Tian Guan Ci Fu

Rozdział 1 – Błogosławieństwo Niebiańskiego Oficjela18 min. lektury

Pośród bogów w niebie był jeden, który we wszystkich trzech wymiarach traktowany był jako pośmiewisko.

Legenda głosi, że osiemset lat temu na Centralnych Równinach istniało antyczne królestwo zwane Xian Le.

Miało rozległe terytorium, bogate zasoby naturalne i zadowolonych mieszkańców. Mogło szczycić się czterema skarbami: wieloma delikatnymi pięknościami, wspaniale rozwijającą się sztuką i literaturą, skarbcem pełnym złota i klejnotów, a także renomowanym Jego Wysokością Księciem Koronnym.

Ta osoba, Jego Wysokość Książę Koronny… Można powiedzieć, że to dziwny człowiek.

Był oczkiem w głowie cesarza i cesarzowej. Niezwykle go rozpieszczali i często z dumą mówili:

W przyszłości nasz syn z pewnością zostanie mądrym władcą, zostawiając o sobie wspaniałą opinię na wiele pokoleń.

Jednak Książę Koronny nie interesował się królestwem, bogactwami, potęgą i honorem. To, co naprawdę przyciągało jego uwagę, najlepiej można skwitować słowami, które często powtarzał:

Chcę ratować pospólstwo!

***

Młody książę szczerze kultywował. W tym czasie dwie krótkie historie zrobiły się niezwykle popularne.

Pierwsza wydarzyła się, kiedy miał siedemnaście lat.

Tego roku naród Xian Le zorganizował wspaniałą paradę Ofiarowania Bogom.

Choć obecnie ta tradycja od wielu wieków została zapomniana, to można było sobie wyobrazić jej magnificencję dzięki tekstom i ustnym przekazom, które się zachowały.

Dzień Ofiarowania Bogom, główna ulica Boga Walki

Po obu stronach głównej ulicy aż roiło się od ludzi. Arystokraci rozsiedli się na dachach wysokich budynków, rozmawiając przyjacielsko, a cesarska straż robiła przejście z imponującym brzękiem zbroi. Młode dziewczyny tańczyły z gracją, kiedy ich śnieżnobiałe dłonie rozsypywały płatki jak deszcz, wypełniając nimi niebo tak daleko, jak tylko sięgał wzrok. Ludzie zastanawiali się, czy to tańczące panny były piękniejsze, czy może niesione przez nie kwiaty. Melodyjne dźwięki rozbrzmiewały ze złotych karoc, unosząc się nad całym Cesarskim Miastem. Za strażą honorową szło stępa szesnaście białych ogierów w złotych ogłowiach, ciągnąc za sobą wyśmienitą platformę. To na jej szczycie skupiała się uwaga wszystkich zebranych. Stał tam wojownik, który miał zrobić pokaz ku uciesze bogów.

Podczas wesołej, niebiańskiej parady, wojownik wdział złotą maskę i okazałe szaty, a w ręku trzymał jednoręczny miecz. Odgrywał rolę wojskowego bóstwa, które w ostatnim milenium jako jedyne pokonało silne demoniczne bestie – boga wojny i Niebiańskiego Cesarza, Juna Wu.

Bycie wybranym na wojownika, który da taki pokaz, może być uważane za największy zaszczyt, więc wszystkie kryteria były niezwykle rygorystyczne. W tym roku został nim nikt inny jak Jego Wysokość Książę Koronny. Cały naród był przekonany, że stanie się kimś, kto zaprezentuje najwspanialszy pokaz w dziejach.

Jednak tego dnia zdarzyło się coś nieoczekiwanego.

Straż honorowa zrobiła trzecie okrążenie wokół miasta, mijając ponad tuzin wysokich murów miejskich, a stojący na platformie wojownik już miał zadać ostateczny cios demonowi.

To była najbardziej ekscytująca scena, więc w stojących po obu stronach ulicy ludziach rozgorzała ekscytacja. Obserwujący z wysokich murów widzowie także niezwykle się rozbisurmanili, z całych sił starając się coś zobaczyć, rozpychając się i szarpiąc.

W tej chwili ze szczytu wieży stojącej u bramy miasta spadło dziecko.

Rozdzierające krzyki przeszyły niebo. Kiedy wszyscy myśleli, że z dziecka zostanie tylko krwawa plama na głównej ulicy Boga Walki, Książę Koronny lekko uniósł głowę, po czym wyskoczył ku niebu i go złapał.

Ludziom udało się zobaczyć tylko podobną do ptaka białą postać mknącą przez pusty błękit, zanim Książę Koronny bezpiecznie wylądował z dzieckiem w ramionach. Złota maska zsunęła mu się z twarzy, odsłaniając młode i przystojne lico.

Chwilę później dziesięciotysięczny tłum zaczął wiwatować.

Lud był zadowolony, ale taoistyczni ministrowie z cesarskiego pałacu dostali bólu głowy.

Nigdy by nawet nie pomyśleli, że dojdzie do tak ogromnego błędu.

To zły znak, złowieszczy!

Każde okrążenie platformy wokół Cesarskiego Miasta reprezentowało modlitwę za każdy kolejny rok pokoju i dostatku dla kraju. Czy to nie było równe wywoływaniu nieszczęścia?!

Ministrowie byli tak zmartwieni, że włosy spadały z ich głów jak deszcz. Jak skończyli się zastanawiać nad przeszłością i prawdopodobnymi wydarzeniami z przyszłości, to zaprosili Księcia Koronnego i taktownie zasugerowali:

Wasza Wysokość, czy mógłbyś przez miesiąc stać przed tą ścianą, by okazać swoją skruchę? Nie musisz naprawdę tego robić, sam gest w celu okazania intencji wystarczy.

Książę uśmiechnął się i odpowiedział:

Nie ma takiej potrzeby. Ratowanie ludzi nie jest czymś złym. Jak Niebiosa mogłyby mnie obwiniać za spełnienie dobrego uczynku?

…A jeśli zdecydowałyby się cię winić?

Wtedy Niebiosa byłyby tymi, które się mylą. Dlaczego ludzie, którzy zrobili dobrze, mieliby przepraszać tych, którzy są w błędzie?

Ministrowie zaniemówili.

Jego Wysokość Książę Koronny był właśnie takim typem osoby.

Nigdy nie trafił na coś, z czym nie mógłby sobie poradzić i nie spotkał nikogo, kto by go nie kochał. Zawsze miał rację i był sercem świata.

Dlatego ministrowie poczuli ogromny ból w sercach, myśląc: „Co ty, cholera, wiesz?!”.

Jednak powiedzenie więcej nie był dla nich wygodne i nie śmieli tego zrobić. Jego Wysokość i tak ich nie posłucha.

***

Druga sytuacja także wydarzyła się, kiedy Książę miał siedemnaście lat.

Według legend po południowej stronie rzeki Huang He znajdował się most Yi Nian, po którym od wielu lat pałętał się znany duch.

Był przerażający – miał na sobie zniszczoną zbroję, a spod jego stóp buchały piekielne płomienie. Jego całe ciało zalane było krwią i przeszyte niezliczonymi ostrzami i strzałami. Z każdym krokiem zostawiał za sobą ślady krwi i ognia. Co kilka lat nagle pojawiał się nocą. Wędrował wokół mostu i zatrzymywał podróżujących, by zadać im trzy pytania: „Co to za miejsce?”, „Kim jestem?” i „Co teraz zrobisz?”.

Jeśli podało się błędną odpowiedź, duch połykał cię w całości. Jednak nikt nie znał poprawnych odpowiedzi, dlatego w ciągu kilku lat zdążył już pożreć niezliczoną ilość przechodniów.

Książę Koronny pewnego dnia podczas spaceru usłyszał o tej sprawie. Odnalazł most Yi Nian i zaczął go strzec, dopóki pewnego dnia w końcu nie spotkał nawiedzającego go ducha.

Pojawił się w mgnieniu oka i rzeczywiście był tak niesamowicie przerażający, jak mówiono w plotkach. Otworzył usta, by zadać Księciu Koronnemu swoje pierwsze pytanie, na co ten odpowiedział z uśmiechem:

To świat ludzi.

Jednak duch odparł:

To otchłań.

Pech początkującego. Już na pierwsze pytanie odpowiedział źle.

I tak źle odpowiem na pytania, więc po co czekać, aż skończy je zadawać? – pomyślał Książę, wyciągając oręż i zaczynając walkę.

Ich pojedynek trwał, dopóki zmierzch nie przejął nieba, a ciemność nie otuliła kraju. Książę Koronny był uzdolniony w sztukach walki, a duch stał się jeszcze bardziej zniechęcający i niemiłosierny. Jeden człowiek i jeden duch walczyli na moście, dopóki pozycje słońca i księżyca praktycznie się nie odwróciły, ale potwór został w końcu pokonany.

Jak zniknął, Książę u podnóża mostu zasadził kwitnące drzewo. Przechodzący obok taoista zobaczył, jak rozsypuje garść złotej ziemi, by pomóc duchowi w drodze do kolejnego życia.

Co robisz? – zapytał.

Wtedy Książę Koronny wypowiedział siedem swoich najsłynniejszych słów:

Ciało w otchłani, ale serce w raju.

Kiedy taoista to usłyszał, uśmiechnął się delikatnie i przemienił w boskiego generała odzianego w białą zbroję. Wszedł na magiczną chmurę, przywołał silny wiatr i odleciał w stronę słońca. Dopiero wtedy Książę Koronny uświadomił sobie, że niespodziewanie spotkał boga wojny i Niebiańskiego Cesarza we własnej osobie, który zszedł do świata ludzi, by pokonać demoniczne bestie.

Wszyscy bogowie zwracali uwagę na tego niezwykłego wojownika, odkąd w dniu parady skoczył w stronę nieba. Po ujrzeniu go u podnóża mostu Yi Nian nieśmiertelni zaczęli pytać cesarza:

Co myślisz o Jego Wysokości Księciu Koronnym?

Przyszłość tego dziecka jest nieograniczona i niemierzalna. – Cesarz Jun odpowiedział również w siedmiu słowach.

Tego samego wieczoru niebo nad pałacem królewskim stało się nienaturalne, gdy wiatr i deszcz siały spustoszenie.

A pośród błyskawic i grzmotów Jego Wysokość Książę Koronny wstąpił do Niebios.

***

Jak ktoś staje się bogiem, Niebiosa zawsze raz zadrżą. Kiedy padło na Jego Wysokość Księcia Koronnego, Niebiosa natychmiast zatrzęsły się trzykrotnie.

Osiągnięcie nieśmiertelności poprzez własny wysiłek i mądrość było naprawdę trudne. Wymagało niezwykłego talentu, wysokiej kultywacji i odpowiednich okoliczności.

Bycie odrodzonym jako poważany bóg często równało się z nieskończoną, trwającą całe życie podróżą.

Młodzieniec wznoszący się do Niebios nie był czymś całkiem nowym, ale i tak wielu gorzko marnowało całe życie na kultywację, ostatecznie nie osiągając nieśmiertelności. Nawet jeśli dostali szansę od Niebios, to umierali albo już na zawsze zostawali kalekami, jeśli nie pokonali Niebiańskiego Kataklizmu. Ludzie niezliczeni jak ziarna piasku na pustyni prowadzili przeciętne życia od początku do końca, nie będąc w stanie odnaleźć odpowiedniej ścieżki pośród swojej ignorancji.

I tak Jego Wysokość Książę Koronny był niewątpliwie ukochanym dzieckiem Niebios. Nie było niczego, czego nie mógł zdobyć, jeśli tego pragnął. Jeśli coś chciał zrobić, to nie było nic, co byłoby dla niego niemożliwe. A kiedy chciał zostać bogiem, to naprawdę nim się stał w wieku siedemnastu lat.

Książę Koronny zawsze cieszył się dużą popularnością wśród swoich ludzi. A do tego był ukochanym synem cesarza i cesarzowej, za którym bardzo tęsknili, więc rozkazali, by w wielu częściach kraju wybudować świątynie w jego imieniu. Stawiano pomniki i każdy przychodził oddać szacunek. Im więcej miał wierzących, tym dłużej żył i potężniejszy się stawał. W rezultacie po kilku latach Książę w pełni rozkwitł i osiągnął szczyt swojej potęgi.

Dopóki trzy lata później chaos nie opanował Xian Le.

***

Powodem chaosu były bezlitosne rządy cesarza, które doprowadziły do powstania rebelianckiej armii walczącej o sprawiedliwość. Jednak choć ognie wojny rozjarzyły się już w świecie ludzi, to Niebiańscy Oficjele nie mogli się wtrącać. Jeśli coś nie zostało spowodowane przez demony i ghule, to musiało się wydarzyć. Spory zdarzały się na całym świecie i każdy uważał swoje czyny za usprawiedliwione. Gdyby każde bóstwo się wtrącało – dzisiaj X pomoże twojemu krajowi, a jutro Y wesprze potomków twojego wroga w ich zemście – to czy nie doszłoby przez to do częstych sprzeczek między nieśmiertelnymi? Czy ostatecznie nie doprowadziłoby to do zniszczenia całego życia na świecie? A w przypadku Jego Wysokości Księcia Koronnego tym bardziej powinien trzymać się od tej sprawy z daleka.

Ale jego to nie obchodziło.

Chcę ratować pospólstwo – powiedział cesarzowi Junowi.

Choć cesarz przez tysiące lat wzmacniał swoją moc duchową, to nawet on nie śmiał pochopnie wymawiać na głos takich słów. Kiedy usłyszał Księcia Koronnego, łatwo można było wyobrazić sobie jego nastrój. Jednak nie był w stanie go powstrzymać i mógł tylko bezsilnie powiedzieć:

Nie możesz uratować każdego.

Mogę.

Bez zastanowienia wrócił do świata ludzi.

Mieszkańcy całego Xian Le oczywiście celebrowali jego powrót, ale od zamierzchłych czasów ludowe opowieści próbowały ostrzec ich przed smutną prawdą: nieautoryzowane zejście nieśmiertelnego do świata ludzi nigdy nie przyniesie dobrych rezultatów.

I tak ognie wojny nie wygasły, a rozgorzały jeszcze bardziej.

To nie tak, że Jego Wysokość Książę Koronny nie starał się z całych sił, ale lepiej by było, gdyby nie starał się w ogóle. Im więcej z siebie dawał, tym bardziej sprawy się komplikowały. Lud Xian Le został pokonany, ich głowy były ścinane, a krew lała się strumieniami, kiedy ponosili katastrofalne straty. W końcu epidemia wybuchła w cesarskim mieście, a rebelianci wdarli się do pałacu królewskiego, kończąc wojnę.

Można powiedzieć, że kiedy naród Xian Le szarpał się w objęciach śmierci, Jego Wysokość Książę Koronny własnymi rękoma ich udusił.

***

Po tym, jak cały kraj praktycznie zniknął z powierzchni ziemi, ludzie zdali sobie z czegoś sprawę. Wyszło na to, że ich Książę Koronny nie jest tak wspaniały i idealny, jak sobie wyobrażali.

Mówiąc bardziej wulgarnie, czyż nie jest bezużyteczną postacią, która nie tylko nic nie osiągnęła, ale nawet wszystko zepsuła?

Nie będąc w stanie znaleźć upustu swojemu cierpieniu po stracie domów i rodzin, wściekły, ranny tłum ruszył do pałacu Księcia. Zepchnęli z piedestałów jego boskie posągi i spalili świątynie.

Osiem tysięcy świątyń płonęło przez siedem dni i siedem nocy, dopóki całkiem nie zniknęły.

Od tamtej pory przestał istnieć bóg, który ich chronił i przynosił pokój, a narodził się demon, który przyciągał nieszczęścia.

Kiedy ludzie mówili, że jesteś bogiem, to byłeś bogiem. Kiedy mówili, że jesteś gównem, to byłeś gównem. Stawałeś się tym, czym cię nazwali. Zawsze tak było.

***

Mimo wszystko Jego Wysokość Książę Koronny nie był w stanie tego zaakceptować. A jeszcze bardziej nie był w stanie uznać przyznanej mu kary: wygnania.

Jego kultywacja została zniszczona i porzucono go w świecie ludzi.

Od dziecka był rozpieszczany na tysiące sposobów, więc nigdy nie cierpiał i nie znał problemów zwykłych ludzi. Dlatego ta kara była dla niego jak upadek spośród chmur w kałużę błota. A w tym błocie po raz pierwszy doświadczył głodu, biedy i brudu. To także pierwszy raz, kiedy robił coś, czego nigdy wcześniej sobie nawet nie wyobrażał: kradł, rabował, klął i zatapiał się w rozpaczy. Całkowicie stracił prestiż, jego poczucie godności zostało zdeptane, stał się paskudny zgodne z pragnieniem ludzi. Nawet najbardziej oddani mu podwładni nie byli w stanie zaakceptować jego zmiany, więc odeszli.

Ciało w otchłani, ale serce w raju. Te siedem słów zostało wyryte na prawie wszystkich kamiennych tablicach w Xian Le. Gdyby nie zostały prawie całkiem spalone, to Jego Wysokość Książę Koronny z pewnością jako pierwszy rzuciłby się, by je roztrzaskać, gdyby znowu je zobaczył.

Ponieważ ten, który wypowiedział to zdanie, już udowodnił, że kiedy jego ciało było w otchłani, to serce nie znajdowało się w raju.

***

Szybko wzniósł się do Niebios i jeszcze szybciej został z nich wyrzucony. Słowa boga wojny i jego ostrożne spojrzenie, spotkanie jednocześnie demona i bóstwa na moście Yi Nian w mgnieniu oka stały się przeszłością. Niebiosa wzdychały, bo to, co wydarzyło się w przeszłości, pozostawało w przeszłości.

Minęło wiele lat, kiedy pewnego dnia głośny dźwięk zatrząsł Niebiosami. Jego Wysokość Książę Koronny znowu stał się bogiem.

Od zamierzchłych czasów wygnani bogowie traktowali to jako porażkę prowadzącą do totalnego zniszczenia, a ostatecznie zostania demonem albo duchem. Naprawdę niewielu było w stanie odwrócić swój los i powrócić. Drugie wstąpienie było czymś godnym jedynie silnych i pełnych wigoru.

Jeszcze bardziej pełne wigoru było to, że od razu po wstąpieniu do Niebios zaatakował Niebiańskiego Cesarza. Dlatego Książę Koronny był tym razem bogiem tylko przez chwilę potrzebną na spalenie jednego kadzidła, po czym znowu został wygnany.

Jedno kadzidło. Można powiedzieć, że to najkrótsze i najbardziej gwałtowne wstąpienie.

Jeśli za pierwsze można było go pochwalić, to drugie zasługiwało jedynie na zyskanie tytułu farsy.

***

Tym razem wszyscy w niebie odwrócili się plecami do Księcia Koronnego. Jednak choć go porzucili, to nadal byli bardzo ostrożni. W końcu po pierwszym wygnaniu został doprowadzony do takiej desperacji, więc czy po drugim stanie się demonem i będzie mścił na zwykłych ludziach?

Kto by się spodziewał, że nie tylko nie został demonem, ale szczerze przyzwyczaił się do swojego nowego stylu życia. W ogóle nie sprawiał problemów, chyba że problemem można było nazwać bycie nadgorliwym.

Czasami występował na ulicy, wspaniale śpiewając albo grając na różnych instrumentach dętych i strunowych. Nawet roztrzaskanie ogromnej bryły nie było dla niego trudne. Choć od początku wiedzieli, że Jego Wysokość Książę Koronny potrafi śpiewać, tańczyć i w ogóle był wszechstronnie utalentowany, to naprawdę dziwnie się czuli, widząc to w takiej sytuacji. Szczególnie że czasami przyjmował nawet w zamian śmiecie.

Wszyscy bogowie byli zdziwieni.

Naprawdę ciężko było sobie wyobrazić, że dojdzie do czegoś takiego. Obecnie powiedzenie „urodziłaś syna, który jest Księciem Koronnym Xian Le” było o wiele większą obelgą, niż wyklęcie czyichś przodków.

Bądź co bądź, kiedyś był niezrównaną pięknością, Jego Wysokością Księciem Koronnym, który należał do grona Niebiańskich Oficjeli. Naprawdę nikt inny nie upadł tak nisko. Właśnie dlatego nazywano go pośmiewiskiem wszystkich trzech wymiarów.

Po wyśmianiu go ci bardziej sentymentalni wzdychali. Dumny syn Niebios z przeszłości naprawdę zniknął.

Jego boskie posągi zrzucono z piedestałów, a antyczny kraj został zniszczony i nie pozostał nikt, kto wciąż w niego wierzył. Powoli został zapomniany przez świat i nikt nie wiedział, gdzie odszedł.

Już jedna banicja była powodem do ogromnego wstydu i upokorzenia. Po drugiej nikt nie był w stanie się nigdy pozbierać.

***

Po wielu latach nagle nadszedł dzień, kiedy Niebiosa znowu wzburzył hałas.

Był niezwykle głośny, ziemia dygotała, a góry się trzęsły.

Palące się dzień i noc lampy stojące na ołtarzach drżały, kiedy ich płomienie dziko tańczyły. Boscy oficjele się obudzili, wychodząc z pałaców w pośpiechu i pytając: „Który parweniusz wstąpił do Niebios? Wszystko tak bardzo się trzęsie!”.

Kto by pomyślał, że po westchnieniu „jak wspaniale, jak wspaniale” wszyscy bogowie poczuli się, jakby wielokrotnie ugodził ich piorun?

Jeszcze nie skończyłeś?!

Ten znany dziwak, pośmiewisko trzech wymiarów, Jego Wysokość Książę Koronny, on… on… on… Kuźwa, znowu wstąpił na ścieżkę boskości!

Tłumaczenie: Ashi

Rozdział został przetłumaczony wyłącznie w ramach „zajawki” – czyli więcej nie będzie, a przynajmniej dopóki nie skończę MDZS, zresztą jeszcze nie dogadałam z autorką kwestii jej zgody na to tłumaczenie. Ale mam nadzieję, że dzięki temu rozdziałowi początek webtoona będzie choć trochę bardziej zrozumiały ;)

13 Comments

    1. Ashi Ashi Autor

      Co prawda tłumaczenie jest przed korektą, ale… Fakt. Powieliłam błąd z innej nowelki, po części nieświadomie, choć „koronowany książę” jest mega nielogiczne. Wiadomo, że nie był koronowany, a gdyby był, to nie byłby księciem, a królem. Ale książę koronny gorzej brzmi :D

      Odpowiedz
  1. Avatar nerenka

    Fajnie, że wydałaś pierwszy rozdział tej nowelki :ekscytacja: Fakt, warto byłoby dokończyć MDZS choć sporo rozdziałów Ci zostało. Dziękuję. Teraz mam jaśniejszy obraz tej novelki o czym tak naprawdę jest. Trzymam kciuki za dokończenie MDZS i rozpoczęcie tej novelki (czuję, że cos długo będziemy czekać na koniec) A jak z nowelką „Żona Legendarnego Mistrza” ? znalazł się jakiś tłumacz? Nowelka idzie w ciekawym momencie.

    Odpowiedz
    1. Ashi Ashi Autor

      Obstawiam, że w obecnym tempie zakończenie MDZS po polsku poznamy za rok :D Oczywiście nie licząc dodatków, haha. A Żona… Nie, nie znalazł się tłumacz. A z kolejnym rozdziałem mam taki problem, że dzieje się to i owo 18+, więc nie mogę za bardzo zrobić go w pracy, a tylko tam mam czas na nowelki :/

      Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: