Mo Dao Zu Shi

Rozdział 53 – Odwaga III19 min. lektury

Wysepka” szybko przemieściła się w kierunku brzegu.

Nadejście nieznanej istoty wywołało dziwne napięcie. Z wyjątkiem paru osób – Lan Wangjiego, Jin Zixuana, Jiang Chenga i Wen Zhuliu – wszyscy się chwiejnie cofali. Spodziewali się, że istota lada moment wyskoczy z wody, lecz ta nagle się zatrzymała.

Śpiąca bestia obudziła się, bo Wei Wuxian wskoczył na jej grzbiet. Teraz chłopak nie śmiał działać pochopnie. Stał nieruchomo i czekał.

Na ciemnej tafli jeziora otaczającej „wysepkę” unosiło się kilka liści klonu w wyjątkowo jasnym odcieniu czerwieni.

Pod nimi w głębi było coś, co wyglądało jak para błyszczących luster z brązu. Robiły się coraz większe, zbliżając się do nich. Wei Wuxian przeklął pod nosem. Odsunął się, ciągnąc za sobą Wen Chao, kiedy powierzchnia, na której stał, znowu się zatrzęsła i zaczęła nagle unosić. „Wysepka” podpłynęła do góry, a z wody wydobyła się czarna jak węgiel głowa bestii z kilkoma liśćmi klonu na pysku.

Pośród krzyków istota powoli odwróciła łeb, spoglądając masywnymi oczami na stojących na jej grzbiecie ludzi. Okrągła głowa bestii wydawała się dość dziwna, jednocześnie będąc podobną do pyska żółwia i węża. Spoglądając tylko na nią, miało się wrażenie, że to gigantyczny wąż, ale po przyjrzeniu się reszcie ciała, które znacznie wyłoniło się z wody, widać było, że to…

Ale wielki… Żółw… – wymamrotał Wei Wuxian.

To nie był zwyczajny żółw.

Gdyby wpadł na tereny treningowe Przystani Lotosów, to sama jego skorupa wypełniłaby całe pole do sztuk walki. Nawet trzech tęgich mężczyzn nie byłoby w stanie objąć czubka tego ciemnego łba. Nie wspominając, że zwykły żółw nie mógłby wysunąć ze skorupy długiej, wijącej się jak wąż szyi, a także nie miał paszczy pełnej skrzyżowanych kłów czy ostrych szponów.

Wei Wuxian spojrzał w parę wielkich, złotych oczu. Miały podłużne źrenice, których grubość się zmieniała, jakby korygowały ostrość widzenia, by dokładnie sprawdzić, co siedzi na grzbiecie.

Wyglądało na to, że bestia miała również wzrok węża – nie był zbyt dobry. O ile się nie ruszą, to może nie zostaną zauważeni.

Nagle dwa strumienie pary wodnej dmuchnęły z otworów węchowych.

Liście klonu, które wcześniej unosiły się na powierzchni, teraz były niedaleko nosa bestii. Chuchnęła, bo pewnie ją łaskotały. Wei Wuxian dalej stał nieruchomo, jakby był posągiem. Jednak ten drobny ruch przeraził Wen Chao na śmierć.

Syn lidera sekty Wen wiedział, że kreatura najbardziej na świecie pragnęła rzezi. Widząc, jak nagle dmuchnęła parą, założył, że zaraz wpadnie w szał.

Dlaczego jeszcze mi nie pomagasz?! Pomóż mi! Na co czekasz?! – krzyknął do Wen Zhuliu, który stał na brzegu, ignorując miecz przyłożony do szyi.

Idiota! – zaklął Jiang Cheng przez zaciśnięte zęby.

Jedna z tych dwóch dziwnych rzeczy, które miał przed oczami, nagle zaczęła wić się jak robak i piszczeć. Żółw natychmiast poczuł się sprowokowany. Cofnął swój wężowy łeb, po czym szybko zaatakował. Jego paszcza wypełniona żółto-czarnymi kłami otworzyła się szeroko, kiedy się na nich rzucił.

Wei Wuxian się zamachnął. Miecz Wen Chao poleciał z prędkością strzały w kierunku miejsca, w którym powinno być serce bestii.

Jednak jej ciało pokrywały czarne łuski, więc miała skórę twardszą od zbroi. Ostrze z brzękiem skrzesało chmarę iskier, jakby uderzyło w żelazo, po czym wpadło do wody. Bestia się zawahała, a jej wielkie oczy skierowały się w stronę miecza, który błyszczał jasno nawet pod taflą jeziora. Wykorzystując tę okazję, Wei Wuxian odepchnął się stopami i wyskoczył razem z Wen Chao na inną wysepkę, myśląc: „Błagam, nie mówcie, że to kolejny wielki żółw!”.

Nagle usłyszał krzyk Jiang Chenga.

Uważaj! Ręka topiąca rdzeń nadchodzi!

Wei Wuxian odwrócił się i zobaczył parę ogromnych dłoni bezdźwięcznie się do niego zbliżających. Odruchowo odparł atak mężczyzny. Czuł dziwną moc, wydobywającą się od Wen Zhuliu, wyjątkowo silną i mroczną, jakby coś miało zaraz zostać z niego wydarte. Chłopak instynktownie cofnął rękę, a przeciwnik wykorzystał tę szansę, by chwycić Wen Chao i zabrać go na brzeg. Wei Wuxian przeklął pod nosem i podążył za nimi. Wszyscy uczniowie klanu Wen zdjęli z pleców łuki i cofnęli się, celując w bestię. Strzały poleciały jak deszcz, stukając, kiedy uderzyły w łuski i skorupę. Wszędzie poleciały iskry. Choć atak wydawał się dość intensywny, to w rzeczywistości nie miał sensu. Żadna ze strzał nie przyniosła efektu, nie robiąc nic poza podrapaniem bestii tam, gdzie ją swędziało. Wielki łeb machał z prawej na lewą. Skóra poza jego skorupą wyglądała jak czarne kamienie. Nawet jeśli strzały trafiły, to nie mogły jej przebić.

Wei Wuxian obserwował, jak jeden z uczniów klanu Wen dyszał ciężko, nakładając strzałę na cięciwę. Męczył się, by ją naciągnąć, ale nie dawał rady. Nie będąc w stanie tego dłużej tolerować, Wei Wuxian wyrwał mu łuk i kopnął go na bok. W kołczanie zostały trzy strzały. Wziął wszystkie na raz, naciągnął maksymalnie cięciwę i wycelował. Żyłka zaskrzypiał mu przy uchu. Już miał puścić, kiedy z tyłu usłyszał nagły krzyk.

Był to wrzask pełen strachu. Odwracając się, Wei Wuxian zobaczył Wang Lingjiao rozkazującą trzem służącym. Dwóch trzymało mocno MianMian w miejscu, ściskając jej twarz, a trzeci uniósł żegadło i wycelował je prosto w jej policzek.

Koniec był tak gorący, że aż skwierczał, płonąc na czerwono. Wei Wuxian stał nieopodal, więc widząc, co się dzieje, natychmiast zmienił cel i wystrzelił.

Każda ze strzał trafiła w jedną osobę, powalając ich bezdźwięcznie na ziemię. Jednak zanim cięciwa przestała wibrować, Wang Lingjiao nagle chwyciła żelazo i łapiąc MianMian za włosy, skierowała je na jej twarz.

Choć poziom kultywacji Wang Lingjiao był niezwykle niski, jej ruchy były szybkie i okrutne. Gdyby naprawdę to zrobiła, to nawet gdyby udało się ocalić oko MianMian, jej twarz zostałaby całkiem oszpecona. Cóż za podła kobieta, która w tak niebezpiecznej sytuacji, kiedy wszyscy myśleli tylko o ucieczce, wciąż chciała kogoś zranić?!

Pozostali uczniowie naciągali cięciwy i całą uwagę poświęcali bestii. Nikogo nie było w pobliżu. Wei Wuxian nie miał więcej strzał ani czasu, by komuś kilka zabrać. Podbiegł więc szybko, jedną dłonią odtrącając rękę, którą Wang Lingjiao złapała za włosy MianMian, a drugą z impetem uderzając w jej pierś. Kobieta poleciała w tył, a z jej ust chlusnęła krew, jednak końcówka żelaza zdążyła dotknąć piersi Wei Wuxiana.

Chłopak poczuł swąd palonych ubrań i skóry, razem z przerażającym zapachem pieczonego mięsa. Pod obojczykiem niedaleko serca poczuł rozdzierający ból, który stłumił wszystko inne. Zacisnął zęby, ale nie był w stanie powstrzymać wypełnionego cierpieniem ryku, który siłą wydarł się z jego gardła.

Jego własne uderzenie też nie było lekkie. Wang Lingjiao poleciała daleko, chlapiąc wszędzie krwią i wyjąc, gdy tylko uderzyła o ziemię. Dłoń Jiang Chenga wycelowała w jej głowę.

JiaoJiao! JiaoJiao! Szybko, zabierz stamtąd JiaoJiao! – pisnął Wen Chao.

Wen Zhuliu zmarszczył brwi. Nic nie powiedział, ale szybko podbiegł, odpychając Jiang Chenga i podnosząc dziewczynę. Przyniósł ją do Wen Chao i rzucił mu pod nogi. Wang Lingjiao natychmiast rzuciła mu się w ramiona, dalej plując krwią i szlochając. Jiang Cheng rzucił się na Wen Zhuliu. Wen Chao zauważył, że oczy chłopaka były przekrwione i miał przerażającą minę. Pozostali gościnni uczniowie także byli wzburzeni, a w wodzie siedziała gigantyczna bestia, której przednia łapa właśnie tknęła brzegu. Wen Chao w końcu poczuł strach.

Wycofać się, natychmiast się wycofać!

Ci, którzy mu służyli, z wysiłkiem starali się wytrzymać i od dłuższej chwili czekali na rozkaz odwrotu. Słysząc te słowa, wskoczyli na miecze i od razu odlecieli. Ostrze Wen Chao zostało wrzucone przez Wei Wuxiana do wody, więc zabrał miecz kogoś innego i wskoczył na niego z Wang Lingjiao w ramionach. W mgnieniu oka zniknęli z szumem. Wszyscy uczniowie i służący natychmiast za nimi podążyli.

Przestańcie walczyć! Idziemy! – krzyknął Jin Zixuan.

Nikt i tak nie miał zamiaru dłużej się zmagać, szczególnie z bestią, która była jak góra głazów, lecz kiedy dotarli do wyjścia, zobaczyli pnącza, którymi zsunęli się wcześniej na dół, zwinięte na ziemi jak martwy wąż.

Ci popaprańcy! Odcięli pnącza!

Bez nich nie mieli jak wspiąć się na stromą, ziemistą ścianę. Dziura była trochę ponad dziewięć metrów nad nimi, a wdzierające się przez nią światło raziło w oczy. Chwilę później jasny okrąg się zmniejszył, jakby tiangou1 odgryzł kawałek księżyca.

Blokują wejście! – krzyknął ktoś z tłumu i ledwo skończył mówić, gdy światło całkiem zostało zasłonięte.

Głęboko pod ziemią zostało tylko kilka płonących pochodni oświetlających młode, niepewne twarze. Nikt nie był w stanie nic powiedzieć.

Chwilę później ciszę przerwały przekleństwa Jin Zixuana.

Ta piekielna para naprawdę na wszystko sobie pozwala, prawda?

To w porządku, nawet jeśli nie możemy wyjść… – wymamrotał jeden z chłopców. – Moi rodzice przyjdą mnie znaleźć. Jak o tym usłyszą, to na pewno zaczną szukać.

Kilka osób przytaknęło, ale ktoś od razu powiedział:

Na pewno myślą, że wciąż przechodzimy indoktrynację w Qishan. Dlaczego mieliby nas szukać? Wenowie zdecydowanie nie powiedzą prawdy i wymyślą jakąś wymówkę. A my możemy tylko tutaj zostać…

Możemy tylko tutaj czekać… Bez jedzenia… Razem z bestią…

Jiang Cheng podszedł powoli, podtrzymując Wei Wuxiana, akurat by usłyszeć to „bez jedzenia”.

Jiang Cheng, mam tutaj kawałek pieczonego mięska. Chcesz? – zażartował Wei Wuxian.

Spadaj! Naprawdę nie uczysz się na swoich błędach, prawda? Myślisz, że w jakiej jesteśmy sytuacji? Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo chcę zaszyć teraz twoje usta.

Jasne oczy Lan Wangjiego skierowały się w ich stronę i od razu przeskoczyły na MianMian, która szła za nimi, nie wiedząc, co zrobić. Łzy moczyły jej twarz, kiedy łkała, zaciskając dłonie na szacie i mamrocząc w kółko „przepraszam”. Wei Wuxian zasłonił uszy.

Ej, przestań płakać, dobra? To mnie przypalono, nie ciebie. Nie mów, że chcesz, bym cię pocieszył? Może ty mnie pocieszysz? Okej, wystarczy, Jiang Cheng. Przestań mnie nieść. To nie tak, że mam złamaną nogę.

Pozostałe dziewczyny otoczyły MianMian i zaczęły razem popłakiwać. Lan Wangji się odwrócił, by odejść.

Paniczu Lan, gdzie idziesz? Bestia wciąż czeka na nas w wodzie.

Wracam. Tam jest droga wyjścia.

Gdy usłyszeli, że jest wyjście, to nawet płacz ucichł.

Jaka? – zapytał Wei Wuxian.

W wodzie są liście.

Choć to zdanie zabrzmiało dość dziwnie, Wei Wuxian natychmiast zrozumiał. Na tafli ciemnego jeziora rzeczywiście dryfowało kilka liści, ale wewnątrz jaskini nie było ani klonów, ani żadnych oznak ludzkiej aktywności, a przy wejściu rosło drzewo banyan. Jednak liście klonu były czerwone jak ogień, popisując się swoją świeżością. Kiedy weszli na zbocze góry, to też zauważyli parę spływających strumieniem.

Jiang Cheng także zrozumiał.

Na dnie jeziora pewnie jest dziura połączona z zewnętrznym zbiornikiem wody. Pewnie tamtędy wpłynęły liście z leśnego strumienia.

Ale… Skąd mamy wiedzieć, czy ta dziura jest wystarczająco duża, byśmy się przez nią przecisnęli? Co, jeśli jest małą, wąską szparą? – powiedział ktoś nieśmiało.

Jin Zixuan zmarszczył brwi.

No i bestia uparcie pilnuje jeziora.

Wei Wuxian uniósł brzeg szaty, jedną dłonią wachlując ranę.

Ruszajmy, jeśli jest nadzieja. Tak czy siak, to lepsze niż siedzenie na tyłkach i czekanie na naszych rodziców. Co z tego, że pilnuje jeziora? Możemy ją wywabić na zewnątrz.

Po chwili negocjacji grupa wróciła tą samą drogą tam, skąd przyszła. Ukrywając się w dziurze, milcząco podglądali bestię.

Większość jej cielska wciąż znajdowała się w wodzie. Długie wężowe ciało wychynęło ze skorupy żółwia. Monstrum zbliżyło się do brzegu, otworzyło paszczę i delikatnie chwyciło zębami zwłoki, po czym wciągnęło je do swojej ciemnej, podobnej do zamku skorupy. Tak jakby chciało się nimi tam delektować.

Wei Wuxian rzucił pochodnię. Uderzyła w ścianę jaskini.

Dźwięk był wyjątkowo wyolbrzymiony w martwej ciszy podziemia. Głowa bestii natychmiast wysunęła się ze skorupy. W wąskich źrenicach odbijała się żwawo płonąca pochodnia. Istota powoli wyciągnęła szyję, będąc instynktownie przywabiona przez światło i ciepło.

Z tyłu Jiang Cheng bezdźwięcznie wskoczył do jeziora.

Sekta YunmengJiang osiedliła się w pobliżu wody. Umiejętności pływackie wszystkich jej uczniów były wyjątkowe. W chwili, kiedy Jiang Cheng zanurkował, wszystkie fale natychmiast zniknęły. Powierzchnia wody nawet się nie pomarszczyła. Wszyscy z zapartym tchem obserwowali taflę, co chwila spoglądając na potwora. Ich serca zamarły, gdy zobaczyli, że ogromny, czarny łeb niepewnie krążył wokół pochodni, zastanawiając się, czy się zbliżyć, czy nie.

Nagle bestia chyba zdecydowała spróbować, co to takiego, bo zbliżyła swój nos, który szybko poparzyły płomienie. Błyskawicznie cofnęła łeb, a dwa strumienie pary ze złości dmuchnęły z jej nozdrzy, gasząc ogień.

W tej samej chwili Jiang Cheng wypłynął na powierzchnię i wziął głęboki wdech. Wyczuwając, że jej terytorium zostało naruszone, stwór potrząsnął łbem i rzucił się w stronę chłopaka.

Zauważając sytuację, Wei Wuxian ugryzł się w palec i krwią nakreślił na dłoni coś nieczytelnego. Wybiegając z ukrycia, uderzył ręką o ziemię. Chwilę później ogień wysoki jak człowiek rozpalił się w tym miejscu.

Zaskoczony żółw odwrócił się i spojrzał w tamtą stronę. Jiang Cheng wykorzystał okazję, by wyjść na brzeg.

Na dnie jest dziura i nie jest zbyt mała! – krzyknął.

Co oznacza niezbyt mała?

Na raz przepłynie jakieś pół tuzina!

Słuchajcie wszyscy! Idźcie za Jiang Chengiem i wpłyńcie w podziemną dziurę. Ci, którzy nie są ranni, niech pilnują tych, którzy są, a ci, którzy umieją pływać, niech zwracają uwagę na tych, co nie umieją. Na raz przepłynie pół tuzina, więc się nie przepychajcie. Idźcie!

Gdy tylko skończył mówić, płomień powoli zaczął gasnąć. Przesunął się o jakieś dziesięć kroków w inną stronę, znowu uderzając ręką o ziemię i tworząc kolejny słup ognia. Złote oczy bestii wyglądały na czerwone przez płomienie. Wściekła zamachała łapami i wspięła się w stronę ognia, wlokąc swoje ogromne cielsko.

Co ty wyprawiasz?! – wściekał się Jiang Cheng.

Co ty wyprawiasz! Weź ich na dół!

Udało mu się wywabić potwora na brzeg. Na co czekali? Jiang Cheng zacisnął zęby.

Chodźcie tutaj. Ci, którzy nie dadzą sobie sami rady, niech staną po lewej, pozostali po prawej!

Wei Wuxian obserwował teren jaskini, wycofując się ze swoimi ogniami. Nagle poczuł przeszywający ból w ramieniu. Spoglądając w dół, zauważył, że został trafiony strzałą. Wyglądało na to, że uczeń sekty Lan, na którego łypnął wcześniej Lan Wangji, podniósł pozostawiony przez Wenów łuk i chciał postrzelić bestię. Jednak jego ręka najwyraźniej zadrżała, kiedy zdał sobie sprawę, jak jest zwinna i zamiast w nią trafił w Wei Wuxiana. Ten nie miał czasu wyjmować strzały, znowu uderzając ziemię ręką. Przeklął, dopiero kiedy pojawił się płomień.

Cofnij się! Nie rób mi żadnych problemów!

Uczeń planował trafić punkt witalny bestii jednym strzałem, by odzyskać trochę utraconej godności, jednak nie spodziewał się, że sprawy potoczą się w ten sposób. Blednąc jeszcze bardziej, rzucił się do wody i jak najszybciej uciekł.

Chodź tutaj! – Pospieszył Wei Wuxiana Jiang Cheng.

Już!

Jiang Chengowi wciąż została trójka uczniów, którzy nie umieli pływać. Można było ich uznać za ostatnią partię. Wiedział, że nie mogą dłużej czekać i zanurkował bez przyjaciela.

Wei Wuxian wyrwał strzałę z ramienia i dopiero po chwili zdał sobie sprawę ze swojej głupoty. Och, nie!

Zapach krwi sprowokował bestię. Jej szyja nagle wydłużyła się szybciej niż wcześniej, a paszcza rozchyliła szeroko. Zanim Wei Wuxian wymyślił, co teraz zrobić, jego ciało się przechyliło, kiedy ktoś pchnął go na bok.

Lan Wangji go odepchnął, a monstrum wykorzystało to, wgryzając się w nogę jasnookiego chłopaka.

Prawa noga Wei Wuxiana bolała na sam widok, jednak mina Lan Zhana pozostała niewzruszona. Zmarszczył tylko lekko brwi, po czym został odciągnięty przez potwora.

Oceniając po rozmiarze i sile bestii, pewnie mogła z łatwością przegryźć kogoś na pół. Na szczęście chyba nie lubiła jeść porwanego mięsa. Po wgryzieniu się w ofiarę chowała się w skorupie, by powoli się nią nacieszyć. W innym wypadku Lan Wangji na pewno nie miałby już nogi. Skorupa żółwia była niezwykle twarda, nie do przebicia żadnym ostrzem. Jeśli zawlecze go do środka, to chłopak pewnie zostanie tam na zawsze!

Wei Wuxian zerwał się do biegu. Łeb już miał się schować w środku, kiedy rzucił się na niego, łapiąc się za jeden z kłów.

Jego siła nie mogła być porównywana z siłą takiego potwora. Jednak w tej sytuacji życia i śmierci rozbudziła się w nim nadludzka moc. Oparł stopy o skorupę, a dłońmi z całych sił trzymał się kła. Jak wykałaczka zablokował jej drogę ucieczki, nie pozwalając bestii schować się w środku i cieszyć przysmakiem.

Lan Wangji nie spodziewał się, że będzie w stanie cokolwiek zrobić. Był kompletnie zszokowany.

Wei Wuxian bał się, że maszkara się wyrwie i albo ich pożre, albo odgryzie nogę Lan Wangjiego. Prawą dłonią nie puszczał górnego kła, a lewą chwycił za jeden z dolnych. Z całych sił naparł w przeciwne strony jednocześnie, aż na czole wyskoczyła mu żyłka tak mocno, że wyglądała jakby była na granicy pęknięcia. Cała jego twarz była czerwona od wysiłku.

Oba rzędy kłów głęboko wbiły się w krew i kości Lan Wangjiego, ale szczęka bestii naprawdę się powoli otwierała!

W końcu bestia nie była w stanie dłużej utrzymać ofiary i Lan Wangji wpadł do wody. Widząc, że już jest bezpieczny, prawie boska siła Wei Wuxiana natychmiast wyparowała. Puścił nagle, nie będąc w stanie dłużej utrzymać rozwartej paszczy potwora. Dwa rzędy kłów zatrzasnęły się z głośnym hukiem.

Wei Wuxian również wpadł do wody, lądując tuż obok Lan Wangjiego. Przekręcił się i jedną dłonią złapał chłopaka, odpływając. W sekundę przebył kilka metrów, tworząc w wodzie szeroką falę. Wyturlał się na brzeg i zarzucił sobie Lan Wangjiego na plecy, natychmiast zrywając się do biegu.

To ty?! – wypalił Lan Wangji.

To ja! Czy jesteś miło zaskoczony?

Głos Lan Wangjiego zadrżał pod wpływem niespotykanego uczucia, kiedy był niesiony na barana.

Jak to może być miłe? Puść mnie!

Wei Wuxian nie szczędził słów, choć uciekał przed śmiercią.

Czy nie stracę honoru, jeśli cię puszczę teraz, bo ty tak mówisz?

Ryk maszkary, który rozległ się za nimi, zawibrował głęboko w ich uszach i piersiach. Obaj poczuli, jak krew podchodzi im do gardeł. Wei Wuxian szybko zamknął usta, by móc biec dalej. Starając się uniknąć złapania przez wściekłą bestię, specjalnie wbiegał przez wąskie dziury, przez które skorupa żółwia by się nie przecisnęła. Nie wiedział, ile biegł bez chwili odpoczynku. W końcu zwolnił, nie słysząc żadnych dźwięków.

Zwalniając, obniżył swoją czujność i poczuł zapach krwi. Pomacał chwilę trzymaną nogę. Jego dłoń była pokryta mokrym szkarłatem.

Och nie, rana Lan Zhana znowu się pogorszy.


1. Tiangou – pies, który według chińskiego folkloru zjada księżyc, a potem go zwraca, będąc winnym faz księżyca.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36

Tom II
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57

Tom III
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83

Tom IV
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Posłowie autorki I
Posłowie autorki II

12 Comments

  1. smieciuszek baraluszek

    ech…
    coś myślę że chiny i polska pod względem seriali itp. to najlepsi przyjaciele
    ale nie ma co płakać bo przecież mam resztę rozdziałów do przeczytania ! później będziemy płakać że muszę czekać a jak opowieść się skończy to jednak nad rozlanym mlekiem będę ciągle płakać
    a w dodatku dowiedziałam się że 3 sezon z mdzs będzie 7 sierpnia
    i ty chyba ashi wiesz jaka jest twoja misja
    chociaż nie będzie tak źle :ekscytacja:

    Odpowiedz
  2. Gladiolus

    Cuuuuuuudoooooo!
    Bardzo dziękuję i kłaniam się do stópek Droga Ashi. Uwielbiam tą historię najbardziej chyba ze wszystkich. Przy ostatnich rozdziałach aż ledwo mogłam wytrzymać bez wiercenia się w fotelu z niecierpliwości co dalej. Ten stan prawdopodobnie stanie się chroniczny :facepalm: ale na tak fantastyczną historię warto czekać. W dodatku Twoje tłumaczenie jest płynne i dobrze się je czyta :ekscytacja:
    Mam nadzieję, że nie przestaniesz tłumaczyć Mo Dao Zu Shi :szok: :AAAA: :płaku: – krótka obrazkowa historia mojego emocjonalnego zgona jeśli by do tego doszło.

    Życzę Ci tony pozytywnej energii :ekscytacja: :zachwyt: :patriarcha:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: