Mo Dao Zu Shi

Rozdział 70 – Odejście II15 min. lektury

Zixun! – powiedziała karcąco kobieta, a jej brwi wykrzywiły się groźnie.

Uśmiech Wei Wuxiana natychmiast zniknął, kiedy usłyszał słowa mężczyzny.

Kształcenie? – zapytał i powoli się odwrócił. – Pokręcona ścieżka?

Wei Ying – powiedział niskim tonem Lan Wangji.

Jin Zixun i pozostali także zauważyli ten niecodzienny nastrój. Wstrzymali oddechy, patrząc na niego. Wei Wuxian znowu się uśmiechnął.

Chcecie wiedzieć, dlaczego nie noszę ze sobą miecza? Mogę wam powiedzieć, nie zrobi to żadnej różnicy. – Odwrócił się w pełni do nich, akcentując każde słowo. – Bo chcę, byście wiedzieli, że nawet bez miecza i idąc tą „pokręconą ścieżką”, wciąż będę niepokonany, zostawiając was daleko w tyle.

Słysząc to, wszyscy obecni byli zszokowani. Żaden uczeń nigdy nie śmiał powiedzieć tak zarozumiałych słów przed tyloma ludźmi.

Wei Wuxian! – krzyknął Jin Zixun chwilę później, kiedy w końcu wyrwał się z szoku. – Jesteś zwykłym synem służącej! Jak śmiesz być tak arogancki!

Spojrzenie Lan Wangjiego zamarzło, kiedy usłyszał te słowa. Źrenice Wei Wuxiana się skurczyły. Wyglądało na to, że jego prawa dłoń była sekundę od złapania Chenqinga. Powietrze zagęściło się od narastającego konfliktu, tak jakby zaraz miało wybuchnąć, kiedy ktoś nagle krzyknął:

A-Xian!

Serce patriarchy zmiękło. Odwrócił się powoli, a Jiang Yanli do niego machnęła.

A-Xian, chodź i stań za mną.

Wei Wuxian się zawahał. Zanim mógł się ruszyć, pani Jin szybko złapała ją za rękę.

A-Li, nie wtrącaj się w ich sprawy.

Dziewczyna tylko uśmiechnęła się przepraszająco do starszej kobiety i stanęła przed przybranym bratem, salutując Jin Zixunowi i pozostałym. Nie wiedzieli, jak na to zareagować. Niektórzy odwzajemnili gest, a inni nie.

Paniczu Jin, powiedziałeś, że A-Xian zajął jedną trzecią bestii na górze Feniksa, co jest wbrew zasadom sprawiedliwej gry i przejawem arogancji. Ja… Też nigdy o czymś takim nie słyszałam. To musiało sprawić wam spory kłopot. Przepraszam was w jego imieniu – powiedziała cienkim głosikiem Jiang Yanli, kłaniając się ponownie. Wyglądało na to, że jej przeprosiny były dość poważne.

Siostro! – zaprotestował Wei Wuxian.

Dziewczyna jeszcze się nie wyprostowała. Spojrzała na niego i prawie niepostrzeżenie potrząsnęła głową. Wei Wuxian mógł tylko zacisnąć pięści i siedzieć cicho.

Jin Zixuan spoglądał na nich z oddali. Jego mina była dość skomplikowana. Jednak jego kuzyn i pozostali nawet nie próbowali ukryć triumfu, który pojawił się na ich twarzach. Byli niezwykle zadowoleni. Zixun zachichotał, mówiąc:

Panienko Jiang, naprawdę jesteś miła i wyrozumiała. To, co zrobił jeden z waszych uczniów, jest niebywale nieodpowiednie i rzeczywiście sprawiło nam wiele problemów. Jednak skoro to zauważyliście, to ze względu na panienkę Jiang i lidera sekty Jiang przeprosiny nie są konieczne. Sekty YunmengJiang i LanlingJin są sobie bliskie jak bracia.

Był na skraju wybuchnięcia aroganckim śmiechem, a Wei Wuxian aż gotował się ze złości, zaciskając pięści tak mocno, że aż trzasnęły mu stawy. Już miał się odezwać, kiedy Jiang Yanli wyprostowała się i szczerym tonem kontynuowała:

Lecz nawet jeśli nie brałam wcześniej udziału w łowach, to wiem jedno. Nie istnieje zasada, która zabraniałaby upolować zbyt wiele bestii.

Uśmiechy na twarzach ludzi zesztywniały, zanim mogły się w pełni na nich zadomowić.

Powiedzieliście, że A-Xian złamał zasady. Które? – dokończyła dziewczyna.

Tym razem to Wei Wuxian miał ochotę śmiać się do rozpuku.

Mina Jin Zixuana pociemniała, ale nie odpowiedział z dwóch powodów. Nigdy nie widział, by Jiang Yanli stanęła w czyjejś obronie, więc nie wiedział, jak mocną musi wystosować ripostę. Oprócz tego pani Jin i Jiang Cheng wysoce poważali dziewczynę, więc nie śmiał im się narażać. Po drugie, gdyby naprawdę zajrzeli do regulaminu, to nie znaleźliby takiej zasady!

Niektórzy obecni nie mogli tego już dłużej znieść. W takich chwilach lider sekty Yao zawsze wyrywał się pierwszy.

Panienko Jiang, to naprawdę niedobre określenie. Choć niektóre zasady są niezapisane, to wszyscy je rozumieją i ich przestrzegają.

Ile jest łącznie bestii na górze Feniksa? – krzyknął ktoś z tłumu. – Czy jest ich chociaż pięćset? A ile osób uczestniczy w łowach? Ponad pięć tysięcy! Walczymy o zdobycz! Jeśli zabierze większość za pomocą tak niecnych metod, to co mają zrobić inni?

Wei Wuxian uśmiechnął się drwiąco. Już miał się odezwać, ale Jiang Yanli go powstrzymała, szepcząc:

Będzie lepiej, jeśli nic nie powiesz.

Ktoś inny także był niezadowolony.

Tak, w przeciwnym razie dorwałbym przynajmniej jednego trupa.

Ale… To nie jego wina, że nie potraficie nic złapać – powiedziała Yanli i nie dając im dojść do głosu, kontynuowała: – Czy w łowach nie chodzi głównie o siłę? Choć zniknęły trupy, to czy nie zostały potwory i zjawy? Nawet gdyby nie zajął jednej trzeciej albo nie wziął udziału w łowach, to i tak nic by się nie zmieniło dla tych, co nic dzisiaj nie złapali. Choć A-Xian użył innej metody, to jest to wciąż coś, czego sam się nauczył. Nie możecie nazywać jej pokrętną ścieżką tylko dlatego, że nie macie już dostępu do jednej trzeciej trupów, prawda?

Ludzie zgromadzeni wokół Jin Zixuna mieli równie ponure miny, co on. Jednak biorąc pod uwagę pochodzenie Jiang Yanli, nie śmieli bezpośrednio jej odszczeknąć.

Zresztą łowy to łowy, co do tego ma metoda kształcenia? A-Xian jest uczniem YunmengJiang. Wychował się ze mną i moim bratem, więc sam jest dla mnie jak brat. Nazwaliście go synem służącej i wybaczcie, ale tego nie zaakceptuję. I dlatego… – Dziewczyna stanęła prosto i podniosła głos. – Mam nadzieję, że panicz Zixun przeprosi Wei Wuxiana z sekty YunmengJiang!

Gdyby tych słów nie wypowiedziała Jiang Yanli, tylko jakaś inna osoba, Jin Zixun już dawno by jej przywalił. Jego twarz była prawie czarna, ale zachował milczenie. Jiang Yanli patrzyła się na niego bez słowa, nie chcąc odwrócić wzroku.

A-Li, dlaczego jesteś taka poważna? – odezwała się pani Jin. – To tylko drobna sprawa. Nie nakręcaj się tak.

Ton głosu dziewczyny był cichy.

Proszę pani, A-Xian to mój młodszy brat. Upokarzanie go przez innych nie jest tylko drobną sprawą.

Zixun, słyszałeś? – Pani Jin z pogardą spojrzała na Jin Zixuna.

Ale ciociu!

Dla niego przeproszenie Wei Wuxiana było absolutnie niemożliwe. Jak pani Jin mogła nie znać jego charakteru? Obecna sytuacja była dość niekomfortowa. Pani Jin już wyobrażała sobie jaką awanturę zrobi Jin Zixun po przeprosinach i powrocie do Wieży Karpia. Coraz bardziej się irytowała, mając ochotę siłą zgiąć jego szyję i zmusić go do przeproszenia.

Nagle niebo przecięły dwa rozbłyski mieczy. Nadlecieli Jin Guangyao i Lan Xichen.

Bracie – przywitał się Lan Wangji.

Wangji, dlaczego ty także tutaj jesteś? – zastanawiał się Lan Xichen.

Co tu się stało? – zapytał Jin Guangyao. Z jego przybyciem złość tłumu wreszcie znalazła punkt ujścia.

Wciąż się uśmiechasz? – zbeształa go pani Jin. – Stało się coś takiego, a tobie wciąż wesoło! Spójrz na zorganizowane przez ciebie łowy, nieudaczniku!

Jin Guangyao zawsze miał ten sam uśmiech przylepiony do twarzy. Nie spodziewając, że od razu po przybyciu mu się dostanie, natychmiast zmył go z twarzy, szczerze pytając:

Matko, co takiego się stało?

Pani Jin zmrużyła oczy.

Co takiego się stało… A nie widzisz? Czy nie jesteś mistrzem odczytywania nastroju?

Jin Guangyao milczał, więc jego kuzyn postanowił mu wytłumaczyć, wykorzystując tę szansę na odwrócenie uwagi od tematu przeprosin.

Jedna trzecia bestii na górze Feniksa została złapana. Co zgromadzone tutaj pięć tysięcy kultywatorów ma teraz robić?!

Chłopak już miał kontynuować, kiedy wtrącił się Lan Xichen:

Lianfang-zun już zajął się poszerzaniem terenu łowieckiego. Proszę, uspokójcie się.

Teraz kiedy odezwał się Zewu-jun, Jin Zixuan wiedział, że nie powinien nic więcej mówić. Nie mógł także dalej wyżywać się na Jin Guangyao. Rzucił łuk na ziemię i zaśmiał się gorzko.

Te łowy to jakaś farsa! Nieważne. Nie muszę w nich brać udziału. Rezygnuję.

Jin Guangyao zamarł z zaskoczenia.

Zixun, to zaraz zostanie załatwione. Nie będzie trzeba czekać dłużej niż godzinę.

Paniczu Jin, to naprawdę nie jest konieczne! – zawołał lider sekty Yao.

Łowy nie są już sprawiedliwe. Dlaczego miałbym czekać? Proszę, wybaczcie mi moją nieobecność! – odparł Jin Zixun i już miał odlecieć razem ze swoimi ludźmi, ale podbiegł Jin Guangyao, próbując go przekonać do zostania. Niektórzy chcieli także zrezygnować, a inni się wahali, nie będąc pewnymi, czy warto się już poddać. Zrobiło się ogromne zamieszanie.

Jiang Yanli potrząsnęła głową i odwróciła się do pani Jin.

Pani Jin, naprawdę narobiłam pani kłopotów.

Kobieta machnęła ręką.

Nigdy nie narobisz kłopotów teściowej. Besztaj tego głupiego bachora ile wlezie, nie obchodzi mnie on. Jeśli wciąż jesteś wściekła, to pomogę ci mu wlać.

Nie ma takiej potrzeby, naprawdę… Mogę już odejść?

Do wież obserwacyjnych? Poproszę Zixuana, by nas odprowadził – powiedziała szybko pani Jin, patrząc znacząco na syna, który stał dość daleko od nich.

Nie ma takiej potrzeby. Chciałabym porozmawiać z A-Xianem. Może mnie odprowadzić – wyszeptała dziewczyna.

Pani Jin uniosła brwi, patrząc oceniającym wzrokiem na Wei Wuxiana. Jej spojrzenie było ostrożne, tak jakby była niezadowolona.

Młody mężczyzna i równie młoda kobieta. Nie możecie ciągle razem przebywać bez towarzystwa innej osoby.

A-Xian to mój młodszy brat.

A-Li, proszę, nie złość się. Powiedz mi, co głupiego zrobił tym razem ten mój uparty bachor. Rozkażę mu odpowiednio ci to wynagrodzić.

Jiang Yanli potrząsnęła głową.

To naprawdę nie jest konieczne. Pani Jin, proszę go nie zmuszać.

Jak mogłabym go zmuszać? Nie ma w tym nic wymuszonego.

Pójdziemy już, pani Jin – wtrącił się Wei Wuxian, opuszczając głowę.

Razem z Jiang Yanli skłonili się w tym samym czasie. Odwrócili się, by odejść, ale pani Jin złapała dziewczynę za rękę. Szarpali się przez chwilę, kiedy podbiegł Jin Zixuan i krzyknął głośno:

Panienko Jiang!

Wei Wuxian udawał, że nic nie słyszał. Pociągnął Jiang Yanli za rękę, mówiąc:

Siostro, chodźmy szybko.

To nie tak, panienko Jiang! – krzyknął znowu Jin Zixuan.

Tym razem nie mogli udawać, że nic nie słyszeli. Wei Wuxian odwrócił się razem z Yanli. Nawet grupa Jin Zixuna, która robiła zamieszanie kawałek dalej, zwróciła na nich uwagę. Wszyscy zastanawiali się, co znaczyło „to nie tak”. Jin Zixuan podbiegł kilka kroków do przodu, tak jakby chciał ich dogonić, ale nagle się zatrzymał. Stojąc daleko, wziął kilka głębokich wdechów, a żyły wyskoczyły mu na czole. Chwilę później krzyknął:

To nie tak, panienko Jiang! To nie moja matka! To nie był jej zamysł! Nie jestem zmuszany, ani trochę! – Powstrzymywał się przez kilka sekund, po czym w końcu ryknął: – To ja! To ja sam! To ja chciałem, byś przyjechała!

Wszyscy zaniemówili.

Blade policzki Jin Zixuana nagle przybrały barwę krwi. Cofnął się chwiejnie o kilka kroków, odzyskując równowagę tylko dzięki wsparciu drzewa. Spojrzał w górę i zamarł. Najwyraźniej zrozumiał, że wiele osób wciąż było obecnych i powiedział to przy nich wszystkich, więc przez długi moment stał oniemiały. W końcu uciekł z krzykiem.

Po kilku chwilach ciszy pani Jin wrzasnęła:

Dlaczego uciekasz, idioto?!

A-Li, dokończymy naszą rozmowę później. Najpierw muszę go dorwać! – Wskoczyła na miecz i odleciała z garścią kultywatorów jeszcze zanim skończyła mówić. Krzyczała, pędząc w stronę, w którą uciekł jej syn.

Wei Wuxian także nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nie wiedział, jak to zrozumieć po całym tym zamieszaniu.

Co on wyprawia? Lepiej stąd chodźmy.

Jiang Yanli wyrwała się z szoku, przytakując. Wei Wuxian pomachał Lan Wangjiemu.

Idę już, Lan Zhan.

Mężczyzna przytaknął, nic nie mówiąc. W ciszy obserwował jak sylwetki Wei Wuxiana i Jiang Yanli powoli znikały w głębi lasu. Jin Guangyao zaś nie był w stanie dłużej zatrzymać Jin Zixuna i pozostałych. Grupa wskoczyła na miecze i odleciała, przekrzykując się nawzajem. Natychmiast została tylko połowa z pierwotnie zebranej ogromnej chmary ludzi. Widząc, że nie zanosiło się na więcej atrakcji, pozostali także zaczęli się rozchodzić.

Jin Guangyao wytarł pot z czoła, zmuszając się do uśmiechu.

To naprawdę jest…

Lan Xichen poklepał go po ramieniu.

To nie była twoja wina.

Obawiam się, że nawet dwie godziny nie wystarczą na zorganizowanie większej ilości zwierzyny – powiedział Jin Guangyao, masując czoło.

Dlaczego?

Nie tylko panicz Wei zagarnął dla siebie jedną trzecią. Nasz najstarszy brat wybił ponad połowę zjaw i potworów.

Słysząc to, Lan Xichen się zaśmiał.

Właśnie taki jest nasz brat.

Lan Wangji był głęboko zamyślony.

I dlatego teren łowiecki będzie musiał zostać jeszcze bardziej powiększony – dodał Jin Guangyao, tak jakby miał okropny ból głowy.

No to zajmijmy się tym jak najszybciej.

Przepraszam, bracie. Przyszedłeś wziąć udział w łowach, ale w ostatniej chwili zmusiłem cię do pomocy.

Lan Xichen się uśmiechnął.

To w porządku. Wangji, czy chciałbyś także nam pomóc?

Lan Wangji przywołał Bichen.

Pomogę.

Kiedy odlecieli, tylko parę osób zostało między drzewami, wciąż plotkując na temat wydarzeń. Chwilę później ktoś wymaszerował z lasu, ale zawahał się, widząc sytuację.

Tą osobą był nikt inny jak Jiang Cheng. Usłyszał, jak inni mówili, że rozbłyski mieczy Lan Wangjiego i Jin Zixuana pojawiły się na niebie, co oznaczało, że zaczęli walczyć. Przyszedł sprawdzić sytuację z obawy, że Jiang Yanli była u boku swojego niedoszłego narzeczonego, ale prawie wszyscy zdążyli się już rozejść. Spośród obecnych tylko lider sekty Yao wydawał mu się znajomy, więc zapytał:

Liderze sekty Yao, co się stało?

Mężczyzna spojrzał na niego, a jego ton był pełen ukrytego znaczenia.

Liderze sekty Jiang, ten wasz Wei Wuxian to niezłe ziółko.

Co masz przez to na myśli? – Brwi Jian Chenga się zmarszczyły.

Tak jakbym śmiał mieć coś na myśli – zaśmiał się lider sekty Yao. – Liderze sekty Jiang, nie bierz sobie moich słów do serca.

Twarz Jiang Chenga pociemniała. Wiedział, że jego słowa nie były dobre. Będzie musiał odnaleźć Wei Wuxiana i wszystko sobie z nim wyjaśnić. Nie będąc w nastroju na udawanie miłego względem takiego cwaniaka, wyszedł bez słowa z lasu. Po drodze słyszał szepty dochodzące zza jego pleców. Głosy były naprawdę ciche, tak jakby osoby te bały się, że ich usłyszy, ale dzięki wyczulonym zmysłom nie było to dla niego przeszkodą.

Tym razem Przystań Lotosów naprawdę gra główne skrzypce – powiedział gorzko jeden z liderów sekt. – Prawie wszystkie duchy i trupy zostały przywołane miejsca zbiórki sekty YunmengJiang. A tylu kultywatorów było nimi zainteresowanych!

Nic na to nie poradzimy – odparł lider sekty Yao. – Czyja to wina, że nie mamy swojego Wei Wuxiana?

Posiadanie Wei Wuxiana jest niekoniecznie dobrą rzeczą. Nie chciałbym mieć w swojej sekcie kogoś, kto wiecznie robiłby mi problemy.

Wei Wuxian naprawdę jest zbyt arogancki… Od teraz nie wezmę udziału w żadnych nocnych łowach, na których on planuje się pojawić.

Hę? Zainteresowanych YunmengJiang? – zakpił inny mężczyzna. – Nie sądzę. Byli zainteresowani wyłącznie Wei Wuxianem, prawda? Czy YunmengJiang nie zyskało sławy podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca wyłącznie dzięki niemu?

Jiang Cheng poczuł ogromny ciężar, tak jakby coś rzuciło natarczywy cień na jego twarz i serce.

Tłumaczenie: Ashi

12 Comments

  1. Wik

    Fajniej ogląda się The untamed po przeczytaniu Pani tłumaczenia książki. Jeszcze tyle rozdziałów zostało, to bardzo dużo pracy😍, a więc życzę wytrwałości. Powodzenia i zdrowia w Nowym Roku.

    Odpowiedz
    1. brzoskwinek

      W sensie którego momentu nie rozumiesz? W tym rozdziale oni tylko gadają jaki to Wei Wuxian nie jest arogancki i zbacza z „właściwej ścieżki kultywacji” – bo nie nosi miecza ze sobą i odmawia używania go ( nikt nie wie, że on nie jest w stanie tego robić) wszyscy się doczepiają do niego, A-xian robi się wredny i arogancji a A-Li stanęła w jego obronie.

      Odpowiedz
  2. lograk

    ale niespodzianka na koniec roku! wielkie dzięki! i jak najserdeczniejsze życzenia z okazji Nowego Roku, oby był zdrowy, szczęśliwy i spełniony w czym-tam-chcesz. Dla siebie cichuteńko szepczę sobie, abyś wytrwała i dokończyła tą świetną powieść. Trzymam kciuki!

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: