Mo Dao Zu Shi

Rozdział 74 – Dystans I18 min. lektury

Po walce Wen Ning zyskał dość niefortunny przydomek ze względu na swoje brutalne ataki. Jednak to historia na inny dzień. Choć został dźgnięty przez Jiang Chenga, Wei Wuxian w ogóle się nie przejmował. Wepchnął flaki z powrotem i jakby nigdy nic udało mu się zmusić Wen Ninga do złapania paru złośliwych duchów, kiedy on sam kupował kilka worków kartofli.

Gdy wrócił do Kopców Pogrzebowych, Wen Qing zabandażowała jego ranę i ostro go zbeształa, ponieważ wysłała go po nasiona rzodkiewki.

Następnie nadeszło kilka przeciętnych dni, gdy wszyscy żyli w spokoju. Razem z około pięćdziesięcioma Wenami Wei Wuxian sadził warzywa, naprawiał domy, eksperymentował na trupach i tworzył nowe narzędzia. Każdego dnia spędzał swój czas wolny na zabawie z Wen Yuanem, synem kuzynki Wen Qing. Wieszał go na drzewach albo zakopywał w ziemi, wmawiając mu, że urośnie szybciej, jeśli będzie podlewany i wystawiany na słońce. Każda taka zabawa kończyła się besztaniem przez Wen Qing.

Minęło kilka miesięcy. Komentarze świata na temat Wei Wuxiana były coraz bardziej nieprzychylne, ale nic innego się nie wydarzyło.

Wei Wuxian nie mógł zbyt często opuszczać Kopców, gdyż był jedynym, który tłumił wszystkie mroczne byty. Jednak od małego był bardzo aktywny i nie potrafił zbyt długo usiedzieć w miejscu. Mógł tylko raz za razem wybierać się do miasta pod pretekstem zakupu potrzebnych produktów. Uznał też, że nie mogli wiecznie trzymać Wen Yuana na górze, gdzie jedyną jego atrakcją była zabawa w błocie, więc pewnego dnia zabrał go ze sobą na zakupy.

Był w mieście już wiele razy, więc dobrze się z nim zaznajomił. W pierwszej kolejności poszli do handlarza warzywami.

Ten ziemniak kiełkuje! – powiedział, łapiąc nagle jednego kartofla.

Czego chcesz?! – odparł sprzedawca, wyglądając, jakby napotkał ogromnego wroga.

Zejdziesz z ceny?

Początkowo Wen Yuan cały czas trzymał się jego nogi. Wei Wuxian kręcił się w tę i z powrotem, wybierając ziemniaki i negocjując ceny. Jednak wkrótce zaczęły go boleć ramiona, więc puścił się na chwilę. Ta chwila wystarczyła, by tłum na ulicy porwał go najpierw w prawo, potem w lewo. W końcu chłopiec stracił poczucie kierunku, a jego pole widzenia było dość ograniczone. Kręcił się po okolicy, ale nie mógł znaleźć długich nóg Wei Wuxiana ubranych w czarne buty. Przed jego oczami znajdowały się głównie spodnie tak szare, że przypominały kolorem ziemię. Ogarniała go coraz większa panika. Zakręcił się, wpadając na cudzą nogę.

Ta osoba miała na sobie parę nienagannie białych butów i na szczęście szła powoli. Zatrzymała się, gdy tylko poczuła uderzenie.

Wen Yuan spojrzał w górę. Najpierw zobaczył nefrytowy amulet wiszący u pasa tej osoby, potem pas z wyhaftowanym motywem dryfujących chmur, następnie gładkie poły szaty, aż w końcu napotkał parę oczu jasnych jak barwione szkło i zimnych jak lód.

Nieznajomy przyglądał mu się poważnie. Wen Yuan nagle poczuł strach.

Wei Wuxian zaś długo wybierał i przebierał, aż w końcu zdecydował, że nie kupi takich ziemniaków. Jeszcze jego ludzie się strują, a sprzedawca nie zgodził się na zejście z ceny, patrząc na niego ze wzgardą. Odwracając się, Wei Wuxian zauważył, że Wen Yuan zniknął. Natychmiast pobladł i zaczął rozglądać się za dzieckiem. Nagle usłyszał głośny płacz i pobiegł tam ile sił w nogach. Nieopodal grupa przechodniów zebrała się w krąg, wskazując na coś i plotkując między sobą. Przepchnął się na przód, a jego oczy natychmiast się rozpogodziły.

Lan Wangji, ubrany na biało i z Bichenem przepasanym na plecach, stał sztywno na samym środku stworzonego przez tłum kręgu. Wyglądał, jakby nie wiedział, co ma zrobić. Gdy tylko Wei Wuxian przyjrzał się bliżej, zaśmiał się tak mocno, że prawie się przewrócił. U stóp Lana siedziało rozpłakane dziecko. Mężczyzna nie mógł zostać ani odejść, a także go dotknąć czy zagadać. Z poważną miną najwyraźniej zastanawiał się, co ma zrobić.

Co się dzieje? Ten mały zaczął beczeć tak głośno, że aż przestraszył mnie na śmierć – powiedział jeden z przechodniów, przygryzając nasiona dyni.

Najwyraźniej został zbesztany przez tatę – skomentował ktoś z tłumu.

Ukrywając się w tłumie, Wei Wuxian prawie wybuchnął śmiechem, gdy to usłyszał.

Nie jestem jego tatą – zaprzeczył natychmiast Lan Wangji.

Wen Yuan nie rozumiał, o czym ci ludzie mówią. Kiedy dzieci się bały, to zawsze wołały najbliższe im osoby.

Tato! Tato… – zapłakał.

Słyszycie? Mówiłem, że to jego tata!

Inni uznali, że mają świetny wzrok.

To zdecydowanie jego tata. Ich nosy wyglądają, jakby wykuto je z tego samego kamienia. Bez wątpienia!

Niektórzy byli sympatyczni.

Biedaczysko. Widzicie, jak płacze? Naprawdę tata na niego nakrzyczał?

Część nie wiedziała, co się dzieje.

O co chodzi? Możecie się przesunąć? Mój wóz nie może się przecisnąć!

Znaleźli się też tacy, co musieli dolać oliwy do ognia.

Nawet nie wziął dziecka na ręce, by je pocieszyć! Zostawi go płaczącego na ziemi? Co za ojciec!

Inni okazali zrozumienie.

Spójrzcie, jaki jest młody. Po raz pierwszy zostałeś ojcem, co? Też taki byłem, nic nie wiedziałem. Zrozumie, gdy żona urodzi mu kilka kolejnych. Każdy z nas potrzebował czasu…

A pozostali próbowali pocieszyć dziecko.

Dobry chłopiec, nie płacz. Gdzie twoja mama?

Właśnie, gdzie twoja mama? Ojciec nic nie robi, więc gdzie podziała się matka?

Pośród tego całego harmidru, mina Lan Wangjiego robiła się coraz dziwniejsza.

Niestety od urodzenia był wybrańcem. Każdy jego czyn był cnotliwszy od najbardziej cnotliwego, bardziej przykładny od najbardziej przykładnego. Nigdy nie znalazł się w sytuacji, w której wszyscy wskazywali na niego palcem. Wei Wuxian uśmiał się już do rozpuku, ale musiał w końcu zareagować, kiedy Wen Yuan prawie zaczął dusić się płaczem. Udając, że dopiero co ich zobaczył, zaskoczonym tonem powiedział:

Hę? Lan Zhan?

Lan Wangji szybko uniósł głowę, a ich spojrzenia się spotkały. Wei Wuxian nie wiedział dlaczego, ale szybko odwrócił wzrok. Wen Yuan wstał, gdy tylko usłyszał jego głos. Przytulił się znowu do nogi Wei Wuxiana, a po twarzy spływały mu grube strumienie łez.

Kto to? Gdzie jego matka? Gdzie do cholery jest matka? No i który z nich jest ojcem? – Tłum nie przestawał komentować.

To koniec, już koniec! – powiedział Wei Wuxian, machając ręką.

Ludzie w końcu się powoli rozeszli, widząc, że to koniec ich zabawy. Patriarcha odwrócił się i uśmiechnął.

Cóż za zbieg okoliczności. Lan Zhan, co robisz w Yiling?

Nocne łowy. Tylko tędy przechodziłem.

Słysząc, że jego ton był jak zawsze, bez śladu nienawiści czy złości, Wei Wuxian w końcu się rozluźnił.

A to dziecko? – zapytał nagle Lan Wangji.

Usta Wei Wuxiana poruszyły się same z siebie.

Jest moje – skłamał.

Brwi Lan Wangjiego zadrżały.

Oczywiście żartuję! Ktoś inny jest jego rodzicem – zaśmiał się mężczyzna. – Zabrałem go, by się pobawił. Co zrobiłeś? Dlaczego się popłakał?

Nic nie zrobiłem – odparł obojętnym tonem Lan Wangji.

Wen Yuan mocniej przytulił się do nogi Wei Wuxiana, wciąż płacząc. Wszystko stało się jasne. Choć Lan Wangji był ładny, to takie małe dziecko wciąż nie rozróżniało takich rzeczy. Mógł tylko zauważyć, że w ogóle nie wyglądał na przyjaznego. Właściwie był chłodny i bardzo poważny. To normalne, że tak surowy wyraz twarzy był przerażający. Wei Wuxian wziął chłopca na ręce i chwilę się z nim pobawił, przekręcając go na różne strony i pocieszając.

Nagle zauważył ulicznego kupca, który wciąż się z nich śmiał, więc wskazał na kolorowe rzeczy, które miał na sprzedaż i zapytał:

A-Yuan, spójrz. Czyż nie są ładne?

Chłopiec skupił się na zabawkach, pociągając nosem.

…Tak.

Czyż nie pachną ładnie?

Tak.

Są ładne i ładnie pachną. Paniczu, może jedną kupisz? – wtrącił się kupiec.

Chcesz? – zapytał Wei Wuxian.

Wen Yuan pomyślał, że jego opiekun kupi mu zabawkę, więc podekscytowany przytaknął.

Jednak Wei Wuxian ruszył w przeciwnym kierunku!

Haha, chodźmy.

Chłopiec był zszokowany, a jego oczy na nowo wypełniły się łzami. Lan Wangji w końcu tego nie wytrzymał.

Dlaczego mu nic nie kupiłeś?

A dlaczego miałbym to zrobić?

Zapytałeś, czy chce. Czy to nie oznaczało, że byś mu jedną kupił?

Pytanie a kupowanie to dwie różne rzeczy. Dlaczego miałbym mu ją kupić, kiedy tylko zapytałem?

Lan Wangji zaniemówił, słysząc tak retoryczne pytanie. Łypał przez chwilę na Wei Wuxiana, po czym odwrócił się do Wen Yuana. Chłopiec zaczął się trząść, widząc jego intensywne spojrzenie.

Którą… którą chcesz? – zapytał chwilę później Lan Wangji.

Wen Yuan jeszcze nie zrozumiał, co się dzieje, więc mężczyzna wskazał na przedmioty leżące w koszu kupca.

Którą zabawkę chcesz?

Chłopiec patrzył się na niego przerażony. Nie śmiał nawet wziąć głębszego oddechu.

Godzinę później w końcu przestał płakać. Co chwila dotykał swoje kieszenie, które zostały po szwy wypchane zabawkami kupionymi przez Lan Wangjiego. Widząc, że łzy chłopca ustały, mężczyzna wydawał się czuć ulgę. Jednak zarumieniony chłopiec zakradł się bliżej niego i przytulił do jego nogi.

Spoglądając w dół, Lan Wangji zobaczył dodatkowy ciężar uczepiony do jego łydki.

Wei Wuxian śmiał się jak szalony.

Hahahaha! Lan Zhan, gratulacje! Polubił cię! Tuli się do nóg ludzi, których lubi i nie chce puścić!

Lan Wangji zrobił kilka kroków do przodu i było tak, jak powiedział Wei Wuxian. Wen Yuan uczepił się jego nogi, nie mając zamiaru puścić. Jego uścisk był dość silny.

Wei Wuxian poklepał go po ramieniu.

Moim zdaniem możesz zostawić swoje nocne łowy na później. Może najpierw coś zjemy?

Zjemy coś? – odparł beznamiętnym tonem Lan Wangji, spoglądając na niego.

Tak, zjemy coś. Nie bądź taki chłodny, dobra? Przybyłeś do Yiling, a ja nawet na ciebie wpadłem. Powspominajmy! No chodź, ja stawiam.

Wleczony przez Wei Wuxiana z Wen Yuanem uczepionym do jego nogi, Lan Wangji w końcu został wepchnięty do restauracji. Wybrali prywatną salę.

Śmiało, zamawiaj – powiedział patriarcha.

Lan Wangji został pchnięty na matę do siedzenia. Zerknął na menu, po czym odparł:

Możesz dla nas zamówić.

To ja stawiam, więc ty zamawiasz! Bierz, co chcesz, nie krępuj się.

Całe szczęście, że nie kupił tamtych trujących, kiełkujących kartofli, więc wciąż miał pieniądze. Lan Wangji nie był typem, który lubił odmawiać w nieskończoność, więc po chwili zastanowienia wybrał kilka dań.

Wei Wuxian usłyszał nazwy potraw wymówione monotonnym tonem i się zaśmiał.

Nieźle, Lan Zhan. Myślałem, że tam w Gusu nie jadacie nic pikantnego. Masz dość wytrzymałe podniebienie, prawda? Chcesz się napić?

Mężczyzna potrząsnął przecząco głową.

Uparcie trwasz przy zasadach, choć nie jesteś w Gusu. Dokładnie tego się spodziewałem po kimś, kto dzierży tytuł Hanguang-jun! W takim razie nie zamówię dla ciebie alkoholu.

Wen Yuan siedział obok nogi Lan Wangjiego. Wyjął drewniane szable i miecze, gliniane lalki, słomkowe motylki i inne zabawki, licząc je z zachwytem. Widząc, jak chłopiec tuli się do starszego mężczyzny, nie dając mu nawet napić się łyka herbaty, Wei Wuxian zagwizdał i powiedział:

A-Yuan, chodź tutaj.

Dziecko spojrzało na Wei Wuxiana, który zaledwie dwa dni temu zakopał go w ziemi jak rzodkiew. Potem zerknął na Lan Wangjiego, który przed chwilą kupił mu stertę zabawek. Nie przesunął się ani o centymetr, a na jego twarzy wypisane było wielkie „nie”.

Chodź tutaj, bo mu przeszkadzasz.

To w porządku. Niech siedzi – odezwał się Lan Wangji.

Szczęśliwy Wen Yuan znowu uczepił się jego nogi. Tym razem padło na udo. Wei Wuxian zakręcił w dłoni pałeczkami, śmiejąc się.

Ta z mlekiem to matka, ten ze złotem to ojciec. Jak to możliwe?

Wkrótce kelner przyniósł wino i pozostałe potrawy. Stół zastawiony był miskami wypełnionymi czerwienią, z wyjątkiem słodkiej zupy, którą LanWangji zamówił dla Wen Yuana. Stukając naczyniem, Wei Wuxian zawołał chłopca kilka razy, ale ten spoglądał na dwa motylki, które trzymał w dłoniach i mamrotał pod nosem. Czasami udawał, że jest tym po lewej i nieśmiało mówił „na-naprawdę cię lubię”, a czasami, że jest tym po prawej, szczęśliwie odpowiadając „ja ciebie też lubię!”. Wyglądał, jakby świetnie się bawił, będąc oboma motylkami jednocześnie.

Słuchając tego, Wei Wuxian prawie zadławił się ze śmiechu.

Rany, A-Yuan, gdzie taki młody chłopiec usłyszał coś takiego? Lubisz mnie, lubię cię i takie tam, wiesz w ogóle, co to oznacza? Zostaw te zabawki i chodź jeść. Twój nowy tata to dla ciebie zamówił. Jest dobre.

Chłopiec w końcu schował motylki w kieszeni. Wziął miskę i łyżkę, pijąc zupę łyk po łyku i wciąż siedząc przy Lan Wangjim. Wcześniej przebywał w obozie jenieckim w Qishan, a potem zamieszkał w Kopcach Pogrzebowych. Posiłki w obu tych miejscach były tak niedobre, że aż nie dało się tego ubrać w słowa, więc ta miska słodkiej zupy była dla niego przepyszna.

Nie był w stanie się powstrzymać, jednak wiedział, że powinien się podzielić. Podał miskę Wei Wuxianowi, mówiąc, jakby przekazywał mu swój najcenniejszy skarb.

Bracie Xian… jedz.

Wei Wuxianowi bardzo się to spodobało.

Tak, bardzo dobrze. Więc wiesz, czym jest synowska pobożność.

Rozmowy są zabronione w trakcie posiłku – powiedział Lan Wangji, po czym powtórzył to za pomocą bardziej zrozumiałych słów: – Nie mów, kiedy jesz.

Wen Yuan szybko przytaknął i wrócił do jedzenia zupy, już nic więcej nie mówiąc.

Jak to możliwe? – oznajmił Wei Wuxian. – Słucha się mnie, dopiero kiedy kilka razy się powtórzę, ale do twoich poleceń stosuje się natychmiast? Jak to możliwe?

Rozmowy są zabronione w trakcie posiłku. Ciebie też to dotyczy – powiedział obojętnym tonem Lan Wangji.

Uśmiechając się, Wei Wuxian napił się wina i kilka razy przekręcił trzymaną w dłoni czarkę.

No naprawdę… Pomimo upływu lat ani trochę się nie zmieniłeś. Ej, Lan Zhan, po co przybyłeś do Yiling? Jestem obeznany z tym miejscem i mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz.

Nie ma takiej potrzeby.

Sekty często wysyłały swoich członków na tajemne zadania, więc Wei Wuxian nie naciskał.

W końcu spotkałem kogoś znajomego, kto mnie nie unika. Przez ostatnie kilka dni tak się nudziłem! Czy wydarzyło się coś ważnego?

Co uznajesz za ważne?

Czy pojawiły się jakieś nowe sekty, czy inne powiększyły terytorium, czy nawiązano nowe przymierza, takie tam. No wiesz, porozmawiajmy. O czymkolwiek.

Po odejściu z YunmengJiang nie usłyszał żadnych wieści, z wyjątkiem przypadkowych rozmów w mieście.

Zaaranżowane małżeństwo – odparł Lan Wangji.

Między jakimi sektami?

LanlingJin i YunmengJiang.

Dłoń, w której Wei Wuxian trzymał czarkę, zamarła w powietrzu. Był zszokowany.

Moja sio… Panienka Jiang i Jin Zixuan?

Lan Wangji przytaknął lekko.

Kiedy? Kiedy ślub?! – zapytał Wei Wuxian.

Za siedem dni.

Drżącą ręką Wei Wuxian przystawił czarkę do ust, nie zauważając nawet, że już jest pusta. Czuł się pusty w środku. Nie był pewny, czy to złość, szok, niezadowolenie czy bezsilność.

Choć się tego spodziewał na długo przed odejściem z sekty Jiang, to teraz, kiedy tak nagle usłyszał wieści, nieskończona ilość słów zrodziła się w jego sercu. Wszystkie chciały zostać usłyszane, ale nie wiedziały, jak się wydostać. Jiang Cheng nawet nie spróbował przekazać mu tak ważnych wieści. Gdyby dzisiaj nie spotkał Lan Wangjiego, to pewnie dowiedziałby się dopiero po ceremonii!

Jednak jak się nad tym zastanowił, to zapytał sam siebie – co by zrobił, gdyby wiedział? Jiang Cheng oznajmił światu, że Wei Wuxian odszedł z YunmengJiang i nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Nawet gdyby wiedział, to i tak nie mógłby wziąć udziału w bankiecie. Może to i dobrze, że Jiang Cheng nic mu nie powiedział, bo w przeciwnym wypadku mógłby zachować się pochopnie.

Za szybko wybaczono Jin Zixuanowi – wymamrotał po chwili Wei Wuxian. – Lan Zhan, co myślisz o tym małżeństwie?

Mężczyzna nic nie odpowiedział.

No tak, dlaczego w ogóle cię o to pytam? Co mógłbyś myśleć o małżeństwie? Przecież nigdy o czymś takim nie myślisz. – Wei Wuxian nalał sobie wina i wypił wszystko duszkiem. – Wiele osób uważa, że moja siostra nie zasługuje na Jin Zixuana. Jednak w moich oczach jest dokładnie na odwrót. Ale musiała…

Ale Jiang Yanli musiała się w nim zakochać.

Patriarcha z impetem postawił czarkę na stole.

Lan Zhan! Wiesz co? Moja siostra zasługuje najlepszą osobę, jaka istnieje na świecie. – Uderzył dłonią o stół, a na jego lekko pijanej twarzy malowała się duma. – Sprawimy, że nawet za sto lat wszyscy będą zachwalali i podziwiali ten bankiet. Nic nie będzie się z nim równało. Na własne oczy zobaczę, jak moja siostra wychodzi za mąż w absolutnym splendorze.

Mn.

Wei Wuxian zaśmiał się gorzko.

Dlaczego mi przytaknąłeś? Nie będę mógł go zobaczyć.

Wen Yuan skończył jeść zupę i znowu zaczął bawić się słomkowymi motylkami. Ich długie czułki splątały się razem i za nic nie mógł ich rozplątać. Widząc, jak bardzo się denerwuje, Lan Wangji zabrał mu zabawki i kilkoma ruchami doprowadził je do porządku, szybko oddając je chłopcu.

To odwróciło uwagę Wei Wuxiana od ponurych myśli. Mężczyzna się uśmiechnął.

A-Yuan, przestań wycierać rękami twarz. Masz na niej trochę zupy i tylko ubrudzisz mu ubrania.

Lan Wangji wyjął białą chustkę i beznamiętnie wytarł chłopcu buzię.

Cóż za niespodzianka, Lan Zhan – zażartował Wei Wuxian. – Nie wiedziałem, że potrafisz opiekować się dziećmi. Jeśli będziesz tak dobrze go traktował, to wątpię, czy będzie chciał ze mną wrócić…

Nagle mina Wei Wuxiana się zmieniła. Wyjął z kieszeni talizman, jednak ten już płonął. W ciągu kilku sekund obrócił się w pył. Spojrzenie Lan Wangjiego spoważniało.

Och nie. – Patriarcha natychmiast wstał.

Ten talizman był rdzeniem szyku ostrzegającego, który rozstawił w Kopcach Pogrzebowych. Gdy tylko coś się stało, na przykład szyk został zniszczony albo doszło do rozlewu krwi, to talizman natychmiast ulegał samozapłonowi, informując go.

Wei Wuxian szybko wziął Wen Yuana w ramiona.

Wybacz mi, Lan Zhan, muszę wracać!

Coś wypadło z kieszeni Wen Yuana.

Mo… motylek! – zawołał chłopiec.

Jednak Wei Wuxian wybiegł już z restauracji niczym burza. Wkrótce pojawił się obok niego biały cień. Wyglądało na to, że Lan Wangji postanowił za nimi podążyć.

Lan Zhan? Dlaczego za nami idziesz?

Mężczyzna podał Wen Yuanowi motylka, którego upuścił. Nie odpowiedział, zamiast tego mówiąc:

Dlaczego nie polecisz na mieczu?

Zapomniałem go ze sobą wziąć!

Bez słowa Lan Wangji złapał go w pasie i wziął ich ze sobą na Bichen. Wen Yuan był zbyt młody, by kiedykolwiek doświadczyć latania na mieczu. Normalnie na pewno byłby przerażony, lecz Bichen leciał pewnie i nie trząsł się ani trochę, więc chłopiec czuł tylko ciekawość i ekscytację, śmiejąc się głośno. Stojący na ulicy ludzie byli zszokowani na widok dwóch mężczyzn z dzieckiem, którzy bez wahania wzlecieli w niebiosa.

Dziękuję! – Wei Wuxian westchnął z ulgą.

W którą stronę?

Tam!

Tłumaczenie: Ashi

15 Comments

  1. Anonim

    Mam pytanie.
    Czy 74 rozdział to ostatni czy ta novelka ma 300 rozdziałów?

    Bo ja już nie wiem ile rozdziałów ma ta novelka.
    Plis niech ktoś mi powie ile dokładniej ma rozdziałów ta nowela 😩😫.

    Liczę na szybką odpowiedź.

    Odpowiedz
  2. Badacz Sweevil

    Przy coraz dłuższych rozdziałach nie spodziewałam się kolejnego rozdziału tak szybko. :zachwyt2:
    Bije pokłony w podziękowaniu za nowy rozdział. :zachwyt:

    Odpowiedz
  3. lograk

    Ashi, podziękowania za kolejny, szybki rozdział. Faktycznie, pisałam, że już bliżej niż dalej do końca, ale kawałki są dwa razy dłuższe, co tylko przydaje pracy. Tym bardziej Twój wierny fan bardzo docenia ten wysiłek :)

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: