Mo Dao Zu Shi

Rozdział 49 – Podstęp IV43 min. lektury

Wei WuXian w końcu był pewny, na którą scenę patrzy.

Kiedy Nie MingJue otrzymał pewne informacje, rozpoczął atak z zaskoczenia na Yangquan.

Jego bitwy prawie zawsze kończyły się sukcesem. Jednak nikt nie spodziewał się, że z powodu błędnych informacji lub zwykłego szczęścia ten atak zaprowadzi ich wprost do lidera klanu QishanWen, Wen RuoHana.

Ze względu na ich przeliczenie się, klan QishanWen zyskał przewagę. Pojmali wszystkich kultywatorów i zabrali ich do Miasta bez Nocy.

Meng Yao uklęknął na jednym kolanie obok Nie MingJue.

Nigdy bym się nie spodziewał, że będziesz w tak okropnej sytuacji.

Nie MingJue odpowiedział tylko dwoma słowami:

Goń się.

Nadal uważasz się za króla Hejian? Rozejrzyj się dokładnie. To Słoneczny Pałac. – W śmiechu Meng Yao dało się wyczuć litość.

Słoneczny Pałac? To tylko nora skundlonych Wenów! – wypluł z siebie jeden z leżących niedaleko kultywatorów.

Wyraz twarzy Meng Yao się zmienił i chłopak wysunął miecz.

Z szyi kultywatora natychmiast wyciekł strumień krwi. Umarł bez dźwięku. Jego towarzysze zawyli, krzycząc i rzucając się w tę stronę. Nie MingJue był wściekły.

Ty!

Skundlony Wen! Jeśli jesteś taki pewny siebie, to dlaczego mnie też nie zabijesz?!

Meng Yao nawet nie ruszył brwią. Zamachnął się kolejny raz, a z szyi kultywatora rozkwitła krew.

Jasne. – Meng Yao się uśmiechnął. Z mieczem w dłoni stał w kałuży krwi z ciałami dwóch ubranych na biało kultywatorów u stóp.

Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia? – zapytał, wciąż się uśmiechając.

Skundlony Wen – odpowiedział chłodno Nie MingJue.

Wiedział, że w rękach Wen RuoHana czekała na niego tylko śmierć, więc niczego się nie bał. Gdyby Wei WuXian był na jego miejscu, to w pierwszej kolejności też wykląłby go na wszystkie sposoby – w końcu i tak by umarł. Pomimo tego Meng Yao tylko się uśmiechnął, nie okazując ani krztyny złości. Pstryknął palcami i natychmiast na kolanach podszedł do niego jeden z kultywatorów. Trzymając obie dłonie nad głową, trzymał długie pudełko.

Meng Yao je otworzył i wyjął ze środka pewien przedmiot.

Liderze sekty Nie, może się temu przyjrzysz?

To była szabla Nie MingJue, Baxia!

Natychmiast stąd znikaj! – Mężczyzna był wściekły.

Jednak chłopak już wyjął Baxię i trzymał ją w dłoni.

Liderze sekty Nie, wiele razy w przeszłości trzymałem Baxię. Czy nie uważasz, że jest już za późno na złość?

Zabieraj z niej łapy! – powiedział Nie MingJue, cedząc słowa.

Tak jakby chciał go specjalnie zezłościć, Meng Yao zważył szablę w dłoni.

Liderze sekty Nie, muszę powiedzieć, że twoja szabla może ujść za broń duchową wysokiego poziomu. Ale w porównaniu do szabli twojego ojca, poprzedniego lidera sekty Nie, wciąż jest odrobinę gorsza. Może spróbujesz zgadnąć, ile razy lider sekty Wen będzie musiał ją uderzyć, by się tym razem złamała?

W ułamku sekundy cała krew z ciała Nie MingJue uderzyła mu do głowy. Wei WuXian także zdrętwiał od nagłej złości.

Brutalne – skomentował w myślach.

Nie MingJue najbardziej nienawidził i żałował jednej rzeczy – śmierci ojca.

Kiedy był tylko nastolatkiem, a QingheNie przewodził jego ojciec, ktoś obdarował Wen RuoHana rzadką szablą. Przez kilka dni był bardzo zadowolony z prezentu. Zapytał gościnnych kultywatorów: „co myślicie o mojej szabli?”.

Zawsze był nieprzewidywalny, śmiejąc się w jednej chwili, a w drugiej będąc wściekłym. Oczywiście wszyscy go zachwalali, mówiąc, że żadna szabla w historii nie była w stanie się równać z tą. Niestety jeden z gości albo był zły na poprzedniego lidera sekty Nie, albo chciał wyróżnić się wyjątkową odpowiedzią. Powiedział: „oczywiście, że twoja szabla jest nieporównywalna do innych, ale obawiam się, że pewna osoba się nie zgodzi”.

I tak Wen RuoHan nie był już zadowolony. Zapytał, o kogo chodzi. Gość odparł:

Oczywiście to lider QingheNie, sekty znanej z kultywacji szabli. Jest niezwykle arogancki, zawsze przechwalając się, że jego ukochana szabla jest absolutnie niezrównana i nawet za kilkaset lat nic nie będzie się w stanie z nią równać. Nawet jeśli czyjeś ostrze jest bardzo dobre, to on tego nie powie, a nawet jeśli przyzna na głos, to w sercu zakpi.

Słysząc to, Wen RuoHan się zaśmiał – jesteś pewny? Cóż, to chcę ją zobaczyć.

Natychmiast wezwał poprzedniego lidera sekty Nie z Qinghe. Wziął do ręki jego szablę i patrzył na nią przez chwilę, po czym powiedział tylko jedno zdanie: „tak, to bardzo dobra szabla”. Uderzył ją kilka razy i oddał z powrotem.

Wtedy nic nie wydawało się nie w porządku. Poprzedni lider sekty Nie także był zdziwiony, a także zirytowany tą władczą postawą. Jednak kilka dni później podczas nocnych łowów jego szabla rozpadła się na kawałki, kiedy walczył z bestią. Z tego powodu został poważnie raniony rogiem stworzenia.

Nie MingJue, który towarzyszył ojcu, zobaczył to na własne oczy.

Poprzedni lider sekty Nie został zabrany z powrotem do domu, ale nie potrafił się pogodzić z tym wydarzeniem, a jego rany się nie goiły. Po sześciu miesiącach choroby odszedł z tego świata albo z osłabienia, albo ze złości. To dlatego Nie MingJue razem z resztą sekty Nie aż tak nienawidzili Wenów.

Teraz Meng Yao trzymał jego szablę tuż przed Wen RuoHanem, wspominając, jak jego ojciec został zniszczony razem ze swoją szablą. Bardziej okrutny już nie mógł być!

Po głośnym plaśnięciu ręki Nie MingJue Meng Yao przewrócić się do tyłu i kaszlnął krwią. Widząc to, siedząca na nefrytowym siedzisku postać przesunęła się do przodu, jakby chciała wstać. Meng Yao natychmiast wstał i kopnął Nie MingJue w pierś. Poprzedni atak mężczyzny był ponad jego obecne siły, więc upadł ciężko na ziemię. W końcu nie mógł powstrzymać wrzącej krwi płynącej w jego piersi.

Z drugiej strony Wei WuXian zaniemówił z szoku.

Było tyle wersji tej opowieści, ale nigdy nie usłyszał nawet wzmianki o wspaniałym kopniaku, którego LianFang-Zun zaserwował ChiFeng-Zunowi!

Z ogromną siłą Meng Yao nadepnął na jego klatkę piersiową.

Jak śmiesz zachowywać się tak na oczach lidera klanu Wen!

Mówiąc to, dźgnął mieczem w dół. Nie MingJue uderzył w ostrze dłonią, roztrzaskując je na kawałki. Chłopak przewrócił się od siły tego ataku. Kiedy Nie MingJue zbierał się do zadania ciosu w głowę Meng Yao, poczuł, jak niezwykła siła ciągnie jego ciało w inną stronę.

W stronę siedziska Wen RuoHana. Został przeciągnięty z ogromną szybkością, zostawiając na kamiennej podłodze dziesięciometrową smugę krwi, która ciągle się powiększała.

Nie MingJue sięgnął po jednego z klęczących uczniów sekty Wen i rzucił go w stronę nefrytowego siedzenia. Szkarłatna krew rozbryznęła się w powietrzu jak pęknięty arbuz, a mięso chlapnęło na wszystkie strony. Wen RuoHan powietrznym ciosem roztrzaskał głowę własnego ucznia. Jednak dzięki temu Nie MingJue zyskał trochę czasu. Złość dała mu nagły przypływ siły. Podskoczył, tworząc dłońmi pieczęć i Baxia natychmiast do niego przyleciała.

Liderze sekty, uważaj! – krzyknął Meng Yao.

Niech tak będzie! – zaśmiał się dziko obcy głos.

Brzmiał bardzo młodo. Wei WuXian w ogóle nie był zaskoczony. Wen RuoHan miał wysoki poziom kultywacji, więc oczywiście jego śmiertelne ciało także zostało zachowane, jakby był w kwiecie wieku. Nie MingJue się zamachnął, jak tylko chwycił rękojeść szabli. Tuziny kultywatorów z klanu Wen, którzy podeszli, by go otoczyć, zostało przecięte na pół.

Mnóstwo zdeformowanych zwłok poniewierało się po płytach w kolorze węgla. Nagle Wei WuXianowi ciarki przeszły po plecach.

W mgnieniu oka pojawiła się za nim postać. Nie MingJue pchnął groźnie, a jego energia duchowa roztrzaskała niektóre kamienne płyty na pył, ale nic nie trafił. Jednak czuł, jakby otrzymał silny cios w pierś. Uderzył w jedną ze złotych pałacowych kolumn, wykasłując ciepłą krew. Lepka ciecz znowu spłynęła z jego potylicy, rozmazując mu wzrok. Wyczuwając czyjeś nadejście, machnął ramieniem, by zaatakować ponownie. Tym razem pięść uderzyła w sam środek jego piersi. Całe ciało mężczyzny zapadło się kilka milimetrów w ziemię.

Zmysły Wei WuXiana były połączone z Nie MingJue. Obrywając manto, był zszokowany. Umiejętności Wen RuoHana były naprawdę niezwykle potężne!

Wei WuXian nigdy bezpośrednio nie walczył z Nie MingJue, więc nie miał pojęcia, który z nich by wygrał. Jednak na podstawie swoich obserwacji mógł wywnioskować, że poziom kultywacji Nie MingJue mógł zająć jedno z trzech pierwszych miejsc w rankingu z wszystkimi spotkanymi przez niego ludźmi. Pomimo tego był całkowicie bezbronny w obliczu Wen RuoHana. Nawet gdyby był tam we własnej osobie, to nie śmiał powiedzieć, że odniósłby mniej poważne obrażenia…

Wen RuoHan nadepnął na pierś Nie MingJue. Wzrok Wei WuXiana ciemniał, a smak krwi wzbierał się w jego ustach.

Twój podwładny jest bezużyteczny, skoro potrzebował twojej obecności, liderze klanu – powiedział Meng Yao, zbliżając się.

Ty nieudaczniku – zaśmiał się Wen RuoHan, a chłopak mu zawtórował. – To on zabił Wen Xu?

Dokładnie. To był on. Liderze sekty, zabijesz go od razu, czy zabierzesz do Ognistego Pałacu? Moją osobistą sugestią jest zabranie go do Pałacu.

Ognisty Pałac” był placem zabaw Wen RuoHana. To tam przechowywał tysiące narzędzi tortur. To oznaczało, że Meng Yao nie chciał zapewnić Nie MingJue łatwej śmierci. Chciał zabrać go do sali tortur i aż do śmierci testować na nim stworzone przez siebie urządzenia.

Słysząc, jak sobie żartują i rozmawiają, jak się nim zająć, Nie MingJue poczuł płomienie złości podgrzewające krew w jego piersi.

Po co się kręcić wokół kogoś, kto jest w połowie martwy? – odpowiedział Wen RuoHan.

To nie jest sposób na zajęcie się tą sprawą. Lider sekty Nie ma silne ciało i po kilku dniach odpoczynku może znowu być wspaniały i potężny.

Rób, jak chcesz.

Tak jest.

Jednak jak odpowiadał, zimne, bardzo cienkie światło chlasnęło w poprzek.

Wen RuoHan nagle ucichł.

Ciepłe krople krwi skapnęły na twarz Nie MingJue. Wyglądało na to, że coś wyczuł, bo próbował się podnieść i zobaczyć, co się dzieje, ale ze względu na ciężkie obrażenia jego głowa na powrót opadła na ziemię. W końcu zamknął oczy.

Wei WuXian nie wiedział, ile czasu minęło, kiedy w końcu zobaczył promień światła. Nie MingJue powoli rozchylił powieki.

Jak tylko się obudził, odkrył, że jedno z jego ramion zostało zarzucone na plecy Meng Yao, który parł do przodu, na pół go niosąc, na pół ciągnąc.

Liderze sekty Nie?

Wen RuoHan umarł?

Wydawało się, jakby Meng Yao się poślizgnął. Drążącym głosem odpowiedział:

Prawdopodobnie… umarł.

Chłopak niósł coś także w dłoni.

Podaj mi szablę – powiedział niskim tonem głosu Nie MingJue.

Wei WuXian nie widział miny Meng Yao. Był w stanie tylko usłyszeć smutny uśmiech w jego głosie.

Liderze sekty Nie, w tej chwili nie myśl o pocięciu mnie na kawałki, proszę.

Nie MingJue milczał przez chwilę. Zbierając siły, wyrwał swoją szablę. Choć Meng Yao był zwinny, czysta siła była w stanie pokonać wszystkie zdolności. Chłopak natychmiast odskoczył na bok.

Liderze sekty Nie, wciąż jesteś ranny.

Zabiłeś ich – powiedział chłodno mężczyzna, trzymając szablę w dłoni.

Chodziło o kultywatorów, którzy zostali pojmani razem z nim.

Liderze sekty Nie, musisz zrozumieć. W takiej sytuacji… Nie miałem wyboru.

Najbardziej na świecie Nie MingJue nienawidził tak nieodpowiedzialnych słów. Złoszcząc się, zaatakował.

Nie miałeś wyboru? Zrobić to, czy nie zrobić, to zależało od ciebie! Tak samo ich życie lub śmierć!

Czy naprawdę to ode mnie zależało? – zaprotestował, robiąc unik. – Liderze sekty Nie, jeśli spojrzymy na to z innej perspektywy…

Nie spojrzymy! – przerwał mu Nie MingJue. Dobrze wiedział, co jego przeciwnik chciał powiedzieć.

Meng Yao też był jakiś taki pozbawiony energii. Próbował unikać ataków, jednak prawie się potknął, pokazując, w jak trudnej jest sytuacji. Po chwili udało mu się złapać oddech i prawie eksplodował.

ChiFeng-Zun! Nie rozumiesz, że gdybym ich nie zabił, to ty byłbyś martwy?! – krzyknął nagle.

To praktycznie równało się powiedzeniu: „to ja uratowałem twoje życie, więc nie możesz mnie zabić, bo to będzie niemoralne”. Jin GuangYao naprawdę był wart swojej reputacji. To samo znaczenie, ale inne słowa, dzięki czemu był w stanie stworzyć zwarte poczucie frustracji i smutku. Ruchy Nie MingJue zamarły, tak jak się spodziewał. Żyły wyszły mu na wierzch na czole.

Zamierając na chwilę, zacisnął rękę na rękojeści i krzyknął:

Dobrze! Najpierw zabiję ciebie, a potem siebie!

Meng Yao natychmiast się skulił. Patrząc, jak Baxia mknie w jego stronę, zwiał przerażony. Jeden z nich atakował szaleńczo, drugi szaleńczo uciekał. Obaj się zachwiali, wciąż cali we krwi. Zachowanie przyszłego naczelnego kultywatora było tak komiczne, że Wei WuXian śmiał się do rozpuku. Gdyby Nie MingJue nie był ciężko ranny i pozbawiony energii duchowej, Meng Yao już dawno byłby martwy.

Bracie MingJue! – zawołał nagle zaskoczony głos.

Postać ubrana w czyste, białe szaty wybiegła z lasu. Meng Yao wyglądał, jakby właśnie zobaczył boga z niebios. Szybko podbiegł i ukrył się za jego plecami.

ZeWu-Jun! ZeWu-Jun!

Nie MingJue był w trakcie ataku szału. Nawet nie pytał, co tutaj robi Lan XiChen, zamiast tego krzycząc:

XiChen, odsuń się!

Ciosy Baxi były tak przerażające, że XiChen musiał wyjąć Shuoyue z pochwy. Mężczyzna zatrzymał Nie MingJue, częściowo wspierając jego postać, częściowo blokując jego ataki.

Bracie MingJue, uspokój się! Po co to wszystko?

Dlaczego nie zapytasz, co zrobił?! – Lan XiChen odwrócił się, by spojrzeć na przerażonego Meng Yao. Chłopak się jąkał, jakby nie śmiał nic powiedzieć. – Wtedy, jak uciekłeś z Langyi, zastanawiałem się, dlaczego za nic nie potrafię cię znaleźć! A ty stałeś się jednym z tych kundli i obrałeś stronę tyrana w Mieście bez Nocy!

Bracie MingJue. – Lan XiChen rzadko przerywał innym, więc Nie MingJue się zawahał. – Wiesz, kto przekazywał ci mapy taktycznych formacji klanu QishanWen?

Ty.

Tylko je dostarczałem. Wiesz, kto był źródłem tych wszystkich informacji?

W tym przypadku nie było ciężko zrozumieć, co miał na myśli. Nie MingJue zerknął na Meng Yao, który stał za ubranym na biało mężczyzną z nisko opuszczoną głową. Jego brwi drżały niekontrolowanie, tak jakby nie mógł w to uwierzyć.

Nie ma powodów do zwątpienia. Dzisiaj też przyszedłem ci na pomoc po tym, jak się ze mną skontaktował. Inaczej skąd nagle bym się tu wziął?

Nie MingJue nie był w stanie nic powiedzieć.

Po incydencie w Langyi A-Yao czuł wyrzuty sumienia, ale bał się, że na ciebie wpadnie. Był w stanie tylko zakraść się do klanu QishanWen i zbliżyć do Wen RuoHana, pisząc mi w sekrecie listy. Na początku też nie wiedziałem, kto jest nadawcą. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero z kilku przypadkowych wskazówek – powiedział Lan XiChen, po czym odwrócił się do Meng Yao i zniżając głos, dodał: – Nie mówiłeś o tym bratu MingJue?

Meng Yao się uśmiechnął, zaciskając dłoń na zranionym ramieniu.

ZeWu-Jun, sam dobrze widziałeś. Nawet gdybym tak powiedział, lider sekty Nie i tak by mi nie uwierzył.

Nie MingJue zachował milczenie, a Baxia i Shuoyue dalej się zderzały. Meng Yao zerknął na rozbłyski zderzających się ostrz z przerażeniem. Po chwili zrobił krok do przodu i ukląkł przed Nie MingJue.

Meng Yao? – zapytał Lan XiChen.

Liderze sekty Nie, w Słonecznym Pałacu rzeczywiście cię zraniłem i powiedziałem nieodpowiednie rzeczy, choć było to w celu zyskania zaufania Wen RuoHana. Celowo otworzyłem starą ranę, wiedząc, że sprawa poprzedniego lidera sekty Nie bardzo cię zraniła… Nie miałem wyboru, ale naprawdę bardzo mi przykro.

To nie przede mną powinieneś klęczeć, ale przed kultywatorami, których zabiłeś własnymi rękoma.

Wen RuoHan był okrutny. Udawał wariata, kiedy ktoś był nieposłuszny. Skoro udawałem kogoś godnego zaufania, jak mogłem spokojnie patrzeć, kiedy inni go poniżali? Więc…

Świetnie. Wygląda na to, że robisz to od dawna.

Byłem w Qishan – westchnął chłopak.

Lan XiChen także westchnął, kontynuując słowny atak:

Bracie MingJue, działał w Qishan pod przykrywką i na pewne rzeczy… Nie miał wpływu. Kiedy je robił, to w sercu także…

W sercu? – Wei WuXian potrząsnął głową. – ZeWu-Jun wciąż jest zbyt życzliwy i niewinny.

Po chwili jednak wywnioskował, że jest tak ostrożny względem Jina GuangYao, bo miał już względem niego wiele podejrzeń, stojący zaś przed Lan XiChenem Meng Yao był kimś, kto nie miał wyboru i musiał samotnie znosić to upokorzenie. Mieli inne punkty widzenia, więc jak można było porównywać ich uczucia?

Chwilę później Nie MingJue znowu uniósł szablę.

Bracie MingJue!

Meng Yao zamknął oczy, a Lan XiChen zacisnął dłoń na Shuoyue.

Proszę, wybacz…

Zanim skończył mówić, srebrny rozbłysk ostrza chlasnął okrutnie w dół, prosto na stojący z boku kamień.

Meng Yao wzdrygnął się od huku pękającego głazu. Spoglądając na niego, zobaczył, że został rozcięty na dwie połowy od góry do dołu.

Nawet na koniec szabla nie mogła go tknąć. Baxia została włożona do pochwy, a Nie MingJue odszedł, nawet się nie odwracając.

Po śmierci Wen RuoHana pozostali kultywatorzy z QishanWen nie mieli już nadziei – ich przegrana była pewna.

A Meng Yao, który przez lata poświęcał się w Mieście bez Nocy, natychmiast po bitwie stał się sławny.

Wei WuXian pierwotnie uznał to za dziwne. Odkąd Meng Yao zdradził QingheNie, to nie za dobrze układało mu się z Nie MingJue. To dlaczego później zostali zaprzysiężonymi braćmi? Z jego obserwacji, poza Lan XiChenem, który ciągle o tym wspominał z nadzieją, że się pogodzą, najważniejsza była wdzięczność za uratowanie mu życia i listy. A konkretnie podczas przeszłych bitew mniej więcej polegał na informacjach przesłanych poprzez Lan XiChena. Nadal uważał, że Jin GuangYao był utalentowaną osobą, na którą rzadko się trafiało i planował sprowadzić go na dobrą ścieżkę. Jednak on nie był już jego podwładnym. Dopiero po zostaniu jego zaprzysiężonym bratem będzie miał odpowiedni status i pozycję, by go cisnąć, tak jak dyscyplinował swojego młodszego brata, Nie HuaiSanga.

Po Kampanii Zestrzelenia słońca sekta LanlingJin zorganizowała kwietny bankiet, który trwał wiele dni. Zaprosili niezliczoną rzeszę kultywatorów i sekt do wspólnej celebracji.

Ludzie przychodzili i odchodzili z Wieży Złotego Karpia. Z punktu widzenia Nie MingJue tłum się przed nim wciąż rozstępował, skłaniając mu głowę z szacunkiem i wołając „ChiFeng-Zun”.

Taki pokaz ekstrawagancji dosięgnie nawet niebios. Ci wszyscy ludzie jednocześnie szanują i boją się Nie MingJue. Mnie też sporo osób się boi, lecz niewielu szanuje – pomyślał Wei WuXian.

Jin GuangYao stał tuż obok podstawy pałacu. Teraz kiedy stał się zaprzysiężonym bratem z Nie MingJue i Lan XiChenem, a także został przyjęty przez swój klan, to namalował sobie cynobrowy znak między brwiami i wdział białe, obszyte złotem szaty z motywem Iskier Wśród Śniegu. Z wysoką czapką na głowie był prawie nie do poznania. Przystojny jak zawsze, tak samo mądry, ale otaczała go o wiele spokojniejsza atmosfera.

Wei WuXian był zdziwiony, widząc obok niego znajomą postać.

Xue Yang.

Obecnie Xue Yang wciąż był jeszcze młody. Choć jego rysy twarzy wciąż miały w sobie coś dziecinnego, to był już raczej wysoki. Stojąc obok Jina GuangYao również w szatach z Iskrami Wśród Śniegu, był jak wiosenny wiatr pośród wierzb – pełen młodzieńczego talentu. Wyglądało, jakby rozmawiali o czymś zabawnym. Jin GuangYao uśmiechał się, gestykulując dłonią. Wymienili się spojrzeniami, a Xue Yang parsknął śmiechem. Z nonszalancją rozejrzał się po kręcących się wokół kultywatorach. Jego wzrok wypełniony był pogardą, jakby każdy z nich był chodzącym śmieciem. Kiedy zobaczył Nie MingJue, nie bał się tak, jak pozostali. Zamiast tego błysnął kłami. Jin GuangYao zauważył, że mina jego zaprzysiężonego brata nie była zbyt pogodna. Szybko stłumił uśmiech i wyszeptał coś do Xue Yanga. Ten pomachał i w podskokach odszedł.

Bracie – powiedział z szacunkiem Jun GuangYao, podchodząc bliżej.

Kto to?

Xue Yang – odpowiedział ostrożnie mężczyzna po chwili wahania.

Xue Yang z Kuizhou? – Nie MingJue zmarszczył brwi.

Jin GuangYao przytaknął. Xue Yang od małego szczycił się niesławą. Wei WuXian wyraźnie poczuł, jak brwi Nie MingJue marszczą się jeszcze bardziej.

Po co marnujesz czas na kogoś takiego?

Sekta LanlingJin go zrekrutowała.

Nie śmiał powiedzieć nic więcej. Pod wymówką potrzeby zaopiekowania się gośćmi przeszedł na drugą stronę. Nie MingJue potrząsnął głową i się odwrócił. Jak to zrobił, Wei WuXian natychmiast poczuł, jak jego wzrok się rozpromienił. Czuł się, jak gdyby śnieg zaczął spadać z nieba, opadając na oświetloną światłem księżyca salę. Ramię w ramię podeszli do niego Lan XiChen i Lan WangJi.

Dwóch Jadeitów Lan stało razem. Jeden miał u pasa xiao, drugi niósł guqin. Jeden był ciepło delikatny, drugi chłodno surowy. Pomimo tego obaj byli podobnie porażający, zrównoważeni. To naprawdę ten sam kolor, ale o innej postawie. Nic dziwnego, że wszyscy zawsze się gapili i zachwycali tym widokiem.

Obecny Lan WangJi wciąż wyglądał trochę naiwnie, ale jego oziębła mina i tak trzymała wszystkich na dystans. Spojrzenie Wei WuXiana natychmiast przykleiło się do jego twarzy, nie będąc w stanie się oderwać. Choć ten nie był w stanie go usłyszeć, Wei WuXian szczęśliwie krzyknął: „Lan Zhan! Tak za tobą tęsknię! Hahahaha!”.

Liderze sekty Nie, liderze sekty Lan – powiedział ktoś nagle. Słysząc ten znajomy głos, serce Wei WuXiana zabiło szybciej. Nie MingJue znowu się odwrócił. Podszedł do nich ubrany w fiolet Jiang Cheng, opierający dłoń na mieczu.

A obok niego stał nikt inny jak Wei WuXian we własnej osobie.

Zobaczył siebie samego ubranego w całości na czarno i idącego z rękami złożonymi na plecach. Flet w kolorze atramentu przyczepiony był do jego pasa, zwisając ze szkarłatnymi frędzlami. Stojąc ramię w ramię z Jiang Chengiem, kiwnął głową w tę stronę w oznace szacunku. Był odrobinę arogancki, przybierając dogłębnie lekceważącą postawę. Na ten widok Wei WuXiana aż zaczęły boleć zęby. Czuł, że naprawdę był pretensjonalny i aż miał ochotę sam stłuc się na kwaśne jabłko!

Lan WangJi także go zauważył. Końcówki jego brwi zadrżały lekko, ale jego spojrzenie szybko się odwróciło, znowu kierując się na wprost w opanowany sposób. Jiang Cheng i Nie MingJue kiwnęli sobie nawzajem głowami z grobowymi minami. Żaden nie miał nic niepotrzebnego do powiedzenia. Wei WuXian zauważył, jak jego ubrana na czarno wersja rozgląda się i w końcu zauważa Lana WangJi. Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale Jiang Cheng podszedł bliżej. Z pochylonymi głowami powiedzieli coś do siebie z powagą. Wei WuXian zaśmiał się głośno i odszedł z Jiang Chengiem w inną stronę. Stojący wokół nich ludzie także się przesunęli, robiąc im miejsce.

Wei WuXian dobrze się zastanowił. O czym wtedy rozmawiali? Na początku nie mógł sobie przypomnieć, ale po dokładnym przyjrzeniu się ruchom ich warg poprzez oczy Nie MingJue udało mu się to. Wtedy powiedział: „Jiang Cheng, ChiFeng-Zun jest od ciebie o wiele wyższy, haha”. A Jiang Cheng mu odpowiedział: „Spadaj. Życie ci niemiłe?”.

Nie MingJue znowu spojrzał na swoich towarzyszy.

Dlaczego Wei Ying nie nosi miecza?

Miecz był częścią stroju formalnego. Podczas takich spotkań, to bardzo znaczący wskaźnik etykiety. Osoby z prominentnych sekt uważały to za szczególnie ważne.

Pewnie zapomniał – odpowiedział obojętnie Lan WangJi.

Potrafi zapomnieć nawet o czymś takim? – Nie MingJue uniósł brew.

To nic niezwykłego.

No, no, obgadywanie mnie za moimi plecami? Przyłapałem cię – pomyślał Wei WuXian.

Lan XiChen się uśmiechnął.

Panicz Wei kiedyś powiedział, że nie chce przejmować się zbytecznymi formalnościami. Pomińmy noszenie miecza, bo co mogą mu zrobić inni, jeśli zdecyduje się nie nosić ubrań? Jak młodzieńczo.

Usłyszenie własnych aroganckich słów z ust innej osoby było naprawdę nieopisanym uczuciem. Wei WuXian czuł się trochę zawstydzony, ale nie mógł też nic na to poradzić. Nagle usłyszał, jak Lan WangJi mamrocze coś pod nosem:

Jak frywolnie.

Jego głos był niezwykle miękki, jakby powiedział to tylko do siebie. Te dwa słowa zapukały do uszu Wei WuXiana, sprawiając jakoś, że jego serce zabiło szybciej.

Lan XiChen spojrzał na brata.

Hmm? Co tutaj jeszcze robisz?

Lan WangJi był trochę zagubiony. Z poważną miną odparł:

Brat tu jest, więc oczywiście ja także.

Dlaczego jeszcze nie poszedłeś z nim porozmawiać? Niedługo będą daleko stąd.

Wei WuXian uznał to za dziwne. Dlaczego ZeWu-Jun o tym wspomniał? Czyżby Lan Zhan miał mi coś do powiedzenia?

Zanim mógł zobaczyć reakcję Lana WangJi, z drugiego końca sali rozległ się harmider. Wei WuXian usłyszał własny wściekły krzyk:

Jin ZiXuan! Czy zapomniałeś, co powiedziałeś i zrobiłeś? Co teraz masz przez to na myśli?!

Wei WuXian sobie przypomniał. Więc to ta sytuacja!

Jin ZiXuan także się wściekał.

Pytałem lidera sekty Jiang, nie ciebie! I pytałem o panienkę Jiang. Jaki to ma z tobą związek?!

Dobrze powiedziane! Jaki związek ma z tobą moja starsza siostra? Komu wtedy wyrosły oczy z tyłu głowy?

Liderze sekty Jiang, to kwiecisty bankiet naszej sekty, a on jest z twojej! Możesz go przypilnować czy nie?!

Znowu się zaczęli kłócić? – powiedział Lan XiChen.

Lan WangJi spojrzał w tamtą stronę, ale jego stopy nie oderwały się od podłogi. Chwilę później, tak jakby zdecydował się coś zrobić, dał krok do przodu. Już miał podejść bliżej, kiedy usłyszał głos Jiang Chenga:

Wei WuXian, możesz się zamknąć? Przepraszam, paniczu Jin. Mojej siostrze dobrze się powodzi. Dziękuję za troskę. Możemy o tym porozmawiać następnym razem.

Wei WuXian zaśmiał się chłodno.

Następnym razem? Nie będzie następnego razu! Jej zdrowie także nie jest jego sprawą! Wydaje mu się, że kim on jest?

Odwrócił się i odszedł.

Wracaj tutaj! Gdzie idziesz? – krzyknął za nim Jiang Cheng.

Gdziekolwiek! – Wei WuXian zamachał ręką. – Bylebym nie widział jego twarzy. Zresztą i tak nie chciałem tu przychodzić. Sam możesz się tym zająć.

Mina Jiang Chenga natychmiast się zachmurzyła, kiedy został zostawiony przez Wei WuXiana. Jin GuangYao zajmował się różnymi sprawami tu i tam. Witał wszystkich gości uśmiechem, a problemy akcją. Widząc, że coś poszło nie tak, natychmiast się pojawił.

Paniczu Wei, proszę, zaczekaj!

Wei WuXian szedł szybko z rękami założonymi na plecach. Jego mina był ponura i na nikogo nie zwracał uwagi. Lan WangJi zrobił krok w jego stronę, ale zanim miał szansę coś powiedzieć, ten go wyminął.

Jin GuangYao nie był w stanie go dogonić. Tupnął o ziemię i westchnął.

No i poszedł. Liderze sekty Jiang, co… Co takiego powinienem zrobić?

Nie zwracaj na niego uwagi. Jest strasznie niegrzeczny, ale przyzwyczaił się w domu do takiego zachowania.

Jiang Cheng zaczął rozmawiać z Jin ZiXuanem.

Wei WuXian westchnął przeciągle, obserwując ich. Dobrze, że Nie MingJue nie był zbyt zainteresowany tym, co tam się dzieje. Szybko odwrócił wzrok i Wei WuXian nie był w stanie ich już zobaczyć.

***

Rezydencja sekty QingheNie, Nieczysty Wymiar

Nie MingJue siedział na macie. Guqin leżał horyzontalnie przed Lan XiChenem, który muskał struny palcami. Kiedy utwór się skończył, Jin GuangYao zaśmiał się głośno.

Cóż, teraz kiedy usłyszałem twoją umiejętną grę, Bracie, równie dobrze mogę roztrzaskać mój guqin po powrocie do domu.

Poza Gusu twoje zdolności muzyczne też są uważane za dość dobre. Matka cię nauczyła?

Nie, nauczyłem się sam poprzez obserwowanie innych. Ona nigdy mnie czegoś takiego nie uczyła. Tylko czytanie i pisanie, a także kupiła parę drogich poradników kultywacyjnych i szermierczych do ćwiczenia.

Poradniki kultywacyjne i szermiercze? – Lian XiChen był zdziwiony.

Bracie, nie widziałeś ich wcześniej, prawda? To takie małe broszury sprzedawane przez pospolitych ludzi. Niewyraźne szkice ludzkich postaci i specjalnie okryte tajemnicą podpisy.

Lan XiChen potrząsnął głową, uśmiechając się. Jin GuangYao zrobił to samo.

To tylko oszustwa, by oszukiwać kobiety jak moja matka i nieświadome dzieci. Nic się nie traci na trenowaniu ich, ale także nic nie zyskuje. – Westchnął smutno. – Ale skąd mogła to wiedzieć moja matka? Kupowała je, nie patrząc na cenę. Mówiła wtedy, że jak pójdę zobaczyć ojca, to muszę się z nim spotkać z jak największą wiedzą, by nie być w tyle. Wydawała na to wszystkie pieniądze.

Lan XiChen szarpnął za struny.

Jesteś bardzo utalentowany, skoro tyle osiągnąłeś po samej obserwacji innych. Gdyby mistrz mógł dać ci parę wskazówek, to zrobiłbyś ogromne postępy.

Jin GuangYao się uśmiechnął.

Mistrz jest tuż przede mną, ale nigdy nie śmiałbym go kłopotać.

Dlaczego nie? Usiądź, paniczu.

I tak Jin GuangYao usiadł wyprostowany naprzeciwko niego. Udawał, że jest uczniem skromnie słuchającym porad.

Nauczycielu Lan, czego będziesz uczył?

Co powiesz na Pieśń klarowności?

Oczy Jina GuangYao błysnęły, ale zanim mógł coś powiedzieć, Nie MingJue uniósł wzrok.

Pieśń klarowności jest jedną z wyjątkowych nauk GusuLan. Nie powinna zostać przekazana nikomu spoza sekty.

Lan XiChen nie miał nic przeciwko. Uśmiechnął się.

Pieśń klarowności różni się od Melodii zniszczenia, bo służy do oczyszczenia umysłu. Musiałbym być bardzo samolubny, by zatrzymać dla siebie tak terapeutyczną technikę. Zresztą, dlaczego przekazanie jej naszemu trzeciemu bratu miałoby być uznane za wyciek?

Nie MingJue nic nie powiedział, widząc, że ten się uparł.

Pewnego dnia, jak tylko wrócił do sali głównej Nieczystego Wymiaru, zobaczył jakiś tuzin składanych wachlarzy ze złotą obwódką rozłożonych przed Nie HuaiSangiem, który dotykał ich czule, mamrocząc pod nosem, jak porównywał wypisane na nich słowa. Żyły natychmiast wyskoczyły na czole Nie MingJue.

Nie HuaiSang!

Chłopak się przewrócił.

Naprawdę padł na kolana z przerażenia. Podniósł się po chwili.

B-b-b-bracie.

Gdzie twoja szabla?

Nie HuaiSang się skulił.

W… moim pokoju. Nie, w sali lekcyjnej. Nie, niech się… zastanowię…

Wei WuXian mógł poczuć, że Nie MingJue chciał go praktycznie na miejscu zaciukać.

Nosisz ze sobą wszędzie tuzin wachlarzy, a nawet nie wiesz, gdzie jest twoja szabla?!

Pójdę ją znaleźć! – powiedział szybko Nie HuaiSang.

Nie ma potrzeby! Na nic ci się nie przyda, nawet jeśli ją znajdziesz. Idź je wszystkie spalić!

Twarz chłopaka pobladła. Szybko wziął wszystkie wachlarze w ramiona, błagając:

Nie, bracie! Dostałem je w prezencie!

Nie MingJue uderzył dłonią w stół, roztrzaskując go.

Od kogo? Niech natychmiast tu przyjdzie!

Ode mnie.

Jin GuangYao wszedł do środka. Nie HuaiSang wyglądał, jakby zobaczył rycerza w lśniącej zbroi.

Bracie, jesteś tutaj!

W rzeczywistości Jin GuangYao nie był w stanie uspokoić Nie MingJue, ale skoro przyszedł, to cała złość mężczyzny zostanie skierowana na niego. Dlatego nie było nic złego w powiedzeniu, że jest rycerzem w lśniącej zbroi dla Nie HuaiSanga. Chłopak był zachwycony. Witał go raz za razem, w pośpiechu łapiąc wachlarze. Widząc reakcję swojego młodszego brata, Nie MingJue był tak wściekły, że prawie zaczęło go to bawić. Odwrócił się do Jina GuangYao:

Nie dawaj mu tych bezużytecznych rzeczy!

Chłopak upuścił parę wachlarzy na ziemię, a Jin GuangYao je podniósł i włożył mu w ramiona.

Zainteresowania HuaiSanga są bardzo eleganckie. Oddaje się sztuce i kaligrafii, nie mając chęci na figle. Jak możesz mówić, że są bezużyteczne?

Tak, Brat ma rację! – Nie HuaiSang przytaknął tak szybko, jak tylko mógł.

Ale liderzy sekty nie potrzebują takich rzeczy.

Nie będę liderem sekty. Ty nim możesz być, bracie. Ja tego nie robię!

Zamknął się natychmiast, kiedy brat na niego łypnął. Nie MingJue odwrócił się do Jina GuangYao.

Po co tu przyszedłeś?

Nasz drugi brat powiedział, że dał ci guqin. – Instrument został sprezentowany, kiedy Lan XiChen przybył zagrać Pieśń klarowności dla Nie MingJue, by uspokoić jego temperament. Jin GuangYao kontynuował: – Bracie, przez ostatnie kilka dni GusuLan jest w krytycznym punkcie odbudowy Zacisza Obłoków, a ty przez to zabraniasz mu przychodzić i dlatego nauczył mnie grać Pieśń klarowności. Zakładam, że wciąż będę w stanie w jakimś stopniu pomóc ci się uspokoić, choć nie jestem tak zdolny, jak nasz drugi Brat.

Zajmij się samym sobą.

Jednak Nie HuaiSang był zaciekawiony.

Bracie, jaka to pieśń? Mogę posłuchać? Wiesz, ta limitowana edycja, którą mi ostatnio dałeś…

Wracaj do pokoju! – krzyknął Nie MingJue.

Chłopak natychmiast zwiał, ale nie do swojego pokoju, a do salonu, w którym leżały prezenty od Jina GuangYao. Pomimo kilku wtrąceń, furia Nie MingJue powoli zniknęła. Odwrócił się w stronę Jina GuangYao, który wyglądał na zmęczonego, a jego szaty z Iskrami Wśród Śniegu pokrywał kurz – mężczyzna prawdopodobnie przyszedł tu prosto z Wieży Karpia. Po chwili Nie MingJue powiedział:

Usiądź.

Jin GuangYao kiwnął lekko głową na zgodę i zrobił, jak mu powiedziano.

Bracie, jeśli martwisz się o HuaiSanga, to delikatniejszy ton nie zaszkodzi. Po co te krzyki?

Byłby taki, nawet mając ostrze przy szyi. Wygląda na to, że zawsze będzie nieudacznikiem.

To nie tak, że HuaiSang jest nieudacznikiem. Po prostu co innego skrywa się w jego sercu.

A ty dobrze wiesz, co skrywa w swoim sercu, prawda?

Jin GuangYao się uśmiechnął.

Oczywiście. Czy to nie w tym jestem najlepszy? Tylko ciebie nie potrafię rozczytać, Bracie.

Znał gusta ludzi, by znaleźć jak najlepsze rozwiązania. Kochał załatwiać sprawy i potrafił wykonać dwa razy więcej roboty nie wysilając się za bardzo. Dlatego można było powiedzieć, że jest utalentowany w analizowaniu zainteresowań innych ludzi. Nie MingJue był jedyną osobą, z której nie potrafił wyciągnąć żadnych użytecznych informacji. Wei WuXian zauważył to, kiedy Meng Yao pracował dla lidera Nie. Kobiety, alkohole, bogactwa – nawet ich nie tykał; sztuka, kaligrafia, antyki – kupa atramentu i błota; najwspanialsze liście zielonej herbaty i lura z ulicznej budki – nie widział żadnej różnicy. Meng Yao próbował wszystkiego, ale nie odkrył żadnych jego zainteresowań z wyjątkiem sztuki miecza i zabijania Wenów. Naprawdę był ścianą z żelaza, nieprzeniknioną nawet najostrzejszymi mieczami. Słysząc jego kpiący ton, Nie MingJue nie był tak obrzydzony, jak kiedyś.

Nie pomagaj mu w tym.

Jin GuangYao uśmiechnął się lekko, po czym zapytał:

Bracie, gdzie jest guiqin naszego drugiego Brata?

Nie MingJue mu pokazał.

Od tamtej pory Jin GuangYao co kilka dni podróżował z Lanling do Qinghe, grając Pieśń klarowności, by uspokoić złość Nie MingJue. Starał się, jak mógł, nigdy nie narzekając. Pieśń klarowności przynosiła zauważalne efekty. Wei WuXian wyraźnie czuł, że złośliwa energia skryta w Nie MingJue jest tłumiona. Podczas gry rozmawiali i się dogadywali – w ich stosunki wdarła się nawet odrobina spokoju, który im towarzyszył przed sytuacją w lesie. Wei WuXian zaczął myśleć, że może pełne ręce przy odbudowie Zacisza były tylko wymówką. Może Lan XiChen chciał po prostu dać im szansę na rozluźnienie atmosfery.

Jednak ledwo co zdążył to pomyśleć, kiedy mężczyzna wpadł w jeszcze silniejszy szał.

Nie MingJue spławił dwóch uczniów, którzy nie śmieli go zatrzymać i wszedł prosto do Kwitnącego Ogrodu. Lan XiChen i Jin GuangYao omawiali coś w gabinecie z poważnymi minami. Kilka projektów pokrytych kolorowymi notatkami leżało przed nimi na biurko. Widząc, jak wdarł się do środka, Lan XiChen odrobinę się zawahał.

Bracie?

Nie ruszaj się. – Nie MingJue odwrócił się Jina GuangYao i powiedział chłodno: – Chodź.

Jin GuangYao na niego zerknął, po czym znowu odwrócił się do Lan XiChena i się uśmiechnął.

Bracie, możesz mi pomóc się tym zająć? Muszę porozmawiać na pewien prywatny temat z naszym starszym Bratem. Będę musiał innym razem poprosić cię o wyjaśnienie.

Lan XiChen był zmartwiony, ale Jin GuangYao go powstrzymał i wyszedł za Nie MingJue z Kwitnącego Ogrodu. Jak tylko dotarli do granicy Wieży Karpia, starszy mężczyzna się na niego zamachnął.

Stojący z boku uczniowie byli zszokowani. Jin GuangYao zwinnie uniknął ciosu i dał im znak, by się nie ruszali.

Bracie, po co tyle złości? Uspokójmy się.

Gdzie jest Xue Yang?

Został już zamknięty w lochu do końca swoich dni.

Co mi wtedy powiedziałeś?

Jin GuangYao milczał.

Chciałem, by zapłacił krwią za krew, a ty go uwięziłeś?

Dopóki otrzyma karę i nie powtórzy zbrodni zapłacenie krwią i dożywocie to… – zaczął ostrożnie Jin GuangYao.

Ten polecony przez ciebie gościnny kultywator zrobił naprawdę wiele dobrego! Doszło do czegoś takiego, a ty wciąż masz czelność go bronić!

Nie bronię go – zaprotestował chłopak. – Sprawa sekty YueyangChang też mnie zszokowała. Skąd mógłbym wiedzieć, że zabije ponad pięćdziesiąt osób? Ale ojciec uparł się, by go zatrzymać…

Zszokowała? Kto go zaprosił? Kto go polecił? Kto miał o nim wysokie mniemanie? Nie używaj ojca jako wymówki. Jak mogłeś nie wiedzieć, co Xue Yang wyprawia?!

Jin GuangYao westchnął.

Bracie, to naprawdę były rozkazy mojego ojca. Nie mogłem odmówić. Co mam mu powiedzieć, skoro chcesz, bym zajął się Xue Yangiem?

Wytłumaczenia są niepotrzebne. Wróć do mnie z jego głową w ręku. – Jin GuangYao chciał jeszcze coś powiedzieć, ale Nie MingJue stracił cierpliwość. – Meng Yao, nie odzywaj się do mnie w tak pretensjonalny sposób. Twoja taktyka już od dawna na mnie nie działa!

W ciągu sekundy kilka stopni niepokoju błysnęło na twarzy Jina GuangYao, jakby ktoś ze wstydliwą chorobą został nagle publicznie obnażony. Nie miał gdzie się ukryć.

Moja taktyka? Jaka taktyka? Bracie, zawsze na mnie krzyczałeś za ocenianie ludzi i bycie niehonorowym. Mówisz, że jesteś dumną, sprawiedliwą osobą, która niczego się nie boi, a prawdziwi mężczyźni nie powinni krętaczyć. To w porządku. Masz szlachetne pochodzenie i dobrą kultywację. Ale co ze mną? Czy jestem taki sam jak ty? Nie jestem tak dobry. Czy ktoś uczył mnie kultywacji od narodzin? No i nie mam świetnej przeszłości. Myślisz, że moja pozycja w sekcie LanlingJin jest pewna? Że po śmierci Jina ZiXuana uda mi się dojść do władzy? Jin GuangShan wolałby przyprowadzić kolejnego bękarta, niż pozwolić mi być jego następcą! Uważasz, że nie powinienem się niczego bać? Cóż, boję się wszystkiego, nawet innych ludzi! Ten, który jest najedzony, nigdy nie uwierzy głodującemu.

Wszystko sprowadza się do tego, że nie chcesz zabić Xue Yanga, by twoja pozycja w LanlingJin była stabilna – odrzekł chłodno Nie MingJue.

Oczywiście! – Jin GuangYao spojrzał w górę, a w jego oczach tańczyły niezrozumiałe ogniki. – Ale Bracie, zawsze chciałem cię o coś zapytać. Z twojej ręki zginęło o wiele więcej osób, więc dlaczego do dzisiaj wypominasz mi tych kilku kultywatorów zabitych z desperacji?

Nie MingJue aż roześmiał się ze złości.

Świetnie! Odpowiem ci! Niezliczone dusze poległy od mojej szabli, ale nigdy nie zabijałem z pragnienia, a tym bardziej, by wspiąć się po szczeblach kariery!

Bracie, rozumiem, co masz na myśli. Sugerujesz, że każdy, kogo zabiłeś, zasługiwał na śmierć? – Zbierając się na odwagę, zaśmiał się i podszedł kilka kroków bliżej. Uniósł głos, prawie agresywnie pytając: – No to mogę zapytać, na jakiej podstawie decydujesz, kto na nią zasługuje? Czy twoje standardy są absolutnie poprawne? Czy dobro przeważy nad złem, jeśli zabiję jednostkę, by uratować setki, czy i tak będzie mi się należała śmierć? Ofiary są potrzebne do osiągnięcia wielkich rzeczy.

No to dlaczego sam siebie nie poświęcisz? Jesteś lepszy od nich? Inny?

Jin GuangYao gapił się na niego. Chwilę później w końcu zdecydował albo się poddał, bo odpowiedział:

Tak. – Uniósł wzrok. Na jego twarzy było trochę dumy, odrobinę spokoju i nikły ślad szaleństwa. – Oczywiście, że jesteśmy inni!

Nie MingJue wpadł w furię, słysząc te słowa i widząc tę minę. Podniósł stopę, a Jin GuangYao ani nie zrobił uniku, ani się nie obronił. Kopniak wylądował prosto na nim, przez co mężczyzna sturlał się jak kamyk ze schodów Wieży Karpia.

Nie dziwi mnie, że słyszę coś takiego z ust syna prostytutki – krzyknął Nie MingJue, spoglądając za nim.

Jin GuangYao zatrzymał się dopiero po sturlaniu się z ponad pięćdziesięciu schodków. Nie leżał nawet długo na ziemi, zanim podniósł się chwiejnie na nogi. Machnął ręką, odsyłając służących i uczniów, którzy go otoczyli. Otrzepując z kurzu szaty, powoli uniósł głowę, by spojrzeć na Nie MingJue. Jego wzrok był spokojny, prawie obojętny. Jak tylko starszy mężczyzna wyjął z pochwy szablę, to z pałacu wyszedł Lan XiChen, by sprawdzić, co się dzieje. Widząc zaistniałą sytuację, szybko wyjął Shuoyue.

Co się tym razem stało?

Nic. Bracie, dziękuję za twoją radę.

Nie przeszkadzaj mi!

Bracie, schowaj najpierw szablę. Twoje myśli są wzburzone!

Nie są. Wiem, co robię. Nie ma dla niego nadziei. Jeśli to nie ustanie, to światu stanie się krzywda. Im wcześniej zostanie zabity, tym szybciej będziemy mogli się rozluźnić!

Lan XiChen wzdrygnął się z zaskoczenia.

Bracie, o czym ty mówisz? Przez ostatnie kilka dni bez ustanku podróżował między Lanling i Qinghe. Czy robił to tylko w zamian za taką ocenę?

Mając do czynienia z ludźmi jak Nie MingJue, wspominanie dobrych rzeczy i przeciwstawianie ich ze złymi postępkami innych było dobrą taktyką. Jak się spodziewali, mężczyzna zawahał się na chwilę i zerknął na Jina GuangYao. Krew spływała mu z czoła, a poza świeżą raną, którą spowodował upadek, była także stara, zabandażowana. Wcześniej zasłaniała ją czapka z dzianiny. Teraz z obu sączyła się krew, więc zdjął bandaże i otarł szkarłatną ciecz, by nie zabrudziła mu ubrań. Rzucił brudny materiał na ziemię i stał cicho, myśląc o niewiadomych sprawach. Lan XiChen odwrócił się do niego.

Możesz wrócić. Porozmawiam z naszym Starszym Bratem.

Jin GuangYao skłonił się w jego stronę i odszedł. Widząc, że chwyt Nie MingJue osłabł, Lan XiChen schował miecz. Poklepał ramię mężczyzny i odprowadził go na bok.

Bracie, obawiam się, że nie wiesz. Nasz trzeci Brat jest obecnie w okropnej sytuacji.

Jeśli wierzyć jego słowom, to zawsze jest w okropnej sytuacji. – Głos Nie MingJue nadal był chłodny, ale pomimo tego i tak schował szablę.

Kto mówi, że nie jest? Chwilę temu ci się odszczeknął, prawda? Czy kiedykolwiek tak robił?

To prawda. Jego zachowanie było niecodzienne. Jin GuangYao nie był kimś, kto nie był w stanie powstrzymać swoich emocji. Wiedział, że w starciu z Nie MingJue najlepiej było się wycofać. To wybuchnięcie naprawdę było do niego niepodobne.

Matka nigdy go nie lubiła. Po śmierci ZiXuana często go biła i beształa. Ostatnio ojciec także nie chce go słuchać. Odrzucił wszystkie jego propozycje.

Wei WuXian przypomniał sobie stos projektów leżących na biurku i wiedział, że chodziło o wieże strażnicze.

Na razie nie przymuszajmy go zbyt bardzo – podsumował Lan XiChen. Wierzę, że wie, co powinien zrobić, o ile damy mu więcej czasu.

Mam nadzieję.

Wei WuXian myślał, że po tak bliskim kontakcie z butem Nie MingJue Jin GuangYao przez jakiś czas nie będzie się wychylał. Jednak kilka dni później jak zwykle pojawił się w Nieczystym Wymiarze.

Nie MingJue był na terenie szkoły, osobiście ucząc i nadzorując umiejętności szermiercze Nie HuaiSanga. Nie zwrócił uwagi na nowo przybyłego, więc Jin GuangYao stanął z boku, czekając z szacunkiem. Nie HuaiSang nie był szczególnie zainteresowany, a słońce jasno świeciło, więc podchodził do tego na odwal, już po kilku ruchach narzekając, że jest zmęczony. Uśmiechnął się szeroko, kierując się w stronę Jina GuangYao, by sprawdzić jakie prezenty mu dzisiaj przyniósł. W przeszłości Nie MingJue tylko marszczył na ten widok brwi, ale dzisiaj był wściekły.

Nie HuaiSang, chcesz, by ten cios wylądował na twojej głowie?! Wracaj tu natychmiast!

Gdyby tylko chłopak był jak Wei WuXian i mógł poczuć, jak wściekły jest teraz Nie MingJue, to nie uśmiechnąłby się tak śmiało.

Bracie, już po czasie. Pora odpocząć! – zaprotestował.

Odpoczywałeś niecałe pół godziny temu. Nie przestawaj, dopóki się nie nauczysz.

Nie HuaiSang wciąż był wesoły.

I tak się tego nie nauczę. Na dzisiaj skończyłem!

Często tak mówił, ale dzisiaj reakcja Nie MingJue była całkowicie inna.

Świnia już by to pojęła, więc dlaczego tobie nie wychodzi?!

Nie spodziewając się tak nagłego wybuchu złości, twarz Nie HuaiSanga pobladła z szoku, kiedy skulił się w stronę Jina GuangYao. Ten widok jeszcze bardziej sprowokował Nie MingJue.

Minął już rok, a ty wciąż nie pojąłeś jednego zestawu technik szermierczych szabli. Postoisz na polu pół godziny i zaczynasz narzekać, że jesteś zmęczony. Nie musisz być świetny, ale nie potrafisz nawet sam się obronić! Jak sekta QingheNie mogła wydać na świat takiego nieudacznika?! Obaj powinniście zostać związani i raz dziennie pobici. Wynieść te wszystkie rzeczy z jego pokoju!

Ostatnie zdanie zostało skierowane do stojących z boku uczniów. Widząc, jak szybko idą spełnić rozkaz, Nie HuaiSang stał jak na szpilkach. Chwilę później rząd uczniów naprawdę wyniósł wszystkie wachlarze, obrazy i porcelanę z jego pokoju. Nie MingJue zawsze groził, że wszystko spali, ale nigdy tego nie zrobił. Teraz był poważny. Chłopak spanikował, rzucając się do przodu.

Bracie, nie możesz tego spalić!

Bracie, nie bądź impulsywny – powiedział Jin GuangYao, widząc, że sytuacja nie wygląda dobrze.

Jednak szabla Nie MingJue już uderzyła. Wszystkie delikatne przedmioty ułożone na środku pola zajęły się ogniem. Nie HuaiSang zawył i rzucił się między płomienie, by coś uratować. Jin GuangYao szybko go zatrzymał.

HuaiSang, bądź ostrożny!

Dwa kawałki blanc de chine roztrzaskały się pod naporem dłoni starszego mężczyzny. Zwoje i obrazy w sekundę obróciły się w popiół. Nie HuaiSang mógł tylko patrzeć, jak jego ukochane przedmioty, które pieczołowicie zbierał przez kilka lat, zamieniły się w pył. Jin GuangYao złapał dłonie chłopaka, oglądając je uważnie.

Poparzyłeś się? – zapytał i natychmiast odwrócił się do kilku uczniów. – Proszę, przygotujcie leki.

Młodzieńcy przytaknęli i odeszli. Nie HuaiSang stał w miejscu, a całe jego ciało drżało, kiedy patrzył się przekrwionymi oczyma na Nie MingJue. Widząc, że nie wygląda najlepiej, Jin GuangYao objął go ramieniem i wyszeptał:

HuaiSang, jak się czujesz? Nie patrz na to. Wróć do pokoju i odpocznij.

W oczach HuaiSanga wezbrały łzy. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku.

To w porządku. Następnym razem znajdę ci więcej…

Spalę je za każdym razem, jak przyniesie je do domu – przerwał mu Nie MingJue, a jego słowa były jak lód.

Złość i nienawiść błysnęły na twarzy Nie HuaiSanga. Rzucił szablę na ziemię i krzyknął:

No to je spal!

Jin GuangYao szybko go zatrzymał.

HuaiSang! Twój brat wciąż jest zły. Nie…

Szabla, szabla, szabla! – ryknął chłopak. – Kto, kurwa, chce to ćwiczyć?! Co z tego, że chcę być nieudacznikiem?! Liderem sekty może zostać ktokolwiek! Jeśli nie mogę się tego nauczyć, to nie mogę, a jeśli czegoś nie lubię, to tego nie lubię! Jaki sens ma przymuszanie mnie?!

Tłumaczenie: Ashi

4 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: