemy cię błagać o litość.

Po tych słowach wielu się zawahało. Spośród tysiąca obecnych tylko około dwudziestu miało powód do zemsty. Pozostali bez zastanowienia dołączyli, gdy usłyszeli, że dojdzie do oblężenia. Można było powiedzieć, że byli tylko świadkami sprawiedliwości, obecnymi tylko z powodu własnego poczucia moralności. Chcieli tylko wziąć przykład z grupy stojącej na czele. Możliwość zabicia kilku trupów na posługach patriarchy byłaby dość prestiżowym czynem. Lecz niewielu by dołączyło, gdyby naprawdę musieli za to zapłacić.

Wei Wuxian zerknął na mówiącego.

Przepraszam, ale muszę spytać. Kim tak właściwie jesteś?

Na zewnątrz jaskini zawołał Su She po imieniu, lecz teraz go o nie pytał. Wyraźnie zrobił to celowo. Żyły wyskoczyły na czole lidera MolingSu. Już miał odpowiedzieć, gdy Lan Jingyi głośno się wtrącił:

No i? To nie trucizna.

Wei Wuxian natychmiast zapomniał o Su She.

Bez powodu nie traci się siły duchowej. Musi być na to jakiś sposób i konkretny moment. Zanim wyruszyliście do Kopców lub w drodze tutaj musieliście wszyscy mieć z czymś kontakt. Albo wszyscy wykonaliście tę samą czynność. Dzieciaki zostały tu przyprowadzone kilka dni temu, więc czas się nie zgadza, a Hanguang-jun i ja nie wybraliśmy tej samej górskiej ścieżki, co wy. Czy ktoś ma jakiś pomysł, co mogliście wszyscy zrobić?

Co wszyscy zrobiliśmy? – odparł ktoś pośród ogłuszającej ciszy. – Na Kopcach wszyscy napiliśmy się wody, prawda? Nie pamiętam, nie wiem.

Kto odpowiedziałby w taki sposób Wei Wuxianowi, na poważnie zastanawiając się nad jego słowami i robiąc, co powie? Jedyny i niepowtarzalny, który kręci głową na „nie”, Nie Huaisang.

Ktoś nie mógł się powstrzymać przed skomentowaniem:

Nikt nic nie pił po drodze! Kto śmiałby wziąć choćby łyk wody na górze trupów?!

No to wszyscy nawdychaliśmy się mgły na zboczu? – zastanawiał się dalej Nie Huaisang.

Gdyby z mgłą było coś nie tak, byłoby to dość dobre wytłumaczenie. Ktoś natychmiast się zgodził.

To możliwe!

Nie, to niemożliwe – odparł natychmiast Jin Ling. – Mgła jest gęsta na szczycie, a my siedzieliśmy tu związani od dwóch dni. Wciąż mamy siłę duchową, prawda?

Su She wyglądał, jakby nie mógł dłużej tego znieść.

Wystarczy. Naprawdę zaczęliście z nim rozmawiać! Świetnie się bawicie, tańcząc, jak wam zagra? On…

Nagle mina mężczyzny zmieniła się drastycznie. Jego słowa zatrzymały się w pół zdania.

No dalej – nalegał Wei Wuxian. – Może dokończysz?

Wszyscy uczniowie sekty MolingSu wstali.

Liderze sekty!

Liderze, co się stało?!

Su She odepchnął ucznia, który przyszedł mu pomóc. Uniósł ramię, najpierw wskazując na Wei Wuxiana, a potem na Lan Wangjiego.

Wei Wuxian, jaką klątwę rzuciłeś tym razem?! – fuknął stojący najbliżej niego uczeń.

To nie klątwa! – odparł Lan Sizhui. – To… to…

Lan Wangji, który siedział wyprostowany z boku, położył palce prawej dłoni na guqinie, zatrzymując wibracje strun. Uczniowie, którzy do tej pory nawijali podekscytowani, nagle zmienili się w kaczki, których szyje zostały ściśnięte i natychmiast zamilkli.

Wszyscy obecni Lanowie w myślach skomentowali – to było zaklęcie milczenia ich sekty.

Tłumaczenie: Ashi

15 Comments

  1. Lilet

    Dziękuję za kolejny rozdział, to tłumaczenie jest świetne, nawet jak ktoś czytał po angielsku. I zawsze można zarazić nowe osoby fascynującą historią ( moja przyjaciółka po dwóch latach namawiania w końcu przepadła 😁)

    Odpowiedz
  2. Badacz Sweevil

    Cudownie. :zachwyt2: dziękuję za nowy rozdział. Urlop nie sprzyja sprawdzaniu neta, także późno zobaczyłam nowy rozdział.
    Biję pokłony w podziękowaniu za nowy rozdział. :zachwyt:

    Odpowiedz
    1. Anonim

      Mimo iż jestem na 92 rozdziale i czytam na angielskiej stronce (+googlowy tłumacz), TO i tak CI KOCHANA ASHI DZIĘKUJE za tłumaczenie tego rozdziału 😍😍🥰🥰
      :zachwyt2: :ekscytacja: .

      Twoje tłumaczenie Ashi jest milon razy lepsze od googlowego tłumacza :ekscytacja:

      Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: