Mo Dao Zu Shi

Rozdział 77 – Zmierzch II17 min. lektury

W przeszłości to inni pytali go, co powinni zrobić. Teraz on zadawał to pytanie, jednak nikt nie był w stanie mu odpowiedzieć.

Nagle Wei Wuxian poczuł lekki ból z boku szyi, tak jakby wbito mu ostrą igłę. Jego całe ciało zdrętwiało. Był roztargniony i wzięto go z zaskoczenia, więc dopiero po chwili zrozumiał, co się stało. Mimowolnie upadł na kamienną ławę. Początkowo był w stanie unieść ramię, lecz ostatecznie nawet to było zbyt trudne. Nie mógł ani drgnąć.

Z zaczerwienionymi oczami Wen Qing powoli zabrała rękę.

Przepraszam.

Normalnie nie byłaby w stanie go tknąć, ale mężczyzna nie był ani trochę czujny. Dzięki bólowi wywołanemu przez wkłucie jego umysł się trochę rozjaśnił. Przełknął ślinę, a jego jabłko adama zadrżało, po czym zapytał:

Co robisz?

Wen Qing i Wen Ning spojrzeli po sobie. Stanęli przed nim jednomyślnie, poważnie salutując.

Widząc to, w duszy Wei Wuxiana pojawiło się niespokojne złe przeczucie.

Co planujecie zrobić? Co robicie?!

Omawialiśmy to, gdy się obudziłeś. Myślę, że wszystko już uzgodniliśmy – odparła Wen Qing.

Co omawialiście? Przestań pleść bzdury i wyjmij tę igłę. Puść mnie!

Wen Ning powoli się wyprostował, lecz jego głowa dalej była zwieszona.

Doszliśmy z siostrą do porozumienia. Pójdziemy do Wieży Karpia oddać się w ich ręce.

Co? – Wei Wuxian był zszokowany. – Niby jak to zrobicie? Przeprosicie? Poddacie się?

Wen Qing przetarła oczy, a jej mina wydawała się spokojna.

Tak mniej więcej. Gdy byłeś nieprzytomny, LanlingJin wysłało posłańców, by przekazać nam kilka wiadomości.

Jakich wiadomości? Nie bądź taka zdawkowa! Powiedz wszystko na raz! Skończ te wyjaśnienia!

LanlingJin czekało na twoją odpowiedź. Chcą, byś oddał im pozostałych przy życiu liderów sekty Wen, szczególnie Upiornego Generała.

Ostrzegam was. Natychmiast wyjmijcie tę igłę.

To my jesteśmy pozostałymi liderami sekty Wen – kontynuowała Wen Qing. – Powiedzieli, że jeśli nas im przekażesz, to przymkną oko na ten incydent. Efekt igły zniknie po około trzech dniach. Już omówiłam to z Czwartym Wujkiem. Obiecał, że będzie cię pilnował i uwolni, jeśli coś by się w międzyczasie wydarzyło.

Zamknij się! – wściekał się Wei Wuxian. – Już i tak zapanował niezły chaos, więc przestańcie dodawać mi problemów! Poddacie się, jasne. Czy kazałem wam to zrobić?! Wyjmuj tę igłę!

Rodzeństwo stało w bezruchu, milcząc wymownie. Wei Wuxian nie miał ani grama siły. Mógł się wściekać, lecz nikt go nie słuchał. Nagle poczuł, jakby wszystkie siły opuściły także jego serce. Nie był w stanie się poruszyć, ani krzyknąć, więc wycharczał:

Dlaczego idziecie do Wieży Karpia? To nie ja rzuciłem na niego tę klątwę…

Ale oni są przekonani, że to twoja sprawka.

Wei Wuxian z całych sił próbował wymyślić jakieś rozwiązanie. Nagle wpadł na pomysł.

No to znajdźmy osobę, która naprawdę rzuciła tę klątwę! Jin Zixun z pewnością udał się do ekspertów od tego rodzaju czarów. Najpopularniejszą metodą radzenia sobie z nimi jest kontratak, by winowajca sam poczuł skutki klątwy. Nawet jeśli nie odbijemy całej mocy, to powiedzie się przynajmniej z dużą jej częścią. Wtedy będziemy mogli po prostu poszukać kogoś z takimi samymi znakami na ciele!

To nie ma sensu – odparła Wen Qing.

Dlaczego?

Żyje tu naprawdę wielu ludzi. Niby gdzie mielibyśmy szukać tej osoby? Ustawić punkt kontrolny na każdej ulicy we wszystkich miastach i zmuszać przechodniów do rozebrania się, by sprawdzić?

A dlaczego by nie? – zaprotestował Wei Wuxian.

Kto chciałby się tym zająć? I jak długo masz zamiar szukać? Może i udałoby nam się odnaleźć tę osobę za osiem czy dziesięć lat, ale czy ci ludzie będą skłonni tyle czekać?

Ale na moim ciele nie ma żadnych oznak, że rzuciłem klątwę!

Pytali cię o to podczas dzisiejszego incydentu?

Nie.

Właśnie. Nie pytali. Byli gotowi po prostu cię zabić. Czy teraz rozumiesz? Nie potrzebują dowodów, ani byś odkrył prawdę. Brak śladu klątwy na twoim ciele nie ma żadnego znaczenia. Jesteś patriarchą Yiling, królem demonicznej kultywacji. Specjalizujesz się w mrocznych klątwach, więc brak śladów nikogo by nie zdziwił. Co najważniejsze, nie musiałeś też zrobić tego sam. Mogłeś zmusić do rzucenia jej jednego ze swoich niewolników, tych skundlonych Wenów. Prawda nie ma znaczenia, to i tak będzie twoją winą. Nie przyjmą twoich zaprzeczeń.

Wei Wuxian zaczął kląć.

Kobieta poczekała, aż przestanie, po czym kontynuowała:

Widzisz? To nie ma sensu. Tożsamość prawdziwego winowajcy nie jest już ważna. Priorytetem jest fakt, że na przełęczy Qiongqi zginęło setki ludzi… i Jin Zixuan.

Ale… ale…

Ale co? Sam nie wiedział, jak dokończyć to zdanie. Nie mógł wymyślić żadnego powodu, żadnej wymówki.

Ale i tak ja powinienem pójść. To ja nakazałem trupom zabijać ludzi. Dlaczego chcesz wysłać nóż, a nie mordercę?

Czy tak nie będzie lepiej?

Niby co w tym lepszego?!

Dobrze wiesz, Wei Ying. Wen Ning to nóż, nóż, który ich przeraża, ale jednocześnie powód do ataku na ciebie. Jeśli pójdziemy, to stracą ten powód i w końcu ta sprawa może się zakończy.
Wei Wuxian patrzył na nią zszokowany, po czym nagle wydał z siebie nieartykułowany ryk. W końcu zrozumiał, dlaczego Jiang Cheng reagował złością na jego pewne czyny, ciągle powtarzał, że ma kompleks bohatera i miał ochotę stłuc go na kwaśne jabłko. Bezsilne patrzenie, jak inni biorą na siebie całą odpowiedzialność i upierają się na wzięcie na siebie wszystkich konsekwencji… To uczucie było nie do zniesienia!

Czy na pewno rozumiecie? Co się stanie, jeśli oddacie się LanlingJin? Co się stanie z Wen Ningiem? Czy nie kochasz swojego brata najbardziej na świecie?

Cokolwiek by się nie stało, to z pewnością na to zasłużył.

Nie. Wen Ning wcale na nic złego nie zasłużył. To wszystko było jego winą.

Zresztą już dawno powinniśmy być martwi – dodała Wen Qing. – Te dni były zwykłym łutem szczęścia.

Wen Ning przytaknął.

Zawsze taki był, przytakując innym, zgadzając się z nimi i nigdy nie zaprzeczając. Wei Wuxian nigdy nie nienawidził jego potulności tak bardzo jak w tej chwili.

Wen Qing przykucnęła przy łóżku. Spojrzała na jego twarz, po czym nagle wyciągnęła rękę i pstryknęła Wei Wuxiana w czoło. Włożyła w to dość sporo siły, więc mężczyzna aż zmarszczył brwi z bólu. To wyraźnie poprawiło jej nastrój.

Powiedziałam, co chciałam powiedzieć, wszystko wytłumaczyłam, więc pora się pożegnać. No to żegnaj.

Nie…

Są pewne słowa, których nigdy ci nie powiedziałam – przerwała mu kobieta. – Uważam, że dzisiaj muszę to zrobić, bo już więcej nie będę miała ku temu szansy.

Zamknij się… Puść mnie… – szeptał Wei Wuxian.

Przepraszam. I dziękuję.

Wei Wuxian przeleżał w jaskini trzy dni.

Obliczenia Wen Qing były poprawne. Trzy dni. Ani chwili później, ani chwili wcześniej. Był w stanie się poruszyć równo po upływie trzech dni.

Najpierw palce, potem nogi i ramiona, potem szyję… Gdy prawie zmrożona krew znowu zaczęła płynąć w jego żyłach, Wei Wuxian zerwał się na nogi i wybiegł z jaskini.

Wenowie wyglądali, jakby również przez ostatnie trzy dni nie zmrużyli oka. W milczeniu siedzieli w największej chacie, lecz Wei Wuxian nawet na nich nie spojrzał, z całych sił zbiegając ze zbocza.

Kiedy dotarł na dół, stanął pośród krzaków, starając się złapać oddech. Pochylił się i oparł dłonie na kolanach. Trwał tak przez chwilę, po czym się wyprostował, jednak patrząc na dzikie trawy porastające górskie ścieżki, uświadomił sobie, że nie wie, gdzie iść.

Kopce Pogrzebowe – właśnie z nich zszedł.

Przystań Lotosów – nie było go tam od roku.

Wieża Karpia? Minęły już trzy dni. Gdyby teraz poszedł, to pewnie ujrzałby jedynie zwłoki Wen Qing i prochy Wen Ninga.

Stał w bezruchu. Nagle poczuł, że na tym wielkim świecie nie było już dla niego miejsca. Nie wiedział też, co powinien zrobić.

Nagle z głębi jego serca wydarła się przerażająca myśl. Przez ostatnie trzy dni ciągle dusił ją w zarodku, ale ona pojawiała się na nowo, nie dając się zniszczyć.

Rodzeństwo Wen odeszło na własną rękę. Możliwe, że w duchu się z tego cieszył, gdyż nie musiał teraz podjąć żadnej ciężkiej decyzji. Podjęli ją za niego i ponieśli za to konsekwencje.

Wei Wuxian uniósł dłoń i się spoliczkował.

Co ty sobie myślisz?! – zbeształ się niskim tonem.

Jego policzek piekł. W końcu udało mu się stłumić tę przerażającą myśl. Zamiast tego zdecydował za wszelką cenę przynajmniej odzyskać ich prochy.

I tak ostatecznie popędził w stronę Wieży Karpia.

Zakradnięcie się nigdy nie było dla niego problemem. W siedzibie LanlingJin było bardzo cicho i nie napotkał żadnych ciężkich linii obrony, które spodziewał się tam zastać. Przeszukał okolicę wzdłuż i wszerz, nie zauważając nic podejrzanego.

Jak duch przemykał przez poszczególne sale. Ukrywał się, gdy kogoś zauważył, szedł dalej, gdy panowała cisza. Nie wiedział, czego szuka, ani nawet gdzie szukać. Jednak jego kroki zamarły, gdy usłyszał płacz niemowlęcia. W środku słyszał głos, który przynaglił go do skierowania się w stronę źródła dźwięku.

Płacz dochodził z wielkiego, ciemnego pałacu.

Wei Wuxian bezdźwięcznie zakradł się do głównego wejścia, zaglądając przez misternie wykute wzory w drewnianych oknach.

Na środku stała czarna trumna, a przed nią klęczały dwie ubrane na biało kobiety.

Ta po lewej była o wiele drobniejsza. Wszędzie by ją rozpoznał. W dzieciństwie wiele, wiele razy niesiony był przez tę kobietę.

To była Jiang Yanli.

Klęczała na materacu i pustym wzrokiem wpatrywała się w trumnę tak czarną, że aż zdawała się błyszczeć. W jej ramionach spoczywało niemowlę, wciąż lekko popłakując.

A-Li, nie musisz tu dłużej siedzieć. Zrób sobie przerwę – wyszeptała siedząca obok kobieta.

Jiang Yanli zaprzeczyła ruchem głowy, a pani Jin westchnęła. Miała podobną osobowość do swojej przyjaciółki, pani Yu. Była niezwykle asertywna, a jej głos zawsze donośny. Jednak te kilka wypowiedzianych słów brzmiało tak cicho i ochryple, iż wydawało się, że znacznie się postarzała.

Zostanę tutaj – nalegała pani Jin. – Ty nie powinnaś dłużej siedzieć. Nie wytrzymasz.

Matko, nic mi nie jest – odparła miękko dziewczyna. – Chciałabym jeszcze trochę zostać.

Chwilę później pani Jin powoli wstała.

Długo tak nie wysiedzisz. Przyniosę ci coś do jedzenia.

Prawdopodobnie także długo siedziała i zdrętwiały jej nogi. Jej ciało lekko się zachwiało, gdy wstawała, ale szybko złapała ponownie równowagę. Odwróciła się, ukazując stwardniałe rysy twarzy.

We wspomnieniach Wei Wuxiana pani Jin zawsze była zdecydowana i pełna wigoru. Jej wyraz twarzy wyrażał arogancję odpowiednią dla kogoś otoczonego złotym splendorem. Nieźle się trzymała i wyglądała całkiem młodo, mogąc uchodzić za dwudziestolatkę Jednak teraz przed Wei Wuxianem stała ubrana na biało kobieta w średnim wieku z przyprószonymi siwizną włosami. Nie miała makijażu, a spierzchnięte usta wyraźnie odznaczały się na jej bladej twarzy.

Gdy zbliżyła się do wyjścia, Wei Wuxian natychmiast czmychnął. Lekkim krokiem wskoczył na dach korytarza w tej samej chwili, gdy kobieta wyszła, zamykając za sobą drzwi. Z chłodną miną wzięła głęboki oddech, tak jakby chciała znów przybrać swój zwykły, dostojny wyraz twarzy.

Jej oczy szybko poczerwieniały. Przed Jiang Yanli nie okazywała żadnych oznak smutku, jednak gdy tylko wyszła, jej usta natychmiast wygięły się w grymasie. Cała zaczęła się trząść.

To był drugi raz, gdy Wei Wuxian ujrzał tak zniekształconą i zrozpaczoną minę u tej kobiety.

Naprawdę chciał, by to był już ostatni raz.

Podświadomie zacisnął pięści, lecz jego knykcie wydały ostre chrupnięcie. Słysząc to, pani Jin krzyknęła:

Kto tam jest?!

Spojrzała w górę, zauważając Wei Wuxiana ukrytego za jedną z ozdób na dachu. Miała bardzo dobry wzrok, więc natychmiast się skrzywiła, gdy rozpoznała skryte w mroku rysy.

Chodźcie tu wszyscy! – wrzasnęła piskliwie. – Wei Ying tu jest! Zakradł się do Wieży Karpia!

Wei Wuxian zeskoczył na ziemię. Nagle usłyszał tupot pospiesznych kroków – ktoś wybiegł z pałacu. Mógł tylko zwiać. Nie śmiał spojrzeć na Jiang Yanli, na ani jedną jej minę, wysłuchać ani jednego słowa!

Gdy uciekł z Wieży Karpia i opuścił Lanling, znowu nie miał gdzie się podziać. Krążył bez celu, a jego umysł był zamglony. Nigdzie się nie zatrzymywał. Nie wiedział, ile miast minął, gdy nagle zobaczył grupę ludzi stojących u bram jednego z nich. Byli w trakcie zażartej dyskusji.

Planował ich zignorować, lecz gdy przechodził obok, usłyszał słowa „Upiorny Generał”. Natychmiast się zatrzymał, skupiając na rozmowie.

Upiorny Generał jest naprawdę okrutny… Ponoć przyszedł się poddać, lecz nagle mu coś odwaliło. Zaczął mordować w Wieży Karpia!

Dobrze, że mnie tam nie było!

To kundel wytresowany przez Wei Wuxiana. Nic dziwnego, że gryzie każdego, kogo napotka.

Wei Ying nie powinien był go tworzyć, jeśli nie mógł nad nim zapanować. Wziął dzikiego psa i nie przywiązał go do budy. Prędzej czy później ucierpi z powodu dewiacji qi. I wątpię, by ten dzień był odległy.

Wei Wuxian cicho słuchał, choć palce i mięśnie jego twarzy drgały lekko.

LanlingJin miało prawdziwego pecha.

GusuLan miało jeszcze gorzej! Ponad połowa z tych około trzydziestu osób była z ich sekty. A widać było, że chcą tylko uspokoić obecnych.

Całe szczęście, że ostatecznie spalono Upiornego Generała. Wystarczała sama myśl, że szaleje gdzieś po świecie, by przyprawić mnie o koszmary.

Wszyscy Wenowie powinni tak skończyć! – prychnął jeden z obecnych.

Spalili go prawie na popiół. Tym razem Wei Wuxian powinien wiedzieć, co się święci, prawda? Słyszałem, że wielu liderów sekt wybierających się na konferencję deklaracji już przemówiło. To takie przerażające!

Im dłużej Wei Wuxian słuchał, tym chłodniejsza stawała się jego mina.

Powinien był zrozumieć to już dawno temu. Jego czyny nie miały znaczenia, gdyż z ust tych ludzi i tak nie usłyszy ani jednego, dobrego słowa. Gdy wygrywał, inni się bali; gdy przegrywał, inni się radowali.

Tak czy siak, kultywował tę pokrętną ścieżkę, więc jakie znaczenie miały te wszystkie lata wytrwałości? Co one mu przyniosły?

Im chłodniejszy był jego wzrok, tym gorętszy ogień płonął w jego sercu.

Jeden z grupy chełpił się, jakby miał w tym wydarzeniu wielki wkład.

Tak, przerażające! Będzie dobrze, jeśli ukryje się na tej swojej górze. Jak tylko znowu pokaże swoją gębę, to ja…

To co zrobisz?

Rozgadany tłum natychmiast zamilkł. Wszyscy się odwrócili, zauważając za sobą bladego młodzieńca ubranego w czarne szaty. Pod oczami miał ciemne sińce, a jego głos był niezwykle zimny.

Co zrobisz, jak znowu pokaże swoją gębę?

Bystroocy zauważyli flet z czerwonym chwostem zawieszony u pasa młodzieńca. Natychmiast podskoczyli, krzycząc:

Chenqing, to Chenqing!

Patriarcha Yiling, Wei Wuxian, naprawdę się tu pojawił!

Wszyscy natychmiast się rozpierzchli, lecz Wei Wuxian gwizdnął ostro, a ich ciała nagle się osunęły i kultywatorzy upadli na ziemię. Gdy chwiejnie się przekręcili, zauważyli, że na plecach każdego z nich siedziały różne mroczne, krwawe duchy!

Wei Wuxian szedł powoli przez rozproszony tłum.

Hę, co jest? Czy nie byliście wielkimi i uzdolnionymi kultywatorami, gdy gadaliście za moimi plecami? Dlaczego teraz, gdy możecie urzeczywistnić wasze słowa, to jesteście w stanie tylko leżeć plackiem na ziemi?

Podszedł do osoby, której słowa były najostrzejsze i butem wgniótł jej twarz w błoto.

Gadaj. Dlaczego nic więcej nie mówisz? Co takiego mi zrobisz, panie bohaterze?

Kości nosowe mężczyzny złamały się od nacisku. Krew rozlała się wokół, a on krzyknął niekontrolowanie. Wielu kultywatorów obserwowało z bram miasta i chciało pomóc, lecz nie śmieli podejść nawet na krok. Jeden z nich krzyknął z daleka:

Wei… Wei Ying! Jeśli naprawdę jesteś taki silny, to dlaczego nie pójdziesz odnaleźć tych liderów sekt biorących udział w konferencji deklaracji? Niby co udowadniasz, znęcając się nad słabymi kultywatorami, którzy nie mają siły, by ci się przeciwstawić?

Wei Wuxian znowu gwizdnął. Mężczyzna, który go zaczepił, poczuł, jakby jakaś niewidzialna dłoń pociągnęła go w dół. Spadł z murów obronnych miasta, łamiąc obie nogi i krzycząc wniebogłosy.

Twarz patriarchy nawet nie drgnęła.

Słabi kultywatorzy? Mam was tolerować, bo jesteście słabi? Skoro mieliście czelność wypowiedzieć te słowa, to przynajmniej odważcie się przyjąć konsekwencje. Jeśli od początku wiedzieliście, że jesteście nieistotnymi szumowinami ważnymi tyle samo co mrówki, to dlaczego nie potraficie myśleć, zanim coś powiecie?!

Wszyscy byli bladzi jak popiół, nie wydając z siebie ani jednego dźwięku. Gdy Wei Wuxian nie usłyszał więcej pyskowania, dokończył z satysfakcją:

Właśnie tak, chłopcy.

Gdy tylko ostatnie słowo ucichło, znowu kopnął mężczyznę wygadującego najwięcej bzdur, wybijając mu połowę zębów.

Krew rozbryzgała się po całej ziemi. Wszyscy zadrżeli, podczas gdy ranny kultywator zemdlał z bólu. Patriarcha spojrzał w dół, wycierając but o ziemię to tu, to tam i zostawiając kilka krwawych śladów.

Zastanowił się przez chwilę, po czym beznamiętnie powiedział:

Ale w jednym macie rację, śmiecie. Nie powinienem marnować na was czasu. Chcecie, bym znalazł większe sekty? Dobra. Pójdę już, by sobie coś z nimi wyjaśnić.

Spojrzał w górę. Do bramy miasta przyczepione było ogromne ogłoszenie, o którym plotkował tłum.

Na szczycie dużymi literami napisano: „Konferencja deklaracji”. Najwyraźniej Cztery Wielkie Klany – sekty LanlingJin, QingheNie, YunmengJiang i GusuLan – planowały rozsypać prochy Wenów na szczycie ruin porzuconej rezydencji sekty Wen, Miasta bez Nocy. Jednocześnie zadeklarują, że zawsze będą sprzeciwiać się patriarsze Yiling, który zamieszkiwał Kopce Pogrzebowe.

Konferencja deklaracji w Mieście bez Nocy?

Chętnie weźmie udział.

Tłumaczenie: Ashi

7 Comments

  1. Lawendaaa

    Ajajaj, przez to, że wiem, co wydarzy się w następnych rozdziałach jednocześnie nie mogę się ich doczekać i trochę się ich boję :złamaneserce:

    Bardzo dziękuję za tłumaczenie i życzę powodzenia przy dalszej pracy <3

    Odpowiedz
  2. Dzadza14

    Ojoj :patriarcha: ale się porobiło. No nie fajnie. Szczerze, aż mi go szkoda. Nie mogę się doczekać momentu, gdy wróci historia na czas teraźniejszy, trochę odeszła fabułka od tego.
    Bardzo dziękuję za tłumaczenie i życzę wytrwałości przy następnych rozdziałach. :zachwyt:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: