Mo Dao Zu Shi

Rozdział 50 – Postęp V32 min. lektury

Kopnął szablę na bok i uciekł.

HuaiSang! HuaiSang! – krzyknął za nim Jin GuangYao. Już miał zacząć gonić chłopaka, kiedy Nie MingJue chłodnym tonem rozkazał:

Stój!

Jin GuangYao zatrzymał się i odwrócił.

Nadal śmiesz tu przychodzić? – Nie MingJue łypnął na niego, powstrzymując złość.

Przyszedłem przyznać się do błędu – odpowiedział cicho młodszy mężczyzna.

Co za człowiek… Jest bardziej bezwstydny ode mnie! – pomyślał Wei WuXian.

Czy kiedykolwiek przyznałeś się do błędu?

Jin GuangYao już miał odpowiedzieć, kiedy wrócił jeden z uczniów, którzy poszli po leki.

Liderze sekty i LianFang-Zunie, panicz zamknął drzwi i nie wpuszcza nikogo do środka.

Zobaczymy, jak długo tam będzie siedział. Jak śmie mi się przeciwstawiać?!

Dziękuję. Daj mi to lekarstwo, później mu zaniosę – powiedział życzliwie Jin GuangYao do ucznia, biorąc buteleczkę.

Po co tu przyszedłeś?

Zapomniałeś, bracie? Dzisiaj mam zagrać ci na guqinie.

Nie ustąpię w sprawie Xue Yanga. Nie musisz mi schlebiać. To na mnie nie działa – powiedział wprost Nie MingJue.

Po pierwsze, wcale ci nie schlebiam. Po drugie, skoro to nie działa, to dlaczego w ogóle się przejmujesz, czy ci schlebiam, czy nie?

Nie MingJue milczał.

Bracie, ostatnimi dniami stawałeś się coraz bardziej rygorystyczny wobec HuaiSanga. Czy to duch szabli…? – Po chwili przerwy kontynuował: – Czy HuaiSang nadal nie wie, o duchach szabli?

Dlaczego miałbym tak wcześnie mu o tym mówić?

Jin GuangYao westchnął.

HuaiSang jest przyzwyczajony do bycia rozpieszczanym, ale nie może przez całe życie był leniwym drugim paniczem QingheNie. Pewnego dnia zrozumie, że robisz to dla niego, tak jak ja rozumiem, że robisz to dla mojego dobra, bracie.

Brawo, brawo! Nie byłbym w stanie wypowiedzieć takich słów, nawet gdybym miał dwa życia, ale Jin GuangYao potrafi tak dostosować ton głosu, że to nie brzmi dziwnie. Wręcz przeciwnie, brzmi przyjemnie dla uszu! – pochwalił go w duchu Wei WuXian.

Jeśli naprawdę rozumiesz, to przyjdź do mnie z głową Xue Yanga w dłoni.

Tak jest – odpowiedział prawie natychmiast Jin GuangYao. Nie MingJue na niego spojrzał, a młodszy mężczyzna nie odwrócił wzroku, powtarzając: – Tak. Bracie, jeśli dasz mi ostatnią szansę, to za dwa miesiące przyjdę do ciebie z jego głową na tacy.

A jeśli nie będziesz mógł tego dokonać?

Wtedy będziesz mógł zrobić ze mną, co zechcesz, Bracie. – Ton Jina GuangYao był pewny.

Wei WuXian prawie zaczynał go szanować.

Choć zawsze bał się Nie MingJue, to wciąż był w stanie użyć mnóstwa różnych technik werbalnych, by zyskać kolejną szansę. Tego samego wieczoru, jak gdyby nigdy nic, znowu zaczął grać Pieśń klarowności w Nieczystym Wymiarze.

Jego obietnica była uroczysta, jednak Nie MingJue nie był w stanie wytrzymać dwóch miesięcy.

Pewnego dnia sekta QingheNie prowadziła konferencję sztuk walki. Jak Nie MingJue przechodził między pawilonami, nagle usłyszał czyjś stłumiony głos – prawdopodobnie był to Jin GuangYao. Sekundę później usłyszał drugi, jeszcze bardziej znajomy ton.

Skoro Brat zdecydował się złożyć z tobą przysięgę, to naprawdę cię uznał – powiedział Lan XiChen.

Ale czy nie słyszałeś słów tej przysięgi, Bracie? Każde zdanie miało głębsze znaczenie. Stawić czoła tysiącom wskazujących winę palców, być rozerwanym na strzępy… To zdecydowanie jest ostrzeżenie dla mnie. Nigdy… Nigdy nie słyszałem takiej przysięgi – odparł przygnębiony Jin GuangYao.

Powiedział też jeśli zmienisz światopogląd. Zmieniłeś? Jeśli nie, to po co się tak tym przejmujesz?

Nie zmieniłem, ale on zdecydował, że tak się stało, więc co mogę zrobić?

Zawsze doceniał twój talent, mając nadzieję, że wybierzesz odpowiednią ścieżkę.

To nie tak, że nie odróżniam dobra od zła, ale czasami ciężko mi się powstrzymać. Teraz wszędzie mam problemy bez względu na obraną stronę. Muszę się upewnić, że wszyscy mają o mnie dobre mniemanie. Miałbym gdzieś, gdyby chodziło o kogoś innego, ale czy kiedykolwiek źle potraktowałem naszego najstarszego Brata? Bracie, ty także słyszałeś, jak mnie nazwał.

Lan XiChen westchnął.

Był po prostu zbyt zły, by zastanowić się najpierw nad swoimi słowami. Jego temperament jest inny niż kiedyś. Nie możesz go znowu prowokować. Przez kilka ostatnich dni duch szabli sprawiał mu problemy, a HuaiSang znowu się z nim pokłócił. Do dzisiaj się nie pogodzili.

Jin GuangYao prawie łkał.

Skoro w złości mógł powiedzieć coś takiego, to jak o mnie myśli na co dzień? Czy dlatego, że nie mogłem wybrać swojego pochodzenia, a matka zdecydować o swoim losie, muszę teraz przez całe życie być poniżany? Skoro tak, to w jaki sposób Brat jest inny od ludzi, którzy spoglądają na mnie z góry? Nieważne, co zrobię, bo wystarczy tylko jedno zdanie i będę synem prostytutki.

Jin GuangYao teraz narzekał Lan XiChenowi, a ledwie zeszłej nocy był miły i niewinny, kiedy rozmawiał z Nie MingJue, grając dla niego na guqinie. Słysząc, jak źle się o nim wyraża za jego plecami, Nie MingJue aż płonął ze złości, kopniakiem otwierając drzwi. Płomienie złości gorejące w jego głowie rozeszły się po całym ciele. Powietrze przeciął ryk podobny do uderzenia pioruna.

Jak śmiesz!

Widząc, jak wchodzi, Jin GuangYao natychmiast spanikował i schował się za Lan XiChenem. Stojąc między nimi, mężczyzna nawet nie miał czasu nic powiedzieć, zanim Nie MingJue rzucił się w ich stronę z szablą w dłoni. Lan XiChen zablokował atak mieczem, krzycząc:

Uciekaj!

Jin GuangYao wybiegł na zewnątrz, a Nie MingJue szybko odepchnął Lan XiChena.

Nie wchodź mi w drogę!

Ruszył w pogoń. Mijając długi korytarz, nagle zobaczył, jak Jin GuangYao idzie spokojnie w jego stronę. Chlasnął szablą, a krew natychmiast bryzgnęła na wszystkie strony. Ale Jin GuangYao przed chwilą uciekał, aż się za nim kurzyło. Jak mógł teraz powoli wracać w tę stronę?

Po ciosie Nie MingJue znowu zerwał się do biegu. Kiedy dotarł na rynek, to spojrzał w górę, łapiąc oddech. Wei WuXian słyszał szybkie bicie jego serca.

Jin GuangYao!

Wszyscy obecni na rynku wyglądali jak Jin GuangYao!

Nie MingJue dostał dewiacji Qi!

Wpadł w delirium, wiedząc tylko, że musi zabić, zabić, zabić zabić zabić, zabić Jina GuangYao. Atakował wszystkich, których spotkał na swojej drodze. Wrzaski rozbrzmiały na placu. Nagle Wei WuXian usłyszał znajomy krzyk:

Bracie!

Nie MingJue zadrżał, słysząc ten głos i trochę się uspokoił. Kiedy się odwrócił, w końcu udało mu się rozpoznać inną twarz wśród tłumu niewyraźnych Jinów GuangYao.

Trzymając się za zranione ramię, Nie HuaiSang kulał z desperacją w stronę brata. Widząc, że ten w końcu się zatrzymał, chłopak uśmiechnął się przez łzy.

Bracie! Bracie! To ja, schowaj szablę, to ja!

Ale zanim Nie HuaiSang mógł się zbliżyć, Nie MingJue upadł na ziemię. Chwilę przed tym wzrok mężczyzny w końcu się rozjaśnił i zobaczył prawdziwego Jina GuangYao.

Stał na drugim końcu placu i nie było na nim ani kropli krwi. Patrzył na Nie MingJue, a z jego oczu lały się dwa strumienie łez. Iskry wśród Śniegu dziko kwitły na jego piersi, wyglądając, jakby śmiały się za niego.

Nagle Wei WuXian usłyszał głos z oddali. Był jednocześnie głęboki i chłodny. Za pierwszym razem brzmiał strasznie niewyraźnie, jakby był naprawdę daleko, istniejąc pomiędzy prawdą a iluzją. Drugie zawołanie wydawało się bardziej namacalne. Mógł nawet wykryć w nim pieczołowicie skryte zmartwienie.

Trzecie usłyszał już głośno i wyraźnie.

Wei Ying!

Słysząc to, Wei WuXian natychmiast wrócił do rzeczywistości!

Wciąż był cienkim papierowym ludzikiem przyczepionym do hełmu, który izolował głowę Nie MingJue. Rozwiązał supeł przy żelaznych osłonach, odsłaniając przekrwione, szeroko otwarte ze złości oko.

Nie miał wiele czasu. Musiał natychmiast powrócić do swojego ciała!

Papierowy Wei WuXian zamachał rękawami, wylatując jak motyl. Jednak kiedy przemknął przez zasłonę, zobaczył kogoś stojącego w ciemnym kącie tajemnego pokoju. Jin GuangYao się uśmiechnął. Bez słowa zza pasa wyciągnął miękki miecz – swoje znane ostrze, Henshenga.

Kiedy pracował pod przykrywką dla Wen RuoHana, często ukrywał ten miecz za pasem albo przywiązywał go do ramienia, by mieć do niego dobry dostęp w krytycznym momencie. Choć ostrze wydawało się ekstremalnie miękkie, w rzeczywistości było niezwykle ostre i mocne. Kiedy owinęło się wokół wroga, a Jin GuangYao wzmocnił je dziwną energią duchową, to pomimo delikatnego wyglądu było w stanie w mgnieniu oka pociąć kogoś na kawałki. Wiele znanych mieczy zostało w ten sposób zamienione w stertę złomu. Teraz ostrze zaatakowało jakby było wężem o srebrnych łuskach, bez wahania próbując się wgryźć w papierowego ludzika. Sekunda nieuwagi, a jego ostre kły wbiją się w Wei WuXiana!

Papierowy WuXian unosił się to tu, to tam, zwinnie unikając ataków, ale w końcu to nie było jego własne ciało. Po kilku ruchach czubek Henshenga prawie go drasnął. Jak tak dalej pójdzie, to na pewno zostanie poszatkowany!

Nagle kątem oka zobaczył miecz leżący na jednej z drewnianych półek. Od dawna nikt go nie polerował, a kurz pokrył go grubą warstwą.

To był jego dawny miecz, Suibian!

Ludzik poleciał na półkę i z siłą stąpnął na rękojeść. Z brzękiem ostrze posłuchało jego rozkazu i wyskoczyło z pochwy, zaczynając pojedynek z dziwacznym rozbłyskiem Henshenga. Widząc to, szok pojawił się na twarzy Jina GuangYao, jednak mężczyzna szybko się uspokoił i zwinnie wykręcił prawą dłoń. Hensheng owinął się jak pnącze wokół jasnego, prostego ostrza Suibianu. Natychmiast puścił broń, pozwalając mieczom walczyć samym i lewą ręką rzucił w stronę Wei WuXiana talizman, który dziko zapłonął w powietrzu. Wei WuXian czuł zbliżający się żar. Wykorzystując oślepiające promienie dwóch walczących nad nimi mieczy, szybko zamachał rękawami i wyleciała z pomieszczenia.

Powoli kończył mu się czas. Wei WuXian miał już gdzieś ukrywanie się, lecąc przez całą drogę powrotną do kwater gościnnych. Tak przypadkiem Lan WangJi właśnie otwierał drzwi, więc z wysiłkiem rzucił się na jego twarz.

Papierowy WuXian przyczepił się jak rzep. Wyglądał, jakby drżał. Oczy Lana WangJi zasłoniły jego szerokie rękawy. Mężczyzna pozwolił mu przez chwilę się trząść, po czym delikatnie go podniósł.

Chwilę później, kiedy jego dusza w pełni powróciła, Wei WuXian natychmiast wziął głęboki wdech. Uniósł głowę, otworzył oczy i nagle wstał. Nie spodziewając się, że jego ciało wciąż będzie zdezorientowane, zakręciło mu się w głowie i przechylił się do przodu. Widząc to, Lan WangJi złapał go w ramiona. Wei WuXian znowu uniósł głowę, a jego czoło zderzyło się z podbródkiem drugiego mężczyzny. Obaj syknęli z bólu. Patriarcha jedną ręką potarł swoją głowę, a drugą pomacał twarz Lana WangJi.

Ugh, przepraszam! Lan Zhan, wszystko w porządku?

Po kilku głaśnięciach Lan WangJi delikatnie odsunął dłoń Wei WuXiana i przytaknął. Młodszy mężczyzna pociągnął go do wyjścia.

Chodźmy!

Lan WangJi nie pytał o zbyt wiele szczegółów. Wstał, by mogli wyjść i w końcu zapytał:

Gdzie?

Do Aromatycznego Pałacu! W środku jest lustro z brązu, które prowadzi do tajemniczego pokoju. Jego żona odkryła jakiś sekret, a on ją tam zaciągnął i nadal powinna tam być! Znalazłem też głowę ChiFeng-Zuna!

Jin GuangYao z pewnością wzmocni pieczęć na głowie Nie MingJue i gdzieś ją przeniesie. Jednak nawet jeśli zabierze ten kawałek ciała, to nie uda mu się ruszyć Qin Su. W końcu była panią Wieży Karpia i chwilę temu brała udział w bankiecie. Gdyby tak szanowana osoba nagle zniknęła, to niemożliwe by nikt nie zaczął nic podejrzewać. Wykorzystując tę okazję i wdzierając się do środka, mieli szansę zapobiec matactwom Jina GuangYao albo uciszeniu Qin Su.

Zaatakowali z ogromną siłą, odpychając na bok każdego, kto próbował ich zatrzymać. Jin GuangYao pokazał swoim uczniom, by w Aromatycznym Pałacu zachowywali jak największą czujność. Jednak w takich chwilach ludzie często mieli tendencję do stawania się ofiarą własnej mądrości. Im głośniejsze okrzyki uczniów, tym bardziej niekorzystna była ta sytuacja dla Jina GuangYao, bo dzisiaj zebrało się tam wiele sekt. Hałas nie tylko ostrzegał ich lidera, by zachował ostrożność, ale też przyciągał uwagę gości.

Pierwszy przybiegł Jin Ling, trzymając już w ręku gotowy do ataku miecz.

Co tutaj robicie? – zapytał ich.

Zanim skończył, Lan WangJi już wchodził na trzeci schodek, wyciągając Bichena.

To komnata sypialna mojego wuja. Pomyliły wam się miejsca? Nie, to wy jesteście tymi intruzami, prawda? Czego chcecie? – Jin Ling był niezwykle ostrożny.

Kultywatorzy zebrani w Wieży Karpia także podeszli jeden za drugim. Wszyscy byli zaskoczeni.

Co się stało?

Dlaczego tu jest tak głośno?

To Aromatyczny Pałac. Czy nasza obecność nie jest trochę niestosowna…

Właśnie usłyszałem alarm…

Kultywatorzy marszczyli brwi i panikowali. Z wnętrza nie dochodził żaden dźwięk. Wei WuXian szybko zapukał do drzwi.

Liderze sekty Jin? Naczelniku Jin?

Czego chcecie? – fuknął Jin Ling. – Wszyscy są tu przez was! To komnata sypialna mojego wuja! Sypialna, rozumiecie?! Czy nie mówiłem wam, byście nie…

Podszedł do nich Lan XiChen, a Lan WangJi na niego spojrzał. Ich oczy się spotkały. Starszy mężczyzna zawahał się, po czym jego mina stała się bardziej skomplikowana, jakby odkrył coś, w co ciężko uwierzyć. Wyglądało na to, że wszystko zrozumiał.

Głowa Nie MingJue była wewnątrz Aromatycznego Pałacu.

Nagle rozległ się wesoły głos:

Co się stało? Czy przyjęcie w ciągu dnia było na tyle niewystarczające, że chcecie zorganizować nocny bankiet w moich pokojach?

Jin GuangYao spokojnie wyszedł spośród tłumu.

LianFang-Zun, idealny moment. Gdybyś przyszedł chwilę później, to nie moglibyśmy zobaczyć, co jest w tajemniczym pokoju w Aromatycznym Pałacu – powiedział Wei WuXian.

Naczelny Kultywator zamarł.

Tajemniczy pokój?

Wszyscy wyglądali na zagubionych i niepewnych tego, co się działo. Jin GuangYao także zdawał się nie rozumieć powodu zamieszania.

I? Czy tajemnicze pokoje to jakaś rzadkość? Każda sekta ma ich parę, jeśli są w posiadaniu rzadko używanych skarbów, prawda?

Lan WangJi już miał się odezwać, kiedy wtrącił się Lan XiChen, mówiąc:

A-Yao, czy to możliwe, byś pozwolił nam zajrzeć do twojego tajemniczego pokoju?

Jin GuangYao wyglądał, jakby ta prośba była jednocześnie dziwna i trudna do zrealizowania.

Bracie, skoro to tajemniczy pokój, to lepiej nie wywlekać na światło dzienne znajdujących się w środku przedmiotów. A ty nagle chcesz, bym go otworzył? Cóż…

Nie minęło wiele czasu, więc niemożliwe było, by Jin GuangYao zdążył niezauważony przenieść gdzieś swoją żonę. Talizman transportujący mógł zabrać tylko osobę, która go używała. Sądząc po stanie Qin Su, to ani nie miała wystarczająco siły duchowej, ani ochoty, by teraz z niego skorzystać. I właśnie dlatego wciąż musiała tam być.

Żywa czy martwa – jeśli zostanie odkryta, to z pewnością zaszkodzi to Jinowi GuangYao.

Mężczyzna bardzo się starał. Wciąż był spokojny, rzucając na prawo i lewo różne wymówki. Niestety im mocniej odmawiał, tym pewniejszy stawał się ton Lan XiChena.

Otwórz go.

Wzrok Jina GuangYao się na nim skupił. Mężczyzna nagle się uśmiechnął.

Skoro Brat tak się uparł, to muszę go otworzyć i wszystkim pokazać, prawda?

Podszedł do drzwi wejściowych, które rozpostarły się, kiedy machnął dłonią.

Ludzie mówią, że GusuLan najbardziej ze wszystkiego ceni dobre wychowanie, ale teraz widzę, że to tylko plotki. Wtargnięcie do komnaty sypialnej lidera sekty jest oznaką naprawdę dobrego wychowania! – powiedział ktoś chłodno.

Kiedy byli na placu, Wei WuXian słyszał, jak uczniowie sekty Jin witali go z ogromnym szacunkiem, zwracając się do niego lider sekty Su. Najwyraźniej był to przywódca zyskującej powoli renomę sekty MolingSu – Su She. Mężczyzna miał na sobie białe szaty. Był w miarę przystojny, mając wąskie oczy, grube brwi i drobne usta, ale także arogancki. Jednak choć otaczająca go aura i jego rysy twarzy mogły zostać nazwane ładnymi, nie były niczym specjalnym.

Nieważne, nieważne! To nie tak, że mam tam coś wstydliwego.

Ton Jina GuangYao był ostrożnie kontrolowany. Inni mogli pomyśleć, że miał wspaniałe usposobienie, ale dało się w nim wyczuć odrobinę niezręczności. Jin Ling szedł tuż za nim, łypiąc na Wei WuXiana, oburzony, że wdzierają się do komnaty sypialnej jego wuja.

Chcecie zobaczyć pokój ze skarbami, tak? – odezwał się znowu Jin GuangYao, opierając dłoń na lustrze z brązu. Narysował na nim palcem bezkształtne formacje i wszedł do środka jako pierwszy. Wei WuXian deptał mu po piętach. W środku znowu zobaczył szafki zakryte zasłoną pokrytą inkantacjami i żelazny stół służący do cięcia na kawałki trupów.

Zobaczył też Qin Su.

Stała odwrócona do nich tyłem przed stołem. Lan XiChen był zszokowany.

Co tutaj robi pani Jin?

Nasz dobytek jest wspólny. A-Su też często tu przychodzi, by popatrzeć na to i owo.

Wei WuXian także był zaskoczony na widok Qin Su. Czyli Jin GuangYao nigdzie jej nie przeniósł ani nie zabił? Nie bał się, że kobieta coś powie?

Zmartwiony, odwrócił się do Qin Su, by przyjrzeć się dokładnie jej profilowi. Nie dość, że wciąż żyła, to miała się bardzo dobrze. Nie było w niej nic dziwnego. Choć na jej twarzy nie było żadnego wyrazu, to Wei WuXian był pewny, że ani nie znajdowała się pod jakimś zaklęciem, ani nie wypiła dziwnej trucizny. Jej umysł był przytomny.

Ale im bardziej świadoma była, tym dziwniejsza ta sytuacja. Własnymi oczyma widział, jak silnie się nakręciła, jak bardzo stawiała opór mężowi. W jaki sposób Jin GuangYao w tak krótkim czasie osiągnął z nią porozumienie i ją uciszył?

Niepokój ogarnął Wei WuXiana. Natychmiast zdecydował, że to nie pójdzie tak gładko, jak im się wydawało. Podszedł do szafki ze skarbami i szybko uniósł kotarę.

Za nią nie było żadnego hełmu, nie wspominając już o głowie. Został tylko sztylet.

Błyszczał chłodno, emitując silną morderczą energię. Lan XiChen także wpatrywał się w zasłonę, ale nie zdecydował się na uniesienie jej. Widząc, że nie ma tam tego, czego się spodziewał, wydawał się westchnąć z ulgą.

Co to takiego?

To – Jin GuangYao podszedł bliżej, bawiąc się wziętym do ręki sztyletem. – jest coś rzadkiego. Ten sztylet to broń skrytobójcy. Zabił wielu ludzi i jest niezwykle ostry. Spójrz na jego ostrze. Jak się przyjrzysz bliżej, to odkryjesz, że nie pokazuje twojego odbicia. Czasami można zobaczyć mężczyznę, czasami kobietę, a innym razem kogoś starszego. Każdy z tych wizerunków jest duchem, który zmarł z rąk skrytobójcy. Energia sztyletu jest zbyt silna, więc powiesiłem tu kotarę, by ją stłumić.

Lan XiChen zmarszczył brwi.

Czyli to musi być…

Dokładnie. Należał do Wena RuoHana – odpowiedział spokojnie Jin GuangYao. Był naprawdę sprytny. Spodziewał się, że pewnego dnia ktoś odkryje to pomieszczenie, więc poza głową Nie MingJue umieścił tu wiele innych rzeczy, takich jak miecze, talizmany, kamienne tabliczki, broń duchową – w skrócie mówiąc, wiele rzadkich skarbów. Dzięki temu tajemniczy pokój wyglądał jak przeciętny skarbiec. Ten sztylet, tak jak powiedział, był unikatowym przedmiotem z pokładami intensywnej, mrocznej energii. Wiele sekt miało zwyczaj zbierania takiej broni i niejeden chciałby trofeum wojenne z zabicia lidera klanu QishanWen.

Wszystko wyglądało normalnie.

Qin Su stała obok męża. Obserwowała, jak bawi się sztyletem, kiedy nagle sięgnęła i wyrwała mu go z dłoni.

Rysy jej twarzy zaczęły drżeć i się wykręcać. Inni nie mogli odczytać jej emocji, ale Wei WuXian nie miał takiego problemu, bo był świadkiem kłótni małżeństwa.

Ból, złość, upokorzenie!

Uśmiech Jina GuangYao zamarł.

A-Su?

Lan WangJi i Wei WuXian jednocześnie rzucili się po sztylet, jednak w mgnieniu oka ostrze wbiło się głęboko w jej brzuch.

A-Su! – ryknął Jin GuangYao.

Doskoczył do Qin Su, łapiąc jej wiotkie ciało. Lan XiChen natychmiast wyjął leki, ale nie tylko sztylet był ostrzejszy niż normalna broń, ale miał także o wiele cięższą energię. Kobieta zmarła natychmiast.

Nikt nie spodziewał się takiego incydentu. Jin GuangYao żałośnie wołał imię żony. Jego oczy były szeroko otwarte, kiedy w jedną dłoń złapał jej rękę. Łzy nieustannie skapywały na jej policzki.

A-Yao, pani Jin… Przepraszam – powiedział Lan XiChen.

Bracie, co się dzieje? Dlaczego A-Su nagle odebrała sobie życie? I dlaczego nagle zebraliście się przed Aromatycznym Pałacem, żądając, bym wpuścił was do mojego pokoju ze skarbami? Czy jest coś, o czym mi nie powiedziałeś?

ZeWu-Jun, proszę, wytłumacz nam to. Wciąż nie mamy pojęcia, co się tutaj dzieje – powiedział chłodnym tonem Jiang Cheng.

Wszyscy się z nim zgodzili, więc Lan XiChen nie miał wyboru.

Jakiś czas temu kilku uczniów sekty GusuLan wybrało się na nocne łowy. Kiedy mijali wioskę Mo, zostali zaatakowani przez lewe ramię, które zostało odcięte od reszty ciała. Jego energia urazy i mordercza intencja były bardzo silne. WangJi podążył we wskazywanym przez nie kierunku, badając tę sprawę. Jednak kiedy zebraliśmy prawie wszystkie kawałki, odkryliśmy, że to zwłoki… Naszego najstarszego Brata.

W środku wybuchła wrzawa. Jin GuangYao by zszokowany.

Brata? Czy nasz Brat nie został pochowany? Widzieliśmy to na własne oczy!

Nie HuaiSang myślał, że się przesłyszał.

Brat? Bracie XiChen? Chodzi o mojego brata? I jednocześnie twojego?

Lan XiChen przytaknął. Oczy Nie HuaiSanga przekręciły się na tył głowy i zemdlał, upadając na ziemię z łomotem. Otaczający go ludzie natychmiast zaczęli krzyczeć.

Liderze sekty Nie! Liderze sekty Nie!

Gdzie medyk?!

Oczy Jina GuangYao wciąż były załzawione, ale wyglądały, jakby zrobiły się czerwone ze złości. Zacisnął dłonie w pięści, wykrzykując z żalem:

Rozczłonkowany… Rozczłonkowany! Kto mógłby się dopuścić czegoś tak szalonego?!

Lan XiChen potrząsnął głową.

Nie wiem. Kiedy szukaliśmy głowy, zniknęły wszystkie poszlaki.

Jin GuangYao zamarł, jakby w końcu zorientował się, o co chodzi.

Poszlaki zniknęły… Więc przyszliście mnie przeszukać? – Starszy z braci Lan zamilkł. Jin GuangYao wyglądał, jakby nie mógł w to uwierzyć. Zapytał: – Chcieliście, bym otworzył ten pokój, bo podejrzewaliście… że głowa Brata jest u mnie?

Poczucie winy przemknęło po twarzy Lan XiChena. Głowa Jina GuangYao opadła nisko. Mężczyzna wciąż trzymał w ramionach zwłoki Qin Su.

Nieważne. Zapomnijmy o tym. Bracie, skąd HanGuang-Jun wiedział o tajemniczym pokoju, który jest w moich kwaterach? I jak zdecydowano, że głowa Brata jest akurat tutaj? Wieża Karpia jest dobrze strzeżona. Gdyby to była moja sprawka, to czy pozwoliłbym, by tak łatwo ją odnaleziono?

Słysząc te pytania, Lan XiChen nie był w stanie odpowiedzieć. Nie tylko on, bo Wei WuXianowi także zabrakło języka w gębie. Kto by się spodziewał, że w tak krótkim czasie Jin GuangYao nie tylko przemieści głowę, ale także zmusi Qin Su do popełnienia samobójstwa na oczach wszystkich?!

Jego myśli wirowały w desperacji, podczas gdy Jin GuangYao westchnął.

XuanYu, czy powiedziałeś o tym Bratu i tym wszystkim ludziom? Jaki sens ma wymyślanie tak łatwych do ujawnienia kłamstw?

LianFang-Zun, o kim mówisz? – zapytał jeden z liderów sekt.

O kim? Chodzi oczywiście o tego, który stoi obok HanGuang-Juna – odpowiedział ktoś chłodno. Wszyscy odwrócili się, by na niego spojrzeć. Osobą, która się odezwała, był Su She. Mężczyzna kontynuował: – Ludzie spoza LanlingJin mogli o nim nie słyszeć. Nazywa się Mo XuanYu i kiedyś był ich uczniem. Ze względu na swoje niestosowne zachowanie został wyrzucony za napastowanie LianFang-Zuna. Ale krążą pogłoski, że spodobał się HanGuang-Junowi i nawet wszędzie za nim łazi. Dlaczego HanGuang-Jun, który zawsze był znany ze swojej prawilności i gracji, trzyma kogoś takiego u swojego boku? To naprawdę trudne do zrozumienia.

Słysząc te słowa, mina Jin Linga pociemniała. Pośród rozmów Jin GuangYao położył na ziemi zwłoki żony i powoli wstał. Podszedł do Wei WuXiana, trzymając dłoń na rękojeści Henshenga.

Nie będę wspominał przeszłości, ale proszę, wszystko szczerze mi wytłumacz. Czy w jakikolwiek sposób byłeś wplątany w dziwną śmierć A-Su?

Kiedy Jin GuangYao kłamał, to naprawdę robił to bez grama wstydu i pełen wigoru. Kiedy inni to usłyszeli, to oczywiście pomyśleli, że Mo XuanYu próbował splamić dobre imię LianFang-Zuna i doprowadził do samobójstwa jego żony ze względu na swoją nienawiść wobec niego. Nawet Wei WuXian nie był w stanie wymyślić ani słowa zaprzeczenia. Bo co mógł powiedzieć? Że widział głowę Nie MingJue? Że zakradł się do tego pomieszczenia? Imię osoby, którą Qin Su widziała przed śmiercią? O dziwnym liście, którego istnienie można było łatwo ukryć? Coś takiego tylko byłoby jeszcze bardziej podejrzane! Jak próbował wymyślić jakiś plan, Hensheng został już wyjęty z pochwy. Lan WangJi stanął przed nim, blokując Bichenem atak.

Jak zobaczyli to inni kultywatorzy, to także dobyli mieczy. Dwa ostrza zaatakowały go z boku. Sam nie miał żadnej broni i nie mógł się nawet ochronić. Odwracając się, zauważył Suibiana leżącego na jednej z półek. Natychmiast go złapał i wyjął z pochwy.

Mina Jina GuangYao zamarła, kiedy wykrzyknął:

To Patriarcha YiLing!

W jednej chwili wszystkie ostrza uczniów sekty LanlingJin zwróciły się w jego stronę, w tym Jin Linga.

Wei WuXian patrzył się na zagubioną minę Jin Linga, po tym, jak jego tożsamość została nagle ujawniona. Właściwie sam też się tak czuł, patrząc na Suihuę1.

Cóż za niespodzianka, że Patriarcha YiLing powrócił do naszego świata i zdecydował się tu pojawić. Przepraszam za brak stosownego przyjęcia – powiedział Jin GuangYao.

Wei WuXian wciąż był zdezorientowany, nie mając bladego pojęcia, czym się ujawnił.

Bracie? Jak go nazwałeś? Czy to nie Mo XuanYu? – zapytał omdlały HuaiSang.

HuaiSang, A-Ling, chodźcie tutaj. Wszyscy bądźcie ostrożni. Skoro dobył swojego miecza, to na pewno musi być Patriarchą YiLing, Wei WuXianem! – Jin GuangYao wskazał Henshengiem na wspomnianego mężczyznę.

Imię miecza Wei WuXiana było zbyt żenujące do wymówienia, więc wszyscy zawsze mówili o nim „ten miecz”, „tamten miecz”, „jego miecz” i tak dalej. Słowa „Patriarcha YiLing” wzbudziły jeszcze większy strach niż rozczłonkowanie ChiFeng-Zuna. Nawet ci, którzy nie zamierzali walczyć, nieświadomie wyciągnęli broń, zbierając się z boku pomieszczenia. Wei WuXian patrzył przez górujące przed nim morze rozbłysków mieczy, nic nie mówiąc.

Nie mów, że ten, kto wyciągnie ten miecz, musi być Patriarchą YiLing. Bracie, HanGuang-Jun, zgaduję, że po obu stronach doszło do jakiegoś nieporozumienia, prawda? – zapytał Nie HuaiSang.

Nie ma żadnego nieporozumienia. To na pewno Wei WuXian.

Wujku, czekaj! – krzyknął nagle Jin Ling. – C-czy mój wuj na górze Dafan nie smagnął go Zidianem? Nie wypchnęło to jego duszy, więc to oznacza, że nie opętał tego ciała, prawda? Więc nie może być Wei WuXianem!

Mina Jiang Chenga pociemniała. Nic nie mówił, przyciskając dłoń do rękojeści miecza, jakby zastanawiał się, co zrobić.

Na górze Dafan? No tak. A-Ling, skoro o tym wspominasz, to ja też sobie przypomniałem, co pojawiło się na górze Dafan. Czy to nie on przywołał Wen Ninga?

Widząc, że nie tylko nie mógł niczego udowodnić, ale także jego argumenty były bez problemu kontrowane, Jin Ling zbladł. Jin GuangYao kontynuował:

Jestem pewny, że nikt z was o tym nie wie, ale kiedy XuanYu był w Wieży Karpia, to zobaczył u mnie jeden z manuskryptów Patriarchy YiLing. Zapisana była w nim mroczna technika, za pomocą której można było poświęcić swoje ciało. Ceną była dusza, ale dzięki temu możliwe było przyzwanie silnego ducha, by zemścił się w imieniu rzucającego zaklęcie. Nawet setka uderzeń Zidianu lidera sekty Jiang nic by nie dowiodła. To dlatego, że ciało zostało oddane dobrowolnie. To wcale nie liczyło się jako opętanie!

To wytłumaczenie było racjonalne. Nienawiść rozgorzała w Mo XuanYu po tym, jak został wyrzucony z Wieży Karpia. Przypomniał sobie widziany wcześniej rytuał i poprosił o nadejście okrutnego ducha, przyzywając dzięki temu Patriarchę YiLing. Wei WuXian tylko szukał zemsty dla Mo XuanYu, więc rozczłonkowanie ChiFeng-Zuna także musiało zostać dokonane przez niego. Bądź co bądź, zanim ustalona zostanie prawda, największym prawdopodobieństwem było to, że to wszystko stanowiło część mrocznego planu Patriarchy YiLing!

Ale niektórzy wciąż wątpili.

Skoro nie da się udowodnić dokonania tego rytuału, to według twojego osądu nie da się nic ustalić na pewno, prawda, LianFang-Zunie?

To prawda, że nie da się tego udowodnić, ale to, czy jest Patriarchą YiLing już tak. Odkąd zbuntowała się jego kultywacja i został rozerwany na strzępy przez własne ghule na Kopcach Pogrzebowych, jego miecz zabrała sekta LanlingJin, ale niedługo później się zapieczętował.

Wei WuXian był zaskoczony. Zapieczętował się?

Rozbudziło się w nim martwiące złe przeczucie.

Wierzę, że nie muszę wyjaśniać, w jaki sposób miecz może się zapieczętować. To broń duchowa. Pozwala tylko Wei WuXianowi z niego korzystać, więc się zapieczętował. Poza Patriarchą YiLing nikt nie może go dobyć. Ale chwilę temu Mo XuanYu wyciągnął z pochwy na oczach wszystkich miecz, który był zapieczętowany od trzynastu lat!

Zanim skończył mówić, tuzin rozbłysków mieczy poszybował w stronę Wei WuXiana.

Lan WangJi zablokował wszystkie ciosy, odpychając niektórych Bichenem na bok i robiąc im drogę ucieczki.

WangJi! – krzyknął Lan XiChen.

Kilku liderów sekt, którzy zatoczyli się od zimnej energii Bichenu, zafukało.

HanGuang-Jun! Ty…

Wei WuXian nie powiedział nic niepotrzebnego. Opierając prawą dłoń o parapet, wyskoczył lekko na zewnątrz. Jak tylko wylądował, zaczął biec, myśląc: kiedy Jin GuangYao zobaczył dziwnego papierowego ludzika i Suibiana wyskakującego z pochwy, to od razu pewnie zgadł, kim jestem. Dlatego szybko wymyślił serię kłamstw, zmuszając Qin Su do odebrania sobie życia i mnie do podejścia do półki z Suibianem, bym mógł go wziąć i ujawnić swoją tożsamość. Straszne, straszne. Kto by pomyślał, że jego reakcja będzie tak szybka, a kłamstwa tak idealne?

Nagle ktoś podszedł od tyłu. To był Lan WangJi, który podążył za nim bez słowa. Reputacja Wei WuXiana zawsze była okropna, więc to nie był jego pierwszy raz w takiej sytuacji. W tym życiu miał inne nastawienie, niż w poprzednim i mógł spokojnie stawiać czoła takim sytuacjom. Najpierw powinien uciec. Później mogła być szansa na kontratak. A nawet jeśli taka nie nadejdzie, to nie będzie robił nic na siłę. Gdyby został, to czekałoby go jedynie ponad sto chlaśnięć mieczem. Mówienie, że jest niewinny, było jeszcze większym żartem. Wszyscy wierzyli, że wrócił, by w przyszłości się zemścić. Po zniszczeniu niezliczonej liczby sekt, nikt nie wysłuchałby jego wyjaśnień, szczególnie kiedy Jin GuangYao podsycał ogień. Jednak Lan WangJi był inny. Nie musiałby nawet nic wyjaśniać, bo ludzie sami znaleźliby wyjaśnienia, na przykład, że został oszukany przez Patriarchę YiLing.

HanGuang-Jun, nie musisz za mną iść!

Lan WangJi patrzył prosto przed siebie, nic nie odpowiadając. Zostawili w tyle tłum kultywatorów pragnących jego śmierci. Pośród chaosu Wei WuXian znowu się odezwał:

Naprawdę chcesz ze mną iść? Dobrze to sobie przemyśl. Twoja reputacja zostanie zniszczona, jeśli opuścisz to miejsce!

Zbiegali już ze schodów Wieży Karpia. Lan WangJi złapał go za przedramię, jakby chciał coś powiedzieć, ale nagle białe światło błysnęło im przed oczami. Zatrzymał ich Jin Ling.

Widząc, że to tylko ten chłopak, Wei WuXian westchnął z ulgą. Już mieli go wyminąć, kiedy Jin Ling machnął mieczem, znowu blokując im drogę.

Jesteś Wei Yingiem?! – Jego mina była całkiem pogmatwana. Widać było złość, nienawiść, zwątpienie, zawahanie, niepokój. – Naprawdę jesteś Wei Yingiem, Wei WuXianem?!

Widząc, jak wygląda i słysząc, że ból w jego głosie zdecydowanie przewyższa nienawiść, serce Wei WuXiana zadrżało. Jednak za kilka sekund goniący ich tłum na pewno ich złapie, więc nie mógł poświęcić mu więcej uwagi. Zaciskając zęby, spróbował obejść go po raz trzeci. Nagle zimno przeszyło jego żołądek. Kiedy spojrzał w dół, Jin Ling już wyciągał białe ostrze – teraz czerwone od krwi – z jego ciała.

Nie spodziewał się, że chłopak naprawdę go zaatakuje.

Mógł wdać się w każdego, ale tak się złożyło, że wziął przykład z Jiang Chenga. Nawet lubią dźgać w te same miejsca – pomyślał Wei WuXian.

Nie pamiętał zbyt wyraźnie, co wydarzyło się później. Czuł, że próbował zaatakować. Wszystko wokół nich wydawało się szalone. Ich ucieczka nie tylko była głośna, ale też wyboista i trzęsąca. Nie wiedział, ile czasu minęło, ale kiedy mgliście otworzył oczy, Lan WangJi leciał na Bichenie, niosąc go na plecach. Śnieżnobiałe policzki mężczyzny ochlapane były krwią.

Prawdę mówiąc, jego rana nie bolała zbyt bardzo. Ale mimo wszystko to była dziura w jego ciele. Na początku jakoś udało mu się udawać, że nic się nie stało. Jednak bardzo możliwe było, że to ciało wcześniej nie doznało zbyt wielu obrażeń. Rana krwawiła i nie mógł powstrzymać się przed omdleniem. W końcu to nie było coś, nad czym miał kontrolę.

…Lan Zhan – zawołał.

Oddech Lana WangJi nie był tak spokojny, jak zwykle. Wydawał się nieco przyspieszony. Pewnie zadyszał się, gdy niósł Wei WuXiana, odpierając ataki i uciekając.

Jednak odpowiedział jak zawsze pewnie:

Mnn.Po swoim „mnn” dodał: – Jestem tutaj.

Kiedy usłyszał te słowa, to coś, czego nigdy wcześniej nie czuł, wykiełkowało w jego sercu. Jego pierś bolała, ale jednocześnie była trochę ciepła.

Wciąż pamiętał, jak w Jiangling Lan WangJi mu pomagał, ale wcale nie docenił tej dobroci. Często rozstawali się w niezgodzie po różnego rodzaju sporach.

Ale nie spodziewał się, że kiedy wszyscy się go bali i zachwalali, Lan WangJi twarzą w twarz go zbeszta, a kiedy wszyscy go nienawidzili, Lan WangJi zostanie u jego boku.

Ach, już pamiętam – powiedział nagle Wei WuXian.

Co pamiętasz?

Już pamiętam, Lan Zhan. W ten sam sposób. Naprawdę kiedyś cię niosłem.


1. Suihua – przyp. tłum. miecz ojca Jin Linga, który on po nim odziedziczył.

Tłumaczenie: Ashi

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: