Mo Dao Zu Shi

Rozdział 57 – Trucizny II23 min. lektury

Wei WuXian zamarł. Nagle przypomniał sobie odbijającą blask ognia zapłakaną twarz Lana WangJi.

Co z Lan Zhanem? – wypalił.

A jak myślisz? Wrócił do siebie. Ojciec pierwotnie chciał wysłać ludzi, by zabrali go do Gusu, ale odmówił. Oceniając po jego zachowaniu, od dawna się tego spodziewał. W końcu w obecnej sytuacji żadna sekta nie jest lepsza od innej.

Znowu usiedli na ogrodzeniu.

To co się dzieje z Lan XiChenem?

Wenowie chcieli spalić ich pawilon biblioteczny, prawda? Dziesiątki tysięcy antycznych książek i zapisów nutowych. Lanom udało się trochę ocalić. Pewnie dali je Lan XiChenowi i powiedzieli, by z nimi uciekł. Ochronili wszystko, co się dało, inaczej wszystko zostałoby stracone. A przynajmniej tak wszyscy uważają.

Obleśne – powiedział Wei WuXian, spoglądając na niebo.

Tak. Klan Wen jest obleśny.

Jak długo mają zamiar tak podskakiwać? Istnieje tyle sekt. Nie możemy połączyć sił i…

Nagle usłyszeli serię kroków. Grupa chłopców w ubraniach treningowych pędziła przez korytarz jak stado małp, krzycząc:

Starszy brat!

Najmłodszy z chłopców uśmiechnął się szeroko.

Starszy bracie! Już żyjesz!

Jak to już żyję? Przecież nigdy nie umarłem!

Starszy bracie, słyszałem, że zabiłeś ponad czterystuletnią bestię! Czy to prawda? Zabiłeś ją?!

Bardziej mnie interesuje, czy starszy brat naprawdę nic nie jadł przez siedem dni!

Nie trenowałeś poszczenia za naszymi plecami?

Jak wielki był Xuanwu Zagłady? Czy zmieściłby się w Jeziorze Lotosów?

Xuanwu Zagłady był tylko żółwiem, prawda?

Starszy bracie, spędziłeś siedem dni z Lanem WangJi z Gusu? I nie zatłukł cię na śmierć?

Nastrój, który był dość poważny, natychmiast zamienił się w zamieszanie.

Rany Wei WuXiana nie były zbyt ciężkie. Po prostu nie zaaplikował na czas lekarstw i cierpiał ze zmęczenia i głodu, ale był w dość dobrym stanie. Jego gorączka szybko spadła po nasmarowaniu poparzenia maścią. Kilka dni odpoczynku wystarczyło, by znowu był wesoły. Po chaosie związanym z Xuanwu Zagłady „sektor indoktrynacji”, który klan Wen założył w Qishan, całkiem się rozpadł, a wszyscy uczniowie powrócili do swoich sekt. Z drugiej strony Wen Chao też od razu nie zareagował. Wykorzystując tę okazję, pani Yu ostro zbeształa Wei WuXiana i kazała mu nie wystawiać nosa poza bramę Przystani Lotosów, nawet by popływać w jeziorze. I tak dzień w dzień mógł tylko zestrzeliwać latawce z resztą uczniów.

Bez względu na to, jak świetna była gra, to każda się w końcu robiła nudna. I tak pół miesiąca później zainteresowanie chłopców spadło. Wei WuXian także nie był w nastroju. Strzelał niedbale, pozwalając nawet kilka razy Jiang Chengowi zająć pierwsze miejsce.

Pewnego dnia, kiedy ostatnia runda została zestrzelona, Wei WuXian osłonił dłonią oczy przed słońcem i spojrzał na zachód.

Starczy na dzisiaj. Jedzenie czeka w domu.

Tak wcześnie? – zapytał Jiang Cheng.

Wei WuXian rzucił łuk na bok i usiadł rozczarowany na ziemi.

To nudne. Skończmy już. Kto był w ostatni w tej rundzie? Idź po latawce razem z szóstym bratem.

Starszy bracie, jesteś taki przebiegły. Za każdym razem wysyłasz po nie innych. Wstydu nie masz?

Też nie mam wyboru – Wei WuXian pomachał ramionami. Pani Yu nie wypuszcza mnie na zewnątrz i jest teraz w domu. Może JinZhu i YinZhu obserwują mnie z jakiegoś kąta, czekając na okazję, by mnie wrobić? Gdybym wyszedł za bramę, to pani Yu biczem zdarłaby ze mnie warstwę skóry.

Uczeń, któremu poszło najgorzej, śmiał się głośno, idąc po latawce. Jiang Cheng stał, a Wei WuXian siedział na ziemi. Rozmawiali.

Wujek Jiang wyruszył z samego rana. Dlaczego jeszcze nie wrócił? Zdąży na obiad?

Rano Jiang FengMian i pani Yu znowu się pokłócili, choć nazwanie tego w ten sposób nie do końca pasowało. Ona całkiem się wściekła, a on pozostał niewzruszony.

Znowu popłynął do Wenów po nasze miecze, prawda? Jak tylko pomyślę, że mój Sandu może być teraz trzymany przez skundlonego Wena, to…

Jego mina była zniesmaczona.

Co za szkoda, że nasze miecze nie mają jeszcze zbyt wiele energii duchowej. Gdyby mogły się zapieczętować, to nikt by ich nie użył.

Jeśli będziesz kultywował jeszcze przez jakieś osiemdziesiąt lat, to może to osiągniesz.

Nagle kilku chłopców wbiegło na pole treningowe Przystani Lotosów, krzycząc:

Coś się stało! Starszy bracie, starszy bracie, coś się stało!

Byli to uczniowie, którzy pobiegli po latawce. Wei WuXian zerwał się na nogi.

Co takiego?

Gdzie najmłodszy? Dlaczego brakuje jednego z was? – zapytał Jiang Cheng.

To była prawda. Najmłodszy uczeń biegł na przedzie, kiedy odchodzili, a teraz nigdzie nie było go nawet widać.

Nasz młodszy brat został zabrany! – wydyszał jeden z chłopców.

Zabrany?!

Wei WuXian podniósł łuk i z bronią w dłoni zapytał:

Kto go zabrał? Dlaczego?!

Nie wiemy! Nie wiemy, dlaczego go zabrano!

Nie martwcie się. Dokładnie nam wszystko opowiedzcie.

Jak poszliśmy po latawce, to jeden poleciał w tamtą stronę, bardzo, bardzo daleko. Kiedy się tam udaliśmy, to zobaczyliśmy kilka tuzinów ludzi z klanu Wen ubranych w ich szaty. Wśród nich byli uczniowie i służący, a prowadziła ich młoda kobieta. Zapytała nas, czyj to latawiec.

Należał do naszego najmłodszego brata, więc się przyznał – kontynuował inny chłopak. – Wtedy ta kobieta się wściekła i krzyknęła „jak śmiesz!”, a potem kazała swoim ludziom go zabrać!

Tak po prostu?

Chłopcy przytaknęli.

Zapytaliśmy, dlaczego go zabierają, a ona powtarzała w kółko, że dopuścił się zdrady i miał ukryte motywy, więc kazała go uwięzić. Nic nie mogliśmy zrobić, więc szybko wróciliśmy.

Nie mieli nawet powodu, by go zabrać! – przeklął Jiang Cheng. – Co ci Wenowie knują?!

Tak! Nie mieli powodu!

Nic nie mówcie. Wenowie mogą lada chwila zapukać do naszych drzwi. Nie pozwólmy im usłyszeć nic, co może zostać użyte przeciwko nam. Powiedzcie, czy ta kobieta miała ze sobą miecz? Czy wyglądała nawet ładnie i miała pypcia nad ustami?

Tak! To ona!

Wang LingJiao! Ta… – powiedział z nienawiścią Jiang Cheng.

Nagle rozległ się zimny głos kobiety:

Po co ten hałas? Nie mogę mieć ani chwili ciszy i spokoju?!

Pani Yu podeszła, a jej fioletowe szaty zafalowały. JinZhu i YinZhu wciąż były w zbrojach, podążając za swoją panią.

Mamo, są tu ludzie z sekty Wen. Zabrali naszego najmłodszego brata!

Tak głośno krzyczeliście, że aż wszystko słyszałam w środku. I co? Został zabrany, nie zabity, a ty się tak nakręciłeś. Czy wciąż masz w sobie to, co powinien mieć przyszły lider sekty? Uspokój się!

Jak skończyła, to od razu odwróciła się w stronę bramy wejściowej pola treningowego, przez którą wchodziło właśnie około tuzina kultywatorów klanu Wen ubranych w szaty z motywem słońca. Za nimi pewnym krokiem zmierzała kobieta w wyrazistych ubraniach.

Jej figura była pełna gracji, rysy twarzy czarujące, a piękno było imponujące, wyraźnie podkreślone przez zalotne oczy, płomienne usta i mały, czarny pieprzyk nad górną wargą. Idąc, podzwaniała biżuterią, przez co wyglądała, jakby chciała przywdziać cały sklep jubilerski i pasję kochanka. To naprawdę przyćmiewało jej urok. Tą kobietą była Wang LingJiao, która w Qishan oberwała od Wei WuXiana tak mocno, że aż wymiotowała krwią.

Pani Yu, znowu się widzimy – powiedziała Wang LingJiao, uśmiechając się.

Pani Yu stała beznamiętnie, jakby uznała, że powiedzenie czegokolwiek splami jej usta. Nieproszona kobieta zeszła po schodach bramy głównej i dopiero wtedy otrzymała odpowiedź.

Dlaczego zabrałaś ucznia mojej sekty?

Zabrałam? Chodzi o tego, którego trzymam na zewnątrz? To długa historia. Może na spokojnie o niej porozmawiamy, kiedy już usiądziemy?

Służąca bez zapowiedzi weszła przez bramy innej sekty i bez wahania zażądała, by wejść do środka i o tym porozmawiać. Mina pani Yu oziębła. Palec prawej ręki, na której nosiła pierścień Zidianu, drgnął kilka razy. Na wierzchu jej dłoni wyraźnie odznaczyły się żyły.

Porozmawiać jak usiądziemy?

Oczywiście. Jak ostatnim razem przyszłam z rozkazami, to nie miałam czasu usiąść. Proszę.

Jiang Cheng parsknął chłodno, słysząc słowo „rozkazy”. JinZhu i YinZhu także wydawały się wściekłe. Jednak Wang LingJiao wciąż była ulubienicą Wena Chao, więc nie mogli jej urazić. Choć twarz pani Yu wyrażała kpinę, a ton głosu wręcz ociekał sarkazmem, to wciąż odpowiedziała:

Jasne, dlaczego nie wejdziesz?

Wang LingJiao uśmiechnęła się do niej i naprawdę weszła do środka. Powiedziała, że chce usiąść, ale tego nie zrobiła. Spacerowała po Przystani Lotosów z ciekawością, wszędzie wtrącając swoje opinie.

Przystań Lotosów jest dość ładna. Taka duża. Tylko te wszystkie domy są strasznie stare. Drewno jest czarne. Strasznie brzydki kolor, niewystarczająco jasny. Pani Yu, nie jesteś dobrą gospodynią. Nie umiesz dekorować? Następnym razem zawieś więcej czerwonych zasłon. Tak będzie ładniej.

Idąc ścieżką, wskazywała na wszystkie strony, jakby była we własnym ogródku. Brwi pani Yu drgały intensywnie. Chłopcy myśleli, że lada chwila kogoś zamorduje.

Jak skończyli wycieczkę, Wang LingJiao w końcu dotarła do sali głównej i bez zaproszenia rozsiadła się przy centralnym stole. Siedziała tak przez chwilę, po czym zauważyła, że nikt jej nie serwuje. Z dąsem uderzyła dłonią o blat, domagając się:

Gdzie herbata?

Choć otaczał ją blask, to w jej zachowaniu nie było ani grama kurtuazji. Zachowywała się jak kompletny bufon. Chłopcy z nią podróżowali, więc się do tego przyzwyczaili. Pani Yu usiadła dalej, a szerokie brzegi jej szaty i rękawy rozłożyły się wokół niej, wyszczuplając jej sylwetkę i sprawiając, że wyglądała jeszcze bardziej wdzięcznie. JinZhu i YinZhu stanęły za nią z lekkimi uśmieszkami na twarzy.

Nie ma. Sama sobie zrób, jeśli chcesz się napić – odpowiedziała YinZhu.

Czy służący sekty Jiang nigdy nic nie robią? – Wang LingJiao zszokowana otworzyła szeroko oczy.

Służący sekty Jiang mają ważniejsze rzeczy do roboty. Nikt tutaj nie potrzebuje, by inni podawali im herbatę. Nie są kalekami.

Kim jesteście?

To moje osobiste pokojówki.

Pani Yu, twoja sekta jest skandaliczna. Tak być nie może. Nawet pokojówki śmią wtrącić się w rozmowę w sali głównej. Tacy służący obrywają w klanie Wen.

I kto to mówi! Też jesteś służącą, prawda? – pomyślał Wei WuXian.

JinZhu i YinZhu nie są normalnymi służącymi – odpowiedziała bez wahania pani Yu. – Są ze mną, odkąd byłam młoda. Nigdy nie służyły nikomu z wyjątkiem mnie i nikt nie może ich uderzyć. Nie mogą i nie śmią.

Pani Yu, o czym ty mówisz? W prominentnej sekcie musi być wyraźne rozgraniczenie pomiędzy lepszymi i gorszymi, by nie zapanował chaos. Służący powinni być tym, czym są.

Pani Yu dobrze rozumiała to zdanie. Zgadzała się z nim, więc zerkając na Wei WuXiana, odpowiedziała wyniośle:

To prawda. – Natychmiast po tym zapytała: – Dlaczego zabrałaś ucznia mojej sekty?

Pani Yu, będzie lepiej, jeśli wyznaczysz wyraźną granicę między sobą a tym bachorem. Miał ukryte intencje, ale został przyłapany na złym uczynku i przeniesiony tam, gdzie się nim zajmą.

Ukryte intencje? – Pani Yu uniosła brew.

Jakie ukryte intencje może mieć nasz najmłodszy brat? – wypalił Jiang Cheng.

Mam dowód. Podajcie to! – Jeden z uczniów klanu Wen podał jej latawiec. Kobieta nim potrząsnęła. – Oto on.

Wei WuXian się zaśmiał.

Ten latawiec to tylko zwykły jednooki potwór. Gdzie w tym dowód?

Myślisz, że jestem ślepa? Uważnie się przyjrzyj – zadrwiła Wang LingJiao. Pomalowany na czerwono buławą gałki muszkatołowej paznokieć wskazywał tu i tam, analizując: – W jakim kolorze jest ten latawiec? Złoty. Jaki kształt ma ten jednooki potwór? Jest okrągły.

No i? – zapytała pani Yu.

No i? Jeszcze się nie zorientowałaś? Złoty i okrągły. Co ci to przypomina? Słońce! – Patrząc na zdziwienie wszystkich, triumfalnie kontynuowała: – Dlaczego wybrał akurat ten wzór z tak wielu możliwych? Dlaczego pomalował go na złoto? Nie mógł wybrać innego kształtu? Nie mógł wybrać innego koloru? Będziecie mi wmawiać, że to tylko przypadek? Pewnie, że nie. Zrobił to celowo. Zestrzelenie takiego latawca sugeruje „zestrzelenie słońca”! Chce zestrzelić słońce! To ogromny brak szacunku względem klanu Wen. Czy to nie jest jego ukryta intencja?

Jiang Cheng nie mógł dłużej znieść tego, jak z przekonaniem arogancko wysnuwa tak naciąganą teorię.

Choć jest złoty i okrągły, to już bardziej różnić się od słońca nie może! Niby z której strony są podobne? W ogóle nie są podobne!

No to według ciebie nie powinniśmy też jeść mandarynek – dodał Wei WuXian. – Czy one też nie są złote i okrągłe? Jednak wiele razy widziałem, jak się nimi objadałaś, prawda?

Wang LingJiao łypnęła na niego.

Więc przyszłaś tu z powodu latawca? – powiedziała chłodno pani Yu.

Oczywiście, że nie. Dzisiaj reprezentuję klan Wen i panicza Wena. Przyszłam, by kogoś ukarać.

Serce Wei WuXiana zamarło. Tak jak sądził, w następnej chwili kobieta wskazała na niego palcem.

Na górze Potoku Zmierzchu ten bachor robił chamskie przytyki, kiedy panicz Wen walczył z Xuanwu Zagłady, rozpraszając go. Zmęczył panicza Wena, przez co prawie przegrał z bestią, a nawet zgubił miecz!

Słysząc jej wymyślone historie, Jiang Cheng był tak wściekły, że aż się zaśmiał. Wei WuXian przypomniał sobie, że Jiang FengMian rano opuścił Przystań.

Specjalnie wybrali ten moment! A raczej specjalnie go stąd wywabili!

Całe szczęście Niebiosa pobłogosławiły panicza Wena. Choć stracił miecz, to udało mu się bezpiecznie powalić Xuanwu Zagłady. Jednak naprawdę nie możemy dłużej tolerować tego bachora! Dzisiaj jestem tutaj na rozkaz panicza Wena. Pani Yu, proszę, ukarz go surowo i uczyń przykładem dla reszty sekty YunmengJiang!

Mamo…

Zamknij się!

Wang LingJiao była dość zadowolona, obserwując reakcję pani Yu.

O ile dobrze pamiętam, Wei Ying jest służącym sekty YunmengJiang, prawda? Pani Yu na pewno wie, co powinno zostać uczynione, pomimo nieobecności lidera sekty. Jeśli YunmengJiang dalej będzie go broniło, to sprawię, by ludzie naprawdę podejrzewali… że pewne plotki… są prawdziwe. Hehe.

Chichotała, siedząc na miejscu, które zawsze zajmował Jiang FengMian. Pani Yu odwróciła wzrok z ponurą miną. Jiang Cheng słyszał, że jej słowa coś sugerowały.

Jakie plotki?! – zafukał.

Pytasz jakie plotki? Romantyczne więzi lidera sekty Jiang… – Wang LingJiao chichotała dalej.

Widząc, że śmiała wymyślać historie o Jiangu FengMianie tuż przy nich, ogień rozgorzał w Wei WuXianie.

Ty…!

Jednak nagle ból rozszedł się po jego plecach. Kolana się pod nim załamały. Pani Yu znienacka smagnęła go biczem.

Mamo! – krzyknął Jiang Cheng.

Pani Yu wstała, a Zidian zamienił się w bicz, skwiercząc pomiędzy jej dłońmi z zimnego jadeitu.

Jiang Cheng, odsuń się, bo też zaraz uklękniesz!

Jiang Cheng, przesuń się! Nie martw się o mnie! – Wei WuXian próbował wstać, odpychając się dłońmi od ziemi.

Pani Yu znowu smagnęła biczem, powalając go na podłogę. Zacisnęła zęby.

Od dawna to powtarzałam… ty niedobry bachorze! Prędzej czy później sprowadzisz na nas problemy!

Wei WuXian odepchnął Jiang Chenga. Zaciskał zęby, cierpiąc, nic nie mówiąc i się nie ruszając. W przeszłości pani Yu często kierowała w jego stronę ostre słowa, ale nigdy nie była względem niego tak naprawdę okrutna. Co najwyżej uderzała go z dwa albo trzy razy i uziemiła, ale wkrótce wypuszczał go Jiang FengMian. Tym razem zniósł tuziny mocnych ciosów. Jego plecy paliły, a całe ciało zdrętwiało od bólu. Nie mógł tego znieść, ale musiał. Jeśli dzisiejsza kara nie zadowoli Wang LingJiao, to ta sprawa nigdy się nie skończy!

Służąca Wenów obserwowała z uśmiechem. Jak pani Yu skończyła, to natychmiast zwinęła Zidian. Klęcząc na ziemi, ciało Wei WuXiana bujało się w przód i w tył, jakby miał zaraz zemdleć. Jiang Cheng chciał mu pomóc, ale jego matka rozkazała:

Cofnij się! Nie pomagaj mu!

Chłopak został zatrzymany przez JinZhu i YinZhu. Wei WuXian wytrzymał chwilę, po czym upadł na ziemię i znieruchomiał.

To koniec? – Wang LingJiao była zaskoczona.

A jak myślisz? – prychnęła pani Yu.

To wszystko?

Jak to „to wszystko”? Myślisz, że jak silnym duchowym narzędziem jest Zidian? Jego rany nie zagoją się nawet do przyszłego miesiąca. Wystarczy, by się tym delektował!

Ale kiedyś się zagoją, prawda?

Czego jeszcze chcesz?!

Pani Yu, to kara, więc musi ją zapamiętać i żałować do końca życia, by nie śmieć powtórzyć tego błędu. Oberwał kilka razy, odpocznie chwilę, a potem znowu będzie podskakiwał. Co to za kara? Chłopcy w jego wieku z łatwością zapominają ból, jak rana się zagoi. To się na nic nie zda.

W takim razie co uważasz? Odciąć mu nogi, by nie podskakiwał?

Panicz Wen jest litościwy. Nie zrobiłby czegoś tak okrutnego, jak odcięcie obu nóg. Gdyby odciąć mu prawą rękę, to zaraz by zapomniał o całej sprawie.

Ta kobieta tylko przechwalała się swoimi stosunkami. Mając wsparcie Wena Chao, chciała się zemścić za to uderzenie, które zafundował jej Wei WuXian w jaskini!

Pani Yu spojrzała na niego kątem oka.

Odciąć mu prawą rękę?

Dokładnie.

Yu ZiYuan wstała i zaczęła chodzić wokół Wei WuXiana, jakby się nad tym zastanawiała. Chłopak tak cierpiał, że nie był w stanie nawet unieść głowy. Jiang Cheng wyrwał się z uścisku JinZhu i YinZhu. Padł na kolana, zasłaniając Wei WuXiana.

Mamo, mamo, proszę, nie… To wcale nie było tak, jak powiedziała…

Paniczu Jiang, czy sugerujesz, że konwultuję?

Wei WuXian nie mógł nawet przekręcić się na plecy. Konwultuje? Jak to konwultuje? Po chwili zrozumiał, co miała na myśli. Konfabuluje!

Ta kobieta była pokojówką żony Wena Chao. Nie miała żadnej edukacji, więc nie znała wielu słów, ale specjalnie chciała udawać, że ma bogate słownictwo. Użyła nieznanego jej słowa i je przekręciła!

Sytuacja była wyraźnie nieciekawa, ale to normalne, że ludzie nie mogli się skupić w takich chwilach i mieli wiele zbłąkanych myśli. Wei WuXian prawie się zaśmiał, kiedy się w końcu domyślił, o co jej chodziło, szczególnie że Wang LingJiao nie miała pojęcia, że zrobiła z siebie głupca.

Przemyśl to sobie. Klan Wen na pewno dojdzie do sedna sprawy. Jego odcięta dłoń będzie wystarczającym wyjaśnieniem, a YunmengJiang nic się nie stanie. Inaczej sprawy nie będą takie proste następnym razem, kiedy panicz Wen zmieni zdanie!

Zimne światło błysnęło w oczach pani Yu. Jej głos był dziwny.

JinZhu, YinZhu, zamknijcie szybko drzwi. Niech inni nie widzą krwi.

Jeśli jakiś rozkaz wypłynął z jej ust, to pokojówki spełniały go bez zająknięcia. Obie klęczały na ziemi, odpowiadając jednogłośnie:

Tak!

Po czym szybko zerwały się na nogi, zatrzaskując drzwi do sali.

Kiedy Wei WuXian usłyszał trzask, to jednocześnie zniknęło padające na ziemię z dworu światło. Zaczął się bać.

Nie mówcie, że naprawdę odetnie mi rękę?

Jiang Cheng był przerażony na śmierć. Przytulił się do nogi matki.

Mamo? Mamo! Co ty robisz? Proszę, nie odcinaj mu ręki!

Jak pierwsza fala strachu minęła, Wei WuXian zacisnął mocno zęby i się zaparł.

Niech tak będzie! Jeśli to wymiana za spokój sekty… Ręka to tylko ręka. Kurwa, jeśli dojdzie do najgorszego, to po prostu od teraz będę ćwiczył szermierkę lewą dłonią!

Wang LingJiao przyklasnęła.

Pani Yu, wiedziałam, że będziesz najbardziej uległą podwładną klanu QishanWen. Niech ktoś przytrzyma tego bachora!

Nie ma takiej potrzeby – odparła pani Yu, a JinZhu i YinZhu podeszły bliżej.

Och, więc twoje pokojówki go przytrzymają? To też zadziała.

Mamo! Posłuchaj mnie, mamo! Błagam! Nie odcinaj mu ręki! Gdyby ojciec wiedział…

Było dobrze, dopóki nie wspomniał o ojcu. Słysząc to, mina pani Yu natychmiast się zmieniła.

Nie mów mi o twoim ojcu! No co by się stało, gdyby się dowiedział? Zabiłby mnie?!

Pani Yu, tak bardzo cię podziwiam! – Wang LingJiao uśmiechnęła się szeroko. – Wygląda na to, że od teraz w biurze nadzorczym będziemy bardzo dobrze się dogadywały!

Pani Yu zabrała nogę i rąbek swojej fioletowej sukienki, które kurczowo ściskał Jiang Cheng. Odwróciła się do dziewczyny, wysoko unosząc brwi.

Biurze nadzorczym?

Dokładnie, w biurze nadzorczym. To druga sprawa, z którą przyszłam do Yunmeng. Nasz klan QishanWen wydał nowe rozkazy, zgodnie z którymi w każdym rejonie musi zostać zbudowane biuro nadzorcze. Oznajmiam, że Przystań Lotosów zostanie biurem nadzorczym klanu Wen w Yunmeng.

To dlatego czepiała się wszystkiego w Przystani Lotosów, jakby to była jej własna rezydencja. Naprawdę uznała ją za swoją!

Oczy Jiang Chenga były czerwone.

Jakie biuro nadzorcze?! To moja sekta!

Wang LingJiao zmarszczyła brwi.

Pani Yu, powinnaś należycie dyscyplinować swojego syna. Wszystkie sekty od setek lat podlegały Wenom. Jak można mówić, że twoja sekta jest twoja, a moja jest moja? Pierwotnie się zawahałam. Przystań Lotosów jest taka stara i wypuściła w świat tylu buntowników, więc czy na pewno zniosłaby odpowiedzialność bycia biurem nadzorczym? Ale widząc, jak potulnie wykonałaś moje rozkazy i że twoja osobowość jest zgodna z moim gustem, zdecydowałam się uhonorować…

Zanim skończyła, pani Yu uderzyła ją z trzaskiem.

Cios był zaskakujący w sile, jak i w dźwięku. Dziewczyna aż zakręciła się kilka razy, po czym w końcu upadła na ziemię. Otworzyła szeroko oczy, a z nosa buchnęła jej krew.

Kilku uczniów klanu Wen, którzy przebywali w sali, było zaalarmowanych. Natychmiast dobyli mieczy. Pani Yu machnęła dłonią, a jasny krąg fioletowego światła pomknął z Zidianu. Większość wrogów natychmiast padła.

Kobieta elegancko podeszła do Wang LingJiao i spojrzała na nią z góry. Nagle schyliła się, łapiąc dziewczynę za włosy. Unosząc ją, jeszcze raz jej wściekle przywaliła.

Jak śmiesz?!

Zbyt długo to znosiła. Teraz jej mina była wykręcona gniewem, kiedy nacierała na Wang LingJiao, której twarz była opuchnięta. Dziewczyna krzyknęła. W ogóle się nie powstrzymując, pani Yu znowu ją uderzyła, przerywając jej przeszywający pisk.

Zanim uderzysz psa, patrzysz na właściciela! Wdarłaś się do mojej sekty i chciałaś ukarać mojego ucznia tuż przy mnie? Ależ ty jesteś, śmiąc być tak niezdyscyplinowana!

Kiedy skończyła, odepchnęła głowę Wang LingJiao na bok, po czym wytarła dłonie chusteczką, jakby uważała ją za coś brudnego. JinZhu i YinZhu stały za nią z równie zniesmaczonymi minami.

Wang LingJiao zakryła twarz trzęsącymi się dłońmi, a jej policzki błyszczały od łez.

Jak… Jak śmiesz robić coś takiego… Ani klan Wen, ani sekta YingchuanWang ci nie odpuszczą!

Pani Yu rzuciła chusteczkę na ziemię, po czym kopnęła dziewczynę, klnąc.

Zamknij się! Cóż za szmata z tej pokojówki! Moja sekta MeishanYu jest w świecie kultywacyjnym od setek lat i nigdy nie słyszałam o jakimś YingchuanWang! Z którego rynsztoku ta sekta się wyczołgała? Czy jest pełna śmieci takich jak ty? Przede mną wspominałaś lepszych i gorszych? No to pozwól, że nauczę cię, co to oznacza! Ja jestem lepsza, a ty gorsza!

Z boku Jiang Cheng już pomagał wstać Wei WuXianowi. Obaj zaniemówili z szoku na widok tej sceny.

Tłumaczenie: Ashi

7 Comments

  1. Avatar Gladiolus

    Droga Ashi! Biję pokłony za nowy rozdział. Jesteś niesamowita. Dostaliśmy tyle nowości ostatnio. :zachwyt2:
    Tłumaczenie opowiadań jest trudne i wymaga wiele samozaparcia dlatego potrójne podziękowania ;))
    Jeśli chodzi o akcję to nieźle się rozkręca. Dzięki anime i dramie trochę się orientuję co dalej się wydarzy, ale i tak czuję się jak na szpilkach czytając każdy nowy rozdział. Fantastyczne uczucie :zachwyt:
    Pani Yu i tak długo się powstrzymywała, jak na jej charakter. Jedna choleryczka z biczem i pół klanu nie ma :D Zastanawiam się czy Paniu Yu nie obcięła by ręki Wei WuXianowi, gdyby „kochanica” Wena nie powiedziała dlaczego tak naprawdę do nich przyjechała. Z jednej strony Pani Yu ewidentnie się na nim wyżywa kiedy tylko jej „podpadnie” albo gdy stwierdzi, że czas na naukę dyscypliny. Zawiść to straszna sprawa. Pani Yu faktycznie musiała być bardzo zazdrosna o matkę Wei WuXiana, a plotki i fakt, że raczej kiepsko dogaduje się z mężem prawdopodobnie tylko to pogłębił. Na szczęście główny bohater jest ulepiony z twardej gliny. Większość ludzi po takim trudnym dzieciństwie nie było by tak beztroskich i prawie zawsze uśmiechniętych. Zastanawiam się czy w dalszej części historii będzie więcej o dzieciństwie Wei WuXiana. Jestem ciekawa jak wyglądało jego dzieciństwo. O życiu na ulicy i ucieczkach przed dzikimi psami już wiemy, ale co jeszcze się wydarzyło? Ciekawa byłaby retrospekcja ze sceną o rodzicach Wei WuXiana, a najlepiej jeszcze z rodzicami Jiang Chenga :D Tak, czy inaczej uwielbiam tą historię i sprawia mi wiele frajdy czytanie o wszystkich postaciach. Autorka ma głowę na karku by stworzyć tak wciągającą fabułę z tyloma bohaterami, historią klanów itd. Podejrzewam, że tłumaczenie jest równie trudne, ale efekt Twojej pracy jest niesamowity. Bardzo dobrze się czyta tekst, a to podstawa. Nawet gdy historia sama w sobie jest fajna, ale tłumaczenie jest beznadziejne to niestety, ale chęci czytania znacząco spadają o ile w ogóle jakieś pozostają. Będę pewnie jeszcze nie raz wydawała „ochy” i „achy” na ten temat :D Żadna ekranizacja nie dorównuje książce, więc bardzo się cieszę, że dzięki Tobie Ashi mam szansę ją czytać :ekscytacja:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: