Mo Dao Zu Shi

Rozdział 67 – Czułość V12 min. lektury

Miejmy nadzieję, że wie, kto mu zalazł za skórę. Jeśli chce się zemścić, to niech się mści na tych kultywatorach – odezwała się znowu żona. – Proszę, by nie szkodził nam, zwykłym ludziom.

Kto mógłby nam to zagwarantować? Byłem młody, kiedy zabił ponad trzy tysiące ludzi w Qishan, ale wciąż pamiętam, że bali się go nie tylko nieśmiertelni kultywatorzy, ale także zwykli ludzie. To żądny krwi demon bez serca – odparł mąż.

Uśmiech Wei Wuxiana powoli zszedł mu z twarzy.

Był zaciekawiony, kiedy słuchał pary rozmawiającej o swoim codziennym życiu. Jednak nagle poczuł, jak na jego głowie spoczywa ważący tonę ciężar. Nie mógł jej unieść, by zobaczyć minę Lan Wangjiego. Nie usłyszał także, o czym para później rozmawiała.

Nagle spoza gospodarstwa dobiegł ich mrożący krew w żyłach ryk. Rodzina siedząca na podwórku jadła obiad, rozmawiała i się śmiała, ale kiedy usłyszeli ten nieludzki dźwięk, to byli tak przestraszeni, że jedna z misek roztrzaskała się o ziemię. Dziecko zaczęło płakać. Młody mężczyzna chwycił leżącą obok motykę.

Nie martwcie się, nie martwcie!

Nie tylko oni byli zaskoczeni. Wei Wuxian i Lan Wangji także się wzdrygnęli. Starszy z mężczyzn już miał wstać, kiedy Wei Wuxian o czymś pomyślał i złapał go za poły szaty.

Nie ruszaj się!

Oczy Lan Wangjiego się rozszerzyły. Ten ryk z pewnością dobiegł od jakiejś mrocznej i okrutnej istoty. Gdyby gospodarz sam poszedł się nią zająć, to szanse na jego powrót były nikłe. Pomimo tego Wei Wuxian powtórzył:

Nie ruszaj się.

Z podwórka dobiegł ich krzyk, a także więcej tych nieludzkich wrzasków, które się do nich zbliżały. Istota weszła już przez bramę. Lan Wangji nie mógł dłużej trwać w bezruchu, a Bichen z prędkością światła wyskoczył z pochwy. Rodzina zdążyła uciec z wrzaskiem, gdy miecz Lan Wangjiego rozrzucił słomę na wszystkie strony. Wśród opadających źdźbeł coś czarnego stało na środku podwórka.

Włosy tej istoty były poplątane, a kły błyszczały złowieszczo. Patyki, które zdawały się chaotycznie wyrastać z jej ciała, sprawiały, że wyglądała jednocześnie przerażająco i zabawnie. Lan Wangji nigdy nie widział takiego potwora. Zamarł z zaskoczenia, podczas gdy Wei Wuxian przemówił:

Wen Ning, zbyt długo nie otwierałeś ust. Twoje wrzaski robią się coraz gorsze.

Z ust mrocznego potwora wydobyła się ludzka mowa:

Paniczu… W końcu jestem okrutnym trupem. Wszystkie tak brzmią… kiedy krzyczą.

Wei Wuxian poklepał go po ramieniu.

Jaka silna energia!

Wen Ning spojrzał na Lan Wangjiego. Prawdopodobnie przypomniał sobie, że Lanowie nie lubią nieschludnych ludzi, więc zakłopotany przygładził kilka razy włosy. Wei Wuxian nie mógł się powstrzymać przed wyciągnięciem gałązki z jego włosów, kiedy zobaczył, ile było w nich wplątane.

Dlaczego nagle wyskoczyłeś? I do tego patrz, jak wyglądasz. Okradziono cię? Co masz na twarzy?

Kurz i błoto… Zobaczyłem, że weszliście do środka i długo nie wychodziliście…

Cały czas za nami podążałeś?

Wen Ning przytaknął, a Wei Wuxian zrozumiał. Wen Ning nie śmiał pokazać się nikomu z wyjątkiem jego, więc kiedy wyszli z Zacisza Obłoków, to zaczął za nimi potajemnie iść. Kiedy zobaczył, że nic się przez chwilę nie działo po tym, jak weszli na teren gospodarstwa, to podszedł podsłuchać i usłyszał, że mówili o Wei Wuxianie. Poczuł się niezręcznie i postanowił ich odstraszyć, by ukrywający się kultywatorzy mogli wyjść. Pewnie uznał, że nie wyglądał wystarczająco strasznie, więc umazał twarz i powtykał dziwne rzeczy we włosy.

Wei Wuxian prawie umierał ze śmiechu. Zażenowany Wen Ning zaczął ścierać błoto, kiedy zauważyli, że jego dłonie są pokryte krwią.

Co się stało? – zapytał Wei Wuxian.

Och, nic…

Zapach krwi – powiedział Lan Wangji.

Wei Wuxian uświadomił sobie, że od Wen Ninga naprawdę dało się wyczuć krew. Jego serce zabiło mocniej, jednak kiedy trup zobaczył ich reakcję, to natychmiast zamachał rękoma.

To nie krew! Znaczy krew, ale nie należała do żywych ludzi.

Nie należała do żywych ludzi? Walczyłeś z czymś?

Wen Ning prowadził ich przez chwilę, po czym dotarli do małego lasku. Weszli do niego, gdzie zobaczyli od dwudziestu do trzydziestu nowych grobów, a także do połowy wykopaną dziurę i leżącą obok niej stertę zwłok. Bardziej przypominało to w sumie stertę kończyn, gdyż wszystkie ciała były połamane. Wei Wuxian podszedł bliżej. Palce na niektórych ramionach wciąż otwierały się i zamykały. Szczęki głów kłapały, wydając mrożący krew w żyłach dźwięk tartych o siebie zębów. Wszystkie ciała zostały ożywione.

Nieźle je potrzaskałeś.

Gdybym tego nie zrobił, to nie przestałyby gryźć ludzi. Nie dało się ich powstrzymać. Wszystkie dotąd napotkane trupy takie były.

Wszystkie napotkane trupy? Czy przez ten cały czas szedłeś przed nami i się ich pozbywałeś?

Zawstydzony Wen Ning przytaknął. Łatwiej było mu rozpoznać swoich, niż zwykłym ludziom, a także mógł to zrobić z większej odległości. To było idealne wyjaśnienie, dlaczego nic im się po drodze nie przytrafiło. Wei Wuxian także uznał to za dziwne. Czy ludzie nie mówili, że grupy trupów podróżowały w stronę Yiling? Skoro tak, to dlaczego żadnego nie spotkali? A tu się okazało, że Wen Ning likwidował wszystkie przeszkody na ich drodze.

Kiedy zacząłeś za nami iść?

Od Wieży Karpia – odparł Lan Wangji. Wei Wuxian spojrzał na Wen Ninga, kiedy jego towarzysz kontynuował: – Pomógł podczas walki z kultywatorami.

Wei Wuxian westchnął.

Czy nie powiedziałem, byś się gdzieś ukrył i na razie niczym się nie przejmował?

Wen Ning zmusił się do uśmiechu.

Ale paniczu… gdzie mógłbym się ukryć?

Wcześniej miał gdzie wrócić, komu pomóc, ale teraz z wyjątkiem Wei Wuxiana nie miał nikogo.

Po chwili ciszy Wei Wuxian wstał i otrzepał pył z szat.

Zakop ich.

Wen Ning szybko przytaknął i kontynuował wykopywanie grobu. Lan Wangji dobył Bichenu. Energia miecza chlasnęła szerokim łukiem, a ziemia rozsypała się na boki, zostawiając szparę w ziemi.

Hanguang-jun, ty też będziesz kopał?

Lan Wangji się odwrócił. Już miał się odezwać, kiedy zobaczył stojącego za sobą Wen Ninga. Trup zmusił swoje sztywne usta do uśmiechu.

Pomóc ci, paniczu Lan? Skończyłem z tamtej strony. – Lan Wangji spojrzał za niego. Równo rozciągały się rzędy czarnych rowów z leżącymi obok stertami ziemi. Wen Ning utrzymał na twarzy uśmiech, dodając: – Często to robię. Jestem doświadczony i szybki.

Nie trzeba było dodawać, z czyjego powodu był w tym taki doświadczony.

Po chwili ciszy Lan Wangji w końcu się odezwał:

Nie ma takiej potrzeby. Możesz…

Zanim skończył, nagle sobie uświadomił, że Wei Wuxian w ogóle się nie ruszył. Kucnął z boku, obserwując ich. Opuszczając gospodarstwo wziął ze sobą melon, a teraz próbował rozkminić, jak go otworzyć. Napotkał wzrok Lan Wangjiego i zaprotestował:

Hanguang-jun, nie patrz tak na mnie. Nie mam żadnych narzędzi, a moja moc duchowa jest nikła, prawda? W każdym zawodzie są profesjonaliści. On jest najszybszy w kopaniu grobów. Dlaczego nie porozmawiamy o tym, jak zjeść tego melona? Bichen już utytłał się w ziemi, więc teraz nie możemy go użyć. Czy ktoś ma ze sobą jakieś noże albo miecze?

Wen Ning potrząsnął głową.

Wybacz, nic nie mam.

Hanguang-jun, uch, czy masz ze sobą Suibiana?

Lan Wangji zamilkł. W końcu wyjął miecz ze swojego rękawa qiankun. Wei Wuxian wziął go od niego i z melonem w jednej ręce, a mieczem w drugiej, popisał się rutyną szermierczą i pociął owoc na równe osiem kawałków. Jak skończył, to przykucnął i chrupał melona, obserwując jak kopią groby.

W ciągu pół godziny Wen Ning wykopał kolejny rząd dołów tej samej wielkości. Złożył w nich poćwiartowane ciała, bez przerwy paplając:

Naprawdę was przepraszam. Nie jestem w stanie powiedzieć, która część ciała jest czyja. Wybaczcie mi, jeśli was źle pogrzebałem…

Skończywszy melona i zakopawszy resztę ciał, Wei Wuxian i Lan Wangji wyruszyli dalej.

Kilka dni później dotarli do Yiling.

Kopce Pogrzebowe były niecałe pięć kilometrów od miasta. Nie wiedzieli, co tam na nich czeka, ale Wei Wuxian miał przeczucie, że to nie było nic dobrego.

Jednak Lan Wangji był u jego boku. Kroki mężczyzny były pewne, a wzrok spokojny. Wei Wuxian od początku nie wyczuwał od niego żadnego niepokoju. W towarzystwie takiej osoby nie dało się denerwować.

Idąc przez Yiling, czuł się jak w domu. Ta znajomość go rozpogodziła i choć nie miał zamiaru nic kupić, to i tak nie mógł się powstrzymać przed zagadaniem straganiarzy w lokalnym akcencie.

Kiedy się wygadał, w końcu odwrócił się do swojego towarzysza.

Hanguang-jun, pamiętasz to miasto, prawda?

Lan Wangji przytaknął lekko.

Tak.

Wei Wuxian się uśmiechnął.

Wiedziałem, że masz lepszą pamięć ode mnie. Raz się tutaj spotkaliśmy. Byłeś na nocnych łowach w Yiling, a ja obiecałem, że postawię ci obiad. To też pamiętasz?

Tak.

Ogromna szkoda, że w końcu i tak ty zapłaciłeś, haha!

Mężczyzna siedział na ośle ze skrzyżowanymi nogami. Bujał się, udając, że się niczym nie przejmuje.

Skoro o tym mowa, Hanguang-jun, to czy planujesz kiedykolwiek przejść na emeryturę?

Lan Wangji zatrzymał się na chwilę, tak jakby się zastanawiał. Wei Wuxian kuł żelazo póki gorące.

Myślałeś, co wtedy zrobisz?

Lan Wangji spojrzał na niego.

Jeszcze nie.

To świetnie, że jeszcze o tym nie myślałeś! Ja zrobię to za ciebie – pomyślał Wei Wuxian.

Planował znaleźć piękne, ale mało zaludnione miejsce i wybudować wielki dom. Mógł wybudować drugi obok dla Lan Wangjiego. Codziennie byłyby dwa dania i zupa. Oczywiście najlepiej by było, gdyby to Lan Wangji gotował, inaczej będą musieli jeść jego potrawy. Lan Wangji powinien także zajmować się ich finansami. Oczyma wyobraźni zobaczył swojego towarzysza odzianego w szorstkie ubrania z łatami na piersi i kolanach, siedzącego bez wyrazu przy ręcznie struganym stole i liczącego monety jedna po drugiej. Później złapał motykę i wyszedł w pole. Z drugiej strony on… on… co on by robił?

Wei Wuxian zastanowił się poważnie. Ludzie często mówili, że by mieć jedzenie, trzeba doglądać pola lub wziąć się za przędzenie materiałów. Skoro jeden z nich już siedział z motyką w polu, to ktoś musiał też wziąć się za przędzenie. Wzdrygał się na samą myśl o skrzyżowaniu nóg przed kołowrotkiem. Już wolałby wziąć motykę do ręki. Przędzarstwo bardziej pasowało do Lan Wangjiego. W dzień łowiliby ryby i doglądali pola, a nocą dobywaliby mieczy i wybierali się na nocne łowy, by pokonać bestie i demony. Gdyby ich to zmęczyło, to mogliby udawać, że nigdy nie przeszlina emeryturę i wrócić do świata kultywacyjnego. Ale tak jak myślał, brakowało im maleństwa…

Jakiego maleństwa? – powiedział nagle Lan Wangji.

Hę? – Nagle sobie uświadomił, że powiedział ostatnie zdanie na głos. Pozbierał się. – Mam na myśli to, że Jabłuszku brakuje małego przyjaciela.

Osioł odwrócił się i splunął. Wei Wuxian klepnął go mocno po łbie i pociągnął za długie uszy, śmiejąc się. Jednak nagle nie mógł już dłużej się śmiać.

Nie było to z żadnego specjalnego powodu, po prostu sobie przypomniał. Kiedyś naprawdę miał ze sobą dziecko. Gdyby przeżyło, to miałoby już piętnaście lat.

Kopce Pogrzebowe znajdowały się w głębi masywów górskich Yiling.

Na ten świat składała się góra trupów. Gdyby wbić szpadel, to wszędzie dało się wykopać trupa. Tak już po prostu było, gdyż te kurhany były antycznym polem bitwy, a w kolejnych latach ludzie przyzwyczaili się do porzucania tam niezidentyfikowanych ciał. Z tego powodu przez cały rok krążyła tu mroczna energia urazy. Ostatecznie to miejsce stało się koszmarem wszystkich mieszkańców Yiling.

Tak jakby zostały skażone mroczną energią, wszystkie liście i gałęzie w Kopcowych lasach były czarne jak śmierć. U ich podstawy stał mur wysoki na kilkanaście metrów, a w jego ścianie ciasno wykuto zostały inkantacje, powstrzymujące żywych i martwych przed przekroczeniem go. Otaczał całe Kopce Pogrzebowe i został postawiony przez trzeciego lidera sekty QishanWen. Nie byli w stanie wyegzorcyzmować krążących tu potężnych duchów, więc mogli tylko je odizolować. Wei Wuxian kiedyś zburzył ten mur, ale od tamtej pory LanlingJin postawiło nowy, silniejszy.

Jednak kiedy dotarli na miejsce, to odkryli, że jego fragment znowu został zburzony.

Tłumaczenie: Ashi

19 Comments

  1. Dzadza14

    Rozmarzył się ten nasz Wei Wuxian. To dowodzi, że nie jest świadomy swoich uczuć do Lan Wangji, a już patrzy na przód.
    Wielkie dzięki za tłumaczenie :ekscytacja:

    Odpowiedz
  2. Pati

    Uwielbiam to jak bardzo Wei Wuxian jest nieświadomy, a raczej nie chce przyznać sam przed sobą, że już dawno przepadł i jego uczucia do Lan Zhan nie są jedynie przyjacielskie :zachwyt:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: