Mo Dao Zu Shi

Rozdział 73 – Lekkomyślność II27 min. lektury

Tej nocy ogromny kryzys spadł na świat kultywacji.

O północy w Złotym Pawilonie Wieży Karpia zebrało się ponad pięćdziesięciu przywódców różnych sekt. Na samym przodzie siedział Jin Guangshan. Jin Zixuan był w podróży, a Jin Zixunowi brakowało doświadczenia, więc u jego boku stał jedynie Jin Guangyao. W pierwszym rzędzie można było zobaczyć samych sławnych kultywatorów, takich jak Nie Mingjue, Jiang Cheng, Lan Xichen czy Lan Wangji. Ich miny były pełne powagi. Kolejne rzędy zajmowali mniej ważni ludzie.

Wydawało się, że jakiś groźny wróg rzucił im wyzwanie. Co chwilę z tłumu dało się słyszeć szepty.

Wiedziałem.

Doszłoby do tego prędzej czy później.

Zobaczmy, jak mają zamiar się tym zająć.

Spojrzenia wszystkich skupione były na Jiang Chengu. Mina mężczyzny była pochmurna, gdy razem z pozostałymi słuchał składanych miękkim i pełnym szacunku tonem wyjaśnień Jin Guangyao.

Czterech nadzorców zostało rannych. Około pięćdziesięciu pozostałych przy życiu Wenów uciekło. Po odprowadzeniu ich na Kopce Pogrzebowe Wei Wuxian przyzwał setki trupów, by patrolowały podnóże góry. Nasi ludzie nie są w stanie się przedrzeć.

Cisza wypełniła pawilon, gdy tylko skończył mówić.

Rzeczywiście trochę przesadził – powiedział po kilku chwilach Jiang Cheng. – Liderze sekty Jin, przepraszam w jego imieniu. Jeśli w jakiś sposób mogę pomóc, to proszę mi powiedzieć. Zrekompensuję straty, o ile to w mojej mocy.

Jednak Jin Guangshan nie chciał ani jego przeprosin, ani rekompensaty.

Liderze sekty Jiang, początkowo LanlingJin ze względu na ciebie nie miała zamiaru nic mówić. Niektórzy z tych nadzorców nie byli od nas. Kilku z nich było z innych sekt. To sprawia…

Brwi Jiang Chenga się zmarszczyły. Potarł żyłę, która pulsowała na jego skroni i bezdźwięcznie westchnął.

Wszystkich przepraszam. Pewnie nie jesteście tego świadomi, ale Wen, którego chciał uratować Wei Wuxian, nazywał się Wen Ning. Jesteśmy mu i jego siostrze Wen Qing winni wdzięczność za to, co wydarzyło się podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca.

Jesteście im coś winni? Czy to nie QishanWen doprowadziło do zniszczenia YunmengJiang?

Przez ostatnie kilka lat Jiang Cheng pracował codziennie do późnej nocy. Tego dnia wyjątkowo zdecydował się wcześniej udać na spoczynek, lecz nagle dotarły do niego szokujące wieści i musiał pognać do Wieży Karpia. Od samego początku pod warstwą zmęczenia tłumił swój gniew. Już i tak był nerwowy przez to, że zmuszono go do przeprosin, więc gdy usłyszał, jak Nie Mingjue wspomina tamten incydent, nienawiść rozpaliła się w nim na dobre.

Była skierowana nie tylko na wszystkich obecnych, ale także na Wei Wuxiana.

Kilka razy słyszałem imię Wen Qing – odparł po kilku chwilach Lan Xichen. – Nie przypominam sobie, by podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca popełniła jakiekolwiek zbrodnie.

Ale nigdy ich też nie powstrzymała.

Była jednym z najbardziej zaufanych ludzi Wen Ruohana. Niby jak miała ich powstrzymać?

Skoro reagowała wyłącznie milczeniem, zamiast stawiać opór, gdy jej własna sekta popełniała zbrodnie, to na jedno wyszło – odparł chłodno Nie Mingjue. – Nie powinna żądać szacunku, gdy Wenowie popełniali zbrodnie, a potem nie chcieć ponieść konsekwencji, gdy przegrali wojnę.

Lan Xichen wiedział, że lider sekty Nie nienawidził Wenów najbardziej na świecie za to, co wydarzyło się jego ojcu. A do tego nie tolerował żadnego zła, więc próby przemówienia mu do rozsądku nie miały sensu.

Lider sekty Nie ma rację – odezwał się jeden z przywódców. – Zresztą Wen Qing była jedną z najbardziej zaufanych podwładnych Wen Ruohana. Sugerujecie, że nigdy nie brała udziału w bitwach? Jakoś w to nie wierzę. Nie istnieje ani jeden Wen bez choćby kropli krwi na rękach. Może po prostu jeszcze nie odkryliśmy jej zbrodni!

Gdy tylko wspomniano przeszłe okrucieństwa Wenów, w tłumie zawrzało. Jin Guangshan chciał się odezwać, ale stracił chęci, gdy tylko zobaczył całe to zamieszanie.

Jin Guangyao zauważył zmianę jego wyrazu twarzy i natychmiast głośno powiedział:

Proszę, uspokójcie się. To nie jest główny cel naszego dzisiejszego spotkania.

Gdy tylko skończył, pokierował służących z tacami schłodzonych owoców, by odwrócili uwagę gości. W końcu w pawilonie zapadła cisza.

Liderze sekty Jiang, na początku to była sprawa twojej sekty – powiedział Jin Guangshan, korzystając z okazji. – Wtrącenie się byłoby nieodpowiednie. Jednak teraz, kiedy doszło do czegoś takiego, muszę cię ostrzec przed czymś w związku z Wei Yingiem.

Proszę kontynuować, liderze sekty Jin – odparł Jiang Cheng.

Liderze sekty Jiang, Wei Ying jest twoją prawą ręką. Bardzo go cenisz i wszyscy o tym wiemy. Jednak z drugiej strony ciężko powiedzieć, czy on w ogóle cię szanuje. Od wielu lat zarządzam sektą i nigdy nie widziałem, by jakikolwiek sługa śmiał być tak arogancki, tak dumny. Słyszałeś, co mówią inni? Że wszystkie zwycięstwa YunmengJiang podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca odniesiono wyłącznie dzięki Wei Wuxianowi? Co za bzdury!

Słysząc to, twarz Jiang Chenga pociemniała jeszcze bardziej. Jin Guangshan potrząsnął głową.

Podczas tak ważnego wydarzenia, jakim był kwiecisty bankiet, śmiał publicznie zrobić awanturę i odejść, gdy tylko naszła go taka ochota. Nawet miał czelność powiedzieć „Jiang Wanyin w ogóle mnie nie obchodzi”! Każdy obecny to usłyszał…

Nie – rozległ się nagle obojętny głos.

Jin Guangshan był w trakcie zmyślania wydarzeń. Słysząc to, zamilkł z zaskoczenia, razem z resztą tłumu spoglądając na mówiącego.

Lan Wangji siedział wyprostowany, mówiąc tonem wypełnionym niewzruszonym spokojem.

Nie słyszałem, by Wei Ying tak powiedział. Ani by kiedykolwiek okazał brak szacunku wobec lidera sekty Jiang.

Mężczyzna rzadko się odzywał. Nawet podczas debat na temat technik kultywacyjnych podczas konferencji dyskusyjnych odpowiadał tylko na zadane wprost pytania lub gdy ktoś podważył jego teorię. Poza tym nigdy nie zabierał głosu, więc gdy przerwał Jin Guangshanowi, mężczyzna doznał większego szoku niż irytacji. Jednak mimo wszystko jego banialuki zostały wytknięte przy wszystkich, więc czuł się trochę niezręcznie.

Całe szczęście Jin Guangyao spróbował ocalić sytuację, oznajmiając:

Naprawdę? Tamtego dnia panicz Wei wdarł się do Wieży Karpia z ogromnym impetem. Powiedział wiele rzeczy, jedna bardziej szokująca od drugiej. Mógł coś takiego powiedzieć. Nie pamiętam zbyt dobrze.

Jego pamięć dorównywała pamięci Lan Wangjiego, o ile nie była nawet lepsza. Nie Mingjue zmarszczył brwi, gdy tylko usłyszał jego słowa, wiedząc, że celowo blefuje.

Dokładnie. Zawsze był arogancki – dokończył Jin Guangyao.

Szczerze mówiąc, od dawna chciałem to powiedzieć – zaczął mówić jeden z przywódców. – Choć Wei Wuxian wykazał się podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca, to wielu gościnnych kultywatorów zrobiło więcej od niego, ale jakoś nigdy nie widziałem, by aż tak się z tym obnosili. Wybaczcie dosadność, ale to tylko syn służącego. Jak ktoś taki może być aż tak arogancki?

Gdy tylko wspomniał o „synu służącego”, niektórzy naturalnie od razu pomyśleli o „synu prostytutki” stojącym wśród nich. Jin Guangyao zauważył ich nieprzyjemne spojrzenia, ale jego uśmiech ani drgnął. Tłum dał się ponieść i wszyscy znowu zaczęli narzekać.

Na początku lider sekty Jin poprosił Wei Yinga o przekazanie mu amuletu tygrysa stygijskiego w dobrej wierze, martwiąc się, że nie będzie w stanie go kontrolować, co doprowadzi do tragedii. Ten jednak mierzy innych swoją miarą. Co za kpina! Jeśli chodzi o skarby, to czy istnieje jakakolwiek sekta, która ich nie ma?

Wiedziałem, że w końcu coś się wydarzy, jeśli pozostanie na tej mrocznej ścieżce i patrzcie! Jego mordercze intencje już się ujawniają. Zabił bez powodu naszych kultywatorów tylko ze względu na kilku Wenów…

To nie jest zabijanie bez powodu, prawda? – wtrącił się nagle ostrożny głos.

Lan Wangji wydawał się wejść w świat zen, który blokował wszystkie jego zmysły. Jednak słysząc to, poruszył się i spojrzał w stronę mówiącej. Była to młoda kobieta o ładnej twarzy, stojąca obok jednego z liderów sekt. Jej komentarz wydawał się być nie na miejscu, przez co szybko stała się celem pobliskich kultywatorów.

Co masz przez to na myśli?

Kobieta wyglądała na przestraszoną i zaczęła ostrożnie dobierać słowa.

Nie… Nie miałam nic na myśli. Nie denerwujcie się tak. Po prostu uważam, że to naprawdę złe określenie.

Niby jak jest złe? – wypluł z siebie jeden z mężczyzn. – Wei Wuxian zabijał na prawo i lewo od Kampanii Zestrzelenia Słońca. Udowodnisz, że jest inaczej?

Kampania Zestrzelenia Słońca była wojną – zaprotestowała kobieta. – To by oznaczało, że na polu walki każdy zabijał bez powodu. Dobrze się nad tym zastanówmy. Naprawdę uważam, że nie zabijał bez powodu, bo go miał. Jeśli nadzorcy znęcali się nad więźniami i zabili Wen Ninga, to raczej powinniśmy to nazwać zemstą…

Jesteś śmieszna! – Wściekł się jeden z kultywatorów. – Nie mów, że miał rację, zabijając naszych ludzi! Nie mów, że pochwalasz ten akt sprawiedliwości!

Wciąż nie wiemy, czy nadzorcy naprawdę to zrobili – zakpił ktoś inny. – To nie tak, że ktokolwiek widział to na własne oczy.

Właśnie. Wszyscy nadzorcy, którzy przeżyli, zapewnili, że na pewno nie dotykali więźniów. Wen Ning zmarł, bo przypadkiem spadł z góry. Nawet przynieśli z powrotem jego zwłoki i go pochowali, a w zamian się na nich zemszczono! Cóż za rozczarowanie!

Boją się, że będą musieli wziąć odpowiedzialność za znęcanie się nad więźniami i mordowanie – odparła kobieta. – To oczywiste, że będą wszystkiemu zaprzeczali…

Przestań się kłócić – przerwał jej ktoś tonem wypełnionym pogardą. – Nie chcemy słuchać komentarzy kogoś, kto ma w tym inny cel.

Kobieta się zarumieniła i uniosła głos:

Wytłumacz mi to. Niby jaki mogę mieć w tym cel?

Nie muszę ci nic tłumaczyć. Dobrze to wiesz. Zakochałaś się w nim w jaskini Żółwia Zagłady tylko dlatego, że trochę z tobą poflirtował? I jeszcze wciąż kłócisz się o jego honor, nazywając czarne białym, nawet jeśli to nielogiczne. Kobiety zawsze będą kobietami.

Incydent, w którym Wei Wuxian uratował damę w opałach w jaskini Żółwia, rzeczywiście kiedyś był na językach. I tak wielu natychmiast zrozumiało, że ta kobieta to „MianMian”.

Więc to tak – wymamrotał ktoś z oddali. – To wyjaśnia, dlaczego z taką desperacją się za nim wstawia…

Nielogiczne? – zafukała MianMian. – Nazywanie czarnego białym? Po prostu jestem rozważna. Co to ma wspólnego z byciem kobietą? Nie potrafisz być rozważny w moim towarzystwie, więc atakujesz mnie w inny sposób?

Tsk, tsk, tsk. Nie kreuj się na takie niewiniątko. W głębi serca zeszłaś z właściwej ścieżki, więc jak mogłabyś podchodzić do sytuacji z rozwagą?

Przestańcie marnować na nią czas. Jak ktoś taki może być w naszej sekcie? A do tego nawet trafiła do Złotego Pawilonu. Wstyd mi nawet stać obok niej.

Wielu z mówiących było z jej własnej sekty. MianMian była taka wściekła, że aż zaczerwieniły się jej oczy. Powstrzymując łzy, krzyknęła:

Dobra! Wasze głosy są głośniejsze! Dobra! To wy jesteście rozważni!

Zacisnęła zęby i siłą zerwała z siebie szatę wierzchnią z wyhaftowanym motywem sekty, rzucając nią mocno o stół. Nawet siedzący na przedzie liderzy sekt, którzy nie zwracali uwagi na wydarzenia, odwrócili się, by zobaczyć, co się dzieje. Jej towarzysze byli zaskoczeni. Czy w ten sposób oznajmiała, że odchodzi z sekty?

Nic więcej nie mówiąc, MianMian odwróciła się i wyszła. Chwilę później ktoś się zaśmiał.

Skoro jesteś taka zdolna, to już nigdy jej nie nakładaj!

Wydaje jej się, że kim ona jest… Wychodzi, kiedy chce! Kogo to obchodzi? Co w ten sposób próbuje udowodnić?

Wkrótce rozległy się kolejne głosy.

Kobiety zawsze będą kobietami. Wycofują się po kilku ostrych słowach. Na pewno za kilka dni sama wróci.

Bez wątpienia. W końcu wreszcie udało się jej zamienić z córki służącej w kultywatorkę…

Ignorując pełne ekscytacji głosy, Lan Wangji także wstał, wychodząc sali. Gdy Lan Xichen pojął, co się stało kilka chwil temu i usłyszał, jak bardzo spadł poziom rozmowy, natychmiast im przerwał:

Słuchajcie, poszła już. Uspokójcie się.

Odezwał się Zewu-jun, więc trzeba było okazać mu trochę szacunku. Wszyscy obecni znowu skupili się na oczernianiu Wei Wuxiana i Wenów. Mówili z pełną pasji nienawiścią, pozwalając swoim negatywnym uczuciom tańczyć w powietrzu. Wykorzystując tę chwilę, Jin Guangshan zwrócił się do Jiang Chenga.

Od dawna planował wybrać się do Kopców Pogrzebowych, prawda? W końcu z takimi umiejętnościami nie miałby problemu z założeniem własnej sekty. Wykorzystał tę szansę na opuszczenie YunmengJiang, planując robić, co dusza zapragnie. Włożyłeś w odbudowę sekty tyle pracy! Od początku miał w sobie kilka kontrowersyjnych cech, ale nawet nie próbuje ich kontrolować, zawsze sprawiając ci tyle problemów. W ogóle się tobą nie przejmuje.

To mało prawdopodobne – odparł Jiang Cheng, próbując nie dać się sprowokować. – Wei Wuxian był taki od dziecka. Nawet mój ojciec nie był w stanie nic na to poradzić.

Nawet Fengmian nic nie mógł zrobić? – Jin Guangshan się zaśmiał. – On po prostu go faworyzował.

Mięśnie obok kącików ust Jiang Chenga zadrżały, gdy usłyszał te słowa.

Liderze sekty Jiang, nie jesteś jak twój ojciec – kontynuował Jin Guangshan. – Minęło zaledwie kilka lat od odbudowania YunmengJiang. Powinieneś poświęcić ten czas na pokazanie swojej potęgi, a on nawet nie próbuje uniknąć podejrzeń. Co by sobie pomyśleli nowi uczniowie sekty Jiang, widząc coś takiego? Nie mów, że pozwalasz im obierać go za wzorzec, a ciebie lekceważyć?

Mówił jedno zdanie po drugim, kując żelazo, póki gorące.

Liderze sekty Jin, to wystarczy. Pójdę do Kopców Pogrzebowych i się tym zajmę – odparł powoli Jiang Cheng.

Jin Guangshan poczuł satysfakcję, szczerym tonem odpowiadając:

Tak trzymać. Liderze sekty Jiang, są pewne rzeczy i pewni ludzie, których nie powinieneś tolerować.

I tak spotkanie dobiegło końca, a wszyscy obecni czuli, że otrzymali fascynujący temat do rozmów. Szli szybko, omawiając sytuację z zapałem, a ich nienawiść nie gasła.

Czcigodna Trójca spotkała się za morzem Iskier pośród Śniegu.

Bracie, ciężko pracowałeś – powiedział Lan Xichen.

Jin Guangyao się uśmiechnął.

Wcale nie. Najciężej pracował stolik lidera sekty Jiang. Tak mocno go ściskał, że aż miejscami popękał. Wygląda na to, że naprawdę się zezłościł.

Nie Mingjue podszedł bliżej.

Zwykła gadka, jaka tam ciężka praca.

Słysząc to, Lan Xichen tylko się uśmiechnął, ale nic nie powiedział. Jin Guangyao wiedział, że Nie Mingjue da mu nauczkę przy każdej możliwej okazji. Czując bezsilność, próbował zmienić temat.

Bracie, gdzie jest Wangji? Widziałem, jak wychodził.

Lan Xichen wskazał dłonią, a jego towarzysze się odwrócili. Pośród Iskier wśród Śniegu stali Lan Wangji i kobieta, która w pawilonie odeszła z sekty. Wciąż wyglądała na bliską łez, a mina Wangjiego jak zawsze była beznamiętna. Wydawali się pogrążeni w rozmowie.

Chwilę później Lan Wangji skłonił się lekko.

Gest ten wyrażał powagę i szacunek. Kobieta odwzajemniła jeszcze głębszy skłon i w pozbawionej herbu szacie się oddaliła.

Ta kobieta ma większe jaja od reszty jej sekty – skomentował Nie Mingjue.

To prawda. – Jin Guangyao uśmiechnął się wesoło.

***

Dwa dni później Jiang Cheng razem z trzydziestoma uczniami wyruszył do Yiling.

Pod Kopcami wokół zburzonych murów naprawdę kręciły się setki żywych trupów. Jiang Cheng ruszył do przodu, a one nie zareagowały. Jednak gdy zbliżali się towarzyszący mu uczniowie, trupy warczały ostrzegawczo. Rozkazał poczekać im u podnóża góry, ruszając dalej sam przez ciemny las. Po długim marszu w końcu dotarły do niego ludzkie głosy.

Kilka okrągłych pieńków rozstawione było nieopodal górskiej ścieżki. Największy służył jako stół, a mniejsze najwyraźniej były krzesłami. Ubrana na czerwono kobieta siedziała na jednym z nich, a obok niej spoczywał Wei Wuxian. Prosto wyglądający mężczyzna przekopywał ziemię na pobliskim polu.

A może ziemniaki? – Wei Wuxian potrząsał nogą.

Rzodkiewki. – Ton kobiety był stanowczy. – Łatwo je wyhodować i nie obumierają tak często. Ziemniaki są trudne w uprawie.

Rzodkiew jest ohydna.

Jiang Cheng parsknął, na co oboje się odwrócili. Nie byli zaskoczeni na jego widok. Wei Wuxian wstał, ale nic nie powiedział, tylko szedł górską ścieżką z rękami skrzyżowanymi na plecach. Jiang Cheng też o nic nie pytał, po prostu za nim podążając.

Wkrótce spotkali grupę mężczyzn, którzy zajęci byli budową chaty. Prawdopodobnie wszyscy byli kultywatorami z sekty Wen, którzy zdjęli swoje ogniste szaty, zamiast tego wdziewając zgrzebne ubrania. Z młotkami i piłami w rękach, i deskami i słomą na ramionach chodzili w górę i w dół, pracowali w środku i na zewnątrz, niczym się nie różniąc od zwykłych myśliwych. Kiedy zobaczyli Jiang Chenga, po jego mieczu i ubraniach byli w stanie stwierdzić, że to lider jednej z prominentnych sekt. Tak jakby wciąż czuli strach, wszyscy zamarli, spoglądając na niego niepewnie i nie śmiąc nawet oddychać.

Kontynuujcie. – Wei Wuxian machnął dłonią.

Gdy tylko przemówił, wszyscy z ulgą wrócili do pracy.

Co oni robią? – zapytał Jiang Cheng.

Nie widzisz? Budują domy.

Domy? A tamci, którzy orali ziemię? Nie mów, że macie zamiar coś posiać.

Przecież wszystko słyszałeś. Będziemy uprawiali rzodkiew.

Na górze trupów? Czy to w ogóle będzie zjadliwe?

Uwierz mi, jak człowiek zgłodnieje, to zje wszystko.

Naprawdę macie zamiar zostać tu na dłużej? Czy można żyć w tak przeklętym miejscu?

Żyłem tu przez trzy miesiące.

Nie wracasz do Przystani Lotosów? – zapytał Jiang Cheng po chwili milczenia.

Yunmeng jest niedaleko Yiling – odparł leniwie Wei Wuxian. – Zakradnę się, gdy tylko będę miał na to ochotę.

Jiang Cheng parsknął.

Chciałbyś.

Już miał kontynuować, gdy nagle poczuł coś ciężkiego na nodze. Spojrzał w dół. Nie wiedział kiedy, ale około dwuletni dzieciak zakradł się i przytulił do jego nogi. Unosząc swój pucołowaty podbródek, spojrzał na niego ciemnymi, okrągłymi oczyma.

Był bardzo uroczym dzieckiem. Niestety Jiang Cheng nie podzielał tego zdania. Zwrócił się w stronę Wei Wuxiana.

Skąd wziął się ten dzieciak? Zabieraj go ode mnie.

Patriarcha schylił się i podniósł chłopca, trzymając go w ramionach.

Jakie „zabieraj go ode mnie”? Nie możesz grzeczniej? A-Yuan, dlaczego czepiasz się nogi każdego, kogo napotkasz? Zmykaj! Nie gryź paznokci po tym, jak bawiłeś się błotem. Wiesz, z czego jest ta ziemia? Zabieraj ręce! Mojej twarzy też nie dotykaj! Gdzie babunia?

Podeszła do nich stara kobieta z przerzedzonymi, białymi włosami i drewnianą laską w dłoni. Gdy zobaczyła Jiang Chenga, to zrozumiała, że to ktoś ważny. Wydawała się trochę przestraszona, jeszcze bardziej kuląc się w sobie.

Wei Wuxian postawił A-Yuana przy jej nodze.

Idź się pobawić.

Kulejąc, kobieta złapała wnuka za rękę i odeszła. Chłopiec potknął się, ponieważ nie przestawał na nich spoglądać.

Inni liderzy sekt myśleli, że zebrałeś armię i nazwałeś się królem tego wzgórza, ale to tylko starzy, słabi, kobiety i dzieci – zakpił Jiang Cheng. Wei Wuxian uśmiechnął się, lecz mężczyzna kontynuował: – Gdzie Wen Ning?

Dlaczego o niego pytasz?

Ostatnio niezliczone rzesze ludzi mnie o niego pytają – odparł chłodno Jiang Cheng. – Ale skąd miałbym to wiedzieć? Dlatego.

Wei Wuxian wskazał dłonią i ruszyli ramię w ramię. Poczuli zimny powiew wiatru, kiedy zbliżyli się do wejścia do jaskini. Weszli do środka, idąc przez jakiś czas prosto, gdy Jiang Cheng coś przypadkiem kopnął. Spojrzał w dół, znajdując tylko połówkę kompasu.

Nie kop tego – powstrzymał go Wei Wuxian. – Jeszcze go nie skończyłem. Jest użyteczny.

Gdy tylko podniósł go z ziemi, Jiang Cheng kopnął następny przedmiot. Tym razem pomiętą flagę.

Nie podrzyj jej! – Wei Wuxian znowu go zatrzymał. – To także jest użyteczne. Prawie ją skończyłem.

To ty rzuciłeś je na ziemię, więc nie obwiniaj mnie, jeśli coś zepsuję.

Mieszkam tu sam, więc co z tego, że mam mały bałagan?

Weszli w głąb jaskini. Po drodze mijali talizmany, przyczepione do ścian, rzucone na podłogę, pomięte i podarte na kawałki. Wyglądało, jakby ktoś zwariował i wszystko zniszczył w ataku szału. A do tego, im dalej szli, tym większy bałagan.

Jiang Cheng się dusił.

Tylko spróbuj zrobić taki burdel w Przystani Lotosów, a zobaczysz, jak spalę wszystkie twoje rzeczy!

Dotarli do głównej części jaskini. Na ziemi leżał człowiek od stóp do głów oklejony talizmanami. Można było dostrzec jedynie białka jego oczu. To był Wen Ning.

Jiang Cheng spojrzał na Wei Wuxiana.

To tutaj mieszkasz? Gdzie śpisz?

Wei Wuxian rzucił zebrane po drodze przedmioty w kąt. Wskazał na stos pomiętych koców leżących w kącie i odparł:

Dzięki nim mogę spać, gdzie zechcę.

Jiang Cheng nie chciał już rozmawiać o takich rzeczach. Spojrzał na niego z pogardą i przyjrzał się nieruchomemu Wen Ningowi.

Co mu się stało?

Jest trochę zbyt agresywny. Boję się, że coś zrobi, więc go zapieczętowałem. Na razie nie może się ruszyć.

Czy za życia nie był nieśmiałym jąkałą? Jak to możliwe, że po śmierci zrobił się agresywny?

Jego tonu nie można było nazwać przyjaznym. Wei Wuxian spojrzał na niego.

Wen Ning rzeczywiście był dość nieśmiały. Jednak to właśnie dlatego ukrywał w środku wiele emocji. Nienawiść, złość, strach, ból… Tłumił je w sobie zbyt długo, więc po jego śmierci wręcz eksplodowały. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie są potężne. Wiesz, to tak jak z miłymi ludźmi. Kiedy w końcu stracą cierpliwość, to są po prostu straszni. On był taki sam, więc po śmierci jest niezwykle agresywny.

Czy nie powtarzałeś, że im bardziej agresywny, tym lepiej? Im silniejsza energia urazy, tym większa nienawiść i siła.

To prawda. Ale nie chcę, by Wen Ning taki był.

No to co chcesz z nim zrobić?

Chcę, by odzyskał świadomość.

Znowu śnisz na jawie? Odzyskał świadomość? Jaka wtedy będzie różnica między takim trupem a człowiekiem? Uważam, że jeśli ci się powiedzie, to nikt nie będzie musiał już być człowiekiem i kultywować. Będą mogli po prostu do ciebie przyjść i poprosić, byś zamienił ich w żywego trupa.

Wei Wuxian się zaśmiał.

Masz rację. Rozumiem, że to jest cholernie trudne, jednak już kilka razy przechwalałem się takimi zdolnościami jego siostrze. Teraz wszyscy myślą, że jestem w stanie to zrobić. Musi mi się udać, bo inaczej całkiem stracę twarz…

Nie zdążył nawet skończyć mówić, kiedy Jiang Cheng dobył Sandu i zamachnął się na szyję Wen Ninga. Wyglądało na to, że chce jednym zamachem odciąć mu głowę. Reakcja Wei Wuxiana była niezwykle szybka. Wyciągnął ramię, by odepchnąć miecz i krzyknął:

Co ty wyprawiasz?!

Jego słowa rozeszły się echem po jaskini. Jiang Cheng nie chciał schować miecza.

Co wyprawiam? O to samo chciałbym cię zapytać. Wei Wuxian, ostatnio jesteś strasznie arogancki, nie sądzisz?! – powiedział ostro młodszy mężczyzna.

Już na długo przed przybyciem Jiang Chenga Wei Wuxian wiedział, że ich rozmowa nie przebiegnie spokojnie. Gdy szli w górę, sznur mocno zacisnął się wokół ich serc, łącząc je ze sobą. Rozmawiali, jak gdyby nic się nie stało, lecz nić nie wytrzymała napięcia, pękając.

Myślisz, że byłbym taki arogancki, gdybym miał wyjście? Wen Qing i pozostali naciskają.

Nie masz wyjścia, bo cię do tego zmuszają? Cóż, teraz ja jestem w tej samej sytuacji, bo ty mnie do tego zmuszasz! Kilka dni temu w Wieży Karpia niezliczone sekty otoczyły mnie, zmuszając do wyjaśnień, więc musiałem tu przyjść!

Wyjaśnień? Już jesteśmy kwita. Nadzorcy pobili Wen Ninga na śmierć. Wen Ning stał się żywym trupem i ich zabił. Oko za oko, życie za życie. To koniec.

Koniec? Jak to możliwe?! Wiesz, ilu cię ma teraz na oku?! Ilu obserwuje twoją barierę ochronną?! Gdy tylko przydarzy się okazja, to oni wykorzystają, nawet jeśli to ty masz rację!

Sam to powiedziałeś. Wykorzystają każdą okazję, nawet jeśli mam rację. Co innego mogę zrobić, z wyjątkiem zamknięcia się tutaj?

Co? Jest jedno rozwiązanie. – Jiang Cheng wskazał mieczem na Wen Ninga. – Możemy zakończyć to sami, zanim oni będą mieli ku temu okazję!

Co zakończyć?

Spalisz tego trupa i oddasz im Wenów. Tylko tak sprawa ucichnie! – mówiąc to, uniósł znowu miecz, najwyraźniej przygotowując się do kolejnego ataku.

Wei Wuxian złapał go za ramię.

Chyba żartujesz! Jeśli przekażemy im Wen Qing i pozostałych, to czeka ich tylko śmierć!

Wątpię, że w ogóle oddasz ich wszystkich. Co cię obchodzi, jaki ich spotka koniec? Jeśli umrą, to umrą, co to ma z tobą wspólnego?!

Wei Wuxian w końcu stracił cierpliwość.

Jiang Cheng! Co… O czym ty mówisz?! Cofnij te słowa, bo ci skopię tyłek! Nie zapominaj! Kto pomógł nam spalić ciała wujka Jiang i pani Yu? Kto przyniósł nam prochy, które teraz spoczywają w Przystani Lotosów? I kto nas przygarnął, gdy Wen Chao wszędzie nas szukał?!

To ja chcę ci skopać tyłek! Tak, kiedyś nam pomogli, ale dlaczego nie potrafisz pojąć, że teraz każdy Wen jest celem! Bez względu na to, kim są, każdy o tym nazwisku popełnił ogromną zbrodnię! A ci, którzy ich chronią, zostaną przez wszystkich wyklęci! Mnóstwo ludzi nienawidzi tych kundli, życząc im jak najgorszej śmierci. Chroniąc ich, jesteś przeciwko całemu światu. Nikt nie stanie w ich obronie, a także nikt nie stanie po twojej stronie!

Nie potrzebuję nikogo takiego.

Dlaczego jesteś taki uparty?! Jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, to się przesuń. Sam to załatwię!

Wei Wuxian ścisnął go jeszcze mocniej, a jego palce były jak żelazo.

Jiang Wanyin!

Wei Wuxian! Nie rozumiesz? Gdy stoisz po ich stronie, jesteś wspaniałym geniuszem, cudownym bohaterem, siłą napędzającą rebelię, kwiatem, który samotnie rozkwita. Jednak gdy tylko twoje zdanie zacznie się różnić, to stajesz się wariatem, moralnym ignorantem, który zszedł na złą ścieżkę. Myślisz, że cię to nie dotyczy, bo zamykasz się w jaskini i robisz, co chcesz? Nic takiego nigdy nie miało miejsca!

No to moja sytuacja będzie precedensowa!

Teraz obaj mieli w rękach miecze i patrzyli się na siebie przez chwilę. Żaden nie chciał się wycofać. Po chwili Jiang Cheng powiedział:

Wei Wuxian, wciąż nie rozumiesz, w jakiej znalazłeś się sytuacji? Naprawdę muszę to powiedzieć na głos? Jeśli uparcie będziesz ich chronił, to ja nie będę mógł chronić ciebie.

Nie musisz mnie chronić. Po prostu mnie zostaw.

Jiang Cheng się wykrzywił.

Odpuść – kontynuował Wei Wuxian. – Powiedz światu, że odszedłem. Od teraz czyny Wei Wuxiana nie mają nic wspólnego z sektą YunmengJiang.

…To wszystko dla Wenów? Wei Wuxian, czy ty masz jakiegoś bzika na punkcie ratowania ludzi? Umrzesz, jeśli nie postawisz się w czyjejś obronie i nie narobisz kłopotów?

Wei Wuxian milczał. Dopiero po dłuższej chwili odparł:

Dlatego powinniśmy teraz zerwać kontakt, by moje przyszłe czyny nie zaszkodziły YunmengJiang.

Nie mógł zagwarantować, co zrobi w przyszłości.

Matka mówiła, że sprawiasz naszej sekcie same problemy. To rzeczywiście prawda – wymamrotał Jiang Cheng. Zaśmiał się zimno. – „Czyń niemożliwe”? Dobra. Rozumiesz motto YunmengJiang i to lepiej ode mnie. Lepiej od nas wszystkich.

Schował miecz z głośnym brzękiem.

No to umówmy się na pojedynek – powiedział obojętnym tonem Jiang Cheng.

Trzy dni później lider sekty YunmengJiang odbył pojedynek z Wei Wuxianem. Ich agresywna bitwa miała miejsce w Yiling. Negocjacje zawiodły, obaj musieli uciec się do przemocy.

Wen Ning pod dowództwem Patriarchy trafił raz Jiang Chenga, łamiąc mu ramię. Ten zaś dźgnął Wei Wuxiana w bok. Obie strony poniosły straty, obaj splunęli krwią i odeszli, przeklinając się nawzajem. Wreszcie doszło do ich ostatecznego rozstania.

Po pojedynku Jiang Cheng powiedział światu, że Wei Wuxian odszedł z jego sekty i był wrogiem całego świata kultywacyjnego. YunmengJiang już się go wyrzekło. Od teraz nic ich nie łączyło, kreśląc jasną granicę. Jego przyszłe czyny nie miały nic wspólnego z YunmengJiang.

Tłumaczenie: Ashi

13 Comments

  1. Lenka

    Dziękuję za tłumaczenie i twoja ciężką pracę. Miałam chwilę przerwy i zajrzałam a tu już dwa nowe rozdziały. :NieNie:
    Świetnie się czyta <3

    Odpowiedz
  2. czowiek9

    Jejku jak mi smutno , że to tak musiało się skończyć ( w sensie nie rozdział tylko ich relacja ) :złamaneserce:

    Dziękuję bardzo za nowy rozdział

    Btw MianMian wiele zyskała w moich oczach

    Odpowiedz
  3. lograk

    dziękuję za odcinek, tak długo czekałam, ale warto było :), mam nadzieję, że wytrwasz, w końcu jest już bliżej końca niż dalej….

    Odpowiedz
    1. Ashi Autor

      To tylko się tak wydaje, że jest bliżej końca niż dalej :”) Dużo jeszcze przed nami, bo teraz większość rozdziałów jest 2-3 razy dłuższa niż początkowe!

      Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: