Mo Dao Zu Shi

Rozdział 56 – Trucizny I15 min. lektury

Za drugim razem też nie usłyszał tytułu. Poczerwieniał, a jego głowa i stawy bolały od żaru. Dzwonienie w uszach nie ustawało.

Kiedy znowu się obudził, to nie zobaczył ani czarnego sklepienia jaskini, ani bladej i przystojnej twarzy Lana WangJi, tylko drewniane wezgłowie. Narysowana na nim była zabawna para całujących się głów.

To rysunki, które namalował w swoim pokoju w Przystani Lotosów.

Leżał na swoim własnym łóżku. Jiang YanLi siedziała pochylona obok, czytając książkę. Widząc, że się obudził, natychmiast podniosła wzrok.

A-Xian!

Starsza siostra!

Udało mu się podnieść z łóżka. Gorączka już go nie paliła, ale wciąż czuł się słabo, a jego gardło było suche.

Wróciłem? Kiedy wyszedłem z jaskini? Czy wujek Jiang wysłał ludzi, by mnie uratowali? Gdzie Lan Zhan? Gdzie Jiang Cheng?

Drewniane drzwi się otworzyły. Jiang Cheng wszedł z porcelanowym słoiczkiem w dłoni.

Co tak wrzeszczysz? – powiedział ostrym tonem, po czym odwrócił się do YanLi. – Siostro, przyniosłem zupę, którą ugotowałaś.

Dziewczyna zabrała słój i przelała zawartość do miski.

Jiang Cheng, draniu, chodź tutaj! – powiedział Wei WuXian.

Dlaczego chcesz, bym podszedł? Planujesz przede mną uklęknąć w podzięce?

Wróciłeś po całych siedmiu dniach! Chciałeś mnie zabić?!

Zabito cię? To kto teraz ze mną rozmawia?

Jestem pewny, że na dojście z tamtej góry do Yunmeng potrzebne jest pięć dni!

Głupi jesteś? Policzyłeś tylko drogę w jedną stronę, ignorując powrót? Już nie wspominając, że musieliśmy przeszukać całą górę, by znaleźć stare drzewo banyan, a potem rozkopać na nowo dziurę zasłoniętą przez Wena Chao i was uratować? Gdzie twoja wdzięczność?!

Zastanawiając się nad tym, Wei WuXian uświadomił sobie, że naprawdę zapomniał policzyć czas potrzebny na powrót. Zaniemówił.

Rzeczywiście masz rację. Ale dlaczego Lan Zhan mi nie przypomniał?

Krew w nim buzuje na sam twój widok, a ty oczekujesz, że będzie cię jeszcze słuchał?

Fakt!

Jiang YanLi skończyła nalewać zupę i podała mu miskę. Znajdowały się w niej korzenie lotosu i pokrojone żeberka, oba w mięsiście różowym odcieniu i wygotowane na miękko. Bogaty aromat rozszedł się w powietrzu. Wei WuXian nic nie jadł, odkąd utknął w jaskini. Nie mógł tak szybko znowu jeść ciężkich posiłków, więc to było idealne. Po podziękowaniu od razu zaczął pałaszować, przytulając do siebie miskę.

Gdzie Lan Zhan? Także został uratowany, prawda? Jest tutaj, czy wrócił do Gusu?

Nie wygaduj bzdur. Przecież nie jest z naszej sekty, więc co miałby tu robić? Wrócił do Gusu.

Poszedł sam? W Gusu jego sekta…

Zanim skończył, do środka wszedł Jiang FengMian. Chłopak odłożył miskę.

Wujek Jiang!

Nie wstawaj.

Jiang YanLi podała Wei WuXianowi chusteczkę, by wytarł twarz.

Smakuje ci?

Chłopak nie wziął przedmiotu. Zamiast tego wydął mocno usta, odpowiadając:

Tak!

Rąk nie masz?! – zbeształ go Jiang Cheng.

Uśmiechając się, dziewczyna wytarła usta i policzki Wei WuXiana, po czym szczęśliwa wyszła z miską. Jiang FengMian usiadł na jej miejscu. Zerknął na porcelanowy słój, jakby też chciał spróbować potrawy, ale jedyna miska została już wyniesiona przez jego córkę.

Ojcze, czy Wenowie wciąż nie chcą oddać nam mieczy?

Jiang FengMian oderwał wzrok od zupy.

Przez ostatnie kilka dni celebrowali.

Co takiego? – zapytał Wei WuXian.

To, że Wen Chao własnoręcznie zabił Xuanwu Zagłady.

Słysząc to, Wei WuXian prawie spadł z łóżka.

Wenowie go zabili?!

A co? – zadrwił Jiang Cheng. – Myślałeś, że komu to przypiszą?

Ci skundleni Wenowie plotą bzdury, wstydu nie mają. To oczywiste, że zabił go Lan Zhan.

Jiang FengMian się uśmiechnął.

Naprawdę? Cóż za zbieg okoliczności. Drugi panicz sekty Lan powiedział, że to ty go zabiłeś. Więc czyja to zasługa?

W sumie obaj coś zrobiliśmy, ale głównie on się do tego przyczynił. Ja tylko wszedłem do skorupy bestii i ją z niej wykurzyłem. Lan Zhan samotnie czekał na zewnątrz. Padła dopiero po sześciu godzinach zmagań.

Opisał Jiang Chengowi i jego ojcu wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie kilka dni. Mina dziedzica sekty była skomplikowana. Dopiero po chwili się odezwał:

To w dużej mierze pokrywa się ze słowami Lana WangJi. Wygląda na to, że zabiliście go razem. Co twoje, to twoje. Dlaczego miałbyś oddawać mu całą zasługę?

Wcale tego nie robię. Po prostu czuję, że w porównaniu do niego naprawdę niewiele zrobiłem.

Dobra robota – przytaknął Jiang FengMian.

Udało mu się samemu zabić kilkusetletnią bestię, mając ledwie siedemnaście lat. To było coś więcej niż tylko „dobra robota”.

Gratulacje – dodał Jiang Cheng.

Ton jego wypowiedzi brzmiał dziwnie. Widząc, jak złożył ramiona i zmarszczył brwi, Wei WuXian wiedział, że znowu czuł wobec niego gorycz. Jiang Cheng pewnie teraz wkurzał się w duchu, buńczucznie pytając siebie samego, dlaczego nie został w jaskini, by zabić bestię. Gdyby to był on, to na pewno też mógłby zrobić to czy tamto.

Wei WuXian się zaśmiał.

Szkoda, że też cię tam nie było. Inaczej też byś się zasłużył. Mógłbyś ze mną rozmawiać i pomóc mi zabić nudę. Na niebiosa, siedzenie tyle dni twarzą w twarz z Lan Zhanem prawie zanudziło mnie na śmierć.

Dobrze ci tak, że prawie zanudził cię na śmierć. Trzeba było nie zgrywać bohatera i się tym nie przejmować. Gdybyś na początku nie…

Jiang Cheng – powiedział nagle Jiang FengMian.

Chłopak zamilkł, wiedząc, że powiedział zbyt wiele.

Mężczyzna nie wyglądał, jakby go o coś obwiniał, ale jego mina ze spokojnej zamieniła się w uroczystą.

Wiesz, dlaczego to, co powiedziałeś, jest nieodpowiednie?

Jiang Cheng spuścił głowę.

Tak.

Po prostu jest zły i nie zwraca uwagi na słowa – wtrącił Wei WuXian.

Widząc, że serce i usta Jiang Chenga się ze sobą nie zgadzały i wciąż był niepokorny, Jiang FengMian potrząsnął głową.

A-Cheng, pewnych rzeczy nie powinno się mówić nawet w złości. Skoro je powiedziałeś, to znaczy, że wciąż nie rozumiesz motta sekty Jiang i…

Od drzwi dobiegł ich ostry głos kobiety:

Tak, nie rozumie! Ale jakie ma to znaczenie, skoro Wei Ying pojął je aż nazbyt dobrze?! – Pani Yu wparowała do środka jak fioletowa błyskawica, przynosząc ze sobą zimny powiew wiatru. Stanęła ze zmarszczonymi brwiami pięć kroków od łóżka Wei WuXiana. – „Starać się czynić niemożliwe”, właśnie taki jest, prawda? Wygłupia się, choć wie, że tylko narobi sekcie kłopotów!

Moja żono, co tutaj robisz? – zapytał Jiang FengMian.

Co tutaj robię? To śmieszne, że o to pytasz! Liderze sekty Jiang, czy wciąż pamiętasz, że też jestem przywódczynią Przystani Lotosów? Czy pamiętasz, że każdy centymetr tej ziemi jest moim terytorium? Czy wciąż pamiętasz, który z nich jest twoim synem?

Te pytania padały wielokrotnie przez ostatnie lata.

Oczywiście, że tak – odpowiedział Jiang FengMian.

Pani Yu zaśmiała się gorzko.

Pamiętasz, ale co z tego, że tylko pamiętasz? Wei Ying nie wytrzyma, jeśli nie narobi problemów, prawda? Gdybym wiedziała, to zamknęłabym go w Przystani Lotosów i zabroniła mu wychodzić. Czy Wen Chao naprawdę ośmieliłby się zrobić coś paniczom z GusuLan i LanlingJin? Nawet jeśli tak, to oznaczałoby, że mają pecha. Kto powiedział, że musisz zgrywać bohatera?

Wei WuXian nie śmiał stawiać się pani Yu przy jej mężu. Nie protestował, choć w duchu pomyślał: To wcale nie jest takie pewne, że nic by im nie zrobił.

Mówię to teraz. Tylko czekaj! Pewnego dnia sprowadzisz ogromne kłopoty na naszą sektę!

Jiang FengMian wstał.

Porozmawiajmy, jak wrócimy.

O czym chcesz rozmawiać? Gdzie wrócimy? Będę rozmawiała tu i teraz. I tak nie mam czego się wstydzić! Jiang Cheng, chodź tutaj.

Jiang Cheng utknął między ojcem a matką. Po chwili wahania stanął u jej boku. Trzymając go za ramiona, pani Yu wypchnęła go do przodu.

Liderze sekty Jiang, wygląda na to, że muszę parę rzeczy powiedzieć. Spójrz uważnie. To twój własny syn, przyszłość Przystani Lotosów. Nawet jeśli patrzysz na niego z góry, bo urodził się z mojego łona, to wciąż ma na nazwisko Jiang! Ani przez chwilę nie uwierzę, że nie słyszałeś plotek. Ludzie mówią, że lider sekty Jiang pomimo upływu lat wciąż nie zapomniał o pewnej SanRen, uważając syna starego przyjaciela za swojego własnego. Spekulują też, czy Wei Ying jest twoim…

Yu ZiYuan! – krzyknął Jiang FengMian.

Jiang FengMian! – zawtórowała mu kobieta. – Myślisz, że podniesienie głosu cokolwiek zmieni?! Myślisz, że cię nie znam?!

Ich dyskusja przeniosła się na zewnątrz. Głos wściekłej pani Yu robił się coraz głośniejszy. Jiang FengMian także zaczął krzyczeć, powstrzymując złość. Jiang Cheng beznamiętnie stał w miejscu. Po chwili zerknął na Wei WuXiana i także odwrócił się do wyjścia.

Jiang Cheng!

Chłopak nie odpowiedział. Kilka kroków później był już na zakręcie. Wei WuXian mógł tylko sturlać się z łóżka i za nim pobiec, wlokąc swoje sztywne, obolałe ciało.

Jiang Cheng! Jiang Cheng!

Jiang Cheng szedł przed siebie, nie dbając o nic innego. Wei WuXian był taki zły, że rzucił się do przodu i zacisnął ramię wokół jego szyi.

Odpowiedz mi, jeśli słyszałeś! Guza szukasz?!

Wracaj do łóżka i się połóż!

Nie mogę, najpierw musimy coś sobie wytłumaczyć! Naprawdę nie powinieneś słuchać tych bzdur.

Jakich bzdur?

Te słowa plamią usta, nawet jeśli tylko się je wypowie. Moi rodzice naprawdę istnieli na tym świecie i nie chcę, by ludzie przypisywali mnie do innych domów! – Obejmując Jiang Chenga ramieniem, udało mu się zaciągnąć go do drewnianego ogrodzenia stojącego po drugiej stronie korytarza. Usiedli razem. – Bądźmy wobec siebie szczerzy, nie ukrywaj dąsów w sercu. Jesteś jedynym synem wujka Jianga i przyszłym liderem sekty. To oczywiste, że będzie wobec ciebie bardziej surowy. Jiang Cheng zerknął na niego. – Ale ja jestem inny. Jestem synem kogoś innego. Moi rodzice byli dobrymi przyjaciółmi wujka Jianga, więc to oczywiste, że mi trochę odpuszcza. Chyba rozumiesz taki powód, prawda?

Nie jest wobec mnie bardziej surowy, po prostu mnie nie lubi – parsknął Jiang Cheng.

Jak mógłby istnieć ktoś, kto nie lubi własnego syna? Przestań tak myśleć! Pobiję każdego, kto lubi plotkować i to tak mocno, że własne matki ich nie rozpoznają!

A jednak ktoś taki istnieje. Nie lubi mojej matki, więc mnie także.

Ciężko było temu zaprzeczyć.

Wszyscy wiedzieli, że trzecia dama Yu w młodości kultywowała razem z Jiangiem FengMianem. Jego charakter był delikatny, a jej osobowość surowa. Nie łączyło ich zbyt wiele. Choć pochodzili z tych samych środowisk, to nikt nie uważał ich za parę. Później CangSe SanRen zeszła z góry i mijając Yunmeng, zaprzyjaźniła się z FengMianem. Nawet wiele razy udali się wspólnie na nocne łowy. Darzyli się wzajemnym szacunkiem i wielu sądziło, że CangSe SanRen zostanie kolejną panią Przystani Lotosów.

Jednak niedługo sekta MeishanYu zaproponowała zawiązanie sojuszu poprzez małżeństwo. Ówczesny lider YunmengJiang był zainteresowany, jednak Jiang FengMian nie miał zamiaru tego zrobić. Nie podobało mu się zachowanie Yu ZiYuan i uważał, że nie będą do siebie pasowali. Kilka razy grzecznie odmówił, ale MeishanYu miało sporo argumentów za i naciskało na Jiang FengMiana, który był wtedy jeszcze młody i nie miał powodów do odmowy. Do tego CangSe SanRen została partnerką kultywacyjną jego najbardziej lojalnego służącego, Weia ChangZe, odjeżdżając w stronę zachodzącego słońca, więc w końcu się poddał.

Choć Jiang i Yu byli małżeństwem, to bardzo wobec siebie niechętnym. Zawsze żyli oddzielnie i ciągle się kłócili. Nikt nie wiedział, co tak naprawdę zyskali na tył połączeniu z wyjątkiem wzmocnienia swoich sekt.

Założyciel sekty YunmengJiang, Jiang Chi, był wędrownym kultywatorem, tworząc miejsce szczere i niepodlegające żadnym ograniczeniom. Maniery pani Yu były tego totalną przeciwnością, a Jiang Cheng w pełni wdał się w matkę. Nigdy nie podobał się Jiang FengMianowi. Od urodzenia był nauczany na wiele sposobów, ale nie dało się go zmienić i dlatego jego ojciec zawsze wydawał się za nim nie przepadać.

Jiang Cheng odepchnął dłoń Wei WuXiana i wstał, wyładowując swoją złość.

Wiem! Wiem, że nie mam osobowości, która mu się podoba, że nie jestem dziedzicem, którego pragnie. Myśli, że nie zasługuję na bycie liderem sekty, że nie rozumiem naszego motta, że w ogóle tego nie czuję! To wszystko prawda! Zabiłeś z Lanem WangJi Xuanwu Zagłady, kąpiąc się w krwi! Czy to nie wspaniałe?! Ale co ze mną?! – Uderzył pięścią w kolumnę, zaciskając zęby. – Od wielu dni byłem w biegu, padając z nóg i nie mając nawet chwili na odpoczynek!

Co z tego, że jest jakieś motto? Czy trzeba w ogóle brać je pod uwagę? Spójrz na zasady sekty GusuLan. Jest ich ponad trzy tysiące! Gdyby ktoś ich przestrzegał, to czy wciąż byłby żywy? – powiedział Wei WuXian, zeskakując z ogrodzenia. – I kto powiedział, że bycie liderem oznacza dostosowanie się do stylu sekty? YunmengJiang miało tylu przywódców, że nie wierzę, by każdy był taki sam. Nawet w GusuLan był odmieniec jak Lan Yi, ale czy ktoś zanegowałby jej umiejętności? Czy ktoś pominąłby ją, mówiąc o sławnych kultywatorach sekty Lan? Kto mógłby zapomnieć o jej technice, Morderczym akordzie?

Jiang Cheng milczał, tak jakby w końcu się uspokoił. Wei WuXian znowu położył dłoń na jego ramieniu.

W przyszłości będziesz liderem, a ja twoim podwładnym, jak nasi ojcowie. Co z tego, że GusuLan ma Dwa Jadeity? YunmengJiang będzie miało Dwie Dumy! Więc się zamknij. Kto powiedział, że nie zasługujesz na bycie liderem? Nikt nie może tak powiedzieć, nawet ty. Chyba że guza szukasz.

Jiang Cheng parsknął.

Widzisz, w jakim teraz jesteś stanie? Kogo mógłbyś pobić?

Mówiąc to, uderzył Wei WuXiana w sam środek piersi. Choć na ranę zostały już zaaplikowane leki, to tak nagłe uderzenie wciąż wywołało intensywny ból.

Jiang Cheng! Szykuj się na śmierć! – ryknął Wei WuXian.

Jiang Cheng zrobił unik, odkrzykując:

Skoro teraz tak cierpisz, to po co zgrywałeś wtedy bohatera?! Dobrze ci tak! To świetna nauczka!

Zgrywałem bohatera? Też nie miałem wyboru. Zareagowałem, zanim zdążyłem się zastanowić! Przestań uciekać, tym razem ci odpuszczę. Muszę o coś zapytać! Miałem przy sobie perfumowaną saszetkę. Była pusta. Widziałeś ją?

Tą od MianMian? Nie, nie widziałem.

Później będę musiał ją znaleźć, by dała mi jeszcze jedną – powiedział z żalem Wei WuXian.

Jiang Cheng zmarszczył brwi.

A ty znowu swoje. Nie lubisz jej, prawda? Wygląda nieźle, ale to oczywiste, że ma nieodpowiednie pochodzenie. Może nawet nie jest uczniem, bo wygląda na córkę służącego.

Co jest złego w służących? Ja też jestem synem służącego, prawda?

Jak można was w ogóle porównywać? Który służący jest jak ty i oczekuje, że pan obierze mu nasiona lotosu i ugotuje zupę? Nawet ja nie dostałem porcji!

Jeśli chcesz, to możesz poprosić starszą siostrę, by ci trochę ugotowała. A właśnie, rozmawialiśmy o Lan Zhanie. Czy zostawił dla mnie wiadomość? Czy odnalazł się jego brat? Jak sytuacja w Gusu?

Oczekiwałeś, że zostawi ci wiadomość? Masz szczęście, że cię nie zadźgał. Wrócił do siebie. Lan XiChena nie odnaleziono, a Lan QiRen pada z przepracowania.

Co z liderem ich sekty?

Zmarł.

Tłumaczenie: Ashi

10 Comments

  1. Avatar Gladiolus

    Dziękuję za rozdział! Byłam zaskoczona, gdy weszłam na stronę i zobaczyłam aktualizacje. Nie mogę się opanować i często tutaj zaglądam, a dzisiaj czekała na mnie tak fantastyczna niespodzianka :ekscytacja: Mój dzień od razu stał się pogodniejszy:)))
    Po oglądaniu anime człowiek coś tam się orientuje w akcji, ale bardzo się cieszę, że możemy poznać prawdziwą historię, a nie jej przeróbki. Chociaż nie mogę powiedzieć, że są jakieś złe czy słabe. Również je lubię, ale wersja bez cenzury jest znacznie lepsza :zachwyt:
    Ostatnio zainteresowałam się oglądaniem dramy „the Untamed”. Jestem dopiero na początku, ale polecam fanom:)))
    Pozdrawiam Cię ciepło Ashi i życzę duuuuużo pozytywnej energii :)))

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: