Mo Dao Zu Shi

Rozdział 64 – Czułość II14 min. lektury

Wei Wuxian wziął do ręki flet i zagrał jedną z sekcji zgodnie z zapisem nutowym. Tak jak się spodziewali, melodie nie były ze sobą połączone. Połowa z prawej strony nie łączyła się z połową ze strony lewej. Pomiędzy nimi powinna znajdować się jeszcze jedna karta, ale została wyrwana.

I to bardzo ostrożnie. Nie pozostał po niej nawet najmniejszy ślad, przez co normalnie ciężko byłoby to odkryć. Wei Wuxian zamknął książkę. Na ciemnoniebieskiej okładce widniały dwa słowa.

Zbiór chaosu? Co to za książka? Spisane w niej utwory brzmią trochę dziwnie.

Kolekcja muzyki z Dongying1.

Z Dongying? To dlatego brzmi inaczej od innych znanych mi utworów.

Mina Lan Xichena była skomplikowana.

Według legendy, Zbiór chaosu to kolekcja mrocznych melodii zebranych przez jednego z naszych kultywatorów w trakcie wędrówek po Dongying, gdzie trafił drogą morską. Jeśli podczas gry użyje się energii duchowej, to melodie te będą w stanie zranić innych, przykładowo osłabiając ciało, irytując umysł, drażniąc ducha czy blokując zmysły. Potężni kultywatorzy kilkoma nutami byliby w stanie kogoś zabić.

To ta melodia! – Wei Wuxian uderzył w blat. Był tak szczęśliwy, że prawie przewrócił stojącą na nim papierową latarnię. Lan Wangji wyprostował ją w ostatniej chwili.

Liderze sekty Lan, czy w Zbiorze Chaosu jest utwór, który potrafi wywołać niepokój, zirytować, zdenerwować, wzbudzić agresję i złość?

…Powinien taki być.

Jin Guangyao nie włada zbyt wielką siłą duchową. Nie byłby w stanie pozbawić kogoś życia kilkoma nutami. No i zabicie go w ten sposób byłoby zbyt oczywiste. Z pewnością nie wybrałby zbyt silnej melodii. Jednak gdyby mógł wytłumaczyć się graniem Pieśni klarowności, by uspokoić temperament Chifeng-zuna i kontynuował przez trzy miesiące, to czy utwór nie stałby się wolno działającą trucizną i nie przyspieszył jego wybuchu?

…Tak.

W takim razie te przypuszczenia mają sens. Fragment, który nie należał do Oczyszczenia, prawdopodobnie znajdował się na brakującej stronie. Wszystkie melodie Dongying z tego zbioru są skomplikowane i trudne do opanowania. Nie miał czasu, by ją przepisać, więc mógł tylko wyrwać… Nie, to nie tak. Jin Guangyao jest w stanie raz na coś spojrzeć i nigdy tego nie zapomni. Wyrwał stronę nie dlatego, że nie mógł zapamiętać nut, ale by nie zostawić żadnych dowodów oraz upewnić się, że nikt nie znajdzie źródła tej melodii, nawet jeśli wszystko wyjdzie na jaw albo zostanie przyłapany na gorącym uczynku. Wszystko robił z niezwykłą ostrożnością. Przy tobie grał poprawną wersję Oczyszczenia. Chifeng-zun nie interesował się sztuką. Usłyszał tę melodię od ciebie i znał jej ogólne brzmienie. Z tego powodu Jin Guangyao nie śmiał tak po prostu zagrać przy nim tego mrocznego utworu, ale poświęcił swój czas, by połączyć dwie piosenki o różnych stylach i odmiennych wykorzystaniach. I to wyszło mu tak dobrze! Brzmią, jakby stanowiły jedność, naprawdę jest utalentowany muzycznie. Zgaduję, że we fragmentach Oczyszczenia używał niewiele siły duchowej, za to bardzo się starał podczas drugiego utworu. Chifeng-zun nie był zaznajomiony z tym rodzajem kultywacji, więc nie zdał sobie sprawy, że Jin Guangyao zamienił jedną sekcję w mroczną, pozbawiającą życia melodię!

Po chwili ciszy Lan Xichen wyszeptał:

Choć często odwiedzał Zacisze Obłoków, to nigdy nie powiedziałem mu o zakazanej komnacie w naszym pawilonie bibliotecznym.

Liderze sekty Lan, wybacz dosadność, ale Jin Guangyao w trakcie Kampanii Zestrzelenia Słońca był szpiegiem w Mieście bez Nocy i to bardzo dobrym. Znalazł tajemną komnatę Wen Ruohana, niezauważalnie zakradł się do środka, zapamiętał wszystkie mapy i zwoje, a potem z pamięci to wszystko zapisał i wysłał do Wieży Złotego Karpia. W porównaniu z tym zakazana komnata pawilonu bibliotecznego sekty Lan… to naprawdę nic takiego.

Lan Xichen wziął do rąk zwój z zapisem nutowym. Patrzył się na niego przez chwilę.

Znajdę sposób, by go przetestować.

Bracie? – zapytał Lan Wangji.

Nie Mingjue zmarł po oblężeniu Kopców Pogrzebowych, kiedy panicza Weia nie było już na świecie. Jeśli po próbach ta część utworu rzeczywiście jest w stanie wywołać niepokój, to…

Zewu-jun, próbowanie tego utworu na żywych ludziach naprawdę może być wbrew zasadom GusuLan.

Wypróbuję go na sobie.

To, że lider sekty GusuLan mógł powiedzieć coś tak głupiego, świadczyło tylko o niepewności grasującej w jego sercu.

Bracie! – Lan Wangji podniósł lekko głos.

Lan Xichen wsparł głowę na dłoni. Jego ton był niski, tak jakby próbował się przed czymś powstrzymać.

Wangji, znam całkiem innego Jina Guangyao niż ty i reszta świata! Przez te wszystkie lata w moich oczach zawsze… znosił swoje cierpienie, troszczył się o wszystkich i traktował ich z szacunkiem. Wierzyłem, że krytyka, którą od innych otrzymywał, wywodziła się z nieporozumienia i znałem jego prawdziwe ja. Teraz chcecie, bym nagle uwierzył, że to wszystko było kłamstwem, że planował zabić jednego ze swoich zaprzysiężonych braci, że ja też byłem częścią tego planu, że mu nawet pomogłem… Czy moglibyście pozwolić mi samemu się przekonać o pewnych rzeczach, zanim wydam osąd?

Lan Xichen nauczył Jina Guangyao Pieśni klarowności, pamiętając o niesnaskach swoich zaprzysiężonych braci i mając nadzieję, że dzięki temu ich relacja się poprawi. Poprosił, by to Jin Guangyao pomagał uspokajać Nie Mingjue, zajmując swoje miejsce. Kto by pomyślał, że to dobrodziejstwo umożliwi okrucieństwo lidera sekty Jin? Jak mógłby teraz komukolwiek spojrzeć w oczy?

Nic więcej nie powiedzieli. Kiedy wyszli z Pawilonu Bibliotecznego, Lan Wangji w końcu się odezwał:

Pójdę zobaczyć wuja.

Odprowadzę panicza Weia. Dołącz do nas później – odparł Lan Xichen, który również milczał przez dłuższą chwilę.

Przez chwilę szli wyłożonymi białymi kamieniami ścieżkami Zacisza Obłoków, zanim dotarli z powrotem do odosobnionej, obrośniętej gencjanami chatki w głębi gór. Wei Wuxian zatrzymał się przed drzwiami.

Czy pan Lan wie, że Hanguang-jun…

Wuj dopiero co się obudził. Prosiłem, by nie mówiono mu niczego niepotrzebnego.

Gdyby Lan Qiren wiedział o wszystkim, co Lan Wangji zrobił z nim w Wieży Karpia, to z pewnością wściekłby się tak bardzo, że od razu po przebudzeniu by zemdlał.

Proszę, podziękuj seniorowi Lanowi za wszystko, co zrobił.

Wuj naprawdę dużo zrobił. – Po chwili nagle zapytał: – Paniczu Wei, czy wiesz, co to za dom?

Zewu-jun, dlaczego uważasz, że wiem?

Lan Xichen na niego zerknął.

To tutaj w Zaciszu Obłoków mieszkała moja matka.

Matka Lan Xichena była matką Lan Wangjiego. Wei Wuxian uznał to za dość dziwne. Wszyscy liderzy sekty GusuLan mieszkali w hanshi i to z pewnością nie był ten mały domek w głębi Zacisza. Może rodzice Lanów byli w zaaranżowanym małżeństwie jak Jiang Fengmian i pani Yu, więc żyli oddzielnie?

Myślał i myślał, ale nie widział żadnego dobrego powodu, by lider sekty nie mieszkał z własną żoną. A do tego mówiono, że żona Qingheng-juna była słaba psychicznie. Przez większą część czasu odpoczywała, więc nie spotykała się z innymi. Ludzie niewiele o niej w ogóle wiedzieli. Wszystkie sekty za plecami Lanów zastanawiały się, czy ta jej choroba była czymś wstydliwym – jakaś blizna przecinająca twarz czy niepełnosprawność. Wei Wuxian nie pytał, zachowując ciszę i czekając na wyjaśnienia Lan Xichena.

Paniczu Wei, powinieneś wiedzieć, że mój ojciec przeważnie medytował w odosobnieniu i niezbyt często wdawał się w kontakt z resztą świata. Przez te wszystkie lata wuj sam zajmował się sektą.

Słyszałem o tym.

Lan Xichen opuścił dłoń. Druga, w której trzymał Liebinga, ukryta była w rękawie.

Ojciec oddawał się tak częstemu odosobnieniu ze względu na matkę – powiedział powoli. – To miejsce, zamiast domu… Było bardziej podobne do więzienia.

Wei Wuxian był zaskoczony.

Ojciec Zewu-juna i Hanguang-juna, Qingheng-jun, był znanym kultywatorem. Jego imię zyskało sławę już w młodości i wszystko wskazywało na to, że czeka na niego świetlana przyszłość. Jednak w wieku dwudziestu lat nagle osunął się w cień i ogłosił swoje małżeństwo, przestając przejmować się światem. Choć nazywano to odosobnioną medytacją, to bardziej przypominało emeryturę. Ludzie wymyślali wiele możliwych przyczyn, ale żadna z nich nie została potwierdzona.

Lan Xichen pochylił się nad rabatgencjan. Delikatnie pogłaskał ich cienkie, delikatne płatki.

Kiedy mój ojciec był młody, to podczas powrotu z nocnych łowów zobaczył moją matkę nieopodal miasta Gusu. – Uśmiechnął się. – Słyszałem, że to była miłość od pierwszego wejrzenia.

Wei Wuxian także się uśmiechnął.

Młodzi często bywają sentymentalni.

Jednak ta kobieta zdawała się nim za bardzo nie przejmować. A do tego zabiła jednego z jego nauczycieli.

To było ciężkie do wyobrażenia. Choć Wei Wuxian wiedział, że zadawanie zbyt wielu pytań będzie niegrzeczne, to przypomniał sobie, że to rodzice Lan Wangjiego i poczuł, że musi się dowiedzieć.

Dlaczego?!

Tego nie wiem. Ale zakładam, że było to w odwecie za jakąś krzywdę.

Wei Wuxian nie pytał dalej, tłumiąc swoją ciekawość.

I… Co stało się później?

Później – wyjaśnił Lan Xichen – ojciec się o tym dowiedział i oczywiście niezwykle cierpiał. Jednak pomimo tego wciąż w tajemnicy zabrał tę kobietę do swojej sekty. Ignorując sprzeciw klanu, w milczeniu skłonił się z nią przed Niebiosami i Ziemią2, mówiąc wszystkim, że do końca życia będzie jego żoną i jeśli ktoś chciałby ją zranić, to najpierw musiał pokonać jego.

Oczy Wei Wuxiana rozszerzyły się w szoku.

Po zakończeniu ceremonii ojciec znalazł dom i zamknął w nim matkę. Następnie znalazł kolejny i sam się w nim zamknął. Nazywano to odosobnioną medytacją, ale w rzeczywistości było pokutą. – Zamilkł na chwilę, po czym zapytał: – Paniczu Wei, czy rozumiesz, dlaczego to zrobił?

Po chwili ciszy Wei Wuxian odpowiedział:

Nie mógł wybaczyć zabójczyni swojego nauczyciela, ale nie był też w stanie patrzeć, jak jego ukochana umiera. Mógł tylko się z nią ożenić, by chronić jej życie i zmusić się, by się z nią nie widywać.

Myślisz, że dobrze zrobił?

Nie wiem.

Lan Xichen wyglądał na zagubionego.

Co byłoby w tej sytuacji dobrym rozwiązaniem?

Nie wiem.

Można powiedzieć, że ojciec to zrobił, nie troszcząc się o nic innego – wyszeptał chwilę później Xichen. – Starszyzna była wściekła, ale wszyscy widzieli, jak dorasta. Nie mogli zrobić nic poza chronieniem jego sekretu i zasugerowaniem światu, że żona lidera sekty GusuLan cierpi na okropną chorobę i nie może z nikim się spotykać. Po naszych narodzinach natychmiast zabrano nas od niej, a jak podrośliśmy, wuj zaczął nas uczyć. Wuj… Zawsze był bezpośredni. Jako że ojciec zniszczył sobie życie przez matkę, to jeszcze bardziej zaczął nienawidzić tych, którzy nieodpowiednio się zachowywali. Włożył całe serce w uczenie mnie i Wangjiego, a do tego był wyjątkowo surowy. Mogliśmy zobaczyć matkę tylko raz na miesiąc, tu, przed tym domem.

Byli małymi dziećmi, które codziennie mieli przy sobie tylko surowego wuja, rygorystyczne nauki i sterty książek. Nawet pomimo okropnego zmęczenia musieli prostować swoje miękkie plecy, by stać się wyjątkowymi uczniami klanu i idealnymi wychowankami w oczach innych. Rzadko mieli okazję zobaczyć swoich najbliższych krewnych. Nie mogli wygłupiać się w ramionach ojca ani udawać rozpieszczonych przed matką.

Jednak nie zrobili nic złego.

Podczas żadnych naszych odwiedzin nawet nie wspomniała, jak męczące jest siedzenie w zamknięciu, nie mogąc wyjść nawet na krok. Nigdy nie pytała o nasze nauki. Najbardziej lubiła droczyć się z Wangjim, ale znasz go. Im bardziej się ktoś z nim droczy, tym mniej ma ochotę rozmawiać i robi coraz gorsze miny. Był taki od małego. Jednak – zachichotał – choć Wangji nigdy tego nie powiedział, to wiedziałem, że nie może się doczekać tych wizyt. Ja byłem taki sam.

Wei Wuxian wyobraził sobie młodego Lan Wangjiego z zaróżowionymi policzkami przytulanego przez matkę. Również się zaśmiał. Jednak uśmiech nie zdążył jeszcze zejść mu z twarzy, kiedy Lan Xichen kontynuował:

Pewnego dnia wuj nagle powiedział, że nie musimy już jej odwiedzać. Matka zmarła.

Ile lat miał wtedy Lan Zhan? – Głos Wei Wuxiana był miękki.

Sześć. Był zbyt młody, by zrozumieć, co znaczy „zmarła”. Nie ważne, jak bardzo go pocieszano i jak bardzo wuj go beształ, to i tak przychodził tu co miesiąc i siadał na ganku, czekając, aż ktoś mu otworzy drzwi. Jak dorósł, to zrozumiał, że matka już nie wyjdzie, że nikt nie otworzy mu drzwi, ale i tak wciąż tu przychodził.

Lan Xichen wstał. Spojrzał swoimi ciemnymi oczami w oczy Wei Wuxiana.

Wangji od małego był tak uparty.

Liście szumiały, a kwiaty falowały na wietrze. Ich zapach unosił się w powietrzu. Wzrok Wei Wuxiana zatrzymał się na drewnianym ganku budynku. Prawie był w stanie zobaczyć małe dziecko z przewiązaną na czole wstążką, które siedziało z wyprostowanymi plecami przed domem, czekając w ciszy, aż otworzą się drzwi.

Pani Lan musiała być bardzo delikatną kobietą.

W moich wspomnieniach właśnie taka była. Nie wiem, dlaczego zrobiła coś takiego i prawdę mówiąc… – Wziął głęboki wdech, po czym wyznał: – Nie chcę wiedzieć.

Po chwili ciszy Lan Xichen zamknął oczy i wyjął Liebinga. Powiew nocnego wiatru nagle posłał płaczliwą nutę xiao. Dźwięk był głęboki jak westchnięcie.

Wei Wuxian już kiedyś słyszał Xichena grającego na Liebingu. Tembr fletu był jak starszy Lan, ciepły i delikatny jak bryza i wiosenny deszcz.

Jednak choć teraz jego technika wciąż była wspaniała, to ton melodii wywoływał dziwne połączenie uczuć.

Nocny wiatr wiał lekko. Włosy i wstążka Lan Xichena były już w lekkim rozgardiaszu. Jednak lider sekty GusuLan, który zawsze uważał na swój wygląd, teraz nie przykładał do niego żadnej wagi. Po skończonej melodii schował flet.

Muzyka jest zabroniona w nocy w Zaciszu Obłoków. Dzisiaj wiele razy posunąłem się za daleko. Wybacz mi, paniczu Wei.

Za daleko? Zewu-jun, czy zapomniałeś, że przed tobą stoi osoba, która złamała najwięcej zasad?

Lan Xichen się uśmiechnął.

GusuLan nigdy nie wyznało nikomu prawdy o naszej przeszłości. Nie powinienem był ci mówić. Dzisiaj pod wpływem chwili poczułem dziwne pragnienie wygadania się.

Nie jestem plotkarzem, więc się nie martw, Zewu-jun.

Mimo wszystko zakładam, że Lan Wangji i tak nic by przed tobą nie ukrył.

Jeśli nie chce o czymś mówić, to nie zapytam.

Ale czy z jego osobowością w ogóle ci coś powie, jeśli nie zapytasz? Pewnych rzeczy nie zdradzi pewnie nawet po zapytaniu.

Wei Wuxian już miał znowu się odezwać, kiedy usłyszał z tyłu kroki. Odwrócił się, by zobaczyć zbliżającego się do nich Lan Wangjiego oświetlonego blaskiem księżyca. W prawej ręce trzymał dwa okrągłe słoje z czerwonymi przykryciami. Oczy Wei Wuxiana się zaświeciły.

Hanguang-jun, jesteś naprawdę gościnny!


1. Dōngyíng (東瀛, dosł. ocean wschodni) – poetyckie, chińskie określenie Japonii. Dla Japończyków i Koreańczyków „Dongying” oznacza cały Daleki Wschód.

2. Pierwszy z ukłonów podczas tradycyjnej ceremonii zaślubin. Drugi ukłon jest przed rodzicami, a trzeci przed sobą nawzajem.

Tłumaczenie: Ashi

8 Comments

  1. smieciuszek baraluszek

    o nie mały langji (taki se skrót wymyśliłam hehe)
    on mnie pochłania o nie ten uśmiech nie chce zejść z mojej twarzy
    teraz będę o nim ciągle śnić
    pomocy on jest za słodki abym mogła ze niewzruszoną miną zasnąć jak zawsze
    :płaku:

    Odpowiedz
  2. LiNuu

    Odnoszę wrażenie, że Xichen żywi ogromny żal do Wei Wuxiana 🤔
    Wielkie dzięki za kolejny rozdział, naprawdę się stęskniłam za tą historią 😉

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: