Mo Dao Zu Shi

Rozdział 62 – Zło II18 min. lektury

Jego usta drżały, milcząco coś wymawiając. Jiang Cheng prawie natychmiast wstał.

To był Wei Wuxian!

Jednak z wyjątkiem twarzy, to od stóp do głów w niczym nie przypominał tamtego Weia Wuxiana. Kiedyś był wesołym i sprytnym młodzieńcem, a w oczach zawsze skrywał cień uśmiechu. Tą osobę zaś w całości otaczała zimna, mroczna energia. Był przystojny, lecz blady, a jego uśmiech przerażający.

Ten widok był zbyt zaskakujący, a sytuacja wciąż niejasna, więc postanowili nie działać pochopnie. Choć byli oszołomieni, to nie wbiegli do środka. Opuścili głowy, by lepiej widzieć przez szparę w dachówkach.

Wewnątrz ubrany w czerń Wei Wuxian obrócił się powoli, a Wen Chao zasłonił twarz. Dało się słyszeć tylko jego chrapliwy głos.

Wen Zhuliu… Wen Zhuliu!

Słysząc to, Wei Wuxian się uśmiechnął.

Nawet teraz uważasz, że wołanie go coś ci da?

Podszedł kilka kroków bliżej, kopiąc jasną rzecz, która leżała obok jego stopy. Spojrzał w dół. To była bułeczka z mięsem, którą odrzucił Wen Chao.

Co, jesteś aż tak wybredny? – Chłopak uniósł brew.

Nie jem tego! Nie jem! Nie jem! – zaskrzeczał Wen Chao, spadając ze stołka.

Płakał, czołgając się po podłodze dzięki pozbawionym palcom dłoniom. Czarny płaszcz zsunął się z dolnej połowy jego ciała, odsłaniając nogi. Zwisały z jego bioder jak zbędne akcesoria. Nawet poprzez bandaże dało się zauważyć, że są niezwykle chude. Ze względu na silne ruchy, pasy materiału się poprzesuwały, ukazując białe jak duch kości, szkarłatną krew i kawałki mięsa, które wciąż się ich trzymały.

Mięso z jego nóg zostało kawałek po kawałku odcięte i prawdopodobnie… zjedzone przez niego samego.

Ostre krzyki Wena Chao odbijały się echem w pustej stacji kurierskiej. Wei Wuxian wyglądał, jakby nic nie słyszał. Usiadł przy stole, unosząc rąbek szaty i zapalił drugą lampę olejną. Teraz połowa jego twarzy była oświetlona jasną żółcią płomienia, a druga skąpana w mroku. Opuścił dłoń, a spod stołu wychynęła popielata twarz. Wkrótce po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk chrupania i żucia.

Blade dziecko kucnęło u jego stóp. Jak mała, mięsożerna bestia wgryzało się w coś, co podał mu Wei Wuxian. Mężczyzna poklepał je po prawie łysej głowie, po czym zabrał rękę. Ghul usiadł, trzymając jedzenie w ustach. Przytulił się do nogi Weia Wuxiana, żując zażarcie i łypiąc zimnymi, błyszczącymi oczami na Wena Chao.

Dostał do jedzenia dwa ludzkie palce.

Nie trzeba chyba dodawać, że to palce Wena Chao.

Lan Wangji gapił się na bladego ducha i bladego Weia Wuxiana. Zacisnął mocniej dłoń na rękojeści Bichenu.

Wen Zhuliu wciąż stał przed swoim podopiecznym. Wei Wuxian pochylił się, więc nie dało się widzieć jego miny.

Wenie Zhuliu, naprawdę uważasz, że ochronisz przede mną tego kundla?

Umrę, próbując.

Cóż za lojalny, kundel Wen – zaśmiał się zimno Wei Wuxian.

Muszę spłacić dług wdzięczności.

Mina Weia Wuxiana natychmiast pociemniała, a jego głos nabrał ostrości.

Co za żart! Dlaczego twój dług ma zostać spłacony kosztem innych?!

Nie skończył nawet mówić, kiedy zza Wena Zhuliu rozległy się wrzaski jego podopiecznego. Wen Chao doczołgał się do kąta, ze wszystkich sił starając przecisnąć się przez deski. Nagle czerwony cień spadł z sufitu – była to długowłosa, ubrana na czerwono kobieta z siną twarzą. Rzuciła się na niego, a jej palce wczepiły się w bandaże oplatające głowę chłopaka i szarpnęły.

Wcześniej, jak tylko Wen Zhuliu skończył smarować skórę maścią, to natychmiast zakrył ją świeżymi bandażami, więc się do niej przykleiły, a poparzona skóra była naturalnie słabsza od normalnej. Ten gwałtowny ruch zdarł nie tylko bandaże, ale także niezagojone strupy i cienką warstwę naskórka. Odpadły nawet jego usta. Nierówny, łysy łeb w ułamku sekundy zmienił się w krwawy, łysy łeb.

Wen Chao zemdlał. Wen Zhuliu odwrócił się z pomocą, jak tylko usłyszał pierwszy krzyk. Lan Wangji i Jiang Cheng także mocniej ścisnęli miecze, przygotowując się do ataku, jednak powstrzymał ich dźwięk kolejnego krzyku. Mały ghul rzucił się do przodu, a Wen Zhuliu uderzył go prawą dłonią w czoło, lecz od razu poczuł ostry ból. Dziecko szeroko otworzyło paszczę, pokazując dwa rzędy ostrych zębów i się w niego wgryzło.

Wen Zhuliu nie mógł go strząsnąć, więc zignorował ghula, pędząc prosto do Wena Chao. Dziecko jednak odgryzło kawał mięsa z jego dłoni, wypluło i kontynuowało ucztę. Mężczyzna złapał je za głowę i ścisnął tak mocno, że aż wybuchła. Sina kobieta rzuciła zakrwawione bandaże na ziemię i jak jakaś czteronoga istota natychmiast podpełzła do Wena Zhuliu.

Zamachnęła się, a na jego ramieniu pojawiło się dziesięć krwawych śladów. Dwie mroczne istoty, jedna duża, jedna mała, nieustannie się z nim zmagały. Mężczyzna nie był w stanie bronić się z dwóch stron naraz. Spojrzał w bok i zobaczył chłodno uśmiechającego się Weia Wuxiana, więc go zaatakował.

Stojący na dachu zmarszczyli brwi, a Lan Wangji po chwili wyprowadził cios. Dachówki się roztrzaskały, a dach zapadł. Wskoczyli do środka, blokując atak Wena Zhuliu. Wykorzystując jego zaskoczenie, błyskający fioletem bicz pomknął naprzód i owinął się trzykrotnie wokół szyi mężczyzny, po czym uniósł w górę. Ogromne i ciężkie ciało Wena Zhuliu zostało podniesione przez wypełniony mocą bicz i teraz unosiło się w powietrzu.

Powietrze natychmiast przecięły chrupiące dźwięki łamanych kręgów szyjnych. W tym samym czasie źrenice Weia Wuxiana się zwęziły. Wziął do ręki przypięty u pasa flet i odwrócił się, wstając. Ghul i sina kobieta szybko wycofali się, stając u jego boku i patrząc czujnie na nieznajomych.

Wen Zhuliu jeszcze nie umarł. Jego twarz była czerwona, a całe ciało drżało, szarpiąc się wbrew jego woli. Oczy miał tak szeroko otwarte, że jeszcze trochę a wyskoczą z oczodołów. Ghul zawarczał na Lana Wangji i Jiang Chenga, nie kryjąc wrogości. Wei Wuxian uniósł lekko rękę, by duch się uspokoił. Jego wzrok przesuwał się między nowoprzybyłymi. Nikt się nie odzywał.

Kilka chwil później Jiang Cheng machnął ramieniem, rzucając jakimś przedmiotem. Wei Wuxian złapał go bez zastanowienia.

Twój miecz! – powiedział Jiang Cheng.

Dłoń Weia Wuxiana powoli opadła. Spojrzał na Suibiana, odpowiadając dopiero po chwili.

…Dziękuję.

Znowu zapadła cisza. Nagle Jiang Cheng do niego podszedł i go uderzył.

Ty bachorze! Gdzieżeś się podziewał przez te trzy miesiące?!

Choć to zdanie samo w sobie było besztające, to jego ton wypełniało szczęście. Lan Wangji nie podszedł bliżej, ale nie spuszczał Weia Wuxiana z oczu. Uderzony chłopak zamarł, lecz po drugim ciosie się ocknął.

Haha, to długa historia, bardzo długa!

Otaczająca go zimna aura tak jakby została lekko rozwiana dzięki uderzeniom, lecz w radości Jiang Chenga wciąż kryło się dużo złości. Przytulił mocno Weia Wuxiana, po czym go odepchnął i krzyczał dalej.

Czy nie umówiliśmy się, że spotkamy się w tym beznadziejnym mieście u podnóża góry?! Czekałem prawie sześć dni, a ciebie ani widu, ani słychu! Gdybyś umarł, to nawet bym o tym nie wiedział! Przez ostatnie trzy miesiące byłem tak zajęty, że moje ego jeszcze bardziej urosło i nie miał mnie kto postawić do pionu!

Wei Wuxian uniósł rąbek szaty i znowu usiadł, machając dłonią.

Przecież powiedziałem, że to długa historia. Wtedy banda skundlonych Wenów wszędzie mnie szukała. Czekali na mnie, złapali i wrzucili w jakieś piekielne miejsce, bym cierpiał.

Jak to mówił, sina kobieta zbliżyła się do niego jak jakiś czteronogi robal. Jak walczyła, to jej twarz była prawie ohydna, ale teraz, kiedy przytulała się do Weia Wuxiana, wyglądała jak czarująca konkubina, posłusznie zadowalająca swojego pana. Z jej ust wydobył się chichot. Wei Wuxian pochylił się na bok, prawą dłonią raz za razem głaszcząc ją po miękkich włosach.

Na widok tych gestów twarz Lana Wangji zrobiła się jeszcze bardziej chłodna. Jiang Cheng czuł się trochę niezręcznie, jednak głównie przeważał w nim szok.

Jakie piekielne miejsce? Dokładnie przepytałem wszystkich mieszkańców. Jak to możliwe, że każdy powiedział, że cię nie widział?!

Przepytałeś ludzi w mieście? To banda naiwnych rolników, którzy bali się kłopotów, więc kto śmiałby wyznać ci prawdę? Skundleni Wenowie na pewno coś zrobili, by zapewnić ich milczenie. To oczywiste, że ci tak powiedzieli.

Ci starzy idioci! – przeklął Jiang Cheng, po czym szybko dodał: – Jakie piekielne miejsce? Qishan? Miasto bez Nocy? Skoro tak, to jak się wydostałeś? I do tego stałeś się taki. Czym… są te dwie rzeczy? I jeszcze się ciebie słuchają. Niedawno razem z paniczem Lan powzięliśmy zadanie zamordowania Wena Chao i Wena Zhuliu nocą, ale ktoś nas wyprzedził. Nie wierzę, że to byłeś ty! Czy to ty również pozmieniałeś te talizmany?

Kątem oka Wei Wuxian zauważył, że Lan Wangji cały czas się im przyglądał. Uśmiechnął się.

Mniej więcej. Gdybym powiedział, że znalazłem tajemną jaskinię, a w niej tajemną księgę, którą zostawił tajemny ekspert, a potem stałem się super potężny, to byś mi uwierzył?

Ocknij się – wypluł Jiang Cheng. Przeczytałeś zbyt wiele legend w tych swoich książkach obrazkowych, co? Skąd na świecie wzięłoby się aż tylu ekspertów? I to z tajemnymi jaskiniami i książkami!

Wei Wuxian rozłożył ręce.

Widzisz? Nie uwierzysz mi, nawet jeśli to powiem. Jednak opowiem ci tę historię, jak będę miał okazję.

Jiang Cheng spojrzał na Lana Wangji. Wiedział, że to prawdopodobnie było coś, co nie powinno zostać powiedziane przy uczniach z innych sekt.

Niech będzie. Opowiesz mi później. Najważniejsze, że wróciłeś.

Tak, najważniejsze, że wróciłem.

Jiang Cheng kilka razy powtórzył te słowa pod nosem, po czym znowu go uderzył.

Naprawdę jesteś…! Przeżyłeś, nawet po zostaniu złapanym przez Wenów!

Oczywiście! – przechwalał się Wei Wuxian. – Za kogo ty mnie masz?

Z czego jesteś taki dumny?! Przeżyłeś i nie wróciłeś wcześniej!

Dopiero co uciekłem, okej? Słyszałem, że nic wam nie jest, odbudowujecie sektę i zawieracie sojusze, więc poszedłem zabić kilku skundlonych Wenów, by ci ulżyć i się trochę przyczynić. Ciężko pracowałeś przez ostatnie miesiące.

Słysząc to, Jiang Cheng przypomniał sobie ostatnie miesiące bieganiny, a także pracy noc i dzień. Czuł się poruszony, ale szybko przywdział ostrą minę.

Odłóż swój nijaki miecz! Nie mogłem się doczekać, aż go ode mnie zabierzesz. Nie chciałem ani chwili dłużej nosić dwóch mieczy i słyszeć mnóstwa pytań!

Wei Ying – powiedział nagle Lan Wangji.

Stał milcząco z boku, ale jak się odezwał, to Wei Wuxian i Jiang Cheng się do niego odwrócili. Ten pierwszy najwyraźniej dopiero teraz przypomniał sobie, że wypadałoby go przywitać. Kiwnął głową.

Hanguang-jun.

Czy to ty zabijałeś uczniów sekty Wen?

Oczywiście.

Wiedziałem, że to ty. Dlaczego wybijałeś ich jednego po drugim? To strasznie dużo zachodu.

By się zabawić z nimi przed śmiercią. Prosta śmierć byłaby dla nich zbyt lekka. O wiele lepsze było zamordowanie ich jednego po drugim, kawałek po kawałku. Oczywiście Wen Chao nie został jeszcze wystarczająco wymęczony. Jednak Wen Zhuliu najwyraźniej otrzymał nauki od Wena Ruohana i dołączył do sekty po zmianie nazwiska, chroniąc cennego syna lidera. – Zaśmiał się chłodno. – Chciał go ochronić, a ja zapragnąłem, by zobaczył, jak pod jego opieką Wen Chao staje się coraz bardziej zniekształcony, bardziej podobny do potwora niż człowieka.

Jego uśmiech był chłodny, okrutny i zadowolony. Lan Wangji obserwował go ze zrozumieniem. Podszedł krok bliżej.

W jaki sposób kontrolujesz tak mroczne istoty?

Uśmiech na twarzy Weia Wuxiana trochę zbladł, kiedy ten na niego zerknął. Jiang Cheng także usłyszał niezadowolenie w głosie Lana.

Co masz przez to na myśli, drugi paniczu Lan?

Lan Wangji nie spuszczał Weia Wuxiana z oczu.

Odpowiedz.

Ghul i sina kobieta się poruszyły. Wei Wuxian odwrócił się i na nie spojrzał. Powoli i niechętnie się cofnęły, zatapiając w ciemności. Mężczyzna w końcu odwrócił się do Lana Wangji i zmarszczył brwi.

A możesz mi powiedzieć… Co się stanie, jeśli nie odpowiem? – Szybko odskoczył w bok, unikając nagłego ataku Lana Wangji. Cofnął się o trzy kroki. – Lan Zhan, dopiero co się spotkaliśmy po długiej rozłące, a ty już próbujesz mnie dopaść. To nie jest miłe, prawda?

Lan Wangji ruszył się bez słowa, ale Wei Wuxian blokował każdy atak. Obaj byli szybcy. Za trzecim razem odepchnął dłoń starszego chłopaka, mówiąc:

Myślałem, że się znaliśmy, a ty bez słowa zaczynasz ze mną walczyć. To bezduszne, nie sądzisz?

Odpowiedz mi!

Drugi paniczu Lan! – Jiang Cheng stanął między nimi.

Drugi paniczu Lan, nie można tego tak szybko wyjaśnić. No i to trochę dziwne. Czy odpowiedziałbyś mi, gdybym zapytał cię o sekretne techniki sekty GusuLan? – zapytał Wei Wuxian. Lan Wangji wyminął Jiang Chenga, stając tuż przed nim. Wei Wuxian wyciągnął przed siebie flet. – To zbyt wiele prawda? Dlaczego jesteś taki wrogi? Lan Zhan, czego ode mnie chcesz?

Wróć ze mną do Gusu – powiedział Lan Wangji, akcentując każde słowo.

Słysząc to, Jiang Cheng i Wei Wuxian byli zaskoczeni.

Wrócić z tobą do Gusu? Do Zacisza Obłoków? Po co? – Wei Wuxian się zaśmiał. Nagle zrozumiał. – Och. Zapomniałem. Twój wuj nienawidzi tak pokręconych ludzi. Jesteś jego ukochanym uczniem, więc to oczywiste, że jesteś taki sam jak on, haha. Odmawiam.

Jiang Cheng ostrożnie patrzył się na Lana Wangji.

Drugi paniczu Lan, wszyscy rozumiemy zasady sekty Lan. Jednak Wei Wuxian uratował ci życie w jaskini Xuanwu, nie wspominając o przyjaźni, którą nawiązaliście walcząc ramię w ramię. Tak bezlitosne potępienie go jest nierozsądne, nie sądzisz?

No patrzcie państwo. Cóż za przywódca sekty – powiedział Wei Wuxian.

Ty się możesz zamknąć.

To nie tak, że chcę go potępić – odparł Lan Wangji.

No to po co chcesz go zabrać do Gusu? Drugi paniczu Lan, czy nawet w takich chwilach sekta GusuLan woli upierać się przy swoim, zamiast zwalczać Wenów?

Lan Wangji nie odpuszczał, choć był sam przeciwko nim. Spojrzał na Weia Wuxiana.

Wei Ying, za kultywowanie tej ścieżki w końcu będziesz musiał zapłacić. Nigdy nie było wyjątku.

No to zapłacę.

Widząc, jak bardzo jest nieprzejęty, Lan Wangji ściszył głos.

Uszkodzi nie tylko twoje ciało, ale także serce.

Najlepiej wiem, czy uszkodzi, czy nie i jak bardzo. A jeśli chodzi o moje serce, to należy ono do mnie. Wiem, co robię.

Niektórych rzeczy nie da się kontrolować.

Oczywiście, że mogę je kontrolować. – Przez twarz Weia Wuxiana przemknęło niezadowolenie. Lan Wangji podszedł krok bliżej. Wydawało się, że znowu chce się odezwać, lecz Wei Wuxian go uprzedził: – W końcu co inni mogą wiedzieć na temat mojego serca? Dlaczego inni ludzie mają się nim przejmować?

Lan Wangji zamarł. Coś go nagle zezłościło.

…Wei Wuxian!

Lan Wangji! – Wei Wuxian też już zaczął robić się wściekły. – Czy naprawdę musisz to teraz utrudniać? Chcesz, żebym poszedł z tobą do Zacisza Obłoków, by za karę zostać uwięzionym? Wydaje ci się, że kim jesteś, że kim jest twoja sekta?! Naprawdę uważasz, że nie będę się stawiał?!

Mężczyzn otoczyła wroga energia. Knykcie Lana Wangji zbielały od siły, z którą ściskał rękojeść Bichenu.

Drugi paniczu Lan, jeszcze nie okiełznaliśmy chaosu wywołanego przez sektę Wen. Teraz z desperacją potrzebujemy wsparcia. Ludzie nawet nie mają czasu, by o siebie zadbać, więc dlaczego GusuLan przejmuje się czymś tak odległym? Wei Wuxian jest po naszej stronie. Czy chcesz karać własnych ludzi?

Wei Wuxian się opanował.

Racja. Wszystko jest w porządku, o ile umierają skundleni Wenowie. Jakie znaczenie ma przyczyna ich śmierci?

Od małego potrafili kończyć swoje myśli. Teraz zdanie po zdaniu płynnie wszystko argumentowali.

Przepraszam za dosadność, ale tak właściwie Wei Wuxian nie jest z twojej sekty. GusuLan nie ma prawa go karać. Nie jest ważne, z kim miałby wrócić, ale na pewno nie będziesz to ty.

Słysząc to, Lan Wangji zamarł. Spojrzał na Weia Wuxiana, nie mogąc wydusić słowa.

Ja…

Zanim mógł kontynuować, Wen Chao pisnął w kącie. Wei Wuxian i Jiang Cheng natychmiast odwrócili się w jego stronę i w tym samym czasie obeszli Lana Wangji, by zbliżyć się do cierpiących Wenów. Wen Zhuliu wciąż wisiał na Zidianie i wił się w agonii. Jego podopieczny był na wpół martwy, a kiedy powoli rozchylił powieki, to zobaczył wpatrujące się w niego dwie twarze.

Miały w sobie tę samą młodość i były znajome. Pokazały mu niegdyś rozpacz, cierpienie i głęboką nienawiść. Jednak teraz na obu znajdował się ten sam zimny uśmiech i te same zimne oczy.

Wen Chao już nie krzyczał i nie próbował też uciekać. Uniósł pozbawione palców dłonie i zaczął je obśliniać. Wei Wuxian kopnął go tak, by ukląkł w stronę Yunmeng. Kości i zwisające z nich kawałki mięsa otarły się o siebie, a chłopak pisnął z bólu. Ten dźwięk brzmiał wyjątkowo zgrzytliwie w pustej stacji kurierskiej.

Dlaczego jego głos jest taki piskliwy? – zapytał Jiang Cheng.

Twój też by taki był, gdybyś stracił pewną część ciała.

Jiang Cheng był obrzydzony.

Ty to zrobiłeś?

Już sama myśl jest ohydna. Oczywiście, że to nie ja go odciąłem. Został odgryziony, kiedy jego babsko zwariowało.

Lan Wangji stał za nimi, uważnie ich obserwując. Wei Wuxian nagle przypomniał sobie o jego obecności, odwrócił się do niego i uśmiechnął.

Drugi paniczu Lan, to, co się teraz stanie, może być nieodpowiednie dla twoich oczu. Może będzie lepiej, jeśli tego unikniesz.

Choć powiedział „może”, to jego ton był nieustępliwy.

Racja – dodał Jiang Cheng z szacunkiem. – Drugi paniczu Lan, Wen Chao i Wen Zhuliu są już w naszych rękach. Zadanie zostało wykonane, więc pora się rozdzielić. Teraz załatwimy osobiste porachunki naszej sekty. Będzie lepiej, jeśli wrócisz pierwszy.

Wzrok Lana Wangji wciąż był utkwiony w Weiu Wuxianie, podczas gdy ten znowu skierował całą swoją uwagę na umierającego wroga. Jego oczy błyszczały, a uśmiech był podekscytowany i okrutny. Jiang Cheng miał tę samą minę. Obaj pogrążyli się we wszechogarniającej przyjemności zemsty i nie mieli ochoty zajmować się obcym.

Kilka chwil później Lan Wangji odwrócił się i zszedł po schodach. Po wyjściu z budynku długo stał przed drzwiami, ale nie odszedł. Nie wiedział, ile czasu minęło, zanim cichą noc przeszyło przenikliwe zawodzenie.

Lan Wangji spojrzał za siebie, a jego białe szaty i wstążka na czoło falowały na chłodnym wietrze.

Noc minęła. Słońce już miało się wznieść ku niebu.

A słońce na ziemi chyliło się ku upadkowi.

Tłumaczenie: Ashi

8 Comments

  1. Avatar Katt

    Yaaaay!! :zachwyt2:
    Już nie mogłam się doczekać, aż mnie ciary przechodziły gdy to czytałam. Dziękuję bardzo za kolejny rozdział, a właściwie dwa. :WeiMądruś:
    To dopiero była niespodzianka, aż jestem ciekawa co się dzieje z Lan Zhanem i Wei yingiem w „teraźniejszości” (chyba mogę tak to określić).
    :zachwyt2:

    Odpowiedz
  2. Avatar Badacz Sweevil

    Dziękuję ślicznie za ten klimatyczny rozdział. :zachwyt:
    Już nie mogę się doczekać kolejnych. :przestań:
    Brakło mi słów i nie wiem co napisać. :facepalm:
    Także jeszcze raz dziękuję za rozdział i cała pracę włożoną w jego przetłumaczenie. :zachwyt2:

    Odpowiedz
  3. Avatar LiNuu

    Dziękuje za tłumaczenie. Szczerze powiem, że o ile „Wejście Smoka” w anime było świetnym zwieńczeniem sezonu to jednak powolne budowanie napięcia i grozy oraz uwydatnienie, że Jiang Jeng w równym stopniu zatopił się w szale zemsty co Wei Ying jest znacznie lepsze i klimatyczne. Sam moment, kiedy drogi Lan Wanji i Wei Wuxiana się rozchodzą również jest lepiej ujęty.
    Z kolei ostatnie dwa zdania mnie ujęły, doskonale wpasowując się w klimat i zwiastując następne wydarzenia.
    Ta nowela coraz bardziej mi się podoba i aż trudno wyrazić moją wdzięczność za to, że ją tłumaczysz. Czytając to po prostu wiem, że zostanie ze mną na długo i nawet po latach będę do niej wracać.

    Odpowiedz
  4. Avatar lograk

    Ashi, kolejny rozdział od Ciebie, bardzo dziękuję. Zawsze z niecierpliwością ich oczekuję. Zawartość tej części jest taka ciemna i okrutna, a Wei tak daleko niepodobny do swojego jasnego wizerunku. A Twoje tłumaczenie jak zawsze klarowne i akuratne.

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: