Mo Dao Zu Shi

Rozdział 66 – Czułość IV12 min. lektury

Szli w dół górską ścieżką, po czym opuścili Zacisze Obłoków za pomocą dyskretnego skrótu. Oddalali się coraz bardziej, aż w końcu wyszli poza strefę aktywności uczniów GusuLan.

Ałć, brzuch mnie boli! – zawołał nagle Wei Wuxian.

Lan Wangji natychmiast się zatrzymał.

Odpocznij. Zaaplikuj świeżą warstwę maści.

W porządku. Po prostu pojadę na Jabłuszku.

Dobrze.

Wei Wuxian zrobił nieszczęśliwą minę.

Wejście na osła to dość spory wysiłek. Obawiam się, że będzie to miało wpływ na moją ranę.

Jego rana już dawno się zagoiła, a on był po prostu bezwstydny. Lan Wangji zatrzymał się, odwrócił i na niego spojrzał. Nagle wyciągnął ramiona. Złapał go za talię, uważając, by nie dotknąć miejsc, w które został zraniony, po czym uniósł delikatnie i posadził na grzbiecie Jabłuszka.

Wei Wuxian uśmiechnął się szeroko.

Co? – zapytał Lan Wangji.

Nic, nic.

Był zadowolony z siebie, tak jakby spłatał komuś psikusa. Choć nie pamiętał wiele z dzieciństwa, to jedna scena mgliście zakodowała się w jego pamięci.

Wąska ścieżka, osiołek i trójka ludzi. Mężczyzna w czerni delikatnie uniósł ubraną na biało kobietę i posadził ją na grzbiecie zwierzęcia. Następnie podniósł także malutkie dziecko i posadził je sobie na ramionach.

To on był tym dzieckiem, tak małym, że nie sięgał nikomu nawet do połowy ud. Siedząc na ramionach tego mężczyzny, nagle poczuł się bardzo wysoki i majestatyczny. Czasami szarpał go za włosy, innym razem pocierał jego policzki. Krzyczał, machając nogami. Kobieta w bieli siedziała na ośle, a jej plecy falowały w rytm kroków zwierzęcia. Obserwując ich, zdawała się uśmiechać. Mężczyzna zawsze był cichy. Nie mówił wiele. Unosił go tylko wyżej, by był wyższy, by pewniej siedział. W jednej dłoni trzymał wodze. Znajdowali się na wąskiej ścieżce, powoli idąc do przodu.

To było jedno z jego nielicznychwspomnień.

Wspomnień o jego rodzicach.

Lan Zhan, złap za wodze.

Dlaczego?

Jabłuszko był dość mądry. Wiedział, kiedy ma za kimś iść.

Bądź grzeczny i je złap, dobrze?

Choć wciąż nie rozumiał, dlaczego Wei Wuxian tak szeroko się uśmiecha, Lan Wangji posłuchał i złapał wodze Jabłuszka, trzymając je mocno w dłoni.

Hm, to teraz brakuje nam maleństwa – powiedział sam do siebie Wei Wuxian.

Co?

Wei Wuxian się zaśmiał.

Nic takiego. Lan Zhan, jesteś naprawdę dobrą osobą.

Podczas tej podróży do Yiling jasne było, że ich przyszłość była niepewna, może nawet niebezpieczna. Jednak Wei Wuxian w ogóle się nie stresował. Siedział na ośle prowadzonym przez Lan Wangjiego wąską ścieżką, a jego serce trzepotało, jakby stawiał kroki w powietrzu. Nawet gdyby tuzin sekt nagle zaatakował ich z krzaków, to nie uznałby tego za takie złe, pomijając fakt, że zepsuliby tę sielankową scenę i jego nastrój. Miał nawet ochotę podziwiać skąpane światłem księżyca pola, więc wyjął bambusowy flet i bez wahania zagrał melodię.

Tembr fletu był dość klarowny. Kroki Lan Wangjiego zwolniły, a Wei Wuxian poczuł, jak coś nagle rozpala się w jego wnętrzu.

Lan Zhan! Powiedz mi, jaki tytuł miał utwór, który zanuciłeś mi wtedy w jaskini Żółwia Zagłady?

Lan Wangji spojrzał na niego.

Dlaczego nagle o to pytasz?

Po prostu mi odpowiedz. Jaki ma tytuł? Myślę, że już wiem, jak mnie rozpoznałeś.

Tamtej nocy na górze Dafan jakimś cudem zagrał melodię, którą Lan Wangji zanucił, kiedy rozgorączkowany leżał w jaskini Żółwia Zagłady w górze Potoku Zmierzchu!

Lan Wangji nie chciał nic powiedzieć. Wei Wuxian go ponaglił.

Powiedz, co to za piosenka? Kto ją skomponował?

Ja.

Ty ją skomponowałeś?!

Mn.

Wei Wuxian myślał, że to tajemna melodia sekty GusuLan. Teraz kiedy poznał prawdę, był jednocześnie zaskoczony i uradowany. Oczywiste było, co takiego go zaskoczyło.

Skoro rozpoznałeś mnie tylko po tym, to znaczy, że nigdy nikt oprócz mnie jej nie usłyszał, prawda?

Nigdy.

Wei Wuxian był tak szczęśliwy, że aż kopnął Jabłuszko. Osioł zarżał ze złości, barankując, by go z siebie zepchnąć. Lan Wangji w samą porę zacisnął wodze. Młodszy mężczyzna mocno przytulił się do szyi zwierzęcia.

W porządku, w porządku. Taki już jest. Kopie tylko kilka razy. Chodźmy dalej. No powiedz, jaki miała tytuł?

A jak myślisz?

Co masz przez to na myśli? To ma jakiś tytuł czy nie?

Czy styl nadawania nazw Lan Wangjiego jest tak samo zły, jak Jiang Chenga? Niemożliwe! – wymamrotał w sercu.

Pytasz mnie o opinię? Skoro tak, to może ją zatytułujesz…

Kiedy ponad osiemdziesiąt wymyślonych przez niego tytułów zostało odrzuconych przez Lan Wangjiego, duch Wei Wuxiana zaczął przygasać.

Na wypadek, gdyby trafili na kultywatorów przeszukujących drogi główne, wybierali tylko odległe, wiejskie ścieżki. Następnego dnia Wei Wuxian poczuł się zmęczony i spragniony. Akurat zobaczyli gospodarstwo niedaleko drogi, więc Lan Wangji zatrzymał Jabłuszko.

Nikt nie odpowiedział, kiedy zapukali. Pchnęli bramę, a ta otworzyła się bez oporu. Na środku podwórka stał stół, a na nim miska z nie do końca obraną fasolką. Przy ścianie stodoły ułożono kupę słomy, z której wystawały grabie. Kurczaki biegały tu i ówdzie, gdacząc i wydziobując ryż.

Wei Wuxian zobaczył kilka melonów ułożonych jeden na drugim w rogu podwórza. Podszedł do nich i podniósł jeden, poważnie proponując:

Nie ma właściciela, więc się rozgośćmy, Hanguang-jun.

Lan Wangji już miał położyć na stole kilka monet, kiedy usłyszeli zza muru kroki. Jedne z przodu, drugie z tyłu – prawdopodobnie należały do właścicieli, którzy właśnie wrócili do domu. Wei Wuxian nie wiedział dlaczego, ale kiedy je usłyszał, to natychmiast pchnął Lan Wangjiego w dół za stertę słomy.

Na szczęście Lan Wangji zawsze był spokojny i opanowany, więc nie wydał z siebie żadnego dźwięku, kiedy został pchnięty. Pomimo tego, wyraźnie nie rozumiał, dlaczego musieli się ukrywać. Wei Wuxian także zdał sobie z tego sprawę.

Racja, dlaczego się chowamy? Ci wieśniacy na pewno nas przecież nie rozpoznają. Nie możemy być po prostu szczerzy i powiedzieć, że chcemy kupić coś do jedzenia? Może zrobiłem w życiu zbyt wiele złego i przyzwyczaiłem się do ukrywania.

Jednak kiedy pchnął Lan Wangjiego na miękką słomę, to sam wylądował na nim. Ta wymuszona pozycja wywołała w nim dziwne uczucie ekscytacji. Zdecydował się nie wstawać i celowo udając, przyłożył do ust palec wskazujący, dając mężczyźnie znać, by się nie odzywał. Następnie zaczął udawać, że nic na to nie poradzi. Ułożył się wygodnie na Lan Wangjim, przepełniony ogromną uciechą, której nie dało się opisać słowami.

Z podwórka dobiegł ich dźwięk przesuwania drewnianych stołków. Wyglądało na to, że właściciele usiedli przy stole.

Er-gege1, mogę go trzymać – rozległ się głos kobiety.

Lan Wangji zamarł lekko, słysząc to określenie.

Możesz po prostu obierać fasolkę – odpowiedział jej mężczyzna, po czym usłyszeli dziecko mamroczące coś przez sen.

Wyglądało na to, że byli młodą parą. Żona przygotowywała obiad, a mąż trzymał w ramionach śpiące dziecko.

Z uśmiechem Wei Wuxian puścił oczko Lan Wangjiemu, szepcząc:

Cóż za przypadek. Właściciel tego gospodarstwa to także „er-gege”.

Pod koniec jego ton uniósł się lekko, a figlarna intencja stała się jasna. Lan Wangji spojrzał na niego ciężkim wzrokiem, po czym się odwrócił. Serce Wei Wuxiana się rozpłynęło. Pochylił się nad uchem mężczyzny i niskim głosem wyszeptał:

Lan er-gege.

Oddech Lan Wangjiego stał się nierówny. W jego oczach wyraźnie było widać ostrzeżenie.

Na podwórku żona zachichotała.

Nie wiesz, jak go trzymać. Jeśli go obudzisz, to znowu będę musiała go usypiać, prawda?

Dużo się dzisiaj bawił i musi być zmęczony. Nie obudzi się.

Żona obierała fasolkę, mówiąc dalej:

Er-gege, naprawdę musisz zdyscyplinować A-Bao2. Dopiero ma cztery lata, a już jest taki. Co z niego będzie, kiedy dorośnie? Ile razy ich dziecko płakało? Powiedziało, że już nie chce bawić się z A-Bao.

Niby tak, ale za każdym razem wraca. Mówi, że nie chce, ale w głębi serca na pewno bardzo pragnie bawić się z A-Bao.

Wei Wuxian zaśmiał się cicho.

Lan er-gege, co o tym myślisz? Zgadzasz się?

Mówili tak cicho, że normalni ludzie nie byliby w stanie ich usłyszeć. Małżeństwo rozmawiało o sprawach codziennych, podczas gdy po drugiej stronie tuż obok ucha Lan Wangjiego Wei Wuxian raz za razem nieprzerwanie powtarzał „Lan er-gege”, lekko i delikatnie. Cierpliwość Lan Wangjiego w końcu się wyczerpała. Nagle ich przekręcił.

Jego ruchy były szybkie i pewne siebie. Słoma nawet nie drgnęła, kiedy Wei Wuxian pod nim leżał.

Ton Lan Wangjiego był niski.

Jeszcze raz, a zostaniesz uciszony.

Wei Wuxian sięgnął ku jego twarzy, ale Lan Wangji natychmiast złapał jego dłoń.

Hanguang-jun, masz słomę na wstążce na czoło – powiedział poważnie Wei Wuxian.

Słysząc to, dłonie Lan Wangjiego się rozluźniły. Wei Wuxian pomógł mu zdjąć słomkę, pokazując mu ją i napawając się tą sytuacją.

Jednak jego chwilę triumfu przerwał mu głos żony.

Mimo wszystko nie powinniśmy pozwalać A-Bao znęcać się nad innymi.

Jej mąż odpowiedział spokojnie.

Zostaw go. Czy chłopcy nie droczą się z innymi, bo ich lubią? Po prostu chcą zostać zauważeni.

Uśmiech Wei Wuxiana zamarł, gdy to usłyszał.

Wyglądało na to, że dziecko także się przebudziło. Wymamrotało coś niezadowolonym tonem. Para szybko zaczęła je uspokajać i chwilę później znowu zasnęło.

Er-gege, nie tylko dlatego chcę, byś zaczął dyscyplinować A-Bao. Ostatnio nie jest tu zbyt bezpiecznie. Powiedz mu, by nie bawił się tak często na zewnątrz i wcześniej wracał do domu.

Wiem. Chodzi ci o to, że te stare groby w wiosce zostały rozkopane?

Słyszałam, że to wydarzyło się nie tylko w naszej wiosce. Nawet w mieście wielu narzekało, że coś się stało z grobami ich przodków. To zbyt dziwne. A-Bao powinien częściej bawić się w domu. Nie może tak często wychodzić.

To prawda. Byłoby strasznie, gdyby wpadł na tego patriarchę Yiling.

Wei Wuxian zaniemówił.

Od dziecka słyszałam opowieści o patriarsze Yiling. Zawsze myślałam, że dorośli mówili „jeśli nie będziesz grzeczny, to przyjdzie patriarcha i nakarmi tobą swoje ghule” tylko by nastraszyć swoje dzieci. Kto by pomyślał, że ktoś taki naprawdę istnieje? I do tego powrócił?

No. Jak tylko usłyszałem o rozkopanych grobach, to pomyślałem o nim. To rzeczywiście prawda. Plotki rozniosły się po całym mieście.

Wei Wuxian mógł tylko czuć bezsilność z faktu, że został powiązany z rozkopanymi grobami. Szczerze mówiąc, w przeszłości robił wiele takich rzeczy. Po Kampanii Zestrzelenia Słońca najczęściej wspominano o tym, jak wgryzł się głęboko w ziemię, by odkryć wszystkie cmentarze sekty QishanWen i zamienić ich przodków w marionetki. Oprócz tego każdego zabitego Wena zamieniał w żywego trupa i kazał mu zabić całą swoją rodzinę i przyjaciół.

Podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca wszystkie te czyny były wychwalane i inspirowały innych. Jednak po niej ludzie coraz bardziej się bali na samo ich wspomnienie. Nie tylko inni, bo on sam także miał wrażenie, że przesadził. Nic dziwnego, że po ujawnieniu jego tożsamości ludzie od razu pomyśleli, że to on wszędzie rozkopuje groby.


1. Er-Gege – dosł. drugi starszy brat. Jest to określenie używane wobec starszego mężczyzny. W przypadku osób ze sobą niespokrewnionych może zostać odebrane jako rodzaj spieszczenia, flirtu czy oznaki bliskości. Postanowiłam zostawić nieprzetłumaczone, gdyż brzmiałoby dziwnie, jakby żona do męża mówiła „starszy bracie”.

2. Bao, Baobao – dosł. dziecko. Rodzice często tak nazywają swoje pociechy, choć w tym wypadku może być to także imię.

Tłumaczenie: Ashi

11 Comments

  1. Avatar Anonim

    Boże gdyby nie ta definicja na końcu, aż po kres mojego życia trwalabym w nieświadomości o tym co robił Wei :ekscytacja:
    Wielkie dzięki za rozdział, na prawdę wspaniałe tłumaczenie :zachwyt:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: