Mo Dao Zu Shi

Rozdział 54 – Odwaga IV14 min. lektury

Czując, że byli prawdopodobnie wystarczająco daleko, by żółw im nie zagrażał, Wei WuXian się odwrócił i delikatnie postawił Lana WangJi na ziemi.

Jego noga od początku nie była w najlepszym stanie, a teraz jeszcze ugryzła ją bestia i rana była mokra. Białe szaty chłopaka zabarwione były wszędzie czerwienią. Wyraźnie było widać rzędy nakłuć zrobionych przez kły bestii. Nie był w stanie ustać na nogach, przewracając się na ziemię, jak tylko Wei WuXian go puścił.

Młodszy chłopak schylił się na chwilę, by obejrzeć ranę. Wstając ponownie, przeczesał pobliską część jaskini kilka razy. Udało mu się znaleźć parę rosnących pod ziemią krzaków, z których wygrzebał grubsze i prostsze gałęzie. Starł z nim powierzchowny brud skrawkiem szaty i przykucnął przed Lanem WangJi.

Masz jakiś sznurek? Ej, twoja wstążka na czoło może się nadać. Dalej, zdejmij ją.

Zanim Lan WangJi mógł odpowiedzieć, Wei WuXian szybko sięgnął i zdjął mu wstążkę. Kilkoma szybkimi ruchami użył jej jako bandaża, prostując nogę chłopaka i przywiązując ją mocno do gałęzi.

Lan WangJi otworzył szeroko oczy, będąc nagle pozbawionym swojej wstążki.

Ty…!

Wei WuXian zwinnie skończył wiązać supeł.

Jak to „ja”? Biorąc pod uwagę naszą obecną sytuację, nie powinniśmy się teraz tym przejmować. Bez względu na to, jak bardzo lubisz swoją wstążkę, to nie może być ważniejsza od twojej nogi, prawda? – pocieszał chłopaka Wei WuXian, klepiąc go po ramieniu.

Lan WangJi położył się, zbyt zmęczony, by dłużej siedzieć albo zbyt wściekły, by coś powiedzieć. Nagle Wei WuXian poczuł słaby, ziołowy zapach. Sięgając za pazuchę, wyciągnął małą saszetkę.

Mokra saszetka wisiała na sznurkach, delikatna i w jakiś sposób żałosna. Przypominając sobie, jak MianMian mówiła, że w środku są zioła lekarskie, natychmiast ją otworzył i odkrył, że rzeczywiście coś takiego w niej było, razem z kilkoma małymi kwiatkami. Wszystko było częściowo wysuszone i poszatkowane.

Lan Zhan, Lan Zhan, obudź się. Usiądź na chwilę. Mam tu perfumowaną saszetkę. Zobacz, czy możemy wykorzystać któreś z nich.

Szarpiąc, ciągnąc i nie chcąc się poddać, zmusił w końcu Lana WangJi do podniesienia się, choć wyraźnie był bardzo zmęczony. Przeglądając zioła, naprawdę zobaczył parę, które mogły zatrzymać krwawienie lub usunąć truciznę z organizmu.

Nie wierzę, że perfumowana saszetka jakiejś dziewczyny okazała się tak przydatna – powiedział Wei WuXian, wyjmując użyteczne zioła. – Będę musiał jej odpowiednio podziękować, jak wrócimy.

Nie masz przypadkiem na myśli „odpowiednio się z nią podroczyć”? – odpowiedział chłodno drugi chłopak.

O czym ty mówisz? To nie jest droczenie się, jeśli ja to robię. Co innego, jeśli przywala się ktoś tak obleśny, jak Wen Chao. No dalej, rozbierz się.

Lan WangJi zmarszczył lekko brwi.

Co?

Jak to co? Zdejmij ubrania!

Zrobił dokładnie to, co powiedział. Złapał za poły szaty Lana WangJi, rozsuwając je na boki i odsłaniając śnieżnobiałą pierś i ramiona.

Starszy chłopak został nagle pchnięty na ziemię i siłą zdjęto mu szatę wierzchnią. Jego twarz była prawie zielona.

Wei Ying! Co próbujesz zrobić?!

Wei WuXian podarł jego szatę na pasy.

Co próbuję zrobić? Na razie jesteśmy tu sami. Bardziej oczywiste to chyba nie może być. Jak myślisz, co próbuję zrobić?

Jak skończył mówić, to wstał i rozwiązał pas. Jakby z uprzejmości się odwdzięczał, odsłonił też własną pierś. Z wyraźnie zarysowanymi obojczykami, linie jego torsu były gładkie. Choć praktycznie epatował młodością, to był pełen młodzieńczej energii i siły.

Obserwując jego ruchy, Lan WangJi na przemian bladł, rumienił się i robił zdenerwowaną minę. Jego krew wrzała, jakby zaraz miała wyrwać mu się z piersi. Wei WuXian uśmiechnął się i podszedł krok bliżej. Tuż przed twarzą Lana WangJi zdjął swoją przemoczoną szatę wierzchnią. Uniósł ją w jednej ręce, po czym wypuścił, pozwalając jej upaść na ziemię.

Wei WuXian wzruszył ramionami.

Zdjęliśmy szaty wierzchnie, więc pora na spodnie.

Lan WangJi chciał wstać, ale był ranny w nogę. Ze względu na przebytą walkę i zbierającą się w nim furię, im bardziej się denerwował, tym bardziej nie mógł się podnieść. Jego całe ciało było zmęczone. Aż w końcu z intensywnej złości naprawdę wykaszlał garść krwi.

Widząc to, Wei WuXian natychmiast przykucnął i stuknął kilka punktów akupunkturowych na jego piersi.

Dobra, pozbyłeś się złej krwi. Nie musisz mi dziękować!

Kiedy wypluł czarnawą krew, Lan WangJi natychmiast poczuł, jak ból i irytacja odlatują z jego piersi. W końcu zrozumiał, co zrobił Wei WuXian.

Kiedy wspinali się na zbocze góry, chłopak odkrył, że Lan WangJi wyglądał gorzej niż zwykle. Domyślił się, że ponura energia zebrała się w jego piersi, więc specjalnie starał się go nastraszyć i sprowokować, żeby pozbył się zalegającej krwi.

Widział, że zostało to zrobione z dobrej woli, ale Lan WangJi i tak był trochę zirytowany.

…Możesz już tak nie żartować?!

Taki zator jest naprawdę niezdrowy. Na szczęście wystarczy kogoś przestraszyć, by go usunąć. Nie martw się, nie lubię mężczyzn i nie wykorzystam okazji, by coś ci zrobić.

Żałosne!

Wei WuXian już dawno zauważył, że dzisiaj nastrój jego towarzysza był wyjątkowo zły. Nie protestował więcej, machając tylko ręką.

Okej, okej. Niech będzie, że to jest żałosne. Ja jestem żałosny. Najbardziej żałosny na świecie.

Jak to mówił, to zimne podziemne powietrze wspięło się po jego karku, wywołując dreszcze. Natychmiast wstał, zebrał kupę suchych liści i gałęzi, po czym znowu na dłoni namalował talizman ognia.

Prowizoryczny opał zajął się ogniem, co chwila puszczając w niebo kilka iskier. Wei WuXian starł wybrane zioła na papkę, rozerwał nogawkę spodni Lana WangJi i nałożył je równomiernie na paskudne dziury, które dopiero co przestały krwawić.

Nagle Lan WangJi uniósł ramię i go zatrzymał.

Co się stało? – zapytał Wei WuXian.

Jasnooki bez słowa wziął trochę ziół z jego dłoni i przycisnął je do piersi drugiego chłopaka.

Ach! – krzyknął cicho, drżąc.

Wei WuXian zapomniał, że także miał świeżą ranę wywołaną rozpalonym kawałkiem żelaza. Wciąż krwawiła i także została zamoczona w brudnej wodzie.

Lan WangJi zabrał dłoń. Młodszy chłopak syknął kilka razy, a potem po trochu odkleił zioła, znowu smarując nimi nogę Lana WangJi.

Nie zwracaj na mnie uwagi. Często jestem ranny i nawet wtedy bawię się w jeziorze lotosów. Już dawno się przyzwyczaiłem. Zresztą ile ziół jest w tak małej sakiewce? Za mało. Myślę, że twoje trzy dziury potrzebują ich o wiele bardziej… Ach!

Mina Lana WangJi pociemniała. Po chwili powiedział:

Skoro wiesz, że to boli, to następnym razem nie działaj tak pochopnie.

To nie tak, że miałem wybór, no nie? Myślisz, że lubię, jak mnie przypalają? Kto by pomyślał, że Wang LingJiao jest tak bezduszna. Prawie przyłożyła jej ten kawał żelaza do oka! MianMian to dziewczyna, a do tego ładna. Gdyby była ślepa na jedno oko albo odcisnęłaby jej to piętno na twarzy, to zostałoby jej to do końca życia. To by było okropne.

Ta rzecz na twoim ciele także nie zejdzie do końca twojego życia – odpowiedział słabo Lan WangJi.

To co innego. Nie jest na twarzy i jestem mężczyzną. Czego mam się bać? Co to za mężczyzna bez paru ran i blizn? – Kucnął przy ogniu z obnażoną górną połową ciała i podniósł gałąź, grzebiąc w ogniu, by mocniej płonął. – I jeśli spojrzysz na to z innej perspektywy, to choć to nie zniknie, to reprezentuje fakt, że ochroniłem panienkę. A ona z pewnością mnie po tym zapamięta. Nie zapomni mnie do końca życia. Jak o tym pomyślę, to całkiem…

Nagle Lan WangJi mocno go pchnął, wściekając się.

Więc wiesz, że nie zapomni cię końca życia!

Wei WuXian przewrócił się na ziemię i oblał zimnym potem z bólu, jęcząc głośno.

Lan Zhan… Czy coś ci zrobiłem?! To byłoby wystarczającą zemstą za zabicie twojego ojca!

Słysząc to, Lan WangJi zacisnął pięści. Chwilę później się rozluźnił i wyglądał, jakby chciał pomóc chłopakowi wstać. Jednak Wei WuXian usiadł o własnych siłach i się cofnął.

Dobra, dobra! Wiem, że mnie nie lubisz. Siądę dalej. Nie podchodź! I mnie już nie popychaj. To strasznie bolesne.

Rana była po lewej stronie, więc zaczynała boleć, kiedy unosił lewe ramię. Skulił się trochę. Po chwili podniósł porwane na pasy białe ubrania i prawą dłonią rzucił je do Lana WangJi.

Sam możesz je zawiązać. Ja nie podejdę.

Po wymówieniu tych słów przesunął swoje mokre ubrania bliżej ognia, by wyschły. Minęła chwila. Żaden z nich się nie odzywał.

Lan Zhan, naprawdę jesteś dzisiaj dziwny – zaczął znowu Wei WuXian. – Jesteś niemiły. To do ciebie niepodobne.

Jeśli nie masz takich intencji, to nie flirtuj z innymi. Robisz, co chcesz, igrając z cudzymi uczuciami.

To nie tak, że flirtuję z tobą, więc nie igram także z twoimi uczuciami, chyba że…

Chyba że co? – zapytał ostro Lan WangJi.

Chyba że lubisz MianMian, Lan Zhan!

Proszę, nie pleć bzdur – powiedział chłodno Lan WangJi chwilę później.

No dobrze, będę plótł co innego.

Czy bawią cię takie błahe gry słowne?

Bardzo. Ale uwierz, moje słowa są tak samo błahe, jak czyny, czyli wcale.

Lan WangJi wymamrotał coś pod nosem.

Dlaczego siedzę tu i prowadzę z tobą tak bezużyteczną konwersację?

Jakimś cudem Wei WuXian znowu się przesunął i usiadł obok niego, mówiąc dalej i mając gdzieś konsekwencje.

No nie ma innego wyboru. Jesteśmy jedynymi pechowymi duszami, które tu zostały, prawda? Jeśli nie będziesz ze mną prowadził bezużytecznych konwersacji, to z kim?

Lan WangJi zerknął na chłopaka, który najwyraźniej zapomniał o przeszłych urazach, jak tylko zniknął ból. Wei WuXian już miał się do niego szeroko uśmiechnąć, kiedy zobaczył, jak ten opuszcza głowę.

Aaaaaaaaach! Przestań! Przestań, przestań, przestań!

Starszy chłopak wgryzł się mocno w jego ramię. Słysząc Wei WuXiana, nie tylko nie przestał, ale jeszcze mocniej się w niego wpił.

Przestaniesz?! Kopnę cię, jeśli się nie oderwiesz! Nie myśl sobie, że cię nie kopnę, bo jesteś ranny! Przestań gryźć! Przestań gryźć! Odejdę, odejdę! Odejdę, odejdę, jeśli przestaniesz, odejdę! Lan Zhan, dzisiaj zwariowałeś! Jesteś psem! Jesteś psem! Przestań gryźć!

Kiedy Lan WangJi w końcu skończył swój napad i poczuł satysfakcję, Wei WuXian zerwał się na nogi i uciekł na drugą stronę jaskini.

Nie podchodź!

Chłopak wyprostował się powoli, poprawił włosy i ubrania, nic nie mówiąc i spokojnie spoglądając na ziemię. Zachowywał się, jakby pewna osoba, która przed popychała, krzyczała i gryzła, nie miała z nim nic wspólnego. Wei WuXian spojrzał na ślad po ugryzieniu i wstrząśnięty kucnął. Zwinięty w kącie dalej grzebał kijem w ognisku, nie pojmując sytuacji.

Jak Lan Zhan mógł to zrobić? Choć mnie uratował, a nawet można powiedzieć, że ja także go uratowałem, prawda? To nie tak, że pragnę wdzięczności czy coś, ale dlaczego nie możemy zostać przyjaciółmi, kiedy tyle razem przeszliśmy? Nie mówcie, że… Że jestem tak irytujący, za jakiego uważa mnie Jiang Cheng?!

Już zaczynał w siebie wątpić, kiedy Lan WangJi powiedział:

Dzięki.

Przez chwilę Wei WuXian myślał, że mu się przesłyszało. Spojrzał na towarzysza, który także na niego patrzył i z powagą powtórzył:

Dzięki.

Widząc, jak opuszcza lekko głowę, Wei WuXian przestraszył się, że zacznie go czcić na klęczkach. Szybko przemknął na bok.

Nie ma takiej potrzeby, nie ma potrzeby! Mam taki problem, że nie potrafię zdzierżyć, kiedy inni mi dziękują, szczególnie ludzie tacy jak ty, którzy robią to z taką powagą. To takie dziwne, że aż dostaję ciarek. Czczenie mnie na klęcząco jest tym bardziej zbyteczne.

Za dużo sobie wyobrażasz. Nawet gdybym chciał cię czcić, to nie mogę się ruszyć – odpowiedział obojętnie Lan WangJi.

Wyglądało na to, że wrócił do normy i nawet dwukrotnie podziękował Wei WuXianowi. Ten był tak zachwycony, że nie mógł się powstrzymać przed chęcią ponownego przysunięcia się bliżej. Był osobą, która lubiła być ramię w ramię z innymi, ale lekki ból po ugryzieniu przypomniał mu, że Lan Zhan chwilę temu się wściekł i może znowu to powtórzyć.

Natychmiast się opanował i spojrzał na sufit, poważnie mówiąc:

Jiang Cheng i pozostali uciekli, więc pewnie w dwa dni zejdą do podnóża góry. Później z pewnością wrócą do domów, zamiast zgłosić się do klanu Wen. Jednak zabrano im miecze, więc nie wiadomo, ile zajmie im znalezienie pomocy. Obstawiam, że trochę tu zostaniemy. Będziemy musieli znaleźć inny sposób na rozwiązanie paru spraw. – Przerwał na chwilę, po czym kontynuował: – Dobrą rzeczą jest to, że potwór siedzi w wodzie i nas nie goni, ale jednocześnie jest to spory problem. Chroni dziurę znajdującą się na dnie, więc nie będziemy w stanie się wydostać.

Możliwe, że to nie jest potwór. Jak według ciebie wygląda?

Jak żółw!

Jest jedna niebiańska istota, która przyjmuje taką postać.

Niebiańska bestia Xuanwu?

Xuanwu, zwany Podziemnym Xuanwu, to połączenie żółwia i węża. Był wodnym bóstwem, które zamieszkiwało morze Północne. Podziemie także znajdowało się na Północy, więc znano go także jako Boga Północnego Nieba.

Lan WangJi przytaknął. Wei WuXian się uśmiechnął.

Jak niebiańska bestia może tak wyglądać? Ma całą paszczę kłów i je ludzkie mięso. Zbyt bardzo różni się od legend.

Oczywiście, że to nie prawdziwy Niebiański Xuanwu. Raczej wygląda, jakby nie wyszło mu wzniesienie się do boskości, więc przeistoczył się w demona. Innymi słowy, to zdeformowany Niebiański Xuanwu.

Zdeformowany?

Czytałem o tym w antycznych tekstach. Czterysta late temu pojawił się „fałszywy Xuanwu” i zaczął siać spustoszenie w Qishan. Był ogromny i pożerał ludzi. Jeden z kultywatorów nazwał go „Xuanwu Zagłady”.

Istotą, na której łowy zabrał nas Wen Chao, jest czterystuletnia bestia? Xuanwu Zagłady?

Wydaje się większy od bestii opisanej w manuskrypcie, ale to powinien być on.

Minęło już czterysta lat, więc to oczywiste, że urósł. Jednak czy go wtedy nie zabito?

Nie. Kilku kultywatorów połączyło siły i planowało razem go zabić, ale pewnego zimowego dnia spadło mnóstwo śniegu i było niezwykle zimno. Później już go nigdy nie widziano.

Hibernował.

Tłumaczenie: Ashi

8 Comments

  1. Avatar Dzadza14

    Ciekawy rozdzialik. Hmm w anime chyba ucięli ten wątek z gryzieniem i też nie pamiętam żeby się rozbierali. Chyba, że mam sklerozę. :D
    Dzięks i czekam na więcej.

    Odpowiedz
  2. Avatar Badacz Sweevil

    Dziękuję ślicznie za kolejny rozdział. :zachwyt: Bije pokłony w podziękowaniu. :zachwyt2:
    Przepraszam, że tak późno, ale tak człowiek zawalony robotą, że czasu brak na wszystko. :płaku:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: